aylen
04.06.05, 23:55
Podróż na Sycylię.
Plan:
Podróż we dwóch. Ja z Warszawy (CBR 1100 XX) kolega z Wrocławia (GSX 750 EF).
Etap „dojazd” z Wwy do Wrocka 19-go start o 16.
Start z Wrocka 20-go o 5 rano.
Nocleg Verona
Nocleg – okolice Rzymu
Cel Sycylia – Taormina 3 dni
Sardynia 1 dzien
Powrot tupu/tupu dwa/trzy dni.
Cyli 29 w domciu. Ten trzeci dzien to „zapas techniczny”
Realizacja
Dzień pierwszy 19 maja 2005.
Godz 12 – dzwoni kolega z Wrocka „Stary, mam niewazny paszport i stary dowod”
Decyzja – jedz „na wydrę” Jak przejedziesz granice Niemiec „jestesmy zdrowi”.
Przejechał.
(Teraz wiem że można jechać także na „stary” dowód.
Mialem skonczyć prace o 14 skonczylem o 16.30.
Sprint samochodem do domu. Przebranko (bylem juz spakowany), instalacja
bagazu (dwa tank bagi, jeden z tylu na siedzeniu pasazera). Zabieram spiwor i
kombi przeciwdeszczowe jako talizman. Od momentu kiedy je woze ze soba nie
spadla na mnie kropla deszczu. Przed tym .... oj bywalo ciezko.
Godz 18, 15 start.
Godz 20,40 „Breslau stadt”. Wiecej juz takich parametrow nie napisze bo ktos
zyczliwy przeliczy srednia i jakis „zaoczny” mandat mi przysle
Nocleg we Wrocku. Jakas butelka sie przyplatala. Bylo ok.
Kolega nocuje w niemczech w okolicach Hof. Ma duzy zapas do mnie.
20 maja
ruszam 6.20 kierunek Zgorzelec. Autostrada typowo „Polska” tj jedna nitka,
slupki rozdzielajace. Gnam. Jak cos mnie blokuje to hop miedzy slupkami na
druga strone i dalej jazda. Gnam ... i skad do ciezkiej cholery mam wiedziec
ze powinienem skrecic na Boleslawiec? Q..wa. Kiedy Oni wreszcie porzadnie
oznakuja drogi? Oczywiscie polecialem za daleko ale na szczescie highway
skonczyl sie pare(nascie) kilosow za skretem. Stoi patrol, wiec pytam.
Powrot. Skret na Boleslawiec.
Na granicy Czas jest dobry . Kolega juz gdzies hula po niemieckich
autostradach ale go gonie. Przejezdzam granice nie tankujac. Za granica 20 km
nie ma stacji. Cholera lece na oparach.. Zjezdzam z autostrady do jakiejs
miejscowosci. Napotkany patrol Polizei wskazuje stacje ale „na autostradzie
za 5 km jest stacja”. Wracam na highway. 2 na poczatku i... koniec. Out of
gas. Wysprzeglam i tocze sie. Moto staje jakies 150m od stacji. Ja to mam
fart. 150 m pchania to fraszka.
Tankuje i lece dalej. Lece... hmmm, dobre okreslenie. 2 z przodu i duzy oklad.
Krotki test – zapakowany z turystyczna szyba 275... maszyna jak ta lala. Juz
ja kocham.
10km za Bayreuth atak marsjan. Wypada zielony ludzik, miga niebieskimi
swiatelkami i wyraznie chce abym jechal za nim. Jakies zaproszenie od obcych
na piwo?
Niestety, bylo ograniczenie 130 a ja ... 205..... Qwa cena nie do negocjacji
295EUR... ja p.....!!! Polowa budzetu wakacyjnego poszla. Jak by tego bylo
malo to koles trzyma mnie tam ze 40 min. A kolega jedzie....
Dojezdzam do Monachium. Jak dobrze pamietam to Salzburg jest w druga strone
od Insbruck na ktory jade. Nie skrecam. Blad, trzeba bylo na Salzburg,
pozniej droga sie rozwidla. Przeciskam sie przez centrum Monachium. Kupa
straconego czasu a kolega jedzie. Pozniej okazalo sie ze kolega popelnil ten
sam blad.
Obiad w Austrii za Insbruck, tu dopiero kupuje sticker’a (oplata za
autostrady). Krotko, tresciwie i lece dalej.
Kolege doganiam dopiero ok 50 km przed Verona. Wjezdzamy tam razem i czekamy
na przyjaciol u ktorych mamy nocowac. Jest 17.30. Niezle, na prawde niezle, z
Wrocka do Verony w 11 godzin i to z takimi przygodami?
Wieczor, knajpa, wino, pizza, frutti di mare i .... spiew. Kobiet nie bylo
To wersja dla prasy gdyby przypadkiem nasze polowice tu zabladzily
21 maja
Luz blues... startujemy 9.30, kierunek Rzym via Modena, Florencja. We
Florencji to nawet mialem ochote odwiedzic sklep motocyklowy w ktorym przez
net kupilem miesiac wczesniej kombi Dainese. Polecam sklep Motorama.it.
Niestety gadaj glownie po Wlosku ale faksem po angielsku ttez sie sprawe da
zalatwic. Cena bardzo ok. W niemczech takie kombi EUR 720, u nich 580...
Lece dalej ale odbijam z autostrady w kierunku morza aby zwiedzic San
Gimgnano. Kolega leci autostrada. Miasteczko pewnie sliczne ale ja
zwiedzilem, przydrozna restauracje, parking i pare widoczkow z trasy. Jade
dalej lokalnymi drogami na Volterra i Pomarance.
Sluchajcie, mekka motocyklistow, agrawy jak marzenie, w duzej mierze przez
las. Spotkalem ze 100-200 maszyn, wszystko supersport. Czad malina.
Uwazajcie, czasami niektore zakrety moga zaskoczyc. Juz myslalem ze tu
skoncze podroz.
Co ciekawe, zakret nie byl najgorszy ale popelnilem blad przy wejsciu a na
zakrecie pojawil sie zwirek. Jade i mysle, kladz go chlopie bo zwiedzisz
skkarpe, i co, i nie moge, jakas qwa blokada psychiczna, nie moge polozyc
maszyny i tylko patrze jak jade na zewnatrz.
Teraz jak o tym mysle to mam cieplo. Mysle ze to ten zwirek zmusil mnie do
prostowania maszyny. Jakos przejechalem ale na prawde na krawedzi drogi.
Po dotarciu do morza, kieruje sie w dol na Neapol ale lokalnymi drogami.
Szczerze mowiac mam wrazenie ze sa lepsze niz autostrady tj maja dobra
nawierzchnie i sa puste, w przeciwienstwie do autostrad ktore sa zatloczone.
Doocieramy do Gaeta. Kolega jest pol godzinki wczesniej i juz sie zadekowal w
knajpce. Spozywamy. Ech... to jest jednak włoskie żarcie.
Wszystko fajnie tylko sie robi ciemno a my nie mamy dachu nad glowa....
Ostatecznie poznym wieczorem znajdujemy hotel przy glownej ulicy... Tu
zaskoczenie. Po drugiej stronie ulicy baza NATO a recepcjonistka ma na imie
Natasza... Sugestywne nie?
Cena 110 EUR za nocleg ze sniadaniem i parkingiem dla maszyn. Nie tanio ale
coz zrobic. Wchodzimy do pokoju, o ja Cie ,... Jest ok Dwie sypialnie i full
wypas. Kategoria *** ale takie Europejskie nie jakies Tureckie czy Egipskie.
22 maja
no dzisiaj sobie zwiedzimy np Pompeje.
Jedziemy razem... do Neapolu. Jakos tak wyszlo ze w gestym ruchu sie
rozdzielilismy. Lece dalej, przejezdzam drugi skret na Pompeje... niestety
ostatni. Patrze na mape – jakies 30km do nadrobienia. Trudno, kolega opowie
jak bylo. Jade na poludnie. Trasa malo ciekawa, autostrada w remoncie, Znowu
slalom miedzy palikami. Za miejscowoscia Scilla trzeba uwazac. Jest jeden
drogowskaz na Sicilia. Tam trzeba skrecic na prom. Jest to jakies 13km przed
Reggio di Calabria.
Na prom nie czekam. Cena 8 EUR. Przeprawiam sie i... jestem u celu. Sycylia!!!
Jade lokalna, nadmorska droga w kierunku Taorminy. Tu uwaga – jesli ktos ma
do przejechania dluzszy odcinek to lokalna droga na Sycylii jest czym innym
niz na kontynencie tj waska i zatłoczona, cos w rodzaju pomieszania bulwaru
nadmorskiego i waskiej drogi przez stare miasteczko. Przy odleglosciach ponad
50 km/h i napieciu czasowym polecam autostrade. W Miejscowosci S. Teresa di
Riva jest chyba kilka miesc na nocleg i warto sie tam zatrzymac. Ja znajduje
hotel Kennedy w nastepnej miejscowosci (nie pamietam nazwy, tez San cos tam).
Widok na morze, cena 66 EUR za pokoj wydaje sie przystepna (na dwoch). Jest
godzina 18.00 a ja juz po prysznicu zasiadam do penne....
Kolega dociera ok 21. Jeszcze jedna kolacyjka
23 maja
To jest dzien odpoczynku. Snujemy sie. Spozywamy pokarm staly i plynny (ten
drugi w przewadze). Oj chyba nie bede w stanie dzisiaj nigdzie pojechac. I
nie jade.
Oragazm, siedzac nad brzegiem morza wcinam szynke parmenska, oliwki i popijam
czerwonym winkiem. To jest zycie!!!
Wieczorem gruchnela zla wiadomosc. Prom Trapani-Cagliari jest 24 maja lub
dopiero 28-go. Trudno, nie zwiedzimy Sycylii, trzeba zalapac sie na jutro.
24 maja
ruszam o 8.20 rano.
Postanowilem ze jednak jade do Taorminy i na Etne.
Dojezdzam do Taorminy, wspinam sie motorkiem na gore, patrze ppiekne widoki,
jakis taras. Zatrzymuje sie w celu uwiecznienia.