anka8329
22.02.07, 00:18
witam:) najpierw pokrótce (mam nadzieje, że tak sie uda) o całej sytuacji;)
mam kolegę, którego uwielbiam(a raczej uwielbiałam;( ). zawsze był duszą
towarzystwa, zawsze wesoły, uśmiechnięty, szalony:) był w tej
naszej "paczce"kim, bez kogo nie odbyło się żadne spotkanie, żaden wypad,
urodziny...
jedyną jego wadą była i jest wielka naiwność wobec kobiet:(((
każda kolejna pani jego serca okazywała się wyrachoną "s.u.c.z.k.ą", która
wyciągnęła z niego kasę, zmieszała z błotem, po drodze zdradziła (oby z
jednym) i rzuciła, wmawiając mu, że to tylko i wyłącznie wina tego jaki jest
beznadziejny (po części miały rację niestety).
teraz od 9 miesięcy jest z dziewczyną. absolutny rekord, ale... zmienił się o
180 stopni- na niekorzyść.w dodatku sam ją usprawiedliwia z wielu rzeczy,
udaje, że czegoś nie widzi, a potem widzimy jak się chłopak dołuje. zresztą
długo by opowiadać!
jak łatwo się domyślić nikt nie zapałał do niej jakimś miłym uczuciem, choć z
uwagi na kolegę, przynajmniej ja, staramy się być mili. niestety dziewczyna
albo wiesza się na każdym facecie w pobliżu (w tym na najlepszych kolegach
swojego faceta), albo kogoś kokietuje, albo....gnoi go przy nas aż...
więc pytanie- co z tą dziewuchą zrobić? dodam, że próba rozmowy z nią nic nie
dała, a kolega jak tylko ktoś coś zaczyna sugerować zmienia temat albo udaje
głuchego.
doszło do tego, że już nie dzwonimy do niego jak kiedyś, "unikamy" spotkań.
może macie jakiś pomysł co tu poradzić? bo nikt chyba z tej sytuacji nie jest
zadowolony...