Dodaj do ulubionych

nieobecni forumowicze?

21.11.02, 10:31
Na naszych drogach ginie niemal tyle samo ludzi co w liczacych dwukrotnie
wiecej ludnosci i niemal piec razy tyle samochodow Niemczech. Mozemy wiec
smialo mowic o masakrze rozgrywajacej sie rok w rok, na naszych drogach wsrod
kierowcow jezdzacych "szybko ale ostroznie" bo czy moze znacie kierowce,
ktory powiedzialby, ze jezdzi powoli i nieostroznie?

Zastanawia mnie, ilu sposrod tych okolo 6-7 tysiecy zabitych na naszych
drogach rocznie udzielaloby sie na tym forum - gdyby moglo? Ilu z nich moze
sie nawet udzielalo do czasu gdy juz sie nie pojawili? Gdyby tylko 1% sposrod
nich mogl pojawic sie tutaj, to na przestrzeni ostanich 10 lat bylaby to
grupa okolo 600-700 (!) forumowiczow, ktorych nam po prostu tutaj brakuje -
nie ma!
Ciekawe o czym by pisali. Ano pewnie spora czesc z nich cos w tym rodzaju:
"jezdze szybko ale ostroznie", "To jest możliwe, ale niech na
siłe tego wszyscy nie prubują, bo źle skończą" (to jest dobre :o))
"kocham docisnąć i jestem bezkolizyjnym kierowca - i to od lat"
“Bo jadąc szybko przez lasy i pola dwupasmową drogą, moge trafić co najwyżej
zająca” itd. itd. itd...
Kazdy z was naczytal sie juz z pewnoscia tego chlamu do oporu...
Sa kraje, gdzie wypisywanie czegos podobnego budzioloby najwyzej
niezrozumienie, politowanie lub smiech. U nas dorosli mezczyzni nie widza w
tym nic zdroznego a nawet uwazaja za cos zaslugujacego na podziw. No tak -
on potrafi "ale niech na siłe tego wszyscy nie prubują, bo źle skończą". On
jednak nie, bo potrafi "poslizg kontrolowany" - przynajmniej do czasu, gdy
zniknie z tego forum i nawet nikt tego nie zauwazy.

Proponuje przyslowiowa minuta milczenia lub chocby chwila zadumy uczcic
pamiec tych nieobecnych, kilkudziesieciu tysiecy, ktorzy nie moga nam juz
opowidziec tego, co moze by chcieli. Nie zapominijmy przy tym, ze wsrod nich
nie brak tez (rowniez nieproporcjonalnie duzo w porownaniu z innymi krajami)
nie majacym z tym cyrkiem nic wspolnego dzieci.
Obserwuj wątek
    • lxlxl Re: jeszcze jeden.. 21.11.02, 10:34
      Jeszcze jeden fajny cytat...
      "kocham szybką jazdę. I umiem to robić, bo żyję" :o) - naprawde dobre, umie bo
      zyje :o)
      • Gość: Michał Re: jeszcze jeden.. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.02, 15:44
        lxlxl napisała:

        > Jeszcze jeden fajny cytat...
        > "kocham szybką jazdę. I umiem to robić, bo żyję" :o) - naprawde dobre, umie
        bo
        > zyje :o)

        A ci, których już nie ma mogliby teraz napisać "... mówiłem - jeżdże, wiec
        myśle ... i znikłem.".
        Amen
    • Gość: MAD MAX O prędkości... IP: *.astercity.net 21.11.02, 11:07
      Prawdę rzekłeś! Nie można postawić znaku równości pomiędzy SZYBKOŚCIĄ a
      BEZPIECZEŃSTWEM. Te dwa pojęcia wzajemnie się wykluczają. Wystarczy popatrzyć
      na wszelkiego rodzaju sporty motorowe: kask, ochraniacze i klatka
      bezpieczeństwa to podstawa tego sportu. A jak wyglądają sporty, w których to
      prędkość nie odrywa znaczenia; szachy, brydż, bieganie, pływanie, gimnastyka
      artystyczna, zapasy, podnoszenie ciężarów, kulturystyka, łyżwiarstwo figurowe
      itp? Tu nie potrzeba żadnego zabezpieczenia. A może się mylę? Może ci "powolni"
      również ryzykują tylko nie zadją sobie z tego sprawy?
      • Gość: hip Re: O prędkości... IP: *.pgi.waw.pl 21.11.02, 12:33
        Gość portalu: MAD MAX napisał(a):

        > Prawdę rzekłeś! Nie można postawić znaku równości pomiędzy SZYBKOŚCIĄ a
        > BEZPIECZEŃSTWEM. Te dwa pojęcia wzajemnie się wykluczają. Wystarczy popatrzyć
        > na wszelkiego rodzaju sporty motorowe: kask, ochraniacze i klatka
        > bezpieczeństwa to podstawa tego sportu.

        hip: Kaski, wzmocnienia samochodu, ochraniacze i inne dodatki występuja w
        samochodach przeznaczonych do rajdów na odpowiednio przygotowanych i
        zabezpieczonych drogach. W Polsce wielu gówniarzom wydaje się, że mogą sobie
        robić własne prywatne rajdy na drogach publicznych w pudełkach, które nie mają
        nic wspólnego z samochodami przygotowanymi do szybkiej jazdy. Wystarczy, że się
        gnój ospojleruje, ofoliuje na czaro, przedziurawi tłumik albo zamontuje jakieś
        inne ryczące gówno na wydechu i już przeżywa orgazm rajdowy. Najwyższy czas
        zająć się tym problemem i to bardzo ostro.

        pozdr
        • Gość: marba Re: O prędkości... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.02, 16:08
          Gość portalu: hip napisał(a):

          > Gość portalu: MAD MAX napisał(a):
          >
          > > Prawdę rzekłeś! Nie można postawić znaku równości pomiędzy SZYBKOŚCIĄ a
          > > BEZPIECZEŃSTWEM. Te dwa pojęcia wzajemnie się wykluczają. Wystarczy popatr
          > zyć
          > > na wszelkiego rodzaju sporty motorowe: kask, ochraniacze i klatka
          > > bezpieczeństwa to podstawa tego sportu.
          >
          > hip: Kaski, wzmocnienia samochodu, ochraniacze i inne dodatki występuja w
          > samochodach przeznaczonych do rajdów na odpowiednio przygotowanych i
          > zabezpieczonych drogach. W Polsce wielu gówniarzom wydaje się, że mogą sobie
          > robić własne prywatne rajdy na drogach publicznych w pudełkach, które nie
          mają
          > nic wspólnego z samochodami przygotowanymi do szybkiej jazdy. Wystarczy, że
          się
          >
          > gnój ospojleruje, ofoliuje na czaro, przedziurawi tłumik albo zamontuje
          jakieś
          > inne ryczące gówno na wydechu i już przeżywa orgazm rajdowy. Najwyższy czas
          > zająć się tym problemem i to bardzo ostro.
          >
          > pozdr

          Czym się trzeba ostro zająć, kierowcami samochodów po pseudotuningu, czy
          maniakami szybkości? Bo w brez temu co sie niektórym wydaje to rzadko idzie w
          parze. Taka psedu stuningowana bryka zwykle odjeżdża pierwsza z pod świateł,
          czasem jedzie za szybko w mieście. Ale na trasie najszybsi to panowie w wieku
          40 - 50 lat w nowych BMW, Mercedesach, Audi, Volvach, Saabach, czasem jakaś
          topowa wersja passata. Właśnie tacy mnie wyprzedzają. Ale oni nie stanowią
          nadzwyczaj wypadkowej grupy.
          Bezpieczeństwa nie buduje się ograniczeniami, chociażby przykład przytoczonych
          tu Niemiec. Poza tym 10 lat temu jeździło się wolniej na drogach było mniej
          samochodów, trudno było spotkać w trasie samochód jadący 150km/h. A liczba
          ofiar była troche wyższa, przy mniejszej liczbie samochodów i statystycznie
          mniejszych przebiegach. Czyli było gorzej i powoli idziemy jednak w dobrym
          kierunku. Oczywiście zgadzam się z przedmówcami że nawet jedna ofiara rocznie,
          to o jedną za dużo. Ale w tym propagowaniu bezpieczeństwa prekość tak wam
          przesłania oczy że zapominacie o całe reszcie. Owszem są miejsca gdzie predkość
          jest zbujcza, ale są i takie gdzie można jechać naprawde szybko.
          Dla czego nie dziwi mnie dysproporcja w ilości ofiar pieszych i rowerzystów
          między Polską, a naszymi zachodnimi sąsiadami? Bo tam nigdy nie spotkałem nie
          oświetlonego rowerzysty, pijaczka na poboczu, itp. Możecie ograniczyć prędkość
          w miście i do 30 km/h, a i tak pisi bedą ofiarami większości wypadków. No może
          było by mniej zabitych, a wiecej kalek. Niech sobie bedzie te 50 w miście, ale
          czemu na łazienkowskiej??? Kiedy ktoś się zainteresuje czterosladami jakich
          pełno na drogach, e tam, w raporcie i tak napisane będzie że przyczyna wypadku
          był a namierna predkość.
          A jeszcze jedno, widze że wam się wydaje że zagranicą wszyscy przestrzegają
          ograniczeń prędkości i to jest cudowny sposób na wszystko, jesteście w błędzie,
          wszędzie gdzie jest dobra droga ludzie jadą szybko, nie w skandynawi jeżdżą
          przepisowo, ale tylko tam.
          Co do spowolnienia ruchu w mieście, w centrum, na osiedlach to sie zgadzam
          zwami, za granicą tam jest wolniej, ale tylko tam.
          • lxlxl Re: O prędkości... 21.11.02, 18:08
            Gość portalu: marba napisał(a):

            > A jeszcze jedno, widze że wam się wydaje że zagranicą wszyscy przestrzegają
            > ograniczeń prędkości i to jest cudowny sposób na wszystko, jesteście w
            > błędzie, wszędzie gdzie jest dobra droga ludzie jadą szybko,

            To ty jestes w bledzie. Nie wszyscy za granica przestrzegaja przepisy - to fakt
            ale w Austrii az 85%(!) kierowcow nie przekracza dozwolonej szybkosci powyzej
            ograniczen do 80 km/h. W Niemczech na pustej, szerokiej prostej drodze trudno
            znalezc kogos, kto wyprzedzalby samochod jadacy dozwolone 100 km/h. W Danii
            jest tak samo i to przy maksymalnej poza terenem zabudowanym wynoszacej
            zaledwie 80 km/h. W Polsce byloby jedno i drugie nie do pomyslenia.
            Wyprzedzanie w takich sytuacjach w Polsce uchodzi za czyn bohaterski, dowod
            mestwa, tam za przejaw chamstwa.
            We wszystkich opisanych krajach jakosc i oznakowanie drog jest z reguly duzo
            lepsza niz w Polsce.
            • Gość: marba Re: O prędkości... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.02, 20:34
              lxlxl napisała:

              > To ty jestes w bledzie. Nie wszyscy za granica przestrzegaja przepisy - to
              fakt
              >
              > ale w Austrii az 85%(!) kierowcow nie przekracza dozwolonej szybkosci powyzej
              > ograniczen do 80 km/h. W Niemczech na pustej, szerokiej prostej drodze trudno
              > znalezc kogos, kto wyprzedzalby samochod jadacy dozwolone 100 km/h. W Danii
              > jest tak samo i to przy maksymalnej poza terenem zabudowanym wynoszacej
              > zaledwie 80 km/h. W Polsce byloby jedno i drugie nie do pomyslenia.
              > Wyprzedzanie w takich sytuacjach w Polsce uchodzi za czyn bohaterski, dowod
              > mestwa, tam za przejaw chamstwa.
              > We wszystkich opisanych krajach jakosc i oznakowanie drog jest z reguly duzo
              > lepsza niz w Polsce.


              Tak się składa że często bywam w Austrii. I owszem ozankowanie jest lepsze,
              sensowniejsze. Co do przestrzegania ograniczeń to w terenie zabudowanym jest z
              tym o niebo lepiej niż u nas. Natomiast teren niezabudowany, czy to zwykła
              droga, czy autostrada, różni się przedewszystki prawie całkowitym brakiem tirów
              i poprawną jazdą tych szybkich, których nie brakuje i w Austrii, chociaż kary
              są dotkiliwe, między innymi odebranie prawajazdy na miesiąc, trzy miesiące, czy
              półroku i tych przepisowych, którzy nie okupują lewego pasa, a na innych
              drogach trzymają się po prostu prawej. Na podmiejskich dojazdówkach do Wiednia,
              np tej z Kaltenbergu, z ograniczeniem do 70 km/h , czału ruch faluje 100-110 i
              wszyscy chamują do 70, tu stoi skrzynka z fotoradarem i za chwile znowu gazu.
              Wiedeńczycy z upodobaniem jadą prosto z pasa dla skręcających w lewo, a w
              sobotni wieczór łatwo spotkać w centrum Wiednia naćpanego małolata za
              kierownicą. Jednak mimo wszystko to dzieje się jakoś spokojnie, ale to już
              zasługa lepszych dróg. Ale polacy mają w sobie jakiś dar do samokrytyki i tak
              też wszystko co zagraniczne jest lepsze. A najgrzeczniejszy kierowca w Wiedniu
              to przestraszony polak, który jako jedyny przestrzega wszystkich przepisów.
              • lxlxl Re: O prędkości... 22.11.02, 09:45
                Gość portalu: marba napisał(a):

                > ale to już
                > zasługa lepszych dróg. Ale polacy mają w sobie jakiś dar do samokrytyki i tak
                > też wszystko co zagraniczne jest lepsze.

                No to juz wreszcie wiemy, dlaczego nas Polakow na drogach zabija sie
                kilkakrotnie wiecej niz na Zachodzie i dlaczego panuje u nas takie bezholowie:
                winne sa drogi (to nas morduja!) i ..... nasza samokrytyka.

                Tez mocny tekst, podoba mi sie.
                • lxlxl drogi-mordercy 22.11.02, 09:57
                  Proponowalbym koledze - skoro poruszyl juz temat drog mordercow, mordujacych
                  biednych, niewinnych polskich kierowcow - wybranie sie poza Wieden, dalej na
                  zachod, w Alpy, zeby zobaczyc jakie drogi moga byc rowniez tam.
                  W duzych czesciach Austrii czy Szwajcarii, gdzie zabija sie jeszcze mniej ludzi
                  nie ma innych drog, jak waskie, pokrecone, strome, od pazdziernika do kwietnia
                  permanentnie oblodzone lub osniezone, gdzie nawet latem jazda powyzej 60 km/h
                  to nie lada wyzwanie. Kazda, nawet najbardziej kiepska droga w nizinnej Polsce
                  to w porownaniu z tym bajka.

                  Ale pewnie drogi austriackie nie sa takie drapiezne i spragnione krwi kierowcow
                  jak nasze, polskie.
                  • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 10:30
                    Żeby nie było że sobie zmyśliłem

                    www.cuoresportivo.pl/_mm/IKAR/ti/#austria
                    ....Na drogach przechodzących przez miejscowości panuje bezwzględne
                    ograniczenie do 50 km/h. I wtedy jest to naprawdę 50, a nie np. 52. Według
                    ruchu można regulować prędkościomierz. W samych miasteczkach pieszy stawiający
                    choćby czubek buta na krawężniku, to wyrażony zamiar przejścia przez ulicę i
                    zatrzymanie się wozów jadących w obie strony. Na terenach zabudowanych nie ma
                    powszechnego w Polsce problemu wychodzących na drogę zwierząt, psów i kotów.
                    Bywają tylko rowerzyści, ale też inni niż u nas: trzeźwi, świadomi tego, że
                    znajdują się na rowerze i na drodze, ubrani w dobrze widoczne kolory. W terenie
                    zabudowanym i przy liniach ciągłych nikt nie przekracza prędkości i nie
                    wyprzedza, a jeśli to robi, to miejscowi kierowcy z obywatelskiej poprawności
                    często błyskają światłami i trąbią. ....

                    I to jest podstawowa różnica mająca wpływ na liczbe ofiar.

                    ...Ale znak koniec miejscowości, to już test na elastyczność 3 biegu. Od razu
                    skok do 90-100 i większe odstępy. Przyjemne jest to uporządkowanie
                    przestrzenne: wieś, to wieś, potem następna, a między nimi 5 km czyste, a nie
                    ciągle jakieś pojedyncze budynki. Wsie są zazwyczaj osadami okrągłymi, a nie
                    ulicówkami, które ciągną się wzdłuż drogi przez wiele kilometrów na utrapienie
                    kierowcy. Dzięki temu na pustych terenach poza miejscowościami jest względnie
                    bezpiecznie i można tam szybko pojeździć, także po zakrętach. Policja będzie
                    łapać za 60 km/h w miejscu, gdzie jest ograniczenie do 50, ale nie złapie za
                    ponad 130 na wąskiej, pustej drodze. Koncentruje się na miejscach, gdzie
                    kierowca zagraża komuś innemu, nie sobie. ...

                    A ja myślałem że tylko mi się trafiło w Astrii że wyprzedził mnie miejscowy gdy
                    jechałem 150 km/h.

                    ...Na autostradach limitów prędkości nikt się nie boi. ...
                    ...I ostatnia rzecz: monotonia autostrady. Konstelacje: bardzo często 5-6-7
                    samochodów jedzie 150-160 km/h, ale względem siebie niemal stoją w miejscu i
                    tak np. przez godzinę. Na dłuższą metę jest to nużące. Dlatego dobrze co pewien
                    czas pojechać choćby kilkanaście minut bardzo szybko, żeby się przebudzić i
                    odnowić poziom energii. ...

                    W dużej części ma golega racje, ale tylko w części. Troszke obiektywizmu.



                    • lxlxl Re: drogi-mordercy 22.11.02, 11:13
                      Czy mam rozumiec, ze przytoczone "relacje, opinie i obserwacje członków klubu
                      IKAR" maja byc teraz czyms w rodzaju Biblii tego forum? Zwlaszcza moze te,
                      jakoby: "Na autostradach limitów prędkości nikt się nie boi" lub "Policja
                      będzie łapać za 60 km/h w miejscu, gdzie jest ograniczenie do 50, ale nie
                      złapie za ponad 130 na wąskiej, pustej drodze" czy moze: "Na otwartych terenach
                      warto się liczyć z kilkoma rodzajami zagrożeń: duże drapieżne ptaki, wzbijające
                      się do lotu w pobliżu drogi; silne ciosy wiatru np. zza autokarów; na
                      autostradach stojący korek lub tylko duże spowolnienie ruchu, niewidoczne zza
                      zakrętu lub górki" :o)

                      No fakt, trzeba sie liczyc z ...duzymi drapieznymi ptakami i silnymi ciosami...
                      wiatru np. zza autobusow.. woow! :o)

                      Proponuje przetestowac to osobiscie, czy limitow "nikt sie nie boi". Jestem
                      kilka a nawet kilkanascie razy do roku w Austrii i wole bazowac na wlasnych
                      doswiadczeniach i danych oficjalnych instytucji zajmujacych sie problematyka
                      ruchu drogowego w Austrii a nie na opiniach i relacjach czlonkow...
                      klubu... "IKAR" :o)

                      Zamiast ekscytowac sie dziecinnie przesadzonymi opowiesciami i - sorry - po
                      czesci idiotycznymi poradami (lekarswio na "monotonna szybkosc" 150-160 km/h -
                      szybsza jazda przez "kilkanascie minut", zeby sie... przebudzic) proponuje
                      zwrocic uwage na (rowniez nieco przesadzony) cytat: "I wtedy jest to naprawdę
                      50, a nie np. 52. Według ruchu można regulować prędkościomierz. W samych
                      miasteczkach pieszy stawiający choćby czubek buta na krawężniku, to wyrażony
                      zamiar przejścia przez ulicę i zatrzymanie się wozów jadących w obie strony"

                      To, ze drogi w miejscowosciach nie sa tak krwiozercze to zatem tylko i
                      wylacznie zasluga kultury kierowcow i ich stosowania sie do ograniczen.
                      Czy cos takiego byloby do pomyslenia w Polsce? Nie, nasze drogi sa bardzo
                      zabojcze, krwiozercze....

                      Jestem pelen podziwu, dla Twojej odwagi i umiejetnosci, ze jechales w Austrii
                      az 150 km/h (dobrze tak, o to chodzilo?) i nawet zostales wyprzedzony. Nie
                      zmienia to jednak w niczym faktu, ze zaledwie 15% Austriakow przekracza
                      sporadycznie zakazy szybkosci w zakresie powyzej 80 km/h.
                      Czy w Polsce byloby to mozliwe?
                      To wlasnie z tego powodu drogi w Austrii sa o wiele mniej krwiozercze od
                      naszych...
                      • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 11:58
                        przytocz inne, te były pierwsze na jakie trafiłem
                        • lxlxl Re: drogi-mordercy 22.11.02, 12:15
                          Gość portalu: marba napisał(a):

                          > przytocz inne, te były pierwsze na jakie trafiłem

                          Sorry, ale z opisu zagrozen ruchu drogowego typowych dla przejazdu przez
                          Austrie w postaci "duzych, drapieznych ptakow wzbijajacych sie do lotu w
                          poblizu drogi" lub tez silnych "ciosow" wiatru np. zza autokarow usmialem sie
                          juz wystarczajaco. Przytocz sobie sam jakies inne, jesli Ci na tym zalezy.
                          • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 12:30
                            Ja mówie że jest tak, a lxlxl, ża inaczej, więc przytacam inne opinie,
                            niezależne odemnie, a lxlxl mówi że oni tez nic nie wiedzą. Pytam kto wiec wie
                            i słysze znajdź se sam, ja wiem, tylko ja lxlxl. No cóż to się nazywa siła
                            argumentów.
                            • lxlxl Re: drogi-mordercy 22.11.02, 19:11
                              Gość portalu: marba napisał:

                              > Ja mówie że jest tak, a lxlxl, ża inaczej, więc przytacam inne opinie,
                              > niezależne odemnie, a lxlxl mówi że oni tez nic nie wiedzą. Pytam kto wiec
                              > wie
                              > i słysze znajdź se sam, ja wiem, tylko ja lxlxl. No cóż to się nazywa siła
                              > argumentów.

                              Prawde powiedziawszy nie interesuja mnie opinie (a juz szczegolnie czlonkkow
                              klubu "IKAR" na temat ptakow nagle wzbijajacych sie do lotu) tylko fakty. A
                              tych podalem juz wystarczajaco duzo.
                              • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 09:44
                                Ale sie czepnoł tych ptaków.
                                Jak na razie nie przytoczyłeś żadnych faktów. Jadyne co przytaczasz to własne
                                opinie. Moje przynajmniej potwierdza jakiś durny klub, a twoje potwierdzasz jak
                                dziecko, "bo tak". Stoisz po jedynej słusznej moralnie stronie barykady, jak ci
                                się zdaje, więc przytoczenie bardziej rzeczowych argumentów, popartych czymś
                                wiecej niż tylko twoim zdaniem, nie powinno nastręczyć ci aż takich trudności.
                                Postaraj sie.
                                • lxlxl Re: drogi-mordercy 25.11.02, 10:14
                                  "Durny klub" - wreszcie cos rozsadnego z twojej strony, choc okreslenie go
                                  durnym to dosyc lagodnie powiedziane. Kogos, kto postrzega Austrie, jako kraj w
                                  ktorym kierowcy powinni strzec sie "drapieznych ptakow nagle wzbijajacych sie
                                  do lotu", "gwaltownych ciosow wiatru" zza wyprzedzanaych autobusow i przy tym z
                                  podziwu godna nonszalancja twierdzi, ze w Austrii nikt nie boi sie mandatow i
                                  namawia do przejechania kilkudziesieciu kilometrow z szybkoscia co najmniej 180
                                  km/h moge osobiscie okreslic co najwyzej, zraminialym i kompletnie zidiocialym
                                  mitomanem.

                                  Fakty, ktorych sie domagasz przytoczylem juz kilkakrotnie. Przytaczam je po raz
                                  kolejny.

                                  www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=510&w=3698564&a=3712948
                                  Na jakiej podstawie wydajesz opinie, ze "panowie w wieku 40 - 50 lat w nowych
                                  BMW, Mercedesach, Audi, Volvach, Saabach", ktorzy cie "wyprzedzaja" "nie
                                  stanowią nadzwyczaj wypadkowej grupy"? Czy moglbys to poprzec jakimis faktami?
                                  To, ze takich "panow" jest stosunkowo niewielu na naszych drogach nie jest
                                  rownoznaczne z tym, ze powoduja mniej wypadkow. Zwlaszcza jesli zaleznosc
                                  miedzy nadmierna szybkoscia i ryzykiem wypadku znana jest nie od dzis? Dlaczego
                                  w ich wypadku mialoby byc inaczej?

                                  Co ma znaczyc opinia: "Bezpieczeństwa nie buduje się ograniczeniami, chociażby
                                  przykład przytoczonych tu Niemiec"? Czy w Niemczech nie ma ograniczen? Czy to
                                  nastepny mit czlonow klubu "IKAR"? Przeciez w Niemczech obowiazuja po czesci o
                                  wiele ostrzejesze ograniczenia niz w Polsce: w miejscowowsciach generalnie 50
                                  km/h i w duzeych czesciach miejscowosci nawet do 30 km/h.
                                  • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 10:55
                                    No nieźle. Na potwierdzenie słuszności swoich sądów, podałeś link do własnej
                                    wypowiedzi. Naprawde dobre :)
                                    Całkiem niezależne źrudło informacji. To cały czas są twoje odczucia, może
                                    słuszne, może nie, ale to nie są jeszcze fakty.
                                    Co do Niemiec to jednak są miejsca bez jakich kolwiek ograniczeń. Zaraz usłysze
                                    że mają inne drogi, ale ty przecież twierdzisz że drogi nie mają wpływu na
                                    bezpieczeństwo. Ja nie jestem aż tak uparty żeby bezkrytycznie niezauważać
                                    zagrożenia jakie niesie prędkość, ale nawet w Polsce są miejsca gdzie szybkość
                                    jest i bezpieczna i powszechna. Ale tak wiem, wolniej było by o wiele
                                    bezpieczniej. Więc proponuje ograniczyć prędkość na wszystkich drogach do
                                    30km/h. Liczba ofiar spadnie poniżej tysiąca. A każdy kto sie temu sprzeciwi
                                    niech wie że ma na rękach krew kilku tysięcy ludzi którzy mogliby żyć. Mocny
                                    argument? Ale no nie popadajmy w skrajności.
                                    Dla czego nie skorpo taka argumentacja jest sensowna dla 90 km/h, to dla 30
                                    km/h jest sensowniejsza o kilka tysięcy ludzkich żyć rocznie.
                                    • lxlxl Re: drogi-mordercy 25.11.02, 11:44
                                      Gość portalu: marba napisał:

                                      > No nieźle. Na potwierdzenie słuszności swoich sądów, podałeś link do własnej
                                      > wypowiedzi. Naprawde dobre :)

                                      Dziekuje, ale co mam robic, skoro jestes tak odporny na slowo pisane?

                                      > Całkiem niezależne źrudło informacji. To cały czas są twoje odczucia, może
                                      > słuszne, może nie, ale to nie są jeszcze fakty.

                                      O co zatem ci chodzi? Czy mam Ci podac linki do zrodel, ktore potwierdzaja
                                      stosunek ilosci ofiar, to, ze w Austrii 85% kierowcow trzyma sie zalecanej
                                      szybkosci powyzej 80 km/h? Czy to sa "odczucia"? Przeciez juz kilka razy
                                      oferowalem podanie ci linkow i nie wyraziles zbytniego zainteresowania. Czy
                                      moze myslisz, ze wyssalem te informacje z palca i jestes przekonany, ze to w
                                      Niemczech czy w Austrii ginie wiecej ludzi na drogach niz w Polsce?

                                      > Co do Niemiec to jednak są miejsca bez jakich kolwiek ograniczeń.

                                      Oczywiscie, ze sa ale to tylko kilka procent lacznej powierzchni drog w
                                      Niemczech i mimo, ze nie ma tam ograniczen przepisy bardzo wyraznie
                                      reglamentuja sposob zachowania sie na nich. Jadac powyzej 130 km/h zawsze
                                      jestes winny, jesli uczestniczysz w kolizji. Srednia szybkosc na niemieckich
                                      autostradach mimo to wynosi 120,4 km/h. Zaledwie 6,4% kierowcow jezdzi szybciej
                                      niz 160 km/h (dane ADAC) na jednych z najlepszych drog w Europie, pozbawionych
                                      ograniczen szybkosci! Teraz porownaj to z sytuacja w Polsce i wyczynami naszych
                                      walecznych "ulanow" na drogach o jakosci dalece odbiegajacej od niemieckich
                                      autostrad. Czy to jeszcze malo faktow?
                                      Czy moze ma to oznaczac, ze w zwiazku z tym postulujesz zniesienie ograniczen
                                      na polskich drogach?

                                      > Zaraz
                                      > usłysze że mają inne drogi, ale ty przecież twierdzisz że drogi nie mają
                                      > wpływu na bezpieczeństwo.

                                      Musze cie rozczarowac ale w Niemczech do tej pory rowniez nie widzialem drog
                                      atakujacych kierowcow...

                                      > Ja nie jestem aż tak uparty żeby bezkrytycznie niezauważać
                                      > zagrożenia jakie niesie prędkość, ale nawet w Polsce są miejsca gdzie
                                      > szybkość jest i bezpieczna i powszechna.

                                      Jesli przy tym jest zgodna z przepisami to o co wlasciwie mialoby chodzic?

                                      > Ale tak wiem, wolniej było by o wiele
                                      > bezpieczniej. Więc proponuje ograniczyć prędkość na wszystkich drogach do
                                      > 30km/h. Liczba ofiar spadnie poniżej tysiąca. A każdy kto sie temu sprzeciwi
                                      > niech wie że ma na rękach krew kilku tysięcy ludzi którzy mogliby żyć. Mocny
                                      > argument? Ale no nie popadajmy w skrajności.
                                      > Dla czego nie skorpo taka argumentacja jest sensowna dla 90 km/h, to dla 30
                                      > km/h jest sensowniejsza o kilka tysięcy ludzkich żyć rocznie.

                                      Przywyklem juz do tego histerycznego popadania w skrajnosci. I tak dobrze, ze
                                      nie proponujesz wprowadzenia pieszych z lampami przed samochodami.
                                      Wszystko jest tylko kwestia inteligentnego wywazenia miedzy koniecznoscia i
                                      zagrozeniem. Nie musimy wymyslac niczego nowego bo inni juz to potrafia robic -
                                      nie doskonale, wszedzie gina ludzie - ale niewielkim nakladem znacznie lepiej
                                      od nas. Nam tej formy inteligencji brakuje i ciagle zabijamy sie na drogach
                                      niczym lemingi nie potrafiace zapanowac nad tak prostym przedmiotem jak
                                      samochod.
                                      Niemcy, Szwedzi czy Austriacy nie wprowadzili poza terenem zabudowanym
                                      ograniczen do 30 km/h (za to w terenie zabudowanym owszem, co tobie wydaje sie
                                      zupelnie niemozliwe) i mimo to potrafia o wiele oszczedniej obchodzic sie z
                                      zyciem swoich wspolobywateli. My nie jestesmy w stanie wyjsc poza prymitywny
                                      schemat albo-albo.

                                      To tak, jakby gdzies, w buszu, gdzie instalacje elektryczna zwyklo sie klasc
                                      bez izolacji na sciane kazda krytyke, propozycje modernizacji uzasadniona
                                      wzgledami bezpieczenstwa odpierano argumentem: jak bedzie izolacja, jak
                                      przewody puscimy pod sciana, jak zalozymy wtyczki to tez sie nie da uniknac
                                      wypadkow. Ano nie da sie. Zrezygnujmy wobec tego kompletnie z pradu albo
                                      pozostanmy przy starym. Jak kogos kopnie to sam sobie winiem. No racje niby
                                      ma....
                                      I tak to wlasnie wyglada z nami patrzac z zachodu...
                                      • Gość: hip Re: drogi-mordercy IP: *.pgi.waw.pl 25.11.02, 11:56
                                        Zastanawiam się co tak naprawdę dyskutanci postulują. Czy o to aby:
                                        1. Zwiększyć ograniczenia prędkości lub je wyeliminować.
                                        2. Zmniejszyć limity prędkości.
                                        3. Pozostawić takie jakie są (bo są podobne jak w innych cywilizowanych
                                        krajach) a jedynie zmusić kierowców do ich przestrzegania.
                                        pozdr
                                        • lxlxl Re: drogi-mordercy 25.11.02, 12:22
                                          Gość portalu: hip napisał:

                                          > Zastanawiam się co tak naprawdę dyskutanci postulują. Czy o to aby:
                                          > 1. Zwiększyć ograniczenia prędkości lub je wyeliminować.
                                          > 2. Zmniejszyć limity prędkości.
                                          > 3. Pozostawić takie jakie są (bo są podobne jak w innych cywilizowanych
                                          > krajach) a jedynie zmusić kierowców do ich przestrzegania.
                                          > pozdr

                                          Widze jeszcze czwarta mozliwosc, zaczac od siebie. Starac sie jezdzic PRZEDE
                                          WSZYSTKIM osroznie i spokojnie, respektujac innych, nawet a moze w
                                          szczegolnosci tych popelniajacych bledy. STARAC SIE trzymac przepisow i
                                          ograniczen, nawet jesli czesto moga wydawac sie przesadzone.

                                          I wyraznie i bez skrupolow dystansowac sie od ludzi z niezwykle powazna mina
                                          perorujacych o jezdzie "szybkiej ale bezpiecznej", o tym "jak lubia docisnac" i
                                          ile to jechali gdzies tam i to mimo drapieznych ptakow wzbijajacych sie nagle
                                          do lotu....
                                        • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 13:28
                                          Gość portalu: hip napisał:

                                          > Zastanawiam się co tak naprawdę dyskutanci postulują. Czy o to aby:
                                          > 1. Zwiększyć ograniczenia prędkości lub je wyeliminować.
                                          > 2. Zmniejszyć limity prędkości.
                                          > 3. Pozostawić takie jakie są (bo są podobne jak w innych cywilizowanych
                                          > krajach) a jedynie zmusić kierowców do ich przestrzegania.
                                          > pozdr

                                          Czekałem kiedy padnie to pytanie. Nie jestem za zniesieniem ograniczeń
                                          prędkości, szczególnie w terenie zabudowanym, ale za ustwianiem znaków
                                          ograniczeń rozsądniej. Nie dziwi mnie ograniczenie do 40 obok szkoły, ale jak
                                          na trzypasmowej drodze stoi 30, w W-wie wyjazd w kierunku Janek, naprawde
                                          trudno mi to zrozumieć i zgodzić się z tym.
                                          Moje wypowiedzi często celowo prowokacyjne, biorą się z tąd że drażni mnie
                                          przejaskrawiony czarny obraz kreowny przez wielu uczestników forum. Nie
                                          twierdze że jest rużowo, napewno wiele jest do zrobienia, ale czego moge sie tu
                                          dowiedzieć?
                                          Polacy jeżdzą źle i dla tego ginie nas więcej niż Niemców, czy Austryjaków,
                                          którzy jeżdżą idealnie, normalnie policja nie ma co robić. Polskie drogi są
                                          skrajnie niebezpieczne z powodu durnych kierowców, a sytuacja z dnia na dzień
                                          jest gorsza. I obwodnice, autostrady, bezkolizyjne skrzyżowania nic do tego nie
                                          mają, bo to nie one atakuja kierowców.
                                          Nie mówie tu nagle że jestem przepisowym w 100% kierowcą, ale nigdzie wcześniej
                                          też nie napisałem że pędze z zawrotną prędkością przez środek miasta.
                                          I w wekend spróbowałem przepisowej jazdy gierkówką, 100km/h i nic wiecej,
                                          ludzie to jest niebezpieczne, trzeba cały czas skakć z pasa napas i jeszcze
                                          może cię wyprzedzić agresywna cieżarówka, można się zestresować i zmęczyć taką
                                          jazdą, wiekszość osobówek jedzie około 120-150, sami wariaci. Można też jechac
                                          100 km/h i okupować lewy pas, ale wtedy zawsze znajdzie się ktoś z tyłu kto
                                          mruga światłami, a czasem trąbi. O co mu chodzi? Tu szybciej nie można. Jednak
                                          i tak jest o wiele lepiej niż kilka lat temu.

                                          Tak wiec postuluje abyscie spojrzeli na całość bez czarnowidztwa. Ktoś tu
                                          pisał, jak przekroczysz prędkość o 15 - 20 km/h też dojedziesz, no wiec chyba
                                          nie przetrzegacie tak rygorystycznie tych ograniczeń, jak by to wynikało z
                                          wielu wypowiedzi, jeszcze takiego nie widziałem.
                                          • Gość: hip Re: drogi-mordercy IP: *.pgi.waw.pl 25.11.02, 14:18
                                            Gość portalu: marba napisał:

                                            > Gość portalu: hip napisał:
                                            >
                                            > > Zastanawiam się co tak naprawdę dyskutanci postulują. Czy o to aby:
                                            > > 1. Zwiększyć ograniczenia prędkości lub je wyeliminować.
                                            > > 2. Zmniejszyć limity prędkości.
                                            > > 3. Pozostawić takie jakie są (bo są podobne jak w innych cywilizowanych
                                            > > krajach) a jedynie zmusić kierowców do ich przestrzegania.
                                            > > pozdr
                                            >
                                            > Czekałem kiedy padnie to pytanie. Nie jestem za zniesieniem ograniczeń
                                            > prędkości, szczególnie w terenie zabudowanym, ale za ustwianiem znaków
                                            > ograniczeń rozsądniej. Nie dziwi mnie ograniczenie do 40 obok szkoły, ale jak
                                            > na trzypasmowej drodze stoi 30, w W-wie wyjazd w kierunku Janek, naprawde
                                            > trudno mi to zrozumieć i zgodzić się z tym.

                                            hip: Ograniczenia prędkości do 40 czasem spotykamy na drogach i są one istotnie
                                            nieraz zastanawiające. Ale nie to chyba jest głównym problemem tylko to jak
                                            należy traktować obowiązujące prędkości dopuszczone w kodeksie drogowym.
                                            Według mnie sens jest taki, że jak większość będzie jechała ze zbliżoną
                                            prędkością to wtedy ruch będzie płynniejszy i bezpieczniejszy.

                                            > Polacy jeżdzą źle i dla tego ginie nas więcej niż Niemców, czy Austryjaków,
                                            > którzy jeżdżą idealnie, normalnie policja nie ma co robić.

                                            hip: Ja jednak także uważam, że w Polsce jeżdzi się bardziej chamsko niż w np.
                                            w Niemczech czy UK.

                                            Polskie drogi są
                                            > skrajnie niebezpieczne z powodu durnych kierowców, a sytuacja z dnia na dzień
                                            > jest gorsza.

                                            hip: Wydaje mi się, że ruch w Polsce jest bardziej chaotyczny. Wynika to
                                            zarówno z większej ilości wariatów, gorszych dróg i gorszych samochodów oraz
                                            gorszego oznakowania dróg. W końcu te statystyki o czymś świadczą.

                                            100km/h to jest niebezpieczne, trzeba cały czas skakć z pasa napas i jeszcze
                                            > może cię wyprzedzić agresywna cieżarówka, można się zestresować i zmęczyć
                                            taką
                                            > jazdą, wiekszość osobówek jedzie około 120-150, sami wariaci. Można też
                                            jechac


                                            hip: No i to jest właśnie problem. Gdyby zdecydowana większość jechała 100 -
                                            110 to ruch byłby płynniejszy. Ale oczywiście pełno dupków, którzy nie mogą
                                            jechać 110 bo muszą cię wyprzedzić ponieważ wydaje im się, że skoro mają lepszy
                                            wóz to nie będą się "poniżać" niższą prędkością. I za wszelką cenę pchają się
                                            przed ciebie. A wyprzedzanie na 3-go czy 4-go to na prawdę polska specjalność.

                                            > i tak jest o wiele lepiej niż kilka lat temu.

                                            hip: Może jest nieco lepiej, ale daleko od tego aby powiedzieć, że jest dobrze.
                                            >
                                            > Tak wiec postuluje abyscie spojrzeli na całość bez czarnowidztwa. Ktoś tu
                                            > pisał, jak przekroczysz prędkość o 15 - 20 km/h też dojedziesz, no wiec chyba
                                            > nie przetrzegacie tak rygorystycznie tych ograniczeń, jak by to wynikało z
                                            > wielu wypowiedzi, jeszcze takiego nie widziałem.

                                            hip: Tak, to ja powiedziałem o przekraczaniu 0 10-20 na pewnych odcinkach i w
                                            pewnych warunkach. I to mi się wydaje do zaakceptowania. Pod warunkiem wszakże,
                                            iż szanujemy inych użytkowników, którzy chcą jechać przepisowo.
                      • _ovidius Polska-Zachód, piekło-niebo? 22.11.02, 12:40
                        Zarówno w tym jak i w wielu innych wątkach z lubością przeciwstawia się naszym
                        ociekającym krwią drogom sielankowy obraz dróg zachodnioeuropejsich, na których
                        rzekomo ginie kilka razy mniej ludzi niż u nas i na których trudno uświadczyć
                        pijanego itp.

                        A zatem kilka faktów.
                        Wskaźnik zabitych na drogach na 100 tys. mieszkańców:
                        Polska 14,3 (ok. 5500 ofiar/38,5 mln)
                        UE 10,8 (ok. 41000 ofiar/380 mln)
                        Trudno mówić tu o różnicy "kilkukrotnej".
                        A w ramach samej UE też są różnice:
                        "Aktualnie w Portugalii wskaźniki liczby zabitych są 4,5- krotnie wyższe niż w
                        Szwecji, a we Francji 2,5-krotnie wyższe niż w W. Brytanii."

                        Przekraczanie prędkości nie jest naszą narodową specjalnością:
                        "Problemem jest lekceważenie ograniczeń prędkości przez kierowców. Badania
                        prowadzone w różnych krajach Unii wykazały, że blisko 2/3 kierowców przekracza
                        dozwolone prędkości na drogach w miastach, a połowa na jednojezdniowych drogach
                        poza obszarem zabudowanym."
                        Jakoś nie widzę tej sielanki, gdzie "nikt nie wyprzedza jadących z przepisową
                        prędkością". Poza tym, śmiem twierdzić, że przekraczanie prędkości w miastach
                        jest znacznie bardziej niebezpieczne niż poza obszarem zabudowanym.

                        Teraz ciekawostka:
                        "Mimo iż liczba kierowców prowadzących pojazdy pod wpływem alkoholu jest w Unii
                        relatywnie niewielka, to jednak są oni odpowiedzialni za ok. 10 tysięcy (25 %)
                        ofiar śmiertelnych każdego roku."
                        A w Polsce 8,8 % ofiar śmiertelnych to ofiary pijanych kierowców. Weżmy jeszcze
                        pod uwagę fakt, że we wszystkich krajach UE (poza Szwecją) poziom nietrzeźwości
                        zaczyna się od 0,5 lub 0,8 promila. Czyżby drogi UE w porównianiu z naszymi
                        pełne były pijanych morderców za kółkiem?

                        Z trochę innej beczki. To prawda, że ani drogi ani pojazdy nie zabijają. Ale
                        rodzaje dróg oraz stan techniczny i rozwiązania konstrukcyjne pojazdów dla
                        ekpertów unijnych mają znaczenie:
                        "Dostosowanie infrastruktury drogowej i pojazdów pod kątem ochrony ludzi
                        podczas wypadków drogowych (tzw. "wybaczające pojazdy i infrastruktura").
                        Analizy wypadków wykazała, że gdyby przy budowie samochodów uwzględniono
                        najlepsze w danej klasie rozwiązania zwiększające ochronę podczas wypadku,
                        wówczas można by uniknąć 50% ofiar śmiertelnych i kalectw. Zaprojektowanie
                        drogi oraz projekt i położenie wyposażenia ulic odgrywa również kluczową rolę w
                        redukcji obrażeń w przypadku wypadku drogowego."
                        i
                        "Koncentracja wypadków na skrzyżowaniach, niektórych odcinkach/punktach dróg i
                        w obszarach zamieszkanie. Inżynierowie drogowi mogą przyczynić się do znacznego
                        zredukowania częstości wypadków wpływać zarówno na zachowania użytkowników jak
                        i na błędy w projektach dróg, które przyczyniają się do wypadków drogowych."

                        Dane liczbowe i cytaty pochodzą z:
                        "Wnioski dla Polski wynikające z ujęcia BRD w Białej Księdze Unii Europejskiej"
                        autorzy: Ilona Buttler, Instytut Transportu Samochodowego, Centrum BRD
                        Wojciech Suchorzewski, Politechnika Warszawska

                        "To nieprawda, że wypadki dotyczą innych"
                        autor: Dr Inż. Jacek Pok, Dyrektor Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w
                        Szczecinie

                        Pozdrawiam
                        • lxlxl Re: Polska-Zachód, piekło-niebo? Zgadza sie. 22.11.02, 13:28
                          _ovidius napisał:

                          > A zatem kilka faktów.
                          > Wskaźnik zabitych na drogach na 100 tys. mieszkańców:
                          > Polska 14,3 (ok. 5500 ofiar/38,5 mln)

                          POLSKA w 2000 16,3 6294 ofiar/38,5 mln
                          1999 17,4 6730 ofiar/38,5 mln
                          1998 18,4 7080 ofiar/38,5 mln

                          > UE 10,8 (ok. 41000 ofiar/380 mln) (W tym Portugalia i Grecja)
                          > Trudno mówić tu o różnicy "kilkukrotnej".

                          Porownujac ilosc zabitych na drogach w odniesieniu do ilosci mieszkancow mozna
                          rzeczywiscie dojsc do bardzo budujacych wnioskow. Uganda i Ruanda w takiej
                          statystyce bija pewnie kazdy kraj europejski na leb. :o)
                          Sprawa wyglada nieco inaczej, jesli porowna sie ilosc zabitych w odniesieni do
                          ilosci ZMOTORYZOWANYCH mieszkancow, bo tylko ci poslugujacy sie samochodem moga
                          spowodowac wypadek drogowy. I juz jestesmy - o dziwo - przy "kilkukrotnej"
                          roznicy. Tylko w Niemczech jezdzi kilka razy wiecej samochodow niz w Polsce a
                          ofiar jest niemal tyle samo. Co w tym rachunku jest "rzekome"? Czy to, ze w
                          przeliczeniu na ilosc dopuszczonych samochodow Polakow ginie kilkakrotnie
                          wiecej niz Niemcow czy Szwedow nie ociaka jeszcze wystarczajaco krwia?
                          od jakiego stosunku "strat" mozna byloby pisac o "piekle i niebie" w tym
                          kontekscie bez tego chlopskiego sarkazmu?
                          No tak, my wschodni Europejczycy jestesmy "twardsi". Takie liczby nas nie
                          ruszaja a mozna tez je troche sprobowac zrelatywizowac, zeby nie wyszlo, ze
                          jestesmy jacys gorsi, bo przeciez nie jestesmy, nie?

                          > A w ramach samej UE też są różnice:
                          > "Aktualnie w Portugalii wskaźniki liczby zabitych są 4,5- krotnie wyższe niż
                          > w Szwecji, a we Francji 2,5-krotnie wyższe niż w W. Brytanii."

                          Piszac o krajach Europy Zachodniej ma sie z reguly na mysli te najwyzej
                          rozwiniete kraje jak Szwecja, Niemcy, Szwajcaria i ma sie nadzieje, ze tak to
                          zostanie zrozumiane. Czasami jest jednak inaczej, gdy pewne fakty nie pasuja w
                          obrazek. Powinienem byl to wyraznie zastrzec bo juz mamy - jak nalezalo sie
                          spodziewac - najbiedniejszego i najbardziej zacofanego czlonka Unii -
                          Portugalie. Czy gdzies pisalem o "Unii"? Niewazne. Wazne jest to, ze wkrotce do
                          Unii wejdzie rowniez Polska i wtedy jak sie bedziemy z nia porownywac to
                          wypadniemy jeszcze lepiej - niemal na tym samym poziomie.

                          > Przekraczanie prędkości nie jest naszą narodową specjalnością:

                          Sluze linkiem potwierdzajacym, ze tylko 15% kierowcow austriackich przekracza
                          ograniczenia powyzej 80 km/h. Jako, ze przekraczanie szybkosci "nie jest nasza
                          specjalnoscia" - w Polsce jest zapewne identycznie... ;o)

                          > Poza tym, śmiem twierdzić, że przekraczanie prędkości w miastach
                          > jest znacznie bardziej niebezpieczne niż poza obszarem zabudowanym.

                          Smiec mozesz wiele ale faktem jest, ze ilosc wypadkow smiertelnych w
                          przeliczeniu na ilosc samochodow uczestniczacych w ruchu jest poza terenem
                          zabudowanym jest zawsze wyzsza. Prosta i chyba zrozumiala zaleznosc - im wyzsza
                          predkosc w momencie uderzenia (to jest wypadek) tym powazniejsze skutki.

                          > Czyżby drogi UE w porównianiu z naszymi
                          > pełne były pijanych morderców za kółkiem?

                          Nie sa, bo w Szwecji czy w Niemczech (nigdy jeszcze nie pisalem o "UE") ginie
                          KILKAKROTNIE mniej ludzi na drogach niz w Polsce - sposrod oczywiscie tych
                          zmotoryzowanych a nie tych, nie majacych samochodu i nie mogacych nawet
                          spowodowac wypadku....

                          • _ovidius Re: Polska-Zachód, piekło-niebo? NIE 22.11.02, 16:00
                            lxlxl napisała:

                            > _ovidius napisał:
                            >
                            > > A zatem kilka faktów.
                            > > Wskaźnik zabitych na drogach na 100 tys. mieszkańców:
                            > > Polska 14,3 (ok. 5500 ofiar/38,5 mln)
                            >
                            > POLSKA w 2000 16,3 6294 ofiar/38,5 mln
                            > 1999 17,4 6730 ofiar/38,5 mln
                            > 1998 18,4 7080 ofiar/38,5 mln
                            >
                            Czyli na szczęście liczba ofiar w Polsce systematycznie maleje. A tymczasem:
                            "W ciągu ostatnich 10 lat w krajach Unii rejestrowano co prawda spadek
                            poważnych i śmiertelnych wypadków drogowych, ale w ostatnich latach tendencje
                            te nie są już tak widoczne jak kilka lat wcześnie, a niektórzy eksperci wręcz
                            spodziewają się, że w związku z prognozowanym wzrostem ruchu na drogach, może
                            też dojść w najbliższych latach do wzrostu liczby wypadków."

                            źródło: jak poprzednio

                            > > UE 10,8 (ok. 41000 ofiar/380 mln) (W tym Portugalia i Grecja)
                            > > Trudno mówić tu o różnicy "kilkukrotnej".

                            A oprócz nich również Luksemburg, Francja i Belgia.

                            >
                            > Porownujac ilosc zabitych na drogach w odniesieniu do ilosci mieszkancow
                            mozna
                            > rzeczywiscie dojsc do bardzo budujacych wnioskow. Uganda i Ruanda w takiej
                            > statystyce bija pewnie kazdy kraj europejski na leb. :o)

                            Bardzo rzeczowe. Ale porównujemy Polskę do krajów zachodnich.

                            > Sprawa wyglada nieco inaczej, jesli porowna sie ilosc zabitych w odniesieni
                            do
                            > ilosci ZMOTORYZOWANYCH mieszkancow, bo tylko ci poslugujacy sie samochodem
                            moga
                            >
                            > spowodowac wypadek drogowy. I juz jestesmy - o dziwo - przy "kilkukrotnej"
                            > roznicy. Tylko w Niemczech jezdzi kilka razy wiecej samochodow niz w Polsce a
                            > ofiar jest niemal tyle samo. Co w tym rachunku jest "rzekome"? Czy to, ze w
                            > przeliczeniu na ilosc dopuszczonych samochodow Polakow ginie kilkakrotnie
                            > wiecej niz Niemcow czy Szwedow nie ociaka jeszcze wystarczajaco krwia?
                            > od jakiego stosunku "strat" mozna byloby pisac o "piekle i niebie" w tym
                            > kontekscie bez tego chlopskiego sarkazmu?

                            Wchodząc dalej w szczegóły należałoby porównać raczej ilość przejeżdżanych
                            kilometrów i to, po jakich drogach się jeździ. Ale takimi danymi odnośnie
                            Polski nie dysponuję.

                            > No tak, my wschodni Europejczycy jestesmy "twardsi". Takie liczby nas nie
                            > ruszaja a mozna tez je troche sprobowac zrelatywizowac, zeby nie wyszlo, ze
                            > jestesmy jacys gorsi, bo przeciez nie jestesmy, nie?

                            Jesteśmy gorsi, bo ginie nas więcej. Mam nadzieję, że to widać z przytoczonych
                            liczb. Ale nie jest tak, jak próbują tu niektórzy sugerować, że dzieli nas
                            przepaść, że u nas jeżdżą mordercy a tam aniołki, że u nas jest bezhołowie a
                            tam porządek.

                            > > > A w ramach samej UE też są różnice:
                            > > "Aktualnie w Portugalii wskaźniki liczby zabitych są 4,5- krotnie wyższe n
                            > iż
                            > > w Szwecji, a we Francji 2,5-krotnie wyższe niż w W. Brytanii."
                            >
                            > Piszac o krajach Europy Zachodniej ma sie z reguly na mysli te najwyzej
                            > rozwiniete kraje jak Szwecja, Niemcy, Szwajcaria i ma sie nadzieje, ze tak to
                            > zostanie zrozumiane. Czasami jest jednak inaczej, gdy pewne fakty nie pasuja
                            w
                            > obrazek. Powinienem byl to wyraznie zastrzec bo juz mamy - jak nalezalo sie
                            > spodziewac - najbiedniejszego i najbardziej zacofanego czlonka Unii -
                            > Portugalie. Czy gdzies pisalem o "Unii"? Niewazne. Wazne jest to, ze wkrotce
                            do
                            >
                            > Unii wejdzie rowniez Polska i wtedy jak sie bedziemy z nia porownywac to
                            > wypadniemy jeszcze lepiej - niemal na tym samym poziomie.
                            >

                            Oprócz Portugalii wymieniłem też w niepochlebnym kontekście Francję.
                            Przytoczone dane obejmują również bardziej rozwinięte kraje. Ale czasem pewne
                            fakty nie pasuja do obrazka, nieprawdaż?

                            > > Przekraczanie prędkości nie jest naszą narodową specjalnością:
                            >
                            > Sluze linkiem potwierdzajacym, ze tylko 15% kierowcow austriackich przekracza
                            > ograniczenia powyzej 80 km/h. Jako, ze przekraczanie szybkosci "nie jest
                            nasza
                            > specjalnoscia" - w Polsce jest zapewne identycznie... ;o)
                            >
                            Jak to było? Chłopski sarkazm?...
                            Ja nie żądam od Ciebie linków. Zakładam, że dyskutujemy poważnie i piszesz to,
                            co możesz udokumentować.

                            > > Poza tym, śmiem twierdzić, że przekraczanie prędkości w miastach
                            > > jest znacznie bardziej niebezpieczne niż poza obszarem zabudowanym.
                            >
                            > Smiec mozesz wiele ale faktem jest, ze ilosc wypadkow smiertelnych w
                            > przeliczeniu na ilosc samochodow uczestniczacych w ruchu jest poza terenem
                            > zabudowanym jest zawsze wyzsza. Prosta i chyba zrozumiala zaleznosc - im
                            wyzsza
                            >
                            > predkosc w momencie uderzenia (to jest wypadek) tym powazniejsze skutki.

                            W terenie zabudowanym dochodzi do większości wypadków z udziałem pieszych,
                            czyli najmniej chronionych uczestników ruchu. Polecam Ci zapoznanie się ze
                            statystykami dotyczącymi ofiar wśród nich. Dużo pieszych widziałeś
                            na "katowickiej" poza oznaczonymi przejściami? Albo na naszych nędznych
                            autostradach czy drogach ekspresowych?.
                            Nie interesuje mnie, że się ktoś zawinął swoją superfurą na drzewie. Byle
                            innych w to nie mieszał.

                            Ty jednak uporczywie nie dostrzegasz, że piszący tu o szybkiej jeździe nie chcą
                            przemykać koło np. szkoły z prędkością 120 km/h, tylko mowa jest o jeździe w
                            pewnych miejscach i w pewnych warunkach.

                            >
                            > > Czyżby drogi UE w porównianiu z naszymi
                            > > pełne były pijanych morderców za kółkiem?
                            >
                            > Nie sa, bo w Szwecji czy w Niemczech (nigdy jeszcze nie pisalem o "UE") ginie
                            > KILKAKROTNIE mniej ludzi na drogach niz w Polsce - sposrod oczywiscie tych
                            > zmotoryzowanych a nie tych, nie majacych samochodu i nie mogacych nawet
                            > spowodowac wypadku....
                            >
                            Tak. Ale ile z tych ofiar to ofiary pijanych?
                            I po raz kolejny: co to są kraje zachodnie? Czy to te w których wybrane przez
                            Ciebie wskaźniki pasują do głoszonych tu teorii?

                            Pozdrawiam
                            • lxlxl Re: Polska-Zachód, piekło-niebo 22.11.02, 19:08
                              _ovidius napisał:

                              > Czyli na szczęście liczba ofiar w Polsce systematycznie maleje. A tymczasem:
                              > "W ciągu ostatnich 10 lat w krajach Unii rejestrowano co prawda spadek
                              > poważnych i śmiertelnych wypadków drogowych, ale w ostatnich latach tendencje
                              > te nie są już tak widoczne jak kilka lat wcześnie, a niektórzy eksperci wręcz
                              > spodziewają się, że w związku z prognozowanym wzrostem ruchu na drogach, może
                              > też dojść w najbliższych latach do wzrostu liczby wypadków."

                              Nie dyskutujemy tu jednak o tendencjach rozwoju liczby ofiar a o OBECNAM
                              katastrofalnym stosunku ilosci ofiar miedzy Polska a najbardziej rozwinietymi
                              krajami Zachodniej Europy.
                              Porownujemy ze soba dwa zupelnie odmienne systemy (zwlaszcza porownujac sie z
                              tymi najbardziej rozwinietymi krajami). Polska ze swoja siecia i jakoscia drog
                              jak i liczba samochodow poruszajacych sie po drogach jest krajem rozwijajacym
                              sie. Podobnie entuzjastycznych porownan mozna dokonywac porownujac tempo
                              rozwoju krajow Trzeciego Swiata z tempem rozwoju krajow wysoko rozwinietych.
                              Uganda 8%, Niemcy 1,5%. W niczym nie zmienia to faktu, ze Uganda jest jednym z
                              najbiedniejszych krajow Swiata a Niemcy jednym z najbogatszych.

                              > Bardzo rzeczowe. Ale porównujemy Polskę do krajów zachodnich.

                              Swietnie. Proponuje jeszcze porownac sie z tymi najwyzej rozwinietymi a nie
                              najslabiej zmotoryzowanymi i najbiedniejszymi bo my tez chcemy byc bogaci i
                              zmotoryzowani, prawda?

                              > Wchodząc dalej w szczegóły należałoby porównać raczej ilość przejeżdżanych
                              > kilometrów i to, po jakich drogach się jeździ. Ale takimi danymi odnośnie
                              > Polski nie dysponuję.

                              Porownujac jakosc drog, ich zatloczenia - to akurat sie nie rozni jak i
                              zasobnosc mieszkancow, mozna chyba bez przesady stwierdzic, ze (przykladowo)
                              Niemcy pokonuja rocznie znacznie wiecej kilometrow. Sam znam kilka osob
                              pokonujacych codziennie w drodze do pracy 100 km dziennie w jedna strone i
                              jedna pokonujaca blisko 200 km. Roczne osiagi rzedu 80.000-100.000 km to rzadna
                              rzadkosc wsrod tzw. "pendlerow". W Polsce daleko nam do takich relacji nie
                              tylko z powodu jakosci drog ale i zasobnosci mieszkancow (takie przejazdy
                              kosztuja). To jeszcze jeden aspekt, zwiekszajacy ilosc ofiar na nasza
                              niekorzysc (kilkakrotnie wiecej samochodow, wiecej samochodo-kilometrow a mimo
                              to porownywalna ilosc ofiar)

                              > Jesteśmy gorsi, bo ginie nas więcej. Mam nadzieję, że to widać z
                              > przytoczonych
                              > liczb. Ale nie jest tak, jak próbują tu niektórzy sugerować, że dzieli nas
                              > przepaść, że u nas jeżdżą mordercy a tam aniołki, że u nas jest bezhołowie a
                              > tam porządek.

                              Wnioski powinien wyciagnac kazdy dla siebie. Tez wolalbym pochodzic z kraju
                              ludzi na poziomie a nie chamow i prostakow. Niestety, kazdorazowe przekroczenie
                              granicy jest powazna odmiana, nie tylko dla mnie.

                              > Oprócz Portugalii wymieniłem też w niepochlebnym kontekście Francję.
                              > Przytoczone dane obejmują również bardziej rozwinięte kraje. Ale czasem pewne
                              > fakty nie pasuja do obrazka, nieprawdaż?

                              Wymieniles rowniez Szwecje i Niemcy. I mnie te dwa kraje juz w zupelnosci
                              wystarcza, jako podloze do dyskusji. Nie napisales niestety niczego, co
                              pozwoliloby porownac Francje z Polska - jesliby to mialo w jakis sposob wniesc
                              wklad w dowartosciowanie sie.

                              > Jak to było? Chłopski sarkazm?...
                              > Ja nie żądam od Ciebie linków. Zakładam, że dyskutujemy poważnie i piszesz
                              > to, co możesz udokumentować.

                              Jesli ktos w obliczu kilku tysiecy zabitych (jak widac z porownan z innymi
                              krajami zupelnie zbytecznych) sili sie na kiepski humor "rzekomo" "ociakajace
                              krwia drogi" to okreslenie tego jako "chlopski sarkazm" wydaje mi sie na
                              miejscu.

                              > W terenie zabudowanym dochodzi do większości wypadków z udziałem pieszych,
                              > czyli najmniej chronionych uczestników ruchu. Polecam Ci zapoznanie się ze
                              > statystykami dotyczącymi ofiar wśród nich.

                              Tyle, ze my tutaj dyskutujemy o wszystkich ofiarach ruchu drogowego, ktorego
                              piesi stanowia czesc.

                              > Nie interesuje mnie, że się ktoś zawinął swoją superfurą na drzewie. Byle
                              > innych w to nie mieszał.

                              A tych na Zachodzie interesuja rowniez ci. To chyba tez jedna z takich
                              elementarnych roznic kulturowych. Tam bardziej szanuje sie zycie ludzkie i
                              wychodzi ponadto z zalozenia, ze jesli ktos jest w stanie owinac sie dookola
                              drzewa to bedzie tez w stanie porwac ze soba w smierc byc moze i innych.
                              Dlatego chocby z tego powodu warto jest robic cokolwiek, zeby zmienic jego
                              przyzwyczajenia.

                              > Ty jednak uporczywie nie dostrzegasz, że piszący tu o szybkiej jeździe nie
                              > chcą
                              > przemykać koło np. szkoły z prędkością 120 km/h, tylko mowa jest o jeździe w
                              > pewnych miejscach i w pewnych warunkach.

                              Ach nie chca "kolo szkoly" tylko chca "w pewnych miejscach i w pewnych
                              warunkach"? Ale jak odroznic "kolo szkoly" i "w pewnych miejscach i w pewnych
                              warunkach"? Jak widac z tego, co rozgrywa sie na naszych drogach granice sa
                              dosyc plynne i nie dla wszystkich jasne. Czy w ogole wszyscy trzymaja sie tej
                              niepisanej reguly? Dlaczego mlody chlopak zaczynajacy jezdzic widzac doroslych
                              kierowcow "w pewnych miejscach i w pewnych warunkach" nie trzymajacych sie
                              zupelnie jakichkolwiek regul mialby robic to tez tam a potem "kolo szkoly"?
                              Jesli "w pewnych miejscach i w pewnych warunkach" zawiesi sie normy i reguly
                              majace obowiazywac wszystkich to doprawdy spora naiwnoscia jest (zwlaszcza w
                              kraju z taka tradycja respektowania przepisow) oczekiwac, ze te normy ni stad
                              ni z owad bezwzglednie beda przestrzegane "kolo szkoly".

                              > Tak. Ale ile z tych ofiar to ofiary pijanych?

                              A ile z nich ma tradzik? czy zmienia to cokolwiek w ogolnym stosunku?

                              > I po raz kolejny: co to są kraje zachodnie? Czy to te w których wybrane przez
                              > Ciebie wskaźniki pasują do głoszonych tu teorii?

                              Przepraszam, przepraszam, ze uzylem tak ogolnikowego okreslenia. Z reguly bywam
                              rozumiany. Czy mozemy sie ograniczyc powiedzmy na Niemcy, Szwecje, Austrie i
                              Szwajcarie? Bardzo chcialbym, zeby kiedys kultura jazdy na drogach w naszym
                              kraju choc w przyblizeniu byla zblizona do tej, jaka tam panuje. A wskazniki mi
                              rzeczywiscie "pasuja" - przyznaje. Takie po prostu sa. Jesli znasz jakis inny
                              kraj europejski majacy jeszcze nizszy wskaznik smiertelnosci na drogach to
                              mozesz chetnie podac. To tez bedzie mi "pasowac".
                              • _ovidius Re: Polska-Zachód, piekło-niebo 25.11.02, 18:23
                                lxlxl napisała:

                                > Nie dyskutujemy tu jednak o tendencjach rozwoju liczby ofiar a o OBECNAM
                                > katastrofalnym stosunku ilosci ofiar miedzy Polska a najbardziej rozwinietymi
                                > krajami Zachodniej Europy.

                                Znowu przesadzasz. Porównanie stosunku ilości ofiar wypada na naszą niekorzyść,
                                ale katastrofalnym bym go jeszcze nie nazwał. Pomiędzy najbardziej rozwiniętymi
                                krajami zachodnimi różnice też są duże.

                                > Porownujemy ze soba dwa zupelnie odmienne systemy (zwlaszcza porownujac sie z
                                > tymi najbardziej rozwinietymi krajami). Polska ze swoja siecia i jakoscia
                                drog
                                > jak i liczba samochodow poruszajacych sie po drogach jest krajem rozwijajacym
                                > sie. Podobnie entuzjastycznych porownan mozna dokonywac porownujac tempo
                                > rozwoju krajow Trzeciego Swiata z tempem rozwoju krajow wysoko rozwinietych.
                                > Uganda 8%, Niemcy 1,5%. W niczym nie zmienia to faktu, ze Uganda jest jednym
                                z
                                > najbiedniejszych krajow Swiata a Niemcy jednym z najbogatszych.

                                Czyli jednak zauważasz różnice w jakości dróg i ich ogólnym stanie, miedzy
                                Polską a rozwiniętymi krajami zachodnimi? Uznajesz wpływ tych czynników na
                                bezpieczeństwo ruchu drogowego? Jeśli tak, to co z różnicami w stanie
                                technicznym samochodów, ich rozwiązaniami konstrukcyjnymi, jakością pomocy
                                medycznej na drogach, itd.?

                                > Swietnie. Proponuje jeszcze porownac sie z tymi najwyzej rozwinietymi a nie
                                > najslabiej zmotoryzowanymi i najbiedniejszymi bo my tez chcemy byc bogaci i
                                > zmotoryzowani, prawda?

                                Póki co, bliżej nam (w sensie rozwoju gospodarczego)do Portugalii, Grecji czy
                                Hiszpanii. Każdy z tych krajów można spokojnie uznać za bardziej rozwinięty
                                ekonomicznie od Polski. Porównanie ma sens, gdy porównujemy rzeczy porównywalne.

                                > Porownujac jakosc drog, ich zatloczenia - to akurat sie nie rozni jak i
                                > zasobnosc mieszkancow, mozna chyba bez przesady stwierdzic, ze (przykladowo)
                                > Niemcy pokonuja rocznie znacznie wiecej kilometrow. Sam znam kilka osob
                                > pokonujacych codziennie w drodze do pracy 100 km dziennie w jedna strone i
                                > jedna pokonujaca blisko 200 km. Roczne osiagi rzedu 80.000-100.000 km to
                                rzadna
                                >
                                > rzadkosc wsrod tzw. "pendlerow". W Polsce daleko nam do takich relacji nie
                                > tylko z powodu jakosci drog ale i zasobnosci mieszkancow (takie przejazdy
                                > kosztuja). To jeszcze jeden aspekt, zwiekszajacy ilosc ofiar na nasza
                                > niekorzysc (kilkakrotnie wiecej samochodow, wiecej samochodo-kilometrow a
                                mimo
                                > to porownywalna ilosc ofiar)

                                Nie wiem, nie znam danych. Natomiast wiem ile km autostrad jest w Niemczech. A
                                to po jakiej drodze "wyjeżdzasz" te kilometry jest bardzo ważne.
                                Przykład:
                                Wielka Brytania, kraj na zachodzie, w UE, w G-7 (bez Rosji), o najniższych w
                                Europie wskaźnikach śmiertelności na drogach.
                                Autostrady stanowią 8% sieci dróg, skupiają ponad 20% ruchu (w przejechanych
                                km), a zdarza się na nich niecałe 4% wszystkich wypadków, w tym niecałe 6%
                                śmiertelnych (tu przyznaję Ci rację - wypadek na autostradzie to nie stłuczka w
                                mieście).

                                > Wymieniles rowniez Szwecje i Niemcy. I mnie te dwa kraje juz w zupelnosci
                                > wystarcza, jako podloze do dyskusji. Nie napisales niestety niczego, co
                                > pozwoliloby porownac Francje z Polska - jesliby to mialo w jakis sposob
                                wniesc
                                > wklad w dowartosciowanie sie.

                                Tu nie chodzi o dowartościowanie się. Tu chodzi o obiektywny obraz sytuacji.

                                > Jesli ktos w obliczu kilku tysiecy zabitych (jak widac z porownan z innymi
                                > krajami zupelnie zbytecznych) sili sie na kiepski humor "rzekomo" "ociakajace
                                > krwia drogi" to okreslenie tego jako "chlopski sarkazm" wydaje mi sie na
                                > miejscu.
                                >
                                Przeczytaj uważnie swój post otwierający wątek. Dużo w nim jadu i ironii, stąd
                                taki a nie inny styl odpowiedzi. Dostosowałem się do klimatu wątku.

                                > Tyle, ze my tutaj dyskutujemy o wszystkich ofiarach ruchu drogowego, ktorego
                                > piesi stanowia czesc.

                                W Polsce zatrważająco dużą w porównaniu do krajów zachodnich.

                                > A tych na Zachodzie interesuja rowniez ci. To chyba tez jedna z takich
                                > elementarnych roznic kulturowych. Tam bardziej szanuje sie zycie ludzkie i
                                > wychodzi ponadto z zalozenia, ze jesli ktos jest w stanie owinac sie dookola
                                > drzewa to bedzie tez w stanie porwac ze soba w smierc byc moze i innych.
                                > Dlatego chocby z tego powodu warto jest robic cokolwiek, zeby zmienic jego
                                > przyzwyczajenia.

                                W pierwszej kolejności ekzekwując zakaz przekraczania prędkości poza obszarem
                                zabudowanym? Cel nam przyświeca ten same, ale metody mamy widzę różne...

                                > Ach nie chca "kolo szkoly" tylko chca "w pewnych miejscach i w pewnych
                                > warunkach"? Ale jak odroznic "kolo szkoly" i "w pewnych miejscach i w pewnych
                                > warunkach"? Jak widac z tego, co rozgrywa sie na naszych drogach granice sa
                                > dosyc plynne i nie dla wszystkich jasne. Czy w ogole wszyscy trzymaja sie tej
                                > niepisanej reguly? Dlaczego mlody chlopak zaczynajacy jezdzic widzac
                                doroslych
                                > kierowcow "w pewnych miejscach i w pewnych warunkach" nie trzymajacych sie
                                > zupelnie jakichkolwiek regul mialby robic to tez tam a potem "kolo szkoly"?
                                > Jesli "w pewnych miejscach i w pewnych warunkach" zawiesi sie normy i reguly
                                > majace obowiazywac wszystkich to doprawdy spora naiwnoscia jest (zwlaszcza w
                                > kraju z taka tradycja respektowania przepisow) oczekiwac, ze te normy ni stad
                                > ni z owad bezwzglednie beda przestrzegane "kolo szkoly".

                                Jak to odróżnić? Wybacz, ale trudno pomylić drogę dwupasmową i drogę z
                                oznakowanym przejściem dla pieszych koło szkoły. (Zdarzają się jeszcze takie
                                żółte znaki z biegnącymi dziećmi itp.)
                                Co do przestrzegania: niech policjanci przestaną łapać za przekroczenie
                                prędkości, tam gdzie to nie jest specjalnie niebezpieczne, a zaczną tam, gdzie
                                zbyt szybka jazda może prowadzić do tragedii... Ale wtedy nie będzie łapówek, a
                                to już temat na inny wątek.

                                > > Tak. Ale ile z tych ofiar to ofiary pijanych?
                                > A ile z nich ma tradzik? czy zmienia to cokolwiek w ogolnym stosunku?

                                Tu mnie zamurowało. Czy to, że ofiara czy kierowca ma trądzik, ma taki sam
                                wpływ na bezpieczeństwo ruchu jak fakt, że sprawca wypadku jest pijany?

                                > Przepraszam, przepraszam, ze uzylem tak ogolnikowego okreslenia. Z reguly
                                bywam
                                >
                                > rozumiany. Czy mozemy sie ograniczyc powiedzmy na Niemcy, Szwecje, Austrie i
                                > Szwajcarie? Bardzo chcialbym, zeby kiedys kultura jazdy na drogach w naszym
                                > kraju choc w przyblizeniu byla zblizona do tej, jaka tam panuje. A wskazniki
                                mi
                                >
                                > rzeczywiscie "pasuja" - przyznaje. Takie po prostu sa. Jesli znasz jakis inny
                                > kraj europejski majacy jeszcze nizszy wskaznik smiertelnosci na drogach to
                                > mozesz chetnie podac. To tez bedzie mi "pasowac".

                                Przykro mi, że nie zrozumiałem. Widocznie nie jestem dyskutantem na odpowiednim
                                poziomie. Już mi to raz sugerowałeś, a ja głupi nie chwyciłem. Przepraszam.
                                A ten kraj to już przywoływana Wielka Brytania. Najniższe w Europie wskaźniki
                                śmiertelności na drogach. Prędkość tam przekracza więcej kierowców niz w
                                Austrii a ginie ich mniej. Taka ciekawostka

                                • lxlxl Re: Polska-Zachód, piekło-niebo 26.11.02, 11:27
                                  Teraz juz chyba rozumiem, dlaczego z takim uporem powolujesz sie na ta
                                  Portugalie czy Hiszpanie. Przynaleznosc tych kajow do organizacji o nazwie Unia
                                  Europejska, do ktorej naleza rowniez takie kraje jak Niemcy czy Szwecja nabrala
                                  nagle dla Ciebie olbrzymiego znaczenia. To je laczy!
                                  A dla ciebie - takie mam wrazenie - nie tyle wazny jest sam problem
                                  katastrofalnie wysokiej smiertelnosci na naszych drogach co to, zeby dobrze
                                  wypasc..... na tle innych, zwlaszcza Zachodu. Dlatego Szwecje czy Niemcy....
                                  zostawmy z boku i porownajmy sie z Portugalia a dlaczego? Bo tez jest czlonkiem
                                  tej organizacji, do ktorej naleza Niemcy i Szwecja.
                                  Jak my to dobrze znamy. Niewazne jak jest, wazne, zeby dobrze wypasc, zrobic
                                  dobre wrazenie. I tak to poprzez Hiszpanie, Portugalie mozemy probowac…
                                  dolaczyc do tych najlepszych i sie pocieszac – nie jest zle.
                                  Juz raz Ci pisalem: juz wkrotce Polska rowniez dolaczy do UE i wtedy bedziesz
                                  mogl spac zupelnie spokojnie. W porownaniu z nia wypadniemy naprawde dobrze.

                                  Ale fakty sa niestety inne.
                                  Na okolo 10 mln zmotoryzowanych Polakow przypada niemal 6000 ofiar rocznie,
                                  na blisko 5 mln samochodow w okreslanej przez ciebie jako niebezpiecznej w
                                  porownaniu z Wielka Brytania Austrii przypada niecaly 1000 ofiar, w Niemczech
                                  na blisko 50 mln zmotoryzowanych przypada niecale 7000 ofiar rocznie.
                                  Tak wiec w przeliczeniu na ilosc zmotoryzowanych w Polsce ginie nie 20, 30 czy
                                  40% wiecej ludzi na drogach a blisko 300% (!) wiecej w porownaniu z Austria i
                                  ponad 400% w porownaniu z Niemcami. Ten stosunek wobec Szwecji, Szwajcarii czy
                                  Anglii wypada zapewne jeszcze bardziej jaskrawo.
                                  Ale wdlug Ciebie “przesadzam”. Stosunek ilosci ofiar wypada co prawda “na nasza
                                  niekorzysc” (jakie sportowe okreslenie) – ale katastrofalnym bys tego jeszcze
                                  nie nazwal…. Ciekawe od ilu procent roznicy nazwalbys to katastrofalnym od 1000?

                                  Pytasz mnie, czy poziom jakosci drog ma wplyw na poziom bezpieczenstwa? Nie
                                  wiem. Na Zachodzie (mam tu na mysli np. Niemcy czy Szwecje, ktore roznia sie
                                  znacznie kulturowo od Portugalii :o)) przed miejscowosciami i wjazdami do
                                  osiedli buduje sie zwezenia, ostre zatoczki, progi, zeby wyhamowac szybkosc
                                  samochodow i tym samym podniesc bezpieczenstwo. W wielu miastach niemieckich
                                  powszechne sa jezdnie pokryte nierownymi kocimi lbami… rowniez, zeby podniesc
                                  poziom bezpieczenstwa poprzez zmuszenie kierowcy do wolniejszej, ostrozniejszej
                                  jazdy… taki paradoks. My w Polsce juz to poniekad mamy a mimo to nie jest
                                  bezpieczniej. O tym czy droga jest bezpieczna nie decyduje droga, tylko
                                  kierowcy i ich zachowanie.
                                  Poprzednio rozgrzeszales Niemcy ich autostradami. Teraz podajesz za wzor
                                  Anglie, gdzie jest znacznie mniej autostrad niz w Niemczech – I mniej wypadkow
                                  (?). To, ze przy 20% przejechanych kilometrow zdarza sie na nich tylko 4%
                                  wypadkow to zwykla demagogia.
                                  Najwiecej wypadkow zdarza sie w miastach, tyle, ze olbrzymia wiekszosc z nich
                                  to stluczki, bez ofiar w ludziach. Wypadki na autostradach natomiast z reguly
                                  pociagaja za soba ofiary.
                                  Przeciez porownanie 100 km autostrady ze 100 km w terenie zabudowanym czy poza
                                  nim ze wszystkimi skrzyzowaniami to kiepski dowcip. Gdyby autostrady odciazaly
                                  ruch poprzez miejscowosci to mialoby to byc moze sens. Ze tak nie jest wiedza
                                  planisci ruchu w Niemczesh juz od lat. Rozbudowa sieci drog nie uplynnia ruchu
                                  tylko poteguje jego wzrost.
                                  30 lat temu nie do pomyslenia byl wyjazd w weekend na odleglosc wieksza niz 200-
                                  300 km. Teraz norma sa wycieczki czy odwiedziny znajomych mieszkajacych w
                                  odleglosci 700-800 km. Drogi poprez miejscowosci sa tak samo zapchane jak
                                  poprzednio. Nie tak dawno na przejechanie 320 km (w Niemczech!!) potrzebowalem
                                  8 godzin.

                                  Masz ciagle sklonnosc do szukania winy wszedzie poza soba, poza kierowca jako
                                  takim. Winni sa niezdyscyplinowani piesi, zwierzeta, zle drogi, policja,
                                  drogowcy... tylko my kierowcy jestesmy bez skazy, czysci, strasznie
                                  pokrzywdzeni a mentalnie i intelektualnie nie roznimy sie niczym od
                                  przecietnych kerowcow w Niemczech czy Szwecji. Ale tak nie jest. My kierowcy
                                  jestesmy czastka tego systemu. Karygodnie lamiemy przepisy, przekupiamy
                                  policjantow, drogowcy olewajacy swoje obowiazki po pracy to tez kierowcy.

                                  Na koniec strasznie by mnie interesowalo jeszcze, na jakiej podstawie
                                  twierdzisz, jakoby znacznie wiecej kierowcow w Anglii przekraczalo dozwolona
                                  predkosc niz w Austrii? To rzeczwiscie "ciekawostka". Zaprzeczaloby to zupelnie
                                  od lat potwierdzajacej sie wszedzie regule, ze nadmierna szybkosc jest
                                  przyczyna nr.1. wypadkow. No ale Anglicy zawsze czyms szczegolnym.
                                  Czy ma byc to moze kolejna proba usprawiedliwienia bezholowia (tak pozwole
                                  sobie to okreslic) na naszych drogach? Nawet jesli odpowiadaloby to prawdzie (w
                                  co watpie) jakoby Anglicy podobnie chaotycznie zachowywali sie na drogach jak
                                  my, to znow jestesmy dosyc kiepscy w ich kopiowaniu. Nie uwazasz?

                                  Wydaje mi sie, (nie jestem pewien), ze to wlasnie Anglicy i Szwajcarzy od lat
                                  realizuja u siebie program „zero ofiar“.
                                  • _ovidius Re: Polska-Zachód, piekło-niebo 26.11.02, 20:19
                                    lxlxl napisała:

                                    ) Teraz juz chyba rozumiem, dlaczego z takim uporem powolujesz sie na ta
                                    ) Portugalie czy Hiszpanie. Przynaleznosc tych kajow do organizacji o nazwie
                                    Unia
                                    )
                                    ) Europejska, do ktorej naleza rowniez takie kraje jak Niemcy czy Szwecja
                                    nabrala
                                    )
                                    ) nagle dla Ciebie olbrzymiego znaczenia. To je laczy!

                                    Napisałeś "kraje zachodnie". Dla mnie pierwszym kryterium jest przynależność do
                                    UE. Sprostowałeś na "najbardziej rozwinięte", ale nim zdołałem odpowiedzieć
                                    powołując się na kraje G-7, już w tym samym poście ograniczyłeś się do Szwecji,
                                    Niemiec, Austrii i Szwajcarii. A szkoda, bo Francuzi i Włosi do aniołków na
                                    drogach nie należą. Wniosek poparty jest jedynie wskaźnikami śmiertelności i
                                    danymi odnośnie stanu sieci ich dróg, bo nie znalazłem nic na temat
                                    przestrzegania ograniczeń prędkości. Pozwoliłem sobie za to dołączyć Wielką
                                    Brytanię (z przyczyn, które wymieniłem w poprzednim poście), ale do Twojej na
                                    to reakcji odniosę się później.
                                    Jeszcze raz: nadal uważam, że porównywać można rzeczy porównywalne. Czyli
                                    postarajmy się porównać do kierowców jeżdżących w warunkach najblizszych
                                    polskim (stan dróg, samochodów itd. - bo uważam, że te czynniki mają znaczący
                                    wpływ na BRD), jednocześnie jednak bardziej rozwiniętych (równajmy w górę).


                                    ) A dla ciebie - takie mam wrazenie - nie tyle wazny jest sam problem
                                    ) katastrofalnie wysokiej smiertelnosci na naszych drogach co to, zeby dobrze
                                    ) wypasc..... na tle innych, zwlaszcza Zachodu. Dlatego Szwecje czy Niemcy....
                                    ) zostawmy z boku i porownajmy sie z Portugalia a dlaczego? Bo tez jest
                                    czlonkiem
                                    )
                                    ) tej organizacji, do ktorej naleza Niemcy i Szwecja.

                                    Wrażenie jest błędne. Poczytaj dokładnie moje posty. Problem śmiertelności na
                                    naszych drogach jest dla mnie ważny sam w sobie, a nie w kontekście porównań.
                                    Też jeżdżę po polskich drogach. Różnice pojawiają się, gdy szukamy przyczyn
                                    tego stanu rzeczy i środków zaradczych. Dla Ciebie największą przyczyną
                                    wszelkiego zła na drogach i nie tylko jest nieprestrzeganie ograniczeń
                                    prędkości i nie dostrzegasz niczego więcej (było to już tematem naszej dyskusji
                                    w innym wątku). Ja natomiast twierdzę, że jazda powyżej limitu prędkości
                                    w "pewnym miejscu i czasie" nie jest niebezpieczna i szukam również innych
                                    przyczyn wysokiej liczby ofiar na polskich drogach.

                                    ) Jak my to dobrze znamy. Niewazne jak jest, wazne, zeby dobrze wypasc, zrobic
                                    ) dobre wrazenie. I tak to poprzez Hiszpanie, Portugalie mozemy probowac…
                                    ) dolaczyc do tych najlepszych i sie pocieszac – nie jest zle.
                                    ) Juz raz Ci pisalem: juz wkrotce Polska rowniez dolaczy do UE i wtedy bedziesz
                                    ) mogl spac zupelnie spokojnie. W porownaniu z nia wypadniemy naprawde dobrze.

                                    Jak wyżej.

                                    ) Ale fakty sa niestety inne.
                                    ) Na okolo 10 mln zmotoryzowanych Polakow przypada niemal 6000 ofiar rocznie,
                                    ) na blisko 5 mln samochodow w okreslanej przez ciebie jako niebezpiecznej w
                                    ) porownaniu z Wielka Brytania Austrii przypada niecaly 1000 ofiar, w Niemczech
                                    ) na blisko 50 mln zmotoryzowanych przypada niecale 7000 ofiar rocznie.
                                    ) Tak wiec w przeliczeniu na ilosc zmotoryzowanych w Polsce ginie nie 20, 30
                                    czy
                                    ) 40% wiecej ludzi na drogach a blisko 300% (!) wiecej w porownaniu z Austria i
                                    ) ponad 400% w porownaniu z Niemcami. Ten stosunek wobec Szwecji, Szwajcarii
                                    czy
                                    ) Anglii wypada zapewne jeszcze bardziej jaskrawo.
                                    ) Ale wdlug Ciebie “przesadzam”. Stosunek ilosci ofiar wypada co praw
                                    ) da “na nasza
                                    ) niekorzysc” (jakie sportowe okreslenie) – ale katastrofalnym bys te
                                    ) go jeszcze
                                    ) nie nazwal…. Ciekawe od ilu procent roznicy nazwalbys to katastrofalnym o
                                    ) d 1000?

                                    Próbuję zwrócić Ci uwagę na fakt, że duże znaczenie ma to w jakim natężeniu i
                                    po jakich drogach ruch się odbywa.

                                    ) Pytasz mnie, czy poziom jakosci drog ma wplyw na poziom bezpieczenstwa? Nie
                                    ) wiem. Na Zachodzie (mam tu na mysli np. Niemcy czy Szwecje, ktore roznia sie
                                    ) znacznie kulturowo od Portugalii :o)) przed miejscowosciami i wjazdami do
                                    ) osiedli buduje sie zwezenia, ostre zatoczki, progi, zeby wyhamowac szybkosc
                                    ) samochodow i tym samym podniesc bezpieczenstwo. W wielu miastach niemieckich
                                    ) powszechne sa jezdnie pokryte nierownymi kocimi lbami… rowniez, zeby podn
                                    ) iesc
                                    ) poziom bezpieczenstwa poprzez zmuszenie kierowcy do wolniejszej,
                                    ostrozniejszej
                                    )
                                    ) jazdy… taki paradoks. My w Polsce juz to poniekad mamy a mimo to nie jest
                                    )
                                    ) bezpieczniej. O tym czy droga jest bezpieczna nie decyduje droga, tylko
                                    ) kierowcy i ich zachowanie.

                                    I bardzo dobrze, też budujmy takie ograniczniki w miastach, osiedlach i
                                    wioskach. Co do jakości dróg i wpływu tej jakości na bezpieczeństwo to się
                                    powtórzę:
                                    "Dostosowanie infrastruktury drogowej i pojazdów pod kątem ochrony ludzi
                                    podczas wypadków drogowych (tzw. "wybaczające pojazdy i infrastruktura").
                                    Analizy wypadków wykazała, że gdyby przy budowie samochodów uwzględniono
                                    najlepsze w danej klasie rozwiązania zwiększające ochronę podczas wypadku,
                                    wówczas można by uniknąć 50% ofiar śmiertelnych i kalectw. Zaprojektowanie
                                    drogi oraz projekt i położenie wyposażenia ulic odgrywa również kluczową rolę w
                                    redukcji obrażeń w przypadku wypadku drogowego."
                                    i
                                    "Koncentracja wypadków na skrzyżowaniach, niektórych odcinkach/punktach dróg i
                                    w obszarach zamieszkanie. Inżynierowie drogowi mogą przyczynić się do znacznego
                                    zredukowania częstości wypadków wpływać zarówno na zachowania użytkowników jak
                                    i na błędy w projektach dróg, które przyczyniają się do wypadków drogowych."

                                    Coś musi być na rzeczy, skoro postrzegają to w ten sposób. Ale pewnie
                                    odpiszesz, że tyczy się to tylko Portugalii, Hiszpanii i Grecji...

                                    ) Poprzednio rozgrzeszales Niemcy ich autostradami. Teraz podajesz za wzor
                                    ) Anglie, gdzie jest znacznie mniej autostrad niz w Niemczech – I mniej wyp
                                    ) adkow
                                    ) (?). To, ze przy 20% przejechanych kilometrow zdarza sie na nich tylko 4%
                                    ) wypadkow to zwykla demagogia.

                                    Podałem za przykład Wielką Brytanię, bo:
                                    1) Jest krajem o najniższych w Europie dyskutowanych wskaźnikach.
                                    2) Nie znalazłem takich danych dla innych krajów.
                                    W tym przykładzie nie jest istotna długość autostrad w danym kraju. (Na
                                    marginesie - pomyliłem się. Autostrady w GB stanowią 0,8% a nie 8% sieci dróg).
                                    Czytaj uważniej: nigdzie nie napisałem, że w GB jest mniej wypadków niż w
                                    Niemczech. Nie wiem, nie mam danych. Istotna jest relacja między natężeniem
                                    ruchu na danym typie drogi a ilością ofiar śmiertelnych: 20% wobec 6%. Czyli te
                                    bezkolizyjne skrzyżowania na coś się zdają, a i pojechać można szybciej.
                                    Nie rozumiem natomiast gdzie tu widzisz demagogię? Podałem konkretne liczby i
                                    oczywisty wniosek - jadąc autostradą jesteś mniej narażony na kolizję lub
                                    śmierć w wyniku wypadku. Ale to nie pasuje do Twojego poglądu, że winni tylko
                                    kierowcy, a drogi nie mają znaczenia? (Tylko proszę, bądź poważny i mi nie
                                    odpisuj, że drogi nie są niebezpieczne bo nie atakują kierowców).

                                    ) Najwiecej wypadkow zdarza sie w miastach, tyle, ze olbrzymia wiekszosc z nich
                                    ) to stluczki, bez ofiar w ludziach. Wypadki na autostradach natomiast z reguly
                                    ) pociagaja za soba ofiary.

                                    Przecież dokładnie to napisałem: wypadek na autostradzie to nie stłuczka w
                                    mieście. Podałem dane: 4% wypadków, 6% ofiar śmiertelnych. O co Ci chodzi?

                                    ) Przeciez porownanie 100 km autostrady ze 100 km w terenie zabudowanym czy
                                    poza
                                    ) nim ze wszystkimi skrzyzowaniami to kiepski dowcip. Gdyby autostrady
                                    odciazaly
                                    ) ruch poprzez miejscowosci to mialoby to byc moze sens.

                                    Słyszałeś o obwodnicach?

                                    ) Ze tak nie jest wiedza
                                    ) planisci ruchu w Niemczesh juz od lat. Rozbudowa sieci drog nie uplynnia
                                    ruchu
                                    ) tylko poteguje jego wzrost.

                                    Dlatego mają ponad 11 tys. km autostrad (najwięcej w Europie) i pewnie
                                    odradzają innym ich budowę.

                                    ) 30 lat temu nie do pomyslenia byl wyjazd w weekend na odleglosc wieksza niz
                                    200
                                    )
                                    • lxlxl Re: Polska-Zachód, piekło-niebo 26.11.02, 22:39
                                      _ovidius napisał:

                                      > Napisałeś "kraje zachodnie". Dla mnie pierwszym kryterium jest przynależność
                                      > do UE.

                                      Musze przyznac, ze to dosyc ciekawe kryterium :o) "Zachod=UE". Gdyby Karol
                                      Wielki to wiedzial...
                                      Czy nie widzisz w jak idiotycznym kierunku dryfuje cala ty dyskusja z twoim
                                      przekomarzaniem sie o to, kto wlasciewie nalezy do "zachodu" a kto nie?
                                      Okay, jesli cie to usatysfakcjonuje to chetnie przyznam: wyrazilem sie
                                      nieprecyzyjnie, moja wina! Mialem na mysli najwyzej rozwiniete kraje Europy
                                      Zachodniej a w szczegolnosci Niemcy, Szwecje, Szwajcarie i Austrie.

                                      > Jeszcze raz: nadal uważam, że porównywać można rzeczy porównywalne.

                                      No to juz cos: liczby zabitych mowia swoje. 3-4 krotna roznica nie jest
                                      porownywalna.

                                      > Czyli postarajmy się porównać do kierowców jeżdżących w warunkach
                                      > najblizszych polskim (stan dróg, samochodów itd. - bo uważam, że te czynniki
                                      > mają znaczący wpływ na BRD)

                                      Co zatem proponujesz: Rumunie, Bialorus? Liczby zabitych pewnie sa zblizone do
                                      tych w Polsce. Jakosc drog rowniez. A co z obyczajami? Bo wedlug mnie to
                                      wlasnie one maja decydujacy wplyw na ilosc ofiar.

                                      > Dla Ciebie największą przyczyną wszelkiego zła na drogach i nie tylko jest
                                      > nieprestrzeganie ograniczeń prędkości

                                      Nieprawda. Uwazam to za glowna przyczyne ale nie jedyna.

                                      > Ja natomiast twierdzę, że jazda powyżej limitu prędkości
                                      > w "pewnym miejscu i czasie" nie jest niebezpieczna

                                      A ja uwazam odmiennie. Jazda "powyzej limitu", tak jak ma niemal wszedzie
                                      miejsce w Polsce - proponuje poczytac mase innych watkow, gdzie opisywani sa
                                      kierowcy nagminnie "w pewnym miejscu i czasie" jezdzacy "ponad limit" np. w
                                      centrum Warszawy ponad 120 km/h lub na drodze szybkiego ruchu 150-180 km/h -
                                      jest glowna przyczyna tak tragicznego bilansu zabitych w Polsce.
                                      Zagrozeniem jest nie tylko sama jazda w sobie ale praktyczne i efektywne
                                      niszczenie w ten sposob postaw majacych "unormalnic" sytuacje na naszych
                                      drogach i nie tylko. Kierowcy chcacy jezdzic przepisowo i bezpiecznie nie maja
                                      praktycznie szans, gdyz sa ustawicznie konfrontowani z kierowcami "w pewnym
                                      miejscu i czasie" jadacymi "ponad limitem". Jest to jednym z wielu i to
                                      stosunkowo powaznym zjawiskiem skutecznie demontujacym ksztaltowanie postaw
                                      respektowania prawa i poczucia odpowiedzialnosci za innych. Czlowiek chcacy
                                      respektowac przepisy nie ma praktycznie szans. Pisala o tym juz Pani Buttler. W
                                      Polsce czlowiek postepujacy zgodnie z przepisami traktowany jest jak
                                      nienormalny przez innych "w pewnym miejscu i czasie" olewajacych przepisy. W
                                      sporej czesci krajow zachodnich sytuacja jest odmienna. Tam po prostu latwo
                                      postepowac przepisowo.
                                      Ten typ argumentacji jednak dla ludzi Tobie podobnych jest zupelnie
                                      niezrozumialy i stad te proby pocieszania sie, i tworzenia mitow jakoby ci na
                                      Zachodzie rzekomo (ups.. np. w Niemczech, Austrii, Wlk. Brytanii czy Szwecji)
                                      to tez nie "aniolki" a winne wszystkiemu sa... drogi, choc kazdy podrzujacy po
                                      Europie, i w miare obiektywny wie, jak kolosalna roznica jest w normach
                                      zachowan na polskich i zachodnich drogach (ups.. szczegolnie. w Niemczech,
                                      Austrii, Wlk. Brytanii czy Szwecji)

                                      > Próbuję zwrócić Ci uwagę na fakt, że duże znaczenie ma to w jakim natężeniu i
                                      > po jakich drogach ruch się odbywa.

                                      Natezenie ruchu na olbrzymiej czesci niemieckich drog jest mimo autostrad
                                      porownywalne z natezeniem na polskich drogach. One po prostu sa tu i tam "rand
                                      voll" jak mowia Niemcy. Mimo to u to nas ginie kilkakrotnie wiecej ludzi..

                                      > I bardzo dobrze, też budujmy takie ograniczniki w miastach, osiedlach i
                                      > wioskach. Co do jakości dróg i wpływu tej jakości na bezpieczeństwo to się
                                      > powtórzę:....

                                      I dobrze, powtorz sie ale zachodni Europejczycy nie poruszaja sie wylacznie
                                      Volvo i najdrozszymi modelami Mercedesa. To o czym pisze twoj ekspert odnosi
                                      sie nie tylko do Polski. Ofiarami wypadkow sa zarowno kierowcy malych czy
                                      starych samochodow jak i tych najnowszych. Najnowsze, najdrozsze samochody
                                      podnosza poziom bezpieczenstwa moze o kilka, kilkanascie procent w stosunku do
                                      tych mniejszych? Wielu zapomina, ze te samochody nie sa gwarantem
                                      niesmiertelnosci.

                                      Ja tez pozwole sobie sie powtorzyc: jak potwierdzaja wyniki wieloletnich
                                      miedzynarodowych badan, redukcja sredniej szybkosci o zaledwie 1 km/h pociaga
                                      za soba redukcje ofiar smiertelnych o 5%.
                                      O ile nagminnie przekraczana jest szybkosc na polskich drogach? Sprobuj sobie
                                      odpowiedziec szczerze.. Gdyby ta srednia, realna szybkosc udalo sie ograniczyc
                                      o 10 km/h to udaloby sie zmniejszyc ilosc ofiar o 50%. Proste, prawda? Wydaje
                                      mi sie, ze olbrzymia czesc polskich kierowcow nagminnie przekracza dozwolona
                                      szybkosc o znacznie wiecej niz 10 km/h.

                                      > Podałem za przykład Wielką Brytanię, bo:
                                      > 1) Jest krajem o najniższych w Europie dyskutowanych wskaźnikach.
                                      > 2) Nie znalazłem takich danych dla innych krajów.
                                      > W tym przykładzie nie jest istotna długość autostrad w danym kraju. (Na
                                      > marginesie - pomyliłem się. Autostrady w GB stanowią 0,8% a nie 8% sieci
                                      dróg).

                                      Super. A wiec Wlk. Brytania nie rozni sie az tak bardzo od Polski pod tym
                                      wzgledem jak Niemcy, gdzie jest bardzo duzo autostrad... Ile ludzi ginie zatem
                                      ltam lacznie na drogach i ile jest dopuszczonych samochodow. Mozemy przeciez
                                      latwo porownac.

                                      > Czytaj uważniej: nigdzie nie napisałem, że w GB jest mniej wypadków niż w
                                      > Niemczech. Nie wiem, nie mam danych.

                                      A ja znalazlem, w 1995 bylo ich tylko 3772, przy ludnosci liczacej 60 mln (?) i
                                      prawdopodobnie kilkkukrotnie wyzszej liczbie samochopdow w porownaniu z Polska?
                                      Obecnie liczba zabitych - jak i w innych krajach Europy zapewne dalej spadla.

                                      > Istotna jest relacja między natężeniem
                                      > ruchu na danym typie drogi a ilością ofiar śmiertelnych: 20% wobec 6%. Czyli
                                      te bezkolizyjne skrzyżowania na coś się zdają, a i pojechać można szybciej.
                                      > Nie rozumiem natomiast gdzie tu widzisz demagogię?

                                      Alez wlasnie to "natezenie" jest identyczne tu i tam!
                                      Okay, sprobuje ci to wytlumaczyc tak "na chlopski rozum". Wychodzisz z
                                      zelozenia, ze przecietny Niemiec czy Anglik majac do dyspozycji oprocz zwyklej
                                      drogi jeszcze autostrade wybierze autostrade, jesli jedzie dalej a zwykla
                                      droge, jesli jedzie blizej (nie moze wtedy jechac autostrada) i swoje pensum
                                      powiedzmy 20 tysiecy km rozdzieli miedzy te drogi.
                                      Ale tak to nie funkcjonuje i to prawda znana jest juz od lat. To wlasnie
                                      probowalem ci wytlumaczyc. Polak majac do dyspozycji tylko normalna droge
                                      owszem przejezdza swoje 15 tys km rocznie bo wiecej nie jest w stanie. Ale
                                      Niemiec czy Anglik przejezdza dzieki lepszej sieci drog (czytaj gestszej) 40
                                      albo 60 tys km! Skutek jest taki, ze natezenie ruchu jest identyczne! Drogi
                                      lokalne sa ak samo zapchane jak w Polsce. Zachodni Europejczycy jezdzi po
                                      prostu wiecej! Autostrady sa pewnego rodzaju dodatkiem! Jesli chcesz mozesz to
                                      rozumiec tak, ze miasta i drogi lokalne zapchane sa podobnie jak w Polsce (czy
                                      moze nie widziales zapchanych miast na zachodzie i korkow na drogach
                                      lokalnych?) i autostrady sluza do tego, zeby... jezdzic jeszcze wiecej.
                                      Uff...

                                      > Słyszałeś o obwodnicach?

                                      Slyszalem. Moze powinienes o nich tez cos opowiedziec Niemcom i Austriakom
                                      stojacym dzien w dzien w korkach przed, wokol i w miejscowosciach okolo 7-8
                                      rano i 16-18 po poludniu.

                                      > Dlatego mają ponad 11 tys. km autostrad (najwięcej w Europie) i pewnie
                                      > odradzają innym ich budowę.

                                      Mam nadzieje :o). Autostrady maja sens do pewnego krytycznego punktu, ktory w
                                      Niemczech juz zostal w wiekszosci rejonow dawno osiagniety. To rzeczywiscie
                                      jest slepa uliczka. Szacuje sie, ze mimo dalszej rozbudowy autostrad w roku
                                      2015 ilosc korkow zwiekszy sie 5-krotnie a srednia szybkosc na autostrdach
                                      spadnie do 60 km/h - wlasnie poprzez ciagle rosnace obsciazenie sieci drog!
                                      • Gość: marba Re: Polska-Zachód, piekło-niebo IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 06:32
                                        lxlxl napisała:

                                        > > Czyli postarajmy się porównać do kierowców jeżdżących w warunkach
                                        > > najblizszych polskim (stan dróg, samochodów itd. - bo uważam, że te czynni
                                        > ki
                                        > > mają znaczący wpływ na BRD)
                                        >
                                        > Co zatem proponujesz: Rumunie, Bialorus? Liczby zabitych pewnie sa zblizone
                                        do

                                        Twój rozmówca juz pisał co proponuje, ale ty chyba tego nie czytasz?
                                  • _ovidius Re: Polska-Zachód, piekło-niebo CD 26.11.02, 20:24
                                    Przepraszam.
                                    Nie wszystko mi się wysłało za pierwszym razem.



                                    > 30 lat temu nie do pomyslenia byl wyjazd w weekend na odleglosc wieksza niz
                                    200
                                    > -
                                    > 300 km. Teraz norma sa wycieczki czy odwiedziny znajomych mieszkajacych w
                                    > odleglosci 700-800 km. Drogi poprez miejscowosci sa tak samo zapchane jak
                                    > poprzednio. Nie tak dawno na przejechanie 320 km (w Niemczech!!)
                                    potrzebowalem
                                    > 8 godzin.

                                    I fajniej te większą część z tych 700-800 km przejechać autostradą niż wąską
                                    dróżką przez wioski i miasteczka.

                                    > Masz ciagle sklonnosc do szukania winy wszedzie poza soba, poza kierowca jako
                                    > takim. Winni sa niezdyscyplinowani piesi, zwierzeta, zle drogi, policja,
                                    > drogowcy... tylko my kierowcy jestesmy bez skazy, czysci, strasznie
                                    > pokrzywdzeni a mentalnie i intelektualnie nie roznimy sie niczym od
                                    > przecietnych kerowcow w Niemczech czy Szwecji. Ale tak nie jest. My kierowcy
                                    > jestesmy czastka tego systemu. Karygodnie lamiemy przepisy, przekupiamy
                                    > policjantow, drogowcy olewajacy swoje obowiazki po pracy to tez kierowcy.

                                    Nieprawda. Czytaj uważniej. Pisałem już o jeździe 30 km/h w miejscach, gdzie
                                    łatwo o pieszych na drodze. Nie pisałem nic o zwierzętach i
                                    niezdyscyplinowanych pieszych. Bądź łaskaw odnosić się do tego co napisałem.
                                    Jeżdże szybko tam gdzie się da i tam, gdzie nie zagrażam innym. Nie jeżdżę "na
                                    granicy poślizgu", nie przelatuję wiosek 120 km/h. Łamię niekiedy przepisy
                                    dotyczące TYLKO ograniczenia prędkości, bo są one po prostu bardzo często
                                    bezsensowne i w tych wypadkach nie mają przypisywanego im zbawczego wpływu na
                                    BRD. Przykładów tego jest wiele. Czepiam się Policji, bo jeśli ma gębę pełną
                                    frazesów o bezpiecznych drogach, a potem chowa się po krzakach pilnując w lesie
                                    ograniczenia 90km/h, choćby w wiosce 2 km dalej przy zachowaniu przez kierowców
                                    przepisowych 60km/h ginęli ludzie, to jest to kpina.

                                    > Na koniec strasznie by mnie interesowalo jeszcze, na jakiej podstawie
                                    > twierdzisz, jakoby znacznie wiecej kierowcow w Anglii przekraczalo dozwolona
                                    > predkosc niz w Austrii? To rzeczwiscie "ciekawostka". Zaprzeczaloby to
                                    zupelnie
                                    >
                                    > od lat potwierdzajacej sie wszedzie regule, ze nadmierna szybkosc jest
                                    > przyczyna nr.1. wypadkow. No ale Anglicy zawsze czyms szczegolnym.

                                    Podałeś dane dotyczące Austrii. Ja znalazłem dane dotyczące Wielkiej Brytanii.
                                    Porównałem je, na tyle na ile z Twojej zdawkowej informacji mogłem to uczynić.
                                    W GB w terenie zabudowanym ograniczenia do 48 km/h przestrzega 40% kierowców,
                                    ograniczenia do 64 km/h przestrzega 64% kierowców. Ale to nie było przedmiotem
                                    porównania, podaję tak dla poszerzenia obrazu. Poza terenem zabudowanym,
                                    ograniczenia do 112 km/h na autostradach przestrzega 46% kierowców, na drogach
                                    dwupasmowych 49%, ograniczenia do 96 km/h na pozostałych przestrzega 91%
                                    kierowców. Czyli, jak można bezpiecznie to cisną a jak się nie da, są prawie
                                    wzorowi. (Nie podobają mi się tylko wskaźniki dla terenu zabudowanego, ale może
                                    też jacyś "rozumni inaczej" radni uchwalili im tę prędkość na "ichniej" Trasie
                                    Łazienkowskiej).
                                    Wskaźniki dotyczące śmiertelności w zależności od (kolejno) populacji, ilości
                                    samochodów i przejeżdżanych km:
                                    Wielka Brytania
                                    5,8
                                    1,2
                                    7,3
                                    Austria
                                    12,0
                                    1,9
                                    13,2

                                    > Czy ma byc to moze kolejna proba usprawiedliwienia bezholowia (tak pozwole
                                    > sobie to okreslic) na naszych drogach? Nawet jesli odpowiadaloby to prawdzie
                                    (w
                                    >
                                    > co watpie) jakoby Anglicy podobnie chaotycznie zachowywali sie na drogach jak
                                    > my, to znow jestesmy dosyc kiepscy w ich kopiowaniu. Nie uwazasz?

                                    W co wątpisz? W te dane? Twierdzisz, że wyssałem je z palca by znaleźć
                                    argumenty? To dosyć poważny zarzut.
                                    Nie przytaczam ich by cokolwiek usprawiedliwać. Przytaczam je by Ci pokazać
                                    trochę inne spojrzenie na kwestię przekraczania prędkości.
                                    A jako uzupełnienie w kwestii moich poglądów na prędkość jako przyczynę
                                    wypadków, żeby się nie powtarzać pozwolę sobie zamieścić link do wypowiedzi
                                    innego forumowicza (mam nadzieję, że nie ma mi tego za złe):

                                    www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=510&w=3692573&a=3721517

                                    > Wydaje mi sie, (nie jestem pewien), ze to wlasnie Anglicy i Szwajcarzy od lat
                                    > realizuja u siebie program „zero ofiar“.

                                    Może. Nie wiem. Chyba gdzieś u podnóża Alp (nie pamiętam czy w Niemczech,
                                    Austrii czy Szwajcarii) jest jakieś wzorcowe w zakresie BRD miasteczko.
                                    Czytałem o tym dawno i nie znam obecnych efektów ekperymentu. Jak coś znajdę,
                                    to zamieszczę, bo wbrew temu co twierdzisz, obchodzi mnie stan bezpieczeństwa
                                    na polskich drogach, a zwłaszcza w pobliżu osiedli ludzkich. Czasem chodzę z
                                    dziećmi na spacer.

                                    Pozdrawiam
                                    • lxlxl Re: CD nie bedzie... 26.11.02, 22:40
                                      • lxlxl Re: Znalazlem.... 27.11.02, 09:48
                                        Znalazlem dane z 1999 roku.
                                        W cytowanej przez Ciebie tak chetnie Wlk. Brytanii poruszalo sie wtedy 24,5 mln
                                        samochodow osobowych i zginelo 3560 ludzi. W przeliczeniu na milion
                                        dopuszczonych samochodow zginelo tam zatem okolo 150 ludzi.
                                        W tym samym czasie na polskich drogach 9,5 mln zmotoryzowanych Polakow
                                        spowodowalo smierc 6700 ludzi - na milion pojazdow zatem pond 700 ludzi.
                                        Odpowiada to 470% a wiec niemal pol tysiaca procent. Czy jest to wedlug
                                        ciebie "katastrofalna" roznica czy jeszcze nie?

                                        Anglicy nie maja tylu autostrad co Niemcy, ktorych ginie notabene wiecej niz
                                        Anglikow. Drogi zatem nie odbiegaja az tak bardzo od naszych jak te w
                                        Niemczech. Z tego co sugerujesz, ich styl jazdy nie rozni sie zbytnio od
                                        naszego tzn. wyprzedzanie na trzeciego lub na zakrecie, jazda z szybkosciami
                                        okolo lub powyzej 100 km/h w terenie zabudowanym i 150-160 poza nim "w pewnym
                                        miejscu i czasie", generalne pierwszenstwo przejazdu samochodu przez "zebre"
                                        przed pieszym sa w GB tak samo oczywiste - jak u nas, domyslam sie.
                                        Nie znam Anglii na tyle, zeby sie na ten temat wypowiadac. W czasie dwudniowego
                                        pobytu w Londynie nie widzialem ani raz obrazkow, ktore widzi sie w Wa-wie co
                                        pare minut. Ale Londyn to przeciez nie Anglia i dwa dni to o wiele za malo,
                                        zeby sie wypowiadac.

                                        Co wiec zatem moze byc przyczyna tak gigantycznej roznicy? Ach tak, drogi....
                                        Z naszych drog po prostu o wiele latwiej sie niespodziewanie zsunac... i rozbic
                                        o drzewo albo o drugi samochod. Kwestia przyczepnosci asfaltu - jak pisal
                                        cytowany przez ciebie "misiu"? Nie wiem...
                                        Moze powinnismy importowac asfalt z Anglii?
                                        No bo na czym polega roznica miedzy Anglikiem i Polakiem jadacymi droga lokalna
                                        lub przez miejscowosc? Dlaczego Polak zabija sie kilkakrotnie czesciej niz
                                        Anglik? Ach tak, Anglicy maja autostrady (cale 3200 km w porownaniu z 11250 km
                                        autostrad w Niemczech) i dlatego nie uzywaja drog lokalnych. One sa puste. Tam
                                        nie ma samochodow, nie ma korkow i nie ma wypadkow. Ale dlaczego Niemcow - mimo
                                        ich autostrad ginie wiecej niz Anglikow i to mimo, ze bez watpienia jezdza o
                                        wiele kulturalniej od nas a wiec zatem i od Anglikow, ktorych zachowanie -
                                        wedlug ciebie - nie rozni sie niczym od nas?

                                        Moze to jednak pogoda... Juz mam, oni nie maja zimy. Moze w tym tkwi przyczyna?
                                  • Gość: marba Re: Polska-Zachód, piekło-niebo IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 06:30
                                    lxlxl napisała:


                                    > Pytasz mnie, czy poziom jakosci drog ma wplyw na poziom bezpieczenstwa? Nie
                                    > wiem.

                                    To juz szczyt wszystkiego. Argument nie do podważenia. Skoro drogi nie mają na
                                    nic wpływu.
                                    Czyżby całkiem nowa teoria?
                                    • Gość: MAD MAX Re: Polska-Zachód, piekło-niebo IP: *.astercity.net 28.11.02, 08:55
                                      Gość portalu: marba napisał:

                                      > lxlxl napisała:
                                      >
                                      >
                                      > > Pytasz mnie, czy poziom jakosci drog ma wplyw na poziom bezpieczenstwa? Ni
                                      > e
                                      > > wiem.
                                      >
                                      > To juz szczyt wszystkiego. Argument nie do podważenia. Skoro drogi nie mają
                                      na
                                      > nic wpływu.
                                      > Czyżby całkiem nowa teoria?

                                      Ależ tak! Wybierz się na drogi zachodniej części Ukrainy tylko nie ten główne
                                      prowadzące do granicy tylko na te boczne a także główne w środkowej jej części.
                                      Te drogi to istny ser szwajcarski i normalną jest rzeczą zobaczyć samochód a
                                      nawet TIRa sunącego prawą częścią jezdni czyli pod prąd prosto na nas. Jednak
                                      jest to tak normalne, że nikogo to nie dziwi a prędkości z jakimi się te
                                      samochody poruszają na takich "szwajcarskich" drogach sa w granicach 40 km/h i
                                      czasem dochodzą do 70 km/h. Ja podrożując po tej części Ukrainy na rowerze
                                      czułem się w pełni bezpieczny.
                                      • Gość: marba Re: Polska-Zachód, piekło-niebo IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 12:30
                                        Gość portalu: MAD MAX napisał(a):

                                        > Gość portalu: marba napisał:
                                        >
                                        > > lxlxl napisała:
                                        > >
                                        > >
                                        > > > Pytasz mnie, czy poziom jakosci drog ma wplyw na poziom bezpieczenstw
                                        > a? Ni
                                        > > e
                                        > > > wiem.
                                        > >
                                        > > To juz szczyt wszystkiego. Argument nie do podważenia. Skoro drogi nie maj
                                        > ą
                                        > na
                                        > > nic wpływu.
                                        > > Czyżby całkiem nowa teoria?
                                        >
                                        > Ależ tak! Wybierz się na drogi zachodniej części Ukrainy tylko nie ten główne
                                        > prowadzące do granicy tylko na te boczne a także główne w środkowej jej
                                        części.
                                        >
                                        > Te drogi to istny ser szwajcarski i normalną jest rzeczą zobaczyć samochód a
                                        > nawet TIRa sunącego prawą częścią jezdni czyli pod prąd prosto na nas. Jednak
                                        > jest to tak normalne, że nikogo to nie dziwi a prędkości z jakimi się te
                                        > samochody poruszają na takich "szwajcarskich" drogach sa w granicach 40 km/h
                                        i
                                        > czasem dochodzą do 70 km/h. Ja podrożując po tej części Ukrainy na rowerze
                                        > czułem się w pełni bezpieczny.

                                        No więc te Ukraińskie drogi są bezpieczniejsze dla rowerzystów.
                                        No to w końcu mają wpływ na bezpieczeństwo czy nie?
                                        • Gość: MAD MAX Re: Polska-Zachód, piekło-niebo IP: *.astercity.net 28.11.02, 15:11
                                          Gość portalu: marba napisał(a):

                                          > No więc te Ukraińskie drogi są bezpieczniejsze dla rowerzystów.
                                          > No to w końcu mają wpływ na bezpieczeństwo czy nie?

                                          Skoro są bezpieczne dla rowerzystów czyli dla najsłabszych kolowych uczestnikow
                                          ruchu drogowego to sa bezpieczne rowniez dla kierowcow samochodow.
                                          • Gość: marba Re: Polska-Zachód, piekło-niebo IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 15:46
                                            Gość portalu: MAD MAX napisał(a):

                                            > Gość portalu: marba napisał(a):
                                            >
                                            > > No więc te Ukraińskie drogi są bezpieczniejsze dla rowerzystów.
                                            > > No to w końcu mają wpływ na bezpieczeństwo czy nie?
                                            >
                                            > Skoro są bezpieczne dla rowerzystów czyli dla najsłabszych kolowych
                                            uczestnikow
                                            >
                                            > ruchu drogowego to sa bezpieczne rowniez dla kierowcow samochodow.

                                            Przeczytaj sobie kilka wypowidzi wstecz. Ja mówie że drogi maja wpływ na
                                            bezpieczeństwo, a jeden gość tu że nie. A ty chyba chcesz powiedzieć że drogi
                                            nie mają wpływu, bo na Ukrainie mają wpływ.
                                            Przeczytaj wszystko dokładnie i mi wyjaśnij o co ci chodzi, bo niewiem.
                                        • lxlxl Re: Polska-Zachód, piekło-niebo 29.11.02, 09:02
                                          Gość portalu: marba napisał(a):

                                          > No więc te Ukraińskie drogi są bezpieczniejsze dla rowerzystów.
                                          > No to w końcu mają wpływ na bezpieczeństwo czy nie?

                                          Wydaje mi sie, ze to dosyc proste. Dopoki kierowcy po tych drogach jezdza z
                                          szybkosciami o ktorych pisal tutaj MAD MAX - do ktorych tych przynajmniej
                                          myslacych kierowcow one zmuszaja - to te drogi sa w miare bezpieczne.
                                          Jesli natomiast pojawi sie na nich kierowca jadacy znacznie szybciej to wtedy
                                          sa mniej bezpieczne albo nawet bardzo niebezpieczne - ale tylko wtedy.

                                          To jest oczywiscie tylko moja opinia na ten temat, ktora pozwolilem sobie tutaj
                                          wtracic nie znajac zbyt dobrze realiow ruchu drogowego na Ukrainie.

                                    • Gość: hip Re: Polska-Zachód, piekło-niebo IP: *.pgi.waw.pl 28.11.02, 09:49
                                      Gość portalu: marba napisał:

                                      > lxlxl napisała:
                                      >
                                      >
                                      > > Pytasz mnie, czy poziom jakosci drog ma wplyw na poziom bezpieczenstwa? Ni
                                      > e
                                      > > wiem.
                                      >
                                      > To juz szczyt wszystkiego. Argument nie do podważenia. Skoro drogi nie mają
                                      na
                                      > nic wpływu.> Czyżby całkiem nowa teoria?


                                      hip: To oczywiste, że zarówno stan dróg (koleiny, rodzaj nawierzchni), ich
                                      utrzymanie (np. zimą, po wypadkach itd.) jak i oznakowanie (zatarte znaki
                                      poziome, brak odpowiednich znaków, złe ustawienie, nieczytelność, znaki za
                                      drzewami itp.) mają istotny wpływ na bezpieczeństwo ruchu. Ale i to też trzeba
                                      uwzględnić poruszając się po naszych, niestety, kiepskich pod tym względem
                                      drogach
                                      pozdr
                                  • Gość: marba Re: Polska-Zachód, piekło-niebo IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 28.11.02, 06:58
                                    lxlxl napisała:

                                    > Najwiecej wypadkow zdarza sie w miastach, tyle, ze olbrzymia wiekszosc z nich
                                    > to stluczki, bez ofiar w ludziach. Wypadki na autostradach natomiast z reguly
                                    > pociagaja za soba ofiary.

                                    Mała uwaga. Jeśli nie ma ofiar, to nie ma wypadku, a kolizja. To już inna
                                    statystyka. Ale zapewne ty i tak wiesz lepiej.

                                    > Masz ciagle sklonnosc do szukania winy wszedzie poza soba, poza kierowca jako
                                    > takim. Winni sa niezdyscyplinowani piesi, zwierzeta, zle drogi, policja,
                                    > drogowcy... tylko my kierowcy jestesmy bez skazy, czysci, strasznie
                                    > pokrzywdzeni a mentalnie i intelektualnie nie roznimy sie niczym od
                                    > przecietnych kerowcow w Niemczech czy Szwecji. Ale tak nie jest. My kierowcy
                                    > jestesmy czastka tego systemu. Karygodnie lamiemy przepisy, przekupiamy
                                    > policjantow, drogowcy olewajacy swoje obowiazki po pracy to tez kierowcy.

                                    Sam sobie odpowiadasz. "My kierowcy jesteśmy cząstką tego systemu" właśnie
                                    cząstką
                                    To zaczyna być nudne. Udowadniasz cały czas że większa prędkość niesie większe
                                    zagrożenie i nikt tu temu nie zaprzecza. Ale ty twierdzisz że to jest jedyne
                                    zagrożenie. Sieć dróg jest bez znaczenia, samochody jednak mamy gorsze od
                                    Niemców, Austryjaków, ale to według ciebie bez znaczenia.

                                    Czyli zaostrzyć ograniczenia predkości. W żadnym wypadku nie budować autostrad,
                                    ani obwodnic, bo Niemcy i tak na nich stoją w korkach. Nie przebudowywać
                                    niebezpiecznych skrzyżowań, źle wyprofilowanych zakrętów, itp. Bo to bez
                                    znaczenia. Zabronić używania airbagów, absu i innych wynalazków, które są bez
                                    znaczenia, a tylko niepotrzebnie sugerują kierowcy że jest bezpieczniejszy.
                                    Sprawniejsze działanie służb ratowniczych też jest bez znaczenia, więc można je
                                    zlikwidować. Polacy nie zmieniają tak powszechnie opon na zimowe jak Niemcy i
                                    Austryjacy, ale to bez znaczenia. itd.
                                    Czy nie tak właśnie myślisz?


                  • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 10:47
                    Co do wąskich górskich serpentyn. U nas też tam jest stosunkowo bezpiecznie.
                    Najniebezpieczniejsze miejsca to nie wąskie dróżki, ale szeroka równa, prosta
                    droga, biegnąca przez środek miejscowości.
                    • lxlxl Re: drogi-mordercy 22.11.02, 11:24
                      Gość portalu: marba napisał(a):

                      > Co do wąskich górskich serpentyn. U nas też tam jest stosunkowo bezpiecznie.
                      > Najniebezpieczniejsze miejsca to nie wąskie dróżki, ale szeroka równa, prosta
                      > droga, biegnąca przez środek miejscowości.

                      Fakt, drog porownywalnych z tymi w gorskich rejonach Austrii czy Szwajcarii
                      praktycznie nie mamy. Czy moze cos pomylilem? To pewnie dlatego, jest na nich
                      tak bezpiecznie.

                      Ciekaw jestem okropnie dlaczego w Polsce akurat "szeroka, rowna, prosta" droga,
                      biegnaca przez srodek miejscowosci jest "najniebezpieczniejsza"? Czy dlatego,
                      ze mieszkancy miejscowosci zachowuja sie agresywnie wobec kierowcow? Atakuja
                      ich, obrzucaja twardymi przedmiotami? Ale w tamim wypadku nalezaloby gwoli
                      scislosci mowic o niebezpiecznych mieszkancach a nie niebezpiecznych drogach?
                      Czy moze te drogi maja jakies.. pulapki?

                      Dziwne, i to mimo, ze przeciez wcale nie roznimy sie od Austriakow (mimo
                      sklonnosci do samokrytyki) i "na drogach przechodzących przez miejscowości
                      panuje bezwzględne ograniczenie do 60 km/h. I wtedy jest to naprawdę 60, a nie
                      np. 62. Według ruchu można regulować prędkościomierz"
                      I "W samych miasteczkach pieszy stawiający choćby czubek buta na krawężniku, to
                      wyrażony zamiar przejścia przez ulicę i zatrzymanie się wozów jadących w obie
                      strony".
                      • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 11:52
                        Widze że niezbyt dokładnie czytasz to co napisałem, nie prubujesz nawet
                        zrozumieć o czy mówie, tylko wiesz jedno: szybkość winna jest wszystkiemu,
                        zawsze i wszędzie.
                        Dużo w twych wypowiedziach emocji, to nawet zrozumiałe, ale jak na lekarstwo
                        konkretów.
                        No i łapanie za słówka, chyba specjalnośc tego forum, ale tak do niczego nie
                        dojdziem. Ja dalej będe jeździł za miastem grubo powyżej setki, a ty dalej
                        bedziesz wygłaszał, jakże moralnie uzasadnine, ale w znacznym stopniu mylne
                        opinie.
                        I oczywiścoie drogi według ciebie nic nie mają do bezpieczeństwa, ciekawe.
                        I nie widziałeś w Polsce górskich wąskich, pokręconych i do tego dziurawych
                        dróg, wybierz się w Bieszczady.
                        Kierowcy są winni, owszem i pisałem o tym wcześniej, o sluszności ograniczeń i
                        przestrzegania tych ograniczeń w terenie zabudowanym, ale ty widzisz to co
                        chcesz zobaczyć, masz zakodowany obraz kierowcy mordercy i czytasz tylko tyle
                        ile ci pasuje abym do twego obrazu przystawał, jeszcze raz apeluje o odrobine
                        obiektywnego spojrzenia na temat.
                        Kilka lat tem jak wracało się z za zachodniej granicy, to dzicz na drodze od
                        razu przypominała że jesteś w Polsce, teraz mam inne odczucia, widać
                        przedewszystkim gorsze drogi.
                        Żebym nie był nigdy w Austrii to bym już uwierzył że tamtejsi kierowcy to same
                        aniołki, spokojniejsi od polskich, ale nie przesadzajmy nie aż tak jak
                        sugerujesz.
                        • lxlxl Re: drogi-mordercy 22.11.02, 12:08
                          Dziekuje za obszerna anlize, szkoda tylko, ze pozbawiona jakichkolwiek
                          konkretow. A konkrety sa takie:
                          1) Na polskich drogach ginie kilkakrotnie wiecej ludzi niz w krajach Europy
                          zachodniej
                          2) Kiepskie drogi to jeszcze jeden argument za wprowadzeniem jeszcze surowszych
                          ograniczen i PRZESTRZEGANIEM ich
                          3) tyle, ze w Polsce malo kto przestrzega jakiekolwiek przepisy, nawet te juz
                          egzystujace.
                          4) jesli kierowca jadacy 150 km/h nawet pusta droga wylatuje z niej i owija
                          dookola drzewa wraz z samochodem to wine ponosi nie droga, tylko one i jego
                          glupota. Posadzanie drogi o wine to tylko kolejny przejaw.. domyslasz sie czego.
                          5) Kierowcy austriaccy sa tacy "jak sugeruje". Moge podac Ci nawet link
                          oficjalnej instytucji zajmujacej sie regulacja ruchu drogowego w Austrii, ktora
                          podaje to (na podstawie badan) o czym pisalem: 85% kierowcow respektuje
                          ograniczenia szybkosci w zakresie powyzej 85 km/h.
                          6) Zachowanie kierowcow na terenie zabudowanym w Austrii nawet wedlug niezwykle
                          barwnego opisu czlonkow klubu "IKAR" jest nie do pomyslenia w Polsce. I wine za
                          to ponosza nie drogi lecz wlasnie kierowcy.
                          • Gość: marba Re: drogi-mordercy IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 12:24
                            lxlxl napisała:

                            > 6) Zachowanie kierowcow na terenie zabudowanym w Austrii nawet wedlug
                            niezwykle
                            >
                            > barwnego opisu czlonkow klubu "IKAR" jest nie do pomyslenia w Polsce. I wine
                            za
                            >
                            > to ponosza nie drogi lecz wlasnie kierowcy.

                            I akurat tu się z tobą zgadzam. Ale przecież pisałem już o tym.
          • Gość: hip Re: O prędkości... IP: *.pgi.waw.pl 22.11.02, 08:49
            Gość portalu: marba napisał(a):

            > Czym się trzeba ostro zająć, kierowcami samochodów po pseudotuningu, czy
            > maniakami szybkości?

            hip: 1. Maniakami (potencjalnymi mordercami) przekraczającymi dozwolone
            prędkości nawet o 50 i więcej.
            2. Gnojami w ryczących samochodach, zakłócającymi spokój publiczny.

            Bo w brez temu co sie niektórym wydaje to rzadko idzie w
            > parze. Taka psedu stuningowana bryka zwykle odjeżdża pierwsza z pod świateł,
            > czasem jedzie za szybko w mieście. Ale na trasie najszybsi to panowie w wieku
            > 40 - 50 lat w nowych BMW, Mercedesach, Audi, Volvach, Saabach, czasem jakaś
            > topowa wersja passata. Właśnie tacy mnie wyprzedzają. Ale oni nie stanowią
            > nadzwyczaj wypadkowej grupy.

            hip: mnie nie interesuje kto siedzi za kierownicą i w jakim samochodzie, ale to
            w jaki sposób korzysta z drogi publicznej.

            > Bezpieczeństwa nie buduje się ograniczeniami,

            hip: Nieprawda. W ten sposób również.

            Poza tym 10 lat temu jeździło się wolniej na drogach było mniej
            > samochodów, trudno było spotkać w trasie samochód jadący 150km/h. A liczba
            > ofiar była troche wyższa

            hip: Nie wierzę. Podaj dane statystyczne i źródło.

            Ale w tym propagowaniu bezpieczeństwa prekość tak wam
            > przesłania oczy że zapominacie o całe reszcie

            hip: Prędkość (nadmierna) jest jednym z głównych czynników wpływających na
            ilość ofiar. Oczywiście są też inne: alkohol, stan techniczny pojazdów itd.

            > A jeszcze jedno, widze że wam się wydaje że zagranicą wszyscy przestrzegają
            > ograniczeń prędkości

            hip: Nie wszyscy. Ale w Europie zachodniej jest dużo lepiej niż w Polsce.
            Szaleństwo drogowe nie jest tak powszechne, a przede wszystkim kultura jazdy
            jest inna.

            • Gość: marba Re: O prędkości... IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 10:06
              Gość portalu: hip napisał(a):



              > hip: Nie wierzę. Podaj dane statystyczne i źródło.

              www.policja.pl/statys/wypadki.htm

              WYPADKI ZABICI RANNI
              2001 53.799 5.534 68.194
              2000 57.331 6.294 71.638
              1999 55.106 6.730 68.449
              1998 61.588 7.080 77.560
              1997 66.586 7.311 83.162
              1996 57.911 6.359 71.419
              1995 56.904 6.900 70.226
              1994 53.647 6.744 64.573
              1993 48.901 6.341 58.812
              1992 50.990 6.946 61.047
              1991 54.038 7.901 65.242
              1990 50.432 7.333 59.611
              1989 46.338 6.724 53.639
              1988 37.538 4.851 43.626
              1987 36.433 4.625 42.272
              1986 37.133 4.667 43.150
              1985 36.100 4.688 42.290

              Przy analizie tej tragicznej statystyki prosze pamiętać, że między rokiem 1990,
              a 2000 liczba samochodów na naszych drogach wzrosła o 76%.
              Niektórzy sądzą że liczba ofiar spadła dzięki bezpieczniejszym samochodom, w
              pewnym stopniu tak, ale tak przed laty jak i teraz lwią część ofiar stanowią
              piesi, którym bez różnicy czy auto ma poduszki, czy nie.
              • Gość: hip Re: O prędkości... IP: *.pgi.waw.pl 22.11.02, 10:19
                Gość portalu: marba napisał(a):

                >
                > WYPADKI ZABICI RANNI
                > 2001 53.799 5.534 68.194
                > 2000 57.331 6.294 71.638
                > 1999 55.106 6.730 68.449
                > 1998 61.588 7.080 77.560
                > 1997 66.586 7.311 83.162
                > 1996 57.911 6.359 71.419
                > 1995 56.904 6.900 70.226
                > 1994 53.647 6.744 64.573
                > 1993 48.901 6.341 58.812
                > 1992 50.990 6.946 61.047
                > 1991 54.038 7.901 65.242
                > 1990 50.432 7.333 59.611
                > 1989 46.338 6.724 53.639
                > 1988 37.538 4.851 43.626
                > 1987 36.433 4.625 42.272
                > 1986 37.133 4.667 43.150
                > 1985 36.100 4.688 42.290
                >
                > Przy analizie tej tragicznej statystyki prosze pamiętać, że między rokiem
                1990,a 2000 liczba samochodów na naszych drogach wzrosła o 76%.
                > Niektórzy sądzą że liczba ofiar spadła dzięki bezpieczniejszym samochodom, w
                > pewnym stopniu tak, ale tak przed laty jak i teraz lwią część ofiar stanowią
                > piesi, którym bez różnicy czy auto ma poduszki, czy nie.

                hip: Czyli jednak ilość wypadków i ofiar wzrosła a nie zmalała. Oczywiście w
                stosunku do ilości samochodów na drogach i samochodokilometrów to sytuacja
                poprawiła się, szczególnie w ubiegłym roku. Tym niemniej daleko do tego co jest
                w Europie zachodniej. Nawet jeśli jest lepiej, to nie znaczy, że należy
                promować szybką jazdę. Ograniczenia prędkości są we wszystkich cywilizowanych
                krajach i są one, pomimo lepszych dróg, podobne jak w Polsce. A to znaczy, że
                mamy i tak liberalne przepisy o ograniczeniach prędkości. Nie mówię oczywiście
                o kontrowersyjnych znakach ograniczenia np. do 40 w przedziwnych miejscach i
                sytuacjach.
                • lxlxl Re: O prędkości... 22.11.02, 10:38
                  Gość portalu: hip napisał(a):

                  > hip: Czyli jednak ilość wypadków i ofiar wzrosła a nie zmalała. Oczywiście w
                  > stosunku do ilości samochodów na drogach i samochodokilometrów to sytuacja
                  > poprawiła się, szczególnie w ubiegłym roku. Tym niemniej daleko do tego co
                  > jestw Europie zachodniej. Nawet jeśli jest lepiej, to nie znaczy, że należy
                  > promować szybką jazdę. Ograniczenia prędkości są we wszystkich cywilizowanych
                  > krajach i są one, pomimo lepszych dróg, podobne jak w Polsce. A to znaczy, że
                  > mamy i tak liberalne przepisy o ograniczeniach prędkości. Nie mówię
                  oczywiście
                  > o kontrowersyjnych znakach ograniczenia np. do 40 w przedziwnych miejscach i
                  > sytuacjach.

                  A ja mysle, i mam nadzieje, ze jednak powoli sie "cywilizujemy". Osobiscie
                  widze spora roznice - na plus - w zachowaniu na naszych drogach w porownaniu z
                  polowa lat 90-tych. W Niemczech przykladowo tez mimo ciaglego wzrostu ilosci
                  samochodow maleje z roku na rok ilosc ofiar na drogach. Przyczyna tylko w
                  niewielkim stopniu - moim zdaniem - sa bezpieczniejsze samochody lecz przede
                  wszystkim zmiana podejscia do tego przedmiotu jako takiego. Na poczatku rozwoju
                  masowej motoryzacji w Niemczech, w latach 60-tych i w Niemczech wsrod sporej
                  liczby ludzi panowal podobnie infantylny kult auta jak w Polsce teraz. Na
                  drogach mialy miejsce podobne "wyscigi" i pokazy "meskosci", mozna bylo slyszec
                  podobnie dziecinne wypowiedzi o jedzie "szybkiej ale bezpiecznej", o tym
                  ze "trzeba potrafic" itd.. Teraz jak pisalem to smieszy. U nas niestety jeszcze
                  nie.

                  Nie tak dawno jechalem kilkadziesiat kilometrow drogami Podkarpacia w gestym
                  sznurze samochodow. O dziwo nie znalazl sie ani jeden ulan, rzucajacy sie na
                  oslep do wyprzedzania, zeby... poprawic swoja pozycje w peletonie. Czulem sie
                  prawie jak na "zachodzie" :o)
                  • Gość: hip Re: O prędkości... IP: *.pgi.waw.pl 22.11.02, 11:15
                    lxlxl napisała:

                    >
                    > Nie tak dawno jechalem kilkadziesiat kilometrow drogami Podkarpacia w gestym
                    > sznurze samochodow. O dziwo nie znalazl sie ani jeden ulan, rzucajacy sie na
                    > oslep do wyprzedzania, zeby... poprawic swoja pozycje w peletonie. Czulem sie
                    > prawie jak na "zachodzie" :o)

                    hip: Tak się rzeczywiście zaczyna czasem zdarzać. Ale jechałeś pewnie w
                    październiku lub listopadzie. Popatrz co dzieje się w miesiącach wakacji,
                    szczególnie w weekendy, np. na drogach prowadzących nad morze. To jest horror.
                    Jeżdżę kilkanaście razy w roku W-wa - Krynica M. W dni powszednie jest nawet
                    nieźle ale w wakacyjne weekendy to zgroza.
                    • lxlxl Re: O prędkości... 22.11.02, 11:30
                      Gość portalu: hip napisał(a):

                      > hip: Tak się rzeczywiście zaczyna czasem zdarzać. Ale jechałeś pewnie w
                      > październiku lub listopadzie. Popatrz co dzieje się w miesiącach wakacji,
                      > szczególnie w weekendy, np. na drogach prowadzących nad morze. To jest
                      > horror.
                      > Jeżdżę kilkanaście razy w roku W-wa - Krynica M. W dni powszednie jest nawet
                      > nieźle ale w wakacyjne weekendy to zgroza.

                      Fakt, ale nie przesadzalbym ze sklonnoscia do "samokrytyki". My Polacy mamy
                      mianowicie do tego sklonnosc - jak ktos tutaj zauwazyl i to miedzy innymi
                      dlatego zabija sie nas tak wielu. A przeciez nasze "umiejetnosci" nie roznia
                      sie niczym od tych na zachodzie. I wszystkiemu przeciez nie jestesmy winni my
                      kierowcy (pisze w pierszej osobie liczby mnogiej) tylko.... drogi. Drogi na
                      zachodzie zapewnie latem nie rozgrzewaja sie tak bardzo jak nasze i nie sa tak
                      agresywne wobec kierowcow... ;o)
                      Tak bym to sobie probowal tlumaczyc...
      • Gość: undisclosed Re: O prędkości... IP: *.chello.pl 21.11.02, 16:24
        Gość portalu: MAD MAX napisał(a):

        > Prawdę rzekłeś! Nie można postawić znaku równości pomiędzy SZYBKOŚCIĄ a
        > BEZPIECZEŃSTWEM. Te dwa pojęcia wzajemnie się wykluczają. Wystarczy popatrzyć
        > na wszelkiego rodzaju sporty motorowe: kask, ochraniacze i klatka
        > bezpieczeństwa to podstawa tego sportu. A jak wyglądają sporty, w których to
        > prędkość nie odrywa znaczenia; szachy, brydż, bieganie, pływanie, gimnastyka
        > artystyczna, zapasy, podnoszenie ciężarów, kulturystyka, łyżwiarstwo figurowe
        > itp? Tu nie potrzeba żadnego zabezpieczenia. A może się mylę? Może
        ci "powolni"
        >
        > również ryzykują tylko nie zadją sobie z tego sprawy?

        Pukło Cię? Trenowanie ciężarów czy gimnastyki jest obarczone ogromnym ryzykiem
        kontuzji, przewlekłych chorób, a nawet śmierci! Z powodu nadużycia środków czy
        przetrenowania zmarło więcej sportowców powolnych niż wszystkich kierowców
        wyścigowych razem wziętych.
        • robertrobert1 Re: O prędkości... 22.11.02, 16:58
          Gość portalu: undisclosed napisał:
          > Trenowanie ciężarów czy gimnastyki jest obarczone ogromnym ryzykiem
          > kontuzji, przewlekłych chorób, a nawet śmierci!

          Co innego kontuzje a co innego śmierć na drodze. Jak zbyt długo będziesz
          siedzieć na krześle to również możesz doznać kontuzji kręgoslupa. Jednak od
          zbyt długiego siedzenia na krześle nikogo nie zabijesz, a oto właśnie mi
          chodzi!
    • Gość: KOREK. A gdzie fantazja ułańska??? IP: *.lot.pl 22.11.02, 09:43
      Pisałem już na forum, że podstawową sprawą jest egzekucja przepisów. Możemy
      teoretycznie doczekać się super kodeksu złożonego z najlepszych fragmentów
      przepisów niemieckich, amerykańskich, austryjackich, francuskich ale co z tego,
      skoro w zasadzie nikt ich nie egzekwuje? Nikt nie poucza małolata, że źle
      jeździ na rowerze, nikt nie wpaja nastolatkom szacunku dla drugiego
      współużytkownika drogi, nikt nie tępi bandytów za kółkiem. Bo jakie są szanse
      na złapanie ich przy takiej, a nie innej postawie policji? A nawet jak ich
      złapią, to co? Zapłacą 200 -300 ? Są tacy, których stać na płacenie mandatów na
      każdym skrzyżowaniu. Musieliby wywinąć super numer, żeby stracić prawko. A
      jeśli nawet, to będą jeździć bez. Sama policja informuje od czasu do czasu o
      złapaniu gościa, który jeździł po zatrzymaniu prawa jazdy np. 3 lata.
      Bezchołowie na drogach rośnie w zastraszającym tępie, a młodzi kierowcy patrzą
      na to i uczą się. Raz się udało przelecieć na czerwonym, to można znowu.
      Przecież wszyscy tak robią. Są też święte krowy, czyli tzw. postacie z
      pierwszych stron gazet, których prawo nie dotyczy, a z przestrzegania przepisów
      drogowych są po prostu zwolnieni. A często dowiadujemy się z mediów, że w
      innych krajch wsadzili do pudła znanego aktora, polityka, tenisiste, bo za
      szybko jechał albo był na dopingu. A jeśli wyszedł, to tylko do rozprawy i za
      drakońską kaucją. A u nas? Pomroczność jasna... Powoduje to - oprócz wielu
      innych przyczyn, że ludzie uważają, że przepisy są dla Kowalskiego, a reszta
      nie musi nawet ich znać. Przy okazji dyskusji o winietach okazało się, że
      oprócz policji, straży, pogotowia, itp. będą z nich zwolnieni radni, starostwo,
      pracownicy gmin, różnych firm, zarządów i wielu innych instytucji. A Kowalski
      będzie bulił. Reasumując- wobec takiego nieposzanowania prawa w majestacie
      prawa, ludzie uważają, że nie są gorsi. A że w polskiej mentalności jest od
      wieków zakorzenione sprzeciwianie się władzy i przepisom i do tego przykład
      idzie z góry, to mamy to, co mamy. Prawo prawem, a gdzie ułańska fantazja???
      Kierowca starający się jeździć zgodnie z przepisami, czuje się na naszych
      drogach jak ostatni dupek. Nigdy nie zdąży na czas skręcić, zająć sobie pasa,
      zaparkować. A chamy mają lepiej. Nie czekają w korkach, tylko wyprzedzają pod
      prąd, nie czekają na lukę tylko wymuszają pierwszeństwo, parkują jak chcą,
      mając innych w d... I co? I nic. Nikt tego nie wycina, bo praktycznie nie ma
      patrolowania w ruchu. A najgorsze jest to, że ten kierowca jeżdżący prawidłowo
      zaczyna z czasem zarażać się chamstwem i śmigać po "polsku". A nasze prawo
      gwarantuje mu, że będzie miał lepiej i wygodniej.
      • Gość: marba Re: A gdzie fantazja ułańska??? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.02, 09:59
        Gość portalu: KOREK. napisał(a):


        > Bezchołowie na drogach rośnie w zastraszającym tępie, a młodzi kierowcy
        patrzą

        Odrobinka trzeźwego spojrzenia. "Bezchołowie" dzisiejsze w porównaniu do tego z
        przed 5, nie mówiąc o 10 latach to niemal super kultura jazdy. Owszem nie jest
        cudownie, ale nie mów człowieku że rośnie, bo albo zapomniałeś, albo nie
        widziałeś jazdy polskiej z przed lat.
        • Gość: KOREK. Re: A gdzie fantazja ułańska??? IP: *.lot.pl 25.11.02, 09:17
          Gość portalu: marba napisał:

          > Gość portalu: KOREK. napisał(a):
          >
          >
          > > Bezchołowie na drogach rośnie w zastraszającym tępie, a młodzi kierowcy
          > patrzą
          >
          > Odrobinka trzeźwego spojrzenia. "Bezchołowie" dzisiejsze w porównaniu do tego
          z
          >
          > przed 5, nie mówiąc o 10 latach to niemal super kultura jazdy. Owszem nie
          jest
          > cudownie, ale nie mów człowieku że rośnie, bo albo zapomniałeś, albo nie
          > widziałeś jazdy polskiej z przed lat.
        • Gość: KOREK. Re: A gdzie fantazja ułańska??? IP: *.lot.pl 25.11.02, 09:50
          Gość portalu: marba napisał:

          > Gość portalu: KOREK. napisał(a):
          >
          >
          > > Bezchołowie na drogach rośnie w zastraszającym tępie, a młodzi kierowcy
          > patrzą
          >
          > Odrobinka trzeźwego spojrzenia. "Bezchołowie" dzisiejsze w porównaniu do tego
          z
          >
          > przed 5, nie mówiąc o 10 latach to niemal super kultura jazdy. Owszem nie
          jest
          > cudownie, ale nie mów człowieku że rośnie, bo albo zapomniałeś, albo nie
          > widziałeś jazdy polskiej z przed lat.



          Myślę, że przez 24 lata posiadania prawa jazdy AB i przejechania ok.700 tys.km,
          zdążyłem napatrzeć się do woli. Płaciłem mandaty, miałem dwa wypadki (stłuczki)
          ale mogę zgodzić się z Twoim poglądem, że nie jest tak źle. Chociażby dlatego,
          że np. dużo większa liczba samochodów wymusza określone zachowania, inne niż
          przed laty. Jedni starają się dzisiaj poprawić technikę jazdy i nauczyć
          cierpliwości, a inni reagują agresją i olewactwem przepisów. Których wg. Ciebie
          jest więcej? A niespójne, nieegzekwowane prawo i archaiczne metody szkolenia
          kierowców, dobre na lata 60-te powodują, że młodzi kierowcy po kursach
          douczają się w ruchu ulicznym i nie widzą nic złego w "dynamicznej jeździe" Jak
          przeżyją... Liczba młodych osób otrzymujących prawko jest dużo wyższa niż przed
          laty i prawie wszyscy natychmiast mają samochody. Twoim zdaniem bezchołowie nie
          rośnie. A dlaczego - mimo wielu inowacji w przepisach i coraz większej liczby
          nowych samochodów z nowoczesnymi zabezpieczeniami - co roku ginie nas więcej?
          10 lat temu policja była bardziej widoczna i operatywniejsza. Działało to
          uspokajająco na niektórych ułanów. Dzisiaj doszliśmy do wyścigów "tuningowców"
          w ruchu ulicznym, a przelatywanie na czerwonym staje się normą. A policja?
          Policja zjawia się zawsze PO... No i społeczeństwo również zmieniło się w
          całości - niestety - nie na lepsze. Coraz więcej jest chamstwa, agresji,
          lekceważenia drugiego człowieka. To dlaczego na jezdni miałoby być inaczej?
          • Gość: marba Re: A gdzie fantazja ułańska??? IP: *.katowice.cvx.ppp.tpnet.pl 25.11.02, 10:42
            Gość portalu: KOREK. napisał:

            > rośnie. A dlaczego - mimo wielu inowacji w przepisach i coraz większej liczby
            > nowych samochodów z nowoczesnymi zabezpieczeniami - co roku ginie nas więcej?

            Hmmmm????
            A ja głupi myślałem że jest odwrotnie.
            Statystyki kłamią?
      • Gość: hip Re: A gdzie fantazja ułańska??? IP: *.pgi.waw.pl 22.11.02, 10:06
        Gość portalu: KOREK. napisał(a):

        > Pisałem już na forum, że podstawową sprawą jest egzekucja przepisów. Możemy
        > teoretycznie doczekać się super kodeksu złożonego z najlepszych fragmentów
        > przepisów niemieckich, amerykańskich, austryjackich, francuskich ale co z
        tego,
        >
        > skoro w zasadzie nikt ich nie egzekwuje? Nikt nie poucza małolata, że źle
        > jeździ na rowerze, nikt nie wpaja nastolatkom szacunku dla drugiego
        > współużytkownika drogi, nikt nie tępi bandytów za kółkiem. Bo jakie są szanse
        > na złapanie ich przy takiej, a nie innej postawie policji? A nawet jak ich
        > złapią, to co? Zapłacą 200 -300 ? Są tacy, których stać na płacenie mandatów
        na
        >
        > każdym skrzyżowaniu. Musieliby wywinąć super numer, żeby stracić prawko. A
        > jeśli nawet, to będą jeździć bez. Sama policja informuje od czasu do czasu o
        > złapaniu gościa, który jeździł po zatrzymaniu prawa jazdy np. 3 lata.
        > Bezchołowie na drogach rośnie w zastraszającym tępie, a młodzi kierowcy
        patrzą
        > na to i uczą się. Raz się udało przelecieć na czerwonym, to można znowu.
        > Przecież wszyscy tak robią. Są też święte krowy, czyli tzw. postacie z
        > pierwszych stron gazet, których prawo nie dotyczy, a z przestrzegania
        przepisów
        >
        > drogowych są po prostu zwolnieni. A często dowiadujemy się z mediów, że w
        > innych krajch wsadzili do pudła znanego aktora, polityka, tenisiste, bo za
        > szybko jechał albo był na dopingu. A jeśli wyszedł, to tylko do rozprawy i za
        > drakońską kaucją. A u nas? Pomroczność jasna... Powoduje to - oprócz wielu
        > innych przyczyn, że ludzie uważają, że przepisy są dla Kowalskiego, a reszta
        > nie musi nawet ich znać. Przy okazji dyskusji o winietach okazało się, że
        > oprócz policji, straży, pogotowia, itp. będą z nich zwolnieni radni,
        starostwo,
        >
        > pracownicy gmin, różnych firm, zarządów i wielu innych instytucji. A Kowalski
        > będzie bulił. Reasumując- wobec takiego nieposzanowania prawa w majestacie
        > prawa, ludzie uważają, że nie są gorsi. A że w polskiej mentalności jest od
        > wieków zakorzenione sprzeciwianie się władzy i przepisom i do tego przykład
        > idzie z góry, to mamy to, co mamy. Prawo prawem, a gdzie ułańska fantazja???
        > Kierowca starający się jeździć zgodnie z przepisami, czuje się na naszych
        > drogach jak ostatni dupek. Nigdy nie zdąży na czas skręcić, zająć sobie pasa,
        > zaparkować. A chamy mają lepiej. Nie czekają w korkach, tylko wyprzedzają pod
        > prąd, nie czekają na lukę tylko wymuszają pierwszeństwo, parkują jak chcą,
        > mając innych w d... I co? I nic. Nikt tego nie wycina, bo praktycznie nie ma
        > patrolowania w ruchu. A najgorsze jest to, że ten kierowca jeżdżący
        prawidłowo
        > zaczyna z czasem zarażać się chamstwem i śmigać po "polsku". A nasze prawo
        > gwarantuje mu, że będzie miał lepiej i wygodniej.

        hip: całkowicie zgadzam się z tym wywodem. Przy okazji przypomnę,że po 2 latach
        obowiązywania w centrum W-wy ograniczenia do 50, ilość wypadków po początkowym
        spadku wróciła do swojego "normalnego" poziomu czyli takiego jak przy
        ograniczeniu do 60. Może tzw. eksperci wypowiedzą się dlaczego tak się dzieje.
        • ilona.buttler w róznych sprawach 25.11.02, 12:33
          > hip: całkowicie zgadzam się z tym wywodem. Przy okazji przypomnę,że po 2
          latach
          >
          > obowiązywania w centrum W-wy ograniczenia do 50, ilość wypadków po
          początkowym
          > spadku wróciła do swojego "normalnego" poziomu czyli takiego jak przy
          > ograniczeniu do 60. Może tzw. eksperci wypowiedzą się dlaczego tak się dzieje.

          Jakże mi miło, że pojawiło się to pytanie, bo umożliwi mi to w miarę
          bezkonfliktowe powrócenie po dłuższej nieobecnośc do Forum. Zacznę od Warszawy.
          Nie do końca zgadzam się z przedstawioną diagnozą. Poniżej przedstawiam wybrane
          dane dotyczące Warszawy. 50 km/h obowiązuje w Gminie-Centrum od września 2000r.

          Wypadki i ich konsekwencje w Warszawie w latach 1999 – 2002 (do sierpnia)
          (Dane: WRD KS Policji)

          Rok Styczeń – sierpień Wrzesień – grudzień
          Wypadki Zabici Ranni Wypadki Zabici Ranni
          1999 1416 114 1681 861 79 952
          2000 1623 97 1955 733 37 874
          2001 1309 82 1546 766 41 840
          2002 1249 75 1522

          Ofiary w grupie pieszych w Warszawie w latach 1999 – 2002 (do sierpnia) (Dane:
          WRD KS Policji)

          Rok Styczeń – sierpień Wrzesień – grudzień
          Zabici Ranni Zabici Ranni
          1999 68 787 59 529
          2000 68 851 24 419
          2001 48 664 26 452
          2002 39 626

          Wprowadzając to rozwiązanie zależało nam przede wszystkim na ograniczeniu
          liczby zabitych i myślę, że to się udało. W tej chwili sytuacja się
          ustabilizowała na pewnym niższym poziomie, ale oczywiście nie oznacza to, że w
          najbliższym czasie zagrożenie nie może wzrosnąć. Działalność w bezpieczeństwie
          ruchu drogowego polega na sukcesywnym wprowadzaniu kolejnych rozwiązań, bo
          tylko takie postępowanie może doprowadzić do stałego spadku zagrożenia.
          Tymczasem w Warszawie po wprowadzeniu 50 km/h zaniechano prowadzenia dalszych
          planowych przedsięwzięć. Trudno mi powiedzieć dlaczego. Może uśpił wszystkich
          początkowy sukces, może pojawiły się ważniejsze sprawy. Trochę tego żałuję, bo
          można było jeszcze trochę zbić tą liczbę zabitych. To tyle o Warszawie.

          Teraz może kilka refleksji „na kanwie” dyskusji.

          1. Problem „wyolbrzymiania znaczenia prędkości”. Pisałam już to kiedyś, ale
          jeszcze raz powtórzę się – nadmierna prędkość czy niedostosowana do warunków to
          bez wątpliwości jeden z najważniejszych problemów bezpieczeństwa ruchu
          drogowego. Bez sensownego uspokojenia ruchu drogowego nie uda się nam wyraźnie
          ograniczyć liczby zabitych i ciężko rannych To że w Polsce ciągle jeszcze nie
          jesteśmy przygotowani do tego, aby zaakceptować tą prawdę – to inna sprawa. Mam
          wrażenie, że w ostatnich latach wiele się na lepsze zmieniło, świadczą też o
          tym bardzo liczne wypowiedzi uczestników FORUM, ale ciągle lobby tych osób jest
          zbyt słabe, aby skutecznie wpłynąć na zachowanie pozostałych użytkowników dróg.
          Ale myślę, że prędzej czy później i tak wygramy.
          2. „Polska a Unia Europejska” - wszystko co napisano podczas tej dyskusji, to
          prawda. W Unii jest 15 krajów o bardzo zróżnicowanym poziomie bezpieczeństwa
          ruchu drogowego, są kraje, które mają najlepsze wskaźniki na świecie i takie,
          których poziom zbliżony jest do tego jaki mamy w Polsce. We wszystkich
          występują podobne problemy do rozwiązania (w tym problem „high-speederów”) i
          trudności z wdrażaniem kolejnych rozwiązań prewencyjnych. Jeżeli coś wyróżnia
          Polskę z tego grona, to duża skłonność do działań pozornych, lekceważenie
          wiedzy i doświadczeń innych, brak jasno określonej wizji i strategii działania,
          no i wszechobecność różnych mitów. W takim „środowisku” można oczywiście żyć,
          choć konsekwencje takiego wyboru są tragiczne. Może powinniśmy jasno wszystkim
          powiedzieć, że oto w Polsce, w europejskim kraju średniej wielkości, w XXI
          wieku nie umiemy sobie poradzić z problemem konsekwencji wypadków drogowych. Że
          będziemy nadal zabijać się na złość tym wszystkim, którzy nie chcą nam
          zbudować autostrad, obwodnic, którzy nie chcą nam naprawić dróg. Że będziemy
          się zabijać, bo w końcu musi być jasne, kto na drodze jest najważniejszy:
          kierowca, pieszych, czy rowerzysta. A tak w ogóle to nas na to stać, w końcu
          chodzi jedynie o 70-80 tysięcy (zabici+ranni) ludzi rocznie. Ciekawa reklama,
          prawda ? Mam cały czas wrażenie, że stać nas coś innego.

          Pozdrowienia
          Ilona Buttler
          • Gość: hip Re: w róznych sprawach IP: *.pgi.waw.pl 25.11.02, 13:14
            ilona.buttler napisała:

            Poniżej przedstawiam wybrane
            > dane dotyczące Warszawy. 50 km/h obowiązuje w Gminie-Centrum od września
            2000r.
            >
            > Wypadki i ich konsekwencje w Warszawie w latach 1999 – 2002 (do sierpnia)
            >
            > (Dane: WRD KS Policji)
            >
            > Rok Styczeń – sierpień Wrzesień – grudzień
            > Wypadki Zabici Ranni Wypadki Zabici Ranni
            > 1999 1416 114 1681 861 79 952
            > 2000 1623 97 1955 733 37 874
            > 2001 1309 82 1546 766 41 840
            > 2002 1249 75 1522
            >
            > Ofiary w grupie pieszych w Warszawie w latach 1999 – 2002 (do sierpnia) (
            > Dane:
            > WRD KS Policji)
            >
            > Rok Styczeń – sierpień Wrzesień – grudzień
            > Zabici Ranni Zabici Ranni
            > 1999 68 787 59 529
            > 2000 68 851 24 419
            > 2001 48 664 26 452
            > 2002 39 626
            >
            hip: Cieszy, że statystyki nieco poprawiły się. Ja trochę prowokacyjnie
            napisałem, że sytuacja wróciła do "normy" sprzed wprowadzenia "50" bo słyszałem
            informację, że liczba zabitych w październiku w Warszawie gwałtownie wzrosła.
            Niemniej przeraża to co obserwuję z okna mojego mieszkania. Szaleńcy w
            ryczących samochodach przejeżdżający z prędkością 100 i więcej przez
            skrzyżowanie, często na czerwonym, tam gdzie jest ograniczenie do 50. To
            centrum Bemowa, skrzyżowanie Powstańców Śl./Wrocławska. I zupełny brak reakcji
            jakichkolwiek służb miejskich. A władze dzielnicy zastanawiają się nad
            montowaniem odpromienników, aby ograniczyć liczbę wypadków. Jeśli tak rozumiemy
            walkę z piractwem drogowym to nie wróżę dobrze statystykom na przyszłość.
            pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka