rekrut1
04.03.09, 13:39
Nie ukrywam że do napisania tego wątku zainspirowały mnie dwa
wydarzenia;
-Ta wypowiedź - "Powinien pan przewidzieć, że będzie to przejście -
mówi policjant." oraz artykuł w pewnym tabloidzie.
Oba te zdarzenia sugerują że kierowca powinien posiadać zdolność
jasnowidzenia. Pierwszy temat jest bardziej oczywisty i nie wymaga
komentarza, natomiast drugi skłania do zastanowienia.
Kilka dni temu w wawie wydarzył się wypadek - na oznakowane
przejście dla pieszych wbiegło dwoje dzieci, 11-to latka z
sześcioletnim bratem. Zostali potrąceni przez samochód czego
wynikiem była śmierć chłopca. Kierowca był trzeźwy, nic
nie "wąchał", jechał z dozwolona prędkością. Tak poinformowała
gazeta dzień po wypadku, jedyną jego winą było "nie zachowanie
należytej ostrożności". Dziś ta sama gazeta(pod wpływem łez i
oskarżeń matki)pisze o kierowcy zabójca.
W trzech artykułach na temat tego wypadku pan redaktor nawet nie
zająknął się o odpowiedzialności rodzicielskiej.
Czy niewątpliwa tragedia zwalnia od takowej? Jak matka może dwoje
małych dzieci w tak ruchliwym mieście wysłać samych do......?
Przy wtargnięciu(to z kodeksu)na pasy nawet przy 30-ce są nikłe
szanse na uniknięcie wypadku(czas reakcji hamulców, kierowcy). W
wawie pasy często są co 200 - 300m, czasem są ledwo widoczne,
zasłonięte przez inne pojazdy. Bywa że samo ich pojawienia się jest
zaskoczeniem. I jeszcze jedno pytanie: czy aby na pewno uczymy nasze
dzieci jak powinny się zachowywać na ulicy? Czy uczy ich szkoła? Od
motoryzacji nie uciekniemy, składanie bezpieczeństwa naszych
pociech tylko na ręce kierowcy(nawet najbardziej odpowiedzialny)
jest trochę ryzykowne. No może trochę mnie poniosło ale ta matka
nawet w ułamku procenta nie czuje się współodpowiedzialna za wypadek.
Czy ma w jakimś stopniu rację?
Pozdr.
Pazdzioch