Gość: ixi
IP: *.chello.pl
16.08.03, 15:38
Dawno temu oglądając jakieś jankeskie filmidło, usłyszałem zabawny
dialog prowadzony pomiędzy przedstawicielem „rasy kaukaskiej” (czyli białym)
a „Afroamerykaninem”. Murzyn rzekł do „białasa”: Harold, skurczybyku, kiedy
wreszcie przestaniesz chlać?!”.” Wtedy, kiedy ty, głupi złamasie, zostaniesz
(Wielkim Smokiem) Ku-Klux-Klanu”- odrzekł z niezmąconym spokojem pijaczyna .
Tak, dworowanie sobie z tej organizacji stało się obecnie modne. Nic dziwnego-
dzisiejsi „Klansmeni” sprzątający międzystanowe autostrady, tudzież
uciekający przed rozjuszonym tłumem pejsatych starozakonnych na
przedmieściach Chicago, wzbudzają tylko drwinę. Ale nie zawsze tak było.
Niegdyś potężny KKK wzbudzał skrajne i przeciwstawne uczucia: od
autentycznego uwielbienia po równie prawdziwy strach oraz nienawiść.
Narodziny KKK wiążą się z inicjatywą 6 byłych żołnierzy konfederackich,
którzy spotkawszy się późną wiosną 1866 r. w Fort Pulaski (Tennessee),
postanowili stworzyć fraternistyczną organizację-rodzaj klubu- niosącą pomoc
frontowym towarzyszom dzielnej, lecz zwyciężonej Armii Południa. Jej
początkowe dwa człony nawiązywały do greckiego słowa „kyklos” (krąg,
zgromadzenie) ; ostatni był ukłonem w stronę 2 założycieli, w żyłach których
płynęła szkocka krew.
Rok później, na I zjeździe KKK, w jego szeregach nastąpiła zasadnicza
reorganizacja. Stworzono zhierarchizowaną strukturę z Wielkim Czarownikiem
(Grand Wizard) na czele, który sprawował władzę nad „Niewidzialnym Imperium
Południa”. Został nim legendarny kawalerzysta, generał Nathan Bedford Forrest-
człowiek, który wygrał wszystkie bitwy... i przegrał wojnę. Wypracowano
również program zasadzający się na obronie Konstytucji, byłych żołnierzy
Konfederacji oraz- co najważniejsze- ochronie praw białej większości regionu.
Po prawdzie było co i kogo bronić. Jankesi- niepomni umiarkowania i rozwagi
Abrahama Lincolna- zaprowadzili na Południu, w ramach tzw. Rekonstrukcji,
opresyjny reżim wojskowy będący de facto okupacją wrogiego terytorium.
Każdego Południowca, który był członkiem władz cywilnych lub służył w
konfederackiej armii (a większość białych ze stanów południowych przeszła
przez jej szeregi) pozbawiono prawa wyborczego. Prawo głosu przysługiwało
natomiast czarnym- w zdecydowanej większości analfabetom nie mającym
najmniejszego pojęcia o rządzeniu, sądzeniu czy prowadzeniu biznesu. W
regionie kwitła obrzydliwa, jawna korupcja. Przybywający z Północy
administracyjni złodzieje (zwano ich „carpetbaggers”) na potęgę kupowali
głosy czarnych. Ich facjaty-pazerne, chciwe- widniejące na karykaturach wręcz
prowokują do przywołania historycznego prawidła: dzieje płyną, lecz ryje
pozostają. Podobnie postępowali miejscowi kolaboranci („scalawags”).
Wysokimi podatkami wykończono całe rodziny. Na wsi i w miastach dawali o
sobie znać murzyńscy przestępcy. Gwałcili i rabowali niemal bezkarnie. W
razie wpadki „czarne sądy” uwalniały ich od winy.
Właśnie wtedy KKK przeszedł do ofensywy. Stał się czymś w rodzaju tajnego
związku walczącego z radykalnymi Republikanami z Północy, rodzimymi zdrajcami
i rozwydrzonymi byłymi niewolnikami. Stosował przy tym terror, który dotykał
również ludzi niewinnych. Jest kwestią otwartą, czy działania KKK były
kontynuacją wojny domowej, czy też była to zupełnie nowa jakość. Myślę, że
oba te elementy przenikały się wzajemnie. Wprawdzie Południowcy porzucili
myśl o secesji, ale twardo stali na gruncie przedwojennych wolności
stanowych. Wierzyli też w unikalność, nadrzędność i dominację cywilizacji
białego człowieka. W tym przekonaniu utwierdzali ich pastorzy i duchowni
innych wyznań.
Rozwiejmy przy okazji pewien mit. Otóż powszechnie uważa się, że KKK w
okresie „Rekonstrukcji”(czyli w latach następujących niemal bezpośrednio po
zakończeniu wojny secesyjnej) przybrał już wybitnie antykatolicki
albo „paramasoński” charakter. Nie jest to zbyt ścisły sąd. Wprawdzie w
Klanie dominowali wszelkiej maści protestanci , ale takie właśnie było
Południe: przeważnie anglosasko-protestanckie; ściślej:”nowoprotestanckie”.
Jednak w takiej południowej Luizjanie, gdzie swe piętno odcisnęli Francuzi i
Hiszpanie, przyłączali się do niego również katolicy. Dopiero na początku XX
wieku, w drugiej „Erze” istnienia Klanu (o czym za chwilę), zwyciężyły
tendencje wrogie Kościołowi Katolickiemu. Wiązało to się mniej z doktryną, a
bardziej z napływem nowych fal katolickich imigrantów zagrażających
homogeniczności, odrębności i samoświadomości Południa. W trzeciej
natomiast „Erze” Klanu (szczerze mówiąc: wołającej o litość „erce”)
rozpoczętej w latach 50-tych XX w. wraz z nasileniem się postulatów
zniesienia segregacji rasowej, organizacja (raczej luźne grupy i grupki)
porzuciła hasła antykatolickie na rzecz wspólnej walki chrześcijan z nowymi
niebezpieczeństwami. Jednym z nich jest-zdaniem Klanu- „supremacja żydowska”
w USA. Nie muszę dodawać, że dla amerykańskich Żydów KKK jest bardzo wygodnym
przeciwnikiem. W każdym razie w ostatnich latach katolicy stojący na czele
klanowych organizacji nie wywołują większego zdziwienia. Zresztą w obecnej
dobie wszystko jest możliwe- nawet Mulat(i bardzo dobrze!) przewodzący
lokalnej prawicowej i antyfederalnej milicji obywatelskiej.
Powróćmy jednak do okresu „Rekonstrukcji”, czyli lat 60-tych i 70-tych XIX w.
Szeregi KKK wzrastają lawinowo. Oblicza się, że w tym czasie przyłączyło się
do niego 500 tysięcy Południowców (więcej niż liczyła Armia Krajowa w czasie
ostatniej wojny, a mówimy o „przaśnym” wieku XIX!). Powstawały gazety,
stowarzyszenia, kluby sportowe z „klanem” w nazwie (gdyby w tym czasie żył na
Południu amerykański odpowiednik p. Jurka Owsiaka- zapewne byłby aktywistą
KKK!). Organizacja zaadoptowała na swoje potrzeby strój nawiązujący do
chrześcijańskich ascetyków. Stożkowy kaptur na głowie miał pierwotnie
symbolizować... anonimowe czynienie dobra. Wkrótce jednak zabobonni Murzyni
zaczęli uważać przebranych „Klansmenów” za duchy konfederackich żołnierzy.
Siłą rzeczy więc białe prześcieradła i szaty ( w tej kolejności) stały się
godną uwagi bronią psychologiczną.
Jej działanie wyjaśnię na przykładzie szeroko niegdyś dyskutowanego
wydarzenia. Otóż Klan „namierzył” Murzyna podpalającego stodoły w pobliżu-jak
pech, to pech- kwatery głównej KKK w Pulaski. Szybko złożono mu stosowną
wizytę w jasną, księżycową noc. Jeden z jeźdźców miał pod białą szatą gumowy
wąż umieszczony końcem w nieprzemakalnej torbie. Rozkazał przerażonemu
Murzynowi przynieść wiadro wody, następnie „wychylił je duszkiem” twierdząc,
iż po raz pierwszy zaspokoił pragnienie od czasu bitwy pod Shiloh! Od tej
pory Murzynowi odechciało się psot. Nikt nie jest na tyle głupi, aby
zadzierać ze zjawami.
Jeszcze na przełomie lat 60/70-tych XIX w. na członków KKK spadły okrutne
represje ze strony rządu i stanowej administracji. Organizację
zdelegalizowano, nastąpiły masowe aresztowania. Nawet za posiadanie klanowego
stroju groziła kara śmierci. Forrest- prawdziwy „lisowczyk”- stanął jednak na
wysokości zadania. Po uchwaleniu przez Kongres XV poprawki zakazującej
pozbawiania kogokolwiek praw politycznych ze względu na kolor skóry,
przynależność rasową i poprzedni stan prawny, organizację formalnie
rozwiązał, stawiając na lokalne struktury działające w sposób tajny. KKK
umarł żeby żyć!
Było to doprawdy znakomite posunięcie. W ciągu 20 lat całe Południe pozbyło
się rządów radykalnych Republikanów i czarnych. Usankcjonowane to zostało
decyzją Sądu Najwyższego („Plessy versus Ferguson”) z 1896 r. oznaczającą
wprowad