Dodaj do ulubionych

My, swinie

01.06.02, 03:37
Krystian Brodacki


Mnóstwo papieru zadrukował w Gazecie Wyborczej (28.04) Lawrence Weschler,
publicysta magazynu The New Yorker, by dowieść, że autor komiksowej
książki "Maus", Art Spiegelman to pełen dobrych intencji artysta.
Spiegelman, syn żydowskich emigrantów z Polski, którzy cudem przeżyli Oświęcim
i z trudem urządzili się na nowo w USA, dorastał w cieniu holokaustu. Nie mogąc
znieść atmosfery domu, opuścił go w wieku 18 lat i wiódł życie flower power.
Jednak pewnego dnia wspomnienia powróciły i osaczyły go tak mocno, iż musiał
jakoś je odreagować - i wymyślił "Maus" ("Mysz"), komiks o holokauście, w
którym ludzi przedstawił pod postaciami zwierząt.

Komiks tak się spodobał, iż wydano go w 20 krajach, zdobył mnóstwo nagród, stał
się bestsellerem, również w Niemczech, gdzie ponoć zalecono go jako lekturę
szkolną. Do łańcuszka sukcesów brakowało tylko Polski, ale oto po latach - i
nad Wisłą "Maus" się teraz ukazuje. Jest tylko jeden szkopuł... Podczas gdy
Żydów przedstawił Spiegelman jako myszy, Niemców jako koty, a Amerykanów jako
psy, Polakom przyprawił głowy świń! Mogliby się o to obrazić, należało zatem
wykazać, że autor, kreując w swym komiksie polskie świnie, niczego złego nie
miał na myśli...

A oto wywód Spielgmana: "główną cechą świń jest to, że nie należą one do
metaforycznego łańcucha pokarmowego, który dominuje w książce. Koty jedzą
myszy - ale nie świnie. Z punktu widzenia myszy, świnie są stosunkowo
nieszkodliwe". Dalej: "w amerykańskiej tradycji komiksowej świnie nie wywołują
żadnych negatywnych skojarzeń". Wreszcie: "hitlerowcy mówili o Żydach jako
o "robactwie", które zamierzają wytępić", a o Polakach jako o świniach. Ale
przecież "to nie ja wymyśliłem tę przenośnię (...) ja tylko chciałem ją
wypróbować, potraktować serio, pogmatwać i zdekonstruować". O co się więc
obrażać? Pan Spiegelman raczej liczyłby na to, że "jakiś Polak obrazi się na
mnie, że przedstawiłem Żydów jako myszy".

Panowie Weschler-Spiegelman, czemu swych polskich czytelników traktujecie jak
półgłówków? Przecież świnie uchodzą za zwierzęta inteligentne! Czemuż więc
mielibyśmy się obrażać o myszy? I w amerykańskiej, i w naszej tradycji są one
stworzeniami nie budzącymi wstrętu; termin "robactwo" zarezerwowany jest dla
insektów: wszy, pluskiew, pcheł, karaluchów. Myszy wprawdzie zjadły nam króla
Popiela, ale to legenda. W piosence dla dzieci wprawdzie "królewnę myszka
zjadła" (łańcuch pokarmowy!), ale królewna była z marcepana. A w wierszyku (też
dla dzieci) czytamy: "wyszła sobie myszka z norki, miała oczka jak paciorki".
Miłe, nieprawdaż?

Koty są mordercami myszy. Tak. Ale zapewniam Panów, że w polskiej (i
amerykańskiej) tradycji koty także są stworzeniami sympatycznymi: mają miękkie
futerko, mruczą i zarazem budzą respekt, jako zwierzęta niezależne, mądre,
chodzące własnymi drogami, nie tak, jak ogłupione wiernością psy. Znają panowie
zapewne rysownika Jima Davisa, który bohaterem swego komiksu uczynił kota
Garfielda, istotę inteligentną, dowcipną, oglądającą świat z przymrużeniem
ślipia. Budzi wielką sympatię! Mówimy do dzieci: "kotku", "koteczku", a do
kochanej dziewczyny: "kiciuniu". Wcale się nie dziwię, że "Maus" tak bardzo się
Niemcom spodobała!

Fakt, że znalazły się w pana komiksie polnische Schweine też zapewne niejednego
Niemca ucieszył, a już z pewnością żadnego nie obraził. Tylko dlaczego kłamie
pan, iż w Ameryce świnie nie wywołują negatywnych skojarzeń? Czy słowo pig
(świnia, wieprz) wymalowane przez ludzi Mansona na ścianie willi Polańskich też
o tym świadczy? Co do Polski, znamy wprawdzie i lubimy Prosiaczka z "Kubusia
Puchatka", polubiliśmy też filmową "świnkę z klasą", ale tak naprawdę -
słusznie czy nie - skojarzenia związane z tym zwierzęciem są nadal
jednoznaczne. W czasie okupacji mieliśmy takie hasło: "Tylko świnie siedzą w
kinie!". Podczas PRL-u opowiadaliśmy dowcip o de Gaulle'u, Kennedym i
Chruszczowie, jak założyli się, kto z nich dłużej wytrzyma w chlewie w
towarzystwie świni; wygrał Chruszczow; siedział tam tak długo, że wreszcie
świnia nie wytrzymała i pierwsza wybiegła z chlewu...

Jeżeli powiem, że produkując komiks "Maus", zrobił nam pan świństwo (po
niemiecku Schweinerei), czy uzna to pan za komplement? Albo gdy powiem, że się
pan ześwinił? Albo jeśli przerobię pana nazwisko na "Pigelman"?

To smutne i wstyd, że znalazł się w Polsce ktoś gotów dla zysku wydać książkę,
która wśród milionów ludzi na świecie upowszechnia stereotyp Polaka - świni i
Polski - chlewu. Pan Spiegelman trafił w dziesiątkę: lepszego prezentu
polakożercom z amerykańskiej diaspory zrobić nie mógł. A jeszcze w dodatku
zarobił na holokauście wielkie pieniądze...

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka