de_oakville
07.11.18, 12:11
Niemcow w obu wojnach swiatowych doprowadzila do katastrofy przede wszystkim ich wlasna pycha i niedocenianie przeciwnika. Pycha zaslepia. Zgubilo ich przede wszystkim to, ze nie doceniali Ameryki i jej mozliwosci (stalinowskiej Rosji nie doceniali rowniez z jej "piecami Magnitogorska" produkujacymi masowo stal na czolgi, ale w I-szej Wojnie Swiatowej to Ameryka zadecydowala o zwyciestwie Ententy, a i w II-giej na dobra sprawe rowniez).
Ani przed I-sza Wojna Swiatowa, ani przed II-ga nie traktowali Ameryki jako rownorzednego przeciwnika. Przeciez w roku 1939 Stany mialy mniejsza armie niz Polska. To nie byl w ich oczach zaden przeciwnik godny ani porownywalny z ich waleczna armia. Francuzi ewentualnie byli, ale Amerykanie? Brazylia jest rowniez wielka, ale to przeciez narod "zbieraczy kauczuku" i "tancerzy samby" a nie zolnierzy. A Amerykanie to byl w oczach hitlerowcow narod "kowbojow" o odstajacych uszach - czyli "pastuchow", Murzynow i innej "zbieraniny". Jakiz to mogl byc przeciwnik dla zdyscyplinowanych, karnych i swietnie zorganizowanych Niemcow? Zaden.
I na poczatku konfliktu z USA Niemcy byli gora:
"W ciagu kilku pierwszych miesiecy 1942 roku setki statkow znalazly grob w przybrzeznych wodach Kuby i Dominikany, na podejsciu do Nowego Orleanu i tuz kolo plaz slonecznej Florydy. Od slynnych miejscowosci letniskowych Miami i Palm Beach, mimo rownie slawnego dzis dzieki lotom kosmicznym Przyladka Kennedy'ego dalej na polnoc, az poza okolice Nowego Jorku, ciagnie sie jedno wielkie cmentarzysko amerykanskich statkow handlowych.
Jak bardzo byli Amerykanie do wojny podwodnej nieprzygotowani i do jakiego stopnia Niemcy cieszyli sie tam bezkarnoscia, swiadczy nie tylko liczba zatopionych statkow, ale takze sposob w jaki ginely. Uciekajac od U-Bootow pod same brzegi, na wody, ktore powinny byc dla okretow podwodnych za plytkie, statki wylatywaly w powietrze i palily sie doslownie na oczach plazowiczow. Jako srodek majacy U-Bootom utrudnic odnajdywanie celow w nocy, na wschodnim wybrzezu Stanow Zjednoczonych wprowadzono czesciowo zaciemnienie miast i osiedli. Na tle bowiem luny swiatel, wiszacej nad rzesiscie oswietlonymi miejscowosciami, wysokie sylwetki garnacych sie pod brzegi statkow latwiej rzucaly sie w oczy niemieckich marynarzy. Pomyslec tylko, co za paradoks - w odleglosci kilku tysiecy kilometrow od najblizszego teatru wojennego, na jakim dzialalo niemieckie lotnictwo, wprowadzalo sie przeciwlotnicze zaciemnienie i to wskutek dzialalnosci okretow podwodnych.
Do wojny byli Amerykanie nieprzygotowani takze moralnie. Niemieccy marynarze, upowaznieni do prowadzenia wojny bez ograniczen i przyzwyczajeni do traktowania bez litosci rozbitkow na wschodnim i polnocnym Atlantyku, tu, kolo Florydy, bawili sie kosztem tych, ktorzy bez wiekszego trudu osiagali w swych lodziach bliski, zbawczy brzeg. Wysmiewajac sie i kpiac z rozbitkow w lodziach, Niemcy potrafili rzucic im jeszcze na droge pakiet papierosow lub kilka tabliczek czekolady. Nie z litosci, tylko z pogardy dla przeciwnika slabego i zupelnie bezbronnego."
(kmdr ppor Wienczyslaw Kon, "Przy angielskim mabrzezu").
Jednym slowem Niemcy mieli mentalnosc "prymusa klasowego", "dobrze ulozonego", ktory rzeczywiscie mial "same piatki", ale pogardzal przy tym kazdym uczniem od siebie slabszym, nie tylko "trojkowym", ale nawet "czworkowym". Uwazal go za glupszego od siebie i mniej zdolnego "genetycznie". Nie przyszlo mu na mysl, ze byc moze jego wlasne "piatki" sa glownie rezultatem surowego wychowania przez bezwzglednego ojca i zmuszania go do nauki przez rodzicow. Rezultatem strachu przed pogarda jego wlasnego rodzenstwa, gdyby tych "piatek" do domu nie przynosil. Mieli specyficzna mentalnosc. Okazalo sie potem jednak, ze uczen "trojkowy" nie zawsze jest debilem. Jego slabe oceny moga wynikac z lenistwa, niecheci do nauki, wreszcze z poczucia wolnosci i "bimbania sobie". Z silnego charakteru nie dajacego sie "urobic" innym. Winston Churchill mial w szkole dwoje na okres z angielskiego, ale debilem nie byl. Po latach otrzymal Nagrode Nobla z literatury - byl pisarzem angielskim o najbogatszym zasobie slownictwa - jego aktywne slownictwo obejmowalo 60 000 wyrazow, Szekspira w jego dzielach "tylko" 25 000.
"Leniwy", ale nie mniej zdolny uczen zostal "przycisniety do muru" przez wojne, przez zagrozenie wlasnego zycia. I wtedy okazalo sie, ze potrafi byc rownie zdolny, a moze nawet i zdolniejszy od "prymusa". I jego start z pozycji slabszego i lekcewazonego dodatkowo uskrzydlil go.
Co bylo dalej?
"Taki stan nie potrwal jednak dlugo. Amerykanie zabrali sie do odrobienia zaleglosci rownie energicznie co rzeczowo i w kwietniu skonczyly sie wielkie dni niemieckich podwodniakow. Dostali ciegi nie na plazach Florydy co prawda, o wygrzewaniu sie na ktorych niewatpliwie marzyli, ale w poblizu tych slonecznych brzegow. Trzeba sie bylo znowu wycofac w mroki oceanicznego matecznika srodkowego Atlantyku. Od brzegow Ameryki U-Booty zostaly odpedzone przez lotnictwo.
(...)
Stopniowo zmienilo ono mozliwosci U-Bootow. Pozostajac ciagle w ataku, coraz bardziej tracily one jednak pewnosc siebie i nieograniczona swobode dzialania. Na odlegle tereny swoich lowow przemykaly sie chylkiem. Jak dawniej ich torpedy strzelane spod wody wysadzaly w powietrze zaskoczone statki, tak z czasem zaczely ich samych zaskakiwac lotnicze bomby, celnie spadajace z niskich chmur lub z nieprzebitych wzrokiem ciemnosci nocnych. Z czasem tropiciel zmienil sie w tropionego."
(...)
Bitwa o Atlantyk zostala przez Brytyjczykow wygrana w maju 1943 roku w sposob niemal absolutny, ale poltora roku pozniej przeciwnik, zregenerowany i przezbrojony, uderzyl na nowo. W brytyjskiej marynarce wojennej powstala wowczas obawa, ze "kto wie jakby sie to skonczylo, gdyby..." - gdyby losy wojny nie byly sie juz rozstrzygnely gdzie indziej."
(kmdr ppor Wienczyslaw Kon, "Przy angielskim mabrzezu").
Dziwne sa losy ludzi i narodow. Czasami wszystko moze sie zmienic o 180 stopni w krotkim czasie. Czlowiek nigdy nie powinien byc pyszalkiem - pycha jest odzwierciedleniem glupoty. W roku 1942 Niemcy zatapiali amerykanskie statki u wybrzezy Florydy a 11 lat pozniej musieli w Berlinie rzucac kamieniami w rosyjskie czolgi, ktore w roku 1953 tlumily tamtejsze powstanie. Stlumily je w ciagu 2 dni! W jednej z ksiazek, ktore posiadam jest zdjecie z powstania berlinskiego w roku 1953. Przedstawia dwoch mlodych Niemcow rzucajacych
kamieniami w sowieckie czolgi. Do zludzenia przypominaja Palestynczykow miotajacych dzis kamieniami w czolgi izraelskie. Narod rozbrojony po bezwarunkowej kapitulacji w roku 1945 przemienil sie na pewien czas z "pana" w niewolnika. Jeszcze jeden dowod na to, ze pycha nie poplaca.
A swoja droga dziwi u wielu z nich "sentyment" do Rosji i niechec, wrecz wrogosc do Ameryki. Ale wynika to pewnie stad, ze kultura I cywilizacja rosyjska sa w sumie mniej atrakcyjne dla innych od kultury i cywilizacji niemieckiej. Co innego kultura i cywilizacja amerykanska, ktora "opanowala swiat". Drazni ich pewnie to, ze dotad "panuje" i z najdalszego zakatka swiata jest bardziej widoczna dla Eskimosa czy Indianina niz ich wlasna.
Na temat autora obu cytatow:
Z ksiazki "WSPOMNIENIA ZE SLUZBY W MW RP"
Kontradm. w st. spocz. Henryk Pietraszkiewicz
"Duza indywidualnoscia byl kmdr ppor. Wienczyslaw Kon. Wysoki, sylwetka sportowca, troche niecierpliwy, cenil czas, duzy talent dydaktyczny, konkretny w wypowiedziach. Wykladal radiotechnike i radar, przez to byl dla nas takze symbolem nowoczesnosci. W pogladach wykazywal sie duza samodzielnoscia i odwaga. Mówil co mu sie nie podoba w panstwie, a i o nas potrafil uzyc slów, które szly nam w piety. Wlasnie za to byl bardzo szanowany, chociaz nieraz zjezalismy sie na jego opinie."