Dodaj do ulubionych

Zmarła moja sunia

27.08.12, 19:33
Czuję niewyobrażalny ból. Zmarła w sobotę, tak, jaka była, nigdy nie sprawiała problemów, cicha, spokojna, cudowna. Zmarła po spacerze, na który szła szczęśliwie, brykając. Zjadła kolację bo bardzo chciała, zazwyczaj jadła po spacerze. Wróciła już na rękach mojego męża. Na swoim posłaniu już prawie nie oddychała, mąż ją reanimował, ja w szoku dzwoniłam na pogotowie. Ona spokojnie sobie zmarła. Zawsze była wyjątkowa. Kochałam ją najbardziej na świecie, jak pojawiło się dziecko była wyrozumiała, że nie jest już najważniejsza. Była sobą, zawsze zadowolona, szczęśliwa i kochana. Zawsze na swoim miejscu.
Była cudowna sama w sobie, nie było psa w okolicy, z którym się nie lubiła. To naprawdę niesamowite, po prostu taka była.
Serce mam złamane. Dlaczego tak ją zaniedbałam w tym wszystkim? Dlaczego? Dlaczego nagle z dnia na dzień ona była taka jak zawsze, a ja zajęłam się innymi sprawami, dziecko i swoje problemy jak każdy, jak każdy takie ma.
Oddałabym wszystko, żeby ją przytulić.
Płaczę i nie mam siły dalej żyć bez niej, nagle tak się okazało, że piesek, który nic nie wymagał, który był wdzięczny mimo to za każdy gest był dla niej najważniejszy choć dla mnie był już tylko rutyną.
Boże jak bardzo chciałabym ją przytulić, wyjść na spacer na naszą stałą trasę, ale nie tak rutynowo, tak dla niej, tak jak powinno być.
Mam złamane serce, co mam zrobić z jej rzeczami, co mam zrobić z miskami, smyczą, posłaniem? Patrzę na to i płaczę, ale nie chcę wyrzucić, bo to są jej rzeczy, jej miejsce.
Kocham ją najbardziej na świecie, ale za późno.
Obserwuj wątek
    • wrexham Re: Zmarła moja sunia 28.08.12, 07:15
      ciężko jest robić wszystko z pełnym, stuprocentowym zaangażowaniem; czasem (często?) nawet swojego ukochanego psa pogłaszczemy "rutynowo"; tak to już jest; dopiero jego śmierć budzi w nas wielkie emocje i świadomość, że już się niczego nie da nadrobić, naprawić, odwrócić;
      dobrze wiem co czujesz; niestety pozostaniesz z tym całkiem sama przez długi czas;
      potem w naturalny sposób właśnie"rutyna"sprawi, że ból stanie się bardziej znośny;
      rozumiem, że nie jesteś w stanie przywołać przykładów na to, że byłaś dla swojej suczki naprawdę dobrym opiekunem; ale na pewno byłaś, choć teraz trudno ci w to uwierzyć;
      nie wiem czemu tak jest, ale na początku pamięta się tylko rzeczy, które zrobiło się źle; wszystkie szczęśliwe chwile, wydają się być niewystarczająco szczęśliwe; żadna rzucona piłka nie poleciała odpowiednio daleko, wszelkie dowody miłości nie miały w sobie wymaganej dawki zaangażowania; teraz tak myślisz; nie wiem jak długo będzie trwał ten twój początek; ja ze swoim zmagam się od ośmiu miesięcy i nie widzę żadnej poprawy, ale w końcu ta okropna "rutyna" zwycięży i ten stan;
      każdy radzi sobie z pozostałymi przedmiotami inaczej; moja znajoma tego samego dnia pozbyła się wszystkiego, ale po twoim wpisie sądzę, że rzeczy po swojej suni na razie nie powinnaś oddawać nikomu; są dla ciebie ostatnim namacalnym dowodem na to, że istniała; posłanie ma jej zapach, a na obroży znajdziesz pewnie kłaczki sierści; jeśli masz siłę, wtulaj twarz w jej kocyk i rycz do upadłego;
      i trzymaj się
      wrex
    • forio Re: Zmarła moja sunia 28.08.12, 10:05
      Dziękuję Ci bardzo.
      • m_jak_mysz Re: Zmarła moja sunia 28.08.12, 16:44
        Wrexham pięknie i mądrze to naposała, Ty też. Bardzo Ci współczuję, zwlaszcza że pewnie nie wszyscy zrozumieją Twój ból, bo to "tylko pies". A to przecież żałoba po nagłej śmierci ukochanej istoty i masz prawo do rozpaczy. Trzymaj się. Ona na pewno wiedziała, jak ją kochasz, psy czują nasze emocje bardzo dobrze. A nikomu, nawet najbliższym, nie jesteśmy zawsze i wszędzie dawać wszystkiego na co zasługują i czego potrzebują. Tak już jest...
    • czarna.kotka.psotka Re: Zmarła moja sunia 31.08.12, 10:59
      Serdecznie Ci współczuję. Wiem, jak boli strata futrzanego Przyjaciela. Kiedyś, tak jak napisały osoby wypowiadające się przede mną - ten ból minie. Ale może będzie dla Ciebie pocieszeniem fakt, że psinka - tak rozumiem z Twojej wypowiedzi - długo się nie męczyła. Właściwie - odeszła szczęśliwa po spacerze i dobrej kolacji. Chociaż taka nagła śmierć jest szokiem (mój pierwszy piesek też odszedł tak nagle - cierpiał kilka godzin), to chyba jeszcze gorsze byłoby, gdybyś musiała podjąć decyzję o skróceniu jej cierpienia. A teraz pieseczek jest już za TM, gdzie jej nic nie boli, ma pod dostatkiem dobrego jedzenia i może sobie brykać na zielonej trawce. Może wkrótce podeśle Ci jakąś swoją następczynię?
      Trzymam za Ciebie kciuki.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka