Dodaj do ulubionych

Izraelskie spory

04.10.02, 20:28
Ave,
"GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
przedawnieniu.
T.
Obserwuj wątek
    • Gość: gosc Titusie, co czytales? IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 05.10.02, 00:08
      Porownywanie tego, co sie dzialo w Izraelu w 1948 roku do
      niemieckich zbrodni w Polsce mozna wytlumaczyc tylko totalna
      ignorancja albo slepa nienawiscia nie liczaca sie z faktami.

      Dziekuje za ten ciekawy tekst. Pewnie przydalby sie tez kiedys
      jakis artykul na temat genezy panstwa izraelskiego - syjonizmu i
      jego duchowego ojca Herzla (barwna postac, malo brakowalo, a za
      jego sprawa panstwo zydowskie powstaloby w Ugandzie), odtworzenia
      jezyka hebrajskiego, kibucow, roli brytyjskiej polityki i roznych
      zydowskich nurtow politycznych. Dobrze, ze Wyborcza (jak
      przystalo "koszernej" gazecie ;-) porusza te tematy, bo
      przecietny Polak w zasadzie nie ma skad sie tego dowiedziec. Na
      lekcjach historii o tym raczej nie ucza, w mediach agresywna
      propaganda (anty- czy proizraelska) nie dba o fakty.
      • titus_flavius Re: Titusie, co czytales? 05.10.02, 09:13
        Gość portalu: gosc napisał(a):

        > Porownywanie tego, co sie dzialo w Izraelu w 1948 roku do
        > niemieckich zbrodni w Polsce mozna wytlumaczyc tylko totalna
        > ignorancja albo slepa nienawiscia nie liczaca sie z faktami.

        Ave,
        różnica wynika jedynie z możliwości technicznych. Natomiast intencje by ły
        takie same.
        T.
      • Gość: wieslaw68 Salonowy antysemityzm... IP: *.cm-upc.chello.se 05.10.02, 11:09
        Salonowy antysemityzm... inaczej tego nie mozna okreslic..
        Jakkolwiek Rapacki nie bierze sam odpowiedzialnosci za to co
        pisze donoszac nam tylko co "nowi historycy pisza" tak zapomnial
        on kompletenie o arabskim powstaniu przeciwko anglikom z
        poczatku lat 20'stych kiedy to Arabowie walczac z Anglikami
        wyrzynali mieszkajacych od tam, Zydow. Dzialalnosc wielkiego
        Mufti of Jerusalem ktory z tego co pamietam odwiedzal nawet
        hitlerowski Berlin - bagatelizuje...Fakt iz pierwsza
        terorystyczna zydowska organizacja powstala w odpowiedzi na
        masakre na zydowskich dzieciach w 1929 roku w Hebronie -
        60'dziesicioro dzieci zamorodwano, 60'siecioro raniono - wydaje
        sie nie klopotac specjalnie Pana Rapackiego..

        Jaki jest artykul swiadczy o tym pierwszy zamieszczony pod nim
        komentarz osobnika "Ave" - znany z calej polskiej sieci
        antysemita ktory radosnie przyklasnal..

        W.
        • Gość: Wojtek69 Re: Salonowy antysemityzm... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.02, 11:46
          Drodzy Panowie, Tytusie i Wieslawie. Odnosze wrazenie, ze obaj
          przeczytaliscie tylko niektore fragmenty artykulu. Te same zdania
          jednego mile polechtaly, a drugiego na tyle zdenerwowaly, ze do
          slusznie przytoczonych przez siebie faktow na koniec dorzucil
          oblege ("salonowy antysemintyzm"). Kochani, przeczytajcie ten
          artykul raz jeszcze. I sprobujcie na chwile zaponiec o osobistym
          stosunku do sprawy.

          Wojtek
          • Gość: +++Ignorant Kopiuję co światlejsze fragmenty tego ważnego arty IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.10.02, 13:46
            Ludne i świadome

            W okresie narodzin Państwa Izrael na terytorium brytyjskiego mandatu Palestyny
            żyło ok. 1 mln 250 tys. Arabów i dwa razy mniej Żydów. Ale jeszcze przedtem,
            zanim Żydzi zaczęli napływać masowo, trudno było tam znaleźć kawałek ziemi,
            który nadawałby się do uprawy, a nie był uprawiany - pisze historyk Georges
            Benoussan w monumentalnym dziele "Intelektualna i polityczna historia
            syjonizmu". Palestyńscy Arabowie stanowili społeczeństwo zorganizowane, prężne
            demograficznie, nieźle prosperujące i obdarzone świadomością narodową, którą
            mandat brytyjski i imigracja żydowska wyraźnie umocniły. "Jednak Zachód tego
            nie rozumiał, nie doceniał aspiracji arabskich i nie liczył się z faktem, że
            dla Palestyńczyków żydowscy przybysze mogli być kimś w rodzaju kolonizatorów".

            I trudno się było Palestyńczykom dziwić - jak pisał w 1987 r. Simha Flapan,
            gdyż "syjonistyczna wizja [przyszłości] nie pozostawiała zbyt wiele miejsca na
            aspiracje arabskie. (...) W odczuciu większości Żydów z Palestyny arabscy
            Palestyńczycy zawsze stanowili balast na marginesie społeczeństwa żydowskiego".
            Odgrodzono się od nich "stalowym murem", nie wykorzystując w ciągu wielu lat
            poprzedzających proklamowanie Izraela szans na porozumienie z umiarkowanymi
            politykami arabskimi czy też rozgrywanie różnic w świecie islamu.

            Przywódcy żydowscy zaczęli się liczyć z obecnością Palestyńczyków dopiero
            wtedy, gdy ci chwycili za broń - wywodził Flapan. "Jednak działania, które w
            pojęciu palestyńskich Arabów miały sens obronny, druga strona uznała za
            wtargnięcie przemocy w sferę pokojowego wysiłku żydowskich kolonistów. (...) To
            uproszczenie pozwalające lekceważyć powszechnie przyjęte normy etyczne zbiegało
            się z tendencją do przenoszenia na Arabów gniewu i pragnienia zemsty, które
            Żydzi odczuwali w stosunku do nazistów". Pamiętali bowiem, że po stronie
            arabskiej pojawiały się próby współpracy z III Rzeszą. Według izraelskiej
            propagandy Arabowie byli wręcz uczniami Hitlera.

            Co więcej, Transjordania (późniejsza Jordania), formalnie zaangażowana po
            stronie Palestyńczyków i obecna na terenie konfliktu ze swoim Legionem
            Arabskim, już od połowy listopada 1947 r. była związana z Agencją Żydowską
            (kierownictwem wspólnoty żydowskiej w Palestynie) porozumieniem przewidującym,
            że w skład tego państwa wejdą ziemie palestyńskie (na Zachodnim Brzegu
            Jordanu), które znajdą się poza granicami Izraela.

            Przyszłe państwo żydowskie miało jeszcze jednego, najbardziej zdecydowanego
            sojusznika - ZSRR. Stalin, przeceniając znaczenie "imperializmu brytyjskiego" i
            dążąc do ograniczenia jego wpływów na Bliskim Wschodzie, a także licząc na
            lewicową orientację przywódców żydowskich, popierał aktywnie i energicznie ich
            aspiracje. Jeszcze przed komunistycznym przewrotem w Pradze (luty 1948 r.)
            skłonił tamtejszy rząd do zawarcia umowy o dostawach czeskiej broni dla Hagany.
            Pierwsze transporty dotarły do celu w marcu 1948 r., co przyczyniło się do
            podjęcia przez siły żydowskie zwycięskiej ofensywy, która w istotnym stopniu
            poszerzyła izraelski stan posiadania w przededniu proklamacji nowego państwa.

            Mostem z Czechosłowacji

            Wraz z proklamacją niepodległego państwa żydowskiego (natychmiast po
            wygaśnięciu brytyjskiego mandatu, 14 maja 1948 r.) zaczął się drugi etap
            zbrojnej konfrontacji - i tylko w tym okresie Arabowie uzyskali przewagę,
            zresztą na krótko. Wojska pięciu państw arabskich, które wkroczyły do Izraela,
            były niezbyt liczne, kiepsko uzbrojone, pozbawione wspólnej strategii i
            nieudolnie dowodzone. Natomiast po oficjalnym uznaniu nowego państwa przez
            Moskwę i faktycznym przez USA sprzęt wojskowy dla jego sił zbrojnych popłynął
            szerokim strumieniem ze Wschodu (m.in. mostem powietrznym z bazy lotniczej w
            Zatec) w Czechosłowacji) i z Zachodu. Znacznie zwiększył się też napływ
            żydowskich imigrantów. Dzięki temu Hagana, która pod koniec 1947 r. składała
            się raptem z jednej dywizji, w połowie maja 1948 r. dysponowała już
            dziesięcioma! W końcu maja zamieniła się w Tsahal, a już 11 czerwca Arabowie
            musieli się zgodzić na rozejm.

            Siły izraelskie miały w tym momencie nie tylko przewagę w uzbrojeniu, ale też
            osiągnęły zbliżony do arabskiego stan liczebny. W dwóch kolejnych fazach
            konfrontacji, po zerwaniu kolejnych rozejmów, w lipcu i w październiku,
            triumfowały zarówno na południu, w rejonie pustyni Negev, jak i na północy
            kraju, w Galilei. Jordańska monarchia Haszemitów ze swoim Legionem Arabskim
            wzięła udział w interwencji pięciu państw, ale Legion nigdy nie wykroczył poza
            granice uzgodnione wcześniej z Agencją Żydowską. W listopadzie zaś podział
            dawnego mandatu palestyńskiego i Jerozolimy między Izrael a Jordanię został
            sfinalizowany - wprawdzie jeszcze nieformalnie, ale wystarczająco, by
            przesądzić o geopolitycznym kształcie tego regionu i na długo pozbawić złudzeń
            zwolenników niepodległego państwa arabskiego w Palestynie.

            Teza o militarnej przewadze Arabów miała nie tylko dodawać splendoru izraelskim
            bojownikom o niepodległość oraz mobilizować opinię międzynarodową i żydowskiej
            diaspory na rzecz Izraela, lecz również podbudowywać oficjalną izraelską wersję
            przyczyn exodusu ludności palestyńskiej poza granice nowego państwa. Pozwalała
            utrzymywać, że Palestyńczycy dobrowolnie opuszczali swoje domy, gospodarstwa i
            warsztaty pracy w przekonaniu, że wkrótce powrócą śladem swoich wojsk. Jak było
            naprawdę? "Nowi historycy" znacznie przyczynili się do wyjaśnienia tej sprawy,
            lecz ciągle budzi ona żywe kontrowersje.

            Do dziś ścierają się różne poglądy w kwestii, czy kierownicze instytucje
            żydowskie prowadziły politykę zmierzającą do etnicznego wyczyszczenia
            Palestyny, by się mogła stać narodową siedzibą Żydów zapewniającą im
            odpowiednie terytorium i odporną na niebezpieczeństwa związane z obecnością
            Arabów.

            Historycy wskazują, że koncepcja taka funkcjonowała co najmniej od 1937 r., gdy
            na XX kongresie syjonistycznym w Zurychu szef Agencji Żydowskiej i późniejszy
            przywódca Izraela Ben Gurion ogłosił, że "wzrastająca siła czynnika żydowskiego
            w Palestynie zwiększa naszą możliwość przeprowadzenia masowego transferu
            ludności". Miałoby się to odbywać "w myśl humanitarnej syjonistycznej idei
            przeniesienia części populacji [palestyńsko-arabskiej] na niezamieszkane tereny
            państw arabskich". Późniejszy prezydent Izraela Chaim Weizman twierdził wtedy,
            że "możliwe jest przeniesienie pół miliona Arabów, na których miejsce mogłyby
            się osiedlić dwa miliony Żydów. Byłoby to tylko początkiem, a bieg wydarzeń
            zadecydowałby o dalszym ciągu". W 1941 r. Ben Gurion przygotował obszerne
            memorandum, w którym przedstawił szczegóły owego transferu.

            Bezterminowa tymczasowość

            Między 29 listopada 1947 r. (uchwała ONZ zapoczątkowująca burzliwy proces
            wyłaniania się i stabilizacji państwa żydowskiego) a 20 lipca 1949 r. (gdy
            rozejm z Syrią w zasadzie tę fazę zakończył) wywędrowało ze swoich siedzib i z
            pierwotnych granic Izraela około 800 tys. arabskich Palestyńczyków. Benny
            Morris przebadał ok. 370 przypadków opuszczenia miast i wsi palestyńskich - z
            318 ludność uciekła ze strachu w trakcie ofensywy wojsk izraelskich (kiedy
            zajmowały one ich miejscowości albo miejscowości sąsiednie), z 41 została
            wyrzucona i tylko sześć opuściła na wezwanie lokalnych władz arabskich.

            Nie było ani oficjalnego wezwania ze strony prowizorycznych władz palestyńskich
            (Wysokiego Komitetu Arabskiego, z muftim Jerozolimy Amin al Husejnim na czele),
            ani kampanii mediów na rzecz exodusu. Przeciwnie, pojawiały się apele o trwanie
            i obronę palestyńskiego stanu posiadania. W kwietniu 1948 r. - pisał Flapan -
            sekretarz generalny Ligi Arabskiej Abd al Rahman Pasza i emir Abdallah (ten sam
            haszemicki władca, który za plecami innych Arabów dogadywał się z Ben Gurionem)
            zalecali siłom palestyńskim, zwłaszcza Legionowi Arabskiemu, rekwizycję środków
            transportu służą
            • Gość: +++Ignorant Re: Kopiuję co światlejsze fragmenty tego ważnego IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.10.02, 13:46
              Niewielu nowych historyków dokonało podobnego zwrotu w ślad za Morrisem -
              zaznacza korespondent "Le Monde". - Np. Tom Segev powiedział, że wraz z
              eksplozją ślepego terroryzmu Benny, podobnie jak większość Izraelczyków, zaczął
              się po prostu bać. (...) Morris nie przyjmuje jednak tych krytyk. Zawsze byłem
              syjonistą - mówi - i związany z tym punkt widzenia skłania mnie do przewidywań
              bardzo pesymistycznych: to miejsce na Ziemi jest tak małe, że nie mogą się w
              nim zmieścić dwa narody. Za 50 lub 100 lat pomiędzy Jordanem a morzem będzie
              istnieć tylko jedno państwo. Trzeba więc, żeby to był Izrael".

              Ewolucję Morrisa szczególnie ostro potępił Ilan Pappe, którego konsekwencja
              sprawia, że - według informatorów francuskiego korespondenta - grozi mu
              usunięcie ze stanowiska profesora historii uniwersytetu w Hajfie. Niebawem
              odezwał się w "Le Monde" ambasador Izraela w Paryżu Elie Barnavi, z zawodu
              historyk, zbliżony kiedyś do "nowych historyków". Stanowczo odrzucił sugestię o
              zagrożeniu akademickiej pozycji Pappego. Twierdzenie o absolutnej swobodzie
              publicznych dyskusji wokół przeszłości Izraela uzasadniał przykładami
              wypowiedzi wręcz wykraczających poza granice zdrowego rozsądku. Jeden z
              izraelskich profesorów historii pisał np. o "okrucieństwach armii izraelskiej
              godnych nazistów", inny porównywał młodych mieszkańców żydowskiej kolonii w
              okolicach Hebronu do Hitlerjugend, jeszcze inny zestawiał izraelską operację w
              Ramallah z Oświęcimiem. I żadnemu z nich nie spadł włos z głowy, nie napotykają
              najmniejszych przeszkód w swoich karierach naukowych.

              Na co paryska gazeta opublikowała replikę Ilana Pappego, który wyraził się z
              politowaniem o ambasadorze Barnavim jako o naukowcu, który przeszedł na służbę
              rządu kierowanego przez polityka takiego jak Ariel Szaron. Pappe przyznał, że
              nikogo z uczonych izraelskich nie represjonowano jeszcze za głoszone poglądy,
              lecz przytoczył historię młodego badacza Teddy'ego Katza, który w swojej pracy
              doktorskiej ujawnił okoliczności prawie zapomnianej masakry palestyńskich
              Arabów w miasteczku Tantura w maju 1948 r. Według ustaleń Katza żydowscy
              ekstremiści zamordowali tam 250 osób, czyli co najmniej tyle, co w Deir Jassin.
              Członkowie komanda, które miało się tej zbrodni dopuścić, wykazali
              nieprawdziwość kilku zeznań, na jakich Katz oparł swoje rewelacje. I na tej
              podstawie sąd orzekł o fałszywości całej pracy, a Katz uznał ten wyrok za
              słuszny. Ostatnio jednak, przy wsparciu Pappego, powrócił do swoich twierdzeń,
              co wywołuje burzliwe reakcje, pełne, na zmianę, oburzenia i aprobaty.

              • Gość: +++Ignorant Czyżby żydzi zaczynali cokolowiek rozumieć? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.10.02, 13:48
          • Gość: wieslaw68 Re: Salonowy antysemityzm... IP: *.cm-upc.chello.se 06.10.02, 16:04
            Gość portalu: Wojtek69 napisał(a):

            > Kochani, przeczytajcie ten artykul raz jeszcze. I sprobujcie
            > na chwile zaponiec o osobistym stosunku do sprawy.

            Widzi Pan - ja ten artykul przeczytalem. Przeczytalem tez wiele
            publikacji na temat okresu przed powstaniem Izraela i po jego
            powstaniu, czego nie mozna powiedziec o osobniku Ave, ktory
            nawiedza swa osoba wszelkie mozliwe polskie internet-forum,
            cytujac wyciagne ze starych(1943 rok) czesto antysemickich
            ksiazek bzdury o Zydach.

            Nie sadze tez aby Pan Rapacki znal te publikacje lub wiedzial
            cos ogolnie na ten temat. Oczywiscie Rapacki przytacza cudze
            wypowiedzi - "nowych historykow", ale to on sam stoi za wybor
            materialow, za to ze akceptuje nawet najglupsze tezy w tych
            materialach , malo ze nie polemizujac z nimi, ale chociaz dla
            rownowagi podajac inne opinje. Sa przeciez inni historycy ktorzy
            zaprzeczja opinjom tych cytowanych przez Pana Rapackiego.

            Przypomne Panu iz artykul Rapackiego jest to dokladnie tym samym
            co zrobil kiedys Rajczak, ktory _tylko_przytoczyl_ wypowiedzi
            rewizjonistow. Pan Rapacki kolportuje antysemityzm. Jest salonowa
            intelektualna forma - w bialych rekawiczkach - to nie ja to
            "nowi historycy" to powiedzieli.

            Z takim artykulem nie mozna nawet polemizowac, bo nigdzie nie
            jest wyraznie napisane ze sa to poglady Pana Rapackiego. Na tym
            wlasnie polega metoda intelektualnego antysemityzmu. Nie samemu
            jak glupcy na ulicy, ale z za cudzych plecow.

            W.
            • Gość: gosc Panie Wieslawie IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 06.10.02, 21:41

              > Widzi Pan - ja ten artykul przeczytalem. Przeczytalem tez wiele
              > publikacji na temat okresu przed powstaniem Izraela i po jego
              > powstaniu, czego nie mozna powiedziec o osobniku Ave, ktory
              > nawiedza swa osoba wszelkie mozliwe polskie internet-forum,
              > cytujac wyciagne ze starych(1943 rok) czesto antysemickich
              > ksiazek bzdury o Zydach.
              >
              > Nie sadze tez aby Pan Rapacki znal te publikacje lub wiedzial
              > cos ogolnie na ten temat. Oczywiscie Rapacki przytacza cudze
              > wypowiedzi - "nowych historykow", ale to on sam stoi za wybor
              > materialow, za to ze akceptuje nawet najglupsze tezy w tych
              > materialach , malo ze nie polemizujac z nimi, ale chociaz dla
              > rownowagi podajac inne opinje. Sa przeciez inni historycy
              ktorzy
              > zaprzeczja opinjom tych cytowanych przez Pana Rapackiego.
              >
              > Przypomne Panu iz artykul Rapackiego jest to dokladnie tym
              samym
              > co zrobil kiedys Rajczak, ktory _tylko_przytoczyl_ wypowiedzi
              > rewizjonistow. Pan Rapacki kolportuje antysemityzm. Jest
              salonowa
              > intelektualna forma - w bialych rekawiczkach - to nie ja to
              > "nowi historycy" to powiedzieli.
              >
              > Z takim artykulem nie mozna nawet polemizowac, bo nigdzie nie
              > jest wyraznie napisane ze sa to poglady Pana Rapackiego. Na tym
              > wlasnie polega metoda intelektualnego antysemityzmu. Nie samemu
              > jak glupcy na ulicy, ale z za cudzych plecow.

              To, ze czytal Pan inne publikacje niz Rapacki, nie przesadza
              jeszcze o tym, ktore z tych publikacji opisuja rzeczywisty stan
              rzeczy - do tego potrzebny jest aparat krytyczny historii, a nie
              tylko zrodla. Wbrew pozorom,
              antysemickie bzdury kolportowane w Polsce tez sa zrodlem
              historycznym (tyle, ze mowiacym raczej o Polsce niz o Izraelu).

              Pana oskarzenia wobec Rapackiego sa wlasnie intelektualnie
              nieuczciwe. Pan zarzuca Rapackiemu wlasciwie to, ze nie podziela
              on Pana pogladow.

              Zydzi wiele wycierpieli (takze, niestety, od Polakow), ale to
              wciaz nie daje im prawa do oskarzania o antysemityzm kazdego, kto
              sie z nimi nie zgadza w jakiejs sprawie. Rapacki nie zgadza sie
              moze z Panem (choc i to nie jest jasne, bo raczej relacjonuje
              pewne poglady niz je glosi od siebie), ale zgadza sie z
              niektorymi historykami izraelskimi. O tym, kto ma racje, nie
              decyduja przylepiane etykietki, tylko stosunek gloszonych
              pogladow do rzeczywistosci.
              Nawet, gdyby swiatem owladneli prawdziwi (nie zas urojeni)
              antysemici, prawda pozostanie prawda, a klamstwo/blad
              klamstwem/bledem.

              Bardzo niedobrze robi panstwu (nie tylko Izraelowi), jesli
              przeklamywanie historii staje sie racja stanu. Nawet jesli owo
              przeklamywanie wynika z najlepszych pobudek (w Polsce, na
              przyklad, wciaz pelno jest ludzi, ktorzy nie sa w stanie dopuscic
              do swiadomosci roznych ciemnych stron polskiej historii,
              zwlaszcza stosunkowo niedawnej - i co gorsza, uwazaja za swoj
              patriotyczny obowiazek negowanie ustalen historykow). Prosze
              uwierzyc, ze wiele osob zyczliwie nastawionych do Zydow i Izraela
              mimo wszystko nie jest w stanie przelknac bezkrytycznie
              zydowskiej propagandy, czy tej wywodzacej sie z dawnego
              syjonizmu, czy tez jej wspolczesnej odmiany.
        • Gość: gosc Wczesniej IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 05.10.02, 20:08
          Marek Rapacki pominal wczesniejszy etap, bo po prostu nie mogl
          pomiescic wszystkiego naraz. Zdecydowanie warto opisac
          wczesniejszy etap osadnictwa zydowskiego w Palestynie. Jak juz
          ktos wie o deklaracji Balfoura, czyli o tym, jak to imperium
          brytyjskie poparlo utworzenie panstwa zydowskiego w Palestynie,
          nie troszczac sie bynajmniej o zgode zamieszkujacych Palestyne
          Arabow (wowczas wielokrotnie liczniejszych od tamtejszych Zydow),
          to i moze zrozumiec co nieco, dlaczego Arabow ciagnelo pozniej do
          Niemcow. Umizgiwanie sie do Hitlera to oczywiscie ponura sprawa,
          ale taka to juz ironia historii. Aliantami Hitlera byli tez np.
          Finowie, bo mieli pecha sasiadowac z "pokoj milujacym" Sojuzem.
          Notabene niektorzy przywodcy arabscy gotowi byli nawet poprzec
          deklaracje Balfoura, warunkujac to jednakze wypelnieniem przez
          Brytyjczykow zobowiazan wobec Arabow (z ktorych to zobowiazan
          Brytyjczycy sie nie wywiazali). Trudno wiec twierdzic, ze swiat
          arabski od poczatku przejawial wylacznie zla wole.
        • titus_flavius Wiesławer: żydowski bajkokleta 05.10.02, 21:17
          Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):
          > masakre na zydowskich dzieciach w 1929 roku w Hebronie -
          > 60'dziesicioro dzieci zamorodwano, 60'siecioro raniono - wydaje

          Ave,
          Oj Wiesławie, Ty nieszczęsna ofiaro propagandy żydowskiej. Założysz się, że za
          parę lat kolejny historyk izraelski udowodni ponad wszelką wątpliwość, że bajkę
          o masakrze w Hebronie wymyślili syjoniści, aby podgrzać nastroje antyarabskie?
          T.
          • Gość: wieslaw68 Re: Wiesławer: żydowski bajkokleta IP: *.cm-upc.chello.se 06.10.02, 16:10
            titus_flavius napisał:

            > Założysz się, że za parę lat kolejny historyk izraelski
            > udowodni ponad wszelką wątpliwość, że bajkę
            > o masakrze w Hebronie wymyślili syjoniści, aby podgrzać
            > nastroje antyarabskie?

            Ze jestes gotow sie zalozyc, potwierdza tylko twoja ignoracje.
            Dokumentacja na ten temat lezy w angielskich archiwach.
            Wydarzenia w Hebronie staly sie miedzy innymi powodem tego ze
            Wielki Mufti of Jerusalem zostal przez Anglokow pozniej ususniety
            z terenu Palestyny.

            Jak zwykle nie wiesz wiele ale pierwszy jestes do wydawania opini
            gdy tematem sa zydzi.

            W.
            • titus_flavius Re: Wiesławer: żydowski bajkokleta 07.10.02, 20:09
              Ave,
              Nie można porównywać artykułu opublikowanego w tak poważnej gazecie, jak "GW" z
              informacjami zamieszczanymi przez Izraelitów w Internecie.
              Gazeta Wyborcza ryzykowałaby utratę swej reputacji, gdyby puściła niesprawdzone
              informacje, natomiast to nie grozi izraelskich propagadzistom publikaującym w
              Internecie.
              T.




              Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):

              > titus_flavius napisał:
              >
              > > Założysz się, że za parę lat kolejny historyk izraelski
              > > udowodni ponad wszelką wątpliwość, że bajkę
              > > o masakrze w Hebronie wymyślili syjoniści, aby podgrzać
              > > nastroje antyarabskie?
              >
              > Ze jestes gotow sie zalozyc, potwierdza tylko twoja ignoracje.
              > Dokumentacja na ten temat lezy w angielskich archiwach.
              > Wydarzenia w Hebronie staly sie miedzy innymi powodem tego ze
              > Wielki Mufti of Jerusalem zostal przez Anglokow pozniej ususniety
              > z terenu Palestyny.
              >
              > Jak zwykle nie wiesz wiele ale pierwszy jestes do wydawania opini
              > gdy tematem sa zydzi.
              >
              > W.
        • Gość: Gumisie Czyżby? IP: *.client.attbi.com 05.10.02, 21:21
          Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):

          > zapomnial
          > on kompletenie o arabskim powstaniu przeciwko anglikom z
          > poczatku lat 20'stych kiedy to Arabowie walczac z Anglikami
          > wyrzynali mieszkajacych od tam, Zydow.

          > pierwsza
          > terorystyczna zydowska organizacja powstala w odpowiedzi na
          > masakre na zydowskich dzieciach w 1929 roku w Hebronie

          No to proszę bardzo, trochę materiałów źródłowych ze strony Irgunu (a może to też antysemici, hehe?):

          "The first Arab riots took place in Jerusalem in the intermediary days of Passover (April) 1920. The Jewish
          community had anticipated the Arab reaction, and was ready to meet it.[...] Acting under the auspices of the Vaad
          Hatzirim, Jabotinsky established the Haganah (self-defence) organization in Jerusalem[...]"

          No to jak było z tą chronologią?
          www.etzel.org.il/english/
          • Gość: MM Re: Czyżby? IP: *.ny5030.east.verizon.net 06.10.02, 00:24
            no tak, nie ma jak przytaczac zydowska strone jako dowod
            to tak jak z winietami i strona rzadowa z samymi przychylnymi postami
            internautow
            • Gość: Gumisie Re: Czyżby? IP: *.chem.usu.edu / *.client.attbi.com 06.10.02, 01:56
              Gość portalu: MM napisał(a):

              > no tak, nie ma jak przytaczac zydowska strone jako dowod
              > to tak jak z winietami i strona rzadowa z samymi przychylnymi postami
              > internautow

              To tak, jakby przytaczać NIEPRZYCHYLNE winietom posty ze strony rządowej. Skoro ONI SAMI tak
              twierdzą, to widocznie prawda. W tej sprawie sami Żydzi (i to ci otwarcie wychwalający terroryzm)
              przyznają, że bojówki żydowskie zostały zorganizowane PRZED wystąpieniami Arabów. Zresztą, te
              wystąpienia w 1920, o których pisał Wiesław, kosztowały Żydów 6 (słownie: SZEŚĆ) ofiar śmiertelnych, a
              Anglicy po rozruchach wzięli się po równo za aresztowania tak Arabów, jak i Żydów (z nazistą Żabotyńskim
              na czele) www.etzel.org.il/english/ac02.htm
              G.
        • Gość: Gatsby Re: Salonowy antysemityzm... IP: *.cvx40-bradley.dialup.earthlink.net 06.10.02, 17:24
          Tyle sie naczytalem ze Arabowie tolerowali Zydow zanim powstal Izrael.
          Poza tym Turcy czy Maurowie wrecz nas kochali z wzajemnoscia. Kedy to sie zmienilo???


          Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):

          > Salonowy antysemityzm... inaczej tego nie mozna okreslic..
          > Jakkolwiek Rapacki nie bierze sam odpowiedzialnosci za to co
          > pisze donoszac nam tylko co "nowi historycy pisza" tak zapomnial
          > on kompletenie o arabskim powstaniu przeciwko anglikom z
          > poczatku lat 20'stych kiedy to Arabowie walczac z Anglikami
          > wyrzynali mieszkajacych od tam, Zydow. Dzialalnosc wielkiego
          > Mufti of Jerusalem ktory z tego co pamietam odwiedzal nawet
          > hitlerowski Berlin - bagatelizuje...Fakt iz pierwsza
          > terorystyczna zydowska organizacja powstala w odpowiedzi na
          > masakre na zydowskich dzieciach w 1929 roku w Hebronie -
          > 60'dziesicioro dzieci zamorodwano, 60'siecioro raniono - wydaje
          > sie nie klopotac specjalnie Pana Rapackiego..
          >
          > Jaki jest artykul swiadczy o tym pierwszy zamieszczony pod nim
          > komentarz osobnika "Ave" - znany z calej polskiej sieci
          > antysemita ktory radosnie przyklasnal..
          >
          > W.
          • Gość: wieslaw68 Re: Salonowy antysemityzm... IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 12:52
            Gość portalu: Gatsby napisał(a):

            > Tyle sie naczytalem ze Arabowie tolerowali Zydow zanim powstal Izrael.
            > Poza tym Turcy czy Maurowie wrecz nas kochali z wzajemnoscia. Kedy to sie
            > zmien ilo???

            Arabowie/islam..Otomanowie wysiedlali bez przery Zydow z Palestyny.
            Ich polulacja na poczatku XX wieku byla by owiele wieksza gdyby wlasnie
            nie te przesedlania.

            Podczas "arabskiego powstania" w Palestynie, na poczatku lat 20'stych,
            Arabowie wyrzynali zydowska ludnosc rabujac i mordujac. Zydzi _nigdy_
            z tradycji nie chodzili uzbrojeni - Arabowie _zawsze_

            Arabska miejscowosc Dier Yasin ktora padla ofiara zydowskiego teroru dopierow
            w walkach o niepodleglosc Izraela - miala wsrod Zydow slawe rzeznikow. Przez
            cale 30'ste lata mieszkancy tej miejscowosci napadali na okoliczne zydowskie
            osiedla mordujac.

            "Objektywnosc" Rapackiego moze zadowolic tylko antysemickie trolle typ "Ave".

            W.
          • Gość: wieslaw68 A CO SAMA REDAKCJA GW. CZY RATAJCZAK TEZ BEDZIE PU IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 12:57

            Co sama redakcja GW. Po co jest to forum skoro odpowiedzialni redakotorzy
            odgrywaja tylko role cyrkowych menazerow.

            Czy Panowie redaktorzy nie poczuwaja sie do odpowiedzialnosci za dobor
            artykulow? Dlaczego nie drukuje sie Ratajczaka - on tak sama jak Rapacki
            tylko _przekazuje_ co inni napisali.
    • Gość: Gumisie A poza tym - brawo Michnik! IP: *.chem.usu.edu / *.client.attbi.com 06.10.02, 02:08
      Wyrazy uznania za obiektywizm. Gdyby taki artykuł ukazał się w USA, to by się redakcja następnego dnia
      po poważnej rozmowie ze smutnymi panami z ADL kajała, że "wcale nie miała na myśli". A tekst zniknął
      by w tajemniczych okolicznościach z serwera (przydarzyło się to Fox'owi i PBS).

      Podsuwam pomysł: www.gush-shalom.org/
      Czy z takim gościem jak Uri Avnery nie warto by przeprowadzić wywiadu?
      www.avnery-news.co.il/english/uri.html
      • Gość: AKAJ Re: A poza tym - jedna jaskolka IP: *.27.87.235.Dial1.Chicago1.Level3.net 06.10.02, 16:11
        nie wrozy jeszcze wiosny.
        michnik mogl byc albo naprany ze przeposcil ten artykol albo
        znowu robi wrazenie obiektywnego i niezaleznego decydenta.
        To jest nienaruralne wynurzenie ,jak zobacze wiekszosc
        tego typu myslenia na lamach Gazety Wybiorczej to bede
        mogl stwierdzic ze jest wiosna.
    • Gość: U Re: Izraelskie spory IP: *.214.114.195.Dial1.Boston1.Level3.net 06.10.02, 16:36
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie
      zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.




      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt
      nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.



      Pojecie zbrodni to cos, jak gumka w majtkach.W
      Norymberdze zbrodniarzy hitlerowskich sadzili ci,ktorzy
      powinni byc sadzeni.Nieprzedawnianie dotyczy troskliwie
      wyselekcjonowanych zbrodni.Stetryczale zbrodniarze
      hitlerowskie,te jescze zyjace i te urojone scigane sa do
      dzisiaj,podczes gdy solomony znajduja azyl w harecu,albo
      zyja sobie w aurze ofiar w Californii,na
      Florydzie...Kryminalisci do dzisiaj uchodza za ofiary i
      kasuja miliardy.A jesli chodzi o pamiec-nic nie jest tak
      ulotne,jak pamiec.
      • Gość: Gatsby Gumke to jeszcze zlapalem... IP: *.cvx40-bradley.dialup.earthlink.net 06.10.02, 17:47
        Ale skad te majtki????


        Gość portalu: U napisał(a):

        > titus_flavius napisał:
        >
        > > Ave,
        > > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie
        > zbrodnie.
        > > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
        > > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
        > > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
        > > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
        >
        >
        >
        >
        > > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt
        > nie zapomni
        > > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
        > > przedawnieniu.
        > > T.
        >
        >
        >
        > Pojecie zbrodni to cos, jak gumka w majtkach.W
        > Norymberdze zbrodniarzy hitlerowskich sadzili ci,ktorzy
        > powinni byc sadzeni.Nieprzedawnianie dotyczy troskliwie
        > wyselekcjonowanych zbrodni.Stetryczale zbrodniarze
        > hitlerowskie,te jescze zyjace i te urojone scigane sa do
        > dzisiaj,podczes gdy solomony znajduja azyl w harecu,albo
        > zyja sobie w aurze ofiar w Californii,na
        > Florydzie...Kryminalisci do dzisiaj uchodza za ofiary i
        > kasuja miliardy.A jesli chodzi o pamiec-nic nie jest tak
        > ulotne,jak pamiec.
        • Gość: U Re: Gumke to jeszcze zlapalem... IP: *.214.83.14.Dial1.Boston1.Level3.net 07.10.02, 02:09
          Gość portalu: Gatsby napisał(a):

          > Ale skad te majtki????
          >
          >
          > Gość portalu: U napisał(a):
          >
          > > titus_flavius napisał:
          > >
          > > > Ave,
          > > > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie
          > > zbrodnie.
          > > > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze
          militarnej
          > > > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
          > > > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie
          ustępowali
          > > > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
          > >
          > >
          > >
          > >
          > > > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt
          > > nie zapomni
          > > > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie
          ulegają
          > > > przedawnieniu.
          > > > T.
          > >
          > >
          > >
          > > Pojecie zbrodni to cos, jak gumka w majtkach.W
          > > Norymberdze zbrodniarzy hitlerowskich sadzili ci,ktorzy
          > > powinni byc sadzeni.Nieprzedawnianie dotyczy troskliwie
          > > wyselekcjonowanych zbrodni.Stetryczale zbrodniarze
          > > hitlerowskie,te jescze zyjace i te urojone scigane sa do
          > > dzisiaj,podczes gdy solomony znajduja azyl w harecu,albo
          > > zyja sobie w aurze ofiar w Californii,na
          > > Florydzie...Kryminalisci do dzisiaj uchodza za ofiary i
          > > kasuja miliardy.A jesli chodzi o pamiec-nic nie jest tak
          > > ulotne,jak pamiec.



          ja nie wiem skad te majtki i co to jest,ale jesli Fredzio
          54 nawoluje do oddania mu majtek,to chyba te majtki nie
          sa fikcja.Cos w tym musi byc.
    • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:07
      http://www.tnr.com/112999/shapira112999.html

      Cos czego Pan Rapacki nie zdazyl zapewne doczytac.. a szkoda.
      Moze redakcja wyborczej zamiesci tlumaczenie?

      THE FAILURE OF ISRAEL'S "NEW HISTORIANS" TO EXPLAIN WAR AND
      PEACE.
      The Past Is Not a Foreign Country
      by Anita Shapira

      Post date 12.01.00 | Issue Date 11.29.99

      Righteous Victims: A History
      of the Zionist-Arab Conflict, 1881-1999
      by Benny Morris
      (Knopf, 751pp.)




      The Iron Wall: Israel and
      The Arab World since 1948
      by Avi Shlaim
      (Norton, 704pp.)





      I.

      In the fall of 1988, the journal Tikkun published an article
      called "The New Historiography: Israel Confronts Its Past." Its
      author was a relatively unknown historian named Benny Morris. A
      year before, Morris had brought out The Birth of the Palestinian
      Refugee Problem, 1947-1949, a richly and rigorously detailed
      book that had not yet made much of a splash. His Tikkun article
      would fix that. In his article, Morris described himself and
      three of his confederates (Avi Shlaim and Ilan Pappe from
      academia, and Simha Flappan from political journalism) as "new
      historians," arguing that they had together undertaken to expose
      the skeletons in Zionism's closet, to declare war on the dogmas
      of Israeli history. The label stuck, and soon the Israeli media
      was abuzz about the "new historians," who were catapulted into
      notoriety.

      Morris also accused Israel of creating the Palestinian refugee
      problem, a charge that he had not levelled in his book. In his
      view, Israel bore a terrible burden of guilt. The vehemence of
      his accusations, and the moralizing tone in which they were
      delivered, fell on receptive ears: Morris was writing in the
      inflamed days of the Intifada. It is unlikely that the scholarly
      tomes of Morris and his fellow revisionists had many readers,
      but many Israelis were exposed to their heterodoxies in the
      media, which relish positions that are brief and barbed. And in
      this respect the "new historians" certainly delivered the goods.
      Suddenly an argument raged over the true nature of what Israelis
      call the War of Independence, or what Palestinians call al-naqba
      or the Catastrophe, or what historians call, more neutrally, the
      1948 war. That war furnished the founding myth of the state of
      Israel; and it is but a short step from questioning its justice
      to doubting Israel's very right to exist.

      In fact, the ideas advanced by Benny Morris, Avi Shlaim, and
      Ilan Pappe, the vanguard of the "new historians," were nothing
      new. An anti-narrative of Zionism, counterposed to the Zionist
      (and Israeli) narrative of Zionism, had existed since the very
      inception of the Zionist movement. Opponents of the movement,
      Jewish and non-Jewish, had created an entire literature
      explaining what was foul in Zionism and why Zionism was destined
      to fail, and later why the state of Israel was an illegitimate
      and unjust construct that had to be resisted. The Soviet
      propaganda machine excelled in developing this anti-narrative,
      and in proliferating it. Arab propaganda also did its work. And
      at the margins of the Israeli left, there had always been groups
      and currents that doubted the right of Israel to exist and
      stressed the wrongs that were perpetrated against the Arabs. Yet
      those heretical elements remained marginal in Israeli politics
      and culture, and failed to gain wide public support. The advent
      of the "new historians" changed all that. These views now gained
      a certain legitimacy, since they appeared in the context of a
      debate between ostensibly objective scholars.

      Revision in history is salutary. A critical look at premises
      refreshes historical inquiry and helps to generate new
      understanding. Every generation reexamines the present and the
      past under the impact of changing realities. Sometimes
      revisionism is the result of a generational shift among
      historians, and sometimes it springs from dramatic historical
      developments that throw an unexpected light on the past. The
      Vietnam War led American historians to reconsider certain
      accepted accounts of the cold war. Forty years after the end of
      World War II, a heated debate flared among historians in Germany
      about how to interpret the Nazi era: was it a rupture in
      Germany's past, or evidence of its continuity? Some British
      historians have responded to the belligerence of Thatcherism by
      attempting to rehabilitate Chamberlain and the Munich agreement.
      To be sure, not all revisions are laudable; the denial of the
      Holocaust is also a variety of revisionism. But historical
      revisionism does not take place in a vacuum. It is surrounded by
      politics. The revisionist scholar feels obligated to a
      particular political purpose, and proceeds with his research,
      and sometimes with his ready conclusions, to substantiate that
      purpose.

      The "new historians" of Israel have not exactly pioneered fresh
      critical approaches in Israeli historiography. Already in the
      1970s, scholars had begun to develop new and sophisticated views
      of Jewish-British relations under the Mandate, of Zionism's
      relation to the Arab problem, of the rise of the Arab national
      movement, of the nature of Zionism as the national liberation
      movement of the Jewish people. There was a tense and constant
      dialogue between collective memory and historical scholarship,
      as the new approaches slowly penetrated into the educational
      system and public consciousness. Since the advent of the "new
      historians," however, a new polarization has set in. For
      the "new historians" dismissed all previous historiography as
      apologetic. Whoever dares to oppose or to criticize the
      pronouncements of these self-styled iconoclasts is savagely
      maligned.

      In 1996, for example, when the historian Ephraim Karsh charged
      that Benny Morris had falsified certain documents, Morris did
      not even deign to reply; instead he asserted that Karsh's
      article on "re-writing Israel's history" was replete with
      distortions and half-truths, and he went on to add: "His piece
      contains more than fifty footnotes but is based almost entirely
      on references to and quotations from secondary works, many of
      them of dubious value." A look at Karsh's notes indicates that
      thirty of his references actually refer to writings by Shlaim
      and Morris, and fifteen others cite primary sources, and the
      rest refer to studies by major historians such as Avraham Selah
      and to several books by journalists that Morris himself now
      adduces in his new book. Of dubious value, indeed.

      The revisionist dispute quickly spilled over from history into
      sociology and cultural studies, as new topics and new heresies
      were added to those that treated the War of Independence and the
      relation to the Palestinians: the pre-state Jewish community in
      Palestine and its conduct during the Holocaust, the absorption
      of Holocaust survivors and Oriental Jewish immigrants, and so
      on. No longer were particular Zionist or Israeli figures
      impugned; Zionist ideology as a whole was now the real culprit.
      Several of the new school's devotees labelled themselves "post-
      Zionist," and charged that the "lunatic" ambition of Jews to
      transform themselves into a people with a state of their own was
      senseless, and opposed to the natural inclinations of the Jews.
      They claimed that the Jews had never been a people until the
      Zionists muddled their thinking, and had no desire for
      nationhood. Post-Zionism turned out to be a peculiar form of
      anti-Zionism. In contrast with the anti-Zionism of an earlier
      era, the post-Zionists made their peace with Israel's existence
      as a state. (It is hard to argue with success.) But they sought
      to undermine the state's moral and philosophical foundations, to
      dismantle the Jewish identity of the state and reconfigure it as
      a state of "all its citizens."

      Academic disputes tend to thrive on their own mo
      • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory II IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:10
        Academic disputes tend to thrive on their own momentum, even
        when the realities that gave rise to them have changed. The
        controversy about "the new historians" began during Yitzhak
        Shamir's tenure as prime minister, while the Intifada raged and
        Israeli politics was gridlocked. The debate fumed on during the
        Gulf war, when some Israelis with post-Zionist sympathies felt
        compassion for the embattled Iraqi ruler. It continued into the
        years of Rabin's premiership, as a kind of atonal accompaniment
        to the Oslo accords. But Rabin's assassination in 1995 took the
        wind out of the confrontation over the new historiography; and
        it is beginning to seem a little stale.

        Now two new studies by major figures in the controversy have
        appeared. Benny Morris and Avi Shlaim appear to have mellowed,
        casting off their anti-establishment tunics for academic gowns.
        Shlaim is professor at St. Antony's, Oxford and Morris, who
        liked to portray himself as the innocent victim of the Israeli
        scholarly guild, currently holds an appointment as professor at
        Ben-Gurion University in Beersheba. In both books, there are
        elements of Shlaim's and Morris's old and egregious views; but
        in both books there are also new elements, reflecting the
        changing times. About both books one can say that what is bad is
        not new and what is new is not bad.

        Shlaim and Morris have both taken on the task, in a hefty tome
        each, of recounting the course of the Israeli-Arab dispute from
        its inception to the recent fall of the Netanyahu government.
        Shlaim devotes precious little space to the period prior to
        1947, hastening on to the United Nations partition plan and the
        War of Independence; Morris accords nearly 200 pages to the
        period prior to the war in 1948. Shlaim is basically interested
        in political and diplomatic history, and minimizes his account
        of the wars; Morris treats the military operations in copious
        detail, in the War of Independence and in later conflicts.

        Both studies are largely based on secondary sources. Only in
        those chapters that treat the subjects of their previous
        research do Shlaim and Morris ground their investigation on
        primary sources. The books do not pretend to scholarly
        innovation. They wish only to present an interpretive synthesis
        of the secondary sources. Such an approach is certainly valid,
        especially when the era involved is so close to our own--so
        close, indeed, that there are times when you cannot be sure
        whether today's headline might not up-end the chapter that you
        completed last night. In both books, the boundary between
        historical writing and journalistic writing eventually blurs.

        One of the more serious charges raised against the "new
        historians" concerned their sparse use of Arab sources. In a
        preemptive move, Shlaim states at the outset of his new book
        that his focus is on Israeli politics and the Israeli role in
        relations with the Arab world--and thus he has no need of Arab
        documents. Morris claims that he is able to extrapolate the Arab
        positions from the Israeli documentation. Both authors make only
        meager use of original Arab sources, and most such references
        cited are in English translation.

        Shlaim goes out of his way to praise the Israel State Archives
        for the access that it offers to scholars, unlike the archives
        of the Arab states, which are hermetically sealed to the
        outside. Yet the situation is really not that simple. In recent
        years, documents housed in the State Archives in Jordan have
        been made available to researchers. Many relevant memoirs
        published in Arabic have also appeared. And so one cannot
        attribute the scant use of the Arab sources in these two books
        solely to the relatively closed situation of research in the
        Arab world. Shlaim and Morris could have tried harder.

        To write the history of relations between Israel and the Arab
        world almost exclusively on the basis of Israeli documentation
        results in obvious distortions. Every Israeli contingency plan,
        every flicker of a far-fetched idea expressed by David Ben-
        Gurion and other Israeli planners, finds its way into history as
        conclusive evidence for the Zionist state's plans for expansion.
        What we know about Nasser's schemes regarding Israel, by
        contrast, derives solely from secondary and tertiary sources.
        The same is true for the planning of defense ministers of Syria
        and their fantasies of a "Greater Syria." We are given no first-
        hand source for King Hussein's designs over the years other than
        what it was convenient for him to to tell Avi Shlaim in the
        ceremonious interview that he granted him not long before his
        death. (The somewhat fawning interview by this otherwise anti-
        Hashemite scholar appeared in The New York Review of Books last
        summer.) The upshot of all this methodological self-limitation
        is a history of the conflict in which one side completely
        disrobes, disclosing all its weaknesses and its flaws, while the
        other remains conveniently shrouded in the mystery of the veil.

        Morris and Shlaim write diplomatic and military history, and
        hardly mention the political, social, and cultural dimensions of
        Israel and the Arab world. Can a conflict as profound as this
        one really be grasped without probing its psychological and
        cultural underpinnings? But Morris and Shlaim have chosen not to
        inquire into such realities--which is perfectly fair, except
        that they should also have chosen to adhere to high standards of
        factual accuracy even when treating topics with which they are
        not overly familiar. Lapses in accuracy are evident whenever the
        authors enter the realm of domestic and internal developments:
        Morris's account of the political landscape in the Yishuv during
        the 1920s is replete with errors, as is Shlaim's brief foray
        into Israeli politics at the end of the 1960s.

        I will give only one example. Describing the political
        background of Levi Eshkol, who replaced David Ben-Gurion as
        prime minister in 1963, Shlaim tries to explain why Eshkol was
        consistently a liberal and a humanist who understood the need
        for dialogue with the Arabs. This is itself a dubious
        proposition; but Shlaim links Eshkol's alleged dovishness to his
        emigration to Palestine in 1914 as a representative of the left-
        wing youth movement Ha-Shomer ha-Tzair (The Young Watchman). But
        Ha-Shomer ha-Tzair was founded after Eshkol came to Palestine,
        and Eshkol was never a member of Ha-Shomer ha-Tzair, then or
        later.

        Shlaim appears to have confused the moderate Palestinian
        political party Ha-Poel haTzair (The Young Worker), founded in
        1905, with the radical Zionist youth movement Ha-Shomer ha-Tzair
        established in Galicia and Poland during World War I. This
        detail would not be worth mentioning, except that Shlaim bases
        an entire explanation, an unfounded explanation, on a patent
        error. This is reminiscent of the pseudopsychological
        interpretations to which the Israeli "new historians" sometimes
        resorted, as in their crude accounting for the moderation of
        Moshe Sharett (the foreign minister and second prime minister of
        Israel) by the biographical circumstance that when he was a boy
        his family lived for a time in an Arab village.

        There is another striking similarity between Morris's book and
        Shlaim's book, and it is their very superficial treatment of the
        implications of the cold war for the Middle East. More serious
        attention to this dimension of the conflict could have led to an
        entirely different interpretation of the Israeli-Arab dispute:
        namely, that its worsening from the 1950s on was a by-product of
        the Soviet Union's penetration of the region beneath the cloak
        of radical Arab nationalism. It is a fact, after all, that a
        genuine window of opportunity for peace between Israel and the
        Arabs opened only after the collapse of the Soviet Union and the
        loss of its support to st
        • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory III IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:12
          and the Arabs opened only after the collapse of the Soviet Union
          and the loss of its support to states and organizations on the
          hard-line front of rejection. Morris claims that one of the
          factors that led to a softening in the PLO's stance was fears
          about the influx of a million Jews from the former Soviet Union;
          but surely the buckling of the Soviet Union had something to do
          with that, too.

          Blurring the aspects of superpower rivalry in the Middle East
          conflict makes it possible to present the conflict in isolation
          from world politics--that is, to present it moralistically. In
          both these books, there are two layers of research and argument:
          a deeper stratum, based on earlier research, that has a strong
          moralistic slant, and a newer level that expresses a more
          realistic approach to events. The older layer is far more
          ideological, and it is especially conspicuous in Shlaim's work.
          The evolution from moralism to realism is a reflection of the
          changing times in which these books were written, as the high
          tide of the peace process puts the past in a new light. These
          books start out as the story of the good guys and the bad guys,
          in the "new historical" manner, but somewhere along the way the
          plot thickens, as the writers' ideologies collide with the
          region's realities.



          II.

          The title of Avi Shlaim's book is an allusion to an article
          called "On the Iron Wall," by Zeev Jabotinsky, the Zionist
          leader and ideologue who founded the Revisionist movement in
          1925. (Jabotinsky's famous essay was published in Russian in
          1923 and in Hebrew in 1933.) The Revisionist movement functioned
          as the militant right wing of Zionism, and the Likud party views
          itself as the rightful heir of Jabotinsky's mantle. The concept
          of the "iron wall" posited that it was impossible in Palestine,
          as in any country of colonization, to avoid a clash between the
          indigenous population and the settlers. The Arabs of Palestine
          were a separate people, and they would not surrender the land
          without a struggle. Consequently, Jabotinsky argued, the only
          path forward for the Zionist project was the path of force: to
          erect an "iron wall" in the form of a Jewish battalion in the
          British army, which would halt Arab resistance.

          The basic problem with Jabotinsky's conception was not
          philosophical, it was practical: there was no chance at all that
          the British would agree to setting up a Jewish army in British
          khaki. Jabotinsky's opponents in the labor movement disagreed
          with him not only on Zionist priorities, as Shlaim mentions, but
          also on what was realistic in the circumstances. They wished to
          postpone the explosion of the Arab-Jewish conflict for as long
          as possible. They believed that the sooner the Jewish-Arab
          conflict reached the flashpoint, the worse the Jewish prospects
          for victory; but the later the moment of truth, the better.

          In its time, "On the Iron Wall" was considered a little mad, and
          divorced from reality; but Shlaim believes that Jabotinsky's
          essay reads today like a very clear-eyed view of future Jewish-
          Arab relations. Contrary to what he claims, Jabotinsky and his
          ideas had only a marginal influence on the ideas of the
          political elite in the Yishuv generally, and on Ben-Gurion in
          particular. But Shlaim nonetheless seizes on the concept of
          the "iron wall" as an organizing paradigm to explain the
          evolution of the politics of the Yishuv and the state of Israel
          from the 1920s to the 1980s.

          According to Shlaim, Jabotinsky's achievement was to have
          foreseen that Arab acceptance of Jewish settlement in Palestine
          would come only after the Arabs were finally persuaded that they
          could never throw the Jews into the sea. Only then would they
          learn to speak about compromise; and the compromise, according
          to Jabotinsky's essay, would take the form of a generous
          autonomy within the framework of the Jewish state. In his
          epilogue, Shlaim observes:

          In a way, this is what has happened. The history of the state of
          Israel is a vindication of Jabotinsky's strategy of the iron
          wall. The Arabs--first the Egyptians, then the Palestinians,
          then the Jordanians--have recognized Israel's invincibility and
          were compelled to negotiate with Israel from a position of
          palpable weakness.

          And so the revisionist endorses the Revisionist, and les
          extremes se touchent.

          Shlaim's appropriation of the "iron wall" as the controlling
          idea of his book is far from coincidental. It is an effort by
          a "new historian" to get a handle on the highly fluid situation
          before his eyes, in which the old categories and the old
          enmities are changing and receding. The notion of the "iron
          wall" denotes a realistic perspective, and presupposes that the
          changes in Israeli and Arab consciousness are largely a function
          of power relations; and such realism implies that the making of
          peace between Israel and its neighbors was not the result of
          Israeli breast-beating, but the outgrowth of a mutual
          recognition that peace is desirable. Yet Shlaim balks at a full
          acceptance of realism and its implications, as he must; for it
          is deeply at odds with his older, more tendentious thinking.
          Deep down, Shlaim really does believe that the Middle East is
          Arab turf, and that the Palestinians are innocent victims, and
          that the Israelis are outsiders and intruders. Thus his book is
          sorely weakened by a kind of historian's cognitive dissonance.
          His recognition of the realities on the ground flies in the face
          of his deepest feelings. As a result, his book is divided
          against itself.

          Shlaim's sentiments are revealed in his differing attitude
          toward Jews and Arabs. His approach to the latter is shaped by a
          kind of Realpolitik. After all, they are the indigenous
          inhabitants of the region; and so their actions require no
          justification, and are motivated by entirely understandable and
          self-evident interests. Yet Jews are repeatedly viewed through a
          moralistic prism: they are transgressors, and have come as
          invaders into the Arab East. Shlaim is prepared to accept the
          principle of national interest when it comes to the Arabs, but
          not when it comes to Israel. Israel's agreement with King
          Abdullah at the end of the war of 1948 is criticized for its
          instrumentality: "It was a striking example of the unsentimental
          Realpolitik approach that had dictated Israel's conduct
          throughout the first Arab-Israeli war." But Shlaim offers no
          criticism of Abdullah's takeover of the West Bank, or of Egypt's
          seizure of the Gaza Strip or of Syria's grab of territory west
          of the international frontier.

          The same disparity obtains also for peace feelers. Shlaim
          assumes that it was legitimate for the Syrians and the Egyptians
          to demand from Israel half of the Sea of Galilee and portions of
          the Negev as the price for peace; but he deems Israel's refusal
          to agree to massive territorial concessions as sufficient reason
          to put the blame on the Jewish state for bungling the
          opportunities for peace. Shlaim is also sympathetic to Syrian
          views on the demilitarized zones along the Sea of Galilee. Even
          though this land was territory forcibly occupied by Syria in the
          War of 1948, Shlaim is vehement in castigating Israel for trying
          to extend its sovereignty over it. As a general principle,
          Shlaim rejects the right to seize land by force, when it is a
          question of Israel's territorial gains; but Syria's irredentism
          is different. Since the land that Syria seized was taken by a
          rightful Arab "owner," it should not be faulted. But all of
          Israel's territorial gains are illegitimate and have to be
          returned.

          In Shlaim's book, Israel emerges as the neighborhood bully in
          the 1950s. The main villain is David Ben-Gurion, whose policy,
          in Shlaim's account, was essentially a harsh display of military
          muscle. The hero in the white hat, by contrast, was
          • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory IV IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:13
            The hero in the white hat, by contrast, was Moshe Sharett, the
            moderate foreign minister who is a darling of the "new
            historians." In truth, Sharett's perspective on the Israeli-Arab
            conflict did not differ in principle from Ben-Gurion's. He, too,
            did not believe in the prospects of peace in the foreseeable
            future. Yet he showed much greater respect for the United
            Nations, and he wanted Israel to avoid actions that would
            provoke international criticism. He also believed that Arab
            animosity could be diminished by Israel's refraining from
            aggressive military acts, hoping that eventually this would lead
            to a reconciliation.

            In the Middle East in the 1950s, however, Sharett's approach
            hardly had a chance, considering the balance of power. Even in
            Shlaim's morally rigged account, the real situation of Israel in
            the 1950s is detectable. Between Shlaim's lines one can
            recognize a weak state, lacking in self-confidence, isolated. It
            had no source for the weapons that were necessary for its
            defense against the Soviet arsenal that began to pour into Egypt
            from the mid-1950s. Shlaim himself notes that Sharett's efforts
            to procure weapons came to naught:

            He returned empty-handed and deeply disillusioned. His
            unsuccessful and highly publicized mission only served to
            underscore Israel's international isolation in the face of the
            rising tide of Egyptian military strength.

            If this was indeed Israel's predicament, then maybe Ben-Gurion
            was right in his conviction that a bit of muscle-flexing by the
            fledgling state would prove useful.

            In that same period, the Western powers treated Israel like a
            poor relative whose land they were trying to sell behind her
            back. In his famous Guild Hall speech in 1955, the British prime
            minister Anthony Eden demanded that Israel relinquish territory
            in the Negev in order to facilitate a land bridge between Egypt
            and Jordan. John Foster Dulles, Eisenhower's secretary of state,
            entertained notions of finessing a peace deal between Israel and
            its neighbors, in which Israel would give up territory and agree
            to absorb 100,000 Arab refugees as the price for peace. Shlaim
            views those demands, which were really designed to strip Israel
            of territory that was allotted it by the United Nations in the
            partition plan of 1947, as legitimate demands. He does not utter
            a word about the questionable morality of the attempt by the
            great powers to violate massively the territory of a small state.

            Shlaim recounts the Sinai Campaign as a grand conspiracy by
            Israel, France, and Britain. Israel is the main rogue in the
            cabal. And, as befits a moralistic tale, the bad guys lose.
            There is a pinch of malicious glee in Shlaim's account of the
            calamity of the belligerent Israelis, and of Ben-Gurion in
            particular, forced to climb down from the heights of victory to
            the pits of a forced pullback. Shlaim also tries his level best
            to prove that the Sinai war did not achieve its aims. He cannot
            deny that the Egyptian army was defeated, and the Straits of
            Tiran were opened, and the fedayeen bases in the Gaza Strip were
            destroyed. Still, he prefers to emphasize that Nasser was not
            removed from power, and Israel did not expand its territory, and
            a new order was not achieved in the Middle East. Shlaim makes no
            reference to the fact that in the wake of the Sinai Campaign,
            Israel enjoyed a decade of relative calm on the Israel-Egyptian
            frontier, and that the port of Eilat indeed remained open to
            international shipping, and that Israel's standing in the
            international arena was significantly enhanced. After 1956,
            schemes that resembled Eden's Guild Hall speech disappeared.

            1958 was a stormy year in the Middle East. In Iraq, an army coup
            toppled the pro-Western government. In pro-Western Lebanon and
            Jordan, there were Nasserite attempts at subversion. President
            Eisenhower dispatched the Marines to Lebanon in order to
            forestall a possible collapse of pro-Western forces there.
            Israel was requested to allow British overflights for
            transporting troops to aid the Hashemite regime in Jordan.
            Shlaim takes a neutral stand when commenting on the subversive
            actions by pro-Nasserite forces. There are no "conspiracies"
            or "plots" here; he reserves those dark terms for the relations
            between Israel and King Abdullah, and for the Sinai Campaign.
            Nasser, after all, was an indigenous leader in the Arab East,
            and in Shlaim's eyes internecine Arab intrigue is not a fit
            subject for condemnation. Yet Shlaim is astounded that Israel
            should be so brazen as to even consider requesting recompense
            for having permitted Western powers to use its airspace: "Israel
            was not being asked to do anything to help Jordan, except to
            permit the use of its airspace. Nevertheless, Ben-Gurion
            earnestly hoped to get something in return for helping the
            Western powers."

            The Americans and the British refused to bargain with Ben-Gurion
            about a military or political reward for his compliance with
            their requests. Yet when the Soviets threatened Israel for
            having opened its airspace to Western forces, and Ben-Gurion,
            deeply distressed, tried to cancel the permission for
            overflights, he was strongly rebuked by Dulles. The incident
            pointed up Israel's fundamental weakness, and its desperate
            search for allies against the threat posed by Nasser and
            Nasserism--and it pointed up also the exploitative attitude of
            the United States and Great Britain toward Israel at the time.
            In Shlaim's portrayal, however, Israel's positions are presented
            as demanding and immoderate. With another pinch of glee, he
            notes that Ben-Gurion's hopes for strategic cooperation with the
            West against the forces of radical Arab nationalism came to
            naught.

            It was not until 1964 that an Israeli prime minister was
            officially welcomed at the White House, when Lyndon Johnson
            received Levi Eshkol. In their joint statement at the conclusion
            of the visit, Johnson proclaimed the need to maintain the
            territorial integrity of all the states in the region. Shlaim
            remarks that this was the first time Washington abandoned the
            idea of changing the borders of the 1949 armistice line. Such a
            fact, you might think, casts a different light upon Israel's
            search during those years for allies and arms. If even a
            government as friendly to Israel as the government of the United
            States was not prepared during that perilous time to guarantee
            the 1949 borders (what today is called the "Green Line"), then
            Israel's situation was in truth fraught with great danger, and
            Ben-Gurion's obsession with Israel's fragility was not illusory.

            Shlaim's tendency to assume an air of objectivity toward Arab
            actions and to point a scolding finger at Israel is also
            conspicuous in his account of the deterioration that led to the
            Six-Day War. Meeting in Cairo in 1964, the Arab League resolved
            to divert the waters of the Jordan River, which are vital for
            Israel's existence. At that same conference, there was a public
            declaration of the intention to destroy Israel, and the PLO was
            founded. Shlaim avoids any judgment of those bellicose moves
            against Israel's very existence: after all, one must not berate
            the virtuous Arab determination to extirpate the foreign body
            from their midst.

            Instead Shlaim dwells on the Israeli responses to the attempts
            to divert the Jordan River, responses that he deems
            disproportionate to the provocation. He blames the deterioration
            of the situation on those escalating Israeli responses--Israel
            used its air force to destroy the Syrian positions, and
            bombarded the Syrian water diversion project, after which the
            Syrians bombarded the kibbutzim along the Jordan--and on
            truculent statements by Chief of Staff Yitzhak Rabin and Prime
            Minister Levi Eshkol against the Baath regime in Damascus. Yet
            he fails to make any mention
            • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory V IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:14
              Yitzhak Rabin and Prime Minister Levi Eshkol against the Baath
              regime in Damascus. Yet he fails to make any mention of the role
              played by Moscow in inciting Nasser to send his army into Sinai
              by supplying the disinformation that Israel was
              concentrating "huge armed forces" near the Syrian border.

              The Six-Day War is correctly portrayed by Shlaim as a defensive
              war; but he does not permit Israel to enjoy the laurels of a
              just victory for very long. From the outset, Shlaim is skeptical
              about Israel's readiness to relinquish land in return for peace.
              Thus, in his calendar of red-letter dates, he does not bother to
              note the Israeli government decision of June 19, 1967 declaring
              its willingness to pull back from conquered territory in return
              for peace. In marked contrast, Shlaim's presentation of the
              resolutions at the Arab summit conference at Khartoum in
              September, 1967--"no to recognition, no to negotiations, no to
              peace"--suggests that this thundering rejection actually
              disguised Nasser's readiness to reach a de facto agreement with
              Israel. Shlaim musters no real evidence for such a claim, aside
              from King Hussein's statement in his interview with Shlaim that
              Nasser had authorized him to seek a comprehensive peace; but the
              king's remark can be read differently--namely, that Nasser was
              cautioning Hussein in this way about daring to go it alone in
              attempting to conclude a separate peace with Israel. And even if
              we assume that Shlaim's reading of Hussein's remark is right,
              this is excellent evidence that nothing clears the mind like
              defeat: what Nasser was unprepared even to think about before
              the war, he was now ready to act on.

              Beginning in 1967, Israeli-American relations passed through a
              dramatic transformation. The poor relative whom everyone wished
              to disclaim now became the recognized ally of Washington in the
              Middle East. Shlaim tells the story of this strategic
              transformation, but he does not ask the obvious question. What
              was the cause of this striking shift? How was it that Eisenhower
              and Dulles treated Israel with such contempt, while Nixon and
              Kissinger provided it with a huge arsenal and a deterrent
              against the Soviet Union, bolstered by financial aid, as did all
              the American presidents who followed? Was Israel led with
              greater wisdom in the 1970s and 1980s than in the 1950s and
              1960s?

              Probably not. The war of attrition, the massive bombing in
              Egypt, the fumble of chances for reaching an interim agreement
              with Egypt in 1971, the Yom Kippur War, the war in Lebanon: in
              all these episodes, Israel made mistakes and Israel botched
              opportunities. It proved fully as obstinate as in the 1950s,
              maybe more so. And yet, wondrously, those errors did not lead to
              a worsening of the conflict and to greater Israeli isolation, as
              might have been expected from Shlaim's moralistic
              interpretations.

              Indeed, the outcome was the opposite. Starting in the 1970s, and
              increasingly so after the Yom Kippur War in 1973, President
              Sadat of Egypt demonstrated it was possible to recognize the
              state of Israel, and to enter into direct negotiations with
              Israel, and even to discuss a final peace agreement with Israel.
              Shlaim had presented all those possibilities as impossibilities,
              as unshakable Arab taboos. Every time Israel came forward with
              such a condition, Shlaim depicted it as a mere tactic designed
              to blame the other side for the failure of negotiations. And
              then, all of a sudden, Israel and Egypt were prepared to act on
              what they had not even dreamed of a few short years before. The
              Israelis were ready to withdraw from all of Sinai, and the
              Egyptians were ready to reach a separate peace accord with
              Israel.

              Shlaim does not ask how this extraordinary turn came about,
              because the answer is self-evident. The answer is that power did
              its sobering work, and realism came to be preferred to moralism.
              Initially, the military might that Israel demonstrated in the
              Six-Day War had opened Washington's eyes to the importance of
              this potential ally for stability in the Middle East, not least
              as a brake on Soviet influence in the region. After the Six-Day
              War, Israel became somewhat intoxicated with its own strength;
              but six years later the Yom Kippur War returned Israel to its
              senses, and put a stop to the triumphalist flights of fancy
              following the triumph of 1967. Concomitantly, the war in 1973
              provided Sadat with the legitimacy to reach a separate peace
              with Israel, even as it demonstrated that Israel could not be
              coerced into an agreement. It seems that all sides involved in
              the Middle East conflict had recognized the validity of a
              realistic approach.

              The realism of the "iron wall" also applied to the Palestinians.
              After all the terror acts perpetrated by Palestinian
              organizations in the 1970s and '80s, which Shlaim skips over
              nonchalantly, the Intifada erupted in December 1987. It
              demonstrated to Israelis and Palestinians alike that force was
              not the answer. The uprising led to a moderating of the PLO's
              hard-line positions: the Palestinians were now prepared to
              recognize Israel's right to exist and even to accept the U.N.
              decision of 1947 on partition--to accept the principle of two
              states and thus to renounce terror. Once again, then, what
              Shlaim believed was non-negotiable for the Palestinians became
              negotiable. It took four decades, to be sure; but four decades
              is not an unreasonably long time in the context of ethnic and
              religious and national conflicts.

              Shlaim's fitful oscillation between ideological judgment and
              Realpolitik is manifest also in his account of the Gulf War.
              Israel acted with admirable restraint in that war, in not
              responding to the Scud attacks by Saddam Hussein. We would have
              expected Shlaim to give Israel a medal for good conduct. Instead
              he instructs that Israel's failure to act dented its reputation
              as a military great power in the eyes of its adversaries! In the
              event, Shlaim further observes, the United States shifted closer
              to the Arab states. When Israel pursues the moderate policies
              lauded by Shlaim, it forfeits its deterrent ability and its
              status as Washington's main ally in the region; and when it acts
              immoderately, it is simply villainous. Israel is damned if it
              does and damned if it doesn't.

              Shlaim has his loves and his hates, and he sticks to them. His
              profound contempt for David Ben-Gurion infuses his account of
              the man and his politics with a diabolical dimension. As a rule,
              the "new historians" like to associate everything evil with the
              figure of Ben-Gurion. He is identified more than anyone else
              with the establishment of the state and the policies that it has
              pursued.

              Ben-Gurion created the self-image of a strong personality, a
              leader not afraid to defy the entire world. I would even
              conjecture that he regarded his image as one of the weapons in
              Israel's deterrent arsenal. But the truth about Ben-Gurion was
              more complicated and more humane. Behind the bravura was a man
              who feared for the fate of the young state. Not everything that
              Ben-Gurion did or said was worthy of praise; he sometimes made
              mistakes and he sometimes talked folly. But ultimately he was
              the man of the status quo of 1949, not the pugnacious ruffian of
              territorial conquest that Shlaim portrays.

              Ben-Gurion was able to foresee--in the spirit of the "iron
              wall," though without any link to Jabotinsky--that the Arabs
              would try again and again to destroy Israel, until they finally
              despaired of a military solution and came to terms with Israel's
              existence. (The Revisionists were not the only Zionists who
              grasped the realities of power.) In the meantime, Israel had to
              remain strong, and build a solid and stable society, and grow
              demographically, and seek out allies among the great Western
              powers.

              Despite pressur
              • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory VI IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:16
                Despite pressure from the military, Ben-Gurion did not launch an
                operation to capture Mt. Hebron at the end of the War of
                Independence. A long process of persuasion was necessary before
                Moshe Dayan convinced him to embark on the Sinai Campaign, and
                even then he agreed to act only after he had been promised air
                cover by the French. He feared Soviet involvement, and
                Bulganin's threat in 1956 to dispatch "volunteers" to the Middle
                East was reason enough to order a pullback from the Sinai
                Peninsula. If ever Ben-Gurion entertained dreams of territorial
                expansion, they dissolved with the withdrawal from Sinai.

                When Yitzhak Rabin, then chief of staff, came to seek Ben-
                Gurion's advice on the eve of the Six-Day War, Rabin was rebuked
                for having placed Israel in danger of possible war while the
                country lacked a great power ally. Ben-Gurion demanded that the
                army dig in, stay put, and not launch an attack on Egypt. After
                the war, he declared that all the land won in the war would be
                exchanged for peace, except for Jerusalem. He was very far from
                being the terror of the neighborhood that the "new historians"
                depict.

                In contrast with Shlaim's enmity for Ben-Gurion, he is strangely
                enamored of the leaders of the right, Jabotinsky and Begin.
                Jabotinsky is presented as Ben-Gurion's veritable mentor and
                guide, which is a truly bizarre notion. Shlaim even has
                Jabotinsky exerting an influence on Rabin, though there is no
                doubt Rabin never read a page that Jabotinsky wrote. It is true
                that Jabotinsky was a liberal, and ready to guarantee the Arabs
                minority rights within the Jewish state; but in this respect he
                was no different from the other Zionist leaders. All of them,
                Ben-Gurion included, spoke in the same conciliatory spirit.
                There is no reason to believe Jabotinsky and not believe the
                others.

                Shlaim shows a similarly inexplicable admiration for Menachem
                Begin. While he brushes aside Ben-Gurion's apprehensions about
                the fate of Israel with cynical skepticism, he musters profound
                understanding for Begin's fears. Shlaim argues that the bombing
                of the Iraqi nuclear reactor in 1982 was not carried out for
                electoral reasons; the timing of the Israeli action, he
                explains, was owed to Begin's genuine anxiety about Israel's
                future, to fears rooted in his own experience in the Holocaust.
                Shlaim accepts uncritically and at face value Begin's flagrant
                appropriation of images of the Shoah in the war in Lebanon; it
                is only on rare occasions that Shlaim criticizes Begin for
                exploiting the great Jewish tragedy for political gain. And many
                Israelis would be astounded to read about "Begin's Churchillian
                style of leadership."

                Shlaim prefers the Israeli right to the Israeli left. After all,
                Jabotinsky looked the Arab problem straight in the eye, without
                flinching, and acknowledged the national character of the Arabs,
                and even sketched a model that would grant Arabs future rights.
                But the Israeli left (which includes Labor Zionism) is, in
                Shlaim's eyes, hypocritical and inauthentic, with all its moral
                perplexity and its overblown sensitivity, aspiring to a brand of
                Zionism with humanistic and socialist elements, and attempting
                to dodge the problem as long as it was not acute. For Shlaim,
                this camp, which founded the state, is ultimately responsible
                for the tragedy of the Palestinians.

                Shlaim interprets Jabotinsky's "iron wall" as a two-stage
                scenario: first there would be conflict, when the Jews would
                curb and beat down the Arabs by military might, and then there
                would be reconciliation, when the Jews would grant the Arabs a
                mode of autonomy, including national rights. Now Shlaim has
                decided that the first stage, the nasty stage, is over. The time
                has come for reconciliation. But he evades the pivotal question
                in Israeli politics. When does the hour of peace arrive? For the
                left and the right do not have the same answers to this
                question. For the right, peace will come when Israeli
                sovereignty is guaranteed over the entirety of the Land of
                Israel, over Greater Israel. (That is how Jabotinsky and Begin,
                Shlaim's favorites, conceived the condition of peace.) For the
                left, peace will come when the Palestinians are prepared to
                assent to the principle of partition and to recognize the right
                of the existence of two peoples in the land west of the Jordan.
                For this reason, it is the heirs of the pragmatic tradition of
                Ben-Gurion and Weizmann--and not the heirs of the inflexible
                tradition of Jabotinsky--who are the genuine peacemakers today.

                The old attempts to justify Arab rejectionism over the years,
                and to blame the frustration of peace initiatives on Israeli
                inflexibility, now seem outdated: all the things that symbolized
                Israeli "intransigence," all the things that were supposed to
                have made peace impossible (recognition of Israel, direct peace
                negotiations, bilateral agreements as against a comprehensive
                peace) are now possible, and even actual. Shlaim recognizes that
                the situation has fundamentally changed; but the older
                prejudices continue to tug at him. Thus, in the conclusion to
                his book, he returns to the hoary arguments that present the
                Israelis as foreign invaders:


                The moral case for the establishment of an independent Jewish
                state was strong, especially in the aftermath of the Holocaust.
                But there is no denying that the establishment of the State of
                Israel involved a massive injustice to the Palestinians. Half a
                century on, Israel still had to arrive at the reckoning of its
                own sins against the Palestinians, a recognition that it owed
                the Palestinians a debt that must at some point be repaid.

                It is not clear what Shlaim exactly has in mind by "sins." If he
                means the establishment of the state itself, well, he himself
                states that there was a strong moral case for its creation. If
                he is referring to the war of 1948, well, he himself notes
                elsewhere that the Arabs forced it upon Israel. If he is
                alluding to the fact that the Arab Palestinians did not
                establish a state in 1948, because they were stymied by Israel,
                surely he should place the blame for that first and foremost on
                the Palestinians themselves, and on their Arab brethren. Or was
                Israel supposed to take the initiative in creating a Palestinian
                state?

                What remains is the refugee issue, a truly festering wound. And
                in this awful matter, there is a lot of guilt to go around. As
                Benny Morris argues, the blame for the misery of the Palestinian
                refugees must be shared by several parties. But the morally
                laden concepts mustered by Shlaim lay the guilt in no uncertain
                terms at one door only--at Israel's door. This passage reads
                like a remnant of an earlier time, a more inflamed and more
                brutal time that we should be glad to see gone.



                III.

                The title of Benny Morris's book is something of a surprise. Who
                are the "righteous victims"? Is Morris ironically alluding to
                the tendency of both sides in the conflict to claim a monopoly
                on truth and justice, and to be deaf to the views of the
                adversary, as Morris himself says in one of his more incisive
                passages? Or are both sides right, and victims of the historical
                situation or their own nationalist aspirations? Morris does not
                explain.

                Indeed, Morris's work is innocent of any attempt at
                conceptualization. His method is a sort of muddling through. In
                every chapter he presents the culprits and the casualties of the
                given moment. In most instances, the result is quite balanced.
                Thus, while Shlaim accuses Israel of consciously renouncing the
                various chances for peace after 1949, Morris contends that
                leaders on both sides failed to utilize the opportunities that
                presented themselves. Regarding infiltration in the 1950s,
                Shlaim claims that Arab countries did everything possible to
                curb the infiltrators; and he relies, for
                • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory VII IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:17
                  curb the infiltrators; and he relies, for proof, only on King
                  Hussein's comment in his interview with him: "We had done
                  everything that we could to prevent infiltration and to prevent
                  access to Israel." Surely a historian is obliged to find better
                  evidence for his findings than the word of a king. Morris, by
                  contrast, blames the Arab regimes for some of the infiltration
                  activity, especially in the Gaza Strip, noting that Israeli
                  reprisals induced the Egyptians and the Jordanians to take
                  measures to stem infiltration.

                  While stressing every Israeli attack on ostensibly innocent
                  Arabs, Shlaim avoids any mention of Arab atrocities against
                  Jews. Morris, on the other hand, points to a number of cases of
                  murder and violence perpetrated by Arab infiltrators and
                  fedayeen in the 1950s, and even devotes an entire chapter to the
                  secret war between Israel and the terror organizations. Unlike
                  Shlaim, Morris is uninterested in the development of Arab
                  nationalism. In his view, Nasser was not a hero but a dictator
                  leading his people astray. For this reason, his account of the
                  Sinai Campaign lacks Shlaim's moral fervor. Morris takes
                  Nasser's threats against Israel seriously.

                  In describing the tense period of waiting in the run-up to the
                  Six-Day War, Morris underscores the national hysteria that
                  engulfed the Arab states, articulated in calls for Israel's
                  destruction. Shlaim passes over the frenzy in silence. After the
                  war, moreover, Morris does not flow with compassion for Nasser;
                  he views him as a scoundrel and a failed tyrant. Morris's
                  account of Israeli rule in the occupied territories is detailed
                  and critical, and he does not conceal from the reader
                  distressing events that illustrate the invidious influence of
                  the "corruptive occupation"; but here, too, his moral judgements
                  do not overwhelm his historiographical duty. "Though harsh and
                  often brutal," he adds, "Israeli rule in general was never as
                  restrictive or repressive as the Palestinians made out."

                  There is one topic on which Morris departs from his admirably
                  matter-of-fact attitude: the notorious topic of "transfer." The
                  notion of "transfer" was commonly accepted in the period between
                  the two world wars to designate population exchanges such as
                  occurred between Turkey and Greece in the 1920s. "Transfer"
                  became a code word in contemporary Israeli politics after the
                  emergence of the far right radical party Moledet (Homeland) in
                  the 1980s, led by Rehavam Zeevi. Moledet advanced the idea of
                  transfer, or the removal of the Palestinians from the West Bank,
                  as part of its party platform; and in order to gain legitimacy
                  for himself and his party, Zeevi declared that he was following
                  in the footsteps of the founders of the labor movement from its
                  very inception, that "transfer" was vintage Zionist thinking.

                  The attempt to attribute the sins of the present to Zionism's
                  founding fathers is a hallmark of the politics of the Israeli
                  right: thus the members of Gush Emunim (Bloc of the Faithful)
                  present themselves as the rightful heirs to the pioneer heritage
                  in the pre-state period. Zeevi seized on statements on transfer
                  from the 1930s, articulated in substantially different
                  circumstances, in order to justify such repulsive actions in our
                  own time. And in this matter, it would seem, the interests of
                  the Israeli right and the "new historians" dovetail. It is no
                  coincidence that revisionist ideas were sympathetically received
                  in the ranks of the right. The "new historians" are intent on
                  demonstrating that there was never a golden age of simplicity
                  and innocence in the Zionist movement, and that its founders
                  were full of guilt and guile from the start; and those on the
                  right are keen to show that what is repudiated today as immoral
                  was not an idea that they invented, but rather a part of the
                  Zionist heritage. In both cases, the result is the libeling of
                  Zionism and the undermining of its moral foundations.

                  Morris addressed the question of transfer after he had published
                  his important study on the birth of the Palestinian refugee
                  problem in 1948. His book's much-cited conclusion states that


                  [t]he Palestinian refugee problem was born of war, not by
                  design, Jewish or Arab. It was largely a by-product of Jewish
                  and Arab fears and of the protracted, bitter fighting that
                  characterized the first Arab-Israeli war; in smaller part, it
                  was the deliberate creation of Jewish and Arab military
                  commanders and politicians.

                  This is a balanced assessment that is corroborated by the
                  evidence. But Morris was attacked by Arab historians, notably
                  Nur Masalha, and even by his colleagues Avi Shlaim and Ilan
                  Pappe, who argued that his own documentation justified a harsher
                  verdict. Perhaps as a consequence of these criticisms, Morris
                  undertook a partial revision of his findings. What in his
                  earlier book was an ugly but unintended and even unanticipated
                  by-product of war becomes in his new book one of the foundations
                  of Zionism:


                  The transfer idea goes back to the fathers of modern Zionism
                  and, while rarely given a public airing before 1937, was one of
                  the main currents in Zionist ideology from the movement's
                  inception.

                  According to Morris's new version, just as the idea of transfer
                  attended Zionism from its inception, so did Arab fears of
                  precisely such a scheme. The inference from this line of
                  reasoning is that the Arabs resisted Jewish settlement not
                  because they regarded themselves as Palestine's rightful owners
                  and did not wish to share the land with a people whom they
                  perceived as a foreign invader; nor because they were opposed to
                  transforming Palestine from a land with a predominantly Muslim
                  culture into a non-Muslim country steeped in Western culture.
                  No, their motive was well-founded fear: they knew that the Jews
                  intended in due time to expel them. As Morris writes, "the fear
                  of territorial displacement and dispossession was to be the
                  chief motor of Arab antagonism to Zionism down to 1948 (and
                  indeed after 1967 as well)." In this way history is spun on its
                  head, and the effect is made into the cause, and the result of
                  war is promoted into the paradigm for the entire complex of
                  relations between Arabs and Jews over several decades.

                  Zionist leaders always believed that the hoped-for Jewish
                  majority in Palestine would materialize by means of massive
                  Jewish immigration. It should not be forgotten that in 1920 the
                  Arab population of Palestine numbered only some 600,000. The
                  Zionist premise--which history has proven right--was that there
                  was land aplenty in western Palestine for millions of Jews and
                  Arabs. All the Zionist plans at the end of the 1930s envisioned
                  the influx of a million Jews to Palestine within a decade. That
                  magical number was geared to guaranteeing a Jewish majority,
                  which is why the Arabs were so hostile to immigration: not
                  because they were afraid of expulsion, but because they wished
                  to prevent a demographic transformation.

                  Zionism has been one of the best documented and the most
                  talkative of national movements. Its records are not limited to
                  the sphere of political activity and diplomacy, on which Morris
                  and the "new historians" tend to focus; they include also all
                  the educational and propagandistic work over many years within
                  all the warring fractions and currents that comprised the
                  movement. Despite all this documentation, however, all the
                  efforts by Morris and others to dig up actual evidence of the
                  early roots of the "transfer" idea have unearthed only isolated
                  and fragmentary statements--secret thoughts and wishes, but
                  nothing remotely resembling a program.

                  The idea of transfer was broached in serious discussion for the
                  first time in 1937, when the Peel Commission proposed to
                  transfer the large Arab minority from the territory designated
                  for the tiny J
                  • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory VIII IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:18
                    large Arab minority from the territory designated for the tiny
                    Jewish state as part of the package deal that envisioned a
                    partitioning of western Palestine into two states, Jewish and
                    Arab. In accordance with the Commission's proposals, the British
                    were to carry out the transfer. Morris declares that "it is
                    reasonable to assume that the Zionist leaders played a role in
                    persuading the Peel Commission to adopt the transfer solution."
                    There is not even a sliver of evidence to support such a claim,
                    which is very far removed from what any credible historian may
                    reasonably assume. It is perfectly legitimate for Morris to
                    surmise that the Zionists did not lament the Peel Commission
                    proposal, and even rejoiced at it. But such gladness is a long
                    way from the unsubstantiated presumption that they were
                    implicated in its formulation.

                    It is also true that Ben-Gurion and his associates welcomed the
                    British idea to transfer Arabs from the small area set aside for
                    the Jewish state. In Ben-Gurion's efforts at the Twentieth
                    Zionist Congress in 1937 to drum up support for adoption of the
                    partition plan, he made use of the concept of transfer in order
                    to persuade his comrades to accept the tiny state proposed by
                    the Commission, since the Jews would be a large majority there.
                    The idea of transfer was a lure designed to convince Zionists to
                    swallow the bitter pill of partition. In later years, Ben-Gurion
                    warned of the dangers inherent in embracing the idea of transfer
                    as a Zionist program, even after the British Labour Party had
                    chosen to incorporate it in its platform.

                    Morris recalls that, over a prolonged period, Arab leaders
                    declared that the true aim of Zionism was to uproot and to expel
                    the Arabs, while the Zionists claimed there was ample room in
                    Palestine for both peoples. But, as Morris adds,


                    the stark realities of the 1930s, with wholesale persecution in
                    Central and Eastern Europe and with Britain closing the gates to
                    Jewish immigration, seems to prove the Arabs right. Palestine
                    would not be transformed into a Jewish state unless all or much
                    of the Arab population was expelled.

                    Otherwise, Morris explains, a Jewish majority could not be
                    achieved.

                    This argument boggles the mind. If we are speaking about the
                    mandatory period, then the British, who did not permit Jewish
                    immigration, most certainly would not have endorsed any plan of
                    Arab transfer. If we are speaking about a future with Palestine
                    under Jewish rule, then the Jewish authorities would have been
                    able to bring in millions of Jews unhindered and thereby to
                    resolve the question of the dominant majority without resorting
                    to expulsion. What had fueled a massive wish to leave Europe was
                    the calamitous situation of the Jews there, the "wholesale
                    persecution" mentioned by Morris.

                    However you interpret it, in other words, there is not a shred
                    of evidence that Zionist ideology changed in the 1930s; not a
                    shred of evidence that the transfer idea supplanted the idea of
                    immigration as a means to achieve a Jewish majority in
                    Palestine. But still Morris claims that, starting with the Peel
                    Commission, the idea of transfer enjoyed a general consensus in
                    virtually all the Zionist bodies. His book lacks any notes
                    indicating which deliberations (and how many deliberations) he
                    is referring to, and it is thus impossible to determine whether
                    the sources corroborate his contention.

                    In the same manner, Morris links the broaching of transfer
                    within the context of the discussions on partition in 1937 with
                    the creation of the refugee problem in 1948: "The idea was in
                    the air from 1937 onward and without doubt contributed in
                    various ways to the transfer that eventually took place, in
                    1948." Morris presents the expulsion as if it were the outcome
                    of some Zionist master plan. There is no hard evidence for the
                    existence of such a master plan, but never mind. The
                    idea, "without doubt," was "in the air."

                    The Israeli-Arab conflict was not born as a consequence of
                    anxieties about expulsion. It was born as a consequence of Arab
                    resistance to the settlement of a foreign element in their land.
                    The feeling of power among the Palestinian Arabs, who believed
                    they were the rightful proprietors of Palestine and were
                    unwilling to enter into any sort of compromise agreement with
                    the Jews, contradicts the argument based on their alleged fears
                    about eviction. The Palestinians did not go to war in 1948
                    because they were afraid the Jews would oust them; they went to
                    war because they were not prepared to make their peace with the
                    idea of a Jewish state in Palestine.

                    The Palestinian Arabs also believed that they would emerge the
                    victors. The question of what they intended to do with the Jews
                    in Palestine after a Jewish defeat on the battlefield is, of
                    course, hypothetical. After the defeat, the flight, and the
                    expulsion of the Palestinians, moreover, the subject is
                    unmentionable: such questions are raised only about the victors.
                    When the peace process comes to a conclusion, documents may be
                    disclosed that shed valuable light on this point; but in the
                    meantime the issue can be examined only in terms of the
                    historical facts that we possess. And those facts, alas, are
                    unequivocal: in all areas where the Jews went down to defeat at
                    the hands of the Arabs, not a single Jew was allowed to return.

                    On both sides, Arab and Jewish, there was a composite of flight
                    and expulsion. Jews fled in fear from mixed neighborhoods such
                    as the border areas between Jaffa and Tel Aviv, and even from
                    Jaffa itself. There were some 10,000 Jewish refugees in the
                    early stages of the war. Gush Etzion, on the road between
                    Bethlehem and Hebron, was captured by the Arab Legion and local
                    Palestinian forces: the inhabitants were killed or taken
                    prisoner and carried across the Jordan. Their settlements were
                    completely demolished. The settlements Neveh Ya'akov and Atarot
                    north of Jerusalem, also captured, were totally obliterated. All
                    the residents of the Jewish quarter in the Old City in
                    Jerusalem, conquered by local forces with the aid of the Arab
                    Legion, were taken captive. No Jew was allowed to return to
                    settle in the Old City--not even the ultra-Orthodox who detested
                    Zionism and were prepared to live under Arab rule.

                    With the heightening of the national conflict between the two
                    peoples, the prospect of living together one under the rule of
                    the other became less and less palatable. Propaganda stoked
                    mutual fears. The Jews were convinced that the Arabs were going
                    to throw them into the sea, because that is what the Arabs said
                    that they would do. The Arabs feared what the Israeli army might
                    do to them, since Arab opinion-makers had painted the Israeli
                    army in devilish colors.

                    The Arab panic led to exodus, and to the collapse of the
                    institutions of Palestinian society. The more the magnitude of
                    the exodus became clear, the more admissible and attractive the
                    idea seemed to Israeli leaders and military commanders--not
                    because the Zionist movement had been planning such an
                    evacuation all along, but because a remote option (even if there
                    were some who harbored such hankerings) gained acceptance in the
                    context of the behavior of both sides during the war.

                    The process of Jewish-Palestinian reconciliation has been bound
                    up with a readiness for mutual recognition, and for mutual
                    assent to the co-existence of two states in western Palestine.
                    Both sides found it difficult to recognize the existence and the
                    legitimacy of the other. And historians also have their
                    difficulties coming to terms with that reality. From the post-
                    Oslo perspective, the question arises whether there could have
                    been shortcuts in that process, as suggested by the allegation
                    of the "new historians" that Israel missed various opportunities
                    for peace in the past
                    • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory IX IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 01:24
                      We must be careful not to view the outcomes of events as
                      inevitable; but we must also not trivialize the conflict. It is
                      doubtful whether a confrontation of such emotional and
                      psychological depth as the Israeli-Arab dispute can be resolved
                      solely by rational means, by appealing to the disadvantages that
                      war entails for both parties. History shows that such conflicts
                      usually have not been ended by reason and good will. They have
                      usually been ended by weariness, as both sides were ground down
                      by the death and the bitterness, and both sides came to realize
                      that victory is unattainable. In a discussion of the development
                      of Zionism since Herzl, the Israeli historian Jacob Talmon once
                      adduced this observation by Friedrich Engels:


                      History is perhaps the cruelest goddess of all, and she drives
                      her victorious chariot upon heaps and heaps of bodies, not just
                      in time of war, but also during peaceful economic development.
                      And alas, we men and women are such fools that we never dare to
                      venture out for any real progress unless impelled to do so as a
                      result of boundless suffering.

                      That is exactly the prospect today.

                      And so the dialogue between history and historiography will
                      continue. If it turns out that the hopes for an Israeli-Arab
                      peace were premature, then the picture of the past will also be
                      soured, and the currents critical of Israel will almost
                      certainly be strengthened. If the peace process is carried
                      forward to a successful conclusion, and Israel is welcomed as a
                      fully recognized polity among the states of the Middle East,
                      then a perspective on the past will be reinforced whose
                      rudiments are already evident, though only intermittently in the
                      writings of Avi Shlaim and Benny Morris: the perspective of
                      realism. When reality comes more closely to approximate our
                      moral ideals, moralism will become redundant. We will see this
                      thick and twisted conflict more accurately and more humanely.
                      And the power of discourse may succeed where the power of arms
                      has failed.

                      ANITA SHAPIRA, the Ruben Merenfeld Professor of the Study of
                      Zionism at Tel Aviv University, is the author of Land and Power:
                      The Zionist Resort to Force, 1881-1948 (Stanford University
                      Press).
                      ---------------------------------------------------------------

                      I na co liczyl Pan Rapacki. Ze polska publicznosc nie ma dos tepu
                      do argumentow drugiej strony. Ze jego ratajczyko-podobny styl
                      artykuly przejdzi z powodu nie znajomosci histori tego konfliktu
                      u polskiego czytelnika. Czy liczyl on na ta luke jaka w
                      swiadomosci Polakow pozostawila anty-izraelska cenzura PRL?

                      Czy Gazeta Wyborcza cierpi na az tak wielki brak materialow ze
                      _musi_ zamieszczac dosc watpliwej jakosci artykuly Pana
                      Rapackiego?

                      Chcialbym na koniec powiedziec "z powazaniem.." ale poza dosc
                      niezorjentowanymi czytelnikami specjalnie nie ma komu.

                      Wieslaw Kochanski
                      Solna Sweden.
                      • werw Re: Izraelskie spory IX 07.10.02, 08:45
                        Wiesław, Achmed Mustafa nie zna angielskiego. Także dla ludzi, dla których
                        angielski nie jest pierwszym językiem to utrudnienie..
                      • Gość: gosc Re: Izraelskie spory IX IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 07.10.02, 16:57
                        Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):

                        > I na co liczyl Pan Rapacki. Ze polska publicznosc nie ma dos
                        tepu
                        > do argumentow drugiej strony. Ze jego ratajczyko-podobny styl
                        > artykuly przejdzi z powodu nie znajomosci histori tego
                        konfliktu
                        > u polskiego czytelnika. Czy liczyl on na ta luke jaka w
                        > swiadomosci Polakow pozostawila anty-izraelska cenzura PRL?
                        >
                        > Czy Gazeta Wyborcza cierpi na az tak wielki brak materialow ze
                        > _musi_ zamieszczac dosc watpliwej jakosci artykuly Pana
                        > Rapackiego?
                        >
                        > Chcialbym na koniec powiedziec "z powazaniem.." ale poza dosc
                        > niezorjentowanymi czytelnikami specjalnie nie ma komu.
                        >
                        > Wieslaw Kochanski
                        > Solna Sweden.

                        Szanowny Panie,

                        Pogarda nie sluzy najlepiej dyskusji (ani tez rozmowcom). O ile
                        zauwazylem, mogl Pan przedstawic swoje poglady i obszerny tekst
                        na forum Wyborczej, mam nadzieje, ze Panu nic nie ocenzurowano
                        (nic na to w kazdym razie nie wskazuje). Rapacki podpisal sie pod
                        swoim tekstem, zgodnym z JEGO pogladami - prosze nie wymagac,
                        zeby kazdy podpisywal sie pod Pana tekstami i pogladami. Istotnie
                        dobrze byloby, gdyby Wyborcza w przyszlosci nieco obszerniej
                        przedstawila tez poglady strony przeciwnej, np. tlumaczenie
                        podanego przez Pana tekstu. Zaleta dyskursu jest to, ze mozna np.
                        wylapywac bledy rzeczowe dyskutantow. Jednak fakt, ze w jakims
                        tekscie wylapano blad rzeczowy, nie dyskwalifikuje tekstu jako
                        calosci. Ja osobiscie nie wierze calkiem w teze o tym, iz
                        Ben-Gurion nie przewidzial ani nie "stymulowal" ucieczki
                        Palestynczykow w 1948 roku - wprost przeciwnie, mam wszelkie
                        powody sadzic, ze przeprowadzono wowczas czystke etniczna na duza
                        skale (bez masowego ludobojstwa, co niewatpliwie pisze sie
                        Izraelowi na plus). Nie dziwi mnie zupelnie, ze wielu izraelskich
                        historykow z patriotycznych pobudek przedstawia te sprawe inaczej
                        - badz co badz niektorzy polscy historycy obstawali np. przy
                        praslowianskosci Biskupina, z podobnych powodow (i tez pewnie
                        czasem calkiem szczerze; jak trzeba, w wiele rzeczy mozna
                        uwierzyc). Raz jeszcze powtorze, ze mimo wszystko nie jest
                        dobrze, jesli przeklamywanie historii staje sie racja stanu. A
                        opinie o tym, jak to bylo naprawde, kazdy zainteresowany tematem
                        wyrobi sobie sam (na wlasna intelektualna odpowiedzialnosc).

                        • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory IX IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 17:34

                          > Pogarda nie sluzy najlepiej dyskusji (ani tez rozmowcom).

                          Drogi Panie gdzie tu jest mowa o jakiejs dyskusji?
                          Czy redakcja GW z nami lub kimkolwiek debatuje. Czy Pan Rapacki polemizuje z
                          kimkolwiek?

                          > O ile
                          > zauwazylem, mogl Pan przedstawic swoje poglady i obszerny tekst
                          > na forum Wyborczej, mam nadzieje, ze Panu nic nie ocenzurowano
                          > (nic na to w kazdym razie nie wskazuje).

                          Drogi Panie co to jest za argument "nikt Panu nie cenzurowal"?
                          - Tyle ze to co ja wyslalem w tym forum przeczytalo moze 50 osob natomiast
                          artykul Rapackiego ukazal sie jak sadze w papierowej formie w calej Polsce.
                          Tak wiec ratajczako-podobny glos przeczyta okolo 500 tys. Polakow a to co
                          ja wyslalem - moze 50. Jedyne co mi pozostaje to pogarada... bo jest to
                          wszystkim ale nie objektywnoscia. Czy te male forum to taki "wentyl wolnosci"
                          tak dobrze znany z gierkowskiej Polski?

                          > Rapacki podpisal sie pod
                          > swoim tekstem, zgodnym z JEGO pogladami - prosze nie wymagac,
                          > zeby kazdy podpisywal sie pod Pana tekstami i pogladami. Istotnie
                          > dobrze byloby, gdyby Wyborcza w przyszlosci nieco obszerniej
                          > przedstawila tez poglady strony przeciwnej, np. tlumaczenie
                          > podanego przez Pana tekstu. Zaleta dyskursu jest to, ze mozna np.
                          > wylapywac bledy rzeczowe dyskutantow.

                          Prosze Pana mnie nie tyle porusza samo meritum tego artykulu - israel
                          jak dwulicowosc Wyborczej, ktora stala w pierwszym rzedzie walczac z
                          publikacjami Ratajczaka, sama popelniajuac dokladnie to samo. Temat jest
                          tylko mnjej polityczniek poprawny.

                          Pozdrowienia
                          Wieslaw K.
      • titus_flavius Re: Izraelskie spory 07.10.02, 08:11
        Ave,
        Próżne nadzieje Wiesławerze. I tak nikt nie wierzy w żydowską propagandę.
        Rapacki jest wiarygodny - sam jest żydem i publikuje w żydowskiej gazecie.
        T.





        Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):

        ) http://www.tnr.com/112999/shapira112999.html
        )
        ) Cos czego Pan Rapacki nie zdazyl zapewne doczytac.. a szkoda.
        ) Moze redakcja wyborczej zamiesci tlumaczenie?
        )
        ) THE FAILURE OF ISRAEL'S "NEW HISTORIANS" TO EXPLAIN WAR AND
        ) PEACE.
        ) The Past Is Not a Foreign Country
        ) by Anita Shapira
        )
        ) Post date 12.01.00 | Issue Date 11.29.99
        )
        ) Righteous Victims: A History
        ) of the Zionist-Arab Conflict, 1881-1999
        ) by Benny Morris
        ) (Knopf, 751pp.)
        )
        )
        )
        )
        ) The Iron Wall: Israel and
        ) The Arab World since 1948
        ) by Avi Shlaim
        ) (Norton, 704pp.)
        )
        )
        )
        )
        )
        ) I.
        )
        ) In the fall of 1988, the journal Tikkun published an article
        ) called "The New Historiography: Israel Confronts Its Past." Its
        ) author was a relatively unknown historian named Benny Morris. A
        ) year before, Morris had brought out The Birth of the Palestinian
        ) Refugee Problem, 1947-1949, a richly and rigorously detailed
        ) book that had not yet made much of a splash. His Tikkun article
        ) would fix that. In his article, Morris described himself and
        ) three of his confederates (Avi Shlaim and Ilan Pappe from
        ) academia, and Simha Flappan from political journalism) as "new
        ) historians," arguing that they had together undertaken to expose
        ) the skeletons in Zionism's closet, to declare war on the dogmas
        ) of Israeli history. The label stuck, and soon the Israeli media
        ) was abuzz about the "new historians," who were catapulted into
        ) notoriety.
        )
        ) Morris also accused Israel of creating the Palestinian refugee
        ) problem, a charge that he had not levelled in his book. In his
        ) view, Israel bore a terrible burden of guilt. The vehemence of
        ) his accusations, and the moralizing tone in which they were
        ) delivered, fell on receptive ears: Morris was writing in the
        ) inflamed days of the Intifada. It is unlikely that the scholarly
        ) tomes of Morris and his fellow revisionists had many readers,
        ) but many Israelis were exposed to their heterodoxies in the
        ) media, which relish positions that are brief and barbed. And in
        ) this respect the "new historians" certainly delivered the goods.
        ) Suddenly an argument raged over the true nature of what Israelis
        ) call the War of Independence, or what Palestinians call al-naqba
        ) or the Catastrophe, or what historians call, more neutrally, the
        ) 1948 war. That war furnished the founding myth of the state of
        ) Israel; and it is but a short step from questioning its justice
        ) to doubting Israel's very right to exist.
        )
        ) In fact, the ideas advanced by Benny Morris, Avi Shlaim, and
        ) Ilan Pappe, the vanguard of the "new historians," were nothing
        ) new. An anti-narrative of Zionism, counterposed to the Zionist
        ) (and Israeli) narrative of Zionism, had existed since the very
        ) inception of the Zionist movement. Opponents of the movement,
        ) Jewish and non-Jewish, had created an entire literature
        ) explaining what was foul in Zionism and why Zionism was destined
        ) to fail, and later why the state of Israel was an illegitimate
        ) and unjust construct that had to be resisted. The Soviet
        ) propaganda machine excelled in developing this anti-narrative,
        ) and in proliferating it. Arab propaganda also did its work. And
        ) at the margins of the Israeli left, there had always been groups
        ) and currents that doubted the right of Israel to exist and
        ) stressed the wrongs that were perpetrated against the Arabs. Yet
        ) those heretical elements remained marginal in Israeli politics
        ) and culture, and failed to gain wide public support. The advent
        ) of the "new historians" changed all that. These views now gained
        ) a certain legitimacy, since they appeared in the context of a
        ) debate between ostensibly objective scholars.
        )
        ) Revision in history is salutary. A critical look at premises
        ) refreshes historical inquiry and helps to generate new
        ) understanding. Every generation reexamines the present and the
        ) past under the impact of changing realities. Sometimes
        ) revisionism is the result of a generational shift among
        ) historians, and sometimes it springs from dramatic historical
        ) developments that throw an unexpected light on the past. The
        ) Vietnam War led American historians to reconsider certain
        ) accepted accounts of the cold war. Forty years after the end of
        ) World War II, a heated debate flared among historians in Germany
        ) about how to interpret the Nazi era: was it a rupture in
        ) Germany's past, or evidence of its continuity? Some British
        ) historians have responded to the belligerence of Thatcherism by
        ) attempting to rehabilitate Chamberlain and the Munich agreement.
        ) To be sure, not all revisions are laudable; the denial of the
        ) Holocaust is also a variety of revisionism. But historical
        ) revisionism does not take place in a vacuum. It is surrounded by
        ) politics. The revisionist scholar feels obligated to a
        ) particular political purpose, and proceeds with his research,
        ) and sometimes with his ready conclusions, to substantiate that
        ) purpose.
        )
        ) The "new historians" of Israel have not exactly pioneered fresh
        ) critical approaches in Israeli historiography. Already in the
        ) 1970s, scholars had begun to develop new and sophisticated views
        ) of Jewish-British relations under the Mandate, of Zionism's
        ) relation to the Arab problem, of the rise of the Arab national
        ) movement, of the nature of Zionism as the national liberation
        ) movement of the Jewish people. There was a tense and constant
        ) dialogue between collective memory and historical scholarship,
        ) as the new approaches slowly penetrated into the educational
        ) system and public consciousness. Since the advent of the "new
        ) historians," however, a new polarization has set in. For
        ) the "new historians" dismissed all previous historiography as
        ) apologetic. Whoever dares to oppose or to criticize the
        ) pronouncements of these self-styled iconoclasts is savagely
        ) maligned.
        )
        ) In 1996, for example, when the historian Ephraim Karsh charged
        ) that Benny Morris had falsified certain documents, Morris did
        ) not even deign to reply; instead he asserted that Karsh's
        ) article on "re-writing Israel's history" was replete with
        ) distortions and half-truths, and he went on to add: "His piece
        ) contains more than fifty footnotes but is based almost entirely
        ) on references to and quotations from secondary works, many of
        ) them of dubious value." A look at Karsh's notes indicates that
        ) thirty of his references actually refer to writings by Shlaim
        ) and Morris, and fifteen others cite primary sources, and the
        ) rest refer to studies by major historians such as Avraham Selah
        ) and to several books by journalists that Morris himself now
        ) adduces in his new book. Of dubious value, indeed.
        )
        ) The revisionist dispute quickly spilled over from history into
        ) sociology and cultural studies, as new topics and new heresies
        ) were added to those that treated the War of Independence and the
        ) relation to the Palestinians: the pre-state Jewish community in
        ) Palestine and its conduct during the Holocaust, the absorption
        ) of Holocaust survivors and Oriental Jewish immigrants, and so
        ) on. No longer were particular Zionist or Israeli figures
        ) impugned; Zionist ideology as a whole was now the real culprit.
        ) Several of the new school's devotees labelled themselves "post-
        ) Zionist," and charged that the "lunatic" ambition of Jews to
        ) transform themselves into a people with a state of their own was
        ) senseless, and opposed to the natural inclinations of the Jews.
        ) They claimed that the Jews had never been a people until the
        ) Zionists muddled the
        • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 08:30
          titus_flavius napisał:

          > Ave,
          > Próżne nadzieje Wiesławerze. I tak nikt nie wierzy w żydowską propagandę.
          > Rapacki jest wiarygodny - sam jest żydem i publikuje w żydowskiej gazecie.
          > T.

          Ty tym co napisales uwiarygodniles swoja osobe..-> Troll..:)


    • bimi Re: Izraelskie spory 07.10.02, 13:01
      titus_flavius napisał:

      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.

      Niestety zbrodniarze ulegają przedawnieniu, poprzez śmierć z powodów
      naturalnych, na skutek prowadzenia dostatniego życia ludobójcy.

      Co ci przyjdzie z tego, ze ukarzesz kraj, który ich chronił? To bez sensu -
      przykład Niemiec pokazuje to chyba najlepiej.

      Dlatego, moim zdaniem należy walczyć ze zbrodniarzami póki robią coś złego, a
      nie karać ich dopiero jak już nic nie mogą zrobić. Inna sprawa, że kto chciał
      by walczyć z tymi zbrodniarzami? Tzn. kto, oprócz "islamistów"?

      Tylko kto tu jest zły, a kto dobry? Ten co jest zbrodniarzem, czy ten, co
      używając zbrodni próbuje go powstrzymać? A może ten, który nic nie robi, ale
      tylko patrzy i komentuje? O tak - na pewno ten ostatni! ;)
    • pro+se Achmedus Mustafus znowu klamie i spamuje 07.10.02, 13:03
      Allah was pokaral i kaze nadal arabstwo.
      11.09.01 to wy mordercy
    • Gość: Mrowa Re: Izraelskie spory IP: *.block1.tc1.rnktel.net 07.10.02, 14:16
      Ja wiem, ze przy tak uczonych dysputach moj post wskazuje na poziom percepcji
      zuczka gnojaczka, niemniej jednak: NIEZALENIE OD TEGO KTO MA RACJE, jak wedlug
      szanownych dysputantow powinno wygladac ROZWIAZANIE konfliktu palestynskiego?
      JA proponuje (po raz kolejny zreszta) co nastepuje - "ewakuacje" ludnosci
      palestynskiej z Izraela do innego kraju arabskiego - Jordania chyba jest
      najsensowniejsza. Ale nie taka jak sobie wyobraza Izreal - czyli Palestynczycy
      wyjezdzaja ze sladem buta ponizej plecow. Raczej rozlozony na kilka lat proces
      formowania w miare przyzwoitych osiedli palestynskich (za pieniadze Izraela +
      moze cos od ONZ) oraz bezposrednia gratyfikacje Palestynczykom dobrowolnie
      decydujacym sie na opuszczenie Izraela. Palestynczycy pozostajacy w Izrealu po
      wyznaczonym okresie czasu powinni podpisac "deklaracje" lojalnosci wzgledem
      Izraela. W rezultacie byloby to "kupienie" przez Izrael obecnych terytoriow
      okupowanych. To nie musi byc zysk, ale to moze byc zlloty interes. Zuczek
      gnojaczek czeka na opinie madrzejszych......
      • Gość: +++Ignorant Michnikostwo antysemickie? Ale jaja! hahahhahhaha IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.10.02, 14:35
        • Gość: Mrowa Re: Michnikostwo antysemickie? Ale jaja! hahahhah IP: 12.6.221.* 07.10.02, 15:40
          To mial byc komentarz do mojego postu????? Ignor - nie wziales porannych lekow.
      • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 16:36
        Gość portalu: Mrowa napisał(a):

        > JA proponuje (po raz kolejny zreszta) co nastepuje - "ewakuacje" ludnosci
        > palestynskiej z Izraela do innego kraju arabskiego - Jordania chyba jest
        > najsensowniejsza. Ale nie taka jak sobie wyobraza Izreal

        a przepraszam skad ty wiesz co sobie Izrael wyobraza?
        Ponad 1 mln Arabow jest obywatelami Izraela. Tylko malutka ich czesc
        jest zwiazana z ruchem terorystow.

        > W rezultacie byloby to "kupienie" przez Izrael obecnych terytoriow
        > okupowanych.

        Izrael zaproponiowal juz za czasow Baraka, oddac kompletnie pod zarzad
        Arafata 97% okupowanych terenow. Te pozostale 3% Palestynczycy mieli dostac
        w zamian w innym miejscu - Arafatowi sie nie podobalo dlatego ze zaczely
        wychodzic na swiatlo dzienne jego machlojki z pieniedzmi - defraudacje
        Coz lepiej zakamufluje jego pieniezne przekrety niz walka z izraelem.

        W
        • Gość: zbalansowany Re: Izraelskie spory IP: *.mel.connect.com.au / *.dan.dialup.connect.net.au 07.10.02, 16:52
          Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):

          > Gość portalu: Mrowa napisał(a):
          >
          > > JA proponuje (po raz kolejny zreszta) co nastepuje - "ewakuacje" ludnosci
          > > palestynskiej z Izraela do innego kraju arabskiego - Jordania chyba jest
          > > najsensowniejsza. Ale nie taka jak sobie wyobraza Izreal
          >
          > a przepraszam skad ty wiesz co sobie Izrael wyobraza?
          > Ponad 1 mln Arabow jest obywatelami Izraela. Tylko malutka ich czesc
          > jest zwiazana z ruchem terorystow.
          >
          > > W rezultacie byloby to "kupienie" przez Izrael obecnych terytoriow
          > > okupowanych.
          >
          > Izrael zaproponiowal juz za czasow Baraka, oddac kompletnie pod zarzad
          > Arafata 97% okupowanych terenow. Te pozostale 3% Palestynczycy mieli dostac
          > w zamian w innym miejscu - Arafatowi sie nie podobalo dlatego ze zaczely
          > wychodzic na swiatlo dzienne jego machlojki z pieniedzmi - defraudacje
          > Coz lepiej zakamufluje jego pieniezne przekrety niz walka z izraelem.
          >
          > W
          wieslaw68

          Ty kolego zatrzymales sie w rozwoju wlasnie gdzies w okolicach 1968.


          Dlaczego niby Palestynczycy maja dobrowolnie zgodzic sie na kradziez 3% ich
          terenow?

          A wogole to stwierdzenie ze "Izrael zaproponowal juz za czasow Baraka oddac
          kompletnie pod zarzad Arafata 97% okupowanych terenow", zakrawa na farse. A
          dlaczego nie 100% OKUPOWANYCH TERENOW baranie?
          • bimi Re: Izraelskie spory 07.10.02, 17:05
            Gość portalu: zbalansowany napisał(a):

            > A wogole to stwierdzenie ze "Izrael zaproponowal juz za czasow Baraka oddac
            > kompletnie pod zarzad Arafata 97% okupowanych terenow", zakrawa na farse. A
            > dlaczego nie 100% OKUPOWANYCH TERENOW baranie?

            Bo jak by oddał 100%, to nie mógł by wtedy zatrzymać tych 3% plus tych 97%. Ale
            to oczywiście wszystko wina Arabów... ;))

            Ciekawe kiedy na Polskę się zwalą i powiedzą, że wielkodusznie zabierają sobie
            jedynie Łódź i Kraków - całą resztę możemy sobie zatrzymać. Jak myślicie, ile
            im to zajmie? Więcej niż 100 lat?
          • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie spory IP: *.cm-upc.chello.se 07.10.02, 22:20
            Widze ze ton listu upowaznia mnie do zwrocenia sie do adwersarza per Panie
            Kangur.

            > Ty kolego zatrzymales sie w rozwoju wlasnie gdzies w okolicach 1968.

            Nie kolego, ale fakt ze dzieki wyjazdowi moglem obserwowac to co sie na
            Bliskim Wschodzie dzialo z zagranicy. Nie to co przekazaywal "Dziennik
            Wieczorný" i Pani Irena Dziedzic oraz Trybuna Ludu, ale BBC i Sztokholmskie
            radio. Jako zrodlo wiadomosci o wiele lepsze - wydaje mi sie.

            > Dlaczego niby Palestynczycy maja dobrowolnie zgodzic sie na kradziez 3% ich
            > terenow?

            Zadna kradzierz mieli dostac taki sam teren w gdzies indziej. Izrael ze wzgledu
            na juz kilkakrotnie ponawiajace sie ataki na granice Izraela zarezewrowal
            sobie prawo do malych baz wojskowcyh ze wzgeldu na bezpieczenstwo kraju.

            Palestynczycy mieli otrzymac te 3% z ziem ktore dzis naleza do Izraela.

            > A wogole to stwierdzenie ze "Izrael zaproponowal juz za czasow Baraka oddac
            > kompletnie pod zarzad Arafata 97% okupowanych terenow", zakrawa na farse. A
            > dlaczego nie 100% OKUPOWANYCH TERENOW baranie?

            Dlatego Panie Knagur, ze do 1967 roku te ziemie nie znajdowaly sie pod Izraelska
            okupacja, ale pod okupacja Jordani i Egitu - mimo tego nikt nie utworzyl tam
            Palestynskiego Panstwa, nikt z powdu okupacji nie napadal na Jordanie i Egipt,
            ale na Izrael ktorego ani na WestBank ani w Gazie NIE BYLO !!!

            Dopiero po wojnjie 1967 roku Izrael odebral te ziemie Jordani i Egiptowi a po
            porozumieniu w Oslo oddal WestBank I gaze pod Palestynska Autonomie.
            Gdyby nie ciagle terorystyczne ataki na Izrael nie byloby tam dzis ani jednego
            izraelskiego zolnierza.

            Czy nasz przyjaciel Kangur jest zadowolony z odpowiedzi. Bo ja smiem twierdzic
            ze to nie ja zatrzymalem sie w 1968 roku ale nasz przyjaciel Kangur zatrzymal
            sie na 1967 roku i na PRL'owskiej pomocy dla Arabskich Panstw.

            Polska juz nie wspiera anty-izraelskiego teroryzmu tak jak to robiono w latach
            70'tych - jest mi przykro ale czasy sie zmienily. bedziesz musial to
            Australijski przyjacielu zaakceptowac.

            W.
            • Gość: zbalansowany Izraelskie terytoria IP: *.mel.connect.com.au / *.dan.dialup.connect.net.au 08.10.02, 07:12


              Do Wieslawa68


              In 1936-9, the Palestinian Arabs attempted a nationalist revolt
              after the failure of a long strike, which was ignored and
              ineffectual.

              David Ben-Gurion, eminently a realist, recognized its
              nature. In internal discussion, he noted that 'in our political
              argumen abroad, we minimize Arab opposition to us,' but he
              urged, 'let us not ignore the truth among ourselves.' The truth was
              that 'politically we are the aggressors and they defend
              themselves...The country is theirs, because they inhabit it, whereas
              we want to come here and settle down, and in their view we want to
              take away from them their country, while we are still outside.'

              The revolt 'is an active resistance by the Palestinians to what they
              regard as a usurpation of their homeland by the Jews...Behind the
              terrorism is a movement, which though primitive is not devoid of
              idealism and self-sacrifice'...
              ....In later years, the indigenous Arab population rejected the
              idea, accepted as natural in the West, that they had a moral
              obligation to sacrifice their land to compensate for the crimes
              committed by Europeans against Jews.

              Ponial?
              • Gość: wislaw68 Re: Izraelskie terytoria IP: *.cm-upc.chello.se 08.10.02, 10:29
                Gość portalu: zbalansowany napisał(a):

                > Do Wieslawa68

                > In 1936-9, the Palestinian Arabs attempted a nationalist revolt
                > after the failure of a long strike, which was ignored and
                > ineffectual.

                [...]

                > Ponial?

                Co mam nie rozumiec. Ze jak ci sie temat tych 3% wysliznal z reki zlapales sie
                za inny w ktorym akceptujesz 1400 lat muzulmanskiego wyzynania Zydow i
                chrzescijan w Palestynie. Wysiedlanie Polakow z tz. ziem zachodnich przez
                Niemcow - woz Drzymaly - wzbudza twoje oburzenie. Polacy wysiedleni z Polski
                na Kazachstan maja prawo do powrotu, ale Zydzi wysiedlani z Palestyny przez
                Turkow, przepedzani przez Rzymian i wyprawy krzyzowe - juz nie.

                Rdzennymi mieszkancami Palestyny sa Zydzi i Chrzescijanie. Muzulmanie tylko
                w malym stopniu. Wiekszoc z nich to ludnosc ktora naplynela z Arabskich krajow.

                Co do tej "rewolucji" Arabskiej w latach 1936-9 to radze ci dokladniej
                przeczytac. Arabowie mieli po WWI pretensje do calego bliskiego wschodu.
                Uwazali ze nalzey im sie wszystko co odebrano Turkom.

                Zaczeli wyrzynac Zydow o wiele wczesniej. Tak jak powiedzialem masakar w
                Hebronie to 1929 rok.- Islam For Ever.

                Anglicy sie nie zgodzili gdyz zarowno w na terenach Libanu, Syri i Palestyny
                mieszkali chrzescijanie. W Syri do dzisiaj 50%. Arafatowska rewolucja lat
                1970-1980 w Libanie wyrznela dokumentnie prawie wszystkich chrzescijan, a
                reszte zmusila do ucieczki.

                Nie bede z toba dyskutowal za kazdym razem jak czegos nie doczytales.
                Na fakty podane w moim poprzednim liscie nie umiales odpowiedziec, jaka
                wiec gwarancja ze na to co teraz bym napisal doczekalbym sie jakiejs sensownej
                odpowiedzi.

                Bywaj i zyj w pokoju.

                Wieslaw
                • Gość: zbalansowany Re: Izraelskie terytoria IP: *.mel.connect.com.au / *.dan.dialup.connect.net.au 08.10.02, 13:52
                  Wieslaw68


                  Wiesz co, to Ty mi daj swoj domek w Szwecji (zaluzmy na dzialce 700m2) a ja Ci
                  dam rowne 700m2 na pustyni w saodkowej Australii. Wiesz, ja ci jestem gotow
                  oddac nawet 100x wiecej, cale 70000m2!!!. I co robimy umowe? To byla wlasnie
                  propozycja dla palestynczykow. Jezeli rzeczywiscie wierzysz w te bzdury to zal
                  mi Ciebie; jestes typowa ofiara wlasnej, zydowskiej propagandy, cos jak
                  spoleczenstwo Niemiec w czasach Adolfa; pamietaj, sukces zaslepia.

                  • Gość: wislaw68 Re: Izraelskie terytoria IP: *.cm-upc.chello.se 09.10.02, 18:21
                    Gość portalu: zbalansowany napisał(a):

                    > Wiesz co, to Ty mi daj swoj domek w Szwecji (zaluzmy na dzialce 700m2)
                    > a ja Ci
                    > dam rowne 700m2 na pustyni w saodkowej Australii. Wiesz, ja ci jestem gotow
                    > oddac nawet 100x wiecej, cale 70000m2!!!. I co robimy umowe? To byla wlasnie
                    > propozycja dla palestynczykow.

                    Taaak? Widze ze jestes dokladnie poinformowany jakiej wielkosci i gdzie
                    byklo to 3%, ... malo tego wiesz tez co mieli otrzymac w zamian
                    - pustynie.
                    Ciekawe skad ty masz te wiadomosci. Napewno zaciekawilo to wszystkich wiec
                    badz tak uprzejmy i dokladnie podaj nazwy i miejsca terenow ktore mialy
                    byc zamienione.

                    W.
                    P.S. Poza tym do twojej wiadomosci. Do 1967 roku kiedy West Bank i Gaza
                    zostaly zajete przez Izrael na terenach tych nie dzialo sie doslownie
                    NIC !!!. Izrael po przejeci zurabnizowal teren - przeprowadzil projekty
                    nawadniania, wybudowal nowe arabski szkolu i uniwersytety. Dokladne
                    statystki istnieja. To nie jest tak jak ty to mowiesz "zydowska
                    propaganda"

                    • Gość: zbalansowany Re: Izraelskie terytoria IP: *.mel.connect.com.au / *.dan.dialup.connect.net.au 10.10.02, 11:22
                      W Szwecji tez nie bylo NIC dopoki Ty tam nie przyjechales
                      • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie terytoria IP: *.cm-upc.chello.se 10.10.02, 21:10
                        Gość portalu: zbalansowany napisał(a):

                        > W Szwecji tez nie bylo NIC dopoki Ty tam nie przyjechales

                        Dziekuje za ta wyczerpujaca odpowiedz na pytanie jakie
                        to 3% kraju zaproponowano Palestynczykom w zamian...:))

                        W.
                    • Gość: Mrowa Re: Izraelskie terytoria IP: 134.174.196.* 10.10.02, 19:35
                      Gość portalu: wislaw68 napisał(a):
                      > P.S. Poza tym do twojej wiadomosci. Do 1967 roku kiedy West Bank i Gaza
                      > zostaly zajete przez Izrael na terenach tych nie dzialo sie doslownie
                      > NIC !!!. Izrael po przejeci zurabnizowal teren - przeprowadzil projekty
                      > nawadniania, wybudowal nowe arabski szkolu i uniwersytety. Dokladne
                      > statystki istnieja. To nie jest tak jak ty to mowiesz "zydowska
                      > propaganda"
                      >

                      A przed naplywem bialych osadnikow Siuksowie z golymi dupami latali za
                      bizonami. A teraz mamy Holywood, Harvard University, Las Vegas i Staue
                      Wolnosci. Gupie indiance - nie liza codziennie po stopach bialasow za te
                      dobroci...
                      • |v|rowa Re: Izraelskie terytoria 11.10.02, 02:49
                        Gość portalu: Mrowa napisał(a):

                        >
                        > A przed naplywem bialych osadnikow Siuksowie z golymi dupami latali za
                        > bizonami. A teraz mamy Holywood, Harvard University, Las Vegas i Staue
                        > Wolnosci. Gupie indiance - nie liza codziennie po stopach bialasow za te
                        > dobroci...

                        A te Arabusy to takie same poryckane. Lochnalby jeden z drugim wujka Abrama i
                        ciocie Salcie w pletwe ze dwa razy na dzien za te laski, co jem od Szanownych
                        Judaitow splywaja. A toto gupawe, jeno wrzeszczec i kamieniami w czolgi i
                        helikacoptery rzucac potrafi. Samorzadnosci jem sie zachciewa... Bedom mieli
                        niebawem i samorzadnosc. Rezerwaciki sie ladne pustynne pozaklada i bedom se
                        mogli, jak ich czerowne pobratymcy w gupocie, kasyna pozakladac, coby im
                        okoliczne szejki wspolnote plemienna przegrana mamona wspierali. A Judaity se
                        pobudujom Statue Wolnosci 2, takoz nowe Harvardy i Holywoody. Z tem Las Vegasem
                        jeno ciezko bedzie, bo Arabusy za konkurencjem burzyc sie mogom. Ale niech jem
                        tam....
                      • Gość: wieslaw68 Re: Izraelskie terytoria IP: *.cm-upc.chello.se 11.10.02, 10:15
                        Gość portalu: Mrowa napisał(a):

                        > Gość portalu: wislaw68 napisał(a):
                        > > P.S. Poza tym do twojej wiadomosci. Do 1967 roku kiedy West Bank i Gaza
                        > > zostaly zajete przez Izrael na terenach tych nie dzialo sie doslownie
                        > > NIC !!!. Izrael po przejeci zurabnizowal teren - przeprowadzil projek
                        > ty
                        > > nawadniania, wybudowal nowe arabski szkolu i uniwersytety. Dokladne
                        > > statystki istnieja. To nie jest tak jak ty to mowiesz "zydowska
                        > > propaganda"

                        > A przed naplywem bialych osadnikow Siuksowie z golymi dupami latali za
                        > bizonami. A teraz mamy Holywood, Harvard University, Las Vegas i Staue
                        > Wolnosci. Gupie indiance - nie liza codziennie po stopach bialasow za te
                        > dobroci...


                        Bzdury.

                        Przed zajeciem WestBank i Gazy do 1967 roku przez Izrael, Palestynczycy
                        mieszkali zamknieci w obozach uchodzcow w Gazie i WestBank ktrych nie wybudowal
                        Izrael ale Jordania i Egipt. Zyli w nedzy, nie wolno im sie bylo poruszac po
                        wlasnym kraju, budowac lub osiedlac gdzie chcieli.

                        To samo bylo z palestynczykami we wszystkich Arabskich krajach. Palestynczycy
                        ktorzy przyjechali do szwecji dostali mieszkania szkoly prace a ich dzieci
                        nie maja dzis najmniejszego zamiaru wracac do Palestyny. Szwedzi dali im
                        warunki do zycia ktorych "bracia Ar5abowie" - specjalnie nie chcieli im dac.

                        Wieslaw

                        W.
                • Gość: gosc "rdzenni mieszkancy" IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 08.10.02, 20:33
                  > za inny w ktorym akceptujesz 1400 lat muzulmanskiego wyzynania
                  Zydow i
                  > chrzescijan w Palestynie.

                  O wyzynaniu Zydow przez muzulmanow zmilcze, mam wrazenie, ze
                  glownym powodem rozproszenia Zydow byly jednakowoz dzialania
                  Rzymian. Np. na Polwyspie Iberyjskim Zydzi zyli sobie nie
                  najgorzej pod wladztwem arabskim, a zle im bylo za czasow
                  chrzescijanina (wstyd) Torquemady.
                  Na Bliskim Wschodzie wladcy arabscy nie przesladowali jakos
                  nadzwyczajnie tamtejszych chrzescijan - kiedy dotarly tam
                  krucjaty, krzyzowcy ze zdumieniem odkryli, ze jest tam mnostwo
                  chrzescijan obrzadku wschodniego (ktorych zreszta od czasu do
                  czasu krzyzowcy lupili i mordowali na rowni z ludnoscia arabska i
                  zydowska). Dopiero poczynania krzyzowcow wywolaly w swiecie
                  arabskim silne nastroje antychrzesciajanskie (prosze zauwazyc, ze
                  np. w Egipcie tamtejsi chrzescijanie, Koptowie, cieszyli sie po
                  inwazji arabskiej spora swoboda wyznania i dosc czesto wysoka
                  pozycja spoleczna).

                  Wysiedlanie Polakow z tz. ziem zachodnich przez
                  > Niemcow - woz Drzymaly - wzbudza twoje oburzenie. Polacy
                  wysiedleni z Polski
                  > na Kazachstan maja prawo do powrotu, ale Zydzi wysiedlani z
                  Palestyny przez
                  > Turkow, przepedzani przez Rzymian i wyprawy krzyzowe - juz nie.

                  No tak, a Zydzi Ziemie Obiecana pozyskali droga czysto pokojowa,
                  nie wyzynajac owczesnych jej mieszkancow (co kazdy moze sobie
                  sprawdzic w Starym Testamencie)? Oczywiscie kazdy akt przemocy
                  jest pozalowania godny, ale czym innym jest uczciwy oglad
                  historii (zdecydowanie wskazany ze wzgledow poznawczych, jak i
                  moralnych), a czym innym zawracanie historii kijem. Jesli Polacy
                  z Kazachstanu maja prawo do powrotu, to dlatego, ze zaprasza ich
                  wolna i suwerenna Polska, nikomu krzywdy nie robiac ani
                  prostestow szczegolnych nie wzbudzajac. Syjonistow mieszkancy
                  Palestyny nie zapraszali. Zlo, ktore towarzyszylo powstaniu
                  panstwa Izrael, juz sie dokonalo i nie nalezy go powiekszac
                  probujac wyrugowac to panstwo z mapy.
                  Ale tez nie nalezy kontynuowac czystki etnicznej i eskalowac
                  przemocy wobec Palestynczykow, a w miare moznosci nalezaloby im
                  sie jakies zadoscuczynienie (np. wycofanie osadnictwa zydowskiego
                  na Terytoriach Okupowanych i pomoc w utworzeniu wlasnego
                  panstwa). Oczywiscie terror palestynski jest zbrodniczy, ale
                  Izrael jest wspolwinny jego powstania i broniac sie przed nim nie
                  powinien go uzywac jako pretekstu do dalszego uszczuplania praw
                  palestynskich (bo bedzie jak z Rosja skarzaca sie na slabosc
                  Gruzji, podczas gdy to Rosjanie wspierali wszystkie tamtejsze
                  ruchy separatystyczne; ten patent zreszta jest stary jak swiat).

                  > Rdzennymi mieszkancami Palestyny sa Zydzi i Chrzescijanie.
                  Muzulmanie tylko
                  > w malym stopniu. Wiekszoc z nich to ludnosc ktora naplynela z
                  Arabskich krajow.

                  To zdanie nie ma wiele wspolnego z prawda i kazdy rzetelny
                  historyk (lacznie z wiekszoscia historykow izraelskich, nie tylko
                  tych "nowych") wstydzilby sie pod nim podpisac. "Rdzennosc",
                  podobnie jak kategorie przynaleznosci i "naplywowosc", jest tu
                  rozumiana w sposob tak skrajnie arbitralny, ze nie wytrzymuje
                  krytyki. Osobiscie postrzegam je jako probe manipulacji z Pana
                  strony, panie Wieslawie, nie sadze, by nie zdawal Pan sobie
                  sprawy z jego wylacznie politycznego wydzwieku ("sojusz
                  zydowsko-chrzescijanski").

                  > Bywaj i zyj w pokoju.
                  > Wieslaw

                  Pokoj nam wszystkim. Takze Palestynczykom.
                  • Gość: wieslaw68 RDZENNI MIESZKANCY - ODPOWIEDZ. IP: *.cm-upc.chello.se 10.10.02, 22:08
                    Gość portalu: "gosc" napisał(a):

                    > Zlo, ktore towarzyszylo powstaniu
                    > panstwa Izrael, juz sie dokonalo i nie nalezy go powiekszac
                    > probujac wyrugowac to panstwo z mapy.

                    Trudno jest zajac jakies stanowisko jezeli nie wiem o jakim "zle"
                    mowimy - Zla dzialo sie wtedy wiele i po jednej i po drugiej stronie.

                    > Ale tez nie nalezy kontynuowac czystki etnicznej i eskalowac
                    > przemocy wobec Palestynczykow,

                    Drogi Panie. Inicjatywy pokojowe w tym konflikcie wyplywaly zawsze
                    z Izraela. Zajecie West Bank i Gazy nie bylo z powodu checi powiekszenia
                    terenu ale wojny, ktora to byla konsekwencja agresywnej wspieranjej przez
                    oboz ZSRR polityki Nasera. Izrael do 1967 roku nie stawial zadnych przeszkod
                    w powstaniu Palestynskiego panstwa. Uznanie przez Izrael rezolucji ONZ o
                    powstaniu Izraela, laczylo sie z jednoczesnym uznaniem Palestynskiego panstwa
                    dlatego ze byla to _ta_sama_rezolucja_.

                    Odwrotnie - Panstwa Arabskie nie dopuscily do powstania Palestynskiego
                    panstwa wlasnie dlatego ze byloby to jednoznaczne z uznaniem Izraela,
                    bo znowu - byla to ta sama rezolucja ONZ. Za ta sytuacje nie moze Pan
                    winic Izraela.

                    Czystki Etniczne? drogi Panie w dzisiejszym Izraelu ponad 1 mln Arabow jest
                    izraelskimi obywartelami, ktorzy maja ograniczone czesciowo prawa z powodu
                    trwajacej od 50 lat wojny, ale maja swoje domy, sklepy restauracje, urzedy
                    i firmy. Poruszaja sie wolno po terenie Izrael wyjezdzaja i wjezdzaja do
                    Izraela jako izraelscy obywatele. Ich prawa sa ograniczone, ale prawa
                    mieszkajacych w USA Japonczykow tez byly ograniczone podczas WWII. Japonczykow
                    trzymano w obozach - Izraelscy Arabowie zyja w normalnych warunkach.

                    Duza z nich czesc zyje w takim dostatku ze ani pan ani ja niemozemy sobie o tym
                    nawet zamarzyc.

                    A teraz prosze mi powiedziec ilu Zydow zyje i pracuje jako obywatele Palestynie
                    lub w krajach Arabskich. Pisze Pan czystki etniczne - moze wiec zacytuje panu
                    troche danych ktore napewno Pana zainteresuja. Trudno bedzie to ustawic w
                    tabele bo forum skraca tabulatory ale sprobuje:

                    Zestawienie populacji Zydow w krajach muzulmanskich do 1948 roku
                    kiedy to Zydow wyrzucono kompletnie z golymi tylkami grabiac ich
                    dobytek i majatki, oraz dzis 1999 rok.

                    PANSTWO...........1948..............1999.........%

                    Morocco...........265,000...........5,700.......97.8
                    Tunisia...........110,000...........1,500.......98.6
                    Algeria...........140,000...............0......100.0
                    Egypt..............75,000.............100.......99.9
                    Yemen..............55,000.............200.......99.6
                    Iraq..............135,000.............100.......99.9
                    Libya..............38,000...............0......100.0
                    Syria..............30,000.............100.......99.9
                    Lebanon.............5,000...............0......100.0
                    Turkey(non-Arab)...75,000...........18,900......74.8
                    Iran(non-Arab).....95,000...........11,500......87.9

                    total...........1,023,000...........38,100......96.3

                    Tak wiec drogi Panie prosze mi nie imputowac o czystkach etnicznych.
                    Te resztki Zydow pozostale w muzulmanskich krajach pozostaly aby opiekowac
                    sie swietymi dla Zydow miejscami tak jak ta synagoga w Tunezji ktora to byla
                    ostatnio obiektem terorystycznego ataku. Wszyscy ci Zydzi(te pozostalosci)
                    zyja w ciaglym strachu, Niedawno w Iranie zrobiono pokazowe procesy oskarzajac
                    tamtejszych Zydow o szpiegowanie na rzecz Izraela. Proces ktory przypominal
                    inne Iranskie procesy przeciwko homoseksualistom, lub stare UB'eckie pokazwoki
                    w PRL'u.

                    > a w miare moznosci nalezaloby im
                    > sie jakies zadoscuczynienie (np. wycofanie osadnictwa zydowskiego
                    > na Terytoriach Okupowanych i pomoc w utworzeniu wlasnego
                    > panstwa).

                    Wycofanie osadnictwa bylo w propozycji Baraka. Dla czesci wyborcow
                    w Izraelu jest to sprawa nie podlegajaca dyskusji. To co jest istotne
                    a czego Pan zdaje sie nie dostrzega, to polityczne procesy dzialajace
                    od lat w Arabskich Panstwach. Izrael i Zydzi byli dla Arabskich wladcow
                    tym czym Niemcy dla Gomulkowskiego rezimu. Za nedze i biede w arabskich
                    krajach, byli odpowiedzialni Zydzi, Izrael a ostatnio obwinia sie USA.
                    Ta polityka jest uprawiana od 60 lat !!! Dolozy Pan do tego muzulmanski
                    fanatyzm ma Pan efekty.

                    W izraelu zobaczy Pan demonstracjie przeciwko Sharonowi ile demionstracji
                    przeciwko samobujczym atakami na Izraelskich cywili widzial Pan w krajach
                    arabskich. Ile demonstracji widzial Pan wogole w krajach Arabskich przeciwko
                    terorowi. Za to ze Palestynczycy stali sie czesci gry Arabskich wladcow oraz
                    poznej ZSRR nie moze Pan obciazac ani izraela ani USA.

                    > Oczywiscie terror palestynski jest zbrodniczy, ale
                    > Izrael jest wspolwinny jego powstania

                    Szanowny Panie mowi Pan bzdury. Teror Arabski to kontynuacja
                    ekspansywnej polityki islamu z poczatkow lat 20'stych. Panstwa Arabskie
                    wolaly niedoposcic do powstania Palestynskiego Panstwa niz uznac Izrael.

                    Do 1967 roku mimo ze West Bank byl w rekach Jordani a Gaza w rekach Egiptu
                    atakowano bezprzerwy Izrael mordujac cywili.

                    (...)

                    > > Rdzennymi mieszkancami Palestyny sa Zydzi i Chrzescijanie.
                    > Muzulmanie tylko
                    > > w malym stopniu. Wiekszoc z nich to ludnosc ktora naplynela z
                    > Arabskich krajow.

                    > To zdanie nie ma wiele wspolnego z prawda i kazdy rzetelny
                    > historyk (lacznie z wiekszoscia historykow izraelskich, nie tylko
                    > tych "nowych") wstydzilby sie pod nim podpisac. "Rdzennosc",
                    > podobnie jak kategorie przynaleznosci i "naplywowosc", jest tu
                    > rozumiana w sposob tak skrajnie arbitralny, ze nie wytrzymuje
                    > krytyki. Osobiscie postrzegam je jako probe manipulacji z Pana
                    > strony, panie Wieslawie, nie sadze, by nie zdawal Pan sobie
                    > sprawy z jego wylacznie politycznego wydzwieku

                    Prosze Pana prosze mi nie imputowac polityki ale podca historyczne fakty.
                    Zydzi i chrzescijanie stanowili najwieksza populacje starego Izraela.
                    Islam narodzil sie dopiero w 5/6 wieku naszej Ery. Jego kolebka jest
                    dzsiejsza Arabia Saudysjka a nie Palestyna. Zabralo jeszcze kilka wiekow
                    zanim dotarl on do Izraela/Palestyny razem z najazdami muzulmanow na ta
                    ziemie.

                    Na miejsce wyrzynanych Zydow i chrzescjn osiedlali sie muzulmanie ktorzy wraz
                    z najazdami na Izrael naplwyali.. Beduini to jeszcze inna para kaloszy...
                    Turcy w tym wszystkim byli jeszcze najlepsi bo przesiedlali Zydow doceniajac
                    ich zdolnosci.

                    Do ciekawszych faktow nalezy dodac ze przez ostatnie 300 lat najwieksza grupa
                    zamieszkujaca Jerusalem byli Zydzi a nie muzulmanie. Ze slynny Meczet na
                    Tempel M. powstal w czetry lata po smierci Mahometa wiec nie mogl on byc
                    wymienony w Koranie - to nie o tym Meczecie pisal Mahomet.

                    > Pokoj nam wszystkim. Takze Palestynczykom.

                    z ty sie zgadzam

                    Pozdrowienia
                    W.
                    • Gość: gosc RDZENNI - 1 IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 11.10.02, 01:28
                      Odpowiem w kawalkach, bo juz raz napisalem sporo i mnie wyrzucilo
                      z portalu nie zapisujac.

                      Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):
                      > Gość portalu: "gosc" napisał(a):
                      > > Zlo, ktore towarzyszylo powstaniu
                      > > panstwa Izrael, juz sie dokonalo i nie nalezy go powiekszac
                      > > probujac wyrugowac to panstwo z mapy.
                      > Trudno jest zajac jakies stanowisko jezeli nie wiem o jakim
                      "zle"
                      > mowimy - Zla dzialo sie wtedy wiele i po jednej i po drugiej
                      stronie.

                      To chyba myslimy o tym samym.

                      > > Ale tez nie nalezy kontynuowac czystki etnicznej i eskalowac
                      > > przemocy wobec Palestynczykow,
                      > Drogi Panie. Inicjatywy pokojowe w tym konflikcie wyplywaly
                      zawsze
                      > z Izraela. Zajecie West Bank i Gazy nie bylo z powodu checi
                      powiekszenia
                      > terenu ale wojny, ktora to byla konsekwencja agresywnej
                      wspieranjej przez
                      > oboz ZSRR polityki Nasera. Izrael do 1967 roku nie stawial
                      zadnych przeszkod
                      > w powstaniu Palestynskiego panstwa. Uznanie przez Izrael
                      rezolucji ONZ o
                      > powstaniu Izraela, laczylo sie z jednoczesnym uznaniem
                      Palestynskiego panstwa
                      > dlatego ze byla to _ta_sama_rezolucja_.
                      > Odwrotnie - Panstwa Arabskie nie dopuscily do powstania
                      Palestynskiego
                      > panstwa wlasnie dlatego ze byloby to jednoznaczne z uznaniem
                      Izraela,
                      > bo znowu - byla to ta sama rezolucja ONZ. Za ta sytuacje nie
                      moze Pan
                      > winic Izraela.

                      Jak Pan zapewne zauwazyl, nie obwinialem Izraela o jego wojny
                      obronne, bo po prostu uwazam, ze byly sluszne. "Zepchniecie do
                      morza", gdyby Izrael sie przed nim nie obronil, zapewne
                      skonczyloby sie eksterminacja. Jak Pan moze rowniez zauwazyl, nie
                      jestem zagorzalym fanem panstw arabskich ani Arafata.
                      Panstwa arabskie graly sprawa palestynska dosc paskudnie, a i
                      Palestynczycy nie najlepiej sie zachowywali (np. uchodzcy w
                      obozach palestynskich wobec wladz Jordanii, za co tez i
                      zmasakrowani przez Jordanczykow zostali). Ale to nie zmienia
                      faktu, ze za to, iz problem uchodztwa palestynskiego w ogole
                      zaistnial, (wspol)odpowiedzialny jest Izrael. I odpowiedzialnosc
                      ta jest tym wieksza, im bardziej Izrael uwaza sie za spadkobierce
                      syjonizmu.

                      CDN.

                      > Czystki Etniczne? drogi Panie w dzisiejszym Izraelu ponad 1 mln
                      Arabow jest
                      > izraelskimi obywartelami, ktorzy maja ograniczone czesciowo
                      prawa z powodu
                      > trwajacej od 50 lat wojny, ale maja swoje domy, sklepy
                      restauracje, urzedy
                      > i firmy. Poruszaja sie wolno po terenie Izrael wyjezdzaja i
                      wjezdzaja do
                      > Izraela jako izraelscy obywatele. Ich prawa sa ograniczone, ale
                      prawa
                      > mieszkajacych w USA Japonczykow tez byly ograniczone podczas
                      WWII. Japonczykow
                      > trzymano w obozach - Izraelscy Arabowie zyja w normalnych
                      warunkach.
                      >
                      > Duza z nich czesc zyje w takim dostatku ze ani pan ani ja
                      niemozemy sobie o tym
                      > nawet zamarzyc.
                      >
                      > A teraz prosze mi powiedziec ilu Zydow zyje i pracuje jako
                      obywatele Palestynie
                      > lub w krajach Arabskich. Pisze Pan czystki etniczne - moze wiec
                      zacytuje panu
                      > troche danych ktore napewno Pana zainteresuja. Trudno bedzie to
                      ustawic w
                      > tabele bo forum skraca tabulatory ale sprobuje:
                      >
                      > Zestawienie populacji Zydow w krajach muzulmanskich do 1948
                      roku
                      > kiedy to Zydow wyrzucono kompletnie z golymi tylkami grabiac
                      ich
                      > dobytek i majatki, oraz dzis 1999 rok.
                      >
                      > PANSTWO...........1948..............1999.........%
                      >
                      > Morocco...........265,000...........5,700.......97.8
                      > Tunisia...........110,000...........1,500.......98.6
                      > Algeria...........140,000...............0......100.0
                      > Egypt..............75,000.............100.......99.9
                      > Yemen..............55,000.............200.......99.6
                      > Iraq..............135,000.............100.......99.9
                      > Libya..............38,000...............0......100.0
                      > Syria..............30,000.............100.......99.9
                      > Lebanon.............5,000...............0......100.0
                      > Turkey(non-Arab)...75,000...........18,900......74.8
                      > Iran(non-Arab).....95,000...........11,500......87.9
                      >
                      > total...........1,023,000...........38,100......96.3
                      >
                      > Tak wiec drogi Panie prosze mi nie imputowac o czystkach
                      etnicznych.
                      > Te resztki Zydow pozostale w muzulmanskich krajach pozostaly
                      aby opiekowac
                      > sie swietymi dla Zydow miejscami tak jak ta synagoga w Tunezji
                      ktora to b



                      • Gość: gosc RDZENNI - 2 IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 11.10.02, 01:49

                        > > Czystki Etniczne? drogi Panie w dzisiejszym Izraelu ponad 1
                        mln
                        > Arabow jest
                        > > izraelskimi obywartelami, ktorzy maja ograniczone czesciowo
                        > prawa z powodu
                        > > trwajacej od 50 lat wojny, ale maja swoje domy, sklepy
                        > restauracje, urzedy
                        > > i firmy. Poruszaja sie wolno po terenie Izrael wyjezdzaja i
                        > wjezdzaja do
                        > > Izraela jako izraelscy obywatele. Ich prawa sa ograniczone,
                        ale
                        > prawa
                        > > mieszkajacych w USA Japonczykow tez byly ograniczone podczas
                        > WWII. Japonczykow
                        > > trzymano w obozach - Izraelscy Arabowie zyja w normalnych
                        > warunkach.
                        > > Duza z nich czesc zyje w takim dostatku ze ani pan ani ja
                        > niemozemy sobie o tym
                        > > nawet zamarzyc.

                        Tych ostatnich jakos nie widzialem bedac przez rok w Izraelu (ale
                        pewnie zyja w jakichs strzezonych osiedlach). Zgadzam sie, ze
                        czesc Arabow izraelskich zyje na poziomie porownywalnym z
                        zydowskimi wspolobywatelami, ale to dotyczy tych mieszkajacych w
                        Jerozolimie czy w Akce, czy Druzow izraelskich. Natomiast na
                        Terytoriach Okupowanych jest brud, smrod i ubostwo i nie chce mi
                        sie wierzyc, ze nie ma na to wplywu izraelska polityka.
                        Oczywiscie Jordanii czy Syrii nikt nie okupuje, a poziom zycia
                        jest tam na ogol nizszy niz w Izraelu, ale to inna para kaloszy
                        (Liban np. byl calkiem zamoznym krajem przed wojna).

                        Co do swobody poruszania sie Palestynczykow, to raczy Pan chyba
                        zartowac.
                        Nie bede tego nawet komentowac.

                        Teraz pare slow o izraelskiej demokracji. Osobiscie uwazam, ze
                        przez pewien czas po 1967 roku Izrael prowadzil bardzo swiatla
                        polityke asymilacji i rownouprawnienia wobec arabskich obywateli,
                        ale niestety calkiem ja ostatnio zarzucil. Z 1998 roku pamietam
                        sondaz, ktory wykazal, ze zdecydowana wiekszosc obywateli Izraela
                        nie uwaza za wskazane, by ich arabscy wspolobywatele wypowiadali
                        sie w istotnych dla panstwa sprawach, np. w referendum nt.
                        "ziemia za pokoj" (Netaniachu mial taki pomysl, nie doszlo do
                        skutku). Wiele miejsc pracy w Izraelu jest zastrzezonych dla
                        osob, ktore odbyly sluzbe wojskowa - a do tej Arabow izraelskich
                        sie nie dopuszcza, poza Druzami (prawda, ze proste?). Natomiast
                        studenci zydowskich szkol religijnych, zwolnieni ze sluzby
                        wojskowej, odbywaja krociutkie pseudoszkolenie i nabywaja
                        wszelkie uprawnienia wynikajace ze sluzby. Co do swobody
                        protestow, to niedlugo po rozpoczeciu drugiej intifady pokojowa
                        manifestacja Arabow izraelskich zostala ostrzelana ostra amunicja
                        i bylo troche zabitych. To armia izraelska wyrzuca zewszad prase
                        i obserwatorow zagranicznych, a nie Palestynczycy. Kazdy moze
                        wysnuc wlasne wnioski z dostepnych informacji i z niedostepnosci
                        innych informacji. Arabskie obywatelstwo w Izraelu jest
                        obywatelstwem "drugiej kategorii" (nie przecze, ze pod wzgledem
                        praw cywilnych ciagle jest Arabom w Izraelu lepiej niz np. w
                        Syrii; no, ale co to za porownanie? - w ogole ostatnio spotkalem
                        sie kilka razy z argumentem, ze nie ma co na Izrael narzekac, bo
                        przeciez Syria i Irak... - czyzby juz naprawde bylo tak zle, ze
                        Izrael porownuje sie z tymi satrapiami?).

                        CDN.



                        > > A teraz prosze mi powiedziec ilu Zydow zyje i pracuje jako
                        > obywatele Palestynie
                        > > lub w krajach Arabskich. Pisze Pan czystki etniczne - moze
                        wiec
                        > zacytuje panu
                        > > troche danych ktore napewno Pana zainteresuja. Trudno bedzie
                        to
                        > ustawic w
                        > > tabele bo forum skraca tabulatory ale sprobuje:
                        > >
                        > > Zestawienie populacji Zydow w krajach muzulmanskich do 1948
                        > roku
                        > > kiedy to Zydow wyrzucono kompletnie z golymi tylkami grabiac
                        > ich
                        > > dobytek i majatki, oraz dzis 1999 rok.
                        > >
                        > > PANSTWO...........1948..............1999.........%
                        > >
                        > > Morocco...........265,000...........5,700.......97.8
                        > > Tunisia...........110,000...........1,500.......98.6
                        > > Algeria...........140,000...............0......100.0
                        > > Egypt..............75,000.............100.......99.9
                        > > Yemen..............55,000.............200.......99.6
                        > > Iraq..............135,000.............100.......99.9
                        > > Libya..............38,000...............0......100.0
                        > > Syria..............30,000.............100.......99.9
                        > > Lebanon.............5,000...............0......100.0
                        > > Turkey(non-Arab)...75,000...........18,900......74.8
                        > > Iran(non-Arab).....95,000...........11,500......87.9
                        > >
                        > > total...........1,023,000...........38,100......96.3
                        > >
                        > > Tak wiec drogi Panie prosze mi nie imputowac o czystkach
                        > etnicznych.
                        > > Te resztki Zydow pozostale w muzulmanskich krajach pozostaly
                        > aby opiekowac
                        > > sie swietymi dla Zydow miejscami tak jak ta synagoga w
                        Tunezji
                        > ktora to b
                        >
                        >
                        >
                        • Gość: gosc RDZENNI - 3 IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 11.10.02, 02:12
                          > > > A teraz prosze mi powiedziec ilu Zydow zyje i pracuje jako
                          > > obywatele Palestynie
                          > > > lub w krajach Arabskich.

                          Po tym, co Izrael urzadzil na Terytoriach Okupowanych, trzeba byc
                          fanatycznym osadnikiem w warownym osiedlu, zeby sie tam pchac. Co
                          do panstw arabskich, to istotnie, zwlaszcza po 1948 roku, Zydom
                          jest tam ciezko i jest niewatpliwa wina wladz tych panstw, ze nie
                          zapewniaja Zydom bezpieczenstwa. Ale z tym jest roznie, w
                          zaleznosci od kraju, np. w Maroku gdzieniegdzie jeszcze w miare
                          spokojnie pomieszkuja mniejszosci zydowskie, a w Algierii nikt
                          nie jest pewien, czy sie obudzi zywy nastepnego ranka (nie tylko
                          Zydzi). Na podobny temat - ponizej.

                          Pisze Pan czystki etniczne - moze
                          > wiec
                          > > zacytuje panu
                          > > > troche danych ktore napewno Pana zainteresuja. Trudno
                          bedzie
                          > to
                          > > ustawic w
                          > > > tabele bo forum skraca tabulatory ale sprobuje:
                          > > >
                          > > > Zestawienie populacji Zydow w krajach muzulmanskich do 1948
                          > > roku
                          > > > kiedy to Zydow wyrzucono kompletnie z golymi tylkami
                          grabiac
                          > > ich
                          > > > dobytek i majatki, oraz dzis 1999 rok.
                          > > >
                          > > > PANSTWO...........1948..............1999.........%
                          > > >
                          > > > Morocco...........265,000...........5,700.......97.8
                          > > > Tunisia...........110,000...........1,500.......98.6
                          > > > Algeria...........140,000...............0......100.0
                          > > > Egypt..............75,000.............100.......99.9
                          > > > Yemen..............55,000.............200.......99.6
                          > > > Iraq..............135,000.............100.......99.9
                          > > > Libya..............38,000...............0......100.0
                          > > > Syria..............30,000.............100.......99.9
                          > > > Lebanon.............5,000...............0......100.0
                          > > > Turkey(non-Arab)...75,000...........18,900......74.8
                          > > > Iran(non-Arab).....95,000...........11,500......87.9
                          > > >
                          > > > total...........1,023,000...........38,100......96.3
                          > > >
                          > > > Tak wiec drogi Panie prosze mi nie imputowac o czystkach
                          > > etnicznych.
                          > > > Te resztki Zydow pozostale w muzulmanskich krajach
                          pozostaly
                          > > aby opiekowac
                          > > > sie swietymi dla Zydow miejscami tak jak ta synagoga w
                          > Tunezji
                          > > ktora to b

                          Prosze Pana, i owszem, w Iranie (wykasowala mi sie ta czesc Pana
                          odpowiedzi, ale pamietam) uzywa sie Zydow jako rzekomej piatej
                          kolumny i chlopcow do bicia, ale w tej samej roli wystepuje
                          Wielki Szatan - USA i jego pomagierzy ze swiata zachodniego. To
                          prawda, ze do czystek etnicznych dochodzilo w Iraku
                          (np. wobec Kurdow) czy w Turcji (wobec Ormian, Kurdow, Grekow,
                          Zydow i kogo popadnie). Ale zapytam raz jeszcze, czy chodzi Panu
                          wylacznie o to, bym przyznal, ze Izrael jest lepszy niz Irak,
                          Turcja czy Syria? No jest, ale to nie jest wielki powod do dumy
                          (raczej przykro, ze sie go w ogole z tymi panstwami porownuje).

                          Co do wyrzucania Zydow - istotnie w wielu krajach (w swoim czasie
                          Polski nie wylaczajac) utrudniano im wywiezienie majatku i
                          "zachecano" ich do wyjazdu.
                          Ale znowu - przewiny innych nie usprawiedliwiaja tego, co robili
                          Izraelczycy.
                          Ponadto calkiem sporo Zydow palilo sie, by pojechac do Eretz
                          Israel - wiekszosc pewnie z pobudek syjonistycznych i/lub
                          religijnych, sporo osob z powodow ekonomicznych (zwlaszcza wtedy,
                          gdy byt Izraela nie byl juz tak zagrozony jak na poczatku).
                          Pomijam juz rzekome "zaginione pokolenie" z Bangladeszu i inne
                          smieszne pretensje do zydostwa, aby tylko wyrwac sie z rodzimej
                          biedy (tajemnica poliszynela jest, ze i w Rosji wyrabiano sobie
                          falszywe zydowskie papiery, wpierw by sie wyrwac z ZSRR, a
                          pozniej, by pozyc sobie wreszcie w jakim takim dostatku - stad i
                          troche mafii rosyjskiej do Izraela przybylo).

                          CDN.
                          • Gość: wieslaw68 Re: RDZENNI - 3 IP: *.cm-upc.chello.se 11.10.02, 08:41
                            Gość portalu: gosc napisał(a):

                            > Po tym, co Izrael urzadzil na Terytoriach Okupowanych, trzeba byc
                            > fanatycznym osadnikiem w warownym osiedlu, zeby sie tam pchac.

                            ale jak sam Pan pisze "po tym" ale to bylo przedtem, to bylo zanim
                            Izrael zajalo WestBank i Gaze - prawda?

                            > Co
                            > do panstw arabskich, to istotnie, zwlaszcza po 1948 roku, Zydom
                            > jest tam ciezko i jest niewatpliwa wina wladz tych panstw, ze nie
                            > zapewniaja Zydom bezpieczenstwa. Ale z tym jest roznie, w
                            > zaleznosci od kraju, np. w Maroku gdzieniegdzie jeszcze w miare
                            > spokojnie pomieszkuja mniejszosci zydowskie,
                            (...)

                            drogi Panie to wlasnie Marokko okradlo _doslownie_ okradlo i wyrzucilo
                            na zbita morde Zydow w 1948 roku.

                            > Prosze Pana, i owszem, w Iranie (wykasowala mi sie ta czesc Pana
                            > odpowiedzi, ale pamietam) uzywa sie Zydow jako rzekomej piatej
                            > kolumny i chlopcow do bicia, ale w tej samej roli wystepuje
                            > Wielki Szatan - USA i jego pomagierzy ze swiata zachodniego. To
                            > prawda, ze do czystek etnicznych dochodzilo w Iraku
                            > (np. wobec Kurdow) czy w Turcji (wobec Ormian, Kurdow, Grekow,
                            > Zydow i kogo popadnie). Ale zapytam raz jeszcze, czy chodzi Panu
                            > wylacznie o to, bym przyznal, ze Izrael jest lepszy niz Irak,

                            Nie nie chodzi mi o to. Chodzi mi o to co napisalem. Obecna sytuacja
                            na BilskimWschodzie nie jest z winy USA czy Izraela - lub izraelczykow
                            ktorzy jak Pan pamieta zorganizowali 400 000 demonstracje w obronie
                            praw Palestynczykow - ale z powodu islamu - bo co im zawinily posagi
                            Buddy w Afganistanmie i z powodu lawiranckich wladcow panstw Arabskich.

                            Saud Arabia
                            - rodzina krolewska probujac utrzymac sie na tronie lawiruje pomiedzy
                            islamem a USA
                            Syria
                            - socjalizm dozbrajany przez ZSRR konkurent Sadama Husejna
                            Jordania
                            - najmnie w tym winna zmuszana jak nie przez Syrie to przez Egipt
                            do wojen z Izraelem. Podczas ingerencji Syrii rodzine krolewska
                            uratowalo(o ironio) izraelskie lotnictwo.
                            Egipt
                            - dopiero porazka wojny Yom Kipur, Sharon pod Kairem - amerykanska bron
                            i miljardy dolarow pomocy doprowadzily do podpisania pokoju.
                            Iran
                            - nawet nie trzeba opowiadac. Policja Shaha ponoc zamordowala 2000 ludzi
                            Islamscy Ayathole zamordowali w piewrszym roku swych rzadow 50 000.
                            Liban
                            - najbardziej kiedys pokojowo nastawiony sasiad Izraela. do czasu zanim
                            pojawil sie tam Arafat - otwarte granice - kwitl handel i wymiana.
                            Po 10'cioletnim pobycie Arafata 150 ooo ofiar. Populacja chrzescijanskich
                            arabow z redukowana do 20% dzis kontrolowana prze Syrie i Hezbullah.
                            Libya
                            - niespelna rozumu dyktator Kadafi pupil ZSRR
                            ..itd..

                            Szanowny Panie czy to co opisalem jest wina izraelczykow? badz USA?

                            Bush ma racje !!! usuniecie Sadama Huseina a teror w samym Izraelu
                            sie zmniejszy. Jak Pan mysli kto jest glownym finansjerem teroru
                            skierowanego przeciwko Izraelowi? - Iran-Iraq. Chce Pan miec pokuj
                            na Bliskim Wschodzie - musi Pan zalatwic sprawe PROMOTOROW TERORU !!!
                            Chce Pan aby opinia Izraelczykow sie zmienila - musi Pan zaprzestac
                            wysadzania w powietrze cywili. Chce Pan zatrzymac ingerencje Izraela
                            na WestBank i w Gazie musi Pan zatrzymac teroro przeciwko izraelskim
                            cywilom.

                            > Ponadto calkiem sporo Zydow palilo sie, by pojechac do Eretz
                            > Israel - wiekszosc pewnie z pobudek syjonistycznych i/lub
                            > religijnych,

                            Prosze Pana Pan zdaje sie nie specjalnie ta czesc.. sionizmu..
                            Sionizm to europeiski wymysl, swieckich Zydow - intetelktualistow
                            a nie religijnych Zydow mieszkajacych w krajach Arabskich. Religijni
                            Zydzi nie czakeali na Ben Guriona ale na kogos innego - prawda?

                            Zanim Zydzi w Marokku zdazyli pomyslec ze powstalo Panstwo Izrael kazano
                            im sie zbierac i wynosic.. bez dobytku.. bez niczego...

                            To ze lewicowej prasie dzisiaj jest wygodnie tych spraw nie pamietac
                            nie znaczy ze tego nie bylo

                            Pozdrowienia
                            W.
                        • Gość: wieslaw68 Re: RDZENNI - 2 IP: *.cm-upc.chello.se 11.10.02, 08:14
                          Gość portalu: gosc napisał(a):

                          > Tych ostatnich jakos nie widzialem bedac przez rok w Izraelu (ale
                          > pewnie zyja w jakichs strzezonych osiedlach). Zgadzam sie, ze
                          > czesc Arabow izraelskich zyje na poziomie porownywalnym z
                          > zydowskimi wspolobywatelami, ale to dotyczy tych mieszkajacych w
                          > Jerozolimie czy w Akce, czy Druzow izraelskich. Natomiast na
                          > Terytoriach Okupowanych jest brud, smrod i ubostwo i nie chce mi
                          > sie wierzyc, ze nie ma na to wplywu izraelska polityka.

                          Prosze Pana widzial Pan osiedla (i prawie ze) miasta na polnocy Izraela..?
                          To ze na WestBank i w Gazie jest brud i smrod - a widzial Pan to zanim
                          Izrael zajal ta ziemie? Arafat zdefraudowal miljony dolarow ktore byly
                          przeznaczone na wlasnie poprawienie doli biedoty Palestynskiej. izraelskie
                          banki mialy umowe z Arafatem i odprowadzaly do Arafata podatkie i swiadczenia
                          Paelstynczykow... czy naprawde Pan sadzi ze izraelczycy _kradli_ palestynczykom
                          pieniadze? Izrael nie inwestowal w WestBank tak jak to robi w izraelu, ale
                          z jakiego powodu mial to robic? 250 milionow Arabow siedzacych na 30% zasobow
                          ropy nie potrafilo pomoc swoim Arabskim braciom w Palestynie, a Israel mial
                          to robic? Pan sobie zartuje. - z jakiego powodu?

                          Palestynczycy sa dzis najbardziej wyksztalconymi Arabami. Na terenach
                          okupowanych liczba kobiet ktora sie ksztalci wzrosla podczas Izraelskiej
                          okupacji o ponad 30%.. jak Pan sadzi czy to Hamas i mulowie do tego
                          doprowadzili?

                          > Co do swobody poruszania sie Palestynczykow, to raczy Pan chyba
                          > zartowac. Nie bede tego nawet komentowac.

                          Ja mowie o swobodzie poruszania sie po Izraelu - Izraelskich Arabow !!
                          - Izraelskich obywateli. Ze Palestynczycy nie moga ganiac jak im sie podoba
                          po Izraelu jest zrozumiale. Gdy Egipt okupowal Gaze Palestynczycy mieli szlaban
                          i nie wolno im bylo bez pozowolenia odwiedzac np. Kairu.

                          > Teraz pare slow o izraelskiej demokracji. Osobiscie uwazam, ze
                          > przez pewien czas po 1967 roku Izrael prowadzil bardzo swiatla
                          > polityke asymilacji i rownouprawnienia wobec arabskich obywateli,
                          > ale niestety calkiem ja ostatnio zarzucil. Z 1998 roku pamietam
                          > sondaz, ktory wykazal, ze zdecydowana (...)

                          Drogi Panie w 1983 roku kiedy wyszla na jaw sprawa chrzescijanskiej maskary
                          w Sabra i Shatila 400 000 Izraelczykow wyszlo na ulice Izraleskich miast i
                          protestowalo. Sharon zostal ususniety z pozycji ministra... to bylo wtedy.

                          Nie bede Pana molestowal o pokazanie mi choc jednej takiej demonstracji
                          wsrod Arabow - nawet wsrod tych swiatlych w Europie o nie mordowanie izreslkich
                          cywili.

                          Zadne spoleczenstwo nawete to najbardziej pokojowo i ugodowo nastawione nie
                          bedzie takim w niskonczonosc jezeli jest ono bezprzerwy narazone na ataki.
                          Zaczelu sie rozmowy w Oslo
                          - w Izraleu wybuchaly bomby,
                          Podpisano Oslo
                          - w Izraelu wybuchaly bomby
                          Izrael uzbroil i pomogl zorganizowac Palestynska Policje
                          - w Izraelu wybuchaly bomby

                          i po co aby ta policja ta sama bronia zaczela strzelac do izraelskich cywili?
                          Wiekszosc spoleczenstwa Izraela chce pokoju - wiekszosc spoleczenstwa Palestyny
                          to muzulmanscy fanatycy ktorych nikt nie chce i nie potrafi kontrolowac.

                          Palestyna Arafata jest strowana z Iranu, Iraqu, Talibanowie, Hezbulla z Libanu
                          PLFP z Syri, a wszyscy maja jeden cel - zniszyc Izrael.

                          Jak Pan mysli bedzie reagowalo spoleczenstwo(Izraela) gdy zobaczy ono ze do
                          rady bezpieczenstwa wybiera sie Syrie ktora do dzisiaj szkoli na swoich
                          poligonach terorystow? - okupuje Liban(30 000 wojska)

                          Takie sa drogi Panie realia.

                          W
                    • Gość: gosc RDZENNI - 4 IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 11.10.02, 03:13
                      > > a w miare moznosci nalezaloby im
                      > > sie jakies zadoscuczynienie (np. wycofanie osadnictwa
                      zydowskiego
                      > > na Terytoriach Okupowanych i pomoc w utworzeniu wlasnego
                      > > panstwa).
                      >
                      > Wycofanie osadnictwa bylo w propozycji Baraka. Dla czesci
                      wyborcow
                      > w Izraelu jest to sprawa nie podlegajaca dyskusji. To co jest
                      istotne
                      > a czego Pan zdaje sie nie dostrzega, to polityczne procesy
                      dzialajace
                      > od lat w Arabskich Panstwach. Izrael i Zydzi byli dla Arabskich
                      wladcow
                      > tym czym Niemcy dla Gomulkowskiego rezimu. Za nedze i biede w
                      arabskich
                      > krajach, byli odpowiedzialni Zydzi, Izrael a ostatnio obwinia
                      sie USA.
                      > Ta polityka jest uprawiana od 60 lat !!! Dolozy Pan do tego
                      muzulmanski
                      > fanatyzm ma Pan efekty.

                      A I. Rabina to Zyd w koncu zabil czy Arab? Z osadnikami
                      zydowskimi tez nie rozmawialbym, jak z Panem, bo moglbym skonczyc
                      z nozem plecach albo kulka w glowie. Propaganda antyizraelska w
                      srodkach nie przebiera, ale propaganda antymuzulmanska i
                      antyarabska robi wode z mozgu wielu Izraelczykom, nawet
                      wyksztalconym. Jeden taki dlugo mi tlumaczyl, jak to Arabowie
                      szkodowali w Serbii. Myslalem wpierw, ze o najemnikow z ostatniej
                      wojny chodzi, ale nie, szlo o Turkow. Rozmowca po namysle
                      uwierzyl mi na slowo, ze Turcy z Arabami ani etnicznie, ani
                      jezykowo wiele wspolnego nie maja, a potem z ulga dodal:
                      "Ale to muzulmanie byli i kobiety gwalcili, prawda?". Ja nie
                      twierdze, ze to rzad izraelski swymi rozporzadzeniami tak ludziom
                      robi, ale jest to niepokojace.

                      > W izraelu zobaczy Pan demonstracjie przeciwko Sharonowi ile
                      demionstracji
                      > przeciwko samobujczym atakami na Izraelskich cywili widzial Pan
                      w krajach
                      > arabskich. Ile demonstracji widzial Pan wogole w krajach
                      Arabskich przeciwko
                      > terorowi. Za to ze Palestynczycy stali sie czesci gry Arabskich
                      wladcow oraz
                      > poznej ZSRR nie moze Pan obciazac ani izraela ani USA.

                      Na to juz odpowiedzialem, tym razem pomine.

                      > > Oczywiscie terror palestynski jest zbrodniczy, ale
                      > > Izrael jest wspolwinny jego powstania
                      >
                      > Szanowny Panie mowi Pan bzdury. Teror Arabski to kontynuacja
                      > ekspansywnej polityki islamu z poczatkow lat 20'stych. Panstwa
                      Arabskie
                      > wolaly niedoposcic do powstania Palestynskiego Panstwa niz
                      uznac Izrael.
                      >
                      > Do 1967 roku mimo ze West Bank byl w rekach Jordani a Gaza w
                      rekach Egiptu
                      > atakowano bezprzerwy Izrael mordujac cywili.
                      >
                      > (...)

                      Tak, a naplyw osadnikow zydowskich to juz nic wspolnego z
                      ekspansja nie mial?
                      Co znowuz nie oznacza, ze panstwa arabskie to owieczki niewinne
                      byly.
                      Zaraz dopisze ciag dalszy, juz trzy razy zerwalo mi polaczenie z
                      portalem w trakcie pisania, wiec niestety bede po kilka zdan
                      drobic. CDN

                      > > > Rdzennymi mieszkancami Palestyny sa Zydzi i Chrzescijanie.
                      > > Muzulmanie tylko
                      > > > w malym stopniu. Wiekszoc z nich to ludnosc ktora naplynela
                      z
                      > > Arabskich krajow.
                      >
                      > > To zdanie nie ma wiele wspolnego z prawda i kazdy rzetelny
                      > > historyk (lacznie z wiekszoscia historykow izraelskich, nie
                      tylko
                      > > tych "nowych") wstydzilby sie pod nim podpisac. "Rdzennosc",
                      > > podobnie jak kategorie przynaleznosci i "naplywowosc", jest
                      tu
                      > > rozumiana w sposob tak skrajnie arbitralny, ze nie wytrzymuje
                      > > krytyki. Osobiscie postrzegam je jako probe manipulacji z
                      Pana
                      > > strony, panie Wieslawie, nie sadze, by nie zdawal Pan sobie
                      > > sprawy z jego wylacznie politycznego wydzwieku
                      >
                      > Prosze Pana prosze mi nie imputowac polityki ale podca
                      historyczne fakty.
                      > Zydzi i chrzescijanie stanowili najwieksza populacje starego
                      Izraela.
                      > Islam narodzil sie dopiero w 5/6 wieku naszej Ery. Jego kolebka
                      jest
                      > dzsiejsza Arabia Saudysjka a nie Palestyna. Zabralo jeszcze
                      kilka wiekow
                      > zanim dotarl on do Izraela/Palestyny razem z najazdami
                      muzulmanow na ta
                      > ziemie.
                      >
                      > Na miejsce wyrzynanych Zydow i chrzescjn osiedlali sie
                      muzulmanie ktorzy wraz
                      > z najazdami na Izrael naplwyali.. Beduini to jeszcze inna para
                      kaloszy...
                      > Turcy w tym wszystkim byli jeszcze najlepsi bo przesiedlali
                      Zydow doceniajac
                      > ich zdolnosci.
                      >
                      > Do ciekawszych faktow nalezy dodac ze przez ostatnie 300 lat
                      najwieksza grupa
                      > zamieszkujaca Jerusalem byli Zydzi a nie muzulmanie. Ze slynny
                      Meczet na
                      > Tempel M. powstal w czetry lata po smierci Mahometa wiec nie
                      mogl on byc
                      > wymienony w Koranie - to nie o tym Meczecie pisal Mahomet.
                      >
                      > > Pokoj nam wszystkim. Takze Palestynczykom.
                      >
                      > z ty sie zgadzam
                      >
                      > Pozdrowienia
                      > W.
                      • Gość: gosc RDZENNI - 5 IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 11.10.02, 03:32
                        > > > > Rdzennymi mieszkancami Palestyny sa Zydzi i
                        Chrzescijanie.
                        > > > Muzulmanie tylko
                        > > > > w malym stopniu. Wiekszoc z nich to ludnosc ktora
                        naplynela
                        > z
                        > > > Arabskich krajow.
                        > >
                        > > > To zdanie nie ma wiele wspolnego z prawda i kazdy rzetelny
                        > > > historyk (lacznie z wiekszoscia historykow izraelskich, nie
                        > tylko
                        > > > tych "nowych") wstydzilby sie pod nim podpisac.
                        "Rdzennosc",
                        > > > podobnie jak kategorie przynaleznosci i "naplywowosc", jest
                        > tu
                        > > > rozumiana w sposob tak skrajnie arbitralny, ze nie
                        wytrzymuje
                        > > > krytyki. Osobiscie postrzegam je jako probe manipulacji z
                        > Pana
                        > > > strony, panie Wieslawie, nie sadze, by nie zdawal Pan sobie
                        > > > sprawy z jego wylacznie politycznego wydzwieku
                        > >
                        > > Prosze Pana prosze mi nie imputowac polityki ale podca
                        > historyczne fakty.
                        > > Zydzi i chrzescijanie stanowili najwieksza populacje starego
                        > Izraela.
                        > > Islam narodzil sie dopiero w 5/6 wieku naszej Ery. Jego
                        kolebka
                        > jest
                        > > dzsiejsza Arabia Saudysjka a nie Palestyna. Zabralo jeszcze
                        > kilka wiekow
                        > > zanim dotarl on do Izraela/Palestyny razem z najazdami
                        > muzulmanow na ta
                        > > ziemie.

                        Gwoli scislosci to Mahomet zyl na przelomie VI/VII wieku naszej
                        ery (a wiec narodziny islamu tez tak chyba wypadaloby datowac,
                        choc oczywiscie islam inkorporowal tez czesc wierzen sprzed
                        czasow Mahometa). Jerozolime Arabowie opanowali zas kilka lat po
                        smierci Mahometa, juz w 638 roku, podobnie jak i znaczna czesc
                        ziem oslabionego imperium bizantyjskiego (ta inwazja byla
                        naprawde blyskawiczna jak na tamte czasy).

                        Wracajac do religii: A ojczyzna judaizmu to niby Ziemia Obiecana
                        byla?
                        Nie bardzo wiadomo chyba, gdzie (wg. wspolczesnej geografii)
                        Abraham kozy pasal, ale Mojzesz to zdaje sie z Egiptu Zydow
                        przyprowadzil. Co niby mialoby z tego wynikac? A co z Grekami,
                        Syryjczykami, Rzymianami, ze o Samarytanach nie wspomne?
                        Chrzescijanie wg. Pana wykladni w zasadzie w ogole nie powinni
                        miec miejsca na Ziemi, bo Krolestwo Boze jest "nie z tego
                        swiata". A co z Palestynczykami? Chrzescijan (jest ich troche)
                        zostawic, a muzulmanow wygnac? Jak rozroznic? Pytac po dobroci,
                        czy spodnie sciagac? Zreszta ze wzgledow kulturowych ichni
                        chrzescijanie tez chyba czesto sa obrzezani (nie wiem, nigdy nie
                        przyszlo mi do glowy, ze to moze miec jakies znaczenie, ale nagle
                        moze miec). I czy nie kojarzy sie Panu zle przyznawanie ludziom
                        praw do ziemi w zwiazku z ich wierzeniami? Bo mi tak. Owszem, ma
                        to wielowiekowa tradycje, ale ludzkosc wlasnie powoli z nia zrywa
                        i to chyba dobrze.

                        > > Na miejsce wyrzynanych Zydow i chrzescjn osiedlali sie
                        > muzulmanie ktorzy wraz
                        > > z najazdami na Izrael naplwyali.. Beduini to jeszcze inna
                        para
                        > kaloszy...
                        > > Turcy w tym wszystkim byli jeszcze najlepsi bo przesiedlali
                        > Zydow doceniajac
                        > > ich zdolnosci.

                        Tych chrzescijan to oni na poczatku wcale zbyt ochoczo nie
                        wyzynali, ale o tym juz pisalem. Owszem, wiele sie zmienilo,
                        odkad do Ziemi Swietej zawitali krzyzowcy z ich
                        "chrzescijanskimi" obyczajami.

                        > > Do ciekawszych faktow nalezy dodac ze przez ostatnie 300 lat
                        > najwieksza grupa
                        > > zamieszkujaca Jerusalem byli Zydzi a nie muzulmanie. Ze
                        slynny
                        > Meczet na
                        > > Tempel M. powstal w czetry lata po smierci Mahometa wiec nie
                        > mogl on byc
                        > > wymienony w Koranie - to nie o tym Meczecie pisal Mahomet.
                        > >
                        > > > Pokoj nam wszystkim. Takze Palestynczykom.
                        > >
                        > > z ty sie zgadzam
                        > >
                        > > Pozdrowienia
                        > > W.

                        Byly tez czasy, gdy Zydom wstep do Jerozolimy byl zakazany (albo
                        dozwolony tylko pare razy w roku, zeby zobaczyli, co stracili). I
                        co z tego? Czy to usprawiedliwia skrzetne zabiegi rzadu
                        izraelskiego i grup zydowskich, by wszelkimi srodkami wyrugowac
                        Arabow z Jerozolimy (od prostych zabiegow administracyjnych, po
                        konsekwentna polityke demograficzna i wykup domostw od Arabow)?

                        Nie bardzo widze sens dalszego prowadzenia tej rozmowy. Obaj
                        przedstawilismy swoje argumenty i najwyrazniej inne informacje
                        przyjmujemy do wiadomosci, a i z tych faktow, co do ktorych sie
                        zgadzamy, czesto odmienne wnioski wyciagamy.

                        Pozdrawiam
                      • Gość: wieslaw68 Drogi GOSCIU KONCOWO !!!! IP: *.cm-upc.chello.se 11.10.02, 09:32
                        Gość portalu: gosc napisał(a):

                        > A I. Rabina to Zyd w koncu zabil czy Arab? Z osadnikami
                        > zydowskimi tez nie rozmawialbym, jak z Panem, bo moglbym skonczyc
                        > z nozem plecach albo kulka w glowie.

                        Prosze Pan co mo chce Pan przez to powiedzic.. ze sa zydowscy fanatycy?
                        alez oczywsicie ze sa - ale ilu ich jest?

                        > Propaganda antyizraelska w
                        > srodkach nie przebiera, ale propaganda antymuzulmanska i
                        > antyarabska robi wode z mozgu wielu Izraelczykom, nawet
                        > wyksztalconym. Jeden taki dlugo mi tlumaczyl, jak to Arabowie
                        > szkodowali w Serbii. Myslalem wpierw, ze o najemnikow z ostatniej
                        > wojny chodzi, ale nie, szlo o Turkow. Rozmowca po namysle
                        > uwierzyl mi na slowo, ze Turcy z Arabami ani etnicznie, ani
                        > jezykowo wiele wspolnego nie maja, a potem z ulga dodal:
                        > "Ale to muzulmanie byli i kobiety gwalcili, prawda?". Ja nie
                        > twierdze, ze to rzad izraelski swymi rozporzadzeniami tak ludziom
                        > robi, ale jest to niepokojace.

                        Prosze Pana ani ja ani Izrael nie ponosi winy ze trafil sie Panu glupi
                        rozmowca. Skolei Izrael byl jednym z pierwszych Panstw ktore zadeklarowalo
                        pomoc dla Bosniackich muzulmanow. - dziwne nie - tego Pan w prasie nie
                        zobaczy. Faktem tez jest ze wsrod muzulmanow pojawila sie tam bojowki
                        mujahedin - ale co to ma wspolnego z Izraelem?

                        Poraz juz ostatni pisze - za sytuacje na Bliskim Wschodzie odpowiadaja Arabskie
                        Panstwa a nie USA czy Izrael.

                        W ostatnich miesiacach w jednej z glownych gazet w Sauda Arabi ukazal sie
                        bardzo uczony artykul pana z tytulem "doktor", bylego doradcy rodzinny
                        krolewskiej ktory obszernie opisywal znana nam sprawe "KREW NA MACE"

                        W roku 2002 gdy ludzie buduja dookola ziemska stacje kosmiczna, wybieraja
                        sie w podroz na Marsa istnieje kulturalne SREDNIOWIECZE !!!! We wszystkich
                        krajach arabskich 90% obywateli jest przekonana (dzieki arabskiej prasie)
                        ze atak na WTC zostal zorgnizowany przez Mosad i ze 4000 zydow nie przyszlo
                        tego dnia do pracy.

                        Eleganccy arabscy politycy gdy sie ich o te sprawy pyta w TV - nabieraja wody
                        w usta lub zmieniaja temat, ale nie robia kompletenie NIC aby ta sytuacje
                        w swych krajach zmienic. Nastepca tronu Arabi Saudyjskiej aby nie byc w tyle
                        za Sadamem rozdaje dolarowe czeki rodzinom samobojcow.

                        To jest ARABSKIE SREDNIOWIECZE !!! - ktore nie jest wina zachodu, USA, Izraela.
                        To jest ARABSKIE SREDNIOWIECZE !!! - nie jest klopotem USA czy Izraela. Panstwa
                        Arabskie maja wystarczajaco duzo pieniedzy aby wydzwignac swoje kraje na poziom
                        XXI wieku. Jak dlugo tego nie bedzie tak dlugo teroryzm i wojna na bliskim
                        wschodzie bedzie trwala.

                        Kolizja w Palestynie to nie tylko kolizja Arabow z Zydami... ale kolizja
                        kultury. Europejscy Zydzi znalezli sie oko w oko ze ludzmi z mentalnoscia
                        ze srednioweicza. Gdzie Arabski HONOR - nie zrozumialy kompletnie dla nas
                        na zachodzie jest wiecej wart niz zona i dzieci. Nikt znas nie moze sobie
                        wuobrazic aby ktos poswiecal swoje dzieci ... a jednak.

                        - Wojek gwalci siostrzenice - matka kupuje amunicje a brat morduje ta biedna
                        16'sto letnia Arabska dziewczyne w bo z hanbila HONOR rodziny.
                        Odsiedzial za to 3 miesiace wiezienia. Anno Domini 2000 - Jordania.

                        - W Szwecji podobne morderstwo rok temu !!!

                        - Dziewczyne oskarzona o bzdure - starszyzna wioski zbiorowo gwalci mloda
                        dziewczyne za kare Pakistan Anno Domini 2001.

                        - Talibanowie Afganistan, publiczne chlosty i bicie kobiet, publiczne egzekucje
                        na stadionie.

                        Jak pan mowi o islamie - to musi Pan pamietac ze to nie sa ci elegancko
                        ubrani Arabowie z Londysnkich sklepow ale wlasnie ci z arabskiego
                        "Sredniowiecza" - w Syri, Jordani, Egiptu.. Saud Arabi. Yemenu ..itd.

                        To sa partnerzy zachodu i izraela w rozmowach !!!! Widzi Pan tu jakas
                        wspolna plaszczyzne wartosci - bo ja nie - i dlatego nie mam zadnej
                        nadziei na szybki koniec tego konfliktu.. Europejska lewica ktora
                        kieruje tylko i wylacznie wlasna ekonomia - ceny na rope - plus grupy
                        mlodych i naiwnych entuzjastow - nie majacych zielonego pojecia o histori
                        tego konfliktu tylko zaostrzaja ten problem a nie zmniejszaja.

                        Arabscy wladcy musza wziac odpowiedzialnosc za swoich fanatykow ktorych
                        sami wychowali !!!!

                        Pozdrowienia
                        dziekuje za rozmowe.
                        Wieslaw
      • Gość: gosc Chyba nie wiesz, o czym piszesz IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 07.10.02, 16:39
        Gość portalu: Mrowa napisał(a):

        > Ja wiem, ze przy tak uczonych dysputach moj post wskazuje na
        poziom percepcji
        > zuczka gnojaczka, niemniej jednak: NIEZALENIE OD TEGO KTO MA
        RACJE, jak wedlug
        > szanownych dysputantow powinno wygladac ROZWIAZANIE konfliktu
        palestynskiego?
        > JA proponuje (po raz kolejny zreszta) co nastepuje -
        "ewakuacje" ludnosci
        > palestynskiej z Izraela do innego kraju arabskiego - Jordania
        chyba jest
        > najsensowniejsza. Ale nie taka jak sobie wyobraza Izreal -
        czyli Palestynczycy
        > wyjezdzaja ze sladem buta ponizej plecow. Raczej rozlozony na
        kilka lat proces
        > formowania w miare przyzwoitych osiedli palestynskich (za
        pieniadze Izraela +
        > moze cos od ONZ) oraz bezposrednia gratyfikacje Palestynczykom
        dobrowolnie
        > decydujacym sie na opuszczenie Izraela. Palestynczycy
        pozostajacy w Izrealu po
        > wyznaczonym okresie czasu powinni podpisac "deklaracje"
        lojalnosci wzgledem
        > Izraela. W rezultacie byloby to "kupienie" przez Izrael
        obecnych terytoriow
        > okupowanych. To nie musi byc zysk, ale to moze byc zlloty
        interes. Zuczek
        > gnojaczek czeka na opinie madrzejszych......

        Ja tam historykiem nie jestem ani specjalista od Bliskiego
        Wschodu, ale nie mam szczegolnych zludzen - Palestynczykow,
        ktorzy poszliby na taka oferte, wlasni rodacy rozszarpaliby na
        strzepy. Patent, o ktorym mowisz, w nieco innej wersji
        (wykupywanie domow, zwlaszcza w Jerozolimie), rozne grupy
        zydowskie (chyba z blogoslawienstwem rzadu) probuja stosowac od
        dluzszego czasu. Arabowie, ktorzy zgadzaja sie na taka
        propozycje, w najlepszym razie staja sie wyrzutkami spolecznymi,
        a dosc czesto sa przez spolecznosc arabska karani (z tego, co
        wiem, nierzadko smiercia). Pomijajac juz te wlasnie trudnosc,
        zauwaz, ze z moralnego punktu widzenia sytuacja przypomina
        przyjecie oferty gangstera, ktory proponuje Ci sprzedaz domu
        pstrykajac znaczaco zapalniczka, podczas gdy dookola dogasaja
        jeszcze zgliszcza innych zabudowan. Taka oferta mialaby pewien
        sens, gdyby nie wiszaca nad Palestynczykami grozba rozwiazania
        silowego. A w obecnym klimacie politycznym w ogole brzmi to
        calkiem utopijnie.
      • Gość: Mrowa Dzieki za opinie, czekam na nastepne IP: 12.6.221.* 07.10.02, 16:44
        To tylko propozycja do dyskusji - naprawde chce wiedziec....
        • bimi Re: Dzieki za opinie, czekam na nastepne 07.10.02, 17:36
          Gość portalu: Mrowa napisał(a):

          > To tylko propozycja do dyskusji - naprawde chce wiedziec....

          Moim zdaniem najuczciwsze było by, gdyby wszystkich Żydów do USA przesiedlić.
          Tzn. przenieśc po prostu Izrael do Ameryki Pólnocnej, albo zmienić nazmę USA na
          Izrael.

          Skończą się wtedy ich konflikty z sąsiadami (bo zdaje się na razie do Kanady
          ani Meksyku nic nie mają), przestaną mordować Amerykanów (bo sami się nimi
          staną) i sami Amerykanie tylko się ucieszą (bo kasa, którą oddają corocznie
          Izraelowi zostanie w kraju).
          • Gość: Mrowa Tia, wybitnie konstruktywne....[grymas] IP: 134.174.196.* 07.10.02, 17:43
            • bimi Sprawiedliwe i realne 07.10.02, 17:55
              Czyż nie te dwa kryteria są najważniejsze?

              Tylko, że Żydzi się pewnie na to nie zgodzą. Z tego samego powodu zresztą, z
              którego nie godzą się na te marne 3% Palestyny, o których wspomniałeś.

              Wniosek: Żydzi nie chcą pokoju - oni chcą Palestyny. Masz może jeszcze jakieś
              wątpliwości co do tego?
            • Gość: Gumisie Tak samo konstruktywne, jak Twój pomysł IP: *.client.attbi.com 07.10.02, 19:53
              Bimi zaproponował przesiedlenie Żydów do Ameryki, to chciałeś przesiedlać Palestyńczyków do Jordanii.
              Ja tu widzę pełną symetrię.
              A dla konstruktywności - oto moja propozycja: zrobić z Autonomii terytorium powiernicze W. Brytanii albo
              USA. Żydowscy wojacy wyjdą stamtąd ze śladem buta na tyłku (Palestyńczykom też się należy jakaś
              satysfakcja), ale w zamian Izrael będzie miał bezpieczne granice (popatrz na mapę). Przeprowadzona
              zostanie wymiana ludości (żydowscy osadnicy do Izraela, palestyńscy uchodźcy pozostają w Gazie i na
              Zachodnim Brzegu - odszkodowania dla obu stron pozwolą ucywilizować ten proces). I mamy pokój na
              Bliskim Wschodzie.
              • Gość: Mrowa Re: Tak samo konstruktywne, jak Twój pomysł IP: 134.174.196.* 07.10.02, 20:54
                Tia, tez nad tym myslalem. Dwa ale - ani W. Brytania ani USA nie maja ZADNEGO
                zysku z takiego rozwiazania. Po prostu wetkna palce miedzy drzwi i tyle. Po
                drugie - Izrael skazuje sie na odciecie od slodkich wod Jordanu - rownie dobrze
                juz moga sobie sznur z petla krecic. Palestynczycy pewnie byliby zadowoleni,
                ale nie wiadomo czy nadal nie czuliby sie okupowani...
                A nieco parafrazujac - jest to metoda proponowana Polsce przez Jana Pietrzaka
                jako terapia naszego kryzysu lat 80-tych: "wywolac wojne Ameryce - poddac sie
                nastepnego dnia", :)
      • Gość: +++Ignorant Nie do Ciebie ale do wniosków z tego wątku.... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 07.10.02, 17:53
    • Gość: Luki Taaaak. Takie artykuly sa na pewno potrzebne ... IP: 141.63.88.* 08.10.02, 09:20
      Taaaak. Takie artykuly sa na pewno potrzebne - ale nie nalezy zapominac, ze
      naswietlaja jedynie NIEKTORE fakty, a przemilczaja inne. Pozostaje tylko miec
      nadzieje, ze w podobnym tonie, jak o "syjonistycznej propagandzie", wkrotce GW
      napisze o "palestynskiej/arabskiej propagandzie". Dla rownowagi i symetrii. A
      panu Rapackiemu prosze nie zarzucac antysemityzmu - co najwyzej sklonnosci
      lewicowe. A takich wszedzie duzo - i w Polsce, i w Izraelu. :-)

      pozdrowienia, Luki
      • Gość: gosc Re: Taaaak. Takie artykuly sa na pewno potrzebne IP: 2.2.64.* / *.math.missouri.edu 08.10.02, 19:59
        Gość portalu: Luki napisał(a):

        > Taaaak. Takie artykuly sa na pewno potrzebne - ale nie nalezy
        zapominac, ze
        > naswietlaja jedynie NIEKTORE fakty, a przemilczaja inne.
        Pozostaje tylko miec
        > nadzieje, ze w podobnym tonie, jak o "syjonistycznej
        propagandzie", wkrotce GW
        > napisze o "palestynskiej/arabskiej propagandzie". Dla rownowagi
        i symetrii.

        Tez slusznie. Zreszta mam wrazenie, ze w Polsce akurat propagandy
        antyzydowskiej jest wiecej (i to nie tylko w szmatlawych
        broszurkach).

        A
        > panu Rapackiemu prosze nie zarzucac antysemityzmu - co najwyzej
        sklonnosci
        > lewicowe. A takich wszedzie duzo - i w Polsce, i w Izraelu. :-)
        >
        > pozdrowienia, Luki

        Tego tak do konca nie rozumiem. Czy to, ze np. wierzy sie w fakt,
        iz w 1948 roku doszlo w Palestynie do masowej (i raczej planowej
        niz przypadkowej) czystki etnicznej, jest sklonnoscia lewicowa?
        Chyba tylko w tym sensie, w jakim swego czasu wiara w to, ze
        Ziemia jest kula i krazy wokol Slonca, byla uwazana za sklonnosc
        heretycka. Jesli tak, to tez jestem lewicowcem, co przyjmuje z
        pewnym zdziwieniem. Cytowani "nowi historycy" izraelscy pewnie sa
        istotnie lewicowcami izraelskimi; fakty natomiast z natury swojej
        sa prawdziwe lub falszywe, nie zas lewicowe lub prawicowe.
        Notabene podejrzewam, ze tezy owych historykow sa "nowe" glownie
        dla Izraelczykow.

        • Gość: wieslaw68 Do PANA - GOSC - ODOPOWIEDZ IP: *.cm-upc.chello.se 11.10.02, 00:34
          Gość portalu: gosc napisał(a):

          > Tego tak do konca nie rozumiem. Czy to, ze np. wierzy sie w fakt,
          > iz w 1948 roku doszlo w Palestynie do masowej (i raczej planowej
          > niz przypadkowej) czystki etnicznej, jest sklonnoscia lewicowa?

          Znowu pisze Pan cos na co nie ma Pan zadnych dowodow.
          Nazwijmy to "ucieczka" Arabow z terenow obecnego Izraela ma klika skladnikow:

          a) przed zaczenciem dzialan militranych przeciwko Izraelowi
          panstwa Arabskie same wezwaly Arabska ludnosc aby oposcila
          teren walki - Izrael.

          b) Duza czes uciekla na skutek dzialan wojennych bez zadnego nacisku
          ani ze strony Izraela ani Arabskich Panstw.

          c) kiedy zauwazono masowa ucieczke Arabow czesc izraelskich oddzialow
          zaczela swiadomie wypedzac Arabow.

          Sumujac najwieksza czesc Arabow oposcila teren izraela z powodow ujetych
          w punkcie a i b. Najmniejsza z powdu nacisku ze strony izraelskich oddzialow.

          > Chyba tylko w tym sensie, w jakim swego czasu wiara w to, ze
          > Ziemia jest kula i krazy wokol Slonca, byla uwazana za sklonnosc
          > heretycka. Jesli tak, to tez jestem lewicowcem, co przyjmuje z
          > pewnym zdziwieniem. Cytowani "nowi historycy" izraelscy pewnie sa
          > istotnie lewicowcami izraelskimi; fakty natomiast z natury swojej
          > sa prawdziwe lub falszywe, nie zas lewicowe lub prawicowe.
          > Notabene podejrzewam, ze tezy owych historykow sa "nowe" glownie
          > dla Izraelczykow.

          Znowu nie ma Pan racji. Lewicowa klamliwa propaganda epoki stalina i gomulki
          zmienila sie i np. w okresie poznego Gierka i Jaruzelskiego juz nie klamala,
          ale tak jak Pan Rapacki za mloda izraelska lewica - POMIJALA - swiadomie
          - fitrowala pewne fakty. Zreszta cala europejska prasa, ktora w ostatnich
          czasach przezywa renesans socjalistycznych idei jest tego najlepszym
          przykladem.

          Dlatego tez znajdzie Pan w lewicowej europejskiej prasie wzmianki o Sharonie
          oraz o chrzescijanskich masakrach w Sabra i Shatila, ale niz znajdzie Pan
          wzmianki o tym ze pierwsza ingerencja Izraela mial swoje miejsce dopiero w
          1978 roku, dwa lata po tym jak Syria weszla do Libanu aby ukrucic arafatowska
          "rewolucje".

          Ze od 1970 roku do 1975 roku arafatowskiej-libanskiej rewolucji zamordowano
          okolo 40 000 libanskich chrzescijan. Ze gdy w 1983 roku (druga ingerencja)
          Izrael podszedl az pod Bejrut. Niekoronowanmym gubernatorem Bejturu nie byl
          libanczyk ale imc Arafat (uwaga) a porzadku pilnowala nie Libanska Armia
          czy policja, ale goscie Libanu - Palestynczycy- PLO, Bejrut zas lezal w ruinach.
          Ze pan Arafat po probie puczu w Jordani, zniszczeniu kompletnie 10'cioletnia
          wojna Libanu zostal z tego Libanu tak jak z Jordani na zbita morde wyrzucony !!!

          Pozdrowienia
          W.
          • werw W czym rzecz? 11.10.02, 09:41
            O co chodzi z tą ucieczką/wypędzeniem? Nie dajmy się zwariować: ktos kto
            wywołał zawieruche nie ma prawa spodziewać się jakiejkolwiek rekompensaty, to
            chyba oczywiste. To i tak minimalna kara za wojnę. Nawet jeśli część wyrzucono,
            to moim zdaniem za mało - o wiele mniej byłoby teraz problemów.

            W całym zamieszaniu chodzi prawdopodobnie o jakąś nędzną akademicką karierkę
            gościa który na tej hecy usiłuje wypłynąć. Takie czasy, opłaca się głośno
            krzyczeć, nieważne co.
    • Gość: Rafal Re: ignorncja Ave IP: proxy / 10.50.4.* 10.10.02, 10:59
      Drogi Wieslawie,

      o ile nie mam opini nt antysemityzmu czy tez jego braku w
      artykule, o tyle wydaje mi, ze jak komus zarzucasz ignorancje i
      zbytnio pewnosc siebie, to sam nie mozesz z gory zakladac, iz
      jezeli komentarz Ave jest pozytywny to artykul MUSI byc
      antysemicki. w tym przypadku ani nie roznisz sie od niego, ani
      od upartych obu stron konfliktu
      • Gość: wieslaw68 IGNORANCJA AVE - ODPOWIEDZ IP: *.cm-upc.chello.se 10.10.02, 22:25
        Gość portalu: Rafal napisał(a):

        > Drogi Wieslawie,

        > o ile nie mam opini nt antysemityzmu czy tez jego braku w
        > artykule, o tyle wydaje mi, ze jak komus zarzucasz ignorancje i
        > zbytnio pewnosc siebie, to sam nie mozesz z gory zakladac, iz
        > jezeli komentarz Ave jest pozytywny to artykul MUSI byc
        > antysemicki. w tym przypadku ani nie roznisz sie od niego, ani
        > od upartych obu stron konfliktu

        Drogi Panie - znam osobnika Ave nie tylko z komentarza do tego artykulu.
        Jezeli jakis Zyd przypadkiem rozdepcze gdzies zabe a Ave sie o tym dowie
        rozedrze sie niechybnie ze Zydzi niszcza nam resztki natury swiata.

        Sam artykul tak jak powiedzialem jest dla mnie tym samym co praca Ratajczaka
        o rewizjonistach. Ze osobnik Ave pojawi sie tu komentujac bylo to zgory
        na 100% pewne.

        Jezeli chodzi o ignorancje Ave. to bylem nie raz swiadkiem dyskusji tego
        osobnika na wlasnie zydowskie tematy. czerpie on naogol swoja wiedze(sam podal)
        z ksiazki wydanej (uwaga) w 1943 roku o Zydach. Zostal za to wielokrotnie
        nie tylko przezemnie ale przez inncy ludzi (na histori) wysmiany. Nie wzialem
        wiec mojej opini zupelnie z powietrza. Ave juz pisal wiele - miedzy innymi
        udowadnial ze zrodlem hiteryzmu byl Talmud - ale fakt ze hitlerowskie proporce
        i defilady tak bardzo przypominaly rzymski, za nic nie chcial sie do
        swiadomosci "Ave" przyczepic.


        Nie uwazam aby ten osobnik wogole zalugiwal na uwage. To klasyczny przyklad
        antysemity ktory ma zydowska fobie - powinno sie go leczyc.

        W.
        • titus_flavius Re: IGNORANCJA AVE - ODPOWIEDZ 11.10.02, 08:23
          > Jezeli chodzi o ignorancje Ave. to bylem nie raz swiadkiem dyskusji tego
          > osobnika na wlasnie zydowskie tematy. czerpie on naogol swoja wiedze(sam
          podal)
          > z ksiazki wydanej (uwaga) w 1943 roku o Zydach. Zostal za to wielokrotnie

          Ave,
          Jak zwykle przeinaczasz fakty. Książka Konecznego była ukończona w
          1943r.Została zaś wydana po raz pierwszy w Londynie.
          Koneczny zaś był profesorem Uniwersytetu Wileńskiego i uznanym historykiem.
          T.
          • Gość: wieslaw68 Re: IGNORANCJA AVE - ODPOWIEDZ IP: *.cm-upc.chello.se 11.10.02, 09:36
            titus_flavius napisał:


            > Ave,
            > Jak zwykle przeinaczasz fakty. Książka Konecznego była ukończona w
            > 1943r.Została zaś wydana po raz pierwszy w Londynie.
            > Koneczny zaś był profesorem Uniwersytetu Wileńskiego i uznanym historykiem.

            Uznawanym przed WWII ale nie dzis.

            Uznawana teorja przed WWII byly Ksiegi Medrcow Syionu - dzis wszyscy wiedza
            ze to falszywka carskiej policji. Wszyscy poza toba.
            • titus_flavius Re: IGNORANCJA AVE - ODPOWIEDZ 17.11.02, 09:32
              Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):

              > Uznawana teorja przed WWII byly Ksiegi Medrcow Syionu - dzis wszyscy wiedza
              > ze to falszywka carskiej policji. Wszyscy poza toba.

              Ave,
              Koneczny pisze o Protokołach. Jego zdaniem, to był produkt inspirowany przez
              Ochranę, ale napisany przez żydów, którzy świetnie znali Talmud, na zlecenie
              Ochrany.
              Nadmieniam, że nigdzie nie spotkałem się z krytyką Konecznego, a sam wielki
              Toynbee, największy historyk angielski XXw., pisał przedmowy do angielskich
              wydać dzieł Konecznego.
              T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 03.11.02, 19:24
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
    • titus_flavius Przedruk I 09.11.02, 18:37
      Izraelskie spory




      Arabscy uchodźcy z Palestyny, listopad 1948 r.
      fot. AP



      Marek Rapacki 04-10-2002

      Dramatyczna sytuacja na Bliskim Wschodzie zaostrzyła spór historyków
      izraelskich o przeszłość ich państwa i prawowitość jego istnienia na Bliskim
      Wschodzie - pisze Marek Rapacki

      Czy w dniu, kiedy czytacie państwo te słowa, konflikt bliskowschodni będzie
      akurat w fazie nadziei, choćby i nikłej, czy też - wyostrzonego bólu i dramatu?
      Nie dało się tego odgadnąć nawet w przededniu ich publikacji. Bo kolejny
      skuteczny zamach palestyński - a wraz z nim kolejny odwet izraelski i
      zablokowanie prób zakończenia wojny - mógł się zdarzyć późnym wieczorem, w nocy
      lub o siódmej rano. Natomiast wiadomo z całą pewnością, że konflikt będzie się
      znajdował w jednej z tych faz, następujących niezmiennie jedna po drugiej jak w
      błędnym kole.

      Każde błędne koło ma jednak gdzieś swój początek. W przypadku Bliskiego Wschodu
      mówi się czasem o "grzechu pierworodnym" Państwa Izrael - to znaczy nie tylko o
      warunkach, w których się narodziło i które skazały je na wieczne zmagania z
      sąsiadami, lecz również o błędach, których można było uniknąć. Dyskusje na ten
      temat trwają od wielu lat i sam fakt, że mimo wszystko trwają, niesie źdźbło
      optymizmu, bo mogą się przyczynić do znalezienia kiedyś przez izraelskich Żydów
      wspólnego języka z Palestyńczykami i szerzej - ze światem arabskim.

      Od 1986 r. toczył się w Niemczech głośny spór historyków o źródła nazizmu -
      pozwolił on lepiej zrozumieć przeszłość i rzetelniej zapisać ją w świadomości
      zbiorowej. Podobnie spór historyków izraelskich zachwiał pewnikami, którymi
      żywiło się społeczeństwo i które brała za punkt wyjścia - a w znacznym stopniu
      wciąż bierze - izraelska polityka. Rozgorzał on pod koniec lat 80. za sprawą
      kilku autorów, których nazwano nowymi historykami. Pod adresem dotychczasowych
      padły zarzuty, że nie byli prawdziwymi badaczami, że służyli edukacji
      społecznej, współtworzyli zmitologizowany i zideologizowany obraz przeszłości -
      "mitologię u podstaw" dającą oparcie psychiczne i argumenty narodowi żyjącemu
      w poczuciu stałego zagrożenia.

      Na początku był mit

      Ów tradycyjny obraz, szeroko znany z takich przekazów jak powieść Leona
      Urisa "Exodus" (przeniesiona na ekran w Ameryce) o legendarnej tułaczce paru
      tysięcy ludzi ocalonych z Holocaustu na brytyjskim statku do Ziemi Obiecanej,
      przedstawiał się mniej więcej tak: osadnictwo żydowskie w Palestynie, z
      inspiracji syjonistycznych - od lat 20. XX w. - i wcześniejsze, rozwijało się
      na ziemiach na wpół pustynnych zamieszkanych przez nieliczną ludność, w dużej
      części koczowniczą (Beduinów), której osadnicy przynieśli dobrodziejstwa
      cywilizacji. Z czasem te dobrodziejstwa, ogrody wyczarowywane ciężką pracą na
      pustyni, przyciągnęły liczniejszą populację muzułmańską, wobec której Żydzi
      mieli pełnić funkcję starszych braci.

      Ich dobra wola miała jednak natrafić na nieprzejednany opór przywódców
      arabskich w samej Palestynie i w państwach sąsiednich. Wobec tego syjoniści nie
      mieli wyboru i musieli przyjąć koncepcję "stalowego muru" sformułowaną jeszcze
      w latach 20. XX w. przez Włodzimierza Żabotyńskiego uważanego za prekursora
      izraelskiej prawicy, ale w praktyce przyjętą także przez socjaldemokratów
      stojących na czele ruchu syjonistycznego. Zakładała ona, że postępy kolonizacji
      możliwe są tylko z pozycji siły. Wszelkie próby dogadywania się z Arabami były
      w myśl tej teorii skazane na niepowodzenie.

      Natychmiast po proklamowaniu niepodległości Izraela (14 maja 1948 r.) wojska
      sąsiednich państw arabskich wkroczyły przeważającymi siłami na jego terytorium.
      Całkowicie osamotnione młode państwo - głosiła owa obowiązująca wersja
      wydarzeń - zwyciężyło tylko dzięki wyjątkowemu bohaterstwu swoich bojowników i
      geniuszowi dowódców. Wrogowie nie dali jednak za wygraną i po to, by stworzyć
      zarzewie nowych konfliktów, a także wywołać niechęć do Izraela na Zachodzie,
      przekonali Palestyńczyków, że nie mogą się czuć bezpieczni, i wezwali ich do
      ucieczki. Nie dość, że sprowokowali masową emigrację, to jeszcze nie chcieli
      stworzyć uchodźcom normalnych warunków w swoich państwach. Celowo zgromadzili
      ich w upokarzających warunkach - w obozach, które stały się ogniskami
      nienawiści i wylęgarniami terroryzmu. Natomiast rządy izraelskie od samego
      początku marzyły o trwałych regulacjach pokojowych.

      Oczywiście ten uproszczony obraz wzbudzał różne wątpliwości, był komplikowany i
      niuansowany, ale w zasadniczych liniach przyjmowany przez większość
      Izraelczyków i ich przyjaciół. I właściwie nie mogło być inaczej - tłumaczył
      niedawno na łamach "Le Monde" izraelski filozof i publicysta Zeev Sternhella. -
      Syjonizm czerpał swoją legitymację, swoje prawo moralne z tradycji religijnej i
      mistyki narodowej. Trzeba było konsolidacji nowoczesnego państwa izraelskiego,
      jego rozwoju nieuchronnie pociągającego za sobą liberalizację stosunków
      wewnętrznych; trzeba było wejścia w dorosłe życie trzeciej i czwartej generacji
      Izraelczyków (licząc od początku żydowskiego osadnictwa w Palestynie), "by
      załamał się jednowymiarowy syjonizm dawnych czasów. By ujawniły się tendencje
      indywidualistyczne i by aspiracje osoby ludzkiej do swobodnego samookreślenia
      zaczęły przeważać nad dyktatem historii i prastarych kamieni. Izrael z wolna i
      z wahaniami wkroczył w epokę naznaczoną dziedzictwem przełomu oświeceniowego".

      Tak mniej więcej przedstawiało się tło wystąpienia "nowych historyków". Swoimi
      twierdzeniami mocno zbulwersowali oni izraelską opinię publiczną, nie mówiąc o
      klasie politycznej, tym bardziej że poglądy zbieżne z tezami publicystów
      arabskich - zwłaszcza w ocenie przyczyn masowego uchodźstwa palestyńskiego -
      głosili przedtem w Izraelu jedynie propagandyści słabiutkiej tam prosowieckiej
      Partii Komunistycznej i radykalnie lewicowi syjoniści z ugrupowania Mapam.

      Simha Flapan, Tom Segev, Avi Shlaim, Ilan Pappe i paru innych, a jako pierwszy
      Benny Morris, autor wydanej w 1989 r. książki "The Birth of the Palestinian
      Refugee Problem 1947-1949" ("U źródeł kwestii uchodźców palestyńskich")
      przyjętej początkowo jako niebywały skandal, sięgnęli do archiwów krajowych i
      zagranicznych, do druków sprzed 40 i więcej lat, niektórzy również do opracowań
      arabskich. I doszli do wniosku, że między pierwotnymi założeniami i aspiracjami
      ruchu syjonistycznego a ich realizacją - kosztem arabskiej ludności Palestyny -
      zaistniała głęboka sprzeczność.

      Ludne i świadome

      W okresie narodzin Państwa Izrael na terytorium brytyjskiego mandatu Palestyny
      żyło ok. 1 mln 250 tys. Arabów i dwa razy mniej Żydów. Ale jeszcze przedtem,
      zanim Żydzi zaczęli napływać masowo, trudno było tam znaleźć kawałek ziemi,
      który nadawałby się do uprawy, a nie był uprawiany - pisze historyk Georges
      Benoussan w monumentalnym dziele "Intelektualna i polityczna historia
      syjonizmu". Palestyńscy Arabowie stanowili społeczeństwo zorganizowane, prężne
      demograficznie, nieźle prosperujące i obdarzone świadomością narodową, którą
      mandat brytyjski i imigracja żydowska wyraźnie umocniły. "Jednak Zachód tego
      nie rozumiał, nie doceniał aspiracji arabskich i nie liczył się z faktem, że
      dla Palestyńczyków żydowscy przybysze mogli być kimś w rodzaju kolonizatorów".

      I trudno się było Palestyńczykom dziwić - jak pisał w 1987 r. Simha Flapan,
      gdyż "syjonistyczna wizja [przyszłości] nie pozostawiała zbyt wiele miejsca na
      aspiracje arabskie. (...) W odczuciu większości Żydów z Palestyny arabscy
      Palestyńczycy zawsze stanowili balast na marginesie społeczeństwa żydowskiego".
      Odgrodzono się od nich "stalowym murem", nie wykorzystując w ciągu wielu lat
      poprzedzających proklamowanie Izraela szans na porozumienie z umiarkowanymi
      politykami arabskimi czy też rozgrywanie różnic w świecie islamu.

      Przywódcy żydowscy zaczęli się liczyć z obecnością Palestyńczyków dopiero
      wtedy, gdy
      • titus_flavius Re: Przedruk I 13.01.03, 08:30
        titus_flavius napisał:

        ) Izraelskie spory
        )
        )
        )
        )
        ) Arabscy uchodźcy z Palestyny, listopad 1948 r.
        ) fot. AP
        )
        )
        )
        ) Marek Rapacki 04-10-2002
        )
        ) Dramatyczna sytuacja na Bliskim Wschodzie zaostrzyła spór historyków
        ) izraelskich o przeszłość ich państwa i prawowitość jego istnienia na Bliskim
        ) Wschodzie - pisze Marek Rapacki
        )
        ) Czy w dniu, kiedy czytacie państwo te słowa, konflikt bliskowschodni będzie
        ) akurat w fazie nadziei, choćby i nikłej, czy też - wyostrzonego bólu i
        dramatu?
        )
        ) Nie dało się tego odgadnąć nawet w przededniu ich publikacji. Bo kolejny
        ) skuteczny zamach palestyński - a wraz z nim kolejny odwet izraelski i
        ) zablokowanie prób zakończenia wojny - mógł się zdarzyć późnym wieczorem, w
        nocy
        )
        ) lub o siódmej rano. Natomiast wiadomo z całą pewnością, że konflikt będzie
        się
        ) znajdował w jednej z tych faz, następujących niezmiennie jedna po drugiej jak
        w
        )
        ) błędnym kole.
        )
        ) Każde błędne koło ma jednak gdzieś swój początek. W przypadku Bliskiego
        Wschodu
        )
        ) mówi się czasem o "grzechu pierworodnym" Państwa Izrael - to znaczy nie tylko
        o
        )
        ) warunkach, w których się narodziło i które skazały je na wieczne zmagania z
        ) sąsiadami, lecz również o błędach, których można było uniknąć. Dyskusje na
        ten
        ) temat trwają od wielu lat i sam fakt, że mimo wszystko trwają, niesie źdźbło
        ) optymizmu, bo mogą się przyczynić do znalezienia kiedyś przez izraelskich
        Żydów
        )
        ) wspólnego języka z Palestyńczykami i szerzej - ze światem arabskim.
        )
        ) Od 1986 r. toczył się w Niemczech głośny spór historyków o źródła nazizmu -
        ) pozwolił on lepiej zrozumieć przeszłość i rzetelniej zapisać ją w świadomości
        ) zbiorowej. Podobnie spór historyków izraelskich zachwiał pewnikami, którymi
        ) żywiło się społeczeństwo i które brała za punkt wyjścia - a w znacznym
        stopniu
        ) wciąż bierze - izraelska polityka. Rozgorzał on pod koniec lat 80. za sprawą
        ) kilku autorów, których nazwano nowymi historykami. Pod adresem
        dotychczasowych
        ) padły zarzuty, że nie byli prawdziwymi badaczami, że służyli edukacji
        ) społecznej, współtworzyli zmitologizowany i zideologizowany obraz
        przeszłości -
        ) "mitologię u podstaw" dającą oparcie psychiczne i argumenty narodowi
        żyjącemu
        ) w poczuciu stałego zagrożenia.
        )
        ) Na początku był mit
        )
        ) Ów tradycyjny obraz, szeroko znany z takich przekazów jak powieść Leona
        ) Urisa "Exodus" (przeniesiona na ekran w Ameryce) o legendarnej tułaczce paru
        ) tysięcy ludzi ocalonych z Holocaustu na brytyjskim statku do Ziemi Obiecanej,
        ) przedstawiał się mniej więcej tak: osadnictwo żydowskie w Palestynie, z
        ) inspiracji syjonistycznych - od lat 20. XX w. - i wcześniejsze, rozwijało się
        ) na ziemiach na wpół pustynnych zamieszkanych przez nieliczną ludność, w dużej
        ) części koczowniczą (Beduinów), której osadnicy przynieśli dobrodziejstwa
        ) cywilizacji. Z czasem te dobrodziejstwa, ogrody wyczarowywane ciężką pracą na
        ) pustyni, przyciągnęły liczniejszą populację muzułmańską, wobec której Żydzi
        ) mieli pełnić funkcję starszych braci.
        )
        ) Ich dobra wola miała jednak natrafić na nieprzejednany opór przywódców
        ) arabskich w samej Palestynie i w państwach sąsiednich. Wobec tego syjoniści
        nie
        )
        ) mieli wyboru i musieli przyjąć koncepcję "stalowego muru" sformułowaną
        jeszcze
        ) w latach 20. XX w. przez Włodzimierza Żabotyńskiego uważanego za prekursora
        ) izraelskiej prawicy, ale w praktyce przyjętą także przez socjaldemokratów
        ) stojących na czele ruchu syjonistycznego. Zakładała ona, że postępy
        kolonizacji
        )
        ) możliwe są tylko z pozycji siły. Wszelkie próby dogadywania się z Arabami
        były
        ) w myśl tej teorii skazane na niepowodzenie.
        )
        ) Natychmiast po proklamowaniu niepodległości Izraela (14 maja 1948 r.) wojska
        ) sąsiednich państw arabskich wkroczyły przeważającymi siłami na jego
        terytorium.
        )
        ) Całkowicie osamotnione młode państwo - głosiła owa obowiązująca wersja
        ) wydarzeń - zwyciężyło tylko dzięki wyjątkowemu bohaterstwu swoich bojowników
        i
        ) geniuszowi dowódców. Wrogowie nie dali jednak za wygraną i po to, by stworzyć
        ) zarzewie nowych konfliktów, a także wywołać niechęć do Izraela na Zachodzie,
        ) przekonali Palestyńczyków, że nie mogą się czuć bezpieczni, i wezwali ich do
        ) ucieczki. Nie dość, że sprowokowali masową emigrację, to jeszcze nie chcieli
        ) stworzyć uchodźcom normalnych warunków w swoich państwach. Celowo zgromadzili
        ) ich w upokarzających warunkach - w obozach, które stały się ogniskami
        ) nienawiści i wylęgarniami terroryzmu. Natomiast rządy izraelskie od samego
        ) początku marzyły o trwałych regulacjach pokojowych.
        )
        ) Oczywiście ten uproszczony obraz wzbudzał różne wątpliwości, był komplikowany
        i
        )
        ) niuansowany, ale w zasadniczych liniach przyjmowany przez większość
        ) Izraelczyków i ich przyjaciół. I właściwie nie mogło być inaczej - tłumaczył
        ) niedawno na łamach "Le Monde" izraelski filozof i publicysta Zeev
        Sternhella. -
        )
        ) Syjonizm czerpał swoją legitymację, swoje prawo moralne z tradycji religijnej
        i
        )
        ) mistyki narodowej. Trzeba było konsolidacji nowoczesnego państwa
        izraelskiego,
        ) jego rozwoju nieuchronnie pociągającego za sobą liberalizację stosunków
        ) wewnętrznych; trzeba było wejścia w dorosłe życie trzeciej i czwartej
        generacji
        )
        ) Izraelczyków (licząc od początku żydowskiego osadnictwa w Palestynie), "by
        ) załamał się jednowymiarowy syjonizm dawnych czasów. By ujawniły się tendencje
        ) indywidualistyczne i by aspiracje osoby ludzkiej do swobodnego samookreślenia
        ) zaczęły przeważać nad dyktatem historii i prastarych kamieni. Izrael z wolna
        i
        ) z wahaniami wkroczył w epokę naznaczoną dziedzictwem przełomu oświeceniowego".
        )
        ) Tak mniej więcej przedstawiało się tło wystąpienia "nowych historyków".
        Swoimi
        ) twierdzeniami mocno zbulwersowali oni izraelską opinię publiczną, nie mówiąc
        o
        ) klasie politycznej, tym bardziej że poglądy zbieżne z tezami publicystów
        ) arabskich - zwłaszcza w ocenie przyczyn masowego uchodźstwa palestyńskiego -
        ) głosili przedtem w Izraelu jedynie propagandyści słabiutkiej tam
        prosowieckiej
        ) Partii Komunistycznej i radykalnie lewicowi syjoniści z ugrupowania Mapam.
        )
        ) Simha Flapan, Tom Segev, Avi Shlaim, Ilan Pappe i paru innych, a jako
        pierwszy
        ) Benny Morris, autor wydanej w 1989 r. książki "The Birth of the Palestinian
        ) Refugee Problem 1947-1949" ("U źródeł kwestii uchodźców palestyńskich")
        ) przyjętej początkowo jako niebywały skandal, sięgnęli do archiwów krajowych i
        ) zagranicznych, do druków sprzed 40 i więcej lat, niektórzy również do
        opracowań
        )
        ) arabskich. I doszli do wniosku, że między pierwotnymi założeniami i
        aspiracjami
        )
        ) ruchu syjonistycznego a ich realizacją - kosztem arabskiej ludności
        Palestyny -
        )
        ) zaistniała głęboka sprzeczność.
        )
        ) Ludne i świadome
        )
        ) W okresie narodzin Państwa Izrael na terytorium brytyjskiego mandatu
        Palestyny
        ) żyło ok. 1 mln 250 tys. Arabów i dwa razy mniej Żydów. Ale jeszcze przedtem,
        ) zanim Żydzi zaczęli napływać masowo, trudno było tam znaleźć kawałek ziemi,
        ) który nadawałby się do uprawy, a nie był uprawiany - pisze historyk Georges
        ) Benoussan w monumentalnym dziele "Intelektualna i polityczna historia
        ) syjonizmu". Palestyńscy Arabowie stanowili społeczeństwo zorganizowane,
        prężne
        ) demograficznie, nieźle prosperujące i obdarzone świadomością narodową, którą
        ) mandat brytyjski i imigracja żydowska wyraźnie umocniły. "Jednak Zachód tego
        ) nie rozumiał, nie doceniał aspiracji arabskich i nie liczył się z faktem, że
        ) dla Palestyńczyków żydowscy przybysze mogli być kimś w rodzaju kolonizatorów".
        )
        ) I trudno się było Palestyńczykom dziwić - jak pisał w 1987 r. Simha Flapan,
        ) gdyż "syjonistyczna wizja [przyszłości] nie pozostawiała zbyt wiele miejsca
        na
        ) aspiracje arabskie. (...) W odczuciu większości Żydów z Pale
      • titus_flavius Poczytajcie o powstaniu Izraela! 22.01.03, 10:50
        titus_flavius napisał:

        ) Izraelskie spory
        )
        )
        )
        )
        ) Arabscy uchodźcy z Palestyny, listopad 1948 r.
        ) fot. AP
        )
        )
        )
        ) Marek Rapacki 04-10-2002
        )
        ) Dramatyczna sytuacja na Bliskim Wschodzie zaostrzyła spór historyków
        ) izraelskich o przeszłość ich państwa i prawowitość jego istnienia na Bliskim
        ) Wschodzie - pisze Marek Rapacki
        )
        ) Czy w dniu, kiedy czytacie państwo te słowa, konflikt bliskowschodni będzie
        ) akurat w fazie nadziei, choćby i nikłej, czy też - wyostrzonego bólu i
        dramatu?
        )
        ) Nie dało się tego odgadnąć nawet w przededniu ich publikacji. Bo kolejny
        ) skuteczny zamach palestyński - a wraz z nim kolejny odwet izraelski i
        ) zablokowanie prób zakończenia wojny - mógł się zdarzyć późnym wieczorem, w
        nocy
        )
        ) lub o siódmej rano. Natomiast wiadomo z całą pewnością, że konflikt będzie
        się
        ) znajdował w jednej z tych faz, następujących niezmiennie jedna po drugiej jak
        w
        )
        ) błędnym kole.
        )
        ) Każde błędne koło ma jednak gdzieś swój początek. W przypadku Bliskiego
        Wschodu
        )
        ) mówi się czasem o "grzechu pierworodnym" Państwa Izrael - to znaczy nie tylko
        o
        )
        ) warunkach, w których się narodziło i które skazały je na wieczne zmagania z
        ) sąsiadami, lecz również o błędach, których można było uniknąć. Dyskusje na
        ten
        ) temat trwają od wielu lat i sam fakt, że mimo wszystko trwają, niesie źdźbło
        ) optymizmu, bo mogą się przyczynić do znalezienia kiedyś przez izraelskich
        Żydów
        )
        ) wspólnego języka z Palestyńczykami i szerzej - ze światem arabskim.
        )
        ) Od 1986 r. toczył się w Niemczech głośny spór historyków o źródła nazizmu -
        ) pozwolił on lepiej zrozumieć przeszłość i rzetelniej zapisać ją w świadomości
        ) zbiorowej. Podobnie spór historyków izraelskich zachwiał pewnikami, którymi
        ) żywiło się społeczeństwo i które brała za punkt wyjścia - a w znacznym
        stopniu
        ) wciąż bierze - izraelska polityka. Rozgorzał on pod koniec lat 80. za sprawą
        ) kilku autorów, których nazwano nowymi historykami. Pod adresem
        dotychczasowych
        ) padły zarzuty, że nie byli prawdziwymi badaczami, że służyli edukacji
        ) społecznej, współtworzyli zmitologizowany i zideologizowany obraz
        przeszłości -
        ) "mitologię u podstaw" dającą oparcie psychiczne i argumenty narodowi
        żyjącemu
        ) w poczuciu stałego zagrożenia.
        )
        ) Na początku był mit
        )
        ) Ów tradycyjny obraz, szeroko znany z takich przekazów jak powieść Leona
        ) Urisa "Exodus" (przeniesiona na ekran w Ameryce) o legendarnej tułaczce paru
        ) tysięcy ludzi ocalonych z Holocaustu na brytyjskim statku do Ziemi Obiecanej,
        ) przedstawiał się mniej więcej tak: osadnictwo żydowskie w Palestynie, z
        ) inspiracji syjonistycznych - od lat 20. XX w. - i wcześniejsze, rozwijało się
        ) na ziemiach na wpół pustynnych zamieszkanych przez nieliczną ludność, w dużej
        ) części koczowniczą (Beduinów), której osadnicy przynieśli dobrodziejstwa
        ) cywilizacji. Z czasem te dobrodziejstwa, ogrody wyczarowywane ciężką pracą na
        ) pustyni, przyciągnęły liczniejszą populację muzułmańską, wobec której Żydzi
        ) mieli pełnić funkcję starszych braci.
        )
        ) Ich dobra wola miała jednak natrafić na nieprzejednany opór przywódców
        ) arabskich w samej Palestynie i w państwach sąsiednich. Wobec tego syjoniści
        nie
        )
        ) mieli wyboru i musieli przyjąć koncepcję "stalowego muru" sformułowaną
        jeszcze
        ) w latach 20. XX w. przez Włodzimierza Żabotyńskiego uważanego za prekursora
        ) izraelskiej prawicy, ale w praktyce przyjętą także przez socjaldemokratów
        ) stojących na czele ruchu syjonistycznego. Zakładała ona, że postępy
        kolonizacji
        )
        ) możliwe są tylko z pozycji siły. Wszelkie próby dogadywania się z Arabami
        były
        ) w myśl tej teorii skazane na niepowodzenie.
        )
        ) Natychmiast po proklamowaniu niepodległości Izraela (14 maja 1948 r.) wojska
        ) sąsiednich państw arabskich wkroczyły przeważającymi siłami na jego
        terytorium.
        )
        ) Całkowicie osamotnione młode państwo - głosiła owa obowiązująca wersja
        ) wydarzeń - zwyciężyło tylko dzięki wyjątkowemu bohaterstwu swoich bojowników
        i
        ) geniuszowi dowódców. Wrogowie nie dali jednak za wygraną i po to, by stworzyć
        ) zarzewie nowych konfliktów, a także wywołać niechęć do Izraela na Zachodzie,
        ) przekonali Palestyńczyków, że nie mogą się czuć bezpieczni, i wezwali ich do
        ) ucieczki. Nie dość, że sprowokowali masową emigrację, to jeszcze nie chcieli
        ) stworzyć uchodźcom normalnych warunków w swoich państwach. Celowo zgromadzili
        ) ich w upokarzających warunkach - w obozach, które stały się ogniskami
        ) nienawiści i wylęgarniami terroryzmu. Natomiast rządy izraelskie od samego
        ) początku marzyły o trwałych regulacjach pokojowych.
        )
        ) Oczywiście ten uproszczony obraz wzbudzał różne wątpliwości, był komplikowany
        i
        )
        ) niuansowany, ale w zasadniczych liniach przyjmowany przez większość
        ) Izraelczyków i ich przyjaciół. I właściwie nie mogło być inaczej - tłumaczył
        ) niedawno na łamach "Le Monde" izraelski filozof i publicysta Zeev
        Sternhella. -
        )
        ) Syjonizm czerpał swoją legitymację, swoje prawo moralne z tradycji religijnej
        i
        )
        ) mistyki narodowej. Trzeba było konsolidacji nowoczesnego państwa
        izraelskiego,
        ) jego rozwoju nieuchronnie pociągającego za sobą liberalizację stosunków
        ) wewnętrznych; trzeba było wejścia w dorosłe życie trzeciej i czwartej
        generacji
        )
        ) Izraelczyków (licząc od początku żydowskiego osadnictwa w Palestynie), "by
        ) załamał się jednowymiarowy syjonizm dawnych czasów. By ujawniły się tendencje
        ) indywidualistyczne i by aspiracje osoby ludzkiej do swobodnego samookreślenia
        ) zaczęły przeważać nad dyktatem historii i prastarych kamieni. Izrael z wolna
        i
        ) z wahaniami wkroczył w epokę naznaczoną dziedzictwem przełomu oświeceniowego".
        )
        ) Tak mniej więcej przedstawiało się tło wystąpienia "nowych historyków".
        Swoimi
        ) twierdzeniami mocno zbulwersowali oni izraelską opinię publiczną, nie mówiąc
        o
        ) klasie politycznej, tym bardziej że poglądy zbieżne z tezami publicystów
        ) arabskich - zwłaszcza w ocenie przyczyn masowego uchodźstwa palestyńskiego -
        ) głosili przedtem w Izraelu jedynie propagandyści słabiutkiej tam
        prosowieckiej
        ) Partii Komunistycznej i radykalnie lewicowi syjoniści z ugrupowania Mapam.
        )
        ) Simha Flapan, Tom Segev, Avi Shlaim, Ilan Pappe i paru innych, a jako
        pierwszy
        ) Benny Morris, autor wydanej w 1989 r. książki "The Birth of the Palestinian
        ) Refugee Problem 1947-1949" ("U źródeł kwestii uchodźców palestyńskich")
        ) przyjętej początkowo jako niebywały skandal, sięgnęli do archiwów krajowych i
        ) zagranicznych, do druków sprzed 40 i więcej lat, niektórzy również do
        opracowań
        )
        ) arabskich. I doszli do wniosku, że między pierwotnymi założeniami i
        aspiracjami
        )
        ) ruchu syjonistycznego a ich realizacją - kosztem arabskiej ludności
        Palestyny -
        )
        ) zaistniała głęboka sprzeczność.
        )
        ) Ludne i świadome
        )
        ) W okresie narodzin Państwa Izrael na terytorium brytyjskiego mandatu
        Palestyny
        ) żyło ok. 1 mln 250 tys. Arabów i dwa razy mniej Żydów. Ale jeszcze przedtem,
        ) zanim Żydzi zaczęli napływać masowo, trudno było tam znaleźć kawałek ziemi,
        ) który nadawałby się do uprawy, a nie był uprawiany - pisze historyk Georges
        ) Benoussan w monumentalnym dziele "Intelektualna i polityczna historia
        ) syjonizmu". Palestyńscy Arabowie stanowili społeczeństwo zorganizowane,
        prężne
        ) demograficznie, nieźle prosperujące i obdarzone świadomością narodową, którą
        ) mandat brytyjski i imigracja żydowska wyraźnie umocniły. "Jednak Zachód tego
        ) nie rozumiał, nie doceniał aspiracji arabskich i nie liczył się z faktem, że
        ) dla Palestyńczyków żydowscy przybysze mogli być kimś w rodzaju kolonizatorów".
        )
        ) I trudno się było Palestyńczykom dziwić - jak pisał w 1987 r. Simha Flapan,
        ) gdyż "syjonistyczna wizja [przyszłości] nie pozostawiała zbyt wiele miejsca
        na
        ) aspiracje arabskie. (...) W odczuciu większości Żydów z Pale
        • titus_flavius Re: Poczytajcie o powstaniu Izraela! 30.01.03, 07:29
          titus_flavius napisał:

          ) titus_flavius napisał:
          )
          ) ) Izraelskie spory
          ) )
          ) )
          ) )
          ) )
          ) ) Arabscy uchodźcy z Palestyny, listopad 1948 r.
          ) ) fot. AP
          ) )
          ) )
          ) )
          ) ) Marek Rapacki 04-10-2002
          ) )
          ) ) Dramatyczna sytuacja na Bliskim Wschodzie zaostrzyła spór historyków
          ) ) izraelskich o przeszłość ich państwa i prawowitość jego istnienia na
          Bliskim
          ) ) Wschodzie - pisze Marek Rapacki
          ) )
          ) ) Czy w dniu, kiedy czytacie państwo te słowa, konflikt bliskowschodni będzie
          ) ) akurat w fazie nadziei, choćby i nikłej, czy też - wyostrzonego bólu i
          ) dramatu?
          ) )
          ) ) Nie dało się tego odgadnąć nawet w przededniu ich publikacji. Bo kolejny
          ) ) skuteczny zamach palestyński - a wraz z nim kolejny odwet izraelski i
          ) ) zablokowanie prób zakończenia wojny - mógł się zdarzyć późnym wieczorem, w
          ) nocy
          ) )
          ) ) lub o siódmej rano. Natomiast wiadomo z całą pewnością, że konflikt będzie
          ) się
          ) ) znajdował w jednej z tych faz, następujących niezmiennie jedna po drugiej
          jak
          )
          ) w
          ) )
          ) ) błędnym kole.
          ) )
          ) ) Każde błędne koło ma jednak gdzieś swój początek. W przypadku Bliskiego
          ) Wschodu
          ) )
          ) ) mówi się czasem o "grzechu pierworodnym" Państwa Izrael - to znaczy nie
          tylko
          )
          ) o
          ) )
          ) ) warunkach, w których się narodziło i które skazały je na wieczne zmagania z
          ) ) sąsiadami, lecz również o błędach, których można było uniknąć. Dyskusje na
          ) ten
          ) ) temat trwają od wielu lat i sam fakt, że mimo wszystko trwają, niesie
          źdźbło
          ) ) optymizmu, bo mogą się przyczynić do znalezienia kiedyś przez izraelskich
          ) Żydów
          ) )
          ) ) wspólnego języka z Palestyńczykami i szerzej - ze światem arabskim.
          ) )
          ) ) Od 1986 r. toczył się w Niemczech głośny spór historyków o źródła nazizmu -
          ) ) pozwolił on lepiej zrozumieć przeszłość i rzetelniej zapisać ją w
          świadomości
          )
          ) ) zbiorowej. Podobnie spór historyków izraelskich zachwiał pewnikami, którymi
          ) ) żywiło się społeczeństwo i które brała za punkt wyjścia - a w znacznym
          ) stopniu
          ) ) wciąż bierze - izraelska polityka. Rozgorzał on pod koniec lat 80. za
          sprawą
          ) ) kilku autorów, których nazwano nowymi historykami. Pod adresem
          ) dotychczasowych
          ) ) padły zarzuty, że nie byli prawdziwymi badaczami, że służyli edukacji
          ) ) społecznej, współtworzyli zmitologizowany i zideologizowany obraz
          ) przeszłości -
          ) ) "mitologię u podstaw" dającą oparcie psychiczne i argumenty narodowi
          ) żyjącemu
          ) ) w poczuciu stałego zagrożenia.
          ) )
          ) ) Na początku był mit
          ) )
          ) ) Ów tradycyjny obraz, szeroko znany z takich przekazów jak powieść Leona
          ) ) Urisa "Exodus" (przeniesiona na ekran w Ameryce) o legendarnej tułaczce
          paru
          ) ) tysięcy ludzi ocalonych z Holocaustu na brytyjskim statku do Ziemi
          Obiecanej,
          )
          ) ) przedstawiał się mniej więcej tak: osadnictwo żydowskie w Palestynie, z
          ) ) inspiracji syjonistycznych - od lat 20. XX w. - i wcześniejsze, rozwijało
          się
          )
          ) ) na ziemiach na wpół pustynnych zamieszkanych przez nieliczną ludność, w
          dużej
          )
          ) ) części koczowniczą (Beduinów), której osadnicy przynieśli dobrodziejstwa
          ) ) cywilizacji. Z czasem te dobrodziejstwa, ogrody wyczarowywane ciężką pracą
          na
          )
          ) ) pustyni, przyciągnęły liczniejszą populację muzułmańską, wobec której Żydzi
          ) ) mieli pełnić funkcję starszych braci.
          ) )
          ) ) Ich dobra wola miała jednak natrafić na nieprzejednany opór przywódców
          ) ) arabskich w samej Palestynie i w państwach sąsiednich. Wobec tego syjoniści
          ) nie
          ) )
          ) ) mieli wyboru i musieli przyjąć koncepcję "stalowego muru" sformułowaną
          ) jeszcze
          ) ) w latach 20. XX w. przez Włodzimierza Żabotyńskiego uważanego za prekursora
          ) ) izraelskiej prawicy, ale w praktyce przyjętą także przez socjaldemokratów
          ) ) stojących na czele ruchu syjonistycznego. Zakładała ona, że postępy
          ) kolonizacji
          ) )
          ) ) możliwe są tylko z pozycji siły. Wszelkie próby dogadywania się z Arabami
          ) były
          ) ) w myśl tej teorii skazane na niepowodzenie.
          ) )
          ) ) Natychmiast po proklamowaniu niepodległości Izraela (14 maja 1948 r.)
          wojska
          ) ) sąsiednich państw arabskich wkroczyły przeważającymi siłami na jego
          ) terytorium.
          ) )
          ) ) Całkowicie osamotnione młode państwo - głosiła owa obowiązująca wersja
          ) ) wydarzeń - zwyciężyło tylko dzięki wyjątkowemu bohaterstwu swoich
          bojowników
          ) i
          ) ) geniuszowi dowódców. Wrogowie nie dali jednak za wygraną i po to, by
          stworzyć
          )
          ) ) zarzewie nowych konfliktów, a także wywołać niechęć do Izraela na
          Zachodzie,
          ) ) przekonali Palestyńczyków, że nie mogą się czuć bezpieczni, i wezwali ich
          do
          ) ) ucieczki. Nie dość, że sprowokowali masową emigrację, to jeszcze nie
          chcieli
          ) ) stworzyć uchodźcom normalnych warunków w swoich państwach. Celowo
          zgromadzili
          )
          ) ) ich w upokarzających warunkach - w obozach, które stały się ogniskami
          ) ) nienawiści i wylęgarniami terroryzmu. Natomiast rządy izraelskie od samego
          ) ) początku marzyły o trwałych regulacjach pokojowych.
          ) )
          ) ) Oczywiście ten uproszczony obraz wzbudzał różne wątpliwości, był
          komplikowany
          )
          ) i
          ) )
          ) ) niuansowany, ale w zasadniczych liniach przyjmowany przez większość
          ) ) Izraelczyków i ich przyjaciół. I właściwie nie mogło być inaczej -
          tłumaczył
          ) ) niedawno na łamach "Le Monde" izraelski filozof i publicysta Zeev
          ) Sternhella. -
          ) )
          ) ) Syjonizm czerpał swoją legitymację, swoje prawo moralne z tradycji
          religijnej
          )
          ) i
          ) )
          ) ) mistyki narodowej. Trzeba było konsolidacji nowoczesnego państwa
          ) izraelskiego,
          ) ) jego rozwoju nieuchronnie pociągającego za sobą liberalizację stosunków
          ) ) wewnętrznych; trzeba było wejścia w dorosłe życie trzeciej i czwartej
          ) generacji
          ) )
          ) ) Izraelczyków (licząc od początku żydowskiego osadnictwa w Palestynie), "by
          ) ) załamał się jednowymiarowy syjonizm dawnych czasów. By ujawniły się
          tendencje
          )
          ) ) indywidualistyczne i by aspiracje osoby ludzkiej do swobodnego
          samookreślenia
          )
          ) ) zaczęły przeważać nad dyktatem historii i prastarych kamieni. Izrael z
          wolna
          ) i
          ) ) z wahaniami wkroczył w epokę naznaczoną dziedzictwem przełomu
          oświeceniowego"
          ) .
          ) )
          ) ) Tak mniej więcej przedstawiało się tło wystąpienia "nowych historyków".
          ) Swoimi
          ) ) twierdzeniami mocno zbulwersowali oni izraelską opinię publiczną, nie
          mówiąc
          ) o
          ) ) klasie politycznej, tym bardziej że poglądy zbieżne z tezami publicystów
          ) ) arabskich - zwłaszcza w ocenie przyczyn masowego uchodźstwa palestyńskiego -

          ) ) głosili przedtem w Izraelu jedynie propagandyści słabiutkiej tam
          ) prosowieckiej
          ) ) Partii Komunistycznej i radykalnie lewicowi syjoniści z ugrupowania Mapam.
          ) )
          ) ) Simha Flapan, Tom Segev, Avi Shlaim, Ilan Pappe i paru innych, a jako
          ) pierwszy
          ) ) Benny Morris, autor wydanej w 1989 r. książki "The Birth of the Palestinian
          ) ) Refugee Problem 1947-1949" ("U źródeł kwestii uchodźców palestyńskich")
          ) ) przyjętej początkowo jako niebywały skandal, sięgnęli do archiwów krajowych
          i
          )
          ) ) zagranicznych, do druków sprzed 40 i więcej lat, niektórzy również do
          ) opracowań
          ) )
          ) ) arabskich. I doszli do wniosku, że między pierwotnymi założeniami i
          ) aspiracjami
          ) )
          ) ) ruchu syjonistycznego a ich realizacją - kosztem arabskiej ludności
          ) Palestyny -
          ) )
          ) ) zaistniała głęboka sprzeczność.
          ) )
          ) ) Ludne i świadome
          ) )
          ) ) W okresie narodzin Państwa Izrael na terytorium brytyjskiego mandatu
          ) Palestyny
          ) ) żyło ok. 1 mln 250 tys. Arabów i dwa razy mniej Żydów. Ale jeszcze
          przedtem,
          ) ) zanim Żydzi zaczęli napływać masowo, trudno było tam znaleźć kawałek ziemi,
          ) ) który nadawałby się do uprawy, a nie był uprawiany - pisze historyk Georges
          ) ) Benoussan w monumentalnym dziele "Intelektualna i polityczna historia
          ) ) syjonizmu". Palestyńscy Arabowie stanowili społeczeństwo zorganizowane,
          ) prężne
          ) ) demograficznie, nieźle prosperujące i obdarzone świadomością narodową,
      • titus_flavius Re: Przedruk I 02.03.03, 19:55
        titus_flavius napisał:

        ) Izraelskie spory
        )
        )
        )
        )
        ) Arabscy uchodźcy z Palestyny, listopad 1948 r.
        ) fot. AP
        )
        )
        )
        ) Marek Rapacki 04-10-2002
        )
        ) Dramatyczna sytuacja na Bliskim Wschodzie zaostrzyła spór historyków
        ) izraelskich o przeszłość ich państwa i prawowitość jego istnienia na Bliskim
        ) Wschodzie - pisze Marek Rapacki
        )
        ) Czy w dniu, kiedy czytacie państwo te słowa, konflikt bliskowschodni będzie
        ) akurat w fazie nadziei, choćby i nikłej, czy też - wyostrzonego bólu i
        dramatu?
        )
        ) Nie dało się tego odgadnąć nawet w przededniu ich publikacji. Bo kolejny
        ) skuteczny zamach palestyński - a wraz z nim kolejny odwet izraelski i
        ) zablokowanie prób zakończenia wojny - mógł się zdarzyć późnym wieczorem, w
        nocy
        )
        ) lub o siódmej rano. Natomiast wiadomo z całą pewnością, że konflikt będzie
        się
        ) znajdował w jednej z tych faz, następujących niezmiennie jedna po drugiej jak
        w
        )
        ) błędnym kole.
        )
        ) Każde błędne koło ma jednak gdzieś swój początek. W przypadku Bliskiego
        Wschodu
        )
        ) mówi się czasem o "grzechu pierworodnym" Państwa Izrael - to znaczy nie tylko
        o
        )
        ) warunkach, w których się narodziło i które skazały je na wieczne zmagania z
        ) sąsiadami, lecz również o błędach, których można było uniknąć. Dyskusje na
        ten
        ) temat trwają od wielu lat i sam fakt, że mimo wszystko trwają, niesie źdźbło
        ) optymizmu, bo mogą się przyczynić do znalezienia kiedyś przez izraelskich
        Żydów
        )
        ) wspólnego języka z Palestyńczykami i szerzej - ze światem arabskim.
        )
        ) Od 1986 r. toczył się w Niemczech głośny spór historyków o źródła nazizmu -
        ) pozwolił on lepiej zrozumieć przeszłość i rzetelniej zapisać ją w świadomości
        ) zbiorowej. Podobnie spór historyków izraelskich zachwiał pewnikami, którymi
        ) żywiło się społeczeństwo i które brała za punkt wyjścia - a w znacznym
        stopniu
        ) wciąż bierze - izraelska polityka. Rozgorzał on pod koniec lat 80. za sprawą
        ) kilku autorów, których nazwano nowymi historykami. Pod adresem
        dotychczasowych
        ) padły zarzuty, że nie byli prawdziwymi badaczami, że służyli edukacji
        ) społecznej, współtworzyli zmitologizowany i zideologizowany obraz
        przeszłości -
        ) "mitologię u podstaw" dającą oparcie psychiczne i argumenty narodowi
        żyjącemu
        ) w poczuciu stałego zagrożenia.
        )
        ) Na początku był mit
        )
        ) Ów tradycyjny obraz, szeroko znany z takich przekazów jak powieść Leona
        ) Urisa "Exodus" (przeniesiona na ekran w Ameryce) o legendarnej tułaczce paru
        ) tysięcy ludzi ocalonych z Holocaustu na brytyjskim statku do Ziemi Obiecanej,
        ) przedstawiał się mniej więcej tak: osadnictwo żydowskie w Palestynie, z
        ) inspiracji syjonistycznych - od lat 20. XX w. - i wcześniejsze, rozwijało się
        ) na ziemiach na wpół pustynnych zamieszkanych przez nieliczną ludność, w dużej
        ) części koczowniczą (Beduinów), której osadnicy przynieśli dobrodziejstwa
        ) cywilizacji. Z czasem te dobrodziejstwa, ogrody wyczarowywane ciężką pracą na
        ) pustyni, przyciągnęły liczniejszą populację muzułmańską, wobec której Żydzi
        ) mieli pełnić funkcję starszych braci.
        )
        ) Ich dobra wola miała jednak natrafić na nieprzejednany opór przywódców
        ) arabskich w samej Palestynie i w państwach sąsiednich. Wobec tego syjoniści
        nie
        )
        ) mieli wyboru i musieli przyjąć koncepcję "stalowego muru" sformułowaną
        jeszcze
        ) w latach 20. XX w. przez Włodzimierza Żabotyńskiego uważanego za prekursora
        ) izraelskiej prawicy, ale w praktyce przyjętą także przez socjaldemokratów
        ) stojących na czele ruchu syjonistycznego. Zakładała ona, że postępy
        kolonizacji
        )
        ) możliwe są tylko z pozycji siły. Wszelkie próby dogadywania się z Arabami
        były
        ) w myśl tej teorii skazane na niepowodzenie.
        )
        ) Natychmiast po proklamowaniu niepodległości Izraela (14 maja 1948 r.) wojska
        ) sąsiednich państw arabskich wkroczyły przeważającymi siłami na jego
        terytorium.
        )
        ) Całkowicie osamotnione młode państwo - głosiła owa obowiązująca wersja
        ) wydarzeń - zwyciężyło tylko dzięki wyjątkowemu bohaterstwu swoich bojowników
        i
        ) geniuszowi dowódców. Wrogowie nie dali jednak za wygraną i po to, by stworzyć
        ) zarzewie nowych konfliktów, a także wywołać niechęć do Izraela na Zachodzie,
        ) przekonali Palestyńczyków, że nie mogą się czuć bezpieczni, i wezwali ich do
        ) ucieczki. Nie dość, że sprowokowali masową emigrację, to jeszcze nie chcieli
        ) stworzyć uchodźcom normalnych warunków w swoich państwach. Celowo zgromadzili
        ) ich w upokarzających warunkach - w obozach, które stały się ogniskami
        ) nienawiści i wylęgarniami terroryzmu. Natomiast rządy izraelskie od samego
        ) początku marzyły o trwałych regulacjach pokojowych.
        )
        ) Oczywiście ten uproszczony obraz wzbudzał różne wątpliwości, był komplikowany
        i
        )
        ) niuansowany, ale w zasadniczych liniach przyjmowany przez większość
        ) Izraelczyków i ich przyjaciół. I właściwie nie mogło być inaczej - tłumaczył
        ) niedawno na łamach "Le Monde" izraelski filozof i publicysta Zeev
        Sternhella. -
        )
        ) Syjonizm czerpał swoją legitymację, swoje prawo moralne z tradycji religijnej
        i
        )
        ) mistyki narodowej. Trzeba było konsolidacji nowoczesnego państwa
        izraelskiego,
        ) jego rozwoju nieuchronnie pociągającego za sobą liberalizację stosunków
        ) wewnętrznych; trzeba było wejścia w dorosłe życie trzeciej i czwartej
        generacji
        )
        ) Izraelczyków (licząc od początku żydowskiego osadnictwa w Palestynie), "by
        ) załamał się jednowymiarowy syjonizm dawnych czasów. By ujawniły się tendencje
        ) indywidualistyczne i by aspiracje osoby ludzkiej do swobodnego samookreślenia
        ) zaczęły przeważać nad dyktatem historii i prastarych kamieni. Izrael z wolna
        i
        ) z wahaniami wkroczył w epokę naznaczoną dziedzictwem przełomu oświeceniowego".
        )
        ) Tak mniej więcej przedstawiało się tło wystąpienia "nowych historyków".
        Swoimi
        ) twierdzeniami mocno zbulwersowali oni izraelską opinię publiczną, nie mówiąc
        o
        ) klasie politycznej, tym bardziej że poglądy zbieżne z tezami publicystów
        ) arabskich - zwłaszcza w ocenie przyczyn masowego uchodźstwa palestyńskiego -
        ) głosili przedtem w Izraelu jedynie propagandyści słabiutkiej tam
        prosowieckiej
        ) Partii Komunistycznej i radykalnie lewicowi syjoniści z ugrupowania Mapam.
        )
        ) Simha Flapan, Tom Segev, Avi Shlaim, Ilan Pappe i paru innych, a jako
        pierwszy
        ) Benny Morris, autor wydanej w 1989 r. książki "The Birth of the Palestinian
        ) Refugee Problem 1947-1949" ("U źródeł kwestii uchodźców palestyńskich")
        ) przyjętej początkowo jako niebywały skandal, sięgnęli do archiwów krajowych i
        ) zagranicznych, do druków sprzed 40 i więcej lat, niektórzy również do
        opracowań
        )
        ) arabskich. I doszli do wniosku, że między pierwotnymi założeniami i
        aspiracjami
        )
        ) ruchu syjonistycznego a ich realizacją - kosztem arabskiej ludności
        Palestyny -
        )
        ) zaistniała głęboka sprzeczność.
        )
        ) Ludne i świadome
        )
        ) W okresie narodzin Państwa Izrael na terytorium brytyjskiego mandatu
        Palestyny
        ) żyło ok. 1 mln 250 tys. Arabów i dwa razy mniej Żydów. Ale jeszcze przedtem,
        ) zanim Żydzi zaczęli napływać masowo, trudno było tam znaleźć kawałek ziemi,
        ) który nadawałby się do uprawy, a nie był uprawiany - pisze historyk Georges
        ) Benoussan w monumentalnym dziele "Intelektualna i polityczna historia
        ) syjonizmu". Palestyńscy Arabowie stanowili społeczeństwo zorganizowane,
        prężne
        ) demograficznie, nieźle prosperujące i obdarzone świadomością narodową, którą
        ) mandat brytyjski i imigracja żydowska wyraźnie umocniły. "Jednak Zachód tego
        ) nie rozumiał, nie doceniał aspiracji arabskich i nie liczył się z faktem, że
        ) dla Palestyńczyków żydowscy przybysze mogli być kimś w rodzaju kolonizatorów".
        )
        ) I trudno się było Palestyńczykom dziwić - jak pisał w 1987 r. Simha Flapan,
        ) gdyż "syjonistyczna wizja [przyszłości] nie pozostawiała zbyt wiele miejsca
        na
        ) aspiracje arabskie. (...) W odczuciu większości Żydów z Pale
    • titus_flavius Przedruk II 09.11.02, 18:38
      Izraelskie spory (2)




      Arabscy uchodźcy z Palestyny, listopad 1948 r.
      fot. AP



      Mostem z Czechosłowacji

      Wraz z proklamacją niepodległego państwa żydowskiego (natychmiast po
      wygaśnięciu brytyjskiego mandatu, 14 maja 1948 r.) zaczął się drugi etap
      zbrojnej konfrontacji - i tylko w tym okresie Arabowie uzyskali przewagę,
      zresztą na krótko. Wojska pięciu państw arabskich, które wkroczyły do Izraela,
      były niezbyt liczne, kiepsko uzbrojone, pozbawione wspólnej strategii i
      nieudolnie dowodzone. Natomiast po oficjalnym uznaniu nowego państwa przez
      Moskwę i faktycznym przez USA sprzęt wojskowy dla jego sił zbrojnych popłynął
      szerokim strumieniem ze Wschodu (m.in. mostem powietrznym z bazy lotniczej w
      Zatec) w Czechosłowacji) i z Zachodu. Znacznie zwiększył się też napływ
      żydowskich imigrantów. Dzięki temu Hagana, która pod koniec 1947 r. składała
      się raptem z jednej dywizji, w połowie maja 1948 r. dysponowała już
      dziesięcioma! W końcu maja zamieniła się w Tsahal, a już 11 czerwca Arabowie
      musieli się zgodzić na rozejm.

      Siły izraelskie miały w tym momencie nie tylko przewagę w uzbrojeniu, ale też
      osiągnęły zbliżony do arabskiego stan liczebny. W dwóch kolejnych fazach
      konfrontacji, po zerwaniu kolejnych rozejmów, w lipcu i w październiku,
      triumfowały zarówno na południu, w rejonie pustyni Negev, jak i na północy
      kraju, w Galilei. Jordańska monarchia Haszemitów ze swoim Legionem Arabskim
      wzięła udział w interwencji pięciu państw, ale Legion nigdy nie wykroczył poza
      granice uzgodnione wcześniej z Agencją Żydowską. W listopadzie zaś podział
      dawnego mandatu palestyńskiego i Jerozolimy między Izrael a Jordanię został
      sfinalizowany - wprawdzie jeszcze nieformalnie, ale wystarczająco, by
      przesądzić o geopolitycznym kształcie tego regionu i na długo pozbawić złudzeń
      zwolenników niepodległego państwa arabskiego w Palestynie.

      Teza o militarnej przewadze Arabów miała nie tylko dodawać splendoru izraelskim
      bojownikom o niepodległość oraz mobilizować opinię międzynarodową i żydowskiej
      diaspory na rzecz Izraela, lecz również podbudowywać oficjalną izraelską wersję
      przyczyn exodusu ludności palestyńskiej poza granice nowego państwa. Pozwalała
      utrzymywać, że Palestyńczycy dobrowolnie opuszczali swoje domy, gospodarstwa i
      warsztaty pracy w przekonaniu, że wkrótce powrócą śladem swoich wojsk. Jak było
      naprawdę? "Nowi historycy" znacznie przyczynili się do wyjaśnienia tej sprawy,
      lecz ciągle budzi ona żywe kontrowersje.

      Do dziś ścierają się różne poglądy w kwestii, czy kierownicze instytucje
      żydowskie prowadziły politykę zmierzającą do etnicznego wyczyszczenia
      Palestyny, by się mogła stać narodową siedzibą Żydów zapewniającą im
      odpowiednie terytorium i odporną na niebezpieczeństwa związane z obecnością
      Arabów.

      Historycy wskazują, że koncepcja taka funkcjonowała co najmniej od 1937 r., gdy
      na XX kongresie syjonistycznym w Zurychu szef Agencji Żydowskiej i późniejszy
      przywódca Izraela Ben Gurion ogłosił, że "wzrastająca siła czynnika żydowskiego
      w Palestynie zwiększa naszą możliwość przeprowadzenia masowego transferu
      ludności". Miałoby się to odbywać "w myśl humanitarnej syjonistycznej idei
      przeniesienia części populacji [palestyńsko-arabskiej] na niezamieszkane tereny
      państw arabskich". Późniejszy prezydent Izraela Chaim Weizman twierdził wtedy,
      że "możliwe jest przeniesienie pół miliona Arabów, na których miejsce mogłyby
      się osiedlić dwa miliony Żydów. Byłoby to tylko początkiem, a bieg wydarzeń
      zadecydowałby o dalszym ciągu". W 1941 r. Ben Gurion przygotował obszerne
      memorandum, w którym przedstawił szczegóły owego transferu.

      Bezterminowa tymczasowość

      Między 29 listopada 1947 r. (uchwała ONZ zapoczątkowująca burzliwy proces
      wyłaniania się i stabilizacji państwa żydowskiego) a 20 lipca 1949 r. (gdy
      rozejm z Syrią w zasadzie tę fazę zakończył) wywędrowało ze swoich siedzib i z
      pierwotnych granic Izraela około 800 tys. arabskich Palestyńczyków. Benny
      Morris przebadał ok. 370 przypadków opuszczenia miast i wsi palestyńskich - z
      318 ludność uciekła ze strachu w trakcie ofensywy wojsk izraelskich (kiedy
      zajmowały one ich miejscowości albo miejscowości sąsiednie), z 41 została
      wyrzucona i tylko sześć opuściła na wezwanie lokalnych władz arabskich.

      Nie było ani oficjalnego wezwania ze strony prowizorycznych władz palestyńskich
      (Wysokiego Komitetu Arabskiego, z muftim Jerozolimy Amin al Husejnim na czele),
      ani kampanii mediów na rzecz exodusu. Przeciwnie, pojawiały się apele o trwanie
      i obronę palestyńskiego stanu posiadania. W kwietniu 1948 r. - pisał Flapan -
      sekretarz generalny Ligi Arabskiej Abd al Rahman Pasza i emir Abdallah (ten sam
      haszemicki władca, który za plecami innych Arabów dogadywał się z Ben Gurionem)
      zalecali siłom palestyńskim, zwłaszcza Legionowi Arabskiemu, rekwizycję środków
      transportu służących do ucieczki. Zgadzali się, by wyjechały kobiety, dzieci i
      starcy, lecz mężczyzni w wieku 18-50 lat mieli zostać. Wysoki Komitet Arabski
      domagał się nawet, by mężczyzn w tym wieku arabskie formacje wojskowe zawracały
      siłą.

      A jednak uciekali. Dlaczego aż tak powszechnie - i to nawet w pierwszym
      okresie, do kwietnia 1948 r., kiedy nie byli jeszcze wyrzucani ani masowo, ani
      brutalnie? Zdaniem Morrisa exodusowi sprzyjał brak zorganizowanych struktur
      lokalnych społeczeństwa arabsko-palestyńskiego. Z miast uciekały grupy
      zamożniejsze, warstwy średnie; ludzie ze wsi czuli się pozostawieni samym sobie
      i swojemu lękowi. Część z nich broniła się jednak rozumnie przed wygnaniem,
      zawierając porozumienia z sąsiedzkimi wspólnotami żydowskimi, zwłaszcza z
      kibucnikami. Jednak od stycznia 1948 r. zaczęła się zaznaczać okrutna logika
      wojny. Tworzona pod auspicjami Husejniego palestyńska Armia Wyzwolenia
      atakowała i izolowała żydowskie osiedla, nierzadko mordując nawet cywilów.
      Organizacje żydowskie, zwłaszcza te skrajne, nie pozostawały dłużne.

      Szczególnie po nieudanym ataku Palestyńczyków na kibuc Michmar Haemek na
      początku kwietnia 1948 r. presja społeczna była tak duża, że "na górze" zapadła
      decyzja etnicznego wyczyszczenia wszystkich wsi położonych w punktach i przy
      drogach strategicznych. 9 kwietnia doszło do masakry Palestyńczyków w Deir
      Jassin, przy drodze z Jerozolimy do Tel Awiwu. Jej sprawcami byli terroryści z
      ekstremalnej grupy Lehi (niedługo potem rozwiązanej przez Ben Guriona za
      zamordowanie szwedzkiego mediatora z ramienia ONZ hr. Folke Bernadotte'a). W
      Deir Jassin w okrutny sposób zgładzili ok. 250 osób, w przytłaczającej liczbie
      cywilów, łącznie z kobietami i dziećmi. Panika tym wywołana doprowadziła do
      ucieczki dziesiątek tysięcy Arabów z Hajfy, Jaffy i paru mniejszych miast.

      Nie było więc wtedy, jak głosiła propaganda izraelska, ucieczki planowo
      inspirowanej przez Wysoki Komitet Arabski, ale nie było również planowego,
      odgórnie sterowanego wyrzucania Palestyńczyków z ich siedzib. Ucieczka trwała i
      później, chociaż Ben Gurion, wtedy już szef rządu, zabronił wszelkich ekspulsji
      i niszczenia palestyńskich osiedli bez jego osobistej zgody. Te dozwolone przez
      niego, ale też niedozwolone wypędzenia nadal jednak trwały. W czasie tzw. wojny
      dziesięciodniowej (zwycięskiej dla Izraela), czyli krótkiego okresu w lipcu
      1948 r., kiedy zerwany był rozejm, opuściło swoje gniazda 70 tys. kolejnych
      palestyńskich uchodźców; jeszcze większa liczba - po ponownym wznowieniu
      działań zbrojnych w październiku. Lokalni dowódcy pod byle pretekstem
      podejmowali decyzję na własną rękę. Rząd czasem usiłował się temu
      przeciwstawiać, ale "czyszczenie" stref przygranicznych trwało aż do 1951 r.

      Od wiosny 1948 r. władze izraelskie prowadziły z przerwami akcję zasiedlania
      opuszczonych osiedli i budowy nowych oraz zagospodarowywania porzuconych ziem
      uprawnych. Oficjalna polityka zakładała też pomoc przy osiedlaniu się arabskich
      uchodźców w krajach sąsiednich i wypła
      • Gość: wieslaw68 Re: Przedruk II IP: *.cm-upc.chello.se 20.11.02, 10:16
        titus_flavius napisał:

        > Izraelskie spory (2)
        > Arabscy uchodźcy z Palestyny, listopad 1948 r.
        > fot. AP

        > Mostem z Czechosłowacji
        >
        > Wraz z proklamacją niepodległego państwa żydowskiego (natychmiast po
        > wygaśnięciu brytyjskiego mandatu, 14 maja 1948 r.) zaczął się drugi etap
        > zbrojnej konfrontacji - i tylko w tym okresie Arabowie uzyskali przewagę,
        > zresztą na krótko. Wojska pięciu państw arabskich, które wkroczyły do
        > Izraela,
        > były niezbyt liczne, kiepsko uzbrojone, pozbawione wspólnej strategii i
        > nieudolnie dowodzone.

        Taaak? a kto to powiedzial ze byly nieliczne slabo uzbrojone?
        A Zydzi w dwa tygodnie po proklamowaniu niepodleglosci mieli odrazu
        sprawnie dzilajaca armie - czy tak? Kto i gdzie ja utworzyl?
        Bo Iracka, Syryjska, Egipska armia istanialy na dlugo zanim, powstal IDF

        Andrzejku kto ci te bzdury pisze..:))

        W.
        • titus_flavius Re: Przedruk II 20.11.02, 11:35
          Gość portalu: wieslaw68 napisał(a):

          >
          > Andrzejku kto ci te bzdury pisze..:))
          >
          > W.

          Ave,
          toż to przedruk z Gazety Wyborczej!
          Nie masz do niej zaufania?
          T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 23.11.02, 22:15
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 08.12.02, 08:04
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 14.12.02, 07:27
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 28.12.02, 07:58
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
    • titus_flavius Poczytajcie o powstaniu Izraela! 10.02.03, 07:03
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
      • titus_flavius Re: Poczytajcie o powstaniu Izraela! 09.03.03, 08:22
        titus_flavius napisał:

        > titus_flavius napisał:
        >
        > > Ave,
        > > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
        > > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
        > > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
        > > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
        > > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
        > > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
        > > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
        > > przedawnieniu.
        > > T.
      • titus_flavius Re: Poczytajcie o powstaniu Izraela! 23.08.03, 22:43
        titus_flavius napisał:

        > titus_flavius napisał:
        >
        > > Ave,
        > > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
        > > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
        > > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
        > > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
        > > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
        > > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
        > > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
        > > przedawnieniu.
        > > T.
      • titus_flavius Re: Poczytajcie o powstaniu Izraela! 04.09.03, 10:36
        titus_flavius napisał:

        > titus_flavius napisał:
        >
        > > Ave,
        > > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
        > > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
        > > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
        > > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
        > > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
        > > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
        > > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
        > > przedawnieniu.
        > > T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 11.03.03, 06:32
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 05.05.03, 22:05
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
      • titus_flavius Re: Izraelskie spory 11.05.03, 13:22
        titus_flavius napisał:

        > titus_flavius napisał:
        >
        > > Ave,
        > > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
        > > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
        > > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
        > > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
        > > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
        > > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
        > > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
        > > przedawnieniu.
        > > T.
        • titus_flavius Re: Izraelskie spory 30.05.03, 09:44
          titus_flavius napisał:

          > titus_flavius napisał:
          >
          > > titus_flavius napisał:
          > >
          > > > Ave,
          > > > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
          > > > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
          > > > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
          > > > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
          > > > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
          > > > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
          > > > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
          > > > przedawnieniu.
          > > > T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 07.05.03, 19:33
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
      • titus_flavius Re: Izraelskie spory 26.06.03, 21:10
        titus_flavius napisał:

        > titus_flavius napisał:
        >
        > > Ave,
        > > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
        > > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
        > > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
        > > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
        > > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
        > > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
        > > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
        > > przedawnieniu.
        > > T.
    • titus_flavius Poczytajcie, jak powstał Izrael! 26.06.03, 21:11
      Ave,
      wyżej jest skopiowany artykuł. Sami Izraelici przyznają, że mordowali i
      wypędzali Palestyńczyków.
      T.
      • titus_flavius Re: Poczytajcie, jak powstał Izrael! 27.06.03, 07:46
        titus_flavius napisał:

        > Ave,
        > wyżej jest skopiowany artykuł. Sami Izraelici przyznają, że mordowali i
        > wypędzali Palestyńczyków.
        > T.
      • titus_flavius Re: Poczytajcie, jak powstał Izrael! 21.07.03, 07:50
        titus_flavius napisał:

        > Ave,
        > wyżej jest skopiowany artykuł. Sami Izraelici przyznają, że mordowali i
        > wypędzali Palestyńczyków.
        > T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 10.09.03, 07:11
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.
    • titus_flavius Re: Izraelskie spory 18.12.03, 10:37
      titus_flavius napisał:

      > Ave,
      > "GW" uchyliła rąbek tajemnicy skrywającej izraelskie zbrodnie.
      > Wreszcie obnażono kłamstwa o rzekomej przewadze militarnej
      > Arabów i "tolerancji" Izraelitów. Wiemy też, że w
      > pozyskiwaniu "ziemi obiecanej" Izraelici nie ustępowali
      > zbrodniom niemieckim na ziemiach polskich.
      > Za to wszystko przydzie Izraelitom zapłacić. Bo nikt nie zapomni
      > ich zbrodni, a zbrodnie przeciwko ludzkości nie ulegają
      > przedawnieniu.
      > T.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka