drapka
26.08.02, 22:28
Z wielu względów uważam rowerzystów na drogach za osoby o obniżonym
instynkcie samozachowawczym. Nie tylko dlatego, że mają odwagę wyjechać
rowerem, baez zabezpieczenia w postani stref kontrolowanego zgniotu,
wzmocnionych słupków, ABS-ów, pasów bezbpieczeństwa itd. itp. do dżungli
zwanej ruchem drogowym w Polsce.
Z jednej strony - nagminne upodobanie do wyprzedzania rowerzystów "na
trzeciego" - nie gdzieś na szerokich trasach, ale na wąskich uliczkach, nawet
w centrach miast. Ja osobiście nie mając odpowiedniego odstępu, który
uwzględniałby przypadkowe "chybotnięcie" rowerzysty nie decyduję się na
wyprzedzanie - nie zważając na to czy się to podoba niektórym rajdowcom za
mną czy też nie.
Z drugie jednak strony rowerzyści często sami stawiają się w niebezpiecznych
sytuacjach, np:
1. Jeżdżą po zmroku bez odpowiedniego oświetlenia - a robią to nie tylko
przysłowiowi panowie wracający zygzakiem spod GS-u, ale także
osoby "rekreujące się" na rowerach - zapewne wielu z nich posiada prawa jazdy
i wie, że po zmroku odległość, z której rowerzysta/pieszy widzi samochód
absolutnie nie równa się odległości, z której kierowca tego samochodu widzi
owego pieszego/rowerzystę.
2. Często jadą sobie obok siebie całą szerokością pasa, co utrudnia
bezpieczne wyprzedzenie ich
3. Różni "zaawansowani" miłośnicy rowerów w "profesjonalnych" ubrankach
uważają ścieżki rowerowe za spacerniaki dla trójkołowców, bo mimo że wzdłuż
jezdni zbudowana jest ścieżka - oni twardo trzymają się jezdni, często
skutecznie tamując ruch na długo (przykład warszawski: Al.KEN)
4. O przejeżdżaniu przez przejścia dla pieszych było w innych wątkach
Już nawet nie wspominam o zgrozie jaką jest dla mnie wożenie we wszystkich
wymianionych przeze mnie sytuacjach małych dzieci, często niemowląt, w
fotelikach z tyłu roweru.
Wszystko to czyni w moich oczach rowerzystów jednymi z bardziej zagrożonych
grup uzytkowników dróg - niestety często na własne życzenie.