teresa104
16.05.08, 09:49
Mimo rewolucji mentalnej, jaką przeszłam dzięki Lobbystkom, mimo
odnalezienia Właściwego Rozmiaru oraz azymutów życiowych w Kwestii
Pierśnej, wciąż najszczęśliwsza jestem, kiedy mogę po świecie
kroczyć bez stanika. Myślę, że dokłada się do tego fakt, że po
jednym całym dniu w staniku z fiszbinami nazajutrz przy zakładaniu
bielizny zwyczajnie boli mnie ciało w miejscu, gdzie odciskają się
łuki fiszbin. Zwłaszcza na prawych żebrach, które mam bardziej
wysklepione. Albo ten ból przemogę i po godzinie przestaję odczuwać,
albo poprzestaję na wysłużonym one size Triumpha, który ma tę
zaletę, że go nie czuć.
Cieszy mnie widok mojej klatki w dobrym staniku, super leżą ubrania,
zwykły tiszert mnie zdobi, lepiej wygląda cała sylwetka. Zauważyłam
też trwałą zmianę swojej figury - węższą klatkę w miejscu pasa
obwodu biustonosza. Tkanka ta przemieściła się do miski. Mój cały
korpus wygląda po prostu szczuplej.
No i mimo wszystko to, co napisałam powyżej, ciągle wyłazi ze mnie
stara hippiska, która z cyckami jak kapcie, w kiecy z farbowanej
gazy, mknie po miejskiej łące lekko upalona wiosną niczym skrętem,
kieca i cycki powiewają na wietrze do społu, a niebo jest przy tym
niebieskieee....