Pytanie do serafin666

22.08.06, 19:21
Zrezygnowałam z członkostwa w zarządzie, wspólnota mnie nie chciała odwołać,
co robić? Czy jestem w związku z tym nadal członkiem zarządu
(ubezwłasnowolniona), czy moja rezygnacja ma znaczenie i skutki prawne?
    • serafin666 Re: Pytanie do serafin666 22.08.06, 19:50
      z momentem złożenia rezygnacji przestałaś być członkiem zarządu
      • ssocratesowa Re: Pytanie do serafin666 22.08.06, 20:14
        Dzięki bardzo za odpowiedź! :) Jestem wolna! (To był żart, bo po tej zaprawie
        jaką miałam w zarządzie będę baaardzo świadomym właścicielem).
        • marzena63-42 Re: Pytanie do serafin666 24.08.06, 17:07
          Mam pytanko a jak długo byłaś w tym zarządzie. Ja po 1,5 roku mam tak
          serdecznie dosyć, że trudno to opisać. Też się cieszę że na najbliższym
          zebraniu będę po drugiej stronie " barykady". Pozdrawiam
          • miro_mx Re: Pytanie do serafin666 24.08.06, 17:40
            W Shreku padł taki tekst; „Z dwojga złego, lepiej tą stroną niż drugą”. Jeśli
            Pani liczyła na to, że właściciele będą wdzięczni za prowadzenie im tego całego
            g….., to się Pani przejechała. Jak byłem młody i głupi też tak myślałem Jak
            Pani. Wszystko jest dobrze do czasu gdy; Nie upomni ich Pani za nieterminowe
            wpłaty, że piesek robi gdzie nie trzeba, że dzieci psują to co nie powinni
            i.t.p. Tu miłość, od nich, do Pani się skończyła. Dlaczego? Właśnie Dlaczego?
            Nie dopasowała się Pani do ICH zboczonego sposobu, myślenia, działania i
            dewastowania w ich pojęciu – „Dobra” – Ja mogę oni NIE! Prawda, że absurd!
            Cytując te słowa na początku, miałem na uwadze wyjaśnić Pani, że lepiej aby Pani
            była w zarządzie bo jak dureń dorwie się do władzy, to dopiero będzie pasztet!
            Musi się Pani nauczyć ich „olewać” w tym sensie, że niech mówią swoje a Pani
            niech postępuje zgodnie z Ustawą i dobrem dla nieruchomości wspólnej. Ale
            decyzja należy do Pani.
            Pozd.
            Miro
            • ssocratesowa Re: Pytanie do serafin666 24.08.06, 17:56
              1.Podobno nie ma ludzi niezastąpionych
              2.Dla dobra nieruchomości wspólnej (i własnego) można też działać poza zarządem
              3.Z przykrością stwierdzam, że twoja wypowiedź świadczy o fatalnych stosunkach
              międzyludzkich (sąsiedzkich) we wspólnocie. To jest chyba sydnrom wielu
              wspólnot, przydałby się terapeuta (my-zwyczajni, oni-"władza" zawsze wywołuje
              konflikty) Ale w mojej wspólnocie też tak jest;(
            • marzena63-42 Re: Pytanie do serafin666 26.08.06, 19:18
              Zgadzam się całkowicie z Pana wypowiedzią. W moim przypadku problemy zaczęły
              się dokładnie wtedy kiedy skierowaliśmy sprawe do sadu przeciwko dluznikowi z 2-
              letnimi zaleglościami, kiedy zabroniliśmy dzieciakom dewastować trawniki, kiedy
              w szybkim czasie przeprowadziliśmy kilka remontów w tym elewację budynku. Na
              zebraniu usłyszałam nawet uwagi że traktujemy blok jak swoją własność. I ta
              uwaga powaliła mnie z nóg, przecież to jest nasza własność.Zakończę jeszcze
              sprawę właściciela który uważa, że skoro posiada 5 lokali to w głosowaniu
              posiada 5 głosów i zostawię ten zarząd komuś innemu. Ja niestety mam taki
              charakter że nie potrafię olewać takich uwag i odbiera mi to całkowicie chęci
              do dalszego działania. Pozdrawiam.
              • zarzad_ma_dosc wszędzie to samo! 27.08.06, 18:32
                marzena63-42 napisała:
                > W moim przypadku problemy zaczęły
                > się dokładnie wtedy kiedy skierowaliśmy sprawe do sadu przeciwko dluznikowi z
                2- letnimi zaleglościami, kiedy zabroniliśmy dzieciakom dewastować trawniki,
                kiedy w szybkim czasie przeprowadziliśmy kilka remontów w tym elewację budynku.
                Na zebraniu usłyszałam nawet uwagi że traktujemy blok jak swoją własność. I ta
                > uwaga powaliła mnie z nóg, przecież to jest nasza własność.

                Skąd ja to znam:)
          • ssocratesowa Re: Pytanie do serafin666 24.08.06, 17:48
            Po 1, 5 roku złożyłam oświadczenie, że jeżeli mnie odwołają to rezygnuję. Nie
            chcieli! To zgodziłam się na dalszy rok, wyjaśniając na zebraniu właścicielom,
            że ono przede wszystkim mają się interesować swoją własnością itp. Ponieważ nic
            się nie zmieniło w nastawieniu właścicieli + administrator jest oporny + sprawy
            osobiste, stwierdziłam, że muszę wybierać. Wybrałam. Z szacunkiem; jeżeli
            piszesz, że jesteś po drugiej stronie barykady, to znaczy kto jest po
            pierwszej? Właściciele czy administrator? Bo jeżeli tak to ddbierasz, to
            rzeczywiście daj sobie spokój! Nie należy walczyć, tylko likwidować problemy
            innymi dostępnymi sposobami.Powodzenia, pozdrowienia.
    • miro_mx Re: Pytanie Ano! 22.08.06, 19:56
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=523&w=41275369&v=2&s=0
      • ssocratesowa Re: Pytanie Ano! 22.08.06, 20:18
        Dziękuję bardzo, przydatny link, zwłaszcza że ja też tak elegancko załatwię
        sprawę.
    • macrad powiew wolności 24.08.06, 17:55
      Pozdrawiam uwolnioną...
      Tkwię w tym już prawie 10 lat i co roku idę na zebranie z mocnym postanowieniem
      "dosyć!". A potem się okazuje, że jak to rzucę, to się nie znajdzie nikt inny i
      będzie komplety pat - zarząd przymusowy albo co. I gdyby nie to, że sam oberwę,
      może bym moich miłych ;-/ sąsiadów na taka próbę wystawił...
      Zaczynam dochodzić do wniosku, że jedynym sposobem na ucieczkę jest zmiana
      miejsca zamieszkania.

      Wielka radość z zarządania we własnym zakresie trwała przez pierwszych kilka
      lat. A potem towarzystwo zaśniedziało i, zamiast pomocy, słyszę "no przecież
      masz tu obowiązki!". Nie przeczę, mam, ale ukochani sąsiedzi też przecież mają -
      choćby taki, żeby nie sadzić kup swoich czworonożnych pupili na wspólnym
      trawniku albo posprzątać po swoich dzieciach.

      Taaaa... Jak widzę, wszędzie króluje hasło "weźmy i zróbta". I już nikogo nie
      namawiam na samodzielne zarządzanie wspólnotą.
      • ssocratesowa Re: powiew wolności 24.08.06, 18:02
        Dzięki temu wspaniałemu społecznemu zajęciu odkryłam w sobie nowe pokłady ...
        czegoś tam. Każda zmiana od czegoś uwalnia i coś narzuca (daje). Tak, tak,
        Drodzy Bracia i Siostry we Wspólnotach Mieszkaniowych :)
        • zarzad_ma_dosc zarząd 27.08.06, 18:30
          Potwierdzam słowa poprzedników: bycie w zarządzie, który ponad wszystko
          przedkłada dobro wspólnoty to ciężka harówka.

          > Jeśli
          Pani liczyła na to, że właściciele będą wdzięczni za prowadzenie im tego całego
          g….., to się Pani przejechała.

          Problem w tym, że chyba każdy na to liczy.

          >Wszystko jest dobrze do czasu gdy; Nie upomni ich Pani za nieterminowe
          wpłaty, że piesek robi gdzie nie trzeba, że dzieci psują to co nie powinni
          i.t.p. Tu miłość, od nich, do Pani się skończyła. Dlaczego? Właśnie Dlaczego?
          Nie dopasowała się Pani do ICH zboczonego sposobu, myślenia, działania i
          dewastowania

          Tak właśnie. Odnoszę wrażenie, że niektórzy uważają, że miłość zarządu do
          pozostałych członków wspólnoty powinna być bezwarunkowa (bo z sąsiadami dobrze
          trzeba zyć), w tym : zero wymagań ponad to, co sami właściciele zechcą dać.

          >Cytując te słowa na początku, miałem na uwadze wyjaśnić Pani, że lepiej aby Pani
          była w zarządzie bo jak dureń dorwie się do władzy, to dopiero będzie pasztet!

          I chyba wielu tylko z przyzwoitości i poczucia obowiązku pcha to dalej.

          >Musi się Pani nauczyć ich „olewać” w tym sensie, że niech mówią swoje a Pani
          niech postępuje zgodnie z Ustawą i dobrem dla nieruchomości wspólnej.

          Dokładnie. Ale na pocieszenie dodam: przekonałam się, że zdecydowana WIĘKSZOŚĆ
          ludzi to w sumie sympatyczne jednostki, do których trzeba po prostu umieć
          dotrzec. I trzeba zjednywać te czarne owce (a jaka wtedy satysfakcja!)i potrafić
          żyć ze świadomością, że nie dogodzi się wszytkim w każdej kwestii, a
          wdzięczność traktować nie jak normalność, której bedziemy oczekiwać lecz prawie
          jak wygraną w toto-lotka, która nam akurat spadła z nieba.
          • babczyk Re: zarząd 27.08.06, 19:26
            zarzad_ma_dosc napisała:

            > Problem w tym, że chyba każdy na to liczy.

            Na pewno, nie każdy.
            Ja będąc w zarządzie przez trzy lata, działałem tak, jak bym działał dla
            siebie , bo to tylko dla mnie się, liczyło. Nie liczyłem na otrzymanie laurki
            od mieszkańców, którzy w ogóle niczym sie nie interesowali.
            Ale podobnie mamy w innych, wspólnotach.

            Mnie satysfakcje sprawiało to że, wspólnota nie była okradana a zarządca robił
            to czego w uchwale zażyczyła sobie, wspólnota.

            W moim przypadku, największy problem miałem z członkami zarządu
            właścicielskiego, do którego i ja należałem.
            Jak się miało w zarządzie dupka, na stanowisku dyrektora w firmie PKP Cargo, do
            tego jeszcze posła do Sejmiku Śląskiego i emeryta, który wolał bywać na rybkach
            aniżeli na zebraniach zwoływanych przeze mnie, to o czym tu mówić.

            Dwoje pierwszym, odbiło stanowisko, jakie zajmowali zawodowo, a trzeci miał to
            w d...e.
            Przedstawiając mieszkańcom na zebraniu o problemie z członkami zarządu,
            niewiele to pomagało gdyż całe swoje życie byli prowadzeni przez nieudaczników
            i woleli tego nie zmieniać.

            > Tak właśnie. Odnoszę wrażenie, że niektórzy uważają, że miłość zarządu do
            > pozostałych członków wspólnoty powinna być bezwarunkowa (bo z sąsiadami dobrze
            > trzeba zyć), w tym : zero wymagań ponad to, co sami właściciele zechcą dać.

            Nic bardziej, mylnego.

            > I chyba wielu tylko z przyzwoitości i poczucia obowiązku pcha to dalej.

            Mało, kto z was rozumie. Jeżeli jeden członek w zarządzie jest rozumny, to
            działa dla siebie jako, właściciela i mieszkańców wspólnoty.

            • zarzad_ma_dosc Re: zarząd 27.08.06, 19:57
              babczyk napisał:

              > Na pewno, nie każdy.

              Potrzeba uznania i docenienia jest jedną podstawowych potrzeb człowieka. Dotyczy
              to przede wszystkim zapalonych, chętnych do pracy całym sercem.
              I nie chodzi tu o laurki czy hymny pochwalne. Ale jeżeli za swoje utarczki i
              poświęcenie zamiast dobrego otrzymujesz złe słowa - następuje wypalenie i jest
              to naturalny mechanizm. Jedyne co może wtedy trzymać "przy władzy" to kasa (jak
              w przypadku zarządców)lub świadomość, że pracuje się "na swoim", a jak przyjdzie
              jakis głupek to zniszczy to, co w pocie czoła wypracowałeś i narazi wspólnotę (i
              Ciebie)na straty.

              > Ja będąc w zarządzie przez trzy lata, działałem tak, jak bym działał dla
              > siebie , bo to tylko dla mnie się, liczyło. Nie liczyłem na otrzymanie laurki
              > od mieszkańców, którzy w ogóle niczym sie nie interesowali.

              Ale zapewne bolało Cię, że się nie interesują (czyli nie doceniaja Twojej
              pracy), skoro zrezygnowałeś (odwołali Cię?)

              • babczyk Re: zarząd 27.08.06, 21:13
                zarzad_ma_dosc napisała:


                >skoro zrezygnowałeś .....

                Nie miałem innego wyboru gdyż, składając wniosek o zarządcę sadowego,
                donosiłbym na sam siebie.
                Wiem, że brzmi to idiotycznie, ale takie są fakty.
                A swoją drogą. W tym przypadku, droczę się z sądem rejonowym, o zarządcę
                sądowego, już ponad 3 lata.
                Swego czasu złożyłem wniosek o odsuniecie sędziego ( kobiety) bez urazy dla
                Pań, bo tenże sędzia, był nieprawdopodobnie, stronniczy.

                Mam pytanie do tych, co składali wnioski, o zarządcę sądowego.

                Jak długo taka sprawa się toczyła?
Inne wątki na temat:
Pełna wersja