viri-palestyna
15.01.03, 00:29
.....Reagując na akty terroru, władze amerykańskie przez dziesięciolecia albo
ograniczały się do bezsilnych gróźb, albo po prostu broniły sprawy
terrorystów. Co więcej, opłacały bezpośrednio Egipt i Organizację Wyzwolenia
Palestyny, starały się przypodobać Syrii oraz podtrzymywały "szczególne
więzi" z Arabią Saudyjską. Utrzymywały wreszcie, że z amerykańskim życiem
islam można pogodzić równie dobrze jak episkopalizm. Nie zapominajmy jednak,
że zabijanie jednostek, które się nie liczą, podsyca nienawiść. A darowanie
życia tym, którzy mają znaczenie, nieuchronnie wywołuje pogardę.
Aby odnieść zwycięstwo w walce z terroryzmem, trzeba przyjąć całkowicie
odmienną postawę. Należy poświęcać bardzo mało czasu i energii - lub nie
zajmować się tym wcale - na szukanie snajperów i samobójców wysadzających się
w powietrze. Trzeba natomiast zadbać o to, by każde życie poświęcone
działalności terrorystycznej było życiem zmarnowanym. Należy skazać na
przegraną wszystkie programy, które zapewniają arabskim tyraniom
legitymizację. Ludzi, którzy są gotowi walczyć za przegraną sprawę, spotyka
się raczej na stronach powieści niż w życiu. Trzeba dyskredytować i w miarę
możności pozbawiać środków - zamiast je finansować - arabskie reżimy, które
zachęcają do walki ze Stanami Zjednoczonymi. Trzeba więc użyć sił zbrojnych,
by te reżimy obalić, pozbawić władzy klasy panujące w krajach arabskich, gdyż
są one ściśle powiązane z organizacjami terrorystycznymi.
Takie reżimy zawsze będą tworzyć wyłącznie terroryzm, to dzikie tygrysy. A
nawet gdyby doszło do tego, że sprawujący w nich władzę staraliby się
wprowadzić jakieś zmiany, zginęliby z rąk wewnętrznych wrogów. Ameryka
najprawdopodobniej nie jest w stanie zreformować tych reżimów. Wybór jest
więc prosty. Albo trzeba je tolerować, godzić się na ich politykę i stosowane
przez nie metody terrorystyczne, albo je zniszczyć.
Angelo M. Codevilla
wiecej www.wprost.pl/ar/?O=38205&C=57