s.berkowicz
24.08.06, 14:21
OKRĄGŁY STÓŁ CZY KONTRREWOLUCJA,
ALBO
CO PO CASTRO?
Choroba Fidela Castro wywołała – co zrozumiałe – falę spekulacji co do
przyszłości Kuby po prawdopodobnym rychłym zejściu jej komunistycznego
genseka. Niepokojący wszelako wydaje się dominujący w postępowych (czyli
praktycznie wszystkich) mediach ton tych komentarzy. Dostrzegalna jest w nich
bowiem nie nadzieja na prawdziwą dekomunizację tego pięknego, lecz
nieszczęśliwego, kraju, lecz troska o to, by przypadkiem tyranizującym go od
40. lat komunistom włos z głowy nie spadł. Znamienne zresztą, że właściwie
niemal nie używa się w tym kontekście słowa komunizm, lecz jedynie i
nieustannie dyktatura, a tym samym Castro, jako jeden z ostatnich w świecie –
jak się uporczywie podkreśla – dyktatorów, nieoczekiwanie staje się nie tyle
uczniem Lenina, Stalina czy Breżniewa, lecz „kolegą" Franco, Salazara czy
Pinocheta. Chodzi zatem nie o wyzwolenie Kuby spod komunizmu, lecz o
demokratyzację systemu, po której ludzie aparatu partii komunistycznej mają
mieć zagwarantowany formalnie równoprawny, a faktycznie – jak zawsze w takich
wypadkach – uprzywilejowany udział. Jako że potencjalnych następców Castro
nieustannie się komplementuje, uznając za oczywistość, że dojrzeli oni do
takiego rozwiązania, rolę wroga wyznacza się zamiast nich, ni mniej ni więcej,
tylko prawicowym emigrantom, mającym swoje skupiska głównie na Florydzie;
nacjonalistom kubańskim, którzy od samego początku próbowali z bronią w ręku
obalić komunistyczną tyranię. Jaki by tedy światowy tytuł nie wziąć do ręki,
wszędzie można przeczytać alarmujące ostrzeżenia przed „ekstremistami", którzy
gotowi są zakłócić spodziewany proces demokratyzacji i, nie daj Bóg!,
przeprowadzić zbrojną Kontrrewolucję.
Sprawa wydaje się zatem oczywista: dla Kuby po komunizmie przewidziano
dokładnie ten sam scenariusz, co dla Polski i innych krajów zniewolonych przez
Sowiety. Udelektowani mają być (politycznie i finansowo) przede wszystkim sami
komuniści, z pełną gwarancją bezkarności oraz smakowania owoców Rewolucji,
dalej „słuszni", bo postępowi, dysydenci, czyli ci dawni towarzysze Castro,
którzy się przewerbowali na demokrację i socjalizm z ludzką twarzą, no i
oczywiście grynderski multikapitał, któremu otworzy drogę jakiś kubański
Balcerowicz. Lud ma się zadowolić odzyskanymi prawami człowieka,
podziękowawszy swoim dotychczasowym oprawcom za to, że już łaskawie nie będą
mordować i więzić. Zamiast Komunistycznej Partii Kuby powstanie Sojusz Lewicy
Demokratycznej im. Ernesta „Che" Guevary, rządzący wespół albo na przemian z
postdysydencką Partią Demokratyczną, bo przecież kult tego „bohatera" będzie
łączył wszystkich. Dla ubarwienia pluralizmu może jeszcze powstanie Ruch
Otwartych Chrześcijan, kierowany przez „teologów wyzwolenia". A wrogiem
publicznym wszystkich demokratów będzie kontrrewolucyjna, nacjonalistyczna
prawica, wywołująca demony przeszłości.
Że taki właśnie scenariusz jest bardziej niż prawdopodobny, otrzymaliśmy
świeży dowód w postaci ogłoszonej 22 sierpnia inicjatywy samego p. Aleksandra
Kwaśniewskiego, w porozumieniu z bliżej nieznaną (wyjąwszy fakt sponsorowania
jej przez poszukiwanego listem gończym „biznesmena" Edwarda Mazura –
domniemanego zleceniodawcy zabójstwa gen. Papały) Miss Kayą Mirecką-Ploss z
amerykańskiego Instytutu na rzecz Tolerancji i Dialogu im. Jana Karskiego
(ach, ta nazwa, ten wdzięk, ten szyk!). Nasz eks-Prezio nastręcza się
Kubańczykom, ni mniej, ni więcej, z propozycją zorganizowania im Okrągłego
Stołu, przy którym zasiąść by mieli towarzysze kubańscy, „dysydenci" i
przedstawiciele partykularnego Kościoła.
Mam wiele sympatii dla Kubańczyków, i to nie tylko z powodu cygar, rumu i
gorących rytmów, lecz znacznie poważniejszych. Kuba to przecież jedna z pereł
katolickiej hispanidad, jeden z najstarszych przyczółków Cristiandad w Nowym
Świecie. Zasługuje na coś więcej, niż na demokratyzację; zasługuje właśnie na
Kontrrewolucję, po której odrodzi się Cuba Libre, bez komunistów oraz ich
kolaborantów. Na początek apeluję więc do kreolskich braci: nie wierzcie
„Grekom" przynoszącym dary. Odeślijcie p. Kwaśniewskiego (razem z jego
„trojańskim" meblem) tam, gdzie jego miejsce – do diabła.
Jacek Bartyzel