basilisque
09.06.20, 23:12
Kusi mnie, żeby napisać więcej o tej epoce. Te lata 1965-71 to było coś wyjątkowego i fascynującego. Nie tylko w muzyce i show-businessie. Lato miłości - tak określa się rok 1968, ale oczywiście to może tylko apogeum... Tak jak rok następny z Woodstock... To było jak potężna fala buntu, młodości i ducha humanizmu, próba ożywienia źródeł chrześcijaństwa jako religii miłości. Symboliczne długie włosy i brody, zerwanie z kapitalizmem i konsumpcjonizmem, ale też tyranią reżimów totalitarnych. Warto o tym opowiedzieć. To takie ziarno, które obumarło, ale dzięki temu może się odrodzić....