bmc3i
14.01.11, 14:07
Fragment artykuły w "Rzeczpospolitej"
Błędy Rosjan
Raport MAK milczy na temat błędów kontrolerów, choć było ich wiele. Tymczasem to oni w decydujących momentach, kiedy samolot był ok. 8 – 10 km przed lotniskiem, utrzymywali załogę w przekonaniu, że jest na właściwej „ścieżce i kursie”. Co było nieprawdą. Ryżenko – jak czytamy w polskich uwagach do projektu raportu MAK – nie reagował na „znaczne” odchylenia samolotu od nakazanej ścieżki schodzenia.
Co ciekawe, MAK potwierdził to w treści raportu, ale nie określił tego jako błąd. 8 km od lotniska Tu-154M znajdował się bowiem 100 metrów powyżej prawidłowej ścieżki – wynika z dokumentu. Raport wskazuje też, że w ostatniej fazie lądowania widzialność sięgała zaledwie 200 metrów, a kontrolerzy sprowadzali samolot na ślepo.
Dlatego m.in. za późno wydali komendę „horyzont”, wzywającą do przerwania lądowania. Padła, gdy tupolew był już ok. 10 metrów nad ziemią. Pilot nie miał żadnych szans poderwać maszyny.
Przestarzały sprzęt
Z tych informacji jednoznacznie wynika, że kontrolerzy sprowadzali samolot prosto na brzozy, w pobliżu lotniska. Nie wiadomo dlaczego. Być może zawiódł sprzęt, który obsługiwali.
Z raportu MAK wynika, że urządzenia, które miały pomóc w wylądowaniu Tu-154M, pamiętały czasy Związku Radzieckiego. Na smoleńskim lotnisku działał prymitywny system radiolokacyjny (RSP-6 M), który został wyprodukowany w 1989 roku.
Najbardziej szokujące jest jednak to, że w ostatniej fazie schodzenia Tupolewa do lądowania kontrolerzy najprawdopodobniej stracili go z radarów.
Zgodnie z prawem na terenie Rosji wszystkie urządzenia lotnicze, również lotniska i samoloty dopuszcza do użytku i certyfikuje MAK. Trudno więc się spodziewać, aby komitet mógł się przyznać do swojej ewentualnej wcześniejszej pomyłki.
www.rp.pl/artykul/593704_Co-chcieli-ukryc-ludzie-Anodiny.html