emes-nju
16.07.09, 12:11
Ciagle czytam, ze nie rozumiem jak predkosc wplywa na bezpieczenstwo.
Po lekturze ostatnich kilkunastu watkow na ten temat, zaczynam chyba
jarzyc.
Pisze, ze w czasie jazdy 70-80 km/h po normalnej DK z
ograniczeniem do 90 km/h na swiezej lacie (!) urywam oslone pod
silnikiem. Czytam, ze trzeba bylo jechac wolniej.
Pisze, ze w czasie nocnej jazdy ~70 km/h po normalnej DK z
ograniczeniem do 90 km/h prawie rozjezdzam trzech jegomosci idacych
zgodnie z kierunkiem jazdy, za to cala szerokoscia pasa. Czytam
, ze trzeba bylo jechac wolniej.
Pisze, ze w czasie jazdy ~30 km/h po normalnej warszawskiej
drodze z ograniczeniem do 50 km/h prawie potracilem faceta, ktory
zza samochodow wyskoczyl mi pod kola. Czytam, ze trzeba bylo
jechac wolniej.
Pisze, ze w czasie jazdy w korku z predkoscia max. 10-15 km/h
po warszawskiej wielopasmowej drodze miedzynarodowej (DK 2) z
ograniczeniem do 50 km/h ktos potracil kobiete. Czytam, ze
trzeba bylo jechac wolniej.
Pisze... Albo ktokolwiek pisze cos w ww. stylu i ZAWSZE
czyta, ze powinien jechac wolniej.
Oczywiscie NIGDY nie ma precyzyjnej odpowiedzi o ile wolniej
jechalby autor tej natchnionej recepty (napisanej PO FAKCIE;
tak jest zawsze najlatwiej i mozna sie wykazac swoja wszechmadroscia
i wszechwiedza - byc LEPSZYM od autora wypowiedzi).
Taki zagubiny sie troche czulem... Wolniej, wolniej, noga z gazu...
I ja nie wiem o ile wolniej! A piszacy, skoro to pisza (!) na pewno
wiedza!
Ale juz wiem. Jako, ze jeszcze nie zdarzylo mi sie, zeby ktos
nie zarzucal mi, ze w jakiej konkretnej sytuacji jechalem za szybko,
i skoro jeszcze nigdy nikt nie wybiegl/wyjechal mi pod kola jak
stoje, to wolniej oznacza 0 km/h.
Co prawda ryzyko wypadku nie spada do zera, ale przynajmniej nie
CHYBA bedzie to moja wina (choc Jane twierdzi, ze jak ktos wjedzie w
moj prawidlowo stojacy samochod, to jestem winien o tyle, ze nie
zrobilem tego, co Jane, zeby wypadku uniknac - bo kazdego da sie
uniknac!).
Dwie rzeczy tylko nie daja mi spokoju...
Jak to jest, ze autorzy postow o wolniejszej jezdzie bez zajakniecia
akceptuja KRETYNSKIE zachowania pieszych, drogowcow czy
innych uzytkownikow drog (wybieganie zza samochodow, chodzenie po
jezdni, latanie dziur latami wystajacymi znacznie ponad poziom
jezdni, robienie niesterowanych przejsc dla pieszych przez
wielopamowe trasy tranzytowe, nieostrozny wyjazd zza krzakow itd.),
a gania normalne zachowania kierowcow "bedacych w prawie" - jadacych
wolniej od limitu, droga glowna itd? Bo jechali za szybko w
momencie czyjegos kretynskiego wyskoku?
No i na koniec. Czy autorzy natchnionych recept w realu sie do nich
stosuja. To znaczy czy jada wolniej wtedy, gdy cos sie wydarza. No
bo w to, ze zawsze jada wolniej jakos nie wierze... (Najnizsza
predkosc, jakiej "uzylem" w tym poscie, to 10 km/h - autor musialby
zawsze jezdzic wolniej niz ta predkosc, bo przeciez odsadzil jazda z
nia od czci i wiary).