emes-nju
14.10.09, 12:23
Do niedawna wydawalo mi sie, ze bezpieczenstwo, to stan, w ktorym jest mala szansa na smierc czy obrazenia, a nawet uszkodzenie czy zniszczenie mienia (np. jezeli mowimy o bezpiecznym domu, to nie mamy na mysli domu, ktory nas nie zabije zawalajac sie, a o domu, ktory sie raczej nie zawala).
Dzialania waaadzy na drogach zaczynaja wypaczac to rozumienie. Teraz bezpieczenstwo ruchu ogranicza sie do zapewnienia jak najmniejszej liczby ofiar smiertelnych - wylacznie i bez ogladania sie na koszty; glownie spoleczne. Stad coraz wiecej na drogach szykan, po spotkaniu z ktorymi byc moze nie uda sie zginac (szykany skutecznie blokuja ruch, a tym samym jezdzimy z coraz bardziej karykaturalnie niskimi predkosciami), ale z cala pewnoscia utraci sie mienie, a moze i zdrowie.
Moze wiec, zeby nie bylo dysonansu, przestac mowic o predkosciach bezpiecznych (bo takich w ogolnym rozumieniu bezpieczenstwa, na polskich drogach nie ma), a zaczac o predkosciach niezabojczych...?
Odnosze tez wrazenie, ze waaadzy mniej obchodzi to, jak nam sie zyje i co my sadzimy o jej wysilkach, a bardziej chodzi o to, zeby Unia przestala sie do niej dopierd..., ze w Polsce na drogach ginie duzo ludzi. I tak jak ZNAK (pojecie magiczne), to czesto dupochron dla znakologa, tak postepujaca DEZorganizacja drog, to dupochron dla waaadzy. A my z tymi dupami musimy sobie jakos radzic ;-P