m87orkan
09.10.14, 20:35
Tego lata wakacje spędziłem nie, jak większość, w ciepłych rejonach planety, a wręcz odwrotnie. Byłem na Spitsbergenie (czyli właśnie w prowincji Svalbard).
Jest to archipelag wysp o powierzchni ok. 2/3 Polski. Jest to terytorium zależne Norwegii. Jednak na podstawie porozumienia z rządem Rosji funkcjonuje tam miasto Barentsburg, zamieszkałe całkowicie przez Rosjan, którzy pracują w kopalni węgla.
Trochę Rosjan jest też w Longyearbyen, gdzie szukają roboty, albo wykonują różne proste prace, typu kasjerka, kierowca etc.
Archipelag ma tę zaletę, że ma najbardziej wysunięty na północ niezamarzający port, spore złoża dobrego jakościowo węgla i ogólnie jest wygodną bazą do kontrolowania części Oceanu Arktycznego.
Pomyślałem, że gdyby za kilkanaście lat Rosjanie, ośmieleni ewentualnym sukcesem w przejęciu części Donbasu, chcieliby powtórzyć to samo na Spitsbergenie, to nie byłoby za bardzo jak się im przeciwstawić.
Jest tam tylko jedno duże lotnisko, zdolne przyjąć ciężkie samoloty transportowe, na stałe nie ma tam żadnej policji, ochrony, niczego, choć localsi są uzbrojeni masowo w sztucery myśliwskie (poza miastami poważne zagrożenie ze strony niedźwiedzi polarnych), to nie sądzę, by im to pomogło wobec masy zielonych ludzików. Codziennie startuje tam patrolowa Super Puma, ogarniająca okolice Longyearbyen, poza tym nic. Archipelag na większości swojej powierzchni jest rezerwatem, nie pilnuje go nikt.
Ciężki sprzęt raczej się nie sprawdzi, na wyspie dominuje lodowiec, teren górzysty, na nizinach tundra, w krótkiej porze letniej miękka i mokra.
Jestem ciekaw, czy ktoś z decydentów bierze pod uwagę opisaną ewentualność...