Gość: normalna
IP: 2.3.STABLE* / 10.0.5.* / 62.84.68.*
13.05.02, 10:03
Nie moge sobie odmowic przyjemnosci przedrukowania tu artykulu Wojciecha
Gielzynskiego Z ,,Przegladu'' z dnia 25 lutego 2002r. A tylko dlatego, ze
jestem wlasnie zwolenniczka nazywania tych samych rzeczy takimi samymi
imionami, niezaleznie od tego z ktorej strony na nie sie patrzy.
--------------------
Terror – trop polski
Wojciech Giełżyński
Wśród stu kilkudziesięciu definicji terroryzmu w obieg medialny wchodzi
ostatnio i taka, że jest on „negatywnym następstwem globalizacji”. Jest coś na
rzeczy: nawet Jan Paweł II w orędziu na XXXV Światowy Dzień Pokoju podkreślił,
iż terroryzm przemienił się w „wyrafinowaną sieć ośrodków wpływów
politycznych”, która „rozszerza się, ogarniając cały świat.
Ongiś terroryzm bywał zwany bronią słabych” — przedszkolem partyzantki,
rewolucji wyzwoleńczej, powstania narodowego. Bardzo często stanowił (tu i
ówdzie stanowi do dziś) rozpaczliwą odpowiedź na terror państwowy który winien
jest nieporównanie liczniejszych zbrodni niż terroryzm „oddolny”. I było tak od
zarania dziejów Przed dwoma tysiącami lat żydowscy zeloci sztyletami „sica”
podrzynali gardła rzymskim okupantom. Przed tysiącem lat asasyni, członkowie
sekty szyickiej, znienacka uśmiercali najeźdźców-krzyżowców Były to czyny godne
pożałowania, jak każdy mord, ale jednak trudne do jednoznacznego potępienia — w
przeciwieństwie do zbrodni popełnionej na Manhattanie.
W XIX w terroryzm także
miał przesłanki patriotyczne
i wzbudzał raczej aprobatę niż potępienie. Zwłaszcza wśród Polaków, którzy
cieszyli się (?) w Europie, a przynajmniej w kręgach europejskiej lewicy
reputacją wyjątkowo sprawnych terrorystów. Ignacy Hryniewiecki, zabijając bombą
cara Aleksandra II oraz siebie samego, był prekursorem straceńców
palestyńskich. Stanisław Padlewski zachwycił francuskich radykałów
zastrzeleniem gen. Seliwestrowa, rezydenta carskiej Ochrany w Paryżu, i
sensacyjną ucieczką przez całą Europę aż do Ameryki, mimo pościgu policji wielu
krajów. Józef Piłsudski osobiście kierował napadem na wagon pocztowy pod
Bezdanami i „ekspropriacją” (czytaj: rabunkiem) ponad 200 tys. rubli, które
później przydały się do tworzenia Związku Strzeleckiego — zalążka Legionów.
Wśród bojówkarzy spod Bezdan było trzech późniejszych premierów RP - Walery
Sławek, Aleksander Prystor i Tomasz Arciszewski — i nikomu nie przyszło do
głowy zwać ich terrorystami. „Ekspropriacje” wymagające z reguły odstrzelenia
eskorty uchodziły wręcz za czyny służące dobrej sprawie.
Przypomniał te i podobne wydarzenia Włodzimierz Kalicki na łamach „Gazety
Wyborczej” (27- -28.10.2001 r.) w wywiadzie-rzece z Jackiem Kuroniem i Karolem
Modzelewskim. Obaj ci sławni solidarnościowcy przyznają się do duchowego
powinowactwa z dawną PPS, która powołała Organizację Bojową, zbrojne ramię jej
Frakcji Rewolucyjnej, ale Kuroń „szedł w zaparte” i odrzucał wywody Kalickiego,
iż praktykowanie terroryzmu było normą dla polskich rewolucjonistów;
perswadował, że OB PPS była jedynie „samoobroną robotniczą”. Skapitulował, gdy
Kalicki wymienił długi ciąg aktów terroru, które złożyły się na rewolucję 1905-
1906 r.
Szkoda, że w tej interesującej dyskusji przeoczono ważny wątek dziejowy który
notabene całkiem też pominęli znani historycy Jan Kancewicz i Jan Tomicki w
monografiach wydanych w latach 80., a poświęconych.., dziejom
PPS! Otóż w Paryżu w 1892 r. na założycielskim zjeździe Związku Zagranicznego
Socjalistów Polskich (przemianowanego wkrótce na Polską Partię Socjalistyczną)
najdłużej dyskutowano, i to już pierwszego dnia — wstyd powiedzieć — właśnie o
dopuszczalności terroru!
Stanisław Wojciechowski (przyszły prezydent RP) argumentował: „Partia w żadnym
wypadku nie powinna prowadzić działania za pomocą terroru. Wyjątek może
stanowić tylko ta akcja rewolucyjna, która zostanie podjęta w celu
bezpośredniego wywołania rewolucji”.
Feliks Perl (później wieloletni naczelny „Robotnika”) perswadował, że: „W walce
z rządem partia niekiedy musi uciekać się do terroru”.
Edward Abramowski (sławny etyk i psycholog) próbował zbliżać stanowisko
przedmówców: „Wniosek Feliksa jest zbyt ogólnikowy, Wacława zaś (pseudonim
Wojciechowskiego - przyp. WG.) zbyt optymistyczny Niepodobna przypuścić, że w
ciągu całego okresu przygotowań obejdziemy się bez terroru”.
Jan Stróżecki: „W ogóle nie przedstawiam sobie okoliczności, kiedy terror może
być konieczny”.
Perl: „Terror nigdy nie był hasłem do rewolucji. U nas zaś terror może być
tylko środkiem agitacyjnym”.
Stanisław Grabski (wtedy socjalista, później endek): „Terror pociąga za sobą
wielkie represalia. Sprowadza reakcję i odstrasza robotników, przeto może nas
tylko osłabić. „Tymczasem przed rewolucją zaczyna się walka en gros. Wtenczas
warto wywołać represalia, by jeszcze bardziej rozdrażnić lud”.
Stanisław Mendelson (główny ideolog PPS): „Owo straszenie mas jest fikcją, gdyż
nie one się boją, ale działacze. U nas nie ma wprawdzie nieudolności mas
rosyjskich, ale może jednak być potrzeba terroru, na przykład w chwilach
ogólnej apatii”.
Abramowski: „Jakie korzyści dał nam terror w ogóle, gdzie i kiedy dał on
korzyści?”.
Bolesław Limanowski (nestor ruchu socjalistyczne-go): „Dla odpowiedzi Józefowi
(pseudonim Abramowskiego — przyp. WG.) trzeba by całej broszury..”.
Abramowski: „Korzyści terroru są chwilowe, a nam chodzi o korzyści stałe. Nie
odrzucamy zupełnie środków gwałtownych, ale jesteśmy za wyeliminowaniem ich z
programu. Nie tylko terror systematyczny ale nawet jeden fakt terroru wystarcza
na to, żeby sprowadzić w ruchu stagnację na długi czas”.
c.dalszy nastapi