kjhubner
03.11.09, 20:20
Grzegorz Kwaśniak 03-11-2009, ostatnia aktualizacja 03-11-2009 18:46
Z naszego wojska zostały tylko żałosne resztki, które wegetują,
podtrzymując z dnia na dzień podstawowe funkcje życiowe, takie jak
kierowanie, zaopatrzenie i ochrona własna - pisze ekspert ds. wojskowych
Kiedy w lipcu 2009 roku ostatni żołnierze z poboru opuścili koszary,
rząd ogłosił wielki sukces na drodze do profesjonalizacji Sił Zbrojnych.
Tej optymistycznej atmosfery nie zakłóciły jednak żadne głosy rozsądku
płynące od osób i instytucji bezpośrednio związanych z armią. W sferach
rządowych zapanował urzędowy optymizm i długo nie można było znaleźć
żadnych oficjalnych danych na temat tego "sukcesu".
Pełno dowódców i urzędników
Dopiero w październiku, trochę przez przypadek, na oficjalnej stronie
internetowej MON (www.wp.mil.pl) udało mi się zaleźć informację, że stan
ewidencyjny żołnierzy w Siłach Zbrojnych RP na 30 września 2009 r.
wynosi 95 360, z czego 139 osób to generałowie; 22670 – oficerowie; 41
850 – podoficerowie, a 28 200 – szeregowi (zawodowi i nadterminowi).
Wynika z tego jasno, że stosunek generałów i oficerów do szeregowych
wynosi 1 do 1,23, a więc na jednego generała i oficera przypada 1,23
szeregowego. Stosunek ten jest jeszcze bardziej szokujący, jeżeli
weźmiemy pod uwagę generałów i oficerów plus podoficerów zawodowych
(czyli ogólnie kadrę kierującą), wtedy wyniesie on 1 do 0,43, czyli na
jednego kierującego (generała, oficera lub podoficera) przypada 0,43
bezpośredniego wykonawcy (szeregowego).
Spróbujmy sobie wyobrazić w tej sytuacji funkcjonowanie jakiejkolwiek
innej publicznej lub prywatnej organizacji, np. przedsiębiorstwa, gdzie
w teorii stosunek ten powinien wynosić około jeden do sześciu
(rozpiętość kierowania).
Co to oznacza w praktyce dla naszych Sił Zbrojnych i dla naszego
bezpieczeństwa? Otóż, znaczy to, że w Wojsku Polskim istnieje obecnie
następująca sytuacja:
- w czołgach i innych wozach bojowych są dowódcy, ale nie ma kierowców i
działonowych – a więc nie ma kto nimi jeździć i nie ma kto z nich
strzelać,
- samochody pozbawione są kierowców i mechaników – a więc stoją w
garażach i rdzewieją,
- w magazynach broni jest pełno karabinów i amunicji – ale nie ma kto z
nich strzelać,
- na strzelnicach i placach ćwiczeń nie jest realizowane szkolenie, bo
nie ma tam kogo szkolić.
Natomiast dowództwa i sztaby pełne są dowódców i urzędników wojskowych,
którzy produkują tysiące, w większości nikomu niepotrzebnych, dokumentów
w postaci rozkazów, pism, załączników, wniosków, próśb, planów,
harmonogramów, strategii, wizji, misji itd.
Profesjonalizacja gwoździem do trumny
Co z tego wynika? Otóż, od lipca 2009 r. Siły Zbrojne RP nie są w stanie
wypełniać swojej konstytucyjnej misji obrony terytorium kraju (art. 26) –
ani pośrednio przy wsparciu sił sojuszniczych NATO, ani tym bardziej
bezpośrednio, czyli samodzielnie, w sytuacji gdyby nasi sojusznicy mieli
inne, ważniejsze zadania. A zatem Siły Zbrojne RP nie istnieją! Ani w
ujęciu funkcjonalnym, ponieważ nie są w stanie właściwie wypełniać
swoich podstawowych funkcji, ani nawet w ujęciu organizacyjnym, ponieważ
ich struktury istnieją tylko formalnie, pozostały z nich tylko żałosne
resztki, które wegetują, podtrzymując jedynie z dnia na dzień swoje
podstawowe funkcje życiowe (kierowanie, zaopatrzenie, ochrona własna).
Powodem takiego stanu są oczywiście wieloletnie zaniedbania i błędy
popełniane przez kolejne rządy, ale do czasu, gdy w szeregach armii
służyli żołnierze z poboru, sytuacja – chociaż trudna – możliwa była
jeszcze do opanowania. Jednak likwidacja poboru doprowadziła do kryzysu
i prawie całkowitej dysfunkcjonalności naszych Sił Zbrojnych. Sytuację
dodatkowo komplikuje jeszcze udział Sił Zbrojnych w misjach poza
granicami kraju, co powoduje dalsze ograniczanie i tak już skromnych
zasobów, głównie finansowych, na ich funkcjonowanie w kraju.
Gwoździem do trumny naszych Sił Zbrojnych stała się więc nieprzemyślana
i pośpieszna, ale za to typowo propagandowa (piarowska), decyzja
obecnego rządu, a dokładnie premiera Donalda Tuska, o przeprowadzeniu
ich profesjonalizacji do końca 2010 r. oraz jej bezkrytyczna i bezmyślna
realizacja przez ministra Bogdana Klicha przy biernej i konformistycznej
postawie decydentów wojskowych.
Autor jest pracownikiem naukowym Akademii Obrony Narodowej, specjalistą
w zakresie polityki i strategii bezpieczeństwa
Swietna nasza armia bez szeregowców ale z generałami !
A rząd siedzi i myśli a my płacimy podatki !
To w policji, straży pożarnej, więziennej i granicznej jest więcej ludzi
niż naszego wojska !
To może zlikwidowąc armię a dozbroić pozostałe formacje i wrócić do
zapomnianego wojska jakim było OTK (obrona terytorialna kraju) !
szkolic i dozbroić obrone terytorialna a zlikwidowąc wycieczki
zagraniczne naszego wojska np do afganistanu !