animus_anima
10.10.11, 19:17
Witajcie,
od paru dni ściska mnie w żołądku, najpierw moje boleści dotyczyły sytuacji kota, który został podrzucony do pracy, albo się zgubił, zwróciłam uwagę na niego ja oraz inna kobieta, która usłyszała koci płacz, to było wieczorem, kitul beczał, patrzył na nas przez szklane drzwi, masakra, nie mogłyśmy na to patrzeć, zorganizowałyśmy jedzenie, mleko (wiem błąd) i to nie wystarczyło, bo kitul chciał na ręce, lgnął do nas. Został przy miejscu pracy, dokarmiałam go, miałam nadzieję, że jakoś nie da o sobie znać, że nie będę musiała go oglądać, bo zwyczajnie boli mnie serce, jak widzę bezbronne kocię, jeszcze gdyby był to jakiś dziczek, ale ten najwyraźniej wychowany wśród ludzi, zsocjalizowany dobrze...
Nawet nie wiem kiedy zaczęłam kupować mu puszki i dokarmiałam go w pracy, przychodziłam do pracy i cieszyłam się, że zobaczę kotka. Pracuję w hotelu, czasem udało się kocurkowi przenocować w hallu recepcji, w zależności, kto miał zmianę :))
Z czasem kocurek był przeganiany i doszły do mnie słuchy, że pewne osoby chcą go wywieźć gdzieś dalej, bo jest niewygodnym dodatkiem. Miałam przeczucia i widziałam pewne zachowania względem niego i wiedziałam, że muszę go ratować (schiza, wiem),
do domu wróciłam z kotem, zostawiłam go na noc przed domem, dałam papu i ulotnił mi się, oczywiście kolejna schiza, że zrobiłam mu krzywdę, bo pewnie poszedł do pierwotnego miejsca, skąd go zabrałam, nie sądziłam, że kociak się pojawi, zakładałam najgorsze.
Pojawił się jednak rano i bardzo się ucieszyłam, jednak uczucia totalnie pomieszane, bo mam już 3 koty, jak pisałam w innym wątku,
poważnie myślę, żeby poddać się jakiejś terapii, bo Freud miałby pewnie co analizować,
4 koty w domu? to chyba nie hallo? Co? Jestem nienormalna, pomocy
Nie wiem, co robić,
Wet mówi, że nikt się nie pytał o adopcję,
masakra
Powinnam założyć rodzinę, a nie zbierać koty, co ludzie o mnie powiedzą?
Tak naprawdę czuję, że chciałabym zatrzymać kocura
buuu ratunku
Ps. Kot śpi w wiatrołapie