windows3.1
22.03.14, 00:20
tak się składa, że w początkach marca jechałem ze Szczecina do Warszawy starą trasą, to znaczy nie autostradą poznańską, ale przez Wałcz, Nakło, Bydgoszcz i Toruń. Pogoda była piękna, miałem trochę czasu, więc postanowiłem zerknąć na Wał Pomorski, gdzie wstyd się przyznać nigdy nie byłem, a w tamtych stronach w ogóle bywam bardzo rzadko.
No i dupa blada.
Nie miałem żadnego przewodnika, nie mam internetu w komórce, pomysł z Wałem strzelił mi do łba dopiero rano przy śniadaniu w Szczecinie, więc liczyłem że trafię coś przy drodze, ale niestety. W żadnej z miejscowości przez które przejeżdżałem - Kalisz Pomorski, Mirosławiec, Wałcz - nie znalazłem przy głównej trasie 10-tki żadnych drogowskazów, tablic, reklam, informacji, jedynie tu i ówdzie peerelowskie prymitywne pomniko-obeliski w stanie mocno zaawansowanym. Liczyłem na jakieś pole bitwy, umocnienia, cmentarz, miejsce widokowe, ale nic z tych rzeczy.
Przez Wałcz przejechałem dwa razy w te i wewte bo pamiętałem, że było tam chyba Muzeum Wału, tamtejsze rondo objechałem chyba z pięć razy, zanim w końcu zupełnie na czuja trafiłem na pogarnizonowy teren jakiejś szkoły-uczelni. Tam z tyłu stoi baraczek robiący za Muzeum, jak się okazało czynny od kwietnia to września (było chyba dwa tygodnie po rocznicy przełamania), a przez zakratowane okna widać część ekspozycji (mundury, mapy, zdjęcia, broń).
Peerelowskiej corocznej hecy wokół "Przełamania Wału" miałem zawsze powyżej dziurek od nosa, ale stojąc przed tym baraczkiem mimo wszystko poczułem się trochę nieswojo.