m.a.p
30.01.06, 11:14
Szanowni Państwo,
mam taki oto problem: niedawno przygarneliśmy z mężem błąkającą się po naszym
osiedlu suczkę.
rozwiesiliśmy ogłoszenia - ale nikt się po nią nie zgłosił, więc z każdym
dniem coraz bardziej pewne jest, że suczka zostanie z nami.
jest kochana, słodka i bardzo, bardzo spokojna przy nas, ale z drugie strony
widać, ze żyje w ciągłym napięciu, stresie, boi się wszystkiego, nawet jeśli
z mężem rozmawiamy ze sobą i musimy trochę podnieść głos - bo się nie
słyszymy - to wywołuje w niej lęk i ucieczkę za najbliższy winkiel.
na nią ani do niej nie krzyczymy w ogóle - staramy sie ją przekonać, że z
naszej strony nie spotka jej nic złego.
suczka dołączyła do naszego psa (starszawy schroniksowy kundel) oraz kota - i
ku naszej wielkiej radości (i zdumieniu) między całą trójką wszystko układa
się doskonale. żadnych zgrzytów, warczeń, szczekań, fuczeń. Nasz pies w swoim
poprzednim schorniksowym życiu miał kolejno dwie partneki boksowe - stąd
zapewne jego przyjazna postawa wobec nowej.
i teraz - niestety na tym idealnym obrazie powstają dwie rysy.
jedna z nich dotyczy tytułowego moczenia się suczki.
leżąc na swoim posłaniu - ona po prostu robi pod siebie i później w tym leży.
(dodam, że psy są wyprowadzane na spacery oraz spędzają na dworzu dużą część
dnia, w ogrodzie mają swoje ocieplane budy; noce spędzają w domu)
nigdy jej za to nie skarciłam - wiem, ze to by nie miało sensu, ale
widocznie, ktoś to musiał wcześniej robić, ponieważ jak zabieram się do
sprzątania - suka ucieka z podkulonym ogonm i strachem w całej postawie.
druga rysy - to zamiłowanie do niszczenia posłania, tak swojego jak i
posłania drugiego psa. kiedy nas nie ma w pobliżu psów - posłania są
wywlekane z bud i szatkowane na mini-kawałeczki. Pies nigdy dotychczas tego
nie robił (choć wiem, że istnieje niewielki procent możliwości, że owo
szatkowanie jest dziełem psa a nie suki), wiec podejrzewamy z mężem, ze to
suczka załatwia swój i nie swój materac.
i tutaj mam wielką prośbę o pomoc i poradę - co z tym wszystkim zrobić?
byliśmy z suczką u weterynarza, ale niestety jakoś mało wykazał on
zainteresowania naszym probleme. widać było, ze nie wie co robić... kazał
przeczekać - 'suczka się do państwa przyzwyczai i przestanie', a po jakimś
czasie naszego wyczekiwania na konkretna pomoc - przepisał nam dla niej
hormony. ale jako, że zrobił to bez przekonania - powiem szczerze, że jeszcze
recepty tej nie zrealizowałam.
przepraszam, ze tak sie rozpisałam!
będę wdzięczna za pomoc, uwagi porady!
Pozdrawiam serdecznie,
gosia