magda_emem
13.03.07, 22:43
Przeważnie jest tak że koty albo umierają w samotności albo my towarzyszymy
im w ostatnich chwilach..
Ja miałam ten zaszczyt towarzyszyć mej kotce w ostatnich momentach życia.
Tak już przeważnie było że nie mogłam zasnąć bez kota. Uwielbiałam zasypiac
obok kota i budzic sie razem z nim . Przeżyliśmy razem 13 lat w smutkach i
radościach. Odeszła na moim łóżku , w mych objęciach w ogromnym cierpieniu
(dusiła się od 3 lat ).
To jest niesamowity widok kotan który lada moment zejdzie na tamten świat.
Przerażający widok a zarazem piękny ...Łzy płyneły..
Półtorej godziny płaczu..Mojego i Jej..Wysiłku..
I w pewnym momencie wszystko się wycisza..
Umarła..
W szoku robimy dziwne rzeczy . Ja obmyłam jej buzie wodą i zawinełam w kocyk
i zniosłam do piwnicy położyć ją w swoim kąciku , zostawiając kartek "KOT
ZDECHŁ" tacie..Tato też bardzo ją kochał...
Rok zleciał , ja nadal nie mam kota , psa ...i chyba już nie bede mieć..
Za bardzo ją kochałam , by móc oddać swe serce ponownie