shp80
06.05.08, 00:22
..rowerem, a rozjechać chcieli mnie w moim rodzimym kraju.
Z okazji długiego weekendu pojechałem ze znajomymi pociągiem do Szklarskiej Poręby, skąd rozpoczęliśmy naszą dwudniową rowerową wycieczkę (520km), przez Czechy i Niemcy, aż do Szczecina.. Faktem jest, że większość po niemieckich rowerostradach, ale były też zwykłe ulice, z dużym natężeniem ruchu. A mimo to dreszcz emocji dopadł mnie dopiero po polskiej stronie, między Gryfinem a Szczecinem, na drodze dumnie oznakowanej jako.. szlak rowerowy.
A może to była literówka i zamiast szlak, powinno być szlag? ;)
Niektórzy kierowcy wyprzedzali na łukach drogi, bez zmiany pasa, mimo, że ten drugi był pusty, z prędkościami raczej mało przepisowymi. Czułem się jak intruz i musiałem szybko otrzeźwieć.. Na szczęście to było tylko 25km po polskich drogach... Po prostu dwa różne światy - po niemieckiej stronie kierowcy z reguły uśmiechnięci, zjeżdżali wręcz na pobocze, czy trawę, gdy droga była zbyt wąska, czasami z takim poświęceniem, że aż głupio się robiło i człowiek chciał się odwdzięczyć tym samym.. A u nas? Co tu mówić.. Każdy, kto trochę jeździ rowerem, wie, jak to wygląda u nas..