Dodaj do ulubionych

Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce prezy...

    • Gość: ania s. lepiej się powieś, ty "glos" z twoim kurzym mózgie IP: *.dip.t-dialin.net 01.10.02, 21:44
    • Gość: Nitrico powstrzymac tego szalenca Busha IP: *.pool80205.interbusiness.it 01.10.02, 21:55
      Moze jednak uda im sie powstrzymac tego szalenca Busha. Zycze
      powodzenia.
    • Gość: wojtas33 grupa amerykanskich lewakow IP: *.zeelandnet.nl 01.10.02, 22:03
      Jest to grupka amerykanskich lewakow ( tam niestety tez tacy sa )
      o ktorych dlugo bylo cicho i nagle zapragneli znalezc sie na
      pierwszych stronach gazet. Pani Fonda jest "zawodowa
      protestujaca" od zawsze - i to tylko przeciwko wlasnemu krajowi -
      przeciwko przeroznym dyktatorom nigdy nie protestowala ( gdzie
      byla ona gdy w Polsce wybuchl stan wojenny. Wtedy o niej bylo
      cicho). Protestowac i pisac glupie listy jest bardzo latwo, gdy
      odwaga jest tania i takie "proby przypomnienia sie publicznosci"
      nie pociagaja za soba zadnego ryzyka. Nie mozna juz zagrac w
      filmie, to trzeba zrobic kolo siebie troche zamieszania w ten
      sposob.
    • Gość: zeszyt Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.sopot.sdi.tpnet.pl 01.10.02, 22:04
      powiem Ci jedno, nawet nie wiesz co piszesz. W koncu ludzie (mieszkancy USA)
      zauwazyli jaki blad robi ich rzad. nie widza tego rzady np. Wielkiej Brytanii,
      ktory stoi za USA murem, pomimo tego, ze ich spoleczenstwo takze nie akceptuje
      wojny. W iraku dzieci umieraja z powodu braku podstawowych srodkow medycznych.
      Irak nie moze takze sprowadzic nawet chloru, poniewaz (wedlug USA i Wlk.
      Brytani) mozna z tego wyprodukowac bron biologiczna - bzdura i absurd.
      Jak dobrze wiemy inspekcje w Iraku na nic by sie zdaly. Jak juz rzadu Iraku
      mowi, ze wpusci inspektoro to Bush ripostuje, ze i tak ich zaatakuje - gdzie
      tutaj logika!!
      Jesli nadal sie nie przekonales to poczytaj troche miedzynarodowej prasy
      niezaleznej chocby prof. choamskiego (m.in. podpisal ten list) oraz John'a
      pilgera - jednych z najbardziej znanych dziennikarzy na swiecie
      • Gość: Swiatlo Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.easypower.com 01.10.02, 22:21
        Gość portalu: zeszyt napisał(a):

        > Jesli nadal sie nie przekonales to poczytaj troche
        > miedzynarodowej prasy niezaleznej chocby prof. choamskiego
        > m.in. podpisal ten list) oraz John'a pilgera - jednych z
        > najbardziej znanych dziennikarzy na swiecie

        Pan Choamski tylko cudem jest jeszcze na wolnosci. Juz dawno
        powinien siedziec w anclu za zdrade narodowa. Ten ludzki smiec
        naduzywa zasade wolnosci slowa.
        Pani Jane Fonda, o ile jeszcze byla mlodziutka i chodzila nago w
        Barbarelli to byla do wytrzymania. Potem zamienila sie w
        odrazajaca, skrzekliwa wiedzme. Jazgocze na wszystkich zadymach
        feministyczno-anarchistycznych.
        Pani Marisa Tomei. Niesamowita laska kiedy byla mloda, niestety
        z wiekiem coraz bardziej idaca w slady prostytutki Jane Fonda.
        Pan Robert Altman. Bardziej feministyczny niz nazistowskie
        feministki militantki.
        Cala ta zgraja moze bylaby nieszkodliwa jakby sie gdzies
        spotykali w jakiejs spelunie w Berkeley i sobie tam nawzajem
        dogadzali, ale jak juz zaczynaja za bardzo halasowac, to nalezy
        im pozamykac te japy. Najlepiej kopniakiem w zeby.

        Swiatlo
        • yacek1 Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre 01.10.02, 23:27
          Gość portalu: Swiatlo napisał(a):

          > Pan Choamski tylko cudem jest jeszcze na wolnosci. Juz dawno
          > powinien siedziec w anclu za zdrade narodowa. Ten ludzki smiec
          > naduzywa zasade wolnosci slowa.

          > Cala ta zgraja moze bylaby nieszkodliwa jakby sie gdzies
          > spotykali w jakiejs spelunie w Berkeley i sobie tam nawzajem
          > dogadzali, ale jak juz zaczynaja za bardzo halasowac, to nalezy
          > im pozamykac te japy. Najlepiej kopniakiem w zeby.
          >
          > (Jozef)Swiatlo
        • Gość: sylwek Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: 192.249.47.* 01.10.02, 23:37
          Gość portalu: Swiatlo napisał(a):

          > Gość portalu: zeszyt napisał(a):
          >
          > > Jesli nadal sie nie przekonales to poczytaj troche
          > > miedzynarodowej prasy niezaleznej chocby prof. choamskiego
          > > m.in. podpisal ten list) oraz John'a pilgera - jednych z
          > > najbardziej znanych dziennikarzy na swiecie
          >
          > Pan Choamski tylko cudem jest jeszcze na wolnosci. Juz dawno
          > powinien siedziec w anclu za zdrade narodowa. Ten ludzki smiec
          > naduzywa zasade wolnosci slowa.
          > Pani Jane Fonda, o ile jeszcze byla mlodziutka i chodzila nago
          w
          > Barbarelli to byla do wytrzymania. Potem zamienila sie w
          > odrazajaca, skrzekliwa wiedzme. Jazgocze na wszystkich
          zadymach
          > feministyczno-anarchistycznych.
          > Pani Marisa Tomei. Niesamowita laska kiedy byla mloda,
          niestety
          > z wiekiem coraz bardziej idaca w slady prostytutki Jane Fonda.
          > Pan Robert Altman. Bardziej feministyczny niz nazistowskie
          > feministki militantki.
          > Cala ta zgraja moze bylaby nieszkodliwa jakby sie gdzies
          > spotykali w jakiejs spelunie w Berkeley i sobie tam nawzajem
          > dogadzali, ale jak juz zaczynaja za bardzo halasowac, to
          nalezy
          > im pozamykac te japy. Najlepiej kopniakiem w zeby.
          >
          > Swiatlo

          Swiatlo, popieram cie 100%. Ta zgraja milionerow sie zestarzala
          juz wszysto w zyciu mieli ,znudzily im sie juz ich domy w
          roznych czesciach swiata,balangi na jachtach pelnomorskich,
          wszystkie rozrywki jakie mozna sobie wymyslic , do filmow ich
          juz nie chca, nawet w gazetach o nich juz nie pisza. Wiec trzeba
          jakos zaistniec . To jest po prostu zgraja rozwydrzonych
          lewackich sk......

          pozdrawiam z usa
          • Gość: Mietek Re: dowcipki ??? IP: *.arc.nasa.gov 01.10.02, 23:46

            > jakos zaistniec . To jest po prostu zgraja
            rozwydrzonych
            > lewackich sk......

            Moze oni po prostu chcieli zadowcipkowac. No bo jak mozna
            miec powazna mine czytajc te nazwiska... Jesli ci ludzie
            nie zdawali sobie sprawy z humoru jaki to moze wywolac -
            widac jak maja poprzewracane w glowach.
        • yacek1 Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre 01.10.02, 23:41
          Przeczytaj to:

          www.noiraqattack.org/

          To ponizej, to ostatnia strona podpisow. Zwroc uwage na numery przed nazwiskami.
          ostatni jest w tej chwili 11358, ale za kilka godzin bedzie znacznie wiecej. I
          to sa ludzie bedacy sola tej ziemi. Taka sama sola jakiej najbardziej obawial
          sie Hitler i wyniszczyl wiekszosc polskiej inteligencji.

          Pozostawil jedynie takich bandytow jak (Jozef) Swiatlo i jemu podobni.

          Name University Department Status Date
          11351 Zurn, Christopher University of Kentucky Philosophy faculty 9-30
          11352 Zuroski, Eugenia Brown University English student 9-28
          11353 Zweibel, Ellen University of Colorado Astrophysics and Planetary Science
          faculty 9-25
          11354 Zweig, Steven U of Missouri Family and Community Medicine faculty 9-28
          11355 Zwick, Rebecca UCSB Education faculty 9-26
          11356 Zylla, Emily U of Minnesota Tobacco Use Research Center staff 10-1
          11357 Zynda, Erika Indiana University South Bend Academic Affairs staff 10-1
          11358 Zynda, Laura University of Wisconsin Madison Humanities alum 9-29


          • Gość: Swiatlo Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.easypower.com 02.10.02, 00:16
            yacek1 napisał:

            > [...] I to sa ludzie bedacy sola tej ziemi.

            Sola? Niezly dowcip. Ja bym to nazwal zatechlym blotem.
            Sporo sie tego smiecia pozbieralo na przeroznych campusach.
            Klasyczne trupy z lat 60-tych. Narcystyczne pieknoduchy,
            nawtykaja sobie kwiatow do geby, a mimo to wciaz cuchna na
            odleglosc.

            Swiatlo
        • Gość: diabeł Pentagon stalinizuje. IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:31
          Gość portalu: Swiatlo napisał(a):

          > Gość portalu: zeszyt napisał(a):
          >
          > > Jesli nadal sie nie przekonales to poczytaj troche
          > > miedzynarodowej prasy niezaleznej chocby prof. choamskiego
          > > m.in. podpisal ten list) oraz John'a pilgera - jednych z
          > > najbardziej znanych dziennikarzy na swiecie
          >
          > Pan Choamski tylko cudem jest jeszcze na wolnosci. Juz dawno
          > powinien siedziec w anclu za zdrade narodowa. Ten ludzki smiec
          > naduzywa zasade wolnosci slowa.
          > Pani Jane Fonda, o ile jeszcze byla mlodziutka i chodzila nago w
          > Barbarelli to byla do wytrzymania. Potem zamienila sie w
          > odrazajaca, skrzekliwa wiedzme. Jazgocze na wszystkich zadymach
          > feministyczno-anarchistycznych.
          > Pani Marisa Tomei. Niesamowita laska kiedy byla mloda, niestety
          > z wiekiem coraz bardziej idaca w slady prostytutki Jane Fonda.
          > Pan Robert Altman. Bardziej feministyczny niz nazistowskie
          > feministki militantki.
          > Cala ta zgraja moze bylaby nieszkodliwa jakby sie gdzies
          > spotykali w jakiejs spelunie w Berkeley i sobie tam nawzajem
          > dogadzali, ale jak juz zaczynaja za bardzo halasowac, to nalezy
          > im pozamykac te japy. Najlepiej kopniakiem w zeby.
          >
          > Swiatlo
    • Gość: rypski-krupczak Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.nyc.rr.com 02.10.02, 00:19
      Uzytecznych idiotow na swiecie nie brakuje.
      Ci artysci i yntelektualysci nie zawahaliby sie podpisac podobny apel w 1939
      roku. To ci sami, ktorzy bali sie przyleciec do Nowego Jorku po 11 wrzesnia.
      To ci sami, ktorzy czarterowali prywatne odrzutowce kiedy uslyszeli o wagliku w
      biurach NBC. Ta cala zgraja nie warta jest funta klakow.
      To nikt inny niz Barbra Streisand i Alec Baldwin zaklinali sie, ze jesli Bush
      wygra wybory to oni przenosza sie na ten czas do Francji. Ciagle siedza w
      Stanach a ja nawet dalem $20 na bilet w jedna strone dla Baldwina.
      A tym apelem to oni moga........ i tak dalej.
      Kilka lat temu Streisand wyglosila przemowienie na Harvadzie. Poniewaz bylo
      napisane przez Jenningsa mialo rece i nogi, choc mozna bylo polemizowac z
      konkluzjami. Potem nastapila godzina pytan i odpowiedzi. Streisand odpowiadala
      bez sciagi i suflera. Bylo to jedno zenujace widowisko. Baba jest glupia jak
      but chociaz bardzo utalentowana w dziedzinach dalekich od polityki.
      Mam tylko jedno zyczenie, aby ktos taki jak np. Mariah Carey czy Drew Barrymore
      nie mowily mi na kogo mam glosowac bo nie wiem czy sa pod wplywem czy na kacu.

      PS ktos napisal " niemiecka minister finansow " spiesze doniesc, ze powinno
      brzmiec " byla niemiecka minister finansow "

      • Gość: Mietek Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.telepac.pt 02.10.02, 01:35
        Żeby się nie porzygać przez takich jak ty to sobie puszczam na video od czasu
        do czasu kasetę 911.
    • Gość: diabeł amerykanska propaganda IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:34
      http://www.zmag.org/chomsky/articles/z9710-mainstream-media.html
      What Makes Mainstream Media Mainstream

      From a talk at Z Media Institute June 1997

      By Noam Chomsky

      Part of the reason why I write about the media is because I am interested in
      the whole intellectual culture, and the part of it that is easiest to study is
      the media. It comes out every day. You can do a systematic investigation. You
      can compare yesterday’s version to today’s version. There is a lot of evidence
      about what’s played up and what isn’t and the way things are structured.

      My impression is the media aren’t very different from scholarship or from, say,
      journals of intellectual opinion—there are some extra constraints—but it’s not
      radically different. They interact, which is why people go up and back quite
      easily among them.

      You look at the media, or at any institution you want to understand. You ask
      questions about its internal institutional structure. You want to know
      something about their setting in the broader society. How do they relate to
      other systems of power and authority? If you’re lucky, there is an internal
      record from leading people in the information system which tells you what they
      are up to (it is sort of a doctrinal system). That doesn’t mean the public
      relations handouts but what they say to each other about what they are up to.
      There is quite a lot of interesting documentation.

      Those are three major sources of information about the nature of the media. You
      want to study them the way, say, a scientist would study some complex molecule
      or something. You take a look at the structure and then make some hypothesis
      based on the structure as to what the media product is likely to look like.
      Then you investigate the media product and see how well it conforms to the
      hypotheses. Virtually all work in media analysis is this last part—trying to
      study carefully just what the media product is and whether it conforms to
      obvious assumptions about the nature and structure of the media.

      Well, what do you find? First of all, you find that there are different media
      which do different things, like the entertainment/Hollywood, soap operas, and
      so on, or even most of the newspapers in the country (the overwhelming majority
      of them). They are directing the mass audience.

      There is another sector of the media, the elite media, sometimes called the
      agenda-setting media because they are the ones with the big resources, they set
      the framework in which everyone else operates. The New York Times and CBS, that
      kind of thing. Their audience is mostly privileged people. The people who read
      the New York Times—people who are wealthy or part of what is sometimes called
      the political class—they are actually involved in the political system in an
      ongoing fashion. They are basically managers of one sort or another. They can
      be political managers, business managers (like corporate executives or that
      sort of thing), doctoral managers (like university professors), or other
      journalists who are involved in organizing the way people think and look at
      things.

      The elite media set a framework within which others operate. If you are
      watching the Associated Press, who grind out a constant flow of news, in the
      mid-afternoon it breaks and there is something that comes along every day that
      says "Notice to Editors: Tomorrow’s New York Times is going to have the
      following stories on the front page." The point of that is, if you’re an editor
      of a newspaper in Dayton, Ohio and you don’t have the resources to figure out
      what the news is, or you don’t want to think about it anyway, this tells you
      what the news is. These are the stories for the quarter page that you are going
      to devote to something other than local affairs or diverting your audience.
      These are the stories that you put there because that’s what the New York Times
      tells us is what you’re supposed to care about tomorrow. If you are an editor
      in Dayton, Ohio, you would sort of have to do that, because you don’t have much
      else in the way of resources. If you get off line, if you’re producing stories
      that the big press doesn’t like, you’ll hear about it pretty soon. In fact,
      what just happened at San Jose Mercury News is a dramatic example of this. So
      there are a lot of ways in which power plays can drive you right back into line
      if you move out. If you try to break the mold, you’re not going to last long.
      That framework works pretty well, and it is understandable that it is just a
      reflection of obvious power structures.

      The real mass media are basically trying to divert people. Let them do
      something else, but don’t bother us (us being the people who run the show). Let
      them get interested in professional sports, for example. Let everybody be
      crazed about professional sports or sex scandals or the personalities and their
      problems or something like that. Anything, as long as it isn’t serious. Of
      course, the serious stuff is for the big guys. "We" take care of that.

      What are the elite media, the agenda-setting ones? The New York Times and CBS,
      for example. Well, first of all, they are major, very profitable, corporations.
      Furthermore, most of them are either linked to, or outright owned by, much
      bigger corporations, like General Electric, Westinghouse, and so on. They are
      way up at the top of the power structure of the private economy which is a very
      tyrannical structure. Corporations are basically tyrannies, hierarchic,
      controled from above. If you don’t like what they are doing you get out. The
      major media are just part of that system.

      What about their institutional setting? Well, that’s more or less the same.
      What they interact with and relate to is other major power centers—the
      government, other corporations, or the universities. Because the media are a
      doctrinal system they interact closely with the universities. Say you are a
      reporter writing a story on Southeast Asia or Africa, or something like that.
      You’re supposed to go over to the big university and find an expert who will
      tell you what to write, or else go to one of the foundations, like Brookings
      Institute or American Enterprise Institute and they will give you the words to
      say. These outside institutions are very similar to the media.

      The universities, for example, are not independent institutions. There may be
      independent people scattered around in them but that is true of the media as
      well. And it’s generally true of corporations. It’s true of Fascist states, for
      that matter. But the institution itself is parasitic. It’s dependent on outside
      sources of support and those sources of support, such as private wealth, big
      corporations with grants, and the government (which is so closely interlinked
      with corporate power you can barely distinguish them), they are essentially
      what the universities are in the middle of. People within them, who don’t
      adjust to that structure, who don’t accept it and internalize it (you can’t
      really work with it unless you internalize it, and believe it); people who
      don’t do that are likely to be weeded out along the way, starting from
      kindergarten, all the way up. There are all sorts of filtering devices to get
      rid of people who are a pain in the neck and think independently. Those of you
      who have been through college know that the educational system is very highly
      geared to rewarding conformity and obedience; if you don’t do that, you are a
      troublemaker. So, it is kind of a filtering device which ends up with people
      who really honestly (they aren’t lying) internalize the framework of belief and
      attitudes of the surrounding p
      • Gość: John Wayne Re: amerykanska propaganda IP: *.arc.nasa.gov 02.10.02, 02:16
        Nigdy nie slyszalem o tym facecie Chomsky ale czytajac to
        wszystko jedno jest dla mnie jasne - to typowy
        'jajoglowy' profesor. Duzo zaduzo tekstu, kiepskie
        wywody, fakty dobrane do tezy, etc. Na szczescie On nie
        jest prezydentem - inaczej mielibysmy dyktature
        Chamskiego ...
    • Gość: diabeł propaganda i media IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:37
      http://www.southendpress.org/books/PAPMexcerpt.shtml
      An Excerpt from Propaganda and the Public Mind

      Conversations with Noam Chomsky
      Interviews by David Barsamian

      From Chapter 2: “US to World: Get Out of the Way”

      Barsamian: One of the advantages of leaving the United States is to be exposed
      to different media. I traveled to Thailand in January. The Nation is one of
      their two English-language newspapers. There was a very critical article by
      Suravit Jayanama titled, “Containing America in the Post-Cold War Era.” The
      article asked, “While Washington talks about containing Saddam Hussein, what
      about the need to contain a superpower that zealously acts to protect its own
      interests?”

      Chomsky: That’s the attitude in much of the world, and with justice. When the
      world’s only superpower, which has essentially a monopoly of force, announces
      openly, We will use force and violence as we choose and if you don’t like it
      get out of the way, there’s a reason why that should frighten people.
      Incidentally, the reaction after the Gulf War was the same. It was described in
      the United States as a triumph of morality and courage. But if you look around
      the world, it was quite different. I reviewed as much as I could discover of
      world coverage, and people were very frightened. They said, These guys are out
      of control. Who are they going to attack next? There is no deterrent left. The
      United States will do as it pleases, and everybody else had better watch out.

      A number of U.N. member states and members of the Security Council opposed the
      U.S. missile attacks in August 1998 on Afghanistan and Sudan. That number
      noticeably increased with the December attack on Iraq. What accounts for that?

      I think that what accounts for it is concern and fear, which the U.S. is trying
      to stir up. It’s not trying to hide it. This December, one senior European
      diplomat at the U.N. was quoted as saying that the U.S. has given up on the
      U.N. It doesn’t want to have it anymore. It’s now going to conduct its policy
      through the North Atlantic Treaty Organization and the World Trade
      Organization, which it feels it can control. That’s close to accurate. I think
      the U.N. will still be used when you can palm off some problem on it. As for
      NATO and the WTO, they’re used only when they follow orders. When the European
      Union brought a case to the WTO condemning the U.S. embargo of Cuba, the
      Clinton administration responded by withdrawing WTO jurisdiction, just like
      Reagan did with the World Court. Actually, the U.S. claimed what they called
      a “national security exemption.” Our national existence is at stake by denial
      of food to Cuba. They didn’t make this too prominent, because it’s too
      ludicrous, but that was apparently the technical reason. So the WTO, yes, as
      long as they follow orders. If it’s an unimportant matter, we may give in to
      them. NATO, yes, if they do what we tell them. But the U.N. is just not enough
      under control.

      The reaction to the U.N. has been quite interesting over the years. In the
      early years, the U.S. was very much in favor of the U.N. It was wonderful,
      because they were doing everything that Washington wanted. With decolonization,
      that began to change. By the 1960s, relations between the U.N. and Washington
      were fairly hostile, although the U.N. was still under control. For example,
      the U.N. never raised the issue of the U.S. war in Vietnam, although most of
      the countries were passionately opposed, and so was the Secretary General, U
      Thant. I had a private meeting with him in December 1966 at U.N. headquarters.
      It would be unfair to report a private conversation, but it was clear he had
      said the same thing to other people - that he thought this was a real atrocity
      and it ought to be ended, but the U.N. couldn’t do anything about it. It
      couldn’t even discuss it publicly. It was quite different when the Russians
      invaded Afghanistan. Then the U.N. could take a strong stand and denounce it.
      But not when the U.S. attacked Vietnam.

      By the 1970s and particularly by the 1980s, there was simply an attempt to
      eliminate the organization. The most striking example was when third world
      countries, the South, tried to break the Western monopoly over the information
      systems. There was an attempt through UNESCO, the United Nations Educational,
      Scientific, and Cultural Organization, to broaden and democratize access to
      information media and technology. The U.S. reacted with complete hysteria.
      There followed a very interesting series of incidents in which there was a
      flood of lies and condemnations of this effort, claiming that it was an attack
      on freedom of press and state regimentation of news. It was all lies. It was
      demonstrated to be lies. The lies were repeated after they were refuted, and
      the refutations were not permitted publication.

      There’s a good study of this by William Preston, Ed Herman and Herbert
      Schiller, Hope and Folly, which documents the history in detail. I don’t think
      there was a single review of the book. William Preston is a historian of the
      U.N. He commented on the irony that after the United States condemned UNESCO
      for attempting to undermine the free marketplace of ideas, the U.S.
      demonstrated that there is no free marketplace of ideas by refusing even to
      publish the refutations of the lies. That’s exactly what happened. Ed Herman
      has a detailed accounting, as he usually does, of the media coverage and how it
      worked - and the refusal to allow refutations to appear and the continual lying
      after it was known to be false.

      What all of this reveals, including the silence over what happened, is a really
      profound fear that control over doctrine and information might escape the hands
      of those who are powerful. If it gets into the hands of other people, we’re in
      trouble. And they understand that. UNESCO was practically destroyed because of
      this. It was tamed. The U.S. is trying to undermine the U.N. That’s why it
      doesn’t pay its dues, because it’s no longer a useful instrument of power. When
      it can be used, it will be used. So when the Somalia operation turned into a
      catastrophe, then it was fine. The U.N. - U.N. incompetence - could take the
      blame. And maybe sometimes if there’s something the U.S. doesn’t want to do and
      the U.N. can be a cover, they’ll use it.

      You also observed that another similarity with Libya was the prime-time bombing
      in April 1986.

      In the case of Libya, it was really dramatic. It took a lot of self-discipline
      for the media and commentators never to comment on this. The Libya bombing was
      precisely at 7 p.m. Eastern Standard Time, and that was no small trick. That
      happened to be at the time when the three television networks had their evening
      news. That meant that the Reagan administration was given free time on
      television. First of all, the television cameras immediately shifted to the
      exciting events in Tripoli and Benghazi - lights going off, bombs falling, all
      great stuff. Then you go to Washington and the Reagan administration says
      what’s going on is “self-defense against future attack.” They essentially
      control the story for the first hour. Then of course it’s all over.

      A couple of questions come to mind. How come the bombing was precisely at 7
      p.m., when all three networks begin their evening newscasts? That was no easy
      job. It was a six-hour flight from England. They couldn’t even fly directly
      because the continental countries refused to allow overflights. They were
      opposed to the bombing. So they had to fly over the Atlantic and the
      Mediterranean. They got there precisely at 7 p.m. The first major war crime in
      histo
    • Gość: diabeł Who runs America? IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:43
      http://bostonphoenix.com/archive/features/99/04/01/NOAM_CHOMSKY.html
      Who runs America?
      Forty minutes with Noam Chomsky
      interview by Adrian Zupp
      Noam Chomsky, one of the world's leading linguistic thinkers, is also one of
      its leading political dissidents. A professor of linguistics at MIT (where he
      has taught since 1955), he has consistently spoken out about abuses of power,
      particularly those involving US corporations. He has been arrested several
      times and was on Richard Nixon's infamous enemies list. Chomsky makes countless
      speaking appearances around the world each year; his schedule is so tight that
      it took 15 months to get this interview. Now 70, Chomsky is still energetic and
      expansive; he is also quiet-spoken, somewhat shy, and exceedingly sincere.
      Always quotable, Chomsky has said: "If the Nuremberg laws were applied today,
      then every postwar American president would have to be hanged." He has also
      said: "It is the responsibility of intellectuals to speak the truth and expose
      lies."
      This interview took place in his MIT office.

      Q: As you tell it, the main components of power and control in America seem to
      be corporations, the government, the media, and the public-relations industry.
      But many people apparently find it hard to go along with your explanation
      because they don't feel that control could be that monolithic.

      A: What you just described is not monolithic. I mean, you mentioned four
      things, and within each of these things there's a lot of conflict. First of
      all, corporations disagree. And corporations and government are not the same
      thing.

      Q: But I get the impression that a lot of people think that you're saying that
      it's a massive conspiracy.

      A: That's true maybe of people in the Harvard faculty, but that's because for
      them conspiracy is a curse word.

      If something comes along that you don't like, there are a few sort of four-
      letter words that you can use to push it out of the sphere of discussion. If
      you were in a bar downtown, they might have different words, but if you're an
      educated person what you use are complicated words like conspiracy theory or
      Marxist.

      It's a way of pushing unpleasant questions off the agenda so that we can
      continue in our own happy ideology.

      Q: So would you say that the elite groups are not so much coordinated in
      producing the system as they are unanimous in protecting it?

      A: There are matters on which they tend to be in overwhelming agreement. There
      are other matters on which there are internal differences. And in fact, when
      you investigate the media product, what you typically find is that on topics on
      which there is very broad consensus, there's no discussion. On topics where
      there's debate, there is discussion.

      A dramatic recent case was the Multilateral Agreement on Investments [a
      proposed global economic treaty]. On that there was near-uniformity in the
      corporate sector, the government, the media component of the corporate sector,
      the international financial institutions. They were all in favor of this
      treaty, overwhelmingly. They all understood very well that the public is not
      going to like it, so for years they just kept it secret. On that issue, no
      discussion.

      The same happened on NAFTA [the North American Free Trade Agreement]. The same
      sectors were overwhelmingly in favor, but they knew the population wasn't going
      to like it
    • Gość: diabeł propaganda system IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:46
      http://www.zmag.org/chomsky/articles/loot9205-propaganda.html
      The Propaganda System
      Noam Chomsky
      Lies of Our Times, May 1992

      Letter from Lexington April 6, 1992

      Dear LOOT,

      Media critique has generally focused on how the news and opinion sections
      ensure right thinking. Book reviews are another intriguing element of the
      system of doctrinal control. In particular, the New York Times Book Review
      serves as a guide to readers and librarians with limited resources. The editors
      must not only select the right books, but also reviewers who adhere to the
      norms of political correctness. What follows are some illustrations, drawn from
      successive weeks.

      In the study of any system, it is often useful to look at something radically
      different, to highlight crucial features. Let's begin, then, by looking at a
      society that is close to the opposite pole from ours: Brezhnev's USSR.

      Consider policy formation. In Brezhnev's USSR, economic policy was determined
      in secret, by centralized power; popular involvement was nil, except
      marginally, through the Communist Party. Political policy was in the same
      hands. The political system was meaningless, with virtually no flow from bottom
      to top.

      Consider next the information system, inevitably constrained by the
      distribution of economic-political power. In Brezhnev's USSR there was a
      spectrum, bounded by disagreements within centralized power. True, the media
      were never obedient enough for the commissars. Thus they were bitterly
      condemned for undermining public morale during the war in Afghanistan, playing
      into the hands of the imperial aggressors and their local agents from whom the
      USSR was courageously defending the people of Afghanistan (see E.S. Herman and
      N. Chomsky, Manufacturing Consent, 226f.). For the totalitarian mind, no degree
      of servility is ever enough.

      There were dissidents and alternative media: underground samizdat and foreign
      radio. According to a 1979 US government-funded study, 77% of blue-collar
      workers and 96% of the middle elite listened to foreign broadcasts, while the
      alternative press reached 45% of high-level professionals, 41% of political
      leaders, 27% of managers, and 14% of blue-collar workers. The study also found
      most people satisfied with living conditions, favoring state-provided medical
      care, and largely supportive of state control of heavy industry; emigration was
      more for personal than political reasons (James Miller and Peter Donhowe,
      Washington Post Weekly, Feb. 17, 1986, p. 16).

      Dissidents were bitterly condemned as "anti-Soviet" and "supporters of
      capitalist imperialism," as demonstrated by the fact that they condemned the
      evils of the Soviet system instead of marching in parades denouncing the crimes
      of official enemies. They were also punished, not in the style of US
      dependencies such as El Salvador, but harshly enough.

      The concept "anti-Soviet" is particularly striking. We find similar concepts in
      Nazi Germany, Brazil under the generals, and totalitarian cultures generally.
      In a relatively free society, the concept would simply evoke ridicule. Imagine,
      say, that Italian critics of state power were condemned for "anti-Italianism."
      Such concepts as "anti-Soviet" are the very hallmark of a totalitarian culture;
      only the most dedicated and humorless commissar could use such terms.

      Well-behaved party hacks were guilty of no such crimes as anti-Sovietism. Their
      task was to applaud the state and its leaders; or even better, criticize them
      for deviating from their grand principles, thus instilling the propaganda line
      by presupposition rather than assertion, always the most effective technique.
      The commissar might say that leaders erred in their defense of Afghanistan
      against "the assault from the inside, which was manipulated" by Pakistan and
      the CIA. They should have understood that "it was an Afghan war, and if we
      converted it into a white man's war, we would lose." Similarly, a Nazi
      ideologue might have conceded that the "encounter" between Germans and Slavs on
      the Eastern front was "less than inspiring," though for balance, we must recall
      that it was "a total war between rival nations for control of a territory both
      groups were willing to die for"; and for the Slavs "the terms of the conflict"
      were "less mortal" than for the Germans needing Lebensraum, "staking not only
      their fortunes but also their very lives on the hope of building new lives in
      untried country." The Slavs, after all, could trudge off to Siberia. I return
      to the source of the quotes directly.

      With these observations as background, let us turn to our own free society.

      Begin again with policy formation. Economic policy is determined in secret; in
      law and in principle, popular involvement is nil. The Fortune 500 are more
      diverse than the Politburo, and market mechanisms provide far more diversity
      than in a command economy. But a corporation, factory, or business is the
      economic equivalent of fascism: decisions and control are strictly top-down.
      People are not compelled to purchase the products or rent themselves to
      survive, but those are the sole choices.

      The political system is closely linked to economic power, both through
      personnel and broader constraints on policy. Efforts of the public to enter the
      political arena must be barred: liberal elites see such efforts as a
      dangerous "crisis of democracy," and they are intolerable to statist
      reactionaries ("conservatives"). The political system has virtually no flow
      from bottom to top, apart from the local level; the general public appears to
      regard it as largely meaningless.

      The media present a spectrum of opinion, largely reflecting tactical divisions
      within the state-corporate nexus. True, they are never obedient enough for the
      commissars. The media were bitterly condemned for undermining public morale
      during the war in Vietnam, playing into the hands of the imperial aggressors
      and their local agents from whom the US was courageously defending the people
      of Vietnam; a Freedom House study provides a dramatic example (see Herman and
      Chomsky, Manufacturing Consent, chapter 5, 5.2, and appendix 3). For the
      totalitarian mind, again, no degree of servility is enough.

      There are dissidents and other information sources. Foreign radio broadcasts
      reach virtually no one, but alternative media exist, though without a tiny
      fraction of the outreach of samizdat. Dissidents are bitterly condemned
      as "anti-American" and "supporters of Communism" as demonstrated by the fact
      that they condemn the evils of the American system instead of marching in
      parades denouncing the crimes of official enemies. But they are not severely
      punished, at least if they are privileged and of the right color. Again, the
      concept "anti-American" is particularly striking, the very hallmark of a
      totalitarian mentality.

      Let us now turn to the Times Book Review, keeping to the reviews, not the
      books.

      The March 15 issue carries Morton Kondracke's review of Paul Hollander's Anti-
      Americanism; the author and reviewer are loyal apologists for atrocities by the
      US government and its clients. Kondracke applauds this worthy exposure of the
      crime of anti-Americanism, though he feels Hollander may go too far in citing
      benefits for the handicapped as an illustration of the leftist deviation of
      Congress.

      "Anti-Americanism" (equivalently "the left," or "Marxists") is defined by the
      author as "a generally critical disposition toward existing social
      arrangements," the "cultural belief" that "this is a severely flawed and
      possibly doomed society, though still a menace to its citizens and humanity."
      Kondracke agrees that "the left gets more respect and attention in the news
      media than its ideas merit," and is "strongly influential" in colleges and the
      church. But all is not lost: "ther
    • Gość: diabeł porządek światowy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:51
      Noam Chomsky
      Suwerenność , a porządek światowy


      NOAM CHOMSKY jest znanym w świecie aktywistą politycznym i profesorem
      lingwistyki na Massachusetts Institute of Technology.


      Dzisiejszy temat, * "Suwerenność a porządek światowy", narodził się tak
      naprawdę ponad rok temu, lub jeszcze dawniej, ale jest on wciąż aktualny. W
      1999 roku terminy "suwerenność" i "porządek światowy" były kluczowe. Ich
      ważność została zrealizowana w nadzwyczaj sugestywny sposób.

      Troska o suwerenność przebiegała przez dwie fazy. Pierwsza dotyczyła tego, co
      miało miejsce w pierwszej połowie roku, podczas bombardowania Jugosławii przez
      USA i NATO. Druga faza związana jest z wydarzeniami z ostatnich tygodni - nową
      falą zbrodni w Timorze Wschodnim.

      Podczas pierwszej fazy pojawiły się "nadzwyczaj bogate wizje" dotyczące tego,
      że oto wchodzimy w nową er%E
    • Gość: diabeł porządek światowy IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:51
      Noam Chomsky
      Suwerenność , a porządek światowy


      NOAM CHOMSKY jest znanym w świecie aktywistą politycznym i profesorem
      lingwistyki na Massachusetts Institute of Technology.


      Dzisiejszy temat, * "Suwerenność a porządek światowy", narodził się tak
      naprawdę ponad rok temu, lub jeszcze dawniej, ale jest on wciąż aktualny. W
      1999 roku terminy "suwerenność" i "porządek światowy" były kluczowe. Ich
      ważność została zrealizowana w nadzwyczaj sugestywny sposób.

      Troska o suwerenność przebiegała przez dwie fazy. Pierwsza dotyczyła tego, co
      miało miejsce w pierwszej połowie roku, podczas bombardowania Jugosławii przez
      USA i NATO. Druga faza związana jest z wydarzeniami z ostatnich tygodni - nową
      falą zbrodni w Timorze Wschodnim.

      Podczas pierwszej fazy pojawiły się "nadzwyczaj bogate wizje" dotyczące tego,
      że oto wchodzimy w nową erę historii ludzkości, w której "państwa oświecone"
      będą używały siły, jeśli stwierdzą, że jest to sprawiedliwe, nie zwracając
      uwagi na staromodne idee suwerenności i prawa międzynarodowego. Koniec ze
      starymi, restrykcyjnymi regułami. "Państwa oświecone" będą działać według
      swoich tradycyjnych zasad "z misją obrony praw człowieka". Ogłosiła to
      Sekretarz Stanu, Albright, a w New York Times nabożnie zdał z tego relację.

      Misja ta odnosi się, według ludzi typu Albright, tylko do niektórych części
      świata, dokładnie - do "państw-łobuzów". Dzisiejsza Kuba. Albo Nikaragua, zanim
      nastąpił jej powrót do wolnego świata. Albo Irak przed 1990 rokiem, kiedy
      Saddam Hussein przestał przestrzegać zasada, sprawiając, że jego państwo stało
      się "niegrzeczne". Ale nie miało to oczywiście miejsca przed 1990 rokiem, kiedy
      zajmował się on gazowaniem Kurdów, torturowaniem przeciwników politycznych i
      generalnie popełnianiem najgorszych zbrodni w całej swojej okrutnej karierze.
      Otrzymał za to zresztą nagrodę w postaci potężnych fal napływającej pomocy
      militarnej oraz innego rodzaju wsparcia. Tymi, którzy nagradzali były "państwa
      oświecone".

      Tak, to się odnosi do pierwszej części roku. Byliśmy wtedy raczeni
      ekstatycznymi wypowiedziami czołowych moralistów i osobistości politycznych,
      naukowców itp.; wszystkie one dotyczyły tej doniosłej epoki, w którą właśnie
      wstępujemy pod wodzą oświeconych państw, już nie obciążonych przestarzałymi
      koncepcjami suwerenności i prawa międzynarodowego.

      Druga faza to kilka ostatnich tygodni. Ton zmienił się radykalnie od momentu,
      gdy uwaga świata została zwrócona w stronę Timoru Wschodniego, gdzie miała
      miejsce eskalacja terroru, przemocy i masakr, których dokonuje się tam od 25
      lat. Tak naprawdę mamy tu do czynienia z najgorszą rzezią, jeśli chodzi o ilość
      mieszkańców, od czasów Holocaustu.

      Teraz okazuje się, że suwerenność Indonezji w tym wypadku zasługuje na
      delikatny i wyjątkowy szacunek. Nawet jeśli nie ma tam żadnej suwerenności.
      Oczywiście dlatego, że Indonezja nie ma prawa do suwerenności w Timorze
      Wschodnim, poza prawami, które zostały nabyte dzięki pomocy dostarczanej jej
      agresywnym apetytom przez wielkie mocarstwa, szczególnie przez państwa
      oświecone, a zwłaszcza przez ich lidera - Stany Zjednoczone.

      A więc w tym wypadku musimy bardzo mocno zatroszczyć się o suwerenność. I
      okazuje się, że prawa człowieka nie mają znaczenia. Musimy zapomnieć o naszej
      doniosłej misji, zapoczątkowanej podczas fazy pierwszej. Najpierw trzeba
      poprosić agresorów o pozwolenie, zanim wykonamy jakikolwiek ruch, na przykład
      wstrzymanie pomocy militarnej, ponieważ mógłby on być odebrany jako interwencja
      w suwerennym państwie, czego zdecydowanie nie chcielibyśmy robić.

      Zatem nagle obraz staje na głowie. Od totalnego zlekceważenia i pogardy dla
      suwerenności, jak to miało miejsce w przypadku Serbii, która przez przypadek
      jest jedynym zakątkiem Europy opierającym się planom Stanów Zjednoczonych na
      tym kontynencie, przechodzimy do państwa "klienckiego", jednego z głównych
      masowych morderców naszych czasów. W tym wypadku troska o suwerenność jest tak
      wzniosła, że musimy jej delikatnie przestrzegać, nawet jeśli nie ma w ogóle
      mowy o suwerenności.

      Cóż to za interesujące przejście? Pojawia się tu pytanie: co się stało? Na czym
      polega różnica?

      Jedna z różnic, która przychodzi tu na myśl to ta właśnie wspomniana. Z jednej
      strony państwo, którego suwerenność się nie liczy przypadkowo jest państwem
      wrogim. Z drugiej strony mamy do czynienia z państwem klienckim. Do głowy
      przychodzi pewna sugestia, ale zapomnijmy o niej na moment i zapytajmy się o
      coś innego.

      Po pierwsze - wspomniałem, że pierwsza część roku była czasem niezwykłych
      doniesień o nadchodzącej nowej erze. Jaka była reakcja na ten stan ze strony
      państw nie będących "oświeconymi"? Tak na marginesie - jakie są te oświecone
      państwa i jakie są kryteria, według których ocenia się "oświeceniowość"? Jakie
      są kryteria członkostwa w klubie?

      W sumie kryteria te okazały się proste i dostępne. Członkostwo dokonuje się
      siłą rzeczy, na mocy samej definicji. Jakieś państwo staje się oświecone nie ze
      względu na jego dokonania. W rzeczywistości te dokonania są, znowu, z
      definicji "nie przystające" i jeśli ktokolwiek miałby zwracać na nie uwagę,
      trudno byłoby dostarczyć właściwej oceny. Dzieje się tak z definicji. Stany
      Zjednoczone są państwem oświeconym z definicji. Ich pies obronny, Wielka
      Brytania, jest również takim państwem, o ile robi swoje - czyli wykonuje
      rozkazy. I wszystkie inne państwa, które wpisują się na listę uczestników
      krucjaty, są określane jako oświecone. To, co istnieje poza tą sferą należy
      zdefiniować jako państwa wrogie. Zatem bardzo łatwo jest wskazać, co jest
      czarne, a co białe.

      Jakie jest nastawienie poza oświeconymi państwami do tej niezwykłej nowej ery?
      Poza samo-definiującymi się oświeconymi państwami pogwałcenie suwerenności i
      prawa międzynarodowego wywołuje strach i zgrzytanie zębów.

      Zatem jeśli pojedziemy, powiedzmy, do Indii, Tajlandii czy Ameryki Łacińskiej,
      spotkamy się z jednolitą reakcją: przerażeniem. Opinie większej części świata
      zostały dobrze oddane przez arcybiskupa San Paolo, który po Wojnie w Zatoce
      zapytał: "kogo zamierzają zaatakować w dalszej kolejności i pod jakim
      pretekstem?" Swojego czasu przez cały świat przetoczyła się fala dyskusji na
      temat konieczności rozbudowania "odstraszaczy". Broń nuklearna, czy inne
      narzędzie odstraszania, aby bronić się przed oświeconymi państwami, które teraz
      czują się całkowicie swobodnie w dokonywaniu kolejnych zniszczeń, nie
      posiadając oczywiście w ogóle tego typu "instrumentów".

      Tak naprawdę, jeśli spojrzymy na cały świat pod odpowiednim kątem, myślę, że
      stosowałaby się tu następująca prawidłowość: im więcej dane państwo ma
      możliwości użycia siły, tym większe widać gwałcenie przez nie suwerenności, to
      jest - suwerenności innych. USA generalnie posiadają o wiele większy potencjał
      w tej materii niż jakikolwiek ich rywal, i, zgodnie z przedstawioną przed
      chwilą logiką, tu nadużycia były monstrualne. Maleją one, gdy wchodzimy w dół
      drabiny potęgi, aż dotrzemy do tradycyjnych ofiar. W rzeczywistości rozłam ten
      był bardzo zbliżony do tego, co dziś nazywa się podziałem na Północ i Południe.
      To jest rodzaj eufemizmu określającego różnice między starymi państwami
      imperialnymi i ich starymi koloniami. We wcześniejszych koloniach mieliśmy do
      czynienia z szokiem, strachem i osłupieniem. W państwach imperialistycznych,
      szczególnie w najpotężniejszych z nich - z niezwykłym lekceważeniem
      jakichkolwiek ograniczeń w stosowaniu przemocy, w imię takich zasad jak na
      przykład pojęcie prawa międzynarodowego i suwerenności.

      To jest dość ogólny wniosek. Myślę, że jeśli spojrzy się na komentarze
      pojawiające się na całym świecie, będzie można dojść do bardziej konkretnego. I
      znowu, podsuwa to pewne hipotezy na temat tego, co się dzieje.

      Jednak wymaga to kolejnych określeń, ponieważ stosunek do suwerenności w
      przypadku
    • Gość: diabeł prezent dla Bin Ladena IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:54
      http://obnie.w.interia.pl/chomsky_wywiad.html
      Zyskają jastrzębie - wywiad z Chomskim.

      Odwet to prezent dla Bin Ladena pisze Noam Chomsky.

      17. 09. 2001

      Poniżej publikujemy tłumaczenie fragmentu wywiadu, którego Noam Chomsky
      udzielił hiszpańskojęzycznej gazecie La Jornada 14 września.

      Materiał został skopiowany z serwisu Anarvista - http://poprostu.pl

      " Noam Chomsky jest niezwykle dziś znanym amerykańskim publicystą. Trudno
      powiedzieć, że popularnym, bo głosi bardzo kontrowersyjne i niepopularne
      poglądy, ale z pewnością chętnie czytanym i często cytowanym. Jego
      nieprzejednana postawa, walka w imię wolności bywa kłopotliwa nawet dla
      zwolenników liberalizmu, bowiem w swych poglądach Chomsky jest radykalny niczym
      Bakunin. Nie postuluje wprawdzie zmian, które wywróciłyby współczesny świat do
      góry nogami, jest jednak najbardziej upartym na północnej półkuli kontestatorem
      kapitalizmu i demokracji w ich obecnym kształcie. Chomsky z pasją oddaje się
      polityce, z wykształcenia jest jednak językoznawcą. Przez wiele lat prowadził
      katedry językoznawstwa na różnych uniwersytetach, w tym na Massechutsetts
      Institute of Technology - jednej z najbardziej prestiżowych amerykańskich
      uczelni. Napisał wiele prac naukowych z zakresu językoznawstwa, z
      których "Zagadnienia teorii składni" ukazały się w 1982 roku nakładem
      Ossolineum. Poza kręgiem językoznawczym autor nie był jednak dotychczas znany
      szerszemu gronu polskich czytelników. A szkoda, bo niezależnie od dorobku
      naukowego w zakresie języków, publicystyka polityczna Chomsky'ego należy do
      najciekawszych płodów końca naszego stulecia. Jego ostre, polemiczne, pióro
      wielokrotnie przyczyniało się do wywoływania skandali. Każda jego książka
      budziła emocje amerykańskiej prasy"


      --------------------------------------------------------------------------------


      Noam Chomsky: Terrorystyczne zamachy na USA dotkną głównie biednych i
      uciskanych całego świata. To prezent dla zarówno amerykańskiej jak i
      izraelskiej skrajnej prawicy. A odwet będzie takim samym prezentem dla Bin
      Ladena. Planowana odpowiedź jest dokładnie tą, na którą czeka on i jego
      przyjaciele. Tą, która przyniesie im masowe poparcie i która pociągnie za sobą
      nowe, być może gorsze, zamachy. Tą, która zintensyfikuje wojnę.

      Spójrzmy na przykład w mniejszej skali - Irlandię Północną. Tam po obu stronach
      barykady znajdziemy jastrzębie - ludzi u władzy, beneficjentów status quo. To
      oni nakręcają spiralę przemocy, choć to nie oni pociągają za spust i nie oni
      giną. Śmierć ludzi po ich stronie daje im jedynie więcej okazji do zabijania.
      Odnieśmy to teraz do poziomu superpotęg i samobójczych zamachów, których nie
      można powstrzymać. Jedynie jastrzębie obu stron czerpią korzyści, cierpi
      reszta.

      USA planuje w tej chwili wojnę typu, do którego Zachód jest przyzwyczajony, tj.
      będzie chciało przypuścić masowy atak. Problem jednak w tym, że tym razem
      wszystko wyglądać będzie prawdopodobnie inaczej. To jest to, czego Bin Laden i
      jemu podobni oczekuje - masowych ataków. Odpowie prawdopodobnie nowymi
      zamachami terrorystycznymi. Takich zdarzeń jak te we wtorek nie da się
      powstrzymać.

      Chociaż cała siła powietrzna Stanów była we wtorek pod ręką, nikt nie mógł nic
      zrobić. [Terroryści] byli samobójcami, doskonale przygotowanymi na śmierć. W
      1983 samobójcza próba zamachu zlikwidowała największą siłę militarną Libanu. To
      nie był nic nie znaczący fakt- nikt nie może zatrzymać takich zdarzeń.

      Nie chcę nawet wspominać o rodzajach zagrożeń, jakie - jeśli tylko się
      zastanowić - rysują się całkiem wyraźnie. Jak trudno np. byłoby przenieść
      siedmiokilogramową bombę plutonową przez meksykańską lub kanadyjską granicę
      [USA]? Czy byłoby to powyżej Twoich możliwości, czy moich, czy zorganizowanych
      terrorystów? Przed takimi problemami jesteśmy właśnie stawiani.

      To, co stało się we wtorek to niewątpliwie wielka tragedia. Ale to również typ
      terroru, który dotyka większość świata; np. zniszczenie połowy zasobów
      farmaceutycznych Sudanu (przez naloty amerykańśkich samolotów w odpowiedzi na
      zamachy Bin Ladena w 1998 roku). To biedny afrykański naród... Co się stało po
      zniszczeniu tych zasobów? Cóż, nikt na Zachodzie o to nie dba. Ale gdy próbować
      uzmysłowić sobie śmiertelne żniwo tej akcji - wychodzi, że w wyniku nalotów
      zginęło kilkadziesiąt tysięcy osób. Kogo to obchodzi? To świadczy o tym, jak
      ludzie są świadomi rozgrywającej się historii.

      La Jornada: Czy to nowy rodzaj wojny?

      Noam Chomsky: To coś więcej niż nowa wojna. To nowa klasa wojen. Popatrzmy na
      to jak USA to rysuje: Albo jesteś z nami, albo licz się z możliwością
      destrukcji. Czy można znaleźć historyczny odpowiednik? Nawet naziści nie
      posuwali się do takich skrajności.

      To nowy rodzaj wojny także, jeśli spojrzeć historycznie. Niektórzy pojmują to
      wszystko jako wydarzenie przełomowe i mają rację. To pierwszy raz w historii
      USA, od czasu 1812, kiedy zostało zaatakowane ich terytorium. Ludzie używają
      anologii z Pearl Harbor, ale są w błędzie. W Pearl Harbor Japończycy
      zaatakowali dwie amerykańskie kolonie - Filipiny i Hawaje. Atak na kolonie to
      nie to samo co atak na metropolię.

      USA atakowało obce terytoria; atakowało nawet parokrotnie Kanadę i Meksyk, ale
      mimo to nikt nie zaatakował USA. Co więcej - to odnosi się nawet do historii
      Europy. Oczywiście Europę dotknęło wiele potwornych wojen - nigdy jednak nie
      atakował jej wróg zewnętrzny, Trzeci Świat, ex-kolonie - atak zawsze
      przychodził z Europy.

      Przełomowe jest niewątpliwe to, że po raz pierwszy w historii ofiary
      odpowiadają atakiem. Kiedy Europa czy USA zostały zaatakowane przez ludzi ze
      swoich kolonii, z terenów swojej dominacji? Historycznie to zupełna nowość.

      Kiedy Wielka Brytania podbiła większość świata, większość świata nie
      zaatakowała Anglii. Czy Meksyk zbombardował USA, kiedy połowa jego terytorium
      została zajęta? Mogę sobie wyobrazić, że byli w stanie to zrobić. Powiedzmy,
      Nikaragua mogła zrzucić bomby na Waszyngton. Ale to się nie zdarzyło. Są po
      złej stronie barierki i ludzie są przekonani, że to jest właśnie to miejsce,
      gdzie powinni stać.

      To dlatego w Stanach jest taka afera, kiedy Palestyńczycy odpowiadają na ataki
      Izraela. Ludzie myślą, że powinni trzymać wszystko w obrębie terytoriów pod
      wojskową okupacją. To w ten sposób historia pracuje dla Europy i USA.

      La Jornada: Czy są więc jakieś alternatywy dla tego konfliktu?

      Noam Chomsky: Oczywiście. Alternatywą jest zwrócenie uwagi, dlaczego doszło do
      zamachów. Nikt tego pytania nie zadał sobie w artykułach New York Timesa: [w
      ich przekonaniu] lunatycy zaatakowali nas ponieważ jesteśmy tacy wspaniali. Ale
      wyjaśnienie leży, rzecz jasna, gdzie indziej.

      Napastnicy doprowadzili do wielkiej tragedii w odpowiedzi na tragedie, za które
      jesteśmy odpowiedzialni my. I teraz spirala ma się nakręcić. Jeśli pomyśli się
      o jakimkolwiek rejonie Bliskiego Wschodu od razu można zacząć liczyć zbrodnie,
      jakich doznał z naszej strony. To nie ma żadnego znaczenia tutaj - nikt na
      Zachodzie nie zajmuje się takimi rachunkami, ale to nie znaczy, że nie ma to
      znaczenia dla ofiar tych zbrodni.

      Popatrzmy np. na Irak w przeciągu ostatniego dziesięciolecia. Kiedyś był to
      najbardziej rozwinięty kraj w świecie arabskim, na którego czele stał potwór,
      ale potwór, którego wspierał Zachód. USA i Wielka Brytania wspierały go, kiedy
      popełniał swoje najgorsze zbrodnie. Ale w ostatnich 10 latach ten kraj został
      zdewastowany tak, że w tej chwili jest jednym z biedniejszych na świecie.

      To nie Saddam Hussein został zdewastowany... To irakijska populacja ucierpiała.
      Jak wielu zmarło? Nawet nie wiemy. Dwa lata temu, Madeleine Albright przyjęła
      liczbę pół miliona dzieci, zmarłych w wyniku amerykańskich sankcji. Powiedziała
      wtedy: To wielka cena, ale byliśmy na nią przygotowani. Nie znaczy to jednak,
      że przygotowani byli Irakijcz
    • Gość: diabeł rasizm IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 01:57
      http://www.starwon.com.au/~korey/Kaluski/Durban.htm
      Rasizm żydowski zdemaskowany.

      Durban dał nam broń do walki z żydowskim polakożerstwem

      W dniach od 31 sierpnia do 7 września 2001 roku w południowoafrykańskim
      mieście Durban miała miejsce międzynarodowa Konferencja do Walki z Rasizmem,
      zorganizowana pod auspicjami Organizacji Narodów Zjednoczonych. W konferencji
      rządowej wzięły udział delegacje 153 państw, a w odbywającym się jednocześnie
      Forum organizycji nierządowych (FOP) uczestniczyło 6000 delegatów i dziesiątki
      organizacji z całego świata. Poparcia moralnego dla konferencji udzielił papież
      Jan Paweł II, który 27 sierpnia br. potępił zjawiska rasizmu i agresywnego
      nacjonalizmu, określając je jako “grzechy przeciwko Bogu”. “W ostatnich
      dziesięcioleciach, które charakteryzowało dążenie do globalizacji świata,
      byliśmy świadkami niepokojącego odrodzenia agresywnego nacjonalizmu, przemocy
      na tle etnicznym i dyskryminacji rasowej” - powiedział Ojciec Święty.

      Przygotowania do konferencji trwały miesiącami i wiadomym było, co ludziom
      świata leży na sercu i o czym chcą dyskutować na konferencji. Na pierwsze
      miejsce wysunęły się dwa tematy: sprawa odszkodowań od byłych państw
      kolonialnych i Stanów Zjednoczonych za stosowanie przez wieki systemu
      niewolnictwa i czerpanie z niego korzyści oraz rasizm żydowski.

      Jeśli chodzi o rasizm żydowski, to właśnie w ostatnich dniach minister spraw
      zagranicznych Finlandii Errki Tuomioja porównał żydowską politykę wobec
      Palestyńczyków do polityki histerowskich Niemiec wobec Zydów, zaznaczając, że
      jego uwagi w tej sprawie są zgodne z krytyczną polityką Unii Europejskiej wobec
      Izraela (Finnish minister equates Israel to Nazis “Australian Jewish News”
      7.9.2001). Z kolei Nelson Mandela i arcybiskup Desmond Tutu, którzy są uznanymi
      specjalistami od określania co jest a co nie jest segregacją rasową, publicznie
      wypowiedzieli się, że w Izraelu panuje apartheid. Należy zaznaczyć, że wielkimi
      krytykami polityki Izraela wobec Palestyńczyków są również humaniści żydowscy,
      jak np. profesorowie: amerykański Noam Chomsky i izraelski Yeshayahu Leibovitz.
      Ten pierwszy przypomniał niedawno słowa generała izraelskiego Mosze Dayana,
      który 30 lat temu radził przywódcom izraelskiej Partii Pracy, aby powiedzieli
      Palestyńczykom, że pod okupacją żydowską “będą żyć jak psy, a który z nich nie
      chce tak żyć, to może sobie wyemigrować” i udowadnia, że Izrael, zgodnie z
      sugestią gen. Dayana, prowadzi wojnę kolonialną przeciw Palestyńczykom i że w
      sumie jest “okrutnym okupantem”. Obwinia rządy Stanów Zjednoczonych i Izraela
      za jawne łamanie podpisanych przez oba państwa postanowień międzynarodowej
      Konwencji Genewskiej o ochronie ofiar wojny z 12 VIII 1949 r., która m.in.
      zabrania kolonizacji podbitych terytoriów i wyraźnie włącza członków ruchu
      oporu do kręgu osób chronionych przez tę konwencję (Noam Chomsky Israel, the
      cruel occupier, must get out “The Age” 23.8.2001). Z kolei Yeshayahu Leibovitz
      twierdzi stanowczo, że Izrael nie jest państwem demokratycznym, że jest
      dyktaturą i inaczej nie nazywa obecne imperialistyczno-kolonialne państwo
      żydowskie jak “Potworem zwanym Wielkim Izraelem”. Niedawno nie zawahał się
      publicznie, przed francusko-izraelskimi kamerami telewizyjnymi (w Polsce ten
      program nadała TV Plus), potępić okupowanie przez Izrael terytoriów
      palestyńskich i stosowanie na nich metod iście kolonialnych, przytaczając słowa
      proroka Jeremiasza, skierowane do Żydów: “Okryję was wieczną niesławą, wieczną
      hańbą, która nigdy nie ulegnie zapomnieniu” (Jr 23, 40).

      Stany Zjednoczone i Izrael, popierane przez swe sojusznicze lub wasalne państwa
      (głównie europejskie, Kanadę i Australię), kategorycznie domagały się usunięcia
      z programu obrad głównie ostatniego tematu. Gdy uczestnicy na to się nie
      zgodzili, reprezentanci USA i Izraela opuścili obrady. W międzyczasie
      przedstawiciele FOP w 44 grupach tematycznych uchwalili, że państwo Izrael
      winne jest “systematycznego popełniania rasistowskich przestępstw, aktów
      ludobójstwa i czystek etnicznych”. Ludzkość (tak, właśnie ludzkość) nie
      ustąpiła: odważnie powiedziała “nie” dla amerykańsko-żydowskiego dyktatu. W
      odpowiedzi murzyńskim prawnikom, którzy przygotowują sprawę sądową przeciwko
      rządowi USA, grożono śmiercią (ABC Radio 4.9.2001). Odmowa kierownictwa
      Konferencji była w pełni usprawiedliwiona, zważywszy na to, że to nie kto inny
      jak Biały Dom i Żydzi wykreowali siebie za sumienie świata, jedynych i
      prawdziwych demokratów, humanistów, a przez to za jedyne państwa i narody
      walczące szczerze, z poświęceniem i bezinteresownie z rasizmem, ksenofobią i
      nietolerancją. A przecież nie kto inny jak sam Bóg przez usta Pana Jezusa
      powiedział ludzkości i każdemu z nas z osobna, że: nikt z nas nie jest bez
      winy. Nie są bez winy także rządy Ameryki i Izraela oraz Amerykanie i Żydzi.
      Dlaczego więc ich ciemna historia, ich rasizm, apartheid, czystki etniczne,
      ksenofobia, nietolerancja i stosowanie systemu niewolnictwa nie mają być
      dyskutowane?



      Potępienie Izraela i żydowskiego rasizmu



      W trakcie Konferencji większość państw i zdecydowana większość z pozarządowych
      delegatów potępiła Izrael, syjonizm oraz żydowski rasizm i apartheid.
      Uchwalono, że Izrael jest państwem, które stosuje rasistowskie praktyki wobec
      Palestyńczyków mieszkających tak w Izraelu, jak i na okupowanych przez Izrael
      od 1967 r. ziemiach palestyńskich. Jest to zarzut, którego nikt przy zdrowych
      zmysłach nie może kwestionować. Po prostu potwierdzają go codzienne wiadomości
      prasowe, radiowe i telewizyjne. Ten praktyczny rasizm to jednak nie nowość w
      polityce wewnętrznej Izraela. Już w 1953 r. Zgromadzenie Ogólne Organizacji
      Narodów Zjednoczonych potępiło “niegodziwy sojusz rasizmu
      południowoafrykańskiego z syjonizmem” (Rezolucja 3151G), w 1963 r. potępiło
      każdą doktrynę o nierówności rasowej czy wyższości rasowej (np. judaizm), które
      nie są uzasadnione naukowo oraz społecznie niesprawiedliwe i niebezpieczne
      (Rezolucja 1904), a 1975 r. przyjęło rezolucję potępiającą m.in. politykę
      Izraela na terytoriach okupowanych, uznając, iż narusza ona podstawowe prawa
      człowieka.

      Bardziej przychylna dla Izraela deklaracja końcowa Konferencji uchwalona przez
      delegacje rządowe nie obala tego co o Izraelu, syjonizmie, izraelskim rasizmie
      i izraelskiej okupacji Palestyny powiedziało czy uchwaliło kilkutysięczne Forum
      organizacji nierządowych w Durbanie. Bowiem rasizm żydowski jest tak powszechny
      i tak rzucający się w oczy, jak żaden inny od czasu upadku hitlerowskich
      Niemiec w 1945 roku. Jeśli komuś nie wystarczają ocenzurowane, a mimo to ciągle
      szokujące wiadomości podawane w prasie, radiu i telewizji o rasizmie i
      brutalności Żydów w okupowanej Palestynie, niech sięgnie po książkę napisaną
      przez mieszkającego w Izraelu sprawiedliwego Żyda, prof. Izraela Szahaka pt.
      Żydowskie dzieje i religia. Żydzi i goje - XXX wieków historii (Warszawa-
      Chicago 1997; oryginalne angielskie wydanie: Jewish History, Jewish Religion
      London 1994), aby się przekonać i zrozumieć jak wprost potwornym jest rasizm
      wielu Żydów, judaizmu, organizacji żydowskich i rządu izraelskiego. Nie ulega
      wątpliwości, że gdyby jakieś inne państwo lub naród był w takim samym stopniu
      rasistowski jak Izrael i bardzo wielu Żydów, to na to państwo i głowy jego
      mieszkańców spadałyby bomby amerykańskie i NATO, byłoby ono pariasem wśród
      państw świata, potępianym w rezolucjach ONZ i bojkotowanym ekonomicznie. Jeśli
      tak się nie dzieje z Izraelem, to tylko i wyłącznie dlatego, że jego
      protektorem są Stany Zjednoczone. Ludzkość ma dość tej amerykańsko-żydowskiej
      hipokryzji i dała temu wyraz w Durbanie. Prezydent Republiki Południowej Afryki
      Thabo Mbeki za antyamerykańską i
    • Gość: diabeł Amerykanska piąta kolumna IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 02.10.02, 02:00
      Amerykanska piąta kolumna
      patriota.nop.naczasie.pl/?dzial=historia&nr=4
      Od ponad pół wieku polityka wewnętrzna i zagraniczna Stanów Zjednoczonych są w
      dużym stopniu podporządkowane interesom Izraela- państwa,które istnieje i
      rozwija się dzięki amerykańskiej pomocy wojskowej i ekonomicznej. Faktom nie
      można zaprzeczyć.Amerykańscy podatnicy przekazują rocznie Izraelowi 3,5
      miliarda dolarów.Oblicza się,że od roku 1948 suma ogólnej pomocy USA dla
      państewka mniejszego terytorialnie od Belgii,o liczbie mieszkańców
      porównywalnej z Chorwacją,wyniosła 150 miliardów dolarów.A mówimy tylko o
      pomocy oficjalnej,bez uwzględniania "datków cichych"-chociażby w postaci
      amerykańskiej technologii wojskowej przekazywanej izraelskim siłom zbrojnym. W
      ten sposób Stany Zjednoczone odpowiedzialne są między innymi za
      masakry,gwałty ,represje i szczególny rodzaj rasizmu- istotne komponenty
      izraelskiej polityki względem Palestyńczyków,Libańczyków i innych Arabów.
      Podkreślają to nawet uczciwi amerykańscy Żydzi (i przede wszystkim patrioci
      własnego kraju),tacy jak Alfred M.Lilienthal,czy Noam Chomsky.Pierwszy z nich
      nie omieszkał również wspomnieć o wspieraniu przez USA propagandy
      Holocaustu,która sprzyja wzbudzaniu wojowniczego nacjonalizmu i ekskluzywizmu
      właściwego Izraelczykom i Żydom z diaspory.Nie od dzisiaj wiadomo,że
      odpowiednio zinterpretowana przeszłość działa na korzyść chwili bieżącej i
      przyszłości. Jednym z ważnych czynników "specjalnych stosunków USA-Izrael" jest
      zorganizowane amerykańskie żydostwo- prawdopopodobnie najbardziej agresywna i
      zacietrzewiona część "narodu wybranego". Amerykańscy Żydzi,a dokładnie wściekli
      i-niestety-prominentni syjoniści wykorzystują każdą,absolutnie każdą okazję by
      móc wspomóc Izrael.Ich bliskowschodni mocodawcy nigdy zresztą specjalnie nie
      kryli roli,jaką im wyznaczono w Tel Avivie i Jerozolimie.Chyba dobrze ją ujął
      Ben Gurion,stwierdzając na 23 Kongresie Światowej Organizacji Syjonistycznej,iż
      zbiorowym obowiązkiem syjonistów w każdym kraju jest bezwarunkowa pomoc
      Izraelowi,nawet gdyby pomoc ta nie korespondowała z interesem państwa,którego
      Zydzi są formalnymi obywatelami.*Ten sam polityk uprzejmy był również
      stwierdzić : " Gdy Żyd,w Ameryce,czy Południowej Afryce,mówi do swoich
      współbraci o "naszym rządzie" ma na myśli rząd Izraela".* Ta podwójna lojalność
      wielu amerykańskich Zydów (również europejskich) została dostrzeżona przez
      polityków i publicystów.Wskazują oni nie tylko na moralny aspekt sprawy (Polacy
      powiedzieliby:" czyj chleb jesz kolego"),ale i starają się ocenić stopień
      penetracji amerykańskich newralgicznych instytucji przez wewnętrzne lobby oraz
      Izrael. A jest on głęboki,podlegają mu Kongres,Senat,Biały Dom,siły
      zbrojne,mass-media,uniwersytety.Posłużmy się kilkoma cytatami i krótkimi
      streszczeniami wywodów kontestatorów takiego stanu rzeczy. Senator
      Fullbright,przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych,podsumował
      rezultaty swojego dochodzenia w rzeczonej sprawie w sposób
      następujący: "Izraelczycy kontrolują politykę Kongresu i Senatu."(wywiad dla
      CBS z 7 pażdziernika 1973r.).W następnych wyborach utracił miejsce w Senacie.
      Paul Finley,który był kongresmenem przez 22 lata opublikował w roku 1985
      książkę pt."They Dare to Speak Out".Zarzucił w niej proizraelskiemu lobby
      sprawowanie kontroli nad Kongresem,Senatem,Departamentem Stanu,Pentagonem,mass-
      mediami,uniwersytetami i kościołami.W tej samej pozycji przytoczył również
      ciekawą rozmowę,jaką w 1973 roku odbył admirał Thomas Moorer z attache
      wojskowym Izraela w Waszyngtonie- Mordecai Gurem,przyszłym szefem sztabu
      izraelskich sił zbrojnych.Panowie rozmawiali o samolotach uzbrojonych
      w "inteligentne" pociski "Maverick",które były przedmiotem izraelskiego
      pożądania.Moorer pamięta,że powiedział Gurowi :" Nie mogę panu dostarczyć tych
      samolotów.Mamy tylko jeden dywizjon.Zaklinaliśmy Kongres,że je
      potrzebujemy".Izraelczyk z rozbrajającą szczerością odparował : "Dacie nam
      samoloty.A co do Kongresu-zajmę się tym.Oto jak-dodał admirał- jedyny dywizjon
      wyposażony w poszedł do Izraela." 8 czerwca 1967 roku izraelskie lotnictwo
      bombardowało przez 70 minut amerykański okręt "Liberty" wyposażony w czułe
      detektory władne wybadać izraelskie zamierzenia wojskowe względem pozycji
      syryjskich na Wzgórzach Golan.W wyniku tego celowego ataku zginęlo 34
      marynarzy,a 171 zostało rannych.Poważny incydent zatuszował prezydent Lyndon
      Johnson obawiając się wściekłej reakcji ze strony amerykańskiego podatnika
      płacącego ciężkie pieniądze na izraelskie zbrojenia.* Rezolucja Narodów
      Zjednoczonych z listopada 1967 roku zażądała od Izraela ewakuacji wojsk z
      terenów okupowanych w wyniku krótkotrwałej wojny z arabskimi
      sąsiadami.Prezydent de Gaulle,jeden z niewielu polityków zachodnich nie
      ulegających Izraelowi,ogłosił embargo na dostawę broni do tego
      kraju.Amerykański Kongres postąpił podobnie,ale Johnson uległ presji wielce
      wpływowego oficjalnego żydowskiego lobby-" American Israeli Public Affair
      Commitee" i dostarczył sojusznikowi samoloty "Phantom". Każdy powojenny
      prezydent USA,nie tylko nad wyraz słuzalczy Johnson,w zasadniczych kwestiach
      działał pod dyktando potężnego żydowskiego lobby-tej prawdziwej
      politycznej,finansowej i medialnej "megaośmiornicy" (wyjątek stanowił człowiek
      starej daty- Eisenhower).Przypominam kilka faktów. Prezydent Harry Truman
      stwierdził w obecności grupy dyplomatów (a były to czasy,gdy syjonistyczna
      panienka jeszcze nieśmiało drobiła po trotuarze):"Przykro mi panowie,ale muszę
      (pozytywnie) odpowiedzieć setkom tysięcy ludzi,którzy spodziewają się sukcesu
      syjonizmu.Wśród moich wyborców nie ma tysięcy Arabów." Podczas spotkania z Ben
      Gurionem w "Astoria Waldorf Hotel" w Nowym Jorku wiosną 1961 r.,John F.Kennedy
      (dzisiaj zresztą pomawiany o antysemityzm) przyznał,że został wybrany dzięki
      głosom Zydów (i dzięki ich subsydiom- dodajmy). Prezydent Ronald
      Reagan,wykazujący pewne niezadowolenie z proizraelskiego szarogęszenia się w
      Waszyngtonie,połknął gorzką pigułkę,gdy protestując przeciwko izraelskiej
      aneksji Wzgórz Golan musial wysłuchać bezczelnej riposty Menachema
      Begina : "Czy my jesteśmy bananową republiką albo waszym wasalem?!" Nie muszę
      dodawać,że każdy kto oprotestowuje ta anormalną sytuację wodzenia za nos
      supermocarstwa przez facetów z wypchanymi portfelami jest oskarżany o
      antysemityzm,postponowany,lżony,pozbawiany politycznego znaczenia,środków
      egzystencji lub czegoś więcej. Taka jest współczesna Ameryka i zamerykanizowana
      Europa.Lubimy ulegać modom.

      *B.Gurion,Task and Character of a Modern Zionist,"Jerusalem Post",17 sierpień
      1952.

      *Rebirth and destiny of Israel,1954,s.489.

      *Sprawa została ujawniona przez oficera z "Liberty"- Jamesa M.Ennesa juniora w
      książce jego autor- stwa ;'Assault on the Liberty".

      Dariusz Ratajczak
      • Gość: rypski-krupczak Re: Amerykanska piąta kolumna IP: *.nyc.rr.com 02.10.02, 02:16
        Diabel przestan spamowac. Tu nikt nie czyta tekstu dluzszego niz 10 linijek.
        Napisz cos od siebie i wez Zoloft. Pomaga na halucynacje.
        I streszczaj sie.
    • Gość: agrafek Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.tvn.pl 02.10.02, 11:24
      O urodo demokracji!
      I... o tępoto ludzka! Nic mnie tak nie irytuje jak ludzie tak
      zaślepieni ideałami, że nie widzą przez nie świata. Zgroza.
    • Gość: agrafek Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.tvn.pl 02.10.02, 11:29
      Głównym problemem tych pięknoduchów jest wybór restauracji na
      kolację i stan konta. A podpisują pewnie wszystko, co im
      podsuwają agenci i tyle. Wątpię, czy połowa z nich choćby
      przeczytała ten list.
    • Gość: niearab Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.carano.de 02.10.02, 12:02
      Glupi jestes jak tak samo jak ten pastuch z Teksasu od pluga
      oderwany. Najlepiej, jakby pierwszym pociskiem tobie najpierw
      pierdolneli w glowe.

    • Gość: PMK Można się dopisać! www.nion.us IP: *.chello.pl 02.10.02, 12:51
      Można się dopisać na stronie www.nion.us (Not in Our Name)
      Polecam!
    • Gość: jarre Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.trh.on.ca 02.10.02, 17:57
      BABARIBA- swiat jest taki jaki jest poniewaz idioci Twego
      pokroju twierdz ze arab to zlo mozna zamiast slowa "arab"
      wpisac jakiakolwiek inna nacje moze byc np.."polak" i co Ty na
      to??? Zlem jest ze durnie Twego pokroju wciaz zu=yja na tym
      padole lez Jestem za tym aby zmienic lansowana przez Ciebie
      teze i wstawic tam Twoje imie wraz z imionami Tobie podobnych!!!
      • Gość: Swiatlo Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.easypower.com 02.10.02, 18:25
        Gość portalu: jarre napisał(a):

        > BABARIBA- swiat jest taki jaki jest poniewaz idioci Twego
        > pokroju twierdz ze arab to zlo mozna zamiast slowa "arab"
        > wpisac jakiakolwiek inna nacje moze byc np.."polak" i co Ty
        na
        > to??? Zlem jest ze durnie Twego pokroju wciaz zu=yja na tym
        > padole lez Jestem za tym aby zmienic lansowana przez Ciebie
        > teze i wstawic tam Twoje imie wraz z imionami Tobie
        podobnych!!!

        Kazdy zaturbaniony i brodaty brudas z koranem w reku to morderca
        i terrorysta. Zadne prawa czlowieka sie jego nie tycza z tego
        powodu ze on sam nie jest czlowiekiem. Jedyna rozsadna reakcja
        na niego to jego zabicie.
        • Gość: zbych Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.dpg.devry.edu 03.10.02, 02:04
          Swiatlo = Idiota
        • Gość: jojo Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.proxy.aol.com 03.10.02, 02:33
          Gość portalu: Swiatlo napisał(a):

          > Gość portalu: jarre napisał(a):
          >
          > > BABARIBA- swiat jest taki jaki jest poniewaz idioci Twego
          > > pokroju twierdz ze arab to zlo mozna zamiast slowa "arab"
          > > wpisac jakiakolwiek inna nacje moze byc np.."polak" i co Ty
          > na
          > > to??? Zlem jest ze durnie Twego pokroju wciaz zu=yja na tym
          > > padole lez Jestem za tym aby zmienic lansowana przez Ciebie
          > > teze i wstawic tam Twoje imie wraz z imionami Tobie
          > podobnych!!!
          >
          > Kazdy zaturbaniony i brodaty brudas z koranem w reku to morderca
          > i terrorysta. Zadne prawa czlowieka sie jego nie tycza z tego
          > powodu ze on sam nie jest czlowiekiem. Jedyna rozsadna reakcja
          > na niego to jego zabicie.
          Slusznie ! Zabic go spieciem elektrycznym,jak zarowke w swietle wymieniac
          bedzie !He he he ,ja jojo znam sie na pradzie !!!
    • Gość: indy Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: *.pl 02.10.02, 21:30
      czesc z was ktorzy najwyrazniej nie przepadaja za systemem
      zapomina czym jest irak i jak go postrzega rzad amerykanski
      otoz w oczach administracji busha nie jest on potencjalnym
      agresorem i jako taki nie przedstawia zagrozenia jest natomiast
      potencjalnym dostarczycielem broni masowego razenia dla
      czubkow typu bin laden a to jest sytuacja do ktorej niemozna
      dopuscic za wszelka cene nawet za cene inwazji zbrojnej nawet
      wloczajac w to skrytobojstwo co zasugerowal dzis jeden z
      przedstawicieli administracji bialego domu argumentujac to iz
      jedna kula jest tansza od operacji wojskowej
      sprawa jest przesadzona nalezy sie skupic tylko na wyborze
      narzedzia jakim najrozsadniej sie posluzyc napewno nie bedzie
      nim dialog gdyz nie ma najmniejszego sensu przez 12 lat nie
      potrafiono sie porozumiec to dlaczego negocjacje mialyby
      przyniesc skutek teraz
      jedynym slusznym dzialaniem sa radykalne kroki sa one
      niepopularne ale jakze zbawienne dla dalszej egzystencji i
      prowadzace do tego czego chce wiekszosc amerykanow a
      mianowicie do zycia w dobrobycie a nie ciagle zycie w
      niepewnosci jutra
      petycje listy otwarte dzialania zbrojne sa skladowa gry ktora
      toczy sie o dobro tego narodu
      ja przygladam sie temu z boku i tak sobie mysle ze saddam juz
      jest trupem
    • Gość: PG Re: Apel sławnych Amerykanów przeciw polityce pre IP: 159.231.71.* 02.10.02, 22:04
      Gość portalu: Glos napisał(a):

      > Kto by pomyslal? Czy Amerykanie to naprawde banda idiotow?
      > Jesli nie zaatakujemy Iraku dzis oni zrobia to jutro z bardzo
      > zlymi skutkami. Co za naiwnosc, ze jest to kraj, ktory nie mial
      > nic wspolnego z atakami terrorsytycznymi. Jest to jeden z
      > najwazniejszych zrodel dotowania terroryzmu i rodziny Osamy.
      > Kazdy Arab to zlo, to jest jak zaraza. Dopoki beda wierzyc w
      > swojego proroka Mahometa - bandyte i morderce - ten swiat nie
      > zazna spokoju. Jesli Bush nie zdecyduje sie na krok - mozemy
      > tylko oczekiwac na skutki i oby bylo nam lekko umierac.

      Stick to your poetry and pianos


      By MARCUS GEE, Blobe and Mail


      Friday, September 27, 2002 – Print Edition, Page A17


      Pierre Berton, author; Anton Kuerti, pianist; Margaret Atwood, author; Bruce
      Cockburn, musician; Robert Bateman, illustrator; David Suzuki, author.

      This week, some of Canada's foremost artists and intellectuals put their name
      to a letter opposing military action against Iraq. In "Time to Move Beyond
      War," which they are handing out to every MP, they argue that using military
      force to disarm Iraq would be "profoundly immoral."

      If ever there were proof that brains and common sense don't always go together,
      this is it. The letter is a strange soup of woolly minded pacifism, wide-eyed
      naiveté and crafty distortion. It would not be out of place in an undergraduate
      class on U.S. imperialism and the thought of Noam Chomsky. That it emerges from
      some of Canada's best-known international figures is shocking.

      The authors claim that any use of force against Iraq would be "unprovoked
      aggression." Unprovoked, Mr. Berton? Saddam Hussein has defied at least 16
      United Nations commands to stop building weapons of mass murder. He has started
      two wars of aggression against his neighbours, used chemical weapons against
      his own people, fired ballistic missiles at Israeli civilians and tried to
      assassinate a former U.S. president. If that isn't provocative, what is?

      The authors say there is "no convincing evidence" that Mr. Hussein has weapons
      of mass destruction. No evidence, Mr. Kuerti? Only this week, the British
      government released evidence that he already possesses ready-to-use chemical
      and biological weapons and could build a nuclear bomb in one or two years if he
      gets his hands on fissile material. An independent London think tank, the
      International Institute for Strategic Studies, came to similar conclusions.

      The authors say using force against the Iraqi regime "would almost certainly
      result in destabilizing repercussions that would endanger the whole world." Is
      that so, Ms. Atwood? And what about the "destabilizing repercussions" of a
      sadistic dictator armed with weapons capable of killing millions?

      The authors say it's wrong for nations with vast arsenals of nuclear weapons to
      try to prevent other nations from trying to get the same weaponry. What are you
      saying, Mr. Cockburn? That nuclear weapons in the hands of Britain and France
      are as bad as nuclear weapons in the hands of Saddam Hussein? That we can't do
      anything about his weapons until every other country gets rid of every atomic
      warhead?

      The authors say bombing sites that could contain chemical, biological or
      nuclear weapons could cause "global human and environmental catastrophe."
      Interesting, Mr. Suzuki. So are you conceding that Iraq does, in fact, have
      those weapons? If so, what if he uses them? Wouldn't that be a worse
      environmental catastrophe?

      The authors say 1.5 million Iraqis, half a million of them children, have died
      because of UN sanctions. Are you sure, Mr. Bateman? Those figures, cheerfully
      exploited by the Iraqi government, are mostly guesswork. And if they were close
      to being accurate, who is really to blame for the suffering of the Iraqi
      people? Sanctions could have ended at any time over the past dozen years if Mr.
      Hussein had simply stopped trying to obtain weapons of mass murder. Instead, he
      has starved his own country to satisfy his hunger for destructive power.

      That fact, alone, should make any sensible person wonder about Mr. Hussein's
      intentions. Yet not once in their 11-paragraph jeremiad do the authors concede
      that Saddam Hussein is the slightest threat to world, much less propose what to
      do about him.

      Instead, they suggest that "the most powerful nations in the world" are to
      blame for "eroding the standard of living, environment, and the security of
      people throughout the world."

      "Peace can only be built upon a foundation of diplomacy and justice," they
      intone. "We must work to uphold international law and to safeguard human
      rights, the environment and global human security."

      No one could possibly argue with that. But who is the real threat to all those
      fine things?

      International law, Mr. Berton? Saddam Hussein has been defying it for more than
      a decade, by flouting the will of the UN. Human rights, Mr. Kuerti? There are
      few worse violaters that Mr. Hussein, a killer and torturer who has trampled on
      the rights of his own people ever since taking power.

      The environment, Mr. Suzuki? Who set fire to Kuwait's oil fields in the Persian
      Gulf war, filling the atmosphere with acrid fumes and fouling the gulf waters?

      Human security, Mr. Cockburn? What security do people in the Middle East enjoy
      as long as Mr. Hussein is arming himself with the world's worst weapons?

      There are arguments to be made against war on Iraq and they deserve to be
      heard. Instead, Canada's finest give us this parade of platitudes. Seldom have
      so many said so little.



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka