michal_wawa
21.04.04, 10:29
Bezzałogowy bombowiec
Amerykanie wypróbowali w niedzielę swoją nową broń - bezzałogowy bombowiec.
Próba odbyła się w bazie sił lotniczych Edwards w Kalifornii. Wypuszczona
przez samolot bomba spadła w odległości kilkudziesięciu centymetrów od
ciężarówki, która służyła za cel.
Gdyby bomba była uzbrojona, cel zostałby oczywiście zniszczony. Próba więc
była udana.
Producentem bezzałogowego bombowca jest firma Boeing. Samolot nosi nazwę X-
45. Przeznaczony ma być do misji szczególnie niebezpiecznych, na przykład
niszczenia radarów przeciwnika. W typowej dla siebie akcji bojowej X-45
otrzyma wstępne dane o celu (współrzędne) przed startem. Misja będzie więc
mogła być prowadzona automatycznie, ale będzie też możliwość zdalnego
pilotażu lub aktualizacji danych w czasie lotu.
Podczas przeprowadzonej na poligonie kalifornijskiej bazy Edwards próby X-45
otrzymał dane o celu przed startem. Podczas lotu rola kierującego misją
oficera ograniczyła się do zatwierdzenia decyzji o otwarciu luku bombowego.
Samolot leciał wtedy na wysokości ponad 10 tysięcy metrów z prędkością 711
kilometrów na godzinę. Odległość pomiędzy celem a miejscem startu wynosiła
129 kilometrów.
X-45 ma kształt litery Y. Waży 3624 kilogramy, a jego rozpiętość skrzydeł
wynosi ponad 10 metrów. Kosztować będzie pomiędzy 10 a 15 milionów dolarów.
Kierownictwo firmy Boeing ma nadzieję, że produkcja bombowców pójdzie w setki.
Samoloty bezzałogowe są już używane przez amerykańskie lotnictwo, ale są to
maszyny zaprojektowane do prowadzenia rozpoznania. Przykładem może być
szpiegowski Predator, wykorzystywany między innymi w Afganistanie. Predator
ma 7 metrów długości, a rozpiętość skrzydeł 15 metrów. Jego zasięg to 2
tysiące kilometrów. Innym amerykańskim samolotem bezzałogowym jest RQ-4A
Global Hawk - samolot wywiadowczy o zasięgu globalnym. Podczas jednego lotu
może pokonać ponad 20 tysięcy kilometrów. Podobnie jak X-45 jest on
niezależny od obsługi naziemnej - potrafi sam wystartować, wykonać
zaprogramowane wcześniej zadania, wrócić do bazy i wylądować. łK, AP
Amerykanie uciekają z rozwojem techniki.
I mają chyba rację - bezzałogowce to przyszłość ze względów ekonomicznych i
przede wszystkim politycznych. Nie giną amerykańscy chłopcy a więc i poparcie
dla działań nie spada.
Za 15 lat pewnie 2 amerykańskie lotniskowce podpłyną do "złego" państwa
wypuszczą chmarę 250 bezzałogowców (mniejsze są to ich więcej sie zmiesci)
pobombardują, zlikwidują infrastrukturę wojskową, transprtową, łącznąść i
odetną dostawy prądu. Poczekają dwa tygodnie, wyślą dwie albo trzy brygady
(też pewnie duża ilość sprzętu bezzałogowego) zrobią porządek z resztkami
oporu a potem zostawią państwo NATO albo ONZ do nadzoru i obudowy (pewnie
jeszcze za własną kasę zaoszczędzoną na niewypłaconych odszkodowaniach dla
rodzin poległych żołnierzy) :-))))