Dodaj do ulubionych

żony instruktorów a stereotypy

IP: 195.47.201.* 09.01.08, 11:35
Zakładam forum dla żonek, Panów którzy śmigają elkami.

Co myślicie o tych wszystkich stereotypach, które jak sępy krążą
wokół tego zawodu Że niby podrywcze, babiarze, że żadnej nie
przepuszczą.

Jakimi sa mężczyznami. Co w domu mówią o swojej pracy? Jak wam sie
czyta na forum o tych wszystkich intymnych sytuacjach, które
rzekomamo maja miejsce w ciasnych elkach?
Obserwuj wątek
    • Gość: badacz Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.aster.pl 09.01.08, 16:52
      Jeżeli prawdą jest, że ''przy jednej dziurze, to i kot zdechnie'',
      to należy założyć, że instruktorzy nie przepuszczą żadnej - w
      większości jednak przypadków, tylko w kwestii teoretycznej i
      pobożnych życzeń. Do pełnej 'konsumpcji' dochodzi zapewne
      sporadycznie, no ale to już inna sprawa. Inną sprawą jest również
      stado nierozgarniętych, napalonych i zaciekawionych tym pierwszym
      razem, przesympatycznych dziewuszek. Z nieznanych dotąd, badaczom
      uczestników tego zjawiska, przyczyn owe panie obrały sobie elki za
      obszar polowań na potencjalnych 'jurnych - a jakże' kandydatów do
      pierwszej kopulacji. Normalnej kobiecie, stosunek z owymi panami
      jest tak potrzebny, jak normalnemu facetowi viagra. Wiadomo, są
      tacy, co nie mogą i muszą się wspomóc. Podobnie z reszta, panie.
      To tyle w tym wejściu, a autorce wontku proponuję, bo zapewne bardzo
      ja korci, otworzenie poradni psycho-seksuologicznej dla żonć
      szanownych panów instruktorów. Klientela będzie waliła drzwiami i
      oknami, a nawet szparami w drzwiach, więc pieniądz będzie lał się
      strumieniami.
      • Gość: dobra z żon Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.244.153.169.debica153.tnp.pl 09.01.08, 18:53
        Oj badacz, mało wnikliwy jestes w swojej analizie. Nie zakładałam
        tego forum dla ludzi takich jak Ty, choć miło mi, że i ty pokusiłeś
        się aby coś dla mnie skrobnąć...

        Wbrew pozorom, my zony instruktorów nie mamy problemów ze swoimi
        emocjami. A to forum to próba odpowiedzi na całę mase postów
        mówiących o tych wszystkich aspektach kontaktów na lini kursanta -
        instruktor.

        Zasada sprawiedliwości społecznej wymaga tego, aby ten zawod
        przedstawic w trochę lepszym świetle niż czyni to cała masa obecnych
        i byłych kursantek. Instruktor (choć trudno w to uwierzyć tez
        człowiek). My z nimi żyjemy, znamy ich bardzo dobrze, często
        wysłuchajemy długich narzekań na brak umiejętności, chęci nauki i
        zwykłej upierdliwości Pań i Panów robiących kurs. W zimie martiwmy
        się jak mąz musi z takim "zielonym" kierowcą podrózować kilka czy
        kilkanaście godzin dziennie. A kiedy same siadamy za kółkiem nasi
        mężczyźni ciągle nie przestają byc instruktorami hihihihihi to
        czasem nawet bywa zabawne.

        Nikt nie powiedział że będzie łatwo. Ale czy naprawdę ich zawód jest
        tak źlew postrzegamy jak wynika to z forum?
        • yennyfer11 Re: żony instruktorów a stereotypy 09.01.08, 20:06
          ...wcale nie jest źle postrzegany...dla mnie ten zawód to prawdziwa próba
          charakteru, siły woli no i odwagi (nie ukrywajmy-czasami ludzie po raz pierwszy
          za kółkiem odwalają różne numery)...
          ...zdarzają się ludzie którzy pomyślnie przechodzą tą próbę a zdarzają się tacy
          którzy po prostu nie dają rady...
    • Gość: :::: Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 213.134.181.* 09.01.08, 19:23
      "że niby"?

      a tkwij sobie w tej słodkiej naiwności...

      jest dużo na świecie stereotypów, ale ten jest prawdziwy, czy tego chcecie czy nie, może nie we wszystkich przypadkach, ale w więksozści, więc nie sądzę by "uspokajanie" kobiet instruktorów stwierdzeniem , że"mój jest mi wierny" będzie się odnosiło do reszty
      • Gość: dobra z żon Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.244.153.169.debica153.tnp.pl 09.01.08, 20:14
        to nie naiwność tylko realizm. Jestem pewna że więcej niż połowa
        tych rzekomych romansów to wyssana z palca bzdura. Nie każda kobieta
        potrafi odróznic fantazję od rzeczywistości. A bezpodstawne
        generalizowanie świadczy tylko o braku doświadczenia i w zyciu i w
        uczuciach.

        Jestem żona instruktora i powiem to tak wiele razy jak będzie
        trzeba. Nie ma powodu aby instruktorów nazywać
        podrywaczami,bajerantami i łowcami cnoty niewinnych panienek. To
        fajni ludzie, pracujący w trudnym zawodzie.

        Nie mam racji?
          • Gość: badaczka Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 83.14.217.* 09.01.08, 21:36
            niestety, ja w stosunku do innych nie jestem tak wyrozumiała,spójrzmy prawdzie w
            oczy ,żony czują się zagrożone przez młódki kursantki i oszukują same siebie,
            uważam że instruktorzy tacy są podrywają bajerują i chcą wykorzystac każdą
            dziewczynę która im się podoba , to co z tego że niektóre są naiwne czy to
            przyzwala im na to żeby je wykorzystac, w tych elkach poprostu się nudzą więc
            tak zaczepiają i zachęcają - a może jednak się uda, ja jestem ofiarą jednego z
            nich jednak w miare szybko zareagowałam i nic z tego nie wyszło , żony nie
            mówie tego aby was wkurzyc ale to CO sIę DZIEJE W ELKACH PRZESZłO MOJE
            WYOBRAżENIA, a swoją drogą to niebyłby prawdziwy mężczyzna gdyby przepuscił
            atrakcyjnej sexi kursantce
            • dodi6 Re: żony instruktorów a stereotypy 10.01.08, 07:50
              atrakcyjna sexi kursantko;-)
              Czy ty nie masz aby zbyt wysokiego mniemania o sobie i swoim
              wyglądzie. Wierz mi, my żony instruktorów tez jesteśmy atrakcyjne. I
              pewnie gdybys miała szanse zobaczyc mnie lub wiele podobnych do mnie
              młodych kobiet, których męzowie wykonują ten zawód, musialabyś
              niestety troszeczke zmienić ton. Prawidzwa kobiecośc i atrakcyjnośc
              nie polega na tym, że wykorzystuje ją się przy byle okazji i byle
              facecie. Esencja sexapilu to umijętne wykorzystywanie atutów swojego
              ciała w połączeniu z inteligencją, zmysłowością i klasą.
              Pisząc w taki sposób chciałaś chyba zasugerować że zona to
              zaniedbana kura domowa, wiernie czekajaca w domku na swojego Pana.
              Na szczęście ten kolejny sterotyp, który coraz częściej pozostaje
              tylko w pobożnych życzeniach głupiutkich i zapatrzonych w siebie
              kursantek, dokładnie takich jak Ty. Zorientowałaś się, że Twój
              instruktor był nie fair BRAWO, gratuluje spostrzegawczości. Prawda
              jest taka, że najczęściej młoda kursantka to chichoczaca co krok i w
              zasadzie nie majaca nic ciekawego do powiedzenia osoba, z którą nasi
              mężowie przechodzą katusze zanim zacznie jechac prosto i nauczy sie
              nie trzymac kurczowo kierowicyi zauważać co się wokół niej dzieje.
              Taka osoba jest przestaszona, poci się,w ekstremalnych sytuacjach
              nawet trzęsie. Zastanów się więc kto jest bardzij pociągający dla
              naszych mężów, zanim zaczniesz głupoty wygadywać.

              • Gość: Foina Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.08, 09:07
                Tiaaaa...
                A kursantkom opowiadają jak to żona ich nie rozumie i w ogóle ze
                sobą nie sypiają ;). I wściekają się, że ciągle wydzwaniają i w
                pracy przeszkadzają.
                Chociaż fakt - nie tylko instruktorzy wciskają takie kity :).

                Odbijając piłeczkę - naprawdę nie wszystkie kursantki to głupiutkie
                chichoczące 18-tki.
                A nawet jeśli - jakoś im to nie przeszkadza, ostateczie do pisania
                doktoratu się nie zabierają ;).
                Umiejętności kursantek też do rzeczy nic tu nie mają, każdy kiedyś
                się uczył jeździć, obawiam się, że rozjeżdżane krawężniki to kiepska
                gwarancja wierności ;)
                • Gość: dobra wśród żon Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 195.47.201.* 10.01.08, 09:36
                  Bycie z kims lub nie to wolny wybór. Skoro masze małżeństwa wciąz
                  trwają to chyba warto się zastanwić nad tym dlaczego tak jest. My
                  mamy o tyle konfort psychiczny ze znamy naszych męzów bardzo dobrze,
                  wy natomiast nie macie pojęcia kim jest człowiek, którego widzicie
                  przez 30 godzin. I na prawde trzeba mieć dosyć pusto w głowie, żeby
                  wdawać się w romans z kimś, kogo widuje się raptem kilak godzin. A
                  odnośnie waszych (kursantek) umijętności to mają one bardzo duzo do
                  rzeczy. Wasz brak predyspozytcji do kierownia czymkolwiek skutecznie
                  psuje nerwy naszym małżonkom. Potem w domu śmieją się z was pełną
                  parą a my razem z nimi. Bo czasem faktycznie jest z czego...


                  I na koniec nie ubliżając nikomu musze powiedzieć, że to co wy
                  (kursantki bez kręgosłupa moralnego) wypisujecie na tym forum, jest
                  naprawdę poniżej jakichkolwiek norm. Uleganie jakiemukolwiek
                  męzczyźnie tylko dlatego że jest miły i przystojny, mimo znajomości
                  jego sytuacji rodzinnej to beznadziejna i nieuleczalna głupota,
                  ignoranctwo i świadcza tylko i wyłącznie o Was. A życie pewnie i tak
                  zweryfikuje wasze poglądy i podejście do życia.
                  • Gość: Fiona Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.08, 10:15
                    A co powiesz o kręgosłupie moralnym ojca dwójki dzieci, który składa
                    jednoznaczne propozycje kobiecie, którą zna te same 30 godzin?
                    E tam, żeby do 30 godziny chociaż dotrwał ;). I na tej 30
                    godzinie /czy każdej opłaconej jako dodatkowe jazdy/ poprzestał...

                    Zawsze rozbraja mnie obwinianie o zdradę 'złej kobiety', a nie
                    biednego zbłąkanego i w ogóle to zmuszonego siłą do zdrady małżonka.
                    A wystarczy się zastanowić kto komu składał obietnice, że miłość,
                    wiernośc i do śmierci :).

                    Ja tam wolę być kursantką, z której umiejętności instruktor śmieje
                    się w domu, ostatecznie ucząc się mam prawo do błędów, a i z jego
                    umiejętności też kiedyś ktoś mógł się śmiać, niż zdradzaną żoną.
                    Ale rozumiem, że Ty od razu wsiadłaś do auta i byłaś królową
                    dróg ;).

                    Warto też pamietać, że piszemy o własnych doświadczeniach i
                    zjawisku, a nie każdym bez wyjątku małżeństwie instruktora. Po co
                    podchodzić do tego tak osobiście?

                    W jednym się zgodzę - wdawanie się w romans z żonatym facetem, czy
                    to instruktorem czy kosmonautą jest głupotą.
                    • Gość: dobra wśród żon Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 195.47.201.* 10.01.08, 11:39
                      Fiona masz rację w 100%. To nie jest kwestia, że ja podchodze do
                      czegokolwiek osobiście. Po prostu wkurza mnie cała ta nagonka na
                      instruktorów i ich brak wierności, podobnie jak i wkurza mnie
                      generalizowanie. Pewnie że każdy człowieka jest inny i każda
                      sytuacja jest inna, ale musisz mi przynac racje że są pewne
                      prawidłowości, które kierują zachowaniem pewnych kobiet i męzczyzn
                      sa uniwersalne.
                      • Gość: fiona Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.01.08, 12:05
                        Ależ oczywiście, że przyznaję.
                        I mam świadomość, że moje doświadczenia są jednostkowe. Mój drugi
                        instruktor, także żonaty, zachowywał się wobec mnie wzorowo, a był
                        przy tym bardzo sympatyczny i żartować lubił.
                        Natomiast już po kursie przypadkiem na gruncie prywatnym poznałam
                        trochę środowisko i muszę przyznać, że zjawisko istnieje i jego
                        skala jest zdecydowanie większa niż gdzie indziej. Moim zdaniem to
                        po prostu wyjątkowo sprzyjające warunki.
                        Ja tam niżadnej nagonki na instruktorów nie uprawiam, przeciwnie,
                        uważam, że to bardzo trudny, odpowiedzialny i za słabo opłacany
                        zawód. Do zgonu będę wdzięczna obu moim instruktorom, że z takiego
                        beztalencia jak ja uczynili kierowcę.
                        Dla mnie po prostu relacja młoda kursnatka - dorosły żonaty
                        instruktor nie jest równa. Coś jak relacja uczennica - nauczyciel.
                        On mówi jej po imieniu, ona do niego 'proszę Pana'. Nawet jeśli jest
                        głupia i naiwna, bo zakochuje się w gościu po kilku komplementach
                        czy uśmiechach - to jestem skłonna odpowiedzialnością za ewentualną
                        pozakursową relację między nimi bardziej obciążyć jego niż ją.
                  • linia.frontu ? 12.01.08, 22:33
                    Gość portalu: dobra wśród żon napisał(a):

                    > wdawać się w romans z kimś, kogo widuje się raptem kilak godzin.

                    > Nie ma powodu aby instruktorów nazywać
                    podrywaczami,bajerantami i łowcami cnoty niewinnych panienek. To
                    fajni ludzie, pracujący w trudnym zawodzie.
                  • Gość: gruba77 Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.centertel.pl 02.03.09, 13:25
                    Witam serdecznie
                    jestem była kursantka i wierzcie mi że własnie taki był mój
                    instruktor podrywacz do bólu!!!!!!
                    na szczęscie nie jestem jedna z tych głupich panienek co to zobacza
                    przystojnego faceta i jak sie okazja nadarzy to ida z nimi do łóżka
                    mój instruktor bardzo długo mnie podrywał i wrecz zaproponował mi "
                    romans", komplementy ciagle syszalam od niego i facet naprawde
                    przystojny jak cholera ale co z tego????wiedzialam ze mial zone
                    powiedzial ze juz go nie łaczy nic z nia i mieszka sam itd ..!!!
                    hahaha w takie bzdury wierza naiwne ja nie !!sama mam męza i nie są
                    mi potrzebne jakies wrazenia,mam rodzine i to jest najwazniejsze dla
                    mnie,jakby tak myslala wiekszosc kobiet to nie byoby takich sytuacji
                    własnie jak takie!!!!!!
                    nie badzcie naiwne dziewczyny,facet zrobi wszystko jak chce was
                    zaciagnąc do łożka !!!!a potem was oleje i znajdzie następną
                    ofiare !!!
                    pozdrawiam
                    • permanentne_7_niebo Re: żony instruktorów a stereotypy 02.03.09, 21:43

                      > na szczęscie nie jestem jedna z tych głupich panienek co to
                      zobacza
                      > przystojnego faceta i jak sie okazja nadarzy to ida z nimi do
                      łóżka

                      To prawda, niestety my wszystkie, które się zakochujemy, jesteśmy
                      tylko głupimi ci...mi, kompletnie bez mózgu, które zaraz lecą do
                      łóżka. W tym roku moim postanowieniem noworocznym jest przelecieć
                      wszystkich instruktorów z ośrodka.
              • Gość: badaczka Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 83.14.217.* 10.01.08, 19:55
                to chyba ty masz wysokie mniemanie o sobie - otóż uświadomie cię - w elce przy
                atrakcyjnej kursantce (nie mówie ze to mnie się tyczy)instruktor ma w nosie
                swoją żone i wcale nie myśli wtedy co jej obiecywał przed ołtarzem itd. myśli
                wtedy jak upolować świeżynę jak się zabawić z młódką ale tak zeby żonka nie
                wiedziała i wszystko było cacy , potem wraca do domu i wszystko jest nadala
                ładnie pięknie ale tylko pozornie , jak jest cwany gość to obróci wiele lasek a
                żona wcale o tym nie będzie wiedział i nadal trwała w przekonaniu że mąż jest
                oddany i wierny---> to jest ich taktyka
                • yennyfer11 Re: żony instruktorów a stereotypy 10.01.08, 20:13
                  'otóż uświadomie cię - w elce przy
                  > atrakcyjnej kursantce (nie mówie ze to mnie się tyczy)instruktor ma w nosie
                  > swoją żone'

                  Ciekawe skąd ten wniosek? instruktor Ci to powiedział?

                  'myśli
                  > wtedy jak upolować świeżynę '

                  ...polować to se może-to od was dziewczyny zależy czy upoluje coś czy nie...

                  'potem wraca do domu i wszystko jest nadala
                  > ładnie pięknie ale tylko pozornie'

                  A skąd wiesz czy to co niby w elkach 'zachodzi' to nie są pozory?

                  'jak jest cwany gość to obróci wiele lasek a
                  > żona wcale o tym nie będzie wiedział i nadal trwała w przekonaniu że mąż jest
                  > oddany i wierny---> to jest ich taktyka '

                  Równie dobrze tak może zrobić prawnik, handlowiec, sprzedawca w sklepie...nie
                  ma jakiejś reguły na to...
                  • Gość: fiona Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 83.12.124.* 10.01.08, 20:30
                    Oczywiście, że tak zachowuje się facet zdradzający żonę, bez względu na zawód.
                    Tylko tak się składa, że w ciągu swoich 10 lat zawodowej pracy żaden handlowiec,
                    księgowy, czy prawnik nigdy nie zamykał mi na klucz drzwi od biura, nie próbował
                    całować i nie składał jednoznacznych propozycji.
                    Przeżyłam mnóstwo służbowych imprez, szkoleń, delegacji, na których różne rzeczy
                    się działy, ale wszystko zawsze trzymało pewien poziom. A tu kurs, pierwszy
                    instruktor jakiego poznałam i bach...
            • Gość: PAN INSTRUKROR Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.09.08, 16:23
              Niestety muszę sie zgodzić z paniami nia ma co ssie oszukiwac. Mam 26 lat jestm instruktorem prawa jazdy od 3 lat. Między instruktorami rozmawia sie o kursantkach i przygodach z nimi. Przyznam sie bo pozostaje anonimowy niestety tak jest ze prawie żadnej atrakcyjnej kursantce nie odpuszcze tak jak 99,9999999 % moich kolegów po fachu. Romanse sa na pozadku dziennym. Na wyposazeniu samochodu z literką L powinno byc ustawowo wymagane posiadanie tzw gumek. Sex z kursantką jest prawie ze standardem. To super przezycie jakiego nei da ci zadna żona ani przyjaciółka. to szybkie numerki w elce. Mazenie kazdego faceta to być instruktorem a kazdy instruktor to idealny podrywacz specjalista w swoim fachu.
              • uczesie poczytałam sobie wątki romansowe dzisiaj 26.09.08, 01:01
                w ramach odstresowania i... z ciekawości
                jestem mężatką, mam maleńkie dziecko, nie uważam się za kobietę mega atrakcyjną
                - mam w domu lustra, świadomość swoich lat i wyglądu, zwłaszcza w porównaniu do
                młodziutkich dziewczyn.
                mój instruktor wie, jaka jest moja sytuacja rodzinna, sam jest z kimś związany,
                ma dziecko.
                mimo tego kilkanaście razy w ciągu jazdy proponuje mi spotkanie, - kolację itp,
                to są zawsze żarty - tzn ja to tak odbieram, ale tak naprawdę skąd mam mieć
                pewność, że on żartuje? [to pytanie do żony instruktora próbującej obalić
                stereotypy]
                oczywiście nie traktuję tego poważnie, z wielu powodów, bo jestem mężatką [nie
                do końca szczęśliwą, ale jednak meżatką], bo nie wyobrazam sobie romansu będąc w
                związku, bo nie wyobrażam sobie rozbić komuś związku, bo nigdy nie patrzę na
                instruktora jako na mężczyznę a jedynie jak na nauczyciela itp itd.
                mój instruktor zna moje nastawienie do życia a mimo tego te propozycje ciągle
                się powtarzają.
                a ja, po przeczytaniu tych wątków, zastanawiam się, dlaczego?
                mam niską samoocenę i nie podejrzewałam, że mogę być dla niego atrakcyjna,
                zawsze traktowałam to tylko jako żart a teraz, po lekturze forum dochodzę do
                wniosku, że mój instruktor chyba rzeczywiście chce sobie podbić ilość
                zaliczonych kursantek,
                najgorsze jest to, że moje odpowiedzi studzące jego teksty, czy odpowiedzi
                żartobliwe, ale zawsze negatywne, czy też kategoryczna prośba o zaprzestanie
                tych 'żarcików' w ogóle nie działają i odbijają się jak groch od ściany.
                propozycje pojawiają się nadal.
                i powiem wam, że dla mnie jest to naprawdę męczące.
                • uczesie Re: poczytałam sobie wątki romansowe dzisiaj 26.09.08, 01:13
                  ps
                  chciałam jeszcze napisać, że mój post kierowałam głównie do żony zakładającej
                  wątek. - powiedz mi - dlaczego sądzisz, ze to kursantki są naiwne skoro mój
                  instruktor podczas 2h jazd składa mi kilka razy propozycje spotkania - po
                  jazdach, mimo iż otwarcie mu powiedziałam, ze te uwagi uważam za niestosowne i
                  niesmaczne.
                  on ponawia je dalej - ja traktuję to jako teksty wpisane w ten zawód, ale powiem
                  szczerze, że mnie to męczy. takie zagadywanie - bo co? liczy na to, że jednak
                  się uda?
                  nie potrafię zrozumieć dlaczego to robi. i dlaczego, mimo, moich, często ostrych
                  odpowiedzi nadal ponawia propozycje.

                  a czekając ostatnio na swoją jazdę miałam okazję słyszeć rozmowę instruktorów,
                  którzy właśnie wymieniali się uwagami nt spotkań z kursantkami....i bynajmniej
                  nie chodziło o jazdy.
                  szczerze mówiąc, byłam zaskoczona i chyba rzeczwyiscie jestem naiwna, bo nigdy
                  nie sądziłam, że w tym biznesie nie chodzi o to, żeby kobietę nauczyć jeździć,
                  ale o to, żeby ją 'przelecieć'.

                  podczas ostatnich manewrów mój instruktor 'bajerował' swoimi gadkami dwie inne
                  kursantki niemal jednocześnie, jedna czekała na jazdy a druga wykonywała manewry...

                  więc nie mogę się zgodzić z twoimi wypowiedziami, dobra żono, niestety, choć
                  ubolewam nad tym faktem, bo dla mnie takie zachowanie jest... ujmijmy to
                  delikatnie, niesmaczne.
        • Gość: :::: Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.autocom.pl 12.01.08, 22:40
          nie mnie to udowadniaj:}
          na 100% wierzysz w to co mówisz? nie można być wszystkiego pewnym

          zwykle życie pokazuje, że nawet ta najbardziej przekonana o "świętości" swojego faceta, mówiąca (pobożne życzenia?) o wspaniałym zrozumieniu itd. (ile takich kobiet jest na sąsiednich forach...), jak to im razem wspaniale i jak to on ją kocha (ona tak uważa, a jak jest na prawdę to zostaje w głowie faceta) doznaje opadu szczeny i...no właśnie

          to nie reguła, ale w tym "stereotypie" jest wiele prawdy, nie tylko instruktorzy, każdej innej pracy, w której jest jakiś żeński pierwiastek (a kursantek zapatrzonych i podziwiających tych wspaniałych instruktorów jest wiele, a im w to graj - który facet nie lubi być podziwiany - to stąd się wzięło, że ten zawód "sprzyja", podobnie jak inni "instruktorzy np w siłowni itd - czyli ci, którzy maja czym zaimponować i lubią imponować, to łechta ich ego, w normalnej pracy biurowej nie zawsze na taka skalę sie da zaimponować młodej siksie (bo duzo takich na kursach , przecież większość tuż po 18 lub coś koło tego robi PJ, a faceci ze stażem małżeńskim lubią taką odskocznię dodatkowo - młode "mięsko", czują się atrakcyjni itd.)

          nie uważam że TYLKO i WYŁĄCZNIE zawód instruktora sprzyja romansom,ale to dość specyficzna "branża" specyficzne warunki (wspólne spędzany czas, chcąc nie chcąc jakiś kontakt sie nawiązuje i nie uwierzę, jeśli żaden facet-instruktor nie pomyśli choć przez moment o swojej kursantce jak o "samicy"

          dużo mogłabym pisać...

          prawda z wykle jest po środku, ale myslę, że nie ma co nigdy uparcie twierdzić, że doskonale zna się drugiegi człowieka i że nie wywinie ci on nigdy ale to nigdy numeru, którego byś się po nim nie spodziewała (no właśnie, zaskoczenie polega na tym, że sie inie spodziewamy, bo niby tak "doskonale" znamy drugą stronę

          zaufanie zaufaniem, ale rzeczywistość to nie tzw. pobożne rzyczenia i czasem działa wbrew nam i wbrew temu co byśmy sobie mysleli
        • Gość: danka Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.08.08, 11:40
          też jestem żona instruktora - i co , do tej pory myślałam, że świat poza mna nie istnieje, a jednak mylilam się.Kursantka, samotna jeżdzi z moim mężem, uczy się zdaje egzamin i wysyła sms, że jednak boi się jeździć i czy by jej nie pomógł. Pomaga raz. Drugi sms błagalny o pokazanie dużego miasta jak się tam jeździ - znów pomaga. Do domu wraca spóźniony - i wcale nie czuje się winny - bo nic złego nie zrobił. To było miesiąc temu. I od miesiąca sms z podziękowaniami, prosbami o spotkanie, pojeżd żenie jeszce bo niby się boi sama, a mój mąż mota się - znam go jak go coś gryzie nie może spać jest małomówny, o pracy wcale nie rozmawia. Niby jest miły, kochający ale jest jakieś ale między nami. On nie wie,że jasię domyślam. Ostatni sms wczoraj - pojeździmy - odpowiedź mojego męża - nie mogę bo dojeżdżam syna do egazminu. anajfajnijsze jest to, że podczas urlopu mojego męża smsy nie przychodziły. Zaraz ;po urlopie ona pyta jak minął urlop - odpowiedż męża jak 150. Co robię ja - schudłam 2 kg i czekam na rozwój wypadków.
          • Gość: j. Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.chello.pl 09.08.08, 11:51
            Danko, nie mam meza instruktora, ale napisze cos.

            > Co robię ja - schudłam 2 kg i czekam na rozwój wypadkó
            > w.

            Nie czekaj, bo wypadki potocza sie dwojako.
            1. zgodzi sie i zacznie sie romans, niekoniecznie skonsumowany od razu, ale juz atrakcyjny. dla kursantki zapewne zabawowy tylko.
            2. nie zgodzi sie. ale zacznie sie czuc jak bohater i Ty do roli zony bohatera ne dorosniesz.
            No sorry.

            Powiedz mu, ze widzisz jak przezywa to, ze niektorzy nie umieja sie odpepnic i boja sie jezdzic sami. I ze nie moze tego tak przezywac bo tacy ludzie niesamodzielni beda zawsze.
            Rozumiesz?
            Pogadaj, ale sprowadz to do pracy, do tego ze kursanci sa tylko klientami, ktorzy sie zmieniaja, ktorzy sie przywiazuja, nie umieja odczepic i ze dla zdrwowia psychicznego lepiej sie odciac od pracy po pracy.

            W zadnym wypadku nie zdawaj sie na rozwoj wypadkow, jesli juz cos widzisz. Lepiej pogadac, niz kontrolowac w nieskonczonosc komorke. 2 kilo to dobry wynik, ale wiecej to juz patologia.
            pozdr
                • permanentne_7_niebo Re: żony instruktorów a stereotypy 09.08.08, 13:47
                  Dla mnie taki koleś jest skończony jako facet i jako instruktor. To
                  jest żenada nie instruktor. Pomyśl o tym w ten sposób. Najpierw jest
                  pięknie, tylko wiesz, tylko że potem zostaje cholerny niesmak do
                  takiego kolesia, poczucie, że jest żenujący, a śmieszności nie umie
                  znieść żadna laska. I on o tym doskonale wie, ten Twój facet. I nie
                  będzie odwalał, bo faceci bardzo nie chcą być śmieszni.
              • Gość: j. Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.chello.pl 09.08.08, 16:22
                > czy raczej mysleć, że zrobił i chudnąć
                > choc to podobno patologia.

                Oj, nie masz poczucia humoru.
                (ktore nie jest tozsame z rechotem bez powodu)

                > Przeżyłabym szybki seks, ale zauroczenie, romans to
                > za dużo.

                Nie wierze. Ale jesli tak piszesz, to juz sama sobie robisz wielka krzywde.
                Zauroczenia nie udowodnisz, a seks to zdrada. koniec.


                > Próby jakiejkolwiek rozmowy na ten temat kończa się fiaskiem

                Nie wiem, czy to literowka, czy naprawde rozmawiasz z ta dziewczyna. Ja zostaw,
                to klientka tylko, nie wejdziesz jej do glowy. Twoja druga polowa jest maz i z
                nim porozwmawiaj. O pracy. tak jak pisalam. ale chyba nie zrozumialas.
          • permanentne_7_niebo Re: żony instruktorów a stereotypy 09.08.08, 13:10
            Heh, takich lasek to ja już nie rozumiem... nie wiem, dla mnie facet
            zajęty jest wykastrowany.
            Facet Cię kocha, tylko nie wie, jak powiedzieć sp.., żeby to nie
            zabrzmiało chamsko – jest instruktorem i nie chce zrażać do siebie
            kursanta, który będzie zrażony także do jazd; chce być postrzegany
            jako człowiek miły etc.

            Moim zdaniem powinien być bardziej stanowczy. A to jest możliwe. Już
            opowiadałam. P. ma żonę, małego dzieciaczka, jest koło 30.
            Kursantkom może się podobać i na pewno ma z niektórymi dziewczynami
            problemy, bo te problemy są normą. Przychodzi kiedyś do mnie
            kursantka, blondynka, epatująca swoją kobiecością, wiecie taka mała
            zarywaczka, bardzo sympatyczna – i pytam, jak się jeździło –
            odpowiada, że z P. beznadziejnie, bo nie m poczucia humoru, z M.
            super, bo się można pozgrywać. Od razu wiedziałam, o co poszło i
            rzeczywiście, jakieś próby flirtu P. potraktowałby stanowczo i jako
            nic zabawnego. Ale jak się jeździ z P. to do głowy nie przyjdzie
            cokolwiek poza jazdą, jest przesympatyczny i prywatnie jest świetnym
            kumplem, ale ja bym po prostu nigdy nie wpadła na to, żeby myśleć o
            P. w tych kategoriach... tylko ja może po prostu już nie chciałam na
            to wpadać. On kursantkom na coś takiego nie pozwoli, trzyma dystans,
            jest ogólnie facetem stanowczym i potrafi krótko trzymać, jeśli mi
            potrafił zamknąć buzię i nie mówiłam żadnej z tych rzeczy „a bo mój
            instruktor to powiedział, że wskaźnik poziomu oleju....”.

            Ja wiem, bo ja go mogę sobie porównać z M., który ma właśnie ten
            styl „poczucia humoru”, ile razy do mnie wpadał i żartował, że
            zamykamy na godzinę interes, w tym stylu, nie rozwodząc się zbytnio.
            I były to rzecz jasna żarty, ale tego typu. No ale widzisz, on
            pozwala na coś takiego – i w tym tkwi błąd. P. nie... i gdyby P. był
            inny to nikt z nas by go tak nie szanował i nie cenił jego
            profesjonalizmu. Bo jest profesjonalistą w każdym calu.

            Teraz mam kontakt z instruktorem, który do mnie dzwoni, pisze smsy,
            siedzimy wieczorami na nk i ględzimy o ruchu drogowym... z
            perspektywy żony to też może wyglądać dziwnie.

            Wszystko jest więc kwestią podejścia, w tej branży trzeba sobie
            umieć radzić z tego typu problemami. I Twój facet musi to jakoś
            rozwiązać.
        • Gość: lola Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 212.191.172.* 01.03.09, 22:01
          Nie masz przynajmniej w połowie. Bo połowa z nich to podrywacze,
          którzy skorzystają ... Miałam okazję spotkac takiego pana na swojej
          drodze i bynajmniej z palca tego teraz nie wysysam, bo nie mam po
          co ...
          Nie generalizuję, bo są i porządni instruktorzy, aczkolwiek nie
          broniłabym ich wszystkich az tak bardzo.

          Pozdrawiam,
    • Gość: ziołowa Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 83.14.217.* 10.01.08, 17:23
      dodi co sie tak burzysz ha ha prawda boli to wiem, nie rozumiesz tylko jednej
      rzeczy jak świat światem faceci wolą młodsze kobietki niedoświadczone i tak to
      już jest więc nie mów jacy to instruktorzy są wierni i nie zaczepiają kursantek
      chyba cos musi być na rzeczy skoro co drugi wątek na forum tego dotyczy, a swoją
      drogą to wielka bezczelnośc z ich strony grac na emocjach kursantek co oni sobie
      wyobrażają, jakby każdy facet w pracy molestował tak podwładna to by jeden
      wielki burd.. był na świecie ,Za dużo sobie pozwalacie Instruktorzy a potem masa
      osób egzaminów nie zdaję i kółko sie zamyka zastanówcie sie nad zmianą zawodu
      zamiast bajerowac uczyć - CAłA filozofia czy to tak trudno zrozumiec
    • Gość: ziołowa Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 83.14.217.* 10.01.08, 17:26
      dodi co sie tak burzysz ha ha prawda boli , nie rozumiesz tylko jednej
      rzeczy jak świat światem faceci wolą młodsze kobietki niedoświadczone i tak to
      już jest więc nie mów jacy to instruktorzy są wierni i nie zaczepiają kursantek
      chyba cos musi być na rzeczy skoro co drugi wątek na forum tego dotyczy, a swoją
      drogą to wielka bezczelnośc z ich strony grac na emocjach kursantek co oni sobie
      wyobrażają, jakby każdy facet w pracy molestował tak podwładna to by jeden
      wielki burd.. był na świecie ,Za dużo sobie pozwalacie a potem masa
      osób egzaminów nie zdaję i kółko sie zamyka zastanówcie sie nad zmianą zawodu
      zamiast bajerowac uczyć - CAłA filozofia czy to tak trudno zrozumiec
      • Gość: ziołowa Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 83.14.217.* 10.01.08, 19:08
        bo taka jest niestety prawda ,ja nie chce nikomu dokopać tylko nie lubie jak z
        czarnego robi się białe, uważam że to skrajna nieodpowiedzialnośc wysyłać jakies
        dwuznaczne sygnały do kursantek rzekomo aby rozładować stres,my jestesmy
        dorosłymi ludzmi mniej lub bardziej poważnymi czy infantylnimi, człowiek płaci
        za kurs chce się czegoś nauczyc a instruktor nie potraktuje poważnie klienta
        tylko uskutecznia jakies zabawy i gry,pytam w jakim celu przeciez nikt tak w
        pracy nie robi, gdzie tu powaga i sumienne wykonywanie obowiązków ,
        • Gość: dobra wśród żon Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.68.75.151.debica75.tnp.pl 10.01.08, 20:21
          hehehehehehe ale się ubawiłam. Ziołowa dzięki!!!!!!!!!! Twoje teksty
          są rozbrająjące. Tylko nie wiem czy dobrze zrozumiałam. Czy ty
          naprawde myslisz, że nie zdany egzamin to wina instruktora?????????
          Jesli tak to przypomnij sobie stare porzekadło "do pustego to nawet
          Salomon nie naleje" hihihihihihi...

          I ty nie otwieraj mi prosze oczu, bo będe musiała zacząć okluary
          nosić. Twój ignorancji ton jest tylko śmieszny. Nic więcej o nim
          powiedziec sie nie da. A te brednie które wypisujesz, cóż, nawet nie
          chce mi się do nich odnosić. "Jestesmy dorosłymi ludzmi mniej lub
          bardziej poważnymi" dobrze to okresliłaś, tylko radze większy nacisk
          kłaśc na MNIEJ POWAŻNE
            • Gość: eeeech do ziołowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.01.08, 23:21
              Ziołowa piszesz, aby uczyli!!
              Owszem instruktorzy uczą, ale cóż, jeśli niektóre sztuki są oporne
              na wiedze!!!!!
              Boja się, że złamią sobie, tipsy podczas kręcenia kierownica,lub nie
              wiedzą, jaki właśnie znak minęły ( a był to STOP) i zastanawiają
              się, co one takiego złego zrobiły hihihi, Cóż nawet najcierpliwszemu
              instruktorowi się odechciewa uczyć opornych na wiedzę!!
              Pozdrowienia dla OPORNYCH ;-)))


    • Gość: Jagodka Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.toya.net.pl 10.01.08, 23:54
      Ja jeszcze nie jestem żoną, ale będę w sierpniu:) Według mnie zawód
      jak każdy inny... Mój narzeczony sporo opowiada mi o pracy.
      Początkowo było mi ciężko, bo każdy pytał czy się nie boję, że tyle
      małolat (tzn. też do najstarszych nie należę, bo mam 23 lata, a mój
      narzeczony 24), że może miec wiele dziewczyn na boku...sama zanim
      zaczęliśmy byc ze sobą się zawsze śmiałam, że będzie musiał zmienic
      pracę albo będę z nim jeździła...No ale ani jedno ani drugie wyjście
      nie weszło w grę i tak minął rok naszego związku. Były sytuacje, że
      sweet 17-18 wyznawały mu miłośc przez sms-y itp. No, ale jak widac
      wybrał mnie:) W sierpniu się pobieramy i jesteśmy szczęśliwi i nie
      sądzę, żeby kiedykolwiek zaryzykował to co jest między nami dla
      jakiejś przygody... Zaufanie, zaufanie i jeszcze raz zaufanie:)
      • Gość: dobra wśród żon Re: I będziecie tak się sprzeczać do usranej śmie IP: 195.47.201.* 11.01.08, 10:44
        Nie wiem dlaczego, ale jakos nie jest mi żal tych biedactw, które
        zostają oczarowane i wykorzystane przez tych "złych" instruktorów.
        Każdy ma to na co zasługuje. W każdej sytuacji można zachowac się
        tak jak nam to podpowiada sumienie. No i trzeba liczyć się z
        konsekwencjami.

        Myslę też że wiele kursantek na tym forum leczy swoje kompleksy.
        Idąc na kurs spodziewały się że uczyc ich będzie królewicz z bajki,
        który porwie je na białego konia i powiezie w siną dal. A tam okazł
        się być zwykły człowiek, który często nawet nie bardzo zwróci na nie
        uwagę, zastanawiając się kiedy w końcu zacznią jako tako jeździć.
        Wiec teraz hura, prześcigują się w wymyślaniu erotycznych histori o
        tym jak to rzekomo były uwodzone, kuszone i bajerowne.

        Kochane czas dorosnąć. Nauczyć się szacunku dla samych siebie.
        Przestac fantazjowac i zacząć mocną stąpać po ziemie. Może wtedy
        zauwazycie to, że nie każdy facet ślini się na wasz widok (bo
        narazie wydaje się wam że tak jest)i naprawdę nie każda sytuacja ma
        podtekst erotyczny.
        • Gość: Jagodka Re: I będziecie tak się sprzeczać do usranej śmie IP: *.toya.net.pl 11.01.08, 10:57
          Ja idąc na kurs szłam się nauczyc jeździc (było to stosunkowo
          niedawno) i moj instruktor (obecnie jak już pisałam mój narzeczony)
          umożliwił mi to w 1000000%. Owszem rozmawialiśmy szczególnie, że nić
          porozumienia nawiązała się między nami od razu. Było miło, wesoło
          ale nie było o niczym innym mowy. Kurs to kurs i on miał mnie
          nauczyc jeździc.Dopiero jak spełnił swoje zadanie (zdałam za 1
          razem) to już jako osoby prywatne mogliśmy zdecydowac co dalej. I
          moim zdaniem tak powinno byc:) Znam ten zawód naprawde dobrze od
          strony instruktora i to srodowisko i wiem ze ludzie sa rozni, ale
          sama u mnie w pracy tez spotkalam sie z roznymi tekstami wiec to nie
          wynika ze specyfiki tego zawodu. Instruktorzy sa rozni, ale
          kursantki tez... Jesli kursantka na pierwszej godzinie jazdy bez
          rozpoczecia tematu chocby zblizonego wypytuje o to czy instruktor ma
          dziewczyne/zone i czy nie chcialby miec innej (a takie panienki tez
          sie zdarzaja, ktore pytaja od razu wprost) to cos chyba jest nie
          tak...Ale to tylko moje skromne zdanie:)
        • Gość: Fiona Re: I będziecie tak się sprzeczać do usranej śmie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.08, 11:02
          Nie jestem biedactwem, nie spodziewałam się królewicza, ten, którego
          mam w domu w zupełności zaspokaja wyobrażenia w tym zakresie ;).
          Żadnych historii nie wymyslam. Bo i niby po co?
          Ja tylko chciałam nauczyć się jeździć.
          Wcale mi siebie nie było żal, wiedziałam co robić gdy instruktor
          mimo mojego wyraźnego 'nie' na propozycję spotkania w celach
          erotycznych, na następnej jeździe wywiózł mnie na jakiś pusty
          ciemmny parking, zablokował drzwi i próbował się do mnie dobierać.
          Z tym, że jednak 18-te urodziny miałam dawno temu ;).
          To jego żony żal mi bardzo. Tym bardziej, że wiem, że nie byłam ani
          pierwsza ani zapewne ostatnia. Pewnie dlatego nie zrobiłam rozróby w
          ośrodku, w którym pracował tylko po prostu poprosiłam o innego
          instruktora uzasadniając prośbę argumentami o dużo mniejszym
          ciężarze gatunkowym. Chociaż, gdyby ktoś poszedł z tym do szefa
          ośrodka to może odechciałoby mu się takich akcji.

          Sumienie 18-letniej kursantki? No zapewne tak.
          Ale co z sumieniem żonatego instruktora?
            • Gość: Fiona Re: I będziecie tak się sprzeczać do usranej śmie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.08, 11:26
              Oczywiście, że ludzie są różni.
              Ale poznając środowsko instruktorów widzę, że zjawisko przybiera tu
              skalę zdecydwanie większą niż gdzie indziej.
              Może to specyfika warunków pracy i sytuacji, może fakt, że młode
              kursantki bywają łatwym łupem, a 'okazja czyni złodzieja', zapewne
              część z tych dziewczyn jest naiwna licząc na ... no w zasadzie na
              co? i nadinterpretuje zachowanie instruktora?
              Ale bycie naiwną w wieku lat 18-tu to święte prawo młodości, nie
              popieram, ale rozumiem, też kiedyś miałam 18 lat.
              To instruktor jest dorosłym człowiekiem, który ma zobowiązania. I on
              powinien zachowywać się tak, aby dziewczyna nie zaczęła sobie
              wyobrażać Bóg wie czego. W wyuzdane młode panienki rzucające się na
              niewinnych chłpców nie wierzę.
              Przynajmniej nie na masową skalę ;).
              • Gość: x do jagody IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.08, 11:30
                No widzisz ma rację że ludzie są różni i nie ma co wrzucać wszystkich
                instruktorów do jednego wora.... ale bardzo denerwują mnie wypowiedzi tych
                żonek, które nie są świadome jacy są CI właśnie niektórzy ... i o wszystko
                oskarżają 18 -ki . Ja mam znacznie więcej i też nie przypuszczałam, że ktoś może
                się tak zachowywać w SWOJEJ PRACY.
                • Gość: Jagodka Re: do jagody IP: *.toya.net.pl 11.01.08, 11:51
                  To nie ma byc forma oskarzenia 18-latki, tylko teraz nasunela mi sie
                  komiczna sytuacja na mysl - sytuacja realna z lipca 2007:) Czekalam
                  na mojego narzeczonego pod auto szkołą i przy okazji rozmawiałam też
                  z instruktorem, który tam pracuje i kolegują się z moim Pawłem.
                  Przyjechało 2 instruktorów z kursantkami,które najwyrazniej sie
                  znaly (jednym z tych instruktorów był moj narzeczony). I slysze ich
                  rozmowe jak przechodzily obok nas (nie wiedzac ze to moj chlopak):)
                  Cytuję: - Fajny ten Paweł, ciekawe czy jest łatwy... Wtedy mnie
                  zmurowało, ale nie dlatego ze czulam sie zagrozona tylko z szoku:)
                  • Gość: Fiona Re: do jagody IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.08, 12:06
                    Ja to dopiero byłam w szoku na piwkowym spotkaniu, w którym
                    uczestniczyło kilku instruktórów /żony oczywiście zostały w domu z
                    dziećmi/:
                    'Nie oddam Ci Kasi, bo mi ją wyeksploatujesz i dla mnie nic nie
                    zostanie' /chłopak nie mógł jakiś czas jeźdzć, bo wyjeżdżał na
                    wakcje, a dziewczyna niebawem miała egzamin i poprosiła, żeby kogoś
                    jej na czas jego nieobecności polecił/.
                    'Jeździsz jutro z tą blondyką? No, to czeka Cię dużo przyjemnosci w
                    pracy'.
                    I całe właściwie spotkanie opowieści o kursantkach, ich walorach i
                    jakby najmniej o ich umiejętnosciach w zakresie jazdy.
                    I moja i Twoja opowieść jest prawdziwa.
                    Właśnie radio doniosło, że kursantka złożyła doniesienie do
                    prokuratury o popełnieniu przestępstwa na swojego instruktora z
                    powodu molestowania.
                    Takie rzeczy naprawdę się zdarzają. Niepokojąco często, niestety.
                    • Gość: Jagodka Re: do jagody IP: *.toya.net.pl 11.01.08, 12:12
                      Wiem, że się zdarzają, bo zdarzało mi się uczestniczyc w tego typu
                      spotkaniach, zreszta dosc czesto i tez slyszalam sporo. Zreszta
                      wiekszsc instruktorow przychodzilo bez zon, dziewczyn ( w sumie
                      tylko moj Pawel i ten jego kolega o ktorym wczesniej pisalam
                      zabierali nas tzn. mnie i dziewczyne tego kolegi). Wiec wierz mi ze
                      sporo sie nasluchalam historii o kursantkach.
          • Gość: dobra wśród żon Re: I będziecie tak się sprzeczać do usranej śmie IP: 195.47.201.* 11.01.08, 11:28
            Fiona zachowanie instruktora które opisujesz jest dla mnie
            niewyobrażlane. Twoja reakcja powinna być adekwatna do aytuacji.
            Facet powinien dostac w pysk a o całym zajściu powinien byc
            poinformowany jego szef. Przy najmniej ja bym tak zrobiła. To co
            opisujesz (nie rozumiem co prawda dlaczego po kilku wypowiedziach
            dopiero teraz przedstawiasz konkrety) to już nie jest zwykły podryw
            czy wysuwanie propozycji, tylko bezczalna akcja, ktora niestety
            mogła się dla Ciebie mniej szczęśliwie skończyć. Milcząc na ten
            temat umozlwiłaś mu tylko kontynuowanie tych praktyk. Żyje sobie w
            poczuciu bezkarności, skoro nic nie powiedziałaś ty, to i pewnie nic
            nie powiedziało wiele dziewczyn z którymi miał do czynienia.

            Moim zdaniem ostre sytuacje wymagają ostrego podejścia i
            natychmiastowej reakcji.

            • Gość: Fiona Re: I będziecie tak się sprzeczać do usranej śmie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.01.08, 11:42
              Być może masz rację. Nie zrobiłabym rozróby, bo ryzykowałbym
              rozbicie jego małżeństwa, mieszkam w niedużym mieście,
              prawdopodobonieństwo, że żona dowiedziałby się o moich oskarżeniach
              było duże. Widywałam ją czasem, ich dzieci też. Żona bardzo ładna i
              zadbana dziewczyna z wyższym wykształceniem, dzieciaki urocze.
              W całej sytuacji jest też jakaś moja wina. Może powinnam reagować
              wcześniej na wszystkie jego teksty, komplementy i aluzje zamiast
              obracać je w żart. No ale właśnie, granica między żartem a
              autentyczną propozycją, między flirtem a molestowaniem, bywa płynna.
              W sensie fizycznego kontaktu akcja była piewszą i ostatnią. W pysk
              nie dałam, jakoś tak tego typu zachowanie nie leży w mojej naturze,
              chłopak został poinformowany, że poproszę o zmianę instruktora akcji
              zaprzestał i nawet tę godzinę dojeździliśmy do końca. Przeprosił
              mnie i potem już zachowywał się bez zarzutu /ale to na gruncie
              towarzyskim, w elce nigy się już potem nie spotkaliśmy/.
              Wiem, że gdybym nie zmieniła instruktora do końca kursu by mnie już
              nie dotknął.
              Ale gdybym była młodą, zbajerowaną i zakochaną kursantką...? Czy to
              naprawdę byłaby głównie moja wina?
        • Gość: kursantka 23:) Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.adsl.inetia.pl 18.04.10, 20:16
          Ja powiem tak,zaczelam kurs w lutym,idąc tam nie mialam nawet pojecia o tych
          wszystkich stereotypach i sytuacjach o jakich opowiadają kursantki na roznych
          forac.Teraz jestem w trakcie jazd dokładnie polowa juz za mna 15 godz.i niestety
          jestem w stanie uwiezyc w te waszystkie historie o ktorych pisza te mlode
          dziewczyny,i tutaj zwracam sie do zon instruktorów,ze to nie do konca wina tych
          niby glupich,naiwnych i napalonych kursantek,mnie przerazilo podejscie mojego
          instruktora rowniez mojego wykladowcy jak sie okazalo,juz na wykladach bylo
          widac ze inaczej traktuje mnie na tle grupy,wybral jedna osobe z ktora jezdzi
          jestem nia ja,idac na pierwsze jazdy nigdy bym nie pomyslala ze tak moze sie
          zachowywac,jak tylko wsiadlam zaczely sie glupie
          teksty,komplementy,usmiechy,spojrzenia ukratkiem,wypytywanie o bardzo prywatne
          intymne rzeczy na ktore nie mialam ochoty rozmawiac z moim instruktorem,Pan
          instruktor mimo ze zonaty i ma dzieci nigdy nie nosil obraczki,moim sposobem na
          tego nachalnego instruktora bylo trzymanie dystansu robie to dotej pory ale jego
          stosunek sie nie zmienia ciagle powtaza ze "ma do mnie slabosc"tak nie mozna
          drodzy instruktorzy oczywiscie nie bije tu do wszystkich tylko do tych co maja
          cos na sumieniu,robicie to dla zabawy czy poprostu aby zabic nude,to nie etyczne
          nie moralne,ja akurat jestem kobieta ktora zna swoja wartosc i ma swoje zasady i
          takie zachowanie nie robi na mnie wrazenia ale kursantkami sa rozne kobiety
          czasem bardzo mlode,moze naiwnie,a instruktorzy to w wiekszosci Panowie dojrzali
          a w dodatku w pracy i nie powinno im nawet przyjsc do glowy aby kozystac z
          takich sytuacji i balamucic te biedne dziewczyny,ktore potem zakochane wypisuja
          rozne rzeczy na forach.Jestem ciekawa czy gdybym nie trzymala dystansu i nie
          sprowadzala na ziemie mojego pana instruktora ktory zreszta ma rodzine co by sie
          wydarzylo ja znam juz odpowiedz a Wy dopiszcie swoja...:)
          Nie rozumiem tez zon instruktorow narzekaja ze te kursanki pisza smsy dzwonia sa
          takie zle,pytanie czemu? czy przypatkiem instruktor nie daje do tego powodow???
          a moze nawet ukrywa fakt ze ma kogos,przykro mi to pisac ale ja mysle ze to co
          sie dzieje to glownie wina instruktorow!!!i to oni sa za to odpowiedzialni,nie
          wieze w to ze idzie sobie dziewczyna na kurs i mysli a poderwe instruktora,moim
          zdaniem to instruktor wyznacza granice,jak trzyma dystans to zadna kobietka nie
          pokusi sie na glupie teksty czy tym bardziej podryw takie jest moje zdanie ale
          byc moze sie myle:)
          • Gość: mili Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.chello.pl 21.04.10, 08:23
            prawda zawsze lezy po srodku
            Jezdzilam z roznymi instruktorami, jako ze bylam wyjatkowo oporna na
            widze-)Wprawdzie dawno przestalam byc malolata, ale nadal jestem atrakcyjna
            kobieta. Tylko raz przydazyla mi sie sytuacja, ze zmienilam instruktora, ale
            trafilam na specyficzny sort czlowieka, szeroko z reszta omawianego juz na tym
            forum. Poza tym jednym przypadkiem nie zadazylo mi sie byc molestowana,
            nagabywana, nie przydazyla mi sie proba zmiany relacji klient-firma swiadczaca
            uslugi. I ucinajac mozliwe dyskusje - nie jestem ani brzydka, ani stara-)) Jesli
            kursantka nie pozwoli na okreslone zachowanie wobec siebie - nie bedzie takiego
            zachowania, to proste. Oczywiscie latwiej jest zachowac dystans gdy sie ma
            troche wiecej niz 19 lat i nieco oleum w glowie.
            Tez dzwonilam i wysylalam smsy do swoich instruktorow. Zeby: umowic sie na
            jazdy, odwolac jazdy i poinformowac o wyniku egzaminu.
            Dla zon instruktorow: zawod jak kazdy inny. Romans mozna miec i w korporacyjnym
            biurze, gdzie tez roi sie od malolatow. Lekarz tez ma mnostwo pacjentek w roznym
            wieku , a taki ginekolog to juz wogole same kobiety oglada -))
            Z drugiej strony jak sie nagle przez dzien takiego mlodego chlopaka przewija
            nagle zatrzesienie malolat, mozne poczuc sie bogiem - zwlaszcza ze to on ma
            wladze w tym samochodzie.
      • Gość: dobra wśród żon Re: żony instruktorów a stereotypy IP: 87.116.220.* 11.01.08, 19:31
        Ziołowa ty zanim zaczniesz głupoty wypisywac sięganij po słownik
        ortografii, bo te Twoje błędy mówią o Tobie więcej niz przypuszczasz.

        Jak mozna kogokolwiek (a tym bardziej kobietę) nazywać "świerza
        cielencinka". Czy ty już całkiem rozum postradałaś? Z drugiej strony
        jeśli tak się wysoko cenisz, nie ma się co dziwić, że padasz ofiarą
        łowców (męzczyzn). Mając takie dobre zdanie o sobie i innych
        dziewczynach powinnaś chyba jakąś sektę założyć i składać sie w
        ofierze męskiemu guru (jak na dobre mięcho przystało)hihihihihihihi

        Oj Ziołowa kobiety takie jak Ty to się chyba proszą o przygody. I
        choc nie przepadam za wygłaszaniem radykalnych opinii tym razem się
        nie powstrzymam. Mam nadzieję że kiedyś ktoś ci pokaże gdzie jest
        Twoje miejsce (jakś latarnia czy coś hihihihihihihihihi) Będziesz
        mogła tam ofiarować swoje "atrakcyjne" ciałko do woli.
      • Gość: żona instruktora Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.adsl.inetia.pl 02.06.10, 19:07
        Mój mąż jest instruktorem od kilku lat. Wiem , bo czasem mi opowiada, że są kursantki niezależnie od wieku tzw. "lepiące". Próbują być super milutkie......czasem mówią misiu, kochanie itp. On już się do tego przyzwyczaił do tych zaproszeń na kawkę..... Z natury jest wesołym człowiekiem, pożartuje, uśmiechnie się i stara się być po prostu miły ale to robi bo jednak zawsze myśli o naszej rodzinie. Każda dodatkowa lekcja to są dla nas pieniądze na nasz wyjazd, zabawy , rzeczy dla dzieci itp. Dlatego drogie kursantki nie wszyscy chcą się umówić, iść na kawkę - są mili bo to tylko dla nich zarobek i dobra REKLAMA dla innych potencjalnych kursantów.
        No i jeszcze jedno.... tak na prawdę to wszystko zależy od charakteru bo te 30 godzin szybko minie i są następne.... a jak ktoś chce zdradzić to zrobi obojętnie gdzie i jaką pracę będzie wykonywał.
    • Gość: linia.frontu Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.01.08, 21:44
      Gość portalu: dobra wśród żon napisał(a):

      > Zakładam forum dla żonek, Panów którzy śmigają elkami.
      >
      > Co myślicie o tych wszystkich stereotypach, które jak sępy krążą
      > wokół tego zawodu Że niby podrywcze, babiarze, że żadnej nie
      > przepuszczą.
      >
      > Jakimi sa mężczyznami. Co w domu mówią o swojej pracy? Jak wam sie
      > czyta na forum o tych wszystkich intymnych sytuacjach, które
      > rzekomamo maja miejsce w ciasnych elkach?

      Na wstępie zaznaczę, że moje kontakty w swerze miłosno-flirciarsko-
      seksualno-jakiejtamchcecie ograniczały się po prostu: do wolnych,
      nie związanych z nikim innym FACETÓW.

      Myślę, że dziewczyny-nieżony, trochę przesadzają - mimo wszystko
      wierzę nie tyle w facetów, ile w uczciwość i moralność ludzką. Bycie
      miłym może być różnie interpretowane, nierzadko też flirt panowie
      Instruktorzy traktują jak część zawodu - z racji tego, że niektóre
      kursantki tego oczekują, niektórzy mają taki sposób bycia, ale w ich
      psychice nie wiąże się to z żadną formą zdrady, czy nieuczciwości
      małżeńskiej. Pracuję z ludźmi, wielu z moich interesantów to osoby
      młode płci męskiej, które moje służbowe bycie miłym traktują jak
      zachętę do znajomości nieoficjalnej, a jestem tylko miła i nic poza
      tym, po prostu tego wymaga moje stanowisko. Robiłam kurs, więc wiem,
      że atmosfera w aucie sprzyja powstawaniu kontaktów - spędza się z
      kimś 30 godzin, to już trochę czasu.
      Więc nie - zdecydowanie nie wszyscy i nie należy uogólniać. Wielu
      instruktorów traktuje swoją pracę, jak pracę, 8 godzin i do domu;
      wielu z nich jest najzupełniej normalnych.
      Wielu jest prowokowanych przez kursantki, nie oszukujmy się.

      Ale te dziewczyny też mają swoją prawdę i chcą po prostu, by w tą
      prawdę wierzono, szukają tu potwierdzenia tego, że nie są w tej
      sytuacji same, że nie zawiniły, są takie, które naprawdę trafiły na
      dupków, a to się zauważa dopiero po jakimś czasie, wtedy, kiedy już
      nie ma miejsca na miłość, czy jak zwał (bo dla mnie o miłości można
      mówić po 20 latach małżeństwa; ja bym to nazwała fascynacją, lub
      zakochaniem - a to też potrafi dać niezłego kopa i nie jest gorsze
      od miłości). I po prostu wszystko, co robią to bronią swojej prawdy,
      a prawdy trzeba bronić za wszelką cenę, zwłaszcza w swojej sprawie:).

      Pewnie oczekujecie, że się opowiem za którąś ze stron: każda ma
      swoje racje. Nie przesadzałabym - tego typu sytuacje nie są skazą
      zawodową, wierzę... wiem, że wielu, nawet młodych instruktorow,
      traktuje swoją pracę poważnie - i doskonale wiem, że można
      sprowokować, bo sama byłam zakochana w instruktorze, byłam raczej
      bezkrytycznie zapatrzona w ideał profesjonalizmu i rzetelności; do
      tego ten ideał naprawdę mnie słuchał i pomógł mi ruszyć tyłek z
      marginesu społecznego i stanąć na nogi - motywował mnie uporczywie i
      doceniał, czego nigdy mu nie zapomnę.
      Z drugiej strony (a jestem przecież po tej drugiej) - nie należy
      bagatelizować uczuć dziewczyn-nieżon - choćby nawet były naiwne i
      głupie - miłość, czy jak zwał, jest przecież naiwna i głupia - bo
      po prostu nie należy lekceważyć n i c z y i c h uczuć. Ja też byłam
      naiwna, mój "facet" nie musiał mi w tym w ogole pomagać - a postawił
      sprawę jasno, wiedziałam, w co wchodzę i na ile nie mogę się
      angażować.
      Więc to jest jakaś ich prawda. Z priva, a pisałam z kilkoma
      dziewczynami, wiem, że nie musżą to być głupie siksy, o nie. Bywają
      to dojrzałe, elokwentne, inteligentne dziewczyny. Niektóre z nich
      naprawdę mogą się czuć pokrzywdzone, seks afery w eLkach się
      zdarzają. Ja mam raczej sporo żalu do innego instruktora; w zasadzie
      nic nie było; ale mam żal, że okazał się taki, jaki się okazał. I
      dziewczyny-nieżony, mają prwnie niejednokrotnie prawo czuć się
      oszukane.

      Zresztą: ktokolwiek, kim by nie był - jeśli zdradza osobę, z którą
      się związał, nie jest dla mnie nitylko dupkiem, niczym więcej.
      • Gość: galadriel Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.chello.pl 11.01.08, 23:42
        O prosze-krótko zwiężle i wszystko w temacie.:))a swoją drogą my sie tu kłócimy,bronimy ich albo atakujemy (wedle upodobań), a oni mają nas głęboko (nie napisze gdzie).I jak powiedział mój instruktor:,,facet to tylko facet, widziałaś kiedyś mądrego faceta, zawsze będzie myślał o głupotach,,(cokolwiek miał na myśli).
        • Gość: zdziwiony instr. Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.centertel.pl 12.01.08, 05:40
          Podziwiam zaangażowanie i wytrwałość w tym wątku wielu kobiet. Szczerze
          przyznam, że większość z Was używa logicznych i wiarygodnych argumentów. Prawda
          ma się mniej więcej tak. Brać instruktorska dzieli się na takich co lubią takie
          przygody około 33%, nie lubią i grzecznie pracują około 66%. Pozostaje 1%, który
          może sobie jedynie pomarzyć i musi się reklamować na forum jaki jest "boski", a
          swoimi wypowiedziami przynosi wstyd i hańbę naszej profesji. Tu do pana Xadama:
          jak coś piszesz to zanim wyślesz to przeczytaj i poszukaj sensu. Dzięki temu
          znikniesz z forum Xadamie czy jak kto woli .amie. Normalni instruktorzy mają
          tyle pracy, że nie mogą bez przerwy zaglądać na forum. Musi Ci się nudzić biedny
          chłopie!
          • Gość: galadriel Re: żony instruktorów a stereotypy IP: *.chello.pl 12.01.08, 11:33
            wytrwałość kobiet jest przeogromna drogi zdziwiony inst.-jeszcze nie raz sie o tym przekonasz.A swoją drogą większość z nas tu piszących ma nadzieję iż nasi instruktorzy są właśnie tak zapracowani że nie mają czasu aby zajżeć na to forum,i poczytać o sobie(.co nie zmienia faktu że Tobie sie jednak udało).Śmiem przypuszczać że udaje się też innym instruktorom tylko się do tego nie przyznają-bo po co.
            P.S. Ale żeby tak wejść na forum i od razu jak lew z pazurami na kolege po fachu... eeeee nieładnie...
          • xadam30 Re: żony instruktorów a stereotypy 12.01.08, 14:32
            Witam.
            Jakbyś więcej postrzegał to pewnie nie byłbyś "zdziwiony instruktor"
            (nie uczysz tego ludzi?).

            Gość portalu: zdziwiony instr. napisał(a):

            > Brać instruktorska dzieli się na takich co lubią takie
            > przygody około 33%, nie lubią i grzecznie pracują około 66%.

            Skąd tak precyzyjne statystyki ;/?
            > Pozostaje 1%, który
            > może sobie jedynie pomarzyć i musi się reklamować na forum jaki
            jest "boski",

            tego nie będę komentował

            > a swoimi wypowiedziami przynosi wstyd i hańbę naszej profesji.

            No, tu mnie wkurzyłeś, hehehe! ;-)
            1. Sam się zastanów nad tym co piszesz.
            2. Nie uogólniaj.

            Przynoszę wstyd i hańbę tym np., że mówię dziewczynie, która
            wyjeździła z jednym - "swoim instruktorem" 70h (i g...wno z tego, no
            może nie dokońca) i dalej robią masło maślane, a on dalej Jej mówi,
            że nie może go opuścić i iść do innego instruktora, bo "coś tam".
            Czy obelgi instruktora i wyzywanie kursantki: ty bezmózgu, nie masz
            rozumu! itp. to nie jest wstyd i hańba "Twojej" profesji?!

            > Tu do pana Xadama:
            > jak coś piszesz to zanim wyślesz to przeczytaj i poszukaj sensu.

            To, że czasami luźno gadam, żartuję to Cię boli? No, dobra nie
            jestem taki sztywniakiem jak Ty i co z tego?
            > Dzięki temu
            > znikniesz z forum Xadamie czy jak kto woli .amie.

            No dobra, napisałeś - zaistaniałeś, nara.

            > Normalni instruktorzy mają
            > tyle pracy, że nie mogą bez przerwy zaglądać na forum.

            "Normalni" hehe, ok.
            Już moi poprzednicy o tym pisali.
            Co tutaj robisz normalny instruktorze? - pytam.
            A, tak wpadłem w WOLNEJ chwili. - odp. normalny instruktor

            Hehehehe

            > Musi Ci się nudzić biedny
            > chłopie!

            Tak, nudzi mi się na 1,5 etatu.
      • yennyfer11 Re: żony instruktorów a stereotypy 12.01.08, 16:27
        ...ten tekst powinien się znaleźć jako wyszczególniony na tym forum...gdzieś na
        samym początku...

        'Zresztą: ktokolwiek, kim by nie był - jeśli zdradza osobę, z którą
        się związał, nie jest dla mnie nitylko dupkiem, niczym więcej.'

        zgadzam się z tym co napisałaś, ale nie śpieszyłabym się jednak z oceną...w
        życiu zdarzają się różne sytuacje, napisałaś:

        '...nie należy
        > bagatelizować uczuć dziewczyn-nieżon - choćby nawet były naiwne i
        > głupie - miłość, czy jak zwał, jest przecież naiwna i głupia...'

        ...wiesz, myślę, że to dotyczy też facetów-oni wbrew pozorom czasami pewnie też
        coś czują i mają jakieś tam małe(lub większe) słabości...
        • linia.frontu Re: żony instruktorów a stereotypy 12.01.08, 23:13
          Pogubiłam się trochę, co powinno być umieszczone, a co nie -
          cytowany tekst traktuję sięc jako w calości polemiczny;)

          yennyfer11 napisała:


          > 'Zresztą: ktokolwiek, kim by nie był - jeśli zdradza osobę, z którą
          > się związał, nie jest dla mnie tylko dupkiem, niczym więcej.'

          > zgadzam się z tym co napisałaś, ale nie śpieszyłabym się jednak z
          oceną...w życiu zdarzają się różne sytuacje,

          Schematyzacją byłoby nie przyznanie Ci racji - chciałabym, żeby był
          tylko dupkiem, bo to ułatwia życie; ale masz rację, że nie zawsze
          tak jest.
          Istnieją faceci, których, mimo najszczerszych chęci nie mogę uważać
          go za dupków, bo dupkami nie są. Są po prostu idiotami, którzy
          uwielbiają być w centrum uwagi. Zresztą różnie to bywa, oj, różnie:)


          napisałaś:

          > '...nie należy
          > > bagatelizować uczuć dziewczyn-nieżon - choćby nawet były naiwne i
          > > głupie - miłość, czy jak zwał, jest przecież naiwna i głupia...'

          > ...wiesz, myślę, że to dotyczy też facetów-oni wbrew pozorom
          czasami pewnie też coś czują i mają jakieś tam małe(lub większe)
          słabości...

          Wiem, że czują... niektórzy potrafią być bardzo zaangażowani.
          Ale na razie bardzo na rękę jest dla mnie myślenie o facetach, jak o
          stadzie bezmyślnych, bezrefleksyjnych dupków (bezrefleksyjnych,
          niestety, często), wyrachowanych, zimnych draniach, którzy z braku
          lepszych organów do myślenia używają... ;)
          Wiem, że to krzywdzące, ale jest mi z tym po prostu łatwiej -
          syndrom kobiety po zerwaniu:)
    • Gość: ziłowa Re: do dobrej wsród żon IP: 83.14.217.* 12.01.08, 10:55
      zrozum dobra żono- mówiąc seksowna czy ładna kursantka wcale nie mam na mysli
      siebie !!!!!!,znam swoją wartosc, aty im bardziej prawdziwe argumenty czytasz
      tym bardziej się bulwersujesz ,kazdy ma prawo pisac co czuje i jak dany temat
      widzi więc nie próbuj wszytskim na siłe wpajać jacy to instruktorzy cacy są i
      narzucac stylu tego forum
      • Gość: dobra wśród żon Re: do dobrej wsród żon IP: *.debica198.tnp.pl 12.01.08, 17:41
        Nie zaglądałam tutaj tylko 1 dzień i zaczeło się coś dziać hihihihih
        Najbardziej podoba misię chyba konflikt jaki wybuch między Xadamem a
        instruktorem. W końcu panowie wyciągneli pazurki :-)

        Praca instruktora jest trudna. Oprócz tego że odpowiada on za siebie
        jest dodatkowo odowiedzialny za kursanta, a to bez wątpienia duże
        obciążenie psychiczne. Jest równiez nie doceniana o czym doskonale
        wie każdy instruktor (i nie mówię tu tylko o wynagrodzeniu). Praca
        ta również jak każda przynosi wiele satysfakcji, choćby widok
        śmigającego ex kursanta i duma "ta ja uczyłem go jeżdzić".

        Każdy ma prawo do swojego zdania. Opowiadania rożnych historii
        dotyczących czasu kiedy robiliście kurs może pomóż innym, zrozumiec
        wiele spraw, które początkowo wydają się niepojęte. Mi chodzi o to
        aby opowiadac i oceniać sytuację obiektywnie. Emocje to zawsze zły
        doradca. Zanim załozyłam to forum przeczytała kilkadziesiąt postów z
        których jednoznacznie wynikało że instruktorzy to babiarze,
        podrywacze i złodzieje cnót niewinnych. Emocje w tych postach brały
        góre nad zdrowym rozsądkiem i moim zdaniem to nie było fair.
        Opisując sytuację z punktu widzenia własnej osoby, przy jednoczesnej
        świadomości że może to przeczytać wiele osób, musimy pamiętac o
        rzetelności i obiektywiźmie. Może wtedy portret np. instruktora
        nauki jazdy kat. B przestanie wyglądać jak obraz diabła z piekła
        rodem :-)

        Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego weekendu.
        • Gość: linia.frontu Re: do dobrej wsród żon IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.08, 21:57
          Gość portalu: dobra wśród żon napisał(a):

          > Mi chodzi o to aby opowiadac i oceniać sytuację obiektywnie.
          Emocje to zawsze zły doradca. Zanim załozyłam to forum przeczytała
          kilkadziesiąt postów z których jednoznacznie wynikało że
          instruktorzy to babiarze, podrywacze i złodzieje cnót niewinnych.
          Emocje w tych postach brały góre nad zdrowym rozsądkiem i moim
          zdaniem to nie było fair. Opisując sytuację z punktu widzenia
          własnej osoby, przy jednoczesnej świadomości że może to przeczytać
          wiele osób, musimy pamiętac o rzetelności i obiektywiźmie.

          Zapewne kilkanaście z tych kilkudziesięciu było moich;) - odnoszę
          wrażenie, że czułaś potrzebę przeczytania mojej opinii w tym wątku,
          toteż czuję się w pewnym sensie odpowiedzialna za Twój dyskomfort
          psychiczny i - muszę przyznać Ci rację. W moim przypadku byłaby to
          cokolwiek przesada, gdybym powiedziała: babiarz, podrywacz i
          złodziej cnót niewinnych, nawet nie przesada - w moim, jednostkowym
          przypadku byłoby to rozumienie naiwne i zupełnie nie oddające
          atmosfery tego układu - a wynika to z faktu, że na forum mogę co
          najwyżej przemycać własny stan emocjonalny, ograniczając się do
          ogólników, w ramach poszanowania prywatności nas obojga. Dlatego nie
          odpowiadam na przykład na pytanie - co instruktor mówi mi o swojej
          pracy - są to słowa między nami, sprawy święte i nie ruszenia. Jest
          kilka innych tematów tabu.

          Chcę tylko zwrócić uwagę, waszą, Żon, uwagę, na kilka kwestii. Jedną
          z nich jest fakt, że z racji upubliczniania swoich wypowiedzi,
          operujemy ogólnikami, co strasznie spłaszcza i trywializuje każdą
          relację, odbierając jej jakokolwiek wymiar - stąd ryzyko bardzo
          uproszczonego odczytywania nie informacji, przestrzeni
          emocjonalnych - a co za tym idzie, zafałszowania prawdy.
          Założeniem... mogę? Jelonków (tez określenie robocze) było pokazanie
          prawdy, której odczytanie mogło być kompletnie rozbieżne z
          zalożeniami. Dwa, podkreślam raz jeszcze - trywializując emocje tych
          dziewczyn, jakie by nie były, a zwłaszcza podważając ich
          prawdomówność w momencie, w którym one chca tę swoją prawdę
          przekazać w sposób jak najbardziej rzetelny, choć niekiedy
          nietrafiony - prowokujecie je do jeszcze większych "paszkwili", nie
          oczekujcie, że nie będą się bronić. Będą, ja też bym się broniła.
          Trudno też oczekiwać od młodych dziewczyn dojrzałości emocjonalnej i
          ideowej dojrzałych kobiet, trudno oczekiwać, że kwestie dla nich
          ostateczne przyjmą z dystansem, na jaki stać Was. Nie można też
          oczekiwać od nich pióra na miarę Grudzińskiego - który kwestie
          ostateczne przekazuje za pomocą faktów, trudno mi to
          scharakteryzować, bo nie o fakty chodzi, chodzi o suchy styl, oparty
          na notatkach, materialach, bez kwiecistej, wybujałej formy na miarę
          romantyków. O coś takiego naprawdę trudno.
          Trzeba im więc oddać sprawiedliwość - jeśli dziewczyna czuje się
          zdradzona, czy oszukana, to stanowi dla niej jedyną prawdę.

          Jestem przekonana, że tę część, której słowa nie do końca
          odpowiadają rzeczywistości, poprzez zwykłą egzaltację i wybujałą
          emocjonalność - są przyjmowane z odpowiednim dystansem, jestem
          przekonana, że moje słowa też są tak przyjmowane, z tą tylko
          różnicą, że dla mnie nie ma znaczenia, czy ktoś w tę moją prawdę
          uwierzy.

          Od razu wyjaśnię to nieszczęsne pojęcie prawdy - skrót myślowy z
          Hłaski - chodzi mi o doświadczenie osobiste, emocjonalne, którego
          prawdziwość jest niepodważalna - ale i, ze względu na osobisty
          wymiar - nieprzekazywalna. A którą mimo wszystko chce się przekazać.



          (Zresztą - podkreślę raz jeszcze - mój jednostkowy przypadek
          ogranicza się przecież - do f a c e t a, nie raz podkreślałam, że
          instruktor jest określeniem roboczym, z braku lepszych
          odpowiedników).
          • linia.frontu Re: do dobrej wsród żon 13.01.08, 18:35
            Gość portalu: linia.frontu napisał(a):

            Piszę dużo na forum. Wiele z postów, które Cię wkurzyły mogło być
            moich.

            Do relacji mojej i instruktora nie pasuje tak naiwny i upraszczający
            pogląd; babiarz, i tak dalej.

            Nie mówię tu nawet połowy tego, co mogłabym powiedzieć - dlatego nie
            znacie całej sprawy i nie mozecie ocenić.

            Mówienie o naszych rozmowach na forum byłoby niedyskretne.
            Ingerowałabym w prywatność instruktora.

            To forum publiczne. Nie można mówić o każdym szczególe kontaktu z
            instruktorem. Można robić aluzje.
            Stąd ryzyko, że uprościcie sobie pogląd na daną sprawę i będzie on
            mylny.
            One mogły chcieć powiedzieć coś innego, niż wy sobie
            zinterpretowałyście.

            Jak im mówicie, że są glupie siksy, które daly d... to wiadomo, ze
            będą się bronić. Chcą, by je traktować poważnie.
            Są niedojrzałe i dlatego, jak je ktoś oszuka, to nie mają dystansu i
            nie mogą pisać spokojnie - tak powstają wszystkie instruktorskie
            wątki. Ktoś im dał po tyłku - i dla nich to się liczy.
            Niektóre nie potrafią się wysłowić, a wy to błędnie rozumiecie.
            Pisanie pod wplywem emocji nie pływa na wiarygodność.

            Prościej nie potrafię.
        • Gość: linia.frontu Errata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.01.08, 22:06
          Mi chodzi o to aby opowiadac i oceniać sytuację obiektywnie. Emocje
          to zawsze zły doradca.

          Od Kanta i kilku teoretyków literatury, jest to, niestety,
          niemożliwe:). Jasne, trzeba się starać o relację możliwie rzetelne,
          wiem, że piszesz w tym duchu, jednak obiektywne nie będą nigdy,
          zawsze będą przefiltrowane przez pryzmat światopoglądu, emocji,
          doświadczeń zarówno ich autora, jak i czytelnika. Ba, być może
          właśnie ta bezpośredniość doświadczenia stanowi o jego prawdzie.
          Dobra, już się nie wymądrzam, tylko to po prostu nie jest takie
          proste. Bo co to znaczy "obiektywizm"?

          Ich instruktorzy mają zgoła inny - całkiem obiektywny w ich
          mniemaniu, pogląd na tę sytuację, który - opisany tu, na forum,
          będzie podlegał tym samym procesom. Nie chcę myśleć, jak by mój
          instruktor - zupełnie obiektywnie - opisał mnie:)
    • linia.frontu A ja mam kilka pytań:) 13.01.08, 08:55
      Naumyślnie nie czytałam wątku w całości, żeby się nie rozsierdzać
      przed wypowiedzią, która w założeniu miała być wyłożeniem moich
      poglądów na kwestię, hm, rozwiązłości inststruktorów/kursantek.
      Teraz jednak przeczytałam, w związku z tym mam kilka pytań.
      Ustaliłyśmy, że kilkanaście z tych kilkudziesięciu przeczytanych
      przez Ciebie postów mogło być moich, więc:

      > I na prawde trzeba mieć dosyć pusto w głowie, żeby
      wdawać się w romans z kimś, kogo widuje się raptem kilak godzin.

      > Uleganie jakiemukolwiek
      męzczyźnie tylko dlatego że jest miły i przystojny, mimo znajomości
      jego sytuacji rodzinnej to beznadziejna i nieuleczalna głupota,
      ignoranctwo i świadcza tylko i wyłącznie o Was.

      > Nie wiem dlaczego, ale jakos nie jest mi żal tych biedactw, które
      zostają oczarowane i wykorzystane przez tych "złych" instruktorów.
      Każdy ma to na co zasługuje.

      > Nie wiem dlaczego, ale jakos nie jest mi żal tych biedactw, które
      zostają oczarowane i wykorzystane przez tych "złych" instruktorów.
      Każdy ma to na co zasługuje. W każdej sytuacji można zachowac się
      tak jak nam to podpowiada sumienie. No i trzeba liczyć się z
      konsekwencjami.

      > Myslę też że wiele kursantek na tym forum leczy swoje kompleksy.
      Idąc na kurs spodziewały się że uczyc ich będzie królewicz z bajki,
      który porwie je na białego konia i powiezie w siną dal.

      > Może wtedy
      zauwazycie to, że nie każdy facet ślini się na wasz widok (bo
      narazie wydaje się wam że tak jest)i naprawdę nie każda sytuacja ma
      podtekst erotyczny.

      > Mam nadzieję że kiedyś ktoś ci pokaże gdzie jest
      Twoje miejsce (jakś latarnia czy coś hihihihihihihihihi)

      Bardzo jestem ciekawa, na jakiej, konkretnej podstawie myślisz tak o
      mnie w poszczególnych wypadkach - możesz podać konkretne wypowiedzi?
      Mogą być wyrwane z kontekstu:)
      Pisałaś w którymś momencie, że nie podajemy konkretów - i owszem,
      nie powiem Ci z kim, kiedy, gdzie, co i jak; od wypowiedzi w
      dyskusji, także własnych, oczekuję jednak konkretów.
      Dwa - odnoszę wrażenie, że Ciebie też ponoszą emocje - powyższe
      wypowiedzi trudno uznać mi za obiektywny przekaz.
      Myślałam nad tym obiektywizmem i będę się go czepiać: forum, w tym
      także Twój wątek jest miejscem do dyskusji, a dyskusja polega na
      konfrontowaniu własnych, subiektywnych poglądów, z równie
      subiektywnymi poglądami innnych. Wypowiedź może być rzetelna - w
      subiektywnym mniemaniu jej autora - może zawierać konkretne tezy
      wywnioskowane z konkretnych spostrzeżeń (o te spostrzeżenia proszę
      Cię powyżej), przekonująco zaargumentowane i subiektywne.

      Tak wiem, stylistycznie post jest tragiczny, ale powtórzenia mają w
      zalozeniach kłaść nacisk na interesujące mnie kwestie.
      Pozdrawiam:)
      • Gość: dobra wśród żon Re: A ja mam kilka pytań:) IP: *.68.75.95.debica75.tnp.pl 13.01.08, 11:19
        Jestem pod wrażeniem Twojego stylu pisania. Piszesz dużo, językiem
        filozofów (tak na marginesie ciekawa jestem gdzie go podłapałaś) a
        tak na prawde nie wynika z tego nic. Na Twoje pytania nie będe
        odpowiadać bo nie czuje takiej wewnętrznej potrzeby, a czytanie
        Twoich wypowiedzi to mistrzostwo świata. Jak ktoś słusznie zauwazył
        a jednym z poprzednich forum piszesz tak, że przeczytwaszy to nawet
        dwa razy nikt nie wie o co chodzi.

        Przytaczanie moich wypowiedzi i segregacja ich pod kontem jednego
        problemu to daleko idąca stronniczość. Ja ma prawo do swojego
        zdania. Nie robię nagonki na nikogo konkretnego (może oprócz
        ziołowej, która lubi mnie prowokować)w przeciwieństwie do kursantek
        podobnych Tobie, które na podstwie swoich jednostkowych doświadczeń
        usiłują stworzyć prawdę totalną, w którą wszyscy powinni uwierzyć.

        Zrób nam wszystkich przysługę i jeśli masz ochote cos napisać to
        napisz to tak, żeby każdy wiedział o co chodzi, zamiast wypisywać
        długie tasiemce luźnych myśli.

        Nie męcz i mnie i innych, to nie forum dla filozofów tylko dla
        zwykłych ludzi.
        • linia.frontu Re: A ja mam kilka pytań:) 13.01.08, 17:55
          Gość portalu: dobra wśród żon napisał(a):

          > Jestem pod wrażeniem Twojego stylu pisania. Piszesz dużo, językiem
          > filozofów (tak na marginesie ciekawa jestem gdzie go podłapałaś) a
          > tak na prawde nie wynika z tego nic.

          Z tym się nie zgodzę - z moich wypowiedzi wynika kilka wniosków.
          Filozofowie też się nie zgodzą - w grobach się poprzewracają - nie
          stawiaj mnie na równi z Heideggerem! :D
          Gdzie? Nie jest to kwestia "łapania" stylu.

          Na Twoje pytania nie będe
          > odpowiadać bo nie czuje takiej wewnętrznej potrzeby, a czytanie
          > Twoich wypowiedzi to mistrzostwo świata. Jak ktoś słusznie
          zauwazył a jednym z poprzednich forum piszesz tak, że przeczytwaszy
          to nawet dwa razy nikt nie wie o co chodzi.

          Brak potrzeby do dyskusji po prostu uszanuję:)
          "Zauważył to Xadam" i pod tym kątem się nie wypowiem. W takim razie -
          dlaczego zapraszasz mnie na swój wątek, skoro nie rozumiesz tego,
          co mówię? Wątek tyczył pijanego instruktora, w rzeczywistości będąc
          spamem, został wykasowany.
          Na jakiej podstawie sądzisz, że nikt nie wie? Ty nie wiesz, ale z
          wieloma osobami świetnie się dogadujemy.

          >> Przytaczanie moich wypowiedzi i segregacja ich pod kontem jednego
          > problemu to daleko idąca stronniczość.

          Racja, szukam jednak konkretnych zarzutów, a ponieważ nie mam prawa
          do dysponowania czyimiś postami - podrzucam swoje.

          > Ja ma prawo do swojego
          > zdania. Nie robię nagonki na nikogo konkretnego

          Myślałam, że nie robimy nagonki, tylko prowadzimy dyskusję - i w tym
          duchu chcę utrzymać rozmowę, nie zamierzam atakować ani Ciebie, ani
          nikogo innego, jestem po prostu ciekawa.
          Ja też mam prawo do swojego zdania, wszyscy je mamy.

          > (może oprócz
          > ziołowej, która lubi mnie prowokować)w przeciwieństwie do
          kursantek podobnych Tobie, które na podstwie swoich jednostkowych
          doświadczeń usiłują stworzyć prawdę totalną, w którą wszyscy powinni
          uwierzyć.

          Nadinterpretacja i uogólnienie, przede wszystkim tylko jedna osoba
          na tym forum jest podobna do mnie - No Comments; zbieżne mogą być
          zaledwie moje doświadczenia i doswiadczenia kursantek... "podobnych
          mnie", choć ja tak nie uważam. Moje jednostkowe doświadczenia są
          moimi jednostkowymi doświadczeniami - parokrotnie podkreślam niechęć
          do generalizacji. Jednak wnioski zawsze powstają na jakichś
          podstawach - Ty również na podstawie swoich, jednostkowych
          doświadczeń wysnuwasz wnioski uogolniające.
          Mówisz, że po przeczytaniu kilkudziesięciu postów, stworzyłaś sobie
          jakiś pogląd na dane zjawisko - jestem zwyczajnie ciekawa, których,
          i na jakiej podstawie wysnuwasz te wnioski.

          > Zrób nam wszystkich przysługę i jeśli masz ochote cos napisać to
          > napisz to tak, żeby każdy wiedział o co chodzi, zamiast wypisywać
          > długie tasiemce luźnych myśli.

          Zasadniczo każdy powinien wiedzieć, zresztą - 90% forumowiczów wie,
          co mam do przekazania. Wysławiam się względnie poprawną polszczyzną,
          nie używam słów niezrozumiałych.

          > Nie męcz i mnie i innych, to nie forum dla filozofów tylko dla
          > zwykłych ludzi.

          Postulat męki zgłaszały do tej pory tylko trolle. Ja się nie chcę
          kłócić, ani nikogo obrażać - chcę wiedzieć.
          Nasze zdania mogą być odmienne, w części się ze sobą zgadzamy; zdaję
          sobie sprawę z tego, że moja potrzeba konfrontacji jest Ci nie na
          rękę, ale to nie powód, by zaraz wyganiać mnie z forum.
          • Gość: ziołowa Re: A ja mam kilka pytań:) IP: 83.14.217.* 13.01.08, 18:11
            twoje wypowiedzi są praniem mózgu..., poruszany temat na forum jest bardzo
            ludzki i można powiedziec że przyziemny aczkolwiek istotny oczywiście ,ale nie
            wiem po co świrujesz tutaj jakas ala poprawną polszczyzną, tutaj cenne sa proste
            rady, spostrzeżenia itd a nie wylewanie potoku słów z których zasadniczo nic nie
            wynika
            • linia.frontu Re: A ja mam kilka pytań:) 13.01.08, 18:15
              Gość portalu: ziołowa napisał(a):

              > twoje wypowiedzi są praniem mózgu..., poruszany temat na forum
              jest bardzo ludzki i można powiedziec że przyziemny aczkolwiek
              istotny oczywiście ,ale nie wiem po co świrujesz tutaj jakas ala
              poprawną polszczyzną, tutaj cenne sa proste rady, spostrzeżenia itd
              a nie wylewanie potoku słów z których zasadniczo nic nie wynika

              Dobre! Pranie mózgu:)
              Nie a' la, tylko (względnie) poprawną. Naprawdę, nie o mnie to
              świadczy. Przetłumaczyć?
            • Gość: dobra wśród żon Re: A ja mam kilka pytań:) IP: *.debica230.tnp.pl 13.01.08, 19:12
              Nie myślałam że taki moment nadzejdzie, ale teraz muszę to
              powiedzieć : ZGADZAM SIĘ W 100% Z ZIOŁOWĄ. To forum i dla zon
              instruktorów i dla kursantek i dla wszystkich innych którzy maja
              ochote poczytać. linia frontu kopiując bez przerwy nasze wypowiedzi
              i komentując każde zadanie czyni z niego śmietnik, który może sie
              wydawac za długi by ktoś zachciał go poznac.
              Linia frontu albo odpuść albo pisz po ludzku konkretnie i na temat.
              Twój styl jest nudny jak flaki z olejem i chyba na nikim nie robi
              już wrażenia.
              • linia.frontu Re: A ja mam kilka pytań:) 13.01.08, 19:52
                Gość portalu: dobra wśród żon napisał(a):

                > Linia frontu albo odpuść albo pisz po ludzku konkretnie i na
                temat.

                Gratuluję argumentacji - nie wytrzymujesz subtelnej ktytyki i brak
                Ci argumentow do dyskusji. Gratuluję również - nie myślałam, że taki
                moment nadejdzie, ale teraz muszę to powiedzieć: poziomu
                intelektualnego.
                To forum od dawna jest śmietnikiem, między innymi przez znaczną
                ilość wątków podobnych do Twojego, ale to już zostawiam do waszej
                refleksji.

                Kiście się dalej, pozdrawiam! :)
              • yennyfer11 Re: A ja mam kilka pytań:) 13.01.08, 19:52
                Dobra wśród żon-ty masz prawo do swojego zdania a Linia do swojego....jeśli coś
                dla Ciebie jest nie jasne skorzystaj ze Słownika Wyrazów Obcych-Władysława
                Kopalińskiego...

                ...Linia próbuje tylko wyrazić swoją opinie-a Ty powinnaś albo to uszanować
                albo po prostu nie wdawać się w dyskusje-skoro jednak ciągniesz wątek to
                wnioskuje, że jej styl budzi w Tobie jakieś emocje...robi więc wrażenie...
                • Gość: badacz Re: A ja mam kilka pytań:) IP: *.aster.pl 14.01.08, 15:32
                  Wynurzenia, czy też wynaturzenia Linii Frontu irytują i nudzą
                  znaczną część forum juz od kilku miesięcy, niedługo będzie można
                  powiedzieć, że od lat! W swym ostatnim, majaczącym poście pisze cos
                  o śmietniku panującym na forum, nie pamięta jednak kto przyłożył
                  łapę do tego bajzlu. Tematy o kursantach i ich romansach, pseudo
                  rozterkach i trosce o ‘wyleniałą sierść kota’, stanowią popisową
                  część ‘bohaterki’, dalej zwaną naczelną spamerką forum. Wystarcz
                  skorzystać z wyszukiwarki, by odkryć czeluści przeinelektualnej
                  pisaniny panny Linii. Problem LF – Spamer polega na tym, iż sama
                  należy do grona rozfantazjowanych, ‘przekwitłych’ nastoletnich
                  kursantek - ile to już ‘repet egzaminacyjnych’ miała??