Dodaj do ulubionych

Szyderca i kontestator

19.04.03, 14:58
Kontestator - zapewne. Szyderca - nigdy ! Raczej - do głębi
wrażliwy humanista i zarazem stojący twardo na ziemi realista -
człowiek syntetycznie postrzegający otaczajacy go Świat ! Oto
kim jest Norman Mailer !

Norman Mailer wie co to wojna - w czasie II wojny światowej
walczył na Filipinach i w Japonii. Jego powiesć z 1948
r. "Nadzy i martwi" to jego największy literacki sukces, bo
najlepiej wychodzi mu proza pisana z autopsji - jest mistrzem
zbeletryzowanego reportazu-syntezy. Jest zarazam jednym z
największych humanistów naszych czasów, a z racji tego swojego
glębokiego humanitaryzmu wyrosłego na wstrząsającym
doswiadczeniu wojennym tego w genialny sposób wrażliwego
intelektu - niezwykle cenionym głosem całego powojennego
pokolenia.

Dlatego, gdy on cos mowi publicznie, to nigdy nie jest to tylko
jego problem!
Tak jest i w wypadku jego wypowiedzi:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=50&w=5716355&a=5716610

Norman Mailer dostrzega to, co zdaje się umykać wszystkim naszym
domorosłym analitykom: Ameryka to kolos, który zbudował swą
potęgę na pożywce, jaką stanowił dla niego cały świat. Wygrał w
bezwzględnej walce o dominację dzięki cechom, które pamiętamy z
deklaracji Scarlet z "Przeminęło z wiatrem": "Choćbym miała
kraść i zabijać..."
Chrześcijańska moralność z jednej - moralność bezwzględnego
łupieżcy z drugiej... zamiast korony cywilizacji zrodziła
groteskowego potwora, który przy pierwszej oznace zagrożenia
zaczyna miotać się konwulsyjnie w poszukiwaniu winnych?
Nie ! Mailer tak tego nie postrzega... widzi pod tym pozorem
chaosu zimną wyrachowaną kalkulację - oskarża o nią w planie
bliższym Republikanów, a w dalszym - podwójną moralność całej
Ameryki!

Z podobną podwójną moralnością mamy do czynienia i na naszym
rodzimym podwórku. Tu jest ona znacznie jaskrawiej zaznaczona,
ale szczęśliwie (?) dotyczy głównie tzw. elit społeczno-
politycznych:
Z jednej strony przerażająco konsekwentne poparcie tychże dla
krwawej polityki Busha!
Z drugiej fałszywe rozmodlenie połączone ze źle skrywanym
lekceważeniem dla nauki i osoby Ojca Świętego!

Czy to nie daje do myslenia?

Obserwuj wątek
    • zbig44 Kontestator - zapewne. Szyderca - nigdy ! 19.04.03, 22:23
      Tacy wielcy Amerykanie jak Norman Mailer, czy Robert Penn
      Warren, kształtowali świadomość nie tylko amerykańskiego
      pokolenia. To tacy ludzie ukształtowali moją wrażliwość i jestem
      im za to głęboko wdzięczny. Zastanawiam się, dlaczego nie stało
      się to udziałem tak wielu innych...

      1948 r. "Nagich i martwych" przeczytałem w przeddzień podboju
      Księżyca... to po prostu arcydzieło literackie stworzone z
      głębokiej potrzeby serca - potrzeby dania świadectwa... bardzo
      długo Norman Mailer nie zbliżył się nawet do tego delikatnego
      muśnięcia muzy, którego tylko najwięksi twórcy doznają... tak
      zwykle bywa, gdy zaczyna się twórczość od razu od "Ody do
      radości"... gdyby Beethowen od tego zaczął, każde jego następne
      dzieło byłoby tylko marnym odblaskiem tego pierwszego...
      arcydieła...

      Kolejna książka - "Na podbój Księżyca" (1970) - to bynajmniej
      nie sarkastyczna opowieść o misji Apollo XI i amerykańskim
      programie podboju kosmosu.
      Napisana na zamówienie NASA za 1 mln dolarów płatne z góry
      mogłaby być zwykłym panegirykiem...
      okazała się pieśnią nad pieśniami - pochwałą całego rodzaju
      ludzkiego, który na rydwanach ognia sięgnąć może gdziekolwiek
      tylko zechce...

      1979 r. - "Pieśń kata" - wstrząsający reportaż o losach
      młodocianego mordercy Gary'ego Gilmore'a skazanego na karę
      śmierci. To obok "Spotkajmy się w Zielonej Dolinie" R. P.
      Warrena, książka, która każdego może uleczyć z krwiożerczej
      chęci afirmacji społecznej zemsty jaką jest kara śmierci
      wymierzana największym nawet zbrodniarzom...


      1997 - najnowszą powieść - "Ewangelia według Syna" ("The Gospel
      According to the Son"), miałem już niekłamaną przyjemność z
      pełnym zrozumieniem przeczytać w oryginale. Czy jest to apokryf
      wymierzony w chrześcijańską hipokryzję? Każdy może sobie łatwo
      sam odpowiedzieć na to pytanie. Ja wiem jedno - tę pozycję znowu
      cechuje dotyk geniuszu, który można porównać tylko z "Mistrzem i
      Małgorzatą" Bułhakowa, "Grą w kości" Josepha Majaulta, "Nocą nad
      Jeruzalem" Svena Delblanca, "Niezłomnym z Nazaretu" Ryszarda
      Kurylczyka, ale także "Weselem Stu Tysięcy Barbarzyńców" Altino
      do Tojala, "Zu, pływającym aniołem" Ramona Jose
      Sendera, "Księżycową Doliną" Jacka Londona, "Piętaszkiem, czyli
      Otchłaniami Pacyfiku" Michela Tourniera, "Zdążyć przed pierwszą
      gwiazdką" Katarzyny Grocholi...
      www2.gazeta.pl/ksiazki/1,20750,1224595.html
      Kto czytał, ten rozumie, co mam na myśli...
      kto nie czytał, no cóż - mogę jej tylko pozazdrościc - wszystko
      jeszcze przed nią... chociaż to oczywiście bynajmniej
      nie "kobieca literatura"... powiedziałbym raczej - literatura
      ludzka... ta najgłębiej, najmężniej dotykająca samej istoty
      człowieczeństwa...

      To tacy ludzie ukształtowali moją wrażliwość i jestem im za to
      głęboko wdzięczny. Zastanawiam się, dlaczego nie stało się to
      udziałem tak wielu innych...
      Chociaż... przypuszczam, że wiem dlaczego...
      Człowiek musi to mieć w sobie (a każdy to ma... na początku... u
      wielu ulega to jednak stłumieniu, zagłuszeniu) i musi chcieć
      wyjść naprzeciw tym swoim oczekiwaniom... szukać
      samopotwierdzenia...
      Gdy tego w nim nie ma, jest tylko godnym politowania kaleką...

      To tak jak z miłością...

      "Choćbyś władał... a miłości byś nie znał... byłbyś nikim !..."

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka