Dodaj do ulubionych

Zamarzałem dzięki PKP

20.01.06, 11:10
Ależ dzisiaj przeżyłem horror! Złapały mrozy i Koleje Mazowieckie na
łopatkach - a ja przez to pewnie dostanę zapalenia oskrzeli albo płuc. Mimo
ciepłych kaleson, grubych skarpet, wełnianego swetra i ciepłej puchówki,
jadąc z domu do pracy ponad 3 godziny (!!!), zmarzłem wręcz piekielnie!

Normalnie jest tak, że wsiadając w mojej wsi w pociąg o 7:08, jestem (z
przesiadką na Śródmieściu) przed 8:30 w robocie. Dzisiaj jak zwykle pojawiłem
się na peronie i... zobaczyłem tłum. A także stojący pociąg w stronę
Żyrardowa, który miał rozwalony jeden z pantografów w taki fajny sposób, że
pantograf ów wisiał częściowo na trakcji. Przez kilkanaście minut sterczałem
jak głupi na peronie, coraz bardziej się wściekając, że nic nie jedzie, skoro
zablokowany jest tylko tor w drugą stronę. Oczywiście kobiecina w kasie nie
miała bladego pojęcia, co się dzieje i kiedy coś przyjedzie. Po jakimś czasie
zaczęły jeździć drugim torem pociągi do... Grodziska, czyli w drugą mańkę.
Większość ludzi zrezygnowała i poszła albo do domu, albo łapać okazje
(alternatywą dla pociągów jest kursujący co godzinę PKS), ja zaś stałem
dalej. Aż wreszcie nie wytrzymałem mrozu i wpakowałem się do maszynistów
zepsutego składu. O dziwo mnie ugościli, pozwolili posiedzieć trochę w
ciepełku - a za moim przykładem poszło jeszcze parę osób. Siedząc tam
dowiedziałem się najzabawniejszego: okazało się, że po puszczeniu pociągów
drugą stronę w Grodzisku... zamarzła zwrotnica i nic nie da rady pojechać w
stronę Warszawy!

Dopiero po ponad godzinie przyjechał pierwszy pociąg do Warszawy. Tak
piekielnie nabity, że musiałem go przepuścić. Potem tego żałowałem - w tłoku
przynajmniej byłoby cieplej. Albowiem następny pociąg przyjechał...
oszroniony także od środka! Niemalże przymarzłem do siedzenia... W duchu
błogosławiłem los, że dziś piątek - w inny dzień, w garniturze i półbutach,
pewnie bym nie wytrzymał! A i tak cały czas musiałem poruszać palcami u stóp,
bo miałem wrażenie, że za chwilę odpadną mi z bólu! Już na Śródmieściu nie
byłem w stanie opanować szczękania zębami. Po kilku minutach przyjechał
pociąg przesiadkowy w stronę Otwocka i... myślałem, że totalnie szlag mnie
trafi. Też bez włączonego ogrzewania! Istna lodowa trumna! Olałem wszystko,
jechałem winięty w kłębek z nogami na siedzeniu. Żeby było zabawniej pociąg
miał bardzo długie postoje na Wschodniej i Gocławku, bo musiał przepuszczać
poopóźniane pośpiechy. Do pracy dotarłem o 10:25, czyli po ponad trzech
godzinach! A mniej więcej przed chwilą, po gorącej herbacie, przestałem się
trząść... Aż się boję, co będzie jutro rano, gdy będę jechać na egzamin, a
także w poniedziałek, po nocy w czasie której ma być -25 stopni!
Obserwuj wątek
    • Gość: ArekMiz Re: Zamarzałem dzięki PKP IP: 195.94.216.* 20.01.06, 14:28
      Ja jechałem jednym z tych do Grodziska z Wawy. W Pruszkowie puściliśmy 3
      pociągi z kier. Grodziska do Wawy i ruszyliśmy po niewłaściwym do Grodziska. W
      Milanówku stał ten z połamanym patykiem. Dojechaliśmy do Grodziska torem
      niewłaściwym i czekaliśmy 15 minut aż dziadki ręcznie przestawią zwrotnicę coby
      wjechać na właściwy peron. Dopiero gdy wjechaliśmy (była 8:10) to spod dworca
      pojechał pociąg do Wawy.

      PS. Nie wszyscy jeżdżą do pracy z kądś tam do Wawy. Dzięki tym co mieszkają w
      Łodzi a pracują w Wawie niektórzy z Wawy muszą jeździć do pracy gdzieś tam (ja
      np. do Grodziska). Więc jeden pociąg do Grodziska puszczający 3 do Wawy to
      właśiciwa proporcja, no nie? Trudno żeby przepuścił wszystkie 20 z porannego
      szczytu. Ponadto jak on i następne nie dojedzie do celu to w tym celu pociągi z
      nieba nie spadną, żeby jechać do Wawy......
    • metron1 Re: Zamarzałem dzięki PKP 20.01.06, 20:02
      To jest niestety normalka W żadnym pociągu KM nie ma sprzętu izolacyjnego
      żadnego drążka rękawić izolacyjnych nic Władze PKP a teraz KM uznały że taki
      sprzęt w pociągu to zbędny luksus Teraz gdy zdarzy się taki wypadek jak
      uszkodzenie odbieraka to pociąg tarasuje szlak na bardzo długo bo trzeba czekac
      na ekipę która pociąg sciągnie ze szlaku Wystarczyłoby aby maszynista drązkiem
      izolacyjnym usunął resztki odbieraka resztę przymocował drutem i byłoby po
      sprawie Taka operacja zajęłaby około 20 minut
      Pamiętam jak mechanik w Ursusie kawałkami deski rzucał w sieć trakcyjną aby
      oderwać lekko przyspawany odbierak To jest dopiero technika
      Druga sprawa że zmniejszono ilosć pociąów sieciowych Kiedyś cały skład
      stacjonował w Pruszkowie Przesunięto go na jakieś zadupie I teraz są efekty Byle
      jaka awaria i paraliż kolei

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka