Gość: Galor
IP: proxy / 10.10.10.*
24.10.02, 18:45
- Weszli do sąsiadów, Magomedowów. Usłyszeliśmy strzały. I rozdzierający głos
piętnastoletniej Aminat, siostry Achmeda i Asłanbeka. - Pomóżcie, proszę, czy
naprawdę nikt mnie nie słyszy?! - Zostawcie ją! - krzyknął któryś z braci. -
Lepiej nas zabijcie! Znowu strzały. Przez okno zobaczyliśmy na wpół
rozebranego
komendanta OMON-u leżącego na Aminat, ociekającej krwią od ran postrzałowych.
Inny krzyczał: - Kolian, szybciej, ona jeszcze ciepła, potem ja i Sierioża...
Może być tak, jak w Siernowodsku latem, kiedy wygnano mieszkańców na pole i
na ich oczach gwałcono kobiety. - Bądźcież Czeczenami, obrońcie je! -
krzyczano
do mężczyzn. 68 próbowało to zrobić. Przykuto ich kajdankami do wozów
pancernych i też zgwałcono. 45 poszło potem w góry, do partyzantów, szukając
śmierci.
Może być tak, jak 27 lipca w Cocin Jurcie, kiedy jeden żołnierz gwałcił 35-
letnią Minat, a inni znęcali się nad jej roczną córeczką, trzymając ją w
powietrzu podwieszoną za szyję i bijąc ręcznikiem po twarzy. - Gdzie twój
mąż? -
pytali, grożąc, że zgwałcą dziecko. W tym czasie pozostali plądrowali dom,
wynosili lodówkę, telewizor, pościel... Wszystko. - Ona ma rozmiar mojej
żony -
ucieszył się jeden i zabrał całą garderobę Minat. A to, czego wynieść nie
mogli - ostrzelali. Szafy, kredensy, lustra... Mąż Minat wraz z innymi
mężczyznami usiłował uciec przed zaczystką, ale zmasowany ogień z automatów i
dział zawrócił tych, którzy jeszcze żyli. Wyłapano ich, zagnano do pustego
domu
w okolicy, gdzie urządzono punkt filtracyjny. Czyli obóz tortur.
W ciągu miesiąca pobytu w Czeczenii i sąsiadującej z nią Inguszetii
rozmawiałam z wieloma osobami, które takie obozy przeżyły. Widziałam ludzi
bez
palców i uszu, widziałam ślady po szczypcach podłączanych do prądu... Trudne
to
były rozmowy. Nie tylko dlatego, że wspominanie poniżeń przychodziło ciężko i
nie tylko dlatego, że ani Czeczenka, ani Czeczen nigdy nie przyznają, że ich
zgwałcono, ale dlatego, że ogromnie trudno nakłonić ich do rozmowy.
Każdy, oblewany wodą, z podłączonymi do prądu albo podpalanymi genitaliami -
podpisywał oświadczenie, że nie ma żadnych pretensji do tych, którzy go
zatrzymali. I jeszcze jedno: że wszystko, co się z nim zdarzyło, zachowa w
ścisłej tajemnicy. Nad każdym, kogo wypuszczono, i nad jego rodziną wisi
groźba
ponownego zaciągnięcia do filtra. I śmierci.
***
Likwidacja mężczyzn, szczególnie młodych - to główny cel operacji
antyterrorystycznej w Czeczenii. Masowo uprowadzani w czasie zaczystek,
wyrywani z rąk matkom, siostrom, żonom giną gdzieś w kazamatach komendantur
rosyjskiego MSW, FSB, GRU lub innych formacji specjalnych. Przeżywają ci,
których rodzinom uda się ustalić, jaka jednostka wojskowa ich uprowadziła, bo
wtedy wiadomo, od kogo można go wykupić. Za tysiące rubli, za dolary, za
broń,
którą najczęściej trzeba nabywać u samych Rosjan...
W ostatnim półroczu Czeczeńcy są - to nowość - wysadzani w powietrze. W
Meskier Jurcie 3 lipca 21 owiniętych lontem ludzi rozerwał dynamitowy
fajerwerk. Matki, siostry, żony zbierały szczątki ubrań, by przynajmniej im
urządzić pogrzeb.
Szpital w Nazraniu, największej miejscowości w Inguszetii. Przemykam się z
krewnymi 30-letniego Mowsara. Chuda, blada twarz, ogromne, zgaszone czarne
oczy. W końcu czerwca zabrano go z ojcem z Czeczen Aułu. Włożyli im - jak
wszystkim - czarne plastikowe worki na głowę. Ręce związali z tyłu. Gdy
przyjechali do celu - zrzucono ich z ciężarówki. Mowsar złamał przy upadku
kręgosłup. Stracił przytomność. Żołnierze, myśląc, że udaje martwego,
powiedzieli kierowcy: Przejedź go. Widząc, że nie reaguje, przypalali mu
pięty
papierosami. Wreszcie odjechali, a on leżał dwa dni. Teraz uratować go może
operacja za 10 tysięcy dolarów, więc Mowsar umiera.
Szpital nie może przyjąć ofiar tortur. Więc mówi się o wypadkach,
katastrofach i innych straszliwych zdarzeniach. Wsuwa w kieszenie pieniądze
za
resztę sprzedanego dobytku, za ostatnią krowę...
Prawniczka Anne le Tallec, która w sierpniu w Czeczenii i Inguszetii
sporządzała raport dla walczącej z torturami organizacji ACAT (Action
Chretiens
pour l�Abbatre les Tortures), a także dla ONZ, powiedziała: - Przeprowadziłam
ponad 60 rozmów z ofiarami filtracji. Pozwala to stwierdzić, że przeciwko
ludności cywilnej Czeczenii prowadzi się dobrze zaplanowaną i zorganizowaną
akcję, której celem jest doprowadzenie do inwalidztwa i bezpłodności jak
największej liczby osób.
Współpracujące z Human
Rights Watch Stowarzyszenie Przyjaźni Rosyjsko-Czeczeńskiej w Inguszetii
donosi: w ciągu miesiąca, od 15 lipca do 15 sierpnia br. zabito i
rozstrzelano
spośród ludności cywilnej 59 osób; porwano - 64; ciężko raniono - 168;
poddano
torturom - 298; rozboju dokonano w stosunku do 398 rodzin; zburzono 97 domów,
zgwałcono - 1 kobietę, 1 mężczyznę (tylko ci się przyznali). Aaron Rhodes -
dyrektor wykonawczy Komisji Praw Człowieka Międzynarodowej Fundacji
Helsińskiej
twierdzi, że nad kilkusettysięczną obecnie Czeczenią zawisła groźba
ludobójstwa.
***
Czeczenki poszukują swych mężczyzn. Piszą do prokuratur, administracji,
sztabów i prezydenta Putina. Rozklejają na słupach zawiadomienia z
fotografiami. Brodzą po świeżo odgrzebanych bezimiennych dołach ze szczątkami
i
szukają skrawka znajomej kurtki, dżinsów, ręki lub nogi. Mają wygasłe, suche
oczy. Czeczenki już nie płaczą.
KRYSTYNA KURCZAB-REDLICH