Dodaj do ulubionych

PACYFIŚCI TO PODNIECENI KRETYNI(M.Edelman)

09.04.03, 22:40
PACYFIŚCI TO PODNIECENI KRETYNI

Nie można liczyć na Francuzów, Niemców czy Rosjan! Wojna z Irakiem jest
konieczna! Można być przyzwoitym człowiekiem w czasach wojny! - MAREK
EDELMAN, ostatni żyjący przywódca powstania w warszawskim getcie, znakomity
lekarz kardiolog, krzyczy na PIOTRA NAJSZTUBA

Czy ta wojna powinna nas obchodzić? Jest tak daleko od nas...
- Słońce jest jeszcze dalej, a interesuje nas, czy świeci, czy nie. Każda
wojna powinna nas interesować, bo każda jest zagrożeniem.
To dobrze, że bierzemy w niej udział?
- Bardzo dobrze. To jest wojna, która ma ręce i nogi, w której wiadomo, o co
chodzi, że w niej nie chodzi o to, żeby ktoś miał jeszcze jeden kawałek pola
naftowego.
Jest Pan pewien, że nie o to chodzi?
- Pewnym to nie można być niczego, ale według mnie tak jest. To pierwsza taka
wojna, w której wojsko nie bije się o terytorium, o naftę, tylko bije się o
człowieka. Prezydent USA Jimmy Carter wprowadził pojęcie praw człowieka do
polityki międzynarodowej, Clinton zrealizował to w Jugosławii, w Timorze
Wschodnim, a w Rwandzie częściowo. To jest następny etap. Jeśli terror grozi
całemu światu, to trzeba go zwalczyć w zarodku, u źródła, albo zniszczyć
tych, którzy go wspomagają. Inaczej będzie się bardzo łatwo rozprzestrzeniał.
Nie obserwował Pan z nadzieją prac międzynarodowej komisji, która próbowała
rozbroić Irak pokojowo?
- Czy pan widział, żeby jakikolwiek dyktator pokojowo ustąpił i oddał
władzę?! Ja nie!
Z wojny w Iraku wyłania się nowy światowy ład, w którym decyduje Ameryka. To
dobrze?
- To, co pan mówi, to jest demagogia! I tę demagogię to ja znam od dawna. Tę
demagogię w roku 1938 chcieli narzucić światu Chamberlain i Daladier, którzy
chwalili Hitlera, mówili, że załatwili z nim pokój na sto lat, a za dwa lata
bombardowany był Londyn, a za półtora roku Francja przestała istnieć.
Czy raczej takie porównania nie są demagogią?
- Oczywiście, że nie są! Wszyscy dyktatorzy od zarania świata mają ten sam
charakter. Żeby istnieć, muszą mieć zawsze wroga, żeby się utrzymać, muszą go
zniszczyć, a przy okazji zniszczyć swój naród. To są ludzie, którzy nie mają
szacunku dla życia ludzkiego. Im jest wszystko jedno, ilu ludzi zginie.
Stalin, żeby się utrzymać przy władzy, zamordował sto milionów ludzi, Hitler
w Europie 50 milionów ludzi!
Ale to się działo w innym społeczeństwie. W dzisiejszym świecie to byłoby
chyba niemożliwe.
- Krwawy dyktator w każdym świecie jest możliwy. Zmieniają się tylko techniki
zabijania! Zresztą Hitler też stosował różne techniki zabijania: jednych w
komorach gazowych, innych rozstrzeliwał, a w czwartek rzucał bomby. I w
każdych czasach trzeba przeciwstawić dyktatorowi siłę. Dlaczego pan nie
spróbował Miloszevicia przekonać, żeby oddał władzę? Niech pan nie mówi
takich rzeczy, jakby był dzieckiem z przedszkola!
Chodzi mi o to...
- A mnie chodzi o to, że tak jak pan mówią wszyscy niedorozwinięci ludzie,
którzy nie wiedzą, co to jest terror, co to jest dyktatura, którzy nic w
życiu nie widzieli! Chcą, żeby im było wygodnie! Mówią: "Ja dbam o życie
ludzkie". Z tym, że jak spadły samoloty na Nowy Jork, to siedzieli
bezpiecznie w domu.
Z tego, co wiem, Amerykanie nie szukają w Iraku Osamy ben Ladena...
- Ale wiedzą o jego kontaktach z Saddamem i nie chcą czekać, aż ten sprzeda
lub odda al Kaidzie broń chemiczną lub biologiczną.
Przeciwnicy wojny mówią też: "Ta wojna jest niebezpieczna, bo dzieje się w
bardzo zapalnym regionie i za chwilę może się przerodzić w wiele wojen". Czy
ta groźba nie powinna nas powstrzymać?
- Każda wojna jest ryzykiem. Ale z tą może się stać akurat odwrotnie.
Irak otoczony jest przez coraz bardziej sprzyjające mu państwa, czy ta wojna
nie doprowadzi do wielkiego konfliktu w regionie? Żydzi nie mogą się uporać
ze swoim konfliktem z Palestyńczykami od wielu lat.
- Niech pan nie mówi takich rzeczy, Żydzi nie mogą się uporać z arabskimi
dyktaturami, które są dookoła. Palestyńczycy to jest mała grupa biednych
ludzi, utrzymują tę wojnę wielcy bogacze - Irak, Arabia Saudyjska. Żadna
wojna bez pieniędzy nie może istnieć. Saddam przecież płaci palestyńskim
samobójcom. Niech pan zauważy, że od wybuchu wojny nie było w Izraelu takiego
zamachu.
Jednak ostatnio Saddam Husajn był zamknięty w Iraku jak w potrzasku.
- O tym, że to nie był skuteczny potrzask, świadczy choćby to, że tysiące
Amerykanów piszą na swoich transparentach: "Bush - nie zabijaj" i stają po
stronie tego bandyty Saddama, że setki tysięcy Europejczyków wychodzą na
ulice, krzycząc, że zabito jedno dziecko. Gdzie oni byli, kiedy on zagazował
pięć tysięcy Kurdów? Siedzieli w domu. Dlaczego go bronią? Zbyt wielu ludzi
lubi tyranów.
Oni nie manifestują poparcia dla tyrana.
- Niech pan nie mówi takich rzeczy! Jeżeli się dzisiaj idzie w pokojowej
demonstracji, to się jest za Saddamem czy przeciw niemu? Dzisiaj pokój go
ocali!
Nie można być przeciw wojnie, a nie za Saddamem Husajnem?
- Protestować trzeba było, jak zabijał swoich ludzi, Kurdów, szyitów.
Też protestowali.
- Co pan opowiada?! Ja nie widziałem tego prokurdyjskiego ruchu na świecie.
Niech ci, którzy protestują, wrócą do domu i siądą przed telewizorem.
Zobaczą, jak setki osób w Bagdadzie mówią: "Śmierć, zabijemy was", i dostają
pięć tysięcy dolarów za zabitego, a siedem tysięcy za jeńca! To jest
ogłupiałe społeczeństwo, tak samo jak Niemcy byli ogłupiali w czasie II wojny
światowej.
Można ludzi zmieniać na siłę?
- Jak to? A można siebie skazywać na zagładę? A to nas czeka, jeśli go nie
wykurzymy. On mówi, że wprowadzi swoje porządki wszędzie. Hitler mówił to
samo i wszyscy się śmieli, a co się potem okazało? I nie mówcie mi, że to
jest inny człowiek! To jest ta sama mentalność mordercy.
Jednak opinia publiczna nie zawsze jest taka zdecydowana jak Pan. Pokazywanie
ofiar tej wojny budzi protesty.
- Niech pan mi nie mówi o ofiarach, bo na wojnie ofiary muszą być.
Odzwyczailiśmy się od tego.
- Ja nie widziałem wojny bez ofiar. Pan w ogóle nie widział wojny. No to jak
pan sobie wyobraża, że wojna to jest spacer po Marszałkowskiej? - to nie mamy
o czym rozmawiać! Więc proszę nie mówić o ofiarach, one oczywiście są, a że
minimalne, to to wskazuje, że ta wojna będzie dłużej trwała. Zajęcie terenu
tak wielkiego jak Irak musi powodować ofiary. Żeby upadł ten reżim, musi być
pokonana także ludność, bo przy Saddamie trzyma ją strach przed nim. Tak samo
było z Niemcami. Niemcy wysyłali 14-letnich chłopców na front i oni wysyłają
10-letnich.
Udział dzieci w wojnie nie jest argumentem. W powstaniu warszawskim też
walczyły dzieci.
- Ale nikt ich do tego nie zmuszał propagandą, strachem ani siłą.
Uważa Pan, że media robią złą robotę, pokazując nam te ofiary?
- Nie, choć podnieca to tych kretynów, którzy mówią, że są pacyfistami. Oni
by chyba chcieli, żeby jeszcze jeden samolot spadł na Reichstag, a drugi na
siedzibę prezydenta we Francji. Wtedy może by się ruszyli. Mieli szczęście,
że one spadły na Amerykę.
Pańskim zdaniem pacyfizm we współczesnym świecie ma sens?
- Wojna nie jest dobrą rzeczą, ale jak nie ma wyjścia, to trzeba się bić,
żeby uratować ludzkość.
Tylko kiedy wiedzieć, że już nie ma wyjścia?
- Zawsze wtedy, kiedy rośnie potęga dyktatorska, faszystowska, nieludzka.
Trzeba ją w zarodku niszczyć. Im wcześniej, tym lepiej. Nie ma "kiedy"!
Chcielibyście wtedy, kiedy on będzie już miał bombą atomową?
Zaraz usłyszę: "To dlaczego nikt nie zabiera się teraz do Korei Północnej?".
Najlepiej siedem frontów otworzyć jednocześnie i wszystkie przegrać, wtedy
byście byli zadowoleni?!
Kiedy Pan mówi do mnie "byście", to kogo Pan ma na myśli?
- Pana też, między innymi.
Ale ci "oni" to kto?
- To są ci, którzy wychodzą na ulice. Pan chodzi w Warszawie na te
demonstracje?
Nie.
- A wygląda pan, jakby chodził.
Nie mam natury demonstranta.
- A, tylko dlatego... wygodniej siedzieć w domu.
Ja tą wojną
Obserwuj wątek
    • viri-palestyna Re: PACYFIŚCI TO PODNIECENI KRETYNI(M.Edelman) 09.04.03, 22:41
      Ja tą wojną zajmuję się w pracy. Nie muszę swojego do niej stosunku wykrzyczeć
      na ulicy. A co przyzwoity człowiek powinien robić w czasie takiej wojny?
      - Powinien życzyć aliantom, żeby się to jak najszybciej skończyło, i potem
      powinien pomagać temu nieszczęsnemu narodowi irackiemu.
      A jeśli przyzwoity człowiek spotka na ulicy ankietera i ten spyta go o stosunek
      do wojny?
      - Ma mówić: "Jestem przeciwko wojnie, ale jestem za wojną w Iraku. Jesteśmy
      przeciwni wojnie o naftę, o węgiel, o pieniądze, ale jestem za wojną, która
      ratuje życie człowieka".
      Jest w Panu pewna niespójność, bo z jednej strony dosyć trzeźwo Pan patrzy na
      wojnę, na przykład mówi Pan, że wojny bez wielkich pieniędzy toczyć się nie
      mogą. A z drugiej strony - idealistycznie wierzy Pan, że są jakieś wojny, które
      nie toczą się o naftę, które nie toczą się o pieniądze.
      - A co oni mieli w Jugosławii za naftę? Jaką naftę Ameryka miała w Jugosławii?
      Ratowała stabilizację w Europie.
      - Nieprawda, nie chodziło o stabilizację. Jugosławia była zamkniętą enklawą.
      Ludzi wsadzali do więzień, wyrzynano Albańczyków, Chorwatów w Sarajewie,
      wyrzynali się nawzajem. Niech pan nie mówi, że to było o pieniądze!
      Jest Pan pewien, że w Iraku nie o naftę chodzi?
      - Ta wojna drożej kosztuje niż nafta, którą zdobędą. Przecież oni liczyć umieją
      i wiedzą, że tu nie będzie zysku.
      A ci, którzy protestują przeciwko wojnie, to są głupcy czy zdrajcy?
      - Jest takie przysłowie: Jak jeden głupi wrzuci kamień do wody, to dziesięciu
      mądrych nie może go wyciągnąć. A pan mnie pyta, kim oni są?
      Nie niepokoi Pana, że Niemcy i Francja są przeciwnikami tej wojny?
      - Nie, bo trzeba wiedzieć, kto jest naszym sojusznikiem. Nasi "sojusznicy",
      Niemcy, Francuzi i najbliżsi Rosjanie, to nie są moim zdaniem przyjaciele. To
      oni zniszczyli Polskę, wszyscy razem: Daladier, Hitler, Stalin.
      Pan nie ma wątpliwości. Jednak kiedy polskie władze podejmowały decyzję o
      naszym udziale w tej wojnie, większość Polaków, prawie 75 procent, była temu
      przeciwna. Czy można podejmować taką decyzję wbrew swoim obywatelom?
      - Te sondaże pokazują przede wszystkim poziom egoizmu badanych. Polityk musi
      czasem się temu przeciwstawić. Jeżeli chce prowadzić dobrą politykę, czasem
      musi stanąć przeciwko przekonaniom obywateli. Tej decyzji wymagała polska racja
      stanu. Polska historia, pięćdziesiąt lat czy sto lat, pokazuje, że nie można
      liczyć ani na Francuzów, ani na Niemców, ani na Rosjan. Że te kraje albo będą
      patrzyły i stały z boku, będą się uśmiechały, albo będą robiły kwaśną minę,
      albo będą nas niszczyły. Zresztą przypomnijmy sobie lata 40., to nie Francja
      wyzwoliła Europę.
      Pan się nie boi Ameryki, która narzuci innym swoją hegemonię i będzie...
      - Co będzie?! No co będzie?
      ...decydowała o wszystkim.
      - Myśli pan, że wsadzi pana do pierdla i nie da jeść?
      Tylko to byłoby prawdziwym zagrożeniem?
      - No to boi się pan, że będzie śpiewał woogie-boogie, a nie "Szła dzieweczka do
      laseczka"?
      No tego się akurat nie boję. Świat jednobiegunowy jest pewnym zagrożeniem.
      - Taki biegun nie jest najgorszy. Zresztą będzie niedługo drugi biegun, Chiny z
      Rosją nim będą.
      A nie obawia się Pan tego, że ta wojna rozleje się na cały region?
      - Nie. Irak jest świeckim państwem. Tam wojna religijna w stylu Chomeiniego nie
      chwyta. Jak oni dostaną jeść i będą mieli rząd, który nie będzie ich gnębił,
      bił i nie będzie ich wsadzał do więzień, to jest nadzieja, że w ciągu 20, 30
      lat tam się zrobi demokracja. I jak tam się zrobi demokracja, to ona będzie
      promieniowała na cały region. Choć to nie zrobi się jutro. Czy pan myśli, że w
      Jugosławii już jutro będzie dobrze?
      Czyli niech będzie błogosławiony pax americana?
      - A pan znowu swoje! Przecież po wojnie konstytucję japońską podyktował
      amerykański generał MacArthur i ona jest do dzisiaj. A przecież nie było
      większych nacjonalistów i ksenofobów niż Japończycy.
      Nieszczęściem jest to, że Europa się do tej wojny nie przyłączyła. Nie
      zrozumiała, że to jest zagrożenie większe dla nich niż dla Ameryki, bo są
      słabsi.
      Dziwi Pana postępowanie prezydenta Francji? Ma u siebie parę milionów
      muzułmanów.
      - Francuzi? Ja panu coś powiem, Francuzi zawsze byli nacjonalistami i
      szowinistami.
      To nie ma nic do rzeczy. Dzisiaj mają też kłopot ze swoimi muzułmanami.
      - Niech im dadzą równe warunki życia jak Francuzom, to nie będą mieli kłopotów.
      Niech ich nie traktują jak ludzi drugiej kategorii, niech nie krzyczą na
      nich "Étrangers!" [obcy - przyp. red.]. Niech pan zobaczy, w jakich warunkach
      mieszkają Algierczycy!
      Szczerze mówiąc, jadąc na rozmowę do lekarza, legendarnego przywódcy powstania
      w getcie, spodziewałem się rozmawiać z pacyfistą.
      - To pan jest naiwny, bo pan nie rozumie, co to jest dyktatura, terror. Bo pan
      nie wie, jak z nimi trzeba walczyć, bo pan sobie leżał w łóżeczku i spał!
      Jeszcze mnie wtedy nie było na świecie. W Panu ten koszmar wojenny jest żywy
      czy Pan o nim zapomniał?
      - Nic się nie zapomina. Nie można się wyzwolić z przeszłości.
      I Pańskie dzisiejsze poglądy to wynik tych doświadczeń?
      - Postępowanie człowieka jest zależne od tego, co było. To nie jest tak, że
      można dziś zacząć nowe życie bez przeszłości.
      Chciałby Pan czasem nie mieć za sobą getta?
      - Nie myślę o takich rzeczach.
      A pamięta Pan, że jest bohaterem?
      - Nie jestem głupi. Czym było to, co pan nazywa tu bohaterstwem? Człowiek jest
      w pewnych okolicznościach, uważa, że "tak" powinien postępować i "tak"
      postępuje. To jest za każdym razem jeden ruch ręką, tą czy tamtą. Zdecydowałeś
      się? No, to musisz tak postępować. Bardzo po prostu. Tak zwane bohaterstwo jest
      prostolinijne.
      Zdarza się Panu, obserwując żołnierzy w telewizji, wspominać swoje walki?
      - Nie, to nie taka wojna. Czasami książki przywołują wspomnienia. Szczególnie
      jeśli opisują strach, głód - ja to rozumiem.
      Film Polańskiego o getcie zdobył Oscary. Film, literatura, muzea pełne są
      Holocaustu. Czy można coś jeszcze dodać?
      - Powinien powstać film o miłości w getcie. A to była wielka rzecz. To
      pozwoliło ludziom żyć. I to nie tylko miłość między chłopcem a dziewczyną.
      Miłość trzymała przy życiu.
      Taka miłość nie zdarza się w normalnych, pokojowych czasach?
      - Dzięki niej człowiek pozbywał się zagrożenia, czuł się bezpieczny, mimo że za
      godzinę mógł zginąć. Holocaust był taką rzeczą niepojętą dla świata. Po latach
      wraca, jest oswajany, wnika w kulturę. Wszystkie książki amerykańskie mają go w
      tle. Problem życia ludzkiego, które nie ma perspektywy. To doszło też do
      malarstwa, abstrakcja to zagłada sztuki, podobnie jak muzyka oparta na
      dysonansie.
      Pan był powstańcem, walczył w mieście. Może się zdarzyć tak, że podczas
      oblężenia Bagdadu, podczas walk ulicznych, któryś z dowódców gwardii irackiej
      będzie się czuł tak, jak Pan wtedy się czuł. Że walczy w świętej sprawie, że
      został zaatakowany, że jest ofiarą.
      - To, że on sam wierzy, że walczy w świętej sprawie, nie ma żadnego znaczenia.
      To musi być obiektywnie tak oceniane. Zabijam - ale w imię czego? Żebyś ty mógł
      przeżyć, żebyś ty mógł jeść, a nie żebym ja rządził! A on chce rządzić Ameryką,
      opanować świat i zniszczyć wszystkich niewiernych. I zabija swoich. Nie może
      się czuć tak, jak ja się czułem w getcie!

      ROZMAWIAŁ PIOTR NAJSZTUB
    • Gość: Zuni Re: PACYFIŚCI TO PODNIECENI KRETYNI(M.Edelman) IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.03, 00:36
      Z calym szacunkiem dla pana Edelmana lecz nie tak latwo tu o analogie.

      Na forum zreszta wielokrotnie o tym mowiono.
      Hitler w roku 39 dysponowal najwieksza, moze lepiej najsprawniejsza sila
      militarna na swiecie.Porownanie Saddama z Hitlerem jest asymetryczne.

      Po przegranej I wojnie w zatoce Saddam nie posiadal jak sie zdaje narzedzi
      mogacych w realny sposob zagrozic swiatu.Choc prawda jest , ze byl w stanie
      destabilizowac i tak daleka od homeostazy sytuacje w regionie. Jesli wiec
      rozpatruje sie przypadek rezimu Saddama w aspekcie konkretnego zagrozenia, to
      nalezy stwierdzic , ze stanowil on takowe jedynie dla swojego narodu, per
      procura zas , oplacajac zamachowcow ,zagrazal mieszkancom Izraela.

      Jesli powodem do wojny jest domniemanie , tak jak w przypadku obecnej,to w jaki
      sposob ja uprawomocnic chocby post factum jesli owo domniemanie okazalo sie
      falszywe?

      Przypomne to co juz powiedzialem w jednym z postow , mianowicie wojne
      prewencyjna odrzucali wszyscy wielcy prezydenci USA.Wypowiadal sie przeciwko
      niej Eisenhower(interwencja Chinska w Korei)przeciwstawial sie jej Kennedy
      (kryzys Kubanski).Jedyna wojna tego typu , jaka USA prowadzily dotychczas byla
      wojna z Hiszpania o Kube.(100 lat temu)
      Broni MR nie znaleziono.

      Wiekszosc przekonanych,nieprzypadkowych pacyfistow postulowala odrzucenie wojny
      innej od wojny stricte obronnej ,jako uprawnionego narzedzia ksztaltowania
      stosunkow miedzynarodowych.

      Panstwa i narody zyja przez dziesiatki pokolen ,z czego wynika , ze
      przykladanie do ich procesow rozwojowych zwyklej ludzkiej miary jest
      niezasadne.Jesli jednej administracji nie udalaby sie proba dojscia droga
      pokojowa do porozumienia z tym czy innym niezagrazajacym bezposrednio
      miedzynarodowemu status quo rezimem to udaloby sie to nastepnemu rzadowi.
      Popedzanie procesow jakie ksztaltuja narody i ich kultury przynosi skutki jakie
      dalo sie obserwowac w Rosji po zwyciestwie rewolucji ,a z ktorych ten
      potencjalnie najbogatszy kraj swiata otrzasa sie do dzisiaj.

      Jestem sceptykiem.Pomijajac juz fakt , ze w Iraku nie ma po prostu ludzi ,
      ktorzy umiejetnie wprowadziliby ten narod do rodziny demokratycznej, ze przy
      najlepszych checiach i duzych nakladach udaloby sie moze doprowadzic do
      powstania tamze ukladu spoleczno-politycznego z grubsza przypominajacego model
      turecki, to aby zrealizowac chocby minimum z gloszonych przed wojna z Irakiem
      hasel o pokojowej transformacji tego kraju w kierunku zachodnich standardow
      zycia spolecznego ,nalezaloby okupowac go na tyle dlugo , by samemu wyszkolic
      nowa kadre administracyjna , nauczycielska , prawnicza etc.a na to nikt nie ma
      pieniedzy i nikt tych pieniedzy nie znajdzie.

      Czyli jest wysoce prawdopodobne , ze Irak przez najblizsze lata egzystowac
      bedzie na prawach polkolonii eksploatowanej dla jej bogactw mineralnych.
      Przeciwko takiemu zawoalowanej , lecz jak najbardziej realnej przyczynie wojny
      rowniez protestowali pacyfisci.

      Przeciwstawiali sie tez nieodpowiedzialnosci administracji , ktora dezawuujac
      zupelnie znaczenie i tak malo sprawnych ponadpanstwowych cial prawodawczych i
      egzekucyjnych dopuscila sie destrukcji systemu miedzynarodowego bezpieczenstwa
      nie proponujac nic w zamian.

      Nikt z pacyfistow nie bronil "niepelnosprawnego" ONZ przed niewatpliwie
      konieczna reforma . Bylismy i jestesmy za miedzynarodowym charakterem zapisow
      prawnych regulujacych zasady stosunkow pomiedzy panstwami i narodami.

      Jest wyrazna roznica pomiedzy hegemonia a dominacja , co takze uwypuklaja
      pacyfisci.Dominant mimo swojej uprzywilejowanej pozycji ekonomicznej czy
      politycznej uznaje swoja rownosc z podmiotem od siebie zaleznym wobec prawnych
      pryncypiow.
      Hegemon nie czuje sie zobowiazany do swiadczenia na rzecz innych podmiotow
      takich "subtelnosci".

      Zuni.
      • Gość: Zuni List do Adama Michnika. IP: *.rzeszow.cvx.ppp.tpnet.pl 10.04.03, 13:17
        List ten znalazlem na jednym z forow innego portalu.Poniewaz wyraza stanowisko
        pod jakim i ja sie podpisuje , zdecydowalem sie go tu wkleic.
        Niestety ,nie wiem , czy ten list ukazal sie w GW ,ani kto jest jego autorem?
        Czlowiek , ktory go skopiowal , uczynil to nieco wadliwie urywajac zakonczenie.
        Jesli natkne sie gdzies na ciag dalszy, nie omieszkam go pomiescic w watku.
        Prosze tez , by ci ktorzy maja wiedze , kto jest jego autorem , zecchcial mnie
        w tym wzgledzie oswiecic.
        Zuni.


        Chicago 30/03/2003


        Drogi Adamie,

        Osłupiałem. Przeczytałem twój wstępniak na temat wojny z
        Irakiem i nie mogłem uwierzyć. Oto nadworny moralista dokonał
        etycznego samobójstwa.

        Problem z twoimi wywodami bierze się stąd, że są one
        przesiąknięte mitem Ameryki. Podpisujesz się pod akcją
        Amerykanów przeciwko Irakowi ufając, że to co robi Ameryka,
        jest przedłużeniem oświeceniowej tradycji liberalnej. Trudna,
        bolesna, ale konieczna akcja w imię przyszłego szczęścia,
        pokoju i demokracji. Otóż Ameryka, o której mówisz, i Ameryka,
        którą ja widzę na co dzień, to dwie różne rzeczywistości. Ty
        postrzegasz Amerykę jako geopolitycznego misjonarza wolności;
        ja widzę Amerykę, w której aż kotłuje się od faszyzujących
        namiętności.

        Ta Ameryka, której idealizm przywołujesz jako prowojenny
        argument, wciąż wprawdzie istnieje, lecz kurczy się z każdym
        dniem wojny i - wbrew temu co sądzisz - jest wojnie przeciwna.
        Mówię o inteligenckiej Ameryce, która mieszka w Bostonie, Los
        Angeles i na Manhattanie. Ale jest też druga Ameryka, o której
        nie wspominasz, o której twoja Gazeta w ogóle nie pisze, a
        która to Ameryka zawładnęła wyobraźnią większości Amerykanów.
        To właśnie jej udzielasz w ciemno poparcia, podczas gdy jest to
        Ameryka Lepperów, Ameryka populistów i nacjonalistów z
        ewangelickiego Radia Maryja. Innymi słowy, wojna przeciw
        Irakowi jest - twierdzę - wojną o to, która z Ameryk w Ameryce
        zwycięży: liberalna czy faszyzująca. Swoim wstępniakiem
        udzieliłeś moralnego błogosławieństwa amerykańskiemu
        ciemnogrodowi - jest to bodaj największa pomyłka lub moralne
        zlilipucenie twojego skądinąd świetnego pióra.


        Drogi Adamie, Obserwowana z miejsca, w którym siedzę (w Chicago
        a nie w Warszawie), liberalna twarz Ameryki powoli zaczyna
        wyglądać jak morda fanatyka. To właśnie w zmarszczkach tej
        mordy, jak na mapie politycznych i kulturowych idei, widać
        gdzie umiera stary dobry mit Ameryki - ten sam, dzięki któremu
        ongiś łatwiej nam było znosić niewygody komuny i wierzyć, że
        luz, wolność, demokracja zawitają do Polski. Otóż nowe oblicze
        Ameryki, pyszałkowaty, arogancki szowinizm spoglądający na
        liberalizm jak na mięczaka-okularnika, składa się z co najmniej
        pięciu elementów, tu i ówdzie zachodzących na siebie:

        1) Ewangeliccy fundamentaliści (wobec których - zapewniam cię -
        Liga Rodzin Polskich jawi się jako enklawa tolerancji; ich
        narzędziem jest Christian Coalition i ogromna sieć programów
        ewangelizujących; flagową postacią tej formacji jest prokurator
        generalny USA Ashcroft, entuzjasta kary śmierci, cenzury,
        totalitarnej kontroli i inwigilacji obywateli oraz wojny na
        Bliskim Wschodzie jako zapowiedzi Drugiego Przyjścia Chrystusa,
        podczas którego państwo Izrael będzie wpierw źródłem
        regionalnego konfliktu i zagłady Żydów, a potem zbawienia całej
        ludzkości; można by więc określić tę grupę za pomocą
        oksymoronu: antysemiccy proizraelici),

        2) Żydowscy fundamentaliści (których antyarabski tenor zagłusza
        wszelkie głosy pojednania reprezentowane przez takie grupy jak
        Peace Now; są jak zdyscyplinowani żolnierze - z pasją
        uczestniczący w kampaniach wyborczych wszystkich szczebli,
        dając dotacje tym, którzy deklarują bezwarunkową proizraelskość
        i wspierając finansowo przeciwników tych, których postrzegają
        jako oponentów; co ciekawsze, swoją tożsamość polityczną
        definiują nie wedle tradycyjnych pojęć jak liberał czy
        konserwatysta, lecz wedle tego, czy służy to Szaronowi czy nie;
        są w tej grupie nawet byli liberałowie, jak David Dershowitz,
        Christopher Hitchens czy Michael Walzer, których grube księgi
        lub artykuły ongiś pisane w imię "postępu całej ludzkości" są
        dziś jedynie dokumentem tego, że Umysł Racjonalny przegrał z
        Umysłem Trybalnym, że uniwersalność przegrała z etnicznością),

        3) Neokonserwatyści (z reguły dawni lewacy i trockiści, którzy
        rozczarowani rewolucją kulturalną lat sześćdziesiątych i
        siedemdziesiątych dołączyli do obozu Reagana i teraz zapełnili
        administrację Busha swymi pomysłami dotyczącymi globalnej
        inżynierii społecznej, leninowskiej dyscypliny, z jaką należy
        mesjanizm geopolityczny realizować i pogardy dla wszystkiego co
        nie jest zgodne z ich planem przebudowy świata - stąd ich
        paternalizm względem ONZ-u, lekceważenie dla międzynarodowego
        prawa, dla porozumień rozbrojeniowych, dla protokołu z Kyoto i
        tak dalej),

        4) Koledzy z prywatnego klubu golfowego, czyli korporacyjna
        Ameryka (to oni w sposób bezprecedensowy w historii największej
        demokracji, w ostatnich latach energicznie przyśpieszają proces
        korupcji klasy politycznej, to oni przekazują największe
        dotacje wyborcze dla trzech wspomnianych grup, ponieważ ufają -
        i słusznie - że fanatyzm będzie działał jak walec, który
        rozwalcuje znany nam świat do postaci zhomogenizowanego rynku,
        gdzie towary i usługi amerykańskie nie będą już miał
        strategicznych konkurentów; homogenizacyjny, imperialny cel nie
        jest nawet kamuflowany w fachowej prasie amerykańskiej
        poświęconej przyszłym podbitym rynkom - mówi się o tym
        otwarcie, ale nawet ich triumfalizm i tupet nie są, jak się
        zdaje, dla ciebie widoczne),

        5) Prowincjonalna, małomiasteczkowa Ameryka, zwłaszcza z
        republikańskiego Południa, gdzie podejrzliwość wobec obcych,
        oraz poczucie własnej niewinności i ludowej, wrodzonej dobroci
        rywalizują tylko z kultem pistoletu - to obszar szybko dziś
        gęstniejącego nacjonalizmu, który, jak zauważył jeden z
        obserwatorów, przypomina Niemcy Hitlera z wczesnych lat
        trzydziestych (to właśnie dzięki takiej retoryce
        nacjonalistycznej biały Amerykanin z dolnych warstw społecznych
        może czuć się przez chwilę bardzo dobrze, bo ma iluzje że tak
        wiele łączy go z białym milionerem - oto należą razem do
        lepszej rasowo czy kulturowo formacji; to właśnie tacy "white
        tresh", podniecani do nacjonalistycznego szału przez
        szowinistyczne korporacyjne media, w mijającym tygodniu
        niszczyli tysiące CD antywojennych piosenkarzy, spalili kilka
        książek antywojennych autorów amerykańskich, rzucali cegłami w
        okna Arabów z Detroit i domagali się natychmiastowego
        zwolnienia z uczelni tych profesorów, którzy mieli czelność
        wyrazić swoje wątpliwości wobec wojny Busha).

        Krótko mówiąc, gdy patrzę na płonący Bagdad, wina za ów
        technologicznie sprawny barbaryzm obarczam takich moralistów
        jak ty, Adamie. To dzięki takim etycznym dezerterom, dzięki
        ignorancji lub strategicznym wyborom bezwzględnych misjonarzy,
        tężeje morda Ameryki i odchodzi w przeszłość jej liberalna
        twarz. Ten Adam Michnik - ty, który kiedyś byłeś naszym
        Maurycym Mochnackim � stał się częścią carskiej maszyny. Nowy
        Adam, uzasadniając agresję na Bagdad - ktokolwiek by tym
        Bagdadem nie rządził � przysłużył się oto do demontażu starego,
        niedoskonałego świata, świata ułomnych kompromisów lecz świata
        próbującego zbudować międzynarodową agorę i otworzył drogę
        nowemu, korporacyjnemu leninizmowi.

        Zamiast, Adamie, demaskować współczesną Amerykę i jej groźne
        wewnętrzne przeobrażenia, sięgnąłeś jak leniwy rzemieślnik po
        stare, nieaktualne klisze mitycznej, dobrodusznej Ameryki.
        Zamiast napisać, że spór o Irak jest sporem o dusze Ameryki i o
        kształt świata, wcisnąłeś czytelnikom garść etycznych bubli i
        sofistycznych płycizn.

        Na koniec, drogi Adamie, chciałbym powtórzyć za Jackiem
        Kuroniem (który oświadczył kiedyś, że póki nad Wisłą będą
        antysemici on czuje się Żydem
        • Gość: wama Jaka Ameryka? IP: *.axelspringer.com.pl 10.04.03, 14:02
          Bardzo wysoko sobie cenię prowincjonalną, małomiasteczkową Amerykę. Amerykę
          neokonserwatywną. Tę, która mówi tak - tak, nie -nie. Tę, która mówi, że czarne jest czarne, a białe
          jest białe. Tę, która sprzeciwia się chachmęceniu, kręceniu, ściemnianiu i dzieleniu włosa na czworo.
          Która nie chce słuchać inteligenckich dywagacji, wątpliwości, tych powtarzanych jak pacierz "no tak,
          ale z drugiej strony...".
          To ta Ameryka wreszcie nazwała ZSRR po imieniu: imperium zła. I zadusiła to imperium narzucając
          mu mordercze tempo wyścigu. To ta Ameryka wreszcie zlikwidowała reżim Husajna. Ta Ameryka w
          przeszłości wielokrotnie wyciągała Europę z tarapatów. Ta Ameryka jest dziś jedynym
          supermocarstwem - bo jej postawa oraz sposób myślenia i postrzegania świata okazały się
          najskuteczniejszą receptą na sukces.
          Oczywiście jest jeszcze Ameryka liberalna, inteligencka, artystowska, hippisowska, kontrkulturowa,
          pacyfistyczna, antyglobalistyczna etc. I bardzo dobrze, niech sobie będzie. Na tym polega duchowe
          bogactwo tego kraju. Ale to dobrze, że o polityce i sprawach wojny i pokoju decyduje ta pierwsza
          Ameryka, a nie ta druga.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka