edek40
11.03.15, 10:27
Lokalizacja: maly parking przy szkole na zakrecie drogi i na skrzyzowaniu, "obstawiony" z obu stron progami i ograniczeniem do 20 km/h
Czas akcji: poranny "szczyt" dowozu dzieci
Dramatis personae: jakas mamusia probujaca tylem wyjechac z parkingu, kierowca dostawczaka z jednej, edek z drugiej, osoba na piechte i rowerzysta - nie taki wystawny, w elastycznych gaciach, a taki wytrawny, codzienny, dobrze wyposazony, oswietlony, zalusterkowany i obodblaskowany.
Akcja: Kierowca dostawczaka i edek zatrzymuja sie grzecznie i w sporej odleglosci (bo nie wiemy w ktora pani ma widzenie wyjechac), aby wypuscic mamusie (standard - tu rano da sie wylacznie tak i wszyscy sie do tego stosuja, nawet gdy, jak kierowca dostawczaka, nie dostarczaja dzieci). Ja czaje sie do zajecia jej miejsca. Tu na scene wjezdza z impetem rowerzysta. Mija po prawej stojacego dostawczaka, stojac na pedalach. I napiera na nie, choc mamusia juz znacznie sie wysunela. A potem energicznie zaczyna hamowac i lekko uderza w tylny zderzak wyjezdzajacego kombiaka. Nastepnie rownie energicznie zaczyna lzyc wyjezdzajaca, ze ta nie szanuje rowerzystow, ze on zadzwoni na policje i taki tam. Zanim wzialem udzial w dyskusji z kabiny wyskoczyl kierowca dostawczaka z zamierem wziecia udzialu w pogawedce. Nie zdarzyl. Wmieszal sie jakis rodzic na piechote. Okazuje sie, ze chwile przedtem rowerzysta omal nie potracil dzieci na przejsciu...
Juz kiedys zwrocilem na to uwage - wielu rowerzystow wymaga od kierowcow dokladnie tego, czego samu nie robia wobec pieszych. Ba, mam wrazenie, ze wielu wyjezdza na ulice tak nabuzowanych nienawiscia do samochodow, ze az trzesa sie, aby pokazac temu czy owemu.
Niedobrze...