mszyczunia
10.12.06, 19:32
Zakupiłam mieszkanie we Wspólnocie (10 rodzin), po podpisaniu umowy u notariusza, gdzie było przedstawione poprzez sprzedających wydane przez "prezesa zarządu wspólnoty" zaświadczenie mówiące, że mieszkanie nie ma żadnych bieżących zadłużeń (czyli zadłużeń w czynszach).. Po zakupie, przejęciu mieszkania i rozpoczęciu szeroko zakrojonego remontu, udałam się do zarządcy, aby wyliczono mi czynsz (miejskie C.O, kanaliazacja, woda, fundusz remontowy), i owszem wyliczono mi czynsz złożony z tych "składników", ale przy okazji dowidziałam się, że wsólnota jest zadłużona! Kilka lat temu wzięto kredyt na remont elewacji/dachu budynku i wynika z tego, że mam dopłacać niebagatelną kwotę, bo wynoszącą prawie równowartość wyliczonego czynszu. Załamało mnie to, gdyż byłam pewna, że kupuję (za dość duże pieniądze) zrujnowane mieszkanie, ale w porządnym budynku! - okazało się, że muszę dopłacać wspólnocie jeszcze przez najbliższe 10 lat masę pieniądzy, wynikającą z tegoż zadłużenia. W związku tym pytanie - czy zatajenie przez poprzedniego właściciela zadłużenia nie powoduje, że to on nadal jest za nie odpowiedzialny? Czy ja muszę to opłacać? W akcie notarialnym, ani w księdze wieczystej, nie ma mowy o jakimkolwiek zadłużeniu mojego mieszkania czy też wspólnoty. Zostałam wpuszczona w ... kanał! Proszę o pomoc.