bmc3i
23.08.24, 07:58
W ostatnim dniu konwencji miała swoje wystąpienie, w którym mówiła że stawką w wyborach jest przyszłość ameryki - słowo przyszłość padało wielokrotnie - oraz świata.
Moim zdaniem miała świetne przemówienie. Z jednej strony wiecowe, z drugiej zaś merytoryczne. Mówiła o przyszłości, o swoich planach.
W kwestiach interesujących Europejczyków, powiedziała:
Uczynimy amerykańskie siły zbrojne najsilniejszymi na świecie i najmocniejszymi w historii, wzmocnimy NATO i nasze sojusze, zwiększymy wsparcie dla Ukrainy.
(To o tyle wiarygodne, że wszyscy raczej są zgodni że to właśnie Biden i Harris zjednoczyli NATO po ruskiej agresji na Ukrainę.)
Występujący zaś przednią Leon Panetta - były dyrektor CIA oraz sekretarz Obrony w administracji Obamy mówił to samo, dodając, że nasi polegli żołnierze nie są suckerami i loserami (frajerami i przegrywami, odnosząc się do słów Trumpa na amerykańskim cmentarzu wojennym) lecz naszymi bohaterami.
Tuz przed Panettą wystapił senator Mark Kelly - były pilot US Navy, uczestnik operacji Pustynna Burza i wielokrotny astronauta, mąż postrzelonej w zamachu na nią w Tuscon w 2011 roku kongresmenki Gabby Giffords (podczas spotkania z wyborcami w którym zginęło 6 niewinnych osób, i do dziś wciąż walczącej ze skutkami paraliżu po postrzeleniu) również zapowiedział wzmacnianie NATO i innych amerykańskich sojuszy, których zbudowanie zajęło Ameryce dekady.
Kelly wspomniał, że Putin testuje Amerykę, podczas gdy Chiny, Korea Płn i Iran uważnie się przyglądają, a Trump zaprasza Putina żeby robił co chce. Mówi że w czasie gdy Harris działała w komisji senackiej badającej ruskie wpływy w USA, Trump podlizywał się dyktatorom, marząc o zastaniu jednym z nich. Nazywał poległych amerykańskich żołnierzy suckerami i loserami. Jeśli wybierzemy go ponownie, i pozwolimy mu ponownie zostać commander-in-chief, jedynymi suckeram i loserami będziemy my wszyscy.