stefan4
11.06.24, 15:40
— Czasy pokoju się skończyły, era powojenna się zakończyła — mówił premier Tusk
w stolicy Rumunii. — Żyjemy w nowych czasach. W epoce przedwojennej — dodał.
T.zw. ,,wojna hybrydowa'' to nie żadna wojna, to tylko delikatne podkładanie sobie świni. Wojna bez cudzysłowu polega na tym, że duże oddziały wojska z rozkazu władz państwowych przemieszczają się i mordują kogo się da, wykorzystując do tego kosztowne środki techniczne dostarczone im przez władze ich państw. Tusk miał niewątpliwie na myśli taką właśnie wojnę prawdziwą, a nie ,,hybrydową''.
Ale gdyby teraz wybuchła wojna między Polską (wspieraną przez NATO) a Białorusią (wspieraną przez Rosję), to kogo historia uznałaby za winnego jej rozpętania? Uczciwy historyk nie będzie mógł pominąć faktu, że pierwsze strzały na granicy zostały oddane przez żołnierzy polskich; w dodatku, że polscy żołnierze strzelali do cywilów; do uciekających cywilów.
A co będzie napisane na następnej stronie podręcznika historii? Na pewno będą zacytowane artykuły prawa międzynarodowego, kwalifikujące takie działania jako zbrodnię przeciwko pokojowi — poważne państwo nie może dawać się sprowokować aż do działań wojennych przez drobne złośliwości sąsiada. Dalej będzie cytat z właśnie teraz opracowywanego rozporządzenia polskiego rządu, że żołnierze nie odpowiadają karnie za strzelanie do ludzi, oraz że rząd może swobodnie wprowadzać restrykcje stanu wojennego na dowolnych terenach bez oficjalnego ogłaszania stanu nadzwyczajnego (co wymagałoby zgody Sejmu).
I historycy przyszłości nie będą już mieli wątpliwości, że wojnę rozpętała strona polska. Panie Tusku, igra Pan z ogniem.
- Stefan