stodol_nik
28.11.06, 15:00
"Z analizy Grossa wynika - to główna teza książki - że powojenny agresywny
antysemityzm eksplodował wśród Polaków, gdyż mieli poczucie winy z powodu
swojej postawy wobec Żydów podczas wojny, i ponieważ na zagładzie Żydów wielu
Polaków skorzystało materialnie"
dowód pierszy:
1943 sierpień - fragment memoriału kierownika Departamentu (Sekcji) Spraw
Zagranicznych Delegatury Rządu Romana Knolla w " kwestii żydowskiej"
[... ]
Wśród zagadnień naszych narodowościowych istnieje jeszcze i zagadnienie
żydowskie. Sprawa ta u nas pozornie tylko była sprawą wewnętrzną.
W rzeczywistości wiązała się ona zawsze z zagadnieniami międzynarodowymi i
wpływała na naszą sytuację zagraniczną. Rozumiemy, że w węższym jeszcze
stopniu będzie to miało miejsce przy likwidacji tej wojny, w której żydostwo
międzynarodowe należy do jednego z obozów walczących. Masowe morderstwa Żydów
w Polsce, dokonane przez Niemców, sprawę żydowską u nas zmniejszają, ale nie
usuwają jej całkowicie. Na pewno ocaleje jeszcze bardzo znaczna ilość Żydów,
a ich reemigracja po zakończeniu wojny sprawić może, iż trzeba się będzie
liczyć z jednym do dwóch milionów ludności żydowskiej. Wobec natomiast
potwornych prześladowań, jakim Żydzi w Europie ulegli, opinia publiczna
jeszcze znacznie czulsza będzie na ich losy i bardziej dbała o ich interesy.
W kraju w danej chwili nade wszystko góruje chrześcijańskie współczucie dla
katowanych Żydów, poza tym jednak panuje we wschodniej części Polski bardzo
ostre rozdrażnienie w stosunku do Żydów, pozostałe z czasów okupacji
bolszewickiej, w całym zaś kraju istnieje, niezależnie od momentów
psychologicznych, stan rzeczy, w którym powrót Żydów do ich placówek i
warsztatów jest zupełnie wykluczony, nawet w znacznie zmniejszonej ilości.
Ludność nieżydowska pozajmowała miejsca Żydów w miastach i miasteczkach i
jest to w wielkiej części Polski zmiana zasadnicza, która nosi charakter
ostateczny. Powrót Żydów w masie odczuty byłby przez ludność nie jako
restytucja, ale jako inwazja, przeciwko której broniłaby się ona nawet drogą
fizyczną. Byłoby tedy dla polityki naszej rzeczą zgoła tragiczną, gdyby w
momentach ustalania naszych granic, uzyskiwania kredytów, zawierania sojuszów
czy federacji Polska postawiona została pod pręgierz opinii świata jako kraj
bojowego antysemityzmu.
Wszystkie wrogie nam czynniki wyzyskałyby ten moment, aby nas pognębić i
pozbawić nas owoców tak bardzo drogo okupionego zwycięstwa. Rząd słusznie
czyni, zapewniając opinię świata, że w Polsce antysemityzmu nie będzie ale
nie będzie go tylko w takim wypadku, jeśli żydostwo ocalałe z pogromu nie
będzie usiłowało masowo powrócić do polskich miast i miasteczek.
Z tej trudnej sytuacji kraj widzi tylko jedną drogę wyjścia, to jest podjęcie
przez rząd polski zawczasu, możliwie natychmiast, inicjatywy stworzenia dla
Żydów wschodniej Europy własnego ogniska narodowego. Winien to być program
lansowany w kontakcie ze sferami żydowskimi o typie syjonistycznym, a
przewidywać dla przyszłego państwa żydowskiego powinien on raczej terytorium
wschodnioeuropejskie niźli Palestynę, która jest na to za ciasna, za
egzotyczna i budząca konflikty ze światem arabskim, i niźli kolonie
tropikalne, do których masy żydowskie nie zechcą się przenosić. Za wcześnie
może byłoby precyzować, o jaki teren by tu chodziło. Stanowisko nasze w tej
sprawie musi nosić charakter nie antyżydowski, a filożydowski. Żydzi są
narodem, mają prawo do własnego terytorium i do wytworzenia w nim wszystkich
warstw i klas. Diaspora jest dla żydostwa przekleństwem, a za obecne tak
potworne prześladowania należy mu się wynagrodzenie, o które przydbać powinny
przede wszystkim te narody, które przez wieki gościły u siebie Żydów i które
po tym pokojowym rozstaniu gotowe są brać udział w pomocy ekonomicznej i
obronno-militarnej nowego państwa.
Pozdrówko.