andrzej_b2
23.04.12, 12:05
Białe fartuchy
Moje wspomnienia z Warszawską Fabryką Pomp nie mają związku bezpośredniego. Nigdy tam nie pracowałem i może zaledwie kilka razy znalazłem się „przy okazji” na tym terenie.
Tak się jednak złożyło, że końcu lat 50. ub. wieku bywałem w sąsiednim budynku, przy Grochowskiej 310. Był to drewniany dom koloru żółtego, duży i piętrowy, który frontem wychodził około półtora metra na chodnik głównej ulicy. Wtedy już był mocno nadgryziony zębem czasu. Mieszkał w nim z rodzicami mój kolega z liceum Rysiek R. Okna ich mieszkania wychodziły na poziom dachu hali produkcyjnej WFP, która zajmowała środek posesji fabrycznej. Przypadek zrządził, że kilka lat później podjąłem praktykę zawodową w sąsiedniej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego (WSK „Grochów”) przy Grochowskiej 306/308, a mój kolega ze studiów Jurek Zabawski, właśnie w fabryce pomp. On doszedł tam nawet do stanowiska głównego mechanika, moje losy potoczyły się inaczej. Gdy po raz pierwszy przekroczyłem progi WSK „Grochów” już owego żółtego domu nie było, a teren po nim zajęła moja firma, na cele rozwoju nowych technologii lotniczych, rodem z ZSRR. Ale WFP istniała równolegle i też się rozwijała. Przechodząc obok fabryki, a jeszcze lepiej patrząc z okien jadącego tramwaju, zawsze zwracały uwagę rozświetlone okna dworku Twardowskich, w których łatwo można było dostrzec jakieś postaci w białych fartuchach pochylone nad rajzbretami. Istniało tam wówczas biuro konstrukcyjne. Jednak wtedy już zaczęło się stopniowe przenoszenie produkcji pomp do nowego zakładu na Żeraniu, a co za tym burzenie starych zabudowań przy Grochowskiej. Jako pierwsza poszła pod kilof hala produkcyjna, potem któryś budynek sąsiadujący z WSK „Grochów”. W ten sposób z terenu WSK powstał wolny dostęp do całej posesji. Najdłużej stał dworek i był zapewne w najlepszym stanie technicznym, skoro po wyprowadzce biura konstrukcyjnego pomieszczenia zaadaptowano na ambulatorium fabryczne WSK. I znów biały personel objął dworek we władanie.