Pewna metreska (z braku pieska)
z kotkiem sprobowac chciala:
-Kici kiciu kotku, miau, koteczku, miau,
dalbys mi, oj dalbys, gdybys tylko chcial...
Kotek oczeta mruzy,
zgaduje, czym na to zasluzyl,
snadz gadka ta sprosna w calosci
mu zwisa puszystym ogonkiem;
pod lapka gdyby sie znalazl -
zdzielilby babsko grubym postronkiem...
-Kici kici kotku, mial koteczku, mial
dalbys mi, oj dalbys, gdybas tylko chcial...
Kotek uszkami zastrzyze, wasiki postawi w pion
i mruknie do baby z nagla, wcale nie dbajac o ton:
Cichaj, metresko, cichaj,
buzie twa zamknij w ciup,
Bozia rozumku nie dala,
z ciala uzytek wiec zrob!
(Wszak jestes slowianska bzdziagwa mala,
porusz wiec tym, co mama w genach ci dala...)
Wdzieczy sie metreska, wypina sie cala,
kotek znudzony pod wasikiem mruczy:
Kto ciebie tych frykcyji uczyl?!
I gdzies ty, do cholery pieska zapodziala???!!!!