emes-nju
14.05.14, 14:47
NA ZDJĘCIU WIDAĆ PRZEJŚCIE DLA PIESZYCH. Jako znany pirat i morderca pędzący po Warszawie 220 km/h miałem przed chwilą przyjemność prawie rozjechać na nim pieszego. Dlaczego? Bo "nie zachowałem"! Widziałem to przejście, ale nie widziałem pieszego. Pieszy też mnie nie widział (zapewne), bo stal za potężnym (ale "zgodnym" i "zatwierdzonym") słupem podtrzymującym trakcję elektryczną. Stał, a potem ruszył. Na szczęście zdążyłem zahamować. Z naciskiem na "szczęście" - gdyby klient pojawił się pół sekundy później, to bym go niegroźnie, ale jednak trafił. Bo jestem mordercą. Ten, kto wyznaczył przejście w takim miejscu mordercą nie jest - bo wszystko jest "zgodne" i "zatwierdzone".
Na szczęście po tym przejściu rzadko chodzą ludzie. Bo, jak widac na zdjęciu lotniczym, jest ono umieszczone ni w d. nie w oko. Piesi przechodzą przez jezdnię na wysokości wylotu z uliczki pomiędzy blokami.