borrrka
03.06.21, 10:13
Świetna skąd inąd pisarka, Tatiana Tołstoj, w przypływie wielkoruskiei szczerości, była powiedziała:
Rosjanie bardzo lubią "polskość", ale tylko w momentach, gdy Polska jest w jakiś sposób od nas zależna.
I tu można by wątek zakończyć, bo wszystko zostało powiedziane.
Uzurpuję sobie niejaką znajomość tematu - pierwszy raz odwiedziłem Matuszkę AD 1964.
I kontynuowałem intensywnie, rzekłbym bardzo intensywnie.
Więc ja się z Mme Tatianą zgadzam całkowicie.
Imperialna mentalność rosyjska dopuszcza istnienie jakiejś Polski.
Nie zakończę tym optymistycznym twierdzeniem, bo diabeł tkwi w szczegółach, a konkretnie w ... NATO.
Unia jest dla Rosjan parkiem rozrywki, takim Heide Park Soltau.
Potencjalnie obiektem manipulacji, ale przecież do poskromienia.
NATO, to koł w matuszkańskim sercu.
To strasznie boli i nad rieką Wisłą, i w Inflantach, a sama myśl o Ukrainie w NATO jest rusofobiczna, że użyję modnego zwrotu.
A miało być inaczej - finlandyzacja Europy postkomunistycznej i wielcy, biali bracia padający sobie w ramiona.
W 1994 w Moskwabadzie odbyła sie "sesja wyjazdowa" Paktu, a ja razem z lady D. oglądałem Syflidę.
Kara boża, bo miałem kaca, a baletu nie trawię:)
K sożaleniu, biały brat znad Potomacu traktował z buta "partnerów" moskiewskich, licząc naiwnie, że TO się rozleci.
I mamy, co mamy.
Jestem do ostatniej komórki antypisowski, ale tragiczna sytuacja w naszych stosunkach z Rosją nie wynika z pisiej nieudolności.
Kto jeszcze nie rozumie, może niech przeczyta ponownie pierwsze zdanie wątku:)