stary_chinczyk
06.04.21, 21:14
Ta sprawa była poruszana ostatnio przy okazji kilku dyskusji. Padały stwierdzenia, że gdyby nie
„afera torpedowa”, to Amerykanie już na początku wojny zadaliby wielkie straty
Japończykom.
Czy jednak rzeczywiście całą sprawę można rozpatrywać w kategoriach afery,
czy był to normalny efekt niedojrzałości nowatorskich rozwiązań. Przecież Niemcy, których
flota opierała się o torpedy, przeszli przez podobną historię. W kampanii norweskiej ich
OP poniosły kompletne fiasko. Strzelały do brytyjskich pancerników i krążowników
wielokrotnie, nie zatopiły nic. Zawodziły detonatory, urządzenia kontrolujące głębokość i inne.
Dwukrotnie bezskutecznie OP odpaliły salwę torped w kierunku HMS Warspite. Próba
storpedowania HMS Ark Royal skończyła się zatopieniem atakującego ubota. Nawet pierwsza
salwa U-47 oddana do HMS Royal Oak nie wyrządziła mu większych szkód.
Wszczęto śledztwo, zamknięto nawet admirała i paru oficerów odpowiedzialnych za
program torpedowy. Ale później ich wypuszczono i przywrócono do służby.
Niszczyciele miały ten sam problem, co przyczyniło się wydatnie do ich zmasakrowaniu przez Brytyjczyków.
Jedynà chyba dużą flotą, której torpedy działały, była Japońska. W RN torpedy nie miały dużego znaczenia, ale i tu były problemy z detonatorami. Które zresztą uratowały ich własny krążownik w czasie pościgu Bismarcka.
Tak więc czy rzeczywiście afera, czy też normalny etap w rozwoju uzbrojenia, przez który lżej lub ciężej przechodzili niemal wszyscy. Problemy wyszły gdy nagle zaczęto masowo używać torped bojowo. No ale w zasadzie to kiedy miały wyjść ?