wuj.ingmar
06.11.03, 19:47
Czuję się w obowiązku napisać parę słów, bo widzę, że niektórym odbija ("padł
okupant"), a przedstawiciele korpusu propagandowego pewnego narodu (na
zasadzie: g... przykleiło się do okrętu i woła "płyniemy!") udają nagle
przyjaźń dla Polski.
To jest tak: jesteśmy w Iraku najemnikami. Ale nie najemnikami za pieniądze.
Najemnikami za bezpieczeństwo Polski.
Poska ma wyjątkowo pechowe położenie geopolityczne. Od silnych i ambitnych
sąsiadów nie odgradzają nas przeszkody naturalne. Jedyny okres (całkiem długi
zresztą) w historii, kiedy Polska mogła skopać tyłek państwom nieprzyjaznym
był wtedy, kiedy zawarliśmy mądre sojusze (przede wszystkim z Litwą).
Sąsiedzi jednak zrobili się silniejsi, z sojusznikami nie zawsze
postępowaliśmy mądrze (z Kozakami, mianowicie) i skończyło się 200 lat temu,
jak się skończyło. Niepodległość odzyskaliśmy w 1918 cudacznym zrządzeniem
losu i dzięki wysiłkom paru naprawdę niegłupich ludzi. Na przekór jednakże
sytuacji geopolitycznej, co nasi sąsiedzi podsumowali nazywając Polskę,
jadowicie, ale nie bez pewnej słuszności, "bękartem traktatu Wersalskiego".
Błąd Traktatu "naprawili" wspólnymi siłami w 1939, a skutki odczuwaliśmy do
1989, kiedy nastąpiło nowe zrządzenie losu.
Z okazji w 1989 skorzystaliśmy, odzyskaliśmy suwerenność, postawiliśmy (jako,
tako - mogłoby być lepiej) na nogi gospodarkę. Ale nic nie trwa wiecznie,
okazje też. Rosja dalej nie wie, co z sobą zrobić, ale Niemcy mają coraz
mniej wątpliwości. Mamy tam rewizję historii, powstawanie poczucia narodowej
krzywdy związanej z ostatnią wojną (tzw. "wypędzenia", nazywanie
Churchilla "największym zbrodniarzem" za bombardowania niemieckich miast,
wczorajsza sprawa z generałem, świadcząca o tęsknocie za Wehrmachtem). To
jeszcze nie na poważnie. Nie oficjalnie. Ale analogia do niemieckiego
samopoczucia po przegranej 1918 się narzuca.
Polski interes narodowy wymaga wieć zabezpieczenia się przed powtórką z
historii. I robimy, co trzeba. Niezależnie, czy kto komuch, czy solidaruch,
polskie rządy do tej pory robiły, co potrzeba. O NATO zaczął mówić Lechu,
zakończył sprawę Kwachu. Teraz pora na krok dalej. NATO powstało przeciwko
Moskwie, ale nam to nie wystarcza, potrzebujemy jeszcze czegos na drugi
kierunek. Szansą jest tu coraz wyraźniejszy podział Europy na części: 1. pro-
NATOwską i proamerykańską, 2. proponentów antyamerykańskiej "suwerenności
europejskiej".
"Suwerenność europejska" byłaby pod kontrolą Niemiec, musimy więc być po
drugiej stronie. Bycie po jakiejkolwiek stronie oznacza zaangażowanie. Stąd
zaangażowanie po stronie sojusznika w Iraku, choćbyśmy mieli pewne
wątpliwości co do tej wojny.
I tyle. Jak się komus nie podoba, to niech sobie wypije flaszkę na ten smutek.
Wuj Ingmar