windows3.1
18.09.09, 14:15
kilka dni temu przejeżdżałem autem przez miasto, gdzie przyszło mi
kiedyś odsługiwać wojsko. Oczywiście wspomnienia itd itp, i wtedy
uświadomiłem sobie, że najmilej wspominam z tamtych czasów pijaństwo.
Najbardziej na pijaństwo nadawały się tzw. warty garnizonowe. My
pilnowaliśmy na ogół składu uzbrojenia i amunicji, położonego w
lesie poza miastem. Było to kilka magazynów w środku i kilka
budyneczków infrastruktury wokół, wszystko ogrodzone podwójnym
płotem, którego obejście zajmowało jakieś trzy kwadranse. Warta
polegała na tym, że żołnierze danej zmiany w dziesięciominutowych
odstępach obchodzili teren i z rozmieszczonych co kilkaset metrów
telefonów dawali znać na wartownię gdzie są, np. „pierwszy na
pierwszym”, „pierwszy na drugim” etc. Oprócz zmiany pełniącej wartę
były też zmiany odpoczywająca i czuwająca, obie w wartowni przy
bramie głównej. Piło się wszędzie, ale najbardziej smakowała wódka
pozostawiona w śniegu przy telefonach. Żadnej kontroli się nie
spodziewaliśmy, zresztą byliśmy uprzedzeni, że jakby co to
dostaniemy wcześniej znać.
Był tylko jeden problem: na wartę szło się z ostrą amunicją.
A wiadomo, że wóda i ostra amunicja to mieszanka wybuchowa. Dlatego
najbardziej odpowiedzialne zadanie miał dowódca warty i zbrojmistrz.
Musieli dopilnować, żeby wszystke kałachy zmian czuwającej i
odpoczywającej były zamknięte w zbrojowni (co było zresztą zgodne z
regulaminem). Ale musieli też pilnować, żeby chłopakom wychodzącym
na obchód wyjąć z kałacha magazynek z ostrą amunicja i załadować
pusty, a po powrocie odwrotnie (to już naturalnie było niezbyt
zgodne z regulaminem). I to działało! Podczas moich wart
garnizownowych nie zdarzył się ani jeden wypadek z bronią. Były to
zresztą zbawienne środki ostrożności, bo po 2 godzinach chodzenia
zimą po lesie w środku nocy prędzej czy późnej każdemu przychodziły
do głowy durne pomysły, typu zaczaić się na kolegę i udawać
amerykańskiego dywersanta. A po warcie garnizonowej zawsze była doba
luzu, więc można było odespać kaca.
**
to tak tytułem rozbiegówki. wasze przygody z cyklu alkohol i mundur?