Dodaj do ulubionych

Czarna księga militarnego budownictwa okrętowego

30.10.02, 18:07
Zrobiło się forum morskie pełną gębą.
Na "Samolotach" był wątek o nieudanych konstrukcjach, tu też można.
Moje typy :
1. "Wielkie lekkie krążowniki" typu "Courageous"/"Furious". 20 000 ton std,
31 węzłów, 4x381mm albo 2x457mm - i przy tym pancerzyk burtowy 76 mm, każdy
krążownik mógł ogniem swojej artylerii narobić potężnych szkód. Ażurowa
konstrukcja - silniejsze fale gięły poszycie. Szczęście, że później dały się
z niezłym skutkiem przerobić na lotniskowce co zmyło plamę z honoru biur
technicznych RN.
2. Wszelkie podwodne monitory - znów Brytyjczycy z klasą "M" - działo 305mm,
kompletnie nieudane, chętnie tonące. Po konwersji jednego na podwodny
lotniskowiec - to samo. Francuski "Surcouf" ( 2x203mm ) był ponoć bardziej
udany, ale pechowy. A cała klasa kompletnie chybiona, okręty za wielkie, malo
zwrotne, kłopotliwe w manewrowaniu i o wątpliowej przydatności uzbrojenia.
3. Okręty hybrydowe - artyleryjsko/rakietowo-lotnicze. Czyli przebudowa
pancerników "Ise" i "Hyuga" na półlotniskowce - grupy lotnicze o żadnej sile,
zapasy paliwa na okręcie groźne, artyleria osłabiona. I rosyjskie krążowniki
lotnicze klas "Moskwa"-"Baku", szczególnie "Kijów", z beznadziejnymi Jakami-
36/38, zmarnowana wyporność 36 000 ton std. Prawie tyle samo ma prawdziwy
lotniskowiec "Charles de Gaulle", z prawdziwą grupą lotniczą. A ze
współczesnych - o połowę mniejsza była klasa "Clemenceau", posiadająca
prawdziwe samoloty F-8 i Super Etendard.
Obserwuj wątek
    • michalgajzler Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 30.10.02, 18:18
      Jednak jeszcze nie zniknąłem.

      Nie zapominajmy o Hood'zie (chociaż o nim juz sporo było).
      Inna moja propozycja to niemieckie U-25 i U-26. Wyjatkowo
      awaryjne (silniki) i niestateczne (mimo to wysyłano je
      m.in na minowanie) chociaż odniosły pewne sukcesy w walce
      to do udanych zaliczyć ich raczej nie można.
      • dreaded88 Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 30.10.02, 18:22
        Jak "Hood" to w ogóle cała angielska gałąź krążowników liniowych,
        od "Invicible'a" począwszy.
        Ja znikam :-)
    • Gość: barnaba Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 30.10.02, 18:44
      Zbudowane pod koniec XIX w krążowniki uzbrojone w działa kal. 240-320 mm- w
      założeniu te nieduże, słabo opancerzone i szybkie jednostki miały toczyć
      równorzędną walkę z okrętami liniowymi. W praktyce były one wyraźnie
      przeciążone, miały b. małą szybkostrzelność, a siła odrzutu dział uszkadzała
      lawety. Celność ognia również była niewielka.

      pozdrawiam
      • dreaded88 Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 02.11.02, 15:34
        Nie sposób nie dostrzec ich ideowego pokrewieństwa z wymienionymi przeze
        mnie "wielkimi lekkimi krążownikami". Powstanie tych ostatnich wiązało się z
        koncepcją sforsowania przez Royal Navy cieśnin duńskich i działań na Bałtyku z
        wysadzaniem desantów na Pomorzu włącznie. WKL były okrętami dedykowanymi do
        tych operacji - prędkość, uzbrojenie, małe zanurzenie. Nie wiem tylko jak ktoś
        wyobrażał sobie pojedynki artyleryjskie z ciężkimi okrętami niemieckimi z ich
        udziałem, ja jestem w stanie przedstawić sobie tylko jeden scenariusz -
        trafiają raz czy dwa pancernik czy krązownik liniowy i giną od pierwszej celnej
        salwy tamtego. Te jednostki nadawały się do użytku w pierwotnej postaci w
        zasadzie tylko jako rodzaj szybkich monitorów - podchodzą do brzegu, bombardują
        swoimi ciężkimi działami co trzeba i zjeżdżają natychmiast po dostrzeżeniu
        jednostek wroga.
        BTW - idea przedarcia się na Bałtyk w czasie WW2 została sensowniej
        zabezpieczona koncepcyjnie - rdzeniem zespołów miały być pływające baterie
        zbudowane wokół przestarzałych pancerników klasy "R" - z uzbrojeniem
        zredukowanym do 4x381 mm, ale za to potężnym pancerzem horyzontalnym i
        kesonami, czyniącymi je niewrażliwymi na torpedy...
    • serwal Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 02.11.02, 16:08
      dreaded88 napisał:

      > > 3. Okręty hybrydowe - artyleryjsko/rakietowo-lotnicze. Czyli przebudowa
      > pancerników "Ise" i "Hyuga" na półlotniskowce - grupy lotnicze o żadnej sile,
      > zapasy paliwa na okręcie groźne, artyleria osłabiona. I rosyjskie krążowniki
      > lotnicze klas "Moskwa"-"Baku", szczególnie "Kijów", z beznadziejnymi Jakami-
      > 36/38, zmarnowana wyporność 36 000 ton std. Prawie tyle samo ma prawdziwy
      > lotniskowiec "Charles de Gaulle", z prawdziwą grupą lotniczą. A ze
      > współczesnych - o połowę mniejsza była klasa "Clemenceau", posiadająca
      > prawdziwe samoloty F-8 i Super Etendard.

      Tak - przyklad "Ise" i "Hyuga" jest calkiem trafny. Te okrety mialy przewozic
      wodnoplaty. Nawet jesli udaloby sie wyrzucic w powietrze taka grupe lotnicza,
      to co z tego? Wyobrazacie sobie atak wodnoplatów na amerykanskie lotniskowce
      typu "Essex".
      Co do krazownikow lotniczych WMF, to mozna rosjanom zlozyc kondolencje za
      wyprodukowanie "pozlacanej" broni.
      • mac.card Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 02.11.02, 21:33
        serwal napisał:

        > Tak - przyklad "Ise" i "Hyuga" jest calkiem trafny. Te okrety mialy przewozic
        > wodnoplaty. Nawet jesli udaloby sie wyrzucic w powietrze taka grupe lotnicza,
        > to co z tego? Wyobrazacie sobie atak wodnoplatów na amerykanskie lotniskowce
        > typu "Essex".
        > Co do krazownikow lotniczych WMF, to mozna rosjanom zlozyc kondolencje za
        > wyprodukowanie "pozlacanej" broni.


        Nie tylko wodnopłaty. Przewidywano dla nich grupę 22 samolotów. Na "Ise" miało
        stacjonować 14 wodnosamolotów E16A Zuiun (Paul) i 8 bombowców nurkujących
        D4YA2a Suisei (Judy). Na "Hyuga" proporcje miały byc odwrotne, tzn. 8
        wodnowsamolotów i 14 bombowców. Suisei D4YA2a, to wersja przystosowana do
        katapultowania.

        Samoloty wchodziły w skład 634 korpusu lotniczego, który jednak przed bitwą na
        morzu Filipińskim, korpus nie osiągnął gotowości bojowej i dlatego oba
        pancerniki wystapiły bez samolotów.

        PS: Nawet wyposażenie okrętów w bombowce nurkujące, nie poprawie ogólnej oceny
        hybrydowej przeróbki. Po Midway Japończycy doznali takiego szoku, że "chwytali
        się brzytwy", aby zwiększyć liczbę lotniskowców. Tylko tym można wytłumaczyć
        powstanie takich potworków.
      • mac.card Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 02.11.02, 21:35
        serwal napisał:

        > Tak - przyklad "Ise" i "Hyuga" jest calkiem trafny. Te okrety mialy przewozic
        > wodnoplaty. Nawet jesli udaloby sie wyrzucic w powietrze taka grupe lotnicza,
        > to co z tego? Wyobrazacie sobie atak wodnoplatów na amerykanskie lotniskowce
        > typu "Essex".
        > Co do krazownikow lotniczych WMF, to mozna rosjanom zlozyc kondolencje za
        > wyprodukowanie "pozlacanej" broni.


        Nie tylko wodnopłaty. Przewidywano dla nich grupę 22 samolotów. Na "Ise" miało
        stacjonować 14 wodnosamolotów E16A Zuiun (Paul) i 8 bombowców nurkujących
        D4YA2a Suisei (Judy). Na "Hyuga" proporcje miały byc odwrotne, tzn. 8
        wodnowsamolotów i 14 bombowców. Suisei D4YA2a, to wersja przystosowana do
        katapultowania.

        Samoloty wchodziły w skład 634 korpusu lotniczego, który jednak przed bitwą na
        morzu Filipińskim, korpus nie osiągnął gotowości bojowej i dlatego oba
        pancerniki wystapiły bez samolotów.

        PS: Nawet wyposażenie okrętów w bombowce nurkujące, nie poprawie ogólnej oceny
        hybrydowej przeróbki. Po Midway Japończycy doznali takiego szoku, że "chwytali
        się brzytwy", aby zwiększyć liczbę lotniskowców. Tylko tym można wytłumaczyć
        powstanie takich potworków.
        • Gość: Kuba Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: 217.97.129.* 05.11.02, 14:53
          No tak ale japonczycy przebudowali na lotniskowce mnostwo innych okretow i
          wyszlo im to calkiem niezle. Polecam ksiazke "Okrety lotnicze japonii". Wedlug
          mnie ich przerobki okretow szpitalnych, baz wodnoplatow czy wycieczkowcow byly
          najlepsze na swiecie. To ze realna ich sila nie zostala nigdy spozytkowana to
          inna sprawa ale gdyby w 1942 roku mieli to co w bitwach na morzu Filipinskim z
          wyszkolonymi zalogami to pewnie nad Hawajami powiewala by flaga z wschodzacym
          sloncem...
          Osobiscie dla mnie kleska to Shinano..47 samolotow...
          • mac.card Japońskie przeróbki 07.11.02, 23:25
            Gość portalu: Kuba napisał(a):

            > No tak ale japonczycy przebudowali na lotniskowce mnostwo innych okretow i
            > wyszlo im to calkiem niezle. Polecam ksiazke "Okrety lotnicze japonii".
            Wedlug
            > mnie ich przerobki okretow szpitalnych, baz wodnoplatow czy wycieczkowcow
            byly
            > najlepsze na swiecie.

            Jakość konstrukcji należy zawsze oceniać w aspekcie koszt/efekt. Japońskie
            przeróbki, przenoszące po 30 samolotów nie zmieniłyby biegu wojny. Tyle samo
            miesciły amerykańskie lotniskowce eskortowe, które produkowano seryjnie w
            dziesiątkach sztuk. Największe przeróbki japońskie to "Hiyo" i "Junyo" - po 50-
            kilka maszyn. Miały fatalne zestawienie napędu: kotły z zestawu dla
            niszczycieli i maszyny statku pasażerskiego, co było przyczyną ciągłych awarii.
            Zdecydowanie, nie nazywałbym ich najlepszymi na świecie. Interesująca jest
            tylko konstrukcja japońskich jednostek pomocniczych, które od razu przewidywano
            do późniejszej przebudowy na lotniskowce. Miało to jednak związek nie z jakimiś
            supernowoczesnymi rozwiązaniami technicznymi, czyniącymi te jednostki lepszymi,
            bo takich rozwiązań japończycy nie zastosowali. Podziwiać należy raczej
            zdolności japońskich planistów morskich, którzy potrafili przewidzieć rolę
            lotnictwa pokładowego - chyba jako jedyni w świecie. Ciekawa jest zatem sama
            idea konstrukcji, a nie technologia.

            >To ze realna ich sila nie zostala nigdy spozytkowana to
            > inna sprawa ale gdyby w 1942 roku mieli to co w bitwach na morzu Filipinskim
            z
            > wyszkolonymi zalogami to pewnie nad Hawajami powiewala by flaga z wschodzacym
            > sloncem...

            Nad Hawajami nigdy taka flaga by nie zawisła. Decydowało o tym zbyt wiele
            przyczyn, nie tylko brak lotniskowców. Nawet Midway nie daliby rady długo
            utrzymać. Zbyt wyciągnięte linie zaopatrzeniowe, aż proszące się o interwencję
            okrętów podwodnych.

            > Osobiscie dla mnie kleska to Shinano..47 samolotow...

            Rozważano dwa warianty przebudowy "Shinano". Jeden, to kolos ze 150 samolotami
            na pokładzie, wariantem drugim był okręt bez własnej grupy lotniczej (ew. z 18
            myśliwcami). Do wariantu I musiano by zdemontować barbety artylerii głównej, co
            niepomiernie zwiększało zakres i czas przebudowy. Stanęło na kompromisie i
            właśnie 47-miu myśliwcach do własnej obrony. Dla mnie jest to przykład, że po
            Midway decyzje o przeróbkach zapadały w dość "panicznych" okolicznościach.
      • mac.card Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 02.11.02, 21:36
        serwal napisał:

        > Tak - przyklad "Ise" i "Hyuga" jest calkiem trafny. Te okrety mialy przewozic
        > wodnoplaty. Nawet jesli udaloby sie wyrzucic w powietrze taka grupe lotnicza,
        > to co z tego? Wyobrazacie sobie atak wodnoplatów na amerykanskie lotniskowce
        > typu "Essex".
        > Co do krazownikow lotniczych WMF, to mozna rosjanom zlozyc kondolencje za
        > wyprodukowanie "pozlacanej" broni.


        Nie tylko wodnopłaty. Przewidywano dla nich grupę 22 samolotów. Na "Ise" miało
        stacjonować 14 wodnosamolotów E16A Zuiun (Paul) i 8 bombowców nurkujących
        D4YA2a Suisei (Judy). Na "Hyuga" proporcje miały byc odwrotne, tzn. 8
        wodnowsamolotów i 14 bombowców. Suisei D4YA2a, to wersja przystosowana do
        katapultowania.

        Samoloty wchodziły w skład 634 korpusu lotniczego, który jednak przed bitwą na
        morzu Filipińskim, korpus nie osiągnął gotowości bojowej i dlatego oba
        pancerniki wystapiły bez samolotów.

        PS: Nawet wyposażenie okrętów w bombowce nurkujące, nie poprawie ogólnej oceny
        hybrydowej przeróbki. Po Midway Japończycy doznali takiego szoku, że "chwytali
        się brzytwy", aby zwiększyć liczbę lotniskowców. Tylko tym można wytłumaczyć
        powstanie takich potworków.
      • mac.card Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 02.11.02, 21:37
        serwal napisał:

        > Tak - przyklad "Ise" i "Hyuga" jest calkiem trafny. Te okrety mialy przewozic
        > wodnoplaty. Nawet jesli udaloby sie wyrzucic w powietrze taka grupe lotnicza,
        > to co z tego? Wyobrazacie sobie atak wodnoplatów na amerykanskie lotniskowce
        > typu "Essex".
        > Co do krazownikow lotniczych WMF, to mozna rosjanom zlozyc kondolencje za
        > wyprodukowanie "pozlacanej" broni.


        Nie tylko wodnopłaty. Przewidywano dla nich grupę 22 samolotów. Na "Ise" miało
        stacjonować 14 wodnosamolotów E16A Zuiun (Paul) i 8 bombowców nurkujących
        D4YA2a Suisei (Judy). Na "Hyuga" proporcje miały byc odwrotne, tzn. 8
        wodnowsamolotów i 14 bombowców. Suisei D4YA2a, to wersja przystosowana do
        katapultowania.

        Samoloty wchodziły w skład 634 korpusu lotniczego, który jednak przed bitwą na
        morzu Filipińskim, korpus nie osiągnął gotowości bojowej i dlatego oba
        pancerniki wystapiły bez samolotów.

        PS: Nawet wyposażenie okrętów w bombowce nurkujące, nie poprawie ogólnej oceny
        hybrydowej przeróbki. Po Midway Japończycy doznali takiego szoku, że "chwytali
        się brzytwy", aby zwiększyć liczbę lotniskowców. Tylko tym można wytłumaczyć
        powstanie takich potworków.
        • mac.card Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 03.11.02, 11:53
          Fajnie ostatnio działa to forum, nie ma co... :-)
          • Gość: Maks Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.pl 03.11.02, 12:19
            mac.card napisał:

            > Fajnie ostatnio działa to forum, nie ma co... :-)

            Widocznie admin ma narzuconą ilość postów jaka ma być na forum do końca roku i
            postanowił "podgonić" plan.
    • Gość: being28 Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.icpnet.pl 04.11.02, 00:09
      Z okresu 2 wojny swiatowej to mozna do ksiegi wpisac cala flote wloska i polowe
      japonskiej. W japonii szczegolnie Yamato, Musashi i Shinano. Kupa drogiej
      stali, mnogo luf i zadnego efektu bo amerykanie nawet nie wiedzieli o nich i
      nie budowali nic na przeciwage. Na koncy staly sie tarczami strzelniczymi. A
      zamiast Yamato podczas Midway jeden lotniskowiec wiecej i los wojny otwarty.

      • Gość: +++Ignorant Yamato kosztował pewnie tyle co dwa lotniskowce... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.11.02, 01:01
        Gość portalu: being28 napisał(a):

        > Z okresu 2 wojny swiatowej to mozna do ksiegi wpisac cala flote wloska i
        polowe
        >
        > japonskiej. W japonii szczegolnie Yamato, Musashi i Shinano. Kupa drogiej
        > stali, mnogo luf i zadnego efektu bo amerykanie nawet nie wiedzieli o nich i
        > nie budowali nic na przeciwage. Na koncy staly sie tarczami strzelniczymi. A
        > zamiast Yamato podczas Midway jeden lotniskowiec wiecej i los wojny otwarty.
        >
        >
        • Gość: +++Ignorant Re: Yamato kosztował, ale zastanówmy się... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.11.02, 01:08
          Sława!

          Że pancerniki były drogie to fakt...

          Ale zastanówmy się nad losami wojny gdyby zamiast nich budowano lotniskowce...

          Pozatem chciałbym aby ktoś porównał iłę militarną pancernika do lotniskowca

          Zacznijmy od siły ognia: ile pocisków mógł wystrzelić Yamato w jednostce
          czasu..?
          Słyszałem że nie mógł grzać z obu busrt, bo by mu nity poleciały...

          Ile samolotów z torpedami lub bombami mógł wysłaćw tym czasie lotniskowiec na
          ma max odległóść równą donośności dział

          I potem jaki był zasięg ówczesnych samolotów...

          Bo wydaje mi się, że i siła ognia i donośność lotnistkowca jest znacznie
          większa nawet gdy samolty traktujemy jako artylerię...

          Ale warto zrobić jakąś analizę ilościową...
          Kto jest na siłach..?

          Pozdrawiam!

          Ignorant
          +++
      • Gość: barnaba Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 04.11.02, 16:34
        Gość portalu: being28 napisał(a):

        > Z okresu 2 wojny swiatowej to mozna do ksiegi wpisac cala flote wloska i
        polowe
        >
        > japonskiej.

        Dlaczego? Włoskie okręty były nowoczesne i stanowiły spore zagrożenie dla
        marynarki brytyjskiej- nawet po ataku na Tarent. A że dowodzenie włoską flotą
        było fatalne to już inna sprawa.

        > W japonii szczegolnie Yamato, Musashi i Shinano. Kupa drogiej
        > stali, mnogo luf i zadnego efektu bo amerykanie nawet nie wiedzieli o nich i
        > nie budowali nic na przeciwage. Na koncy staly sie tarczami strzelniczymi.

        Faktycznie "superpancerniki wielkiej roli nie odegrały, ale rola okrętów
        liniowych podczas wojny na pacyfiku w ogóle nie była wielka. Co innego, gdyby
        weszły do akcji przed Midway lub kiedykolwiek spotkały się z pancernikami
        przeciwnika.
        Shinano bylby groźnym przeciwnikiem dla lotniskowców USA, o jego losie
        przesądził jednak przypadek- storpedowanie przez USS Archerfish i fatalnie
        prowadzona akcja ratunkowa.

        > A
        > zamiast Yamato podczas Midway jeden lotniskowiec wiecej i los wojny otwarty.

        Ryzykowne stwierdzenie. Zajęcie Midway nie stanowiłoby decydującego ciosu dla
        marynarki USA, które ze względu na ogromny potencjal gospodarczy mogły szybko
        uzupełnić straty.

        pozdrawiam
        • Gość: being28 Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 04.11.02, 16:45
          Jeden dodatkowy lotniskowiec pod Midway i tonie yorktown, pozniej Hornet,
          Enterprise itd, w nocy atak torpedowy japonskich niszczycieli i po zabawie. Na
          koniec obrona Pearl Harbour i po wojnie:))))
          • Gość: Słoju Re: Koniec wojny??? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.11.02, 17:07
            To sie zdziwiłem. Skąd ten lotniskowiec i pewność dwóch zatopień, dlaczego
            nagle taki sukces w walkach nocnych. W jaki sposób zdobyliby Pearl Harbour nie
            mając prawie floty desantowej i dlaczego nagle koniec wojny. Akurat wielkie
            kampanie II wś. nie były zdominowane przez tzw. decydujące bitwy, co zreszta
            pokazuje dalszy ciąg walk na pacyfiku w ale w odwtornym kierunku (czyli o
            japonii)
            Pozdrawiam

            Gość portalu: being28 napisał(a):

            > Jeden dodatkowy lotniskowiec pod Midway i tonie yorktown, pozniej Hornet,
            > Enterprise itd, w nocy atak torpedowy japonskich niszczycieli i po zabawie.
            Na
            > koniec obrona Pearl Harbour i po wojnie:))))
            • Gość: Being28 Re: Koniec wojny??? IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 04.11.02, 17:14
              Kilkanascie samolotow zatopilo Yorktowna, a dodatkowe kilkadziesiat daloby rade
              reszcie lotniskowcow. Wnioski z nocnej bitwy wynosze z pozniejszych batalii o
              Guada... cos tam na poludniu:))))) Amerykanie nie wiedzieli jeszcze o dlugich
              lancach i mogliby sie troche zdziwic. Porownaj Savo i Tasafaronge (pisze z
              glowy bo ksiazki mam kilkaset km stad). Z pearl harbour moglo byc jak z Wake,
              Guam itp. Moglobyc ale nie musialo.
              • Gość: Słoju Re: Koniec wojny??? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.11.02, 17:22
                Gość portalu: Being28 napisał(a):

                > Kilkanascie samolotow zatopilo Yorktowna, a dodatkowe kilkadziesiat daloby
                rade
                >
                > reszcie lotniskowcow. Wnioski z nocnej bitwy wynosze z pozniejszych batalii o
                > Guada... cos tam na poludniu:))))) Amerykanie nie wiedzieli jeszcze o dlugich
                > lancach i mogliby sie troche zdziwic. Porownaj Savo i Tasafaronge (pisze z
                > glowy bo ksiazki mam kilkaset km stad). Z pearl harbour moglo byc jak z Wake,
                > Guam itp. Moglobyc ale nie musialo.
                Do tego momentu to mozna pogdybać, rzeczywiście taki scenariusz mógł byc
                mozliwy ale dalej to myslenie zyczeniowe. Tamte wyspy były zdecydowanie bliżej
                baz japońskich i były słabiej bronione. Ich strata była bolesna ale niczego nie
                przesądzała. Pearl Harbour to ogromna baza, poza zasiegiem japońskiego
                lotnictwa. Atak wymagałby zniszczenia infrastruktury przez rozpoczęciem
                desantu, na tym etapie odpadał czynnik zaskoczenia. japońska flota była za
                słaba do tego celu. Japońskie operacje desantowe to amatorszczyzna, dobra na
                poczatku wojny ale nie do ataku na taki obiekt.
                Pozdrawiam

          • Gość: Maks Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.pl 04.11.02, 17:28
            Gość portalu: being28 napisał(a):

            > Jeden dodatkowy lotniskowiec pod Midway i tonie yorktown, pozniej Hornet,
            > Enterprise itd, w nocy atak torpedowy japonskich niszczycieli i po zabawie.
            Na
            > koniec obrona Pearl Harbour i po wojnie:))))

            ?????????????????? Niechby jakoś im się udało i zatopili a potem zdobyli PH,
            ale dlaczego miałoby być po wojnie? Zostało jeszcze parę wolnych stanów
            kontynentalnych, całkowicie nienaruszony potencjał gospodarczy i militarny
            (lądowy i powietrzny). Straty poniesione na morzu Amerykanie mogli uzupełnić w
            dość krótkim czasie. A w skuteczny desant na kontynent amerykański chyba nawet
            najwięksi Japońscy optymiści nie wierzyli.
      • dreaded88 Yamato/Musashi 04.11.02, 16:50
        Zgoda, że używane były jak brzytwa przez małpę, ale rozmiar uszkodzeń, które
        trzeba im było zadać, żeby je zatopić budzi u mnie cześć wręcz nabożną.
        Największą wadą tych okrętów była za mała prędkość, ledwo 27 węzłów to było
        strasznie mało na początku lat 40.
        Z drugiej strony - udział tych okrętów np. w walkach pod Gualdalcanalem mógł
        solidnie wpłynąć na los batalii. Tyle że wtedy je nie wiedzieć po co
        oszczędzano.
        "Shinano" był prowizorką, ale niegłupią - pancerny, teoretycznie niezatapialny
        lotniskowiec ( bo "Archerfish" miał wielkiego fuksa, w normalnych warunkach,
        gotowy do boju "Shinano" byłby na pewno nie tak słaby ) jako "baza tyłowa"
        grup.
        Flota włoska to inna kategoria, tak samo Niemcy w WWI źle używali
        Hochseeflotte, a okręty miała znakomite.
        • michalgajzler Re: Yamato/Musashi 04.11.02, 17:13
          dreaded88 napisał:


          > "Shinano" był prowizorką, ale niegłupią - pancerny,
          teoretycznie niezatapialny
          > lotniskowiec ( bo "Archerfish" miał wielkiego fuksa,

          Szczególnie że nie wiedzieli do czego strzelaja;)

          w normalnych warunkach,
          > gotowy do boju "Shinano" byłby na pewno nie tak słaby )

          No właśnie w normalnych warunkach. A tam ani okręt nie
          był wykończony ani załoga nie przeszkolona i skończyło
          się tak jak się skończyło.
      • Gość: jasiol Re: OT Japończycy IP: 157.25.88.* 04.11.02, 17:13
        Gość portalu: being28 napisał(a):
        > ...i los wojny otwarty.
        Los wojny był przesądzony od momentu ataku na Pearl Harbour. O ile Niemcy mieli
        jeszcze jakieś szanse na w miarę korzystny wynik, to jak się porówna potencjał
        przymysłowy Japończyków i USA, to jedyne co mogli zrobić Japończycy, to prosić
        o łagodny wymiar kary. A, że tego nie zrobili, to ich ślicznie wpuszczono w
        wojnę i się skończyło jatką.
        • Gość: Being28 Re: OT Japończycy IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 04.11.02, 17:22
          Wyobraz sobie,ze japonia nie atakuje Pearl Harbour tylko zajmuje Filipiny i
          reszte. W Ameryce nikt nie spieszy sie do wojny. Nikt nie wie o co chodzi w tej
          wojnie, o co walcza i gina zolnierze itp. Ogolnie niskie morale...
          Flota pacyfiku plynie w odsieczy Corregidorowi i tam dochodzi do walnej bitwy.
          Japonskie Zera kontra Wildcaty i Buffalo, Kate na Devastatory, Yamato na
          Nevade, a Fubuki na czterofajkowce.
          Podobnie jak pod Cuszima masakra i nie ma juz przeszkod w dalszej inwazji, a w
          Ameryce nie ma Corsairow i Hellcatow, a Essexy dopiero za 2 lata:))))

          • Gość: zwiadowca Re: OT Japończycy IP: *.gl-jp.digi.pl 06.11.02, 13:55
            Gość portalu: Being28 napisał(a):

            > Wyobraz sobie,ze japonia nie atakuje Pearl Harbour tylko zajmuje Filipiny i
            > reszte. W Ameryce nikt nie spieszy sie do wojny. Nikt nie wie o co chodzi w
            tej
            >
            > wojnie, o co walcza i gina zolnierze itp. Ogolnie niskie morale...
            > Flota pacyfiku plynie w odsieczy Corregidorowi i tam dochodzi do walnej
            bitwy.
            > Japonskie Zera kontra Wildcaty i Buffalo, Kate na Devastatory, Yamato na
            > Nevade, a Fubuki na czterofajkowce.
            > Podobnie jak pod Cuszima masakra i nie ma juz przeszkod w dalszej inwazji, a
            w
            > Ameryce nie ma Corsairow i Hellcatow, a Essexy dopiero za 2 lata:))))

            BZDURY!!! Jaka walna bitwa? Japonczycy myslac o decydujacej bitwie przegrali
            wojne (obsesja Tsuszimy). "Fubuki" kontra czterofajkowce? A gdzie "Farraguty"
            itp. itd.??? Proponuje sie nieco doedukowac, a potem wywolywac rewolucje...
    • dreaded88 Węgierski pancernik 04.11.02, 17:04
      Tak jest - był taki, "Szent Istvan", czwarta jednostka austro-węgierskiej
      klasy "Viribus Unitis".
      Zbudowano go we Fiume ( Rijece ), będącej wtedy terytorium węgierskim.
      Nie chodzi tu o konkretne wady ciekawej skądinąd konstrukcji ( po raz pierwszy
      wieże trójdziałowe, w linii kadłuba i w superpozycji ), choć też były - głównie
      za mała odległość burta-pomieszczenia, co źle odbiło się na niezatapialności, i
      trochę za mała prędkość.
      Stocznia we Fiume miała fatalnie sfuszerować robotę, co w wielkim stopniu
      przyczyniło się do łatwego zatoniecia pancernika storpedowanego przez włoskie
      ścigacze.
      • Gość: Słoju Re: Węgierski pancernik IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.11.02, 17:13
        dreaded88 napisał:

        > Tak jest - był taki, "Szent Istvan", czwarta jednostka austro-węgierskiej
        > klasy "Viribus Unitis".
        > Zbudowano go we Fiume ( Rijece ), będącej wtedy terytorium węgierskim.
        > Nie chodzi tu o konkretne wady ciekawej skądinąd konstrukcji ( po raz
        pierwszy
        > wieże trójdziałowe, w linii kadłuba i w superpozycji ), choć też były -
        głównie
        >
        > za mała odległość burta-pomieszczenia, co źle odbiło się na niezatapialności,
        i
        >
        > trochę za mała prędkość.
        > Stocznia we Fiume miała fatalnie sfuszerować robotę, co w wielkim stopniu
        > przyczyniło się do łatwego zatoniecia pancernika storpedowanego przez włoskie
        > ścigacze.
        Dzięki, przypomniałem sobie, iż czytałem kiedyś czeską książke o flocie Austro-
        Węierskiej, gdzie autor z duma podkreślał, iż ten pancernik był zbudowany z
        materiałów wytworzonych w hutach węgierskich, co było niewatpliwie przyczyną
        jego zatonięcia (bardzo niska jakośc), zaś pozostałe 3 okręty z elementów
        produkcji czeskiej.
        Pozdrawiam
        • michalgajzler Re: Węgierski pancernik 04.11.02, 17:20
          Gość portalu: Słoju napisał(a):

          >
          > Dzięki, przypomniałem sobie, iż czytałem kiedyś czeską
          książke o flocie Austro-
          > Węierskiej, gdzie autor z duma podkreślał, iż ten
          pancernik był zbudowany z
          > materiałów wytworzonych w hutach węgierskich, co było
          niewatpliwie przyczyną
          > jego zatonięcia (bardzo niska jakośc), zaś pozostałe 3
          okręty z elementów
          > produkcji czeskiej.

          Z trochę innej beczki;) - czeskie płyty pancerne miały
          swoje zasługi przy budowie lotniskowców klasy
          Illustrious. No, miały się okazje produkty made in
          czechoslowakia wykazać w czasie działań zbrojnych WWII.
          Pozdr.
          • Gość: Słoju Re: Węgierski pancernik IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 04.11.02, 17:24
            > Z trochę innej beczki;) - czeskie płyty pancerne miały
            > swoje zasługi przy budowie lotniskowców klasy
            > Illustrious. No, miały się okazje produkty made in
            > czechoslowakia wykazać w czasie działań zbrojnych WWII.
            > Pozdr.
            Położyli spore zasługi na tym polu i jakoś uszło to bezboleśnie.
            Pozdr.
          • dreaded88 Re: Węgierski pancernik 04.11.02, 17:47
            A przy "King George V" chyba też.
            Fakt, lista piękna : czołgi LT-35 i 38 u Niemców, kmy po obu stronach frontu (
            BREN, BESA, różne MG (t) ) itp.
    • Gość: barnaba I fiński.... IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 04.11.02, 19:24
      Cudo to nazywalo się "Illmarinen", było wielkości dużego niszczyciela (4000 ton
      wyporności) uzbrojono je w działa kal. 254 mm- zatem okręt był wyraźnie
      przeciążony. Najczęściej klasyfikowany jako "pancernik obrony wybrzeża".
      Skończył marnie tonąc w bezsensownej operacji "Nordwind" 13 IX 1941r. po
      wejściu na dryfującą minę- być może niemiecką...

      pozdrawiam
      • Gość: DSD Re: I fiński.... IP: 212.33.88.* 04.11.02, 19:59
        No, moze az tak zle nie byly. 'Krazownik' to chyba nie najszczesliwsza nazwa na te okrety (aczkolwiek rzeczywiscie
        uzywana), byly to pancerniki obrony wybrzeza, dziwaczna klasa obejmuja wiele jednostek mogacych kandydowac
        do miana 'najdziwniejszych' okretow swiata. Akurat Finowie mogli miec racje budujac takie jednostki do sluzby na
        plytkiej Zatoce Botnickiej czy w szkierach Alandow. Dzielnosc morska byla nieszczegolna, ale tez nie planowano
        wyslania ich na Biskaje... Zreszta nasze Grom i Blyskawica tez musialy zostac troche odciazone w UK, ich
        statecznosc wystarczala na Baltyk ale juz nie na Morze Polnocne.
        • Gość: Being28 Re: I fiński.... IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 04.11.02, 20:06
          Czy nie byly to najlepsze pancerniki obrony wybrzeza na swiecie? Co prawda
          ostatnie, ale nie byly az tak kiepskie i napewno bardziej przydaly sie Finom
          niz nasze okrety w 39. Biorac pod uwage, ze mialy walczyc z Rosjanami to dzuy
          kaliber zapewnial panowanie na wodach przybrzeznych.
          • Gość: Kuba Re: I fiński.... IP: 217.97.129.* 05.11.02, 14:59
            Ja bym tego okretu tak nie skreslal. Jako Pancernik Obrony wybrzeza mial
            stanowic wsparcie artyleryjskie w Zatoce Finskiej...na szkierach i fiordach to
            wlasnie bylo potrzebne. Poszedl na dno na minach to fakt ale trzeba pamietac ze
            zabytkowe Ganguty naprawde przydaly sie do obrony Leningradu tylko dzieki swoim
            dzialom...a przeciez mialy 30 lat wiecej i wszystko w sytuacji panowania
            Luftwaffe w powietrzu...
          • Gość: barnaba Re: I fiński.... IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 05.11.02, 17:10
            Gość portalu: Being28 napisał(a):

            > Czy nie byly to najlepsze pancerniki obrony wybrzeza na swiecie?

            Niewykluczone, że tak. Ale cała klasa okrętów była raczej prowizorką i pomyłką.
            W zasadzie nadawały się jedynie do wspierania wojsk lądowych. Z pancernikami i
            ciężkimi krążownikami mierzyć się raczej nie mogły. Lekkie krążowniki i
            niszczyciele były szybsze i zwrotniejsze. Dodajmy do tego słabe opancerzenie,
            umiarkowaną celność ognia i słabą artylerię p-lot a otrzymamy okręt, który
            mógłby się liczyć jedynie w wojnie grecko-jugosłowiańskiej lub fińsko-
            estońskiej.

            > Co prawda
            > ostatnie, ale nie byly az tak kiepskie i napewno bardziej przydaly sie Finom
            > niz nasze okrety w 39.

            Choć raczej nie było to ich zasługą, a konsekwencją działań niemieckiego
            lotnictwa i ciężkich okrętów.

            > Biorac pod uwage, ze mialy walczyc z Rosjanami to dzuy
            > kaliber zapewnial panowanie na wodach przybrzeznych.

            Wątpliwe. Rosjanie mieli na Bałtyku 2 pancerniki pochodzące wprawdzie z czasów
            przed I WŚ, ale w międzyczasie zmodernizowane. Fińskie pancerniki obrony
            wybrzeża nie miałyby większych szans w spotkaniu z okrętami uzbrojonymi w 12
            dział kal 305 mm.

            pozdrawiam
            • dreaded88 Pyt. do barnaby 05.11.02, 17:20
              A propos pancerników obrony wybrzeża.
              Nie znasz może jakichś bliższych szczegółów dotyczących szwedzkich projektów
              jednostek tej klasy z końca lat 30. - "De Champ projekt 1937" i "Tornell
              projekt 1939" ?
              Pozdr.
              • Gość: barnaba Re: Pyt. do barnaby IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 05.11.02, 19:01
                Niestety nie :(

                pozdrawiam
            • Gość: Kuba Re: I fiński.... IP: 217.97.129.* 08.11.02, 11:21
              Mysle ze finowie tez o tym wiedzieli i nie zamierzali pchac swoje okrety na
              bitwe morska z Rosjanami. Taktyka wojny morskiej byla specyficzna i wynikala z
              doswiadczen Iwś. Polecam ksiazke "Iwś na Bałtyku". Rosjanie mimo iż w Iwś nie
              mieli wielkich szans na skuteczna rywalizacje z Niemcami , zwlaszcza kiedy
              okrety Hochseeflotte wchodzily na Baltyk, w zasadzie bronili sie niezwykle
              skutecznie i gdyby nie dzialania stricte ladowe Niem,cy nie byliby w stanie
              powaznie zaszkodzic flocie carskiej. Stare pancerniki uzbrojone w 4x305mm
              doskonale dawaly sobie rade na plytkich i ograniczonych obszarach,
              wykorzystujac zagrody minowe...a jak przeciwnik byl potezniejszy to sie chowali
              w bazach albo pod oslona artylerii nabrzeznej....
    • Gość: Being28 Admiral Hipper i Bismarck IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 04.11.02, 20:12
      Do grona konstrukcji srednio udanych pragne zglosic niemicki krazownik Admiral
      Hipper (zawodne maszyny, uzbrojenie bez rewelacji, moze troche za duze) i
      nastepny chory produkt niemeckiej floty czyli pancerniki typu Bismarck.
      Ogromne, ale jednak epoka 1 wojny swiatowej. W dodatku problemy z napedem na
      wszystkich niemieckich okretach......
      Na szczescie Anglicy mieli ogromnego stracha i zrobili wszystko zeby je zatopic
      i dopieli swego.

      HMS Hood zatopiony przez Bismarcka czy Prinz Eugena?
      • Gość: Kuba Re: Admiral Hipper i Bismarck IP: 217.97.129.* 05.11.02, 15:31
        Mimo wszystko bez przesady. Moze nie bylynajlepsze ale i Hippery i Bismarck i
        Scharnhorst najgorsze nie byly. Opieraly sie na solidnej szkole budowy okretow
        Kaisermarine i byly na tyle solidne ze nie wylecialy w powietrze jak Hood, nie
        grozila im jedna torpeda jak przy Vittorio Veneto, nie wlekly sie jak Rodnol z
        braciszkiem (dlaczego Rodnol nie Rodney wiekszosc chyba wie ;))...
        To czy za te pieniadze mozna bylo zbudowac 1000 Ubotow w 1940 czy tysiace
        czolgow to inna para kaloszy. Ale ze strategicznego punktu widzenia swoje
        zrobily a i z operacyjnego nie bylo najgorzej...
        W porownaniu do Wlochow spisywaly sie naprawde niezle

    • Gość: DSD Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: 212.33.88.* 04.11.02, 20:19
      Dreadzie,
      zabiles dyskusje piszac od razu o brytyjskich 'Furiatach' - ich konstruktor musial chyba nalogowo palic haszysz :-)
      Trudno jest o wieksze cudactwa, ale sprobuje. Na poczatek rosyjskie tzw. popowki. Byl to rodzaj monitorow,
      budowanych chyba w latach 70-tych XIX wieku dla Floty Czarnomorskiej (nie pamieta dokladnie ich liczby). Byly
      idealnie okragle i uzbrojone w dwa dziala umieszczone obok siebie na srodokreciu. Predkosc zmeczonego zolwia, a
      przy niejednoczesnym odpaleniu dzial (co jest norma) okret zgodnie z prawami fizyki zaczynal obracac sie dookola
      osi...
      Niesamowita konstrukcja byl tez brytyjski pancernik 'Agincourt' z I WS (co prawda byl budowany dla Brazylii, potem
      dla Turcji, wiec calosc obciaza raczej bananowa republike a nie flote JKM). 7 wiez, wiecej niz skromne grodzie
      przeciwpodwodne i takiz pancerz. Okret mial ogromne szczescie, ze nie trafila go zadna torpeda, a dzieki swoim
      ksztaltom byl uzywany przez Home Fleet jako punkt odniesienia ( 'mowie o trzecim pancerniku na lewo od Agincourt').

      Albo jeszcze wloski pancernik 'Italia'. Raczej 'pancernik': okret byl silnie uzbrojony, szybki, i posiadal jedynie lekki
      poklad pancerny jako zabezpieczenie... 'Invincible' i potomstwo to przy nim pikus.

      P.S. Przyklad popowek wzialem z ksiazki 'Niezwykle okrety' (zapomnialem autora...), jest tam caly rozdzial o okretach
      wojennych. Wyobraznia konstruktorow hulala bez ograniczen - mozna znalesc m.in. projekt pancernika,
      zanurzajacego sie czesciowo pod wode i uzbrojonego w pieciodzialowe wieze, lub lotniskowca o wypornosci 2 mln
      ton i zbudowanego z zamrozonych trocin.
      • Gość: DSD Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: 212.33.88.* 05.11.02, 11:01
        Jeszcze a propos 'Furiatow' - pisales dreadzie, ze nadawalyby sie do roli 'szybkich monitorow' - podkrasc sie do
        nieprzyjacielskiego brzegu, postrzelac i uciekac. Tylko czy nie wystarczylyby do tego klasyczne krazowniki liniowe,
        co czynili Niemcy? (ich okrety kilka razy bombardowaly brzegi Albionu i nigdy nie zostaly przechwycone przez Home
        Fleet).
        • Gość: +++Ignorant Pewnie masz rację rację, ale... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.11.02, 13:14
          Gość portalu: DSD napisał(a):

          > Jeszcze a propos 'Furiatow' - pisales dreadzie, ze nadawalyby sie do
          roli 'szyb
          > kich monitorow' - podkrasc sie do
          > nieprzyjacielskiego brzegu, postrzelac i uciekac. Tylko czy nie wystarczylyby
          d
          > o tego klasyczne krazowniki liniowe,
          > co czynili Niemcy? (ich okrety kilka razy bombardowaly brzegi Albionu i nigdy
          n
          > ie zostaly przechwycone przez Home
          > Fleet).

          Sława!

          Ale czy możesz podać jakieś dane o efektach owych bombardowań..?

          Myślę, że Niemcy znacznie bardziej zagroziliby Aliantom, gdyby mieli
          lotniskowce...
          A pozatem poważny bombowiec 4 silnikowy...
          Coś klasy Lancastera, czy Liberatora...


          Pozdrawiam!

          Ignorant
          +++
          • Gość: DSD Re: Pewnie masz rację rację, ale... IP: 212.33.88.* 05.11.02, 14:19

            > Myślę, że Niemcy znacznie bardziej zagroziliby Aliantom, gdyby mieli
            > lotniskowce...
            > A pozatem poważny bombowiec 4 silnikowy...
            > Coś klasy Lancastera, czy Liberatora...

            Pomyliles wojny. Lotniskowce i czteromotorowe bombowce to II WS, a 'Furiaty' i bombardowanie brzegow Albionu
            przez krazowniki Hippera to I WS. Skutki tych bombardowan byly raczej psychiczno-polityczne niz materialne
            (skupiano sie na niewielkich miastach w polowie dlugosci Anglii, gdzies kolo Yorku). Cos jak nalot Doolittle'a na Tokio.
            Notabene i w I wojnie Niemcy probowali intensywniejszych (jak na te czasy) bombardowan z powietrza (Zeppeliny,
            potezne -znowuz jak na te czasy - bombowce Staaken).
        • dreaded88 Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 05.11.02, 16:53
          Oczywiście. Krążowniki liniowe były dużo lepsze i uniwersalniejsze, szukałem
          tylko zastosowania, w którym WKL byłyby najmniej beznadziejne.
          Książkę o niezwykłych okrętach, którą wpomniałeś wyżej napisał Jan Piwowoński (
          chyba ).
      • dreaded88 Pancerniki amerykańskie 05.11.02, 17:00
        Kontynuując temat.
        Niżej wymienione okręty były wprawdzie solidnie opancerzone w jaskrawym
        kontraście do produktów brytyjskich czy włoskich, ale nie mniej beznadziejne.
        Pierwsze w ogóle - czyli klasa "Indiana", z 1895-6, z źle ukształtowanym
        pokładem i wieżemi dział 330 mm bez przeciwwagi dla luf, co powodowało, że przy
        zwróceniu wież w stronę przeciwnika okręt nabierał przechyłu.
        Niewiele późniejsze - "Kearsage" - z wieżami dział 203 mm ustawionymi na
        wieżach art. głównej, 330 mm.
    • dreaded88 Rodney/Nelson 05.11.02, 17:06
      Teoretycznie niezwykle potężne okręty, służyły długo, bez złych przygód.
      Ale :
      - niefortunne zgrupowanie wszystkich trzech wież działowych w jednym ciągu,
      brak możliwości ostrzeliwania nieprzyjaciela w trakcie wycofywania się, nie
      można było oddać pełnej salwy z uwagi na powstające siły; nie wiedzieć czemu na
      to samo nacięli się francuzi w typach "Strasbourg" i "Richelieu" ( tzn.
      wiedzieć - oszczędność na opancerzeniu );
      - same działa bardzo nieudane, niezbyt celne i trudne w obsłudze;
      - mała prędkość - 23 w, o prawie 10 lat starsza klasa "Queen Elisabeth" była
      lepsza
      - "dziwne" kształty kadłuba, co owocowało problemami ze sterownością.
      • Gość: Peron Re: Rodney/Nelson IP: *.maw.pl 06.11.02, 10:45
        Mimo wszystko nie nazwalbym ich pomylka. Pierwsze (i w rzeczywistosci - chyba
        jedyne) pancerniki uzbrojone w 9x406 mieszczace sie w 35.000 ts (abstrahujac
        wogole od sensownosci narzucen traktatowych) i to z malym zapasem. Przy
        nitowanej konstrukcji i niecheci Anglikow do wysokocisnieniowych kotlow skas
        oszczednosci treba bylo wziac. Jedyna szansa bylo skrocenie cytadeli do min.
        Pamietajac ze w IIWS pancerniki sluzyly juz wylacznie jako plywajace baterie
        poteznych armat mozna uznac je za calkiem udane monitory (co pokazal czerwiec
        AD 1944).

        Moim zdaniem wieksza pomylka byla czworka typ "Prince of Wales": zupelnie
        niepotrzebny rozwoj dwoch roznych i calkiem nowych wierz i armat 356mm, niezbyt
        sensowne trzymanie sie wypornosci "waszyngtonskiej" (od dawna olanej przez
        konkurencje), artyleria srednia 133mm nie przystosowana do strzelan p-lot.

        No i nikomu do niczego nie potrzebny HMS "Vanguard"...

        > Teoretycznie niezwykle potężne okręty, służyły długo, bez złych przygód.
        > Ale :
        > - niefortunne zgrupowanie wszystkich trzech wież działowych w jednym ciągu,
        > brak możliwości ostrzeliwania nieprzyjaciela w trakcie wycofywania się, nie
        > można było oddać pełnej salwy z uwagi na powstające siły; nie wiedzieć czemu
        na
        >
        > to samo nacięli się francuzi w typach "Strasbourg" i "Richelieu" ( tzn.
        > wiedzieć - oszczędność na opancerzeniu );
        > - same działa bardzo nieudane, niezbyt celne i trudne w obsłudze;
        > - mała prędkość - 23 w, o prawie 10 lat starsza klasa "Queen Elisabeth" była
        > lepsza
        > - "dziwne" kształty kadłuba, co owocowało problemami ze sterownością.
        • dreaded88 Re: Rodney/Nelson 06.11.02, 15:59
          Gość portalu: Peron napisał(a):

          > Mimo wszystko nie nazwalbym ich pomylka. Pierwsze (i w rzeczywistosci - chyba
          > jedyne) pancerniki uzbrojone w 9x406 mieszczace sie w 35.000 ts (abstrahujac
          > wogole od sensownosci narzucen traktatowych) i to z malym zapasem. Przy
          > nitowanej konstrukcji i niecheci Anglikow do wysokocisnieniowych kotlow skas
          > oszczednosci treba bylo wziac. Jedyna szansa bylo skrocenie cytadeli do min.
          > Pamietajac ze w IIWS pancerniki sluzyly juz wylacznie jako plywajace baterie
          > poteznych armat mozna uznac je za calkiem udane monitory (co pokazal czerwiec
          > AD 1944).

          Fakt, tej klasie się upiekło, okręty nie stanęły nigdy w obliczu poważniejszego
          wyzwania ( nie liczę rozbijania nieruchomego "Bismarcka" ). Ale gdyby wysłano
          któryś na Pacyfik - mogłoby być różnie.

          > Moim zdaniem wieksza pomylka byla czworka typ "Prince of Wales": zupelnie
          > niepotrzebny rozwoj dwoch roznych i calkiem nowych wierz i armat 356mm,
          niezbyt
          >
          > sensowne trzymanie sie wypornosci "waszyngtonskiej" (od dawna olanej przez
          > konkurencje), artyleria srednia 133mm nie przystosowana do strzelan p-lot.

          Zgoda, choć armaty 133 mm były jednak uniwersalne ( inna sprawa, że za mało
          szybkostrzelne ) a kaliber 356 mm był poniekąd koniecznością - armaty 406 mm
          z "Nelsonów" były nieudane a z nowymi tego kalibru na pewno by się nie
          zmieszczono w wyporności traktatowej ( to samo Amerykanie, jakaś głupia
          anglosaska uczciwość )- zresztą i tak się nie udało, przekroczyli o jakieś 2-3
          tys.
          Największe wady tych okrętów to jednak za mała prędkość, niedostateczny zasięg
          i przede wszystkim jak wykazały doświadczenia "Price of Wales" ciągle
          niedostateczna odporność na uszkodzenia i niezatapialność.

          > No i nikomu do niczego nie potrzebny HMS "Vanguard"...

          Ale on ponoć był już świetnie zaprojektowany, zupełnie genialna dzielność
          morska ( przechyły - 12 stopni a któryś klasy "Iowa" w tym samym sztormie - 2
          razy więcej ).
          • Gość: Peron Re: Rodney/Nelson IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 06.11.02, 16:26
            Nie sposob sie z przedmowca nie zgodzic.
            Moze tylko z tym, ze dziala 133mm byly uniwersalne tylko teoretycznie. Swoja
            droga ciekawe, ze Angole nawet armaty 203mm ciezkich krazownikow (bodajze
            typu "County") dostosowali kątami do zaporowego ognia plot a nie skonstruowali
            do konca wojny zadnej sensownej armaty uniwersalnej.

            > > No i nikomu do niczego nie potrzebny HMS "Vanguard"...
            >
            > Ale on ponoć był już świetnie zaprojektowany, zupełnie genialna dzielność
            > morska ( przechyły - 12 stopni a któryś klasy "Iowa" w tym samym sztormie - 2
            > razy więcej ).

            No super. Podejzewam, ze teraz moznaby zbudowac pancernik o jeszcze lepszych
            wlasciwosciach nautycznych. Ale po co?
            Wyglada na to, ze Angole zbudowali "Vanguard'a" tylko po to, zeby cos zrobic z
            wolnymi wierzami z cudacznych "Glorious'ow"
            • dreaded88 Re: Rodney/Nelson 06.11.02, 16:31
              Gość portalu: Peron napisał(a):



              > Wyglada na to, ze Angole zbudowali "Vanguard'a" tylko po to, zeby cos zrobic
              z
              > wolnymi wierzami z cudacznych "Glorious'ow"

              Dokładnie tak było :-)
              Kiedy zaczynano budowę wierzono jeszcze w pancerniki jako broń rozstrzygającą i
              Admiralicji wydawało się chyba, że ten okręt pojaki się szybciej niż
              klasa "Lion" ( 9x406mm ).
    • Gość: Szef Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 06.11.02, 12:20
      Totalne nieporozumienie to francuskie okręty liniowe ( czy też krążowniki
      liniowe) typu Dunkerque. Czytaliście o Mers-el-kebir ? Artyleria padła po
      jednym czy dwóch trafieniach i dupa jak takim czymś walczyć.
      • Gość: Peron Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 06.11.02, 12:40
        "Dunkerque" i (prawie) blizniak zostaly zbudowany jako preciwwaga dla
        niemieckich pancernikow kieszonkowych. Wobec tego mialy byc lekkie, szybkie i
        odporne na pociski 280mm a nie na alianckie 356, 381 i 406mm.
        Poza tym okret stojacy w porcie jest praktycznie bezbronny jak potezny by nie
        byl. Amerykanskie pancerniki byly znacznie silniej opancerzone, a mimo to
        gladko tonely pod japonskimi bombami w Pearl. Mimo, ze te bomby byly duuuzo
        lzejsze od ciezkich pociskow p-panc pod Mers-el-Kebir.


        PZDR,
        Peron

        Gość portalu: Szef napisał(a):

        > Totalne nieporozumienie to francuskie okręty liniowe ( czy też krążowniki
        > liniowe) typu Dunkerque. Czytaliście o Mers-el-kebir ? Artyleria padła po
        > jednym czy dwóch trafieniach i dupa jak takim czymś walczyć.
        • Gość: zwiadowca Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.gl-jp.digi.pl 06.11.02, 13:51
          A wiec po kolei:

          >>> "Prince of Wales" wcale nie byl zly. Dosc spora szybkosc, niezly pancerz,
          nienajgorszy system ochrony przeciwtorpedowej. Armaty 356 mm byly bardzo udana
          konstrukcja - celne i skuteczne. Niektorzy porownuja je nawet do armat 381 mm.

          >>> "Scharnhorst" i "Gneisenau" - beznadzieja. Zle zaplanowany pancerz, slabe
          uzbrojenie (spokojnie mozna bylo zamontowac 381 mm). Jedyny atut to spora
          predkosc.

          >>> "Bismarck" Archaiczna konstrukcja (dziwnie przypomina pancerniki
          typu "baden" z 1 wojny swiatowej) powiekszona do gigantycznych rozmiarow. Slabe
          i zle rozlokowane (4 wierze po 2 dziala) uzbrojenie (niepotrzebne armaty 150
          mm), slabe opancerzenie, slaba ochrona przeciwtorpedowa. Okret na miare 1 wojny
          swiatowej.

          >>> Naped okretow niemieckich - propblemy wynikaly z zastosowania kotlow o
          cisnieniu 110 atm. (powszechnioe stosowane byly 40 atm.). Technologia produkcji
          takich kotlow byla jeszcze niedopracowana i stad te problemy

          >>> "Dunkerque" i "Strassbourg" - wcale nie byly takie zle. Zniszczenie "D" w
          Mers el Kebir wynikalo z beznadziejnej sytuacji taktycznej. "S" zdolal uciec
          (32 wezly!!!). Tyle, ze jego dowodca tylko rzucil cumy i juz odplywal do kei.
          Postanowil urwac lancuchy kotwiczne i mu sie udalo. Gdyby nie to jego okret
          bylby takim samym wrakien jak "D". A wracajac do techniki: te okrety byly
          stosunkowo male jak na pancerniki, a uzbrojenie mialy cokolwiek silne. Szkoda
          tylko, ze zgrupowane na dziobie...

          >>> "Nelson" i "Rodney" Nie da sie ukryc, ze nie byly to dobre okrety... Tu nie
          bede sie klocil.

          >>> Amerykanskie pancerniki w Pearl Harbour doznaly tylko powaznych uszkodzen,
          stracono zaledwie 2 sposrod nich.

          >>> Brytyjskie krazowniki liniowe - chyba nie trzeba tlumaczyc dlaczego...

          >>> Japonskie lotniskowce. Okrety niezle, ale zupelnie nieodporne na ciosy.
          Tonely przerazliwie latwo (np. "Taiho"). Pobodny zarzut dotyczy wiekszosci
          lotniskowcow amrykanskich, a szczegolnie wczesnych lotniskowcow
          eskortowych. "Princeton" zatonal po trafieniu 1 bomba (!!!). Zdecydowanie
          goruja tutaj lotniskowce brytyjskie, dla nich nawet trafienie kamikaze nie
          oznaczalo zbyt wielkich uszkodzen.

          >>> O okretach wloskich lepiej nie wspominac... Konstruktorzy chyba zapomnieli,
          ze buduja okrety wojenne, a nie jachty regatowe...

          >>> "Mogador" i "Volta" - mialy za malo pancerza (po prostu wcale!!) by sie
          angazowac w dluzsza walke artyleryjska. Byly za duze i za malo zwrotne do
          przeprowadzania klasycznych atakow torpedowych. Na krazowniki przeciwlotnicze
          tez sie nie nadawaly - dziala 138 mm nie za bardzo nadawaly sie do tych celow.
          Produkt gigantomanii i chorych ambicji.

          >>> Niektore z japonskich krazownikow ciezkich - dobre okrety (szczegolnie po
          modernizacjach), tylko po co az 5 (dwudzialowych) wierz??!! Mozna bylo wstawic
          3 wierze po 3 dziala. Roznica w ilosci luf mala, a uzyskane oszczednosci mozna
          bylo wykorzystac do wzmocnienia artylerii plot. Inna sprawa po co krazownikowi
          wyrzutnie torpedowe (a w dodatku czesto az 16!!)??
          • michalgajzler Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 06.11.02, 14:34
            Gość portalu: zwiadowca napisał(a):


            > >>> Japonskie lotniskowce. Okrety niezle, ale zupelnie
            nieodporne na c
            > iosy.
            > Tonely przerazliwie latwo (np. "Taiho").

            No ten to był na prawdę niezły przypadek: ! torpeda z
            salwy Alcobre trafiła w cel ale że obrone
            przeciwtorpedową lotniskowiec miał słabę, a torpeda
            trafiła w okolicę zbirników paliwa... To starczyło.
            Przyłożyła się jeszcze niedostateczna wentylacja okrętu
            (zamknięte hangary + rozkaz wentylowania okrętu= to to w
            efekcie nastapiło. 6 godzin po trafieni nastapił wybuch...)

            Pobodny zarzut dotyczy wiekszosci
            > lotniskowcow amrykanskich,

            Ele chyba nie typ Yorktown. Te były raczej mocno żywotne.
            A juz na pewno Hornet pod Santa Cruz. Japończycy
            nameczyli się zdrowo żeby go posłać na dno.
            a szczegolnie wczesnych lotniskowcow
            > eskortowych. "Princeton" zatonal po trafieniu 1 bomba
            (!!!).

            250kg. faktycznie skutki miało to opłakane. Okręt dobito
            chyba 3 torpedami.
            pozdr.

            Zdecydowanie
            > goruja tutaj lotniskowce brytyjskie, dla nich nawet
            trafienie kamikaze nie
            > oznaczalo zbyt wielkich uszkodzen.
            >
            • Gość: +++Ignorant Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.11.02, 00:01
              michalgajzler napisał:

              > Gość portalu: zwiadowca napisał(a):
              >
              >
              > > >>> Japonskie lotniskowce. Okrety niezle, ale zupelnie
              > nieodporne na c
              > > iosy.
              > > Tonely przerazliwie latwo (np. "Taiho").
              >
              > No ten to był na prawdę niezły przypadek: ! torpeda z
              > salwy Alcobre trafiła w cel ale że obrone
              > przeciwtorpedową lotniskowiec miał słabę, a torpeda
              > trafiła w okolicę zbirników paliwa... To starczyło.
              > Przyłożyła się jeszcze niedostateczna wentylacja okrętu
              > (zamknięte hangary + rozkaz wentylowania okrętu= to to w
              > efekcie nastapiło. 6 godzin po trafieni nastapił wybuch...)
              >
              > Pobodny zarzut dotyczy wiekszosci
              > > lotniskowcow amrykanskich,
              >
              > Ele chyba nie typ Yorktown. Te były raczej mocno żywotne.
              > A juz na pewno Hornet pod Santa Cruz. Japończycy
              > nameczyli się zdrowo żeby go posłać na dno.
              > a szczegolnie wczesnych lotniskowcow
              > > eskortowych. "Princeton" zatonal po trafieniu 1 bomba
              > (!!!).
              >
              > 250kg. faktycznie skutki miało to opłakane. Okręt dobito
              > chyba 3 torpedami.
              > pozdr.
              >
              > Zdecydowanie
              > > goruja tutaj lotniskowce brytyjskie, dla nich nawet
              > trafienie kamikaze nie
              > > oznaczalo zbyt wielkich uszkodzen.
              > >

              Sława!

              A to dlatego, że angielskie miały poklady metalowe, opancerzone(?), a
              amerykańskie drewniane...

              Pozdrawiam!

              Ignorant
              +++
          • Gość: DSD Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: 212.33.88.* 06.11.02, 14:54
            > >>> Niektore z japonskich krazownikow ciezkich - dobre okrety (szczego
            > lnie po
            > modernizacjach), tylko po co az 5 (dwudzialowych) wierz??!! Mozna bylo wstawic
            > 3 wierze po 3 dziala. Roznica w ilosci luf mala, a uzyskane oszczednosci mozna
            > bylo wykorzystac do wzmocnienia artylerii plot. Inna sprawa po co krazownikowi
            > wyrzutnie torpedowe (a w dodatku czesto az 16!!)??

            Jesli to bylo 16 'dlugich lanc' to troche zmienia to postac rzeczy. Byla to na tyle skuteczna bron ze grzechem bylo jej
            nie zastosowac. O ile pamietam na Morzu Jawajskim w 1942 r. 'De Ruyter' i 'Java' zatonely wlasnie od torped
            japonskich krazownikow ciezkich.

            Ogolnie kompromis: liczba wiez vs. liczba dzial w wiezy byl dosc ciezki do rozwiazania. Chyba jednak wieze
            3-dzialowe byly najlepsze.
            • Gość: Being28 Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.icpnet.pl / *.icpnet.pl 06.11.02, 16:22
              I tak wiekszosc okretow tonela w dziwacznych okolicznosciach:
              -Bismarck- torpeda ze Swordfisha i zniszczony ster, tylko koleczka i strzealnie
              do nieruchomego celu...
              -Scharnhorst-zniszczenie radaru przez pocisk 203mm...
              -Gneisenau-eksplozja amunicji w porcie
              -Pearl Harbour- nieruchme cele o wymiarach 200*60(staly parami)
              -lotniskowce- jak zawsze:tankowanie samolotow, wszedzie bomby i torpedy,
              wystarczy bomba 12.5 kg i wszystko staje w ogniu. Zreszta po wojnie przypadkowe
              eksplozje rakiet uszkodzily kilka lotniskowcow amerykanskich.
              -zamiast 40 samolotow na lotniskowcach brytyjskich chyba jednak lepiej miec 100
              na Essexie
              -w przypadku potyczki jak w ciesninie Surigao (chyba tak sie pisze) to zaden
              pancerz i zadnen kaliber nie pomoze....
              -Rodney i Nelson mialy byc do poscigu wiec musialy strzelac do przodu.
              -Z kolei francuzi najpierw mieli ganiac pancerniki kieszonkowe, a potem
              Scharnhorsta i Gneisenau wiec nikt nie myslal o walce z ciezszymi okretami.
              -japonskie krazowniki byly najpierw lekkie, dopiero potem ciezkie i musialo byc
              5 wiec po 2 dziala.
          • Gość: Peron Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 06.11.02, 16:15
            > A wiec po kolei:
            >
            > >>> "Prince of Wales" wcale nie byl zly. Dosc spora szybkosc, niezly p
            > ancerz,
            > nienajgorszy system ochrony przeciwtorpedowej. Armaty 356 mm byly bardzo
            udana konstrukcja - celne i skuteczne. Niektorzy porownuja je nawet do armat
            381 mm.

            Sam w sobie "Prince of Wales" nie byl zly. Ale w porownaniu z pancernikami
            budowanymi w tym samym czasie w innych krajach byl stosunkowo maly,
            niedozbrojony i ubogo wyposazony w artylerie p-lot (zewscilo sie na Dalekim
            Wschodzie). Angielskie armaty 381mm uchodza za jedne z najbardziej udanych
            ciezkich armat okretowych. Wobec tego rozwijanie nieuzywanego wczesniej w RN
            kalibru 14" i to w dwoch roznych wierzach wydaje sie bez sensu. Przypominam
            chroniczne problemy z napedem wierz podczas starcia z "Bismarc'iem".

            > >>> "Scharnhorst" i "Gneisenau" - beznadzieja. Zle zaplanowany pancerz
            > , slabe
            > uzbrojenie (spokojnie mozna bylo zamontowac 381 mm). Jedyny atut to spora
            > predkosc.
            Niby tak. Ale pamietac trzeba, ze oba okrety powstawaly de facto za zgoda
            Anglii. Ci by chyba jajo zniesli na wiesc o budowie okretow z armatami mogacymi
            powaznie zagrozic pancernikom Jej Krolewskiej Mosci. Zreszat takie calkiem do
            dupy nie byly - "Scharnhorst" calkiem niezle sobie radzil pod Przyladkiem
            Polnocnym. Ulegl, fakt, ale bitwa tak do konca rowna nie byla...

            > >>> "Bismarck" Archaiczna konstrukcja (dziwnie przypomina pancerniki
            > typu "baden" z 1 wojny swiatowej) powiekszona do gigantycznych rozmiarow.
            > Slabe i zle rozlokowane (4 wierze po 2 dziala) uzbrojenie (niepotrzebne
            > armaty 150 mm), slabe opancerzenie, slaba ochrona przeciwtorpedowa.
            > Okret na miare 1 wojny swiatowej.
            Mnie sie raczej kojarzy z rozwinietym krazownikiem liniowym "Mackensen". I nie
            nalezy zapominac, ze zatonal podczas swojego pierwszego rejsu i Niemcy nie
            zdazyli zebrac prawie zadnych doswiadczen niezbednych przy doprowadzaniu nowego
            typu do pelni technicznej sprawnosci. Mozna dyskutowac nad zasadnoscia
            stosowania nieuniwersalnej artylerii sredniej, niedoskonaloscia stabilizowanych
            trojosiowo wierz 105mm plot czy zawodnoscia napedu. Koniec "Bismarck'a" stanowi
            pierwszy dowod na bezbronnosc samotnego pancernika w konfrontacji z samolotem
            pokladowym.
            Wydaje mi sie, ze alianci mieliby duzo wiecej problemow, gdyby
            zamiast "Bismarck'a" i "Tirpitz'a" powstaly choc dwa lotniskowce typu "Graf
            Zeppelin" albo troche wiecej U-bootow.

            > >>> "Dunkerque" i "Strassbourg" - wcale nie byly takie zle. Zniszczeni
            > e "D" w
            > Mers el Kebir wynikalo z beznadziejnej sytuacji taktycznej. "S" zdolal uciec
            > (32 wezly!!!). Tyle, ze jego dowodca tylko rzucil cumy i juz odplywal do kei.
            > Postanowil urwac lancuchy kotwiczne i mu sie udalo. Gdyby nie to jego okret
            > bylby takim samym wrakien jak "D". A wracajac do techniki: te okrety byly
            > stosunkowo male jak na pancerniki, a uzbrojenie mialy cokolwiek silne. Szkoda
            > tylko, ze zgrupowane na dziobie...
            Sami Francuzi zauwazyli te braki i juz typ "Gascogne" mial miec po jednej
            wierzy na dziobie i rufie.
            A abstrachujac od parametrow taktyczno-technicznych oba "tulonskie blizniaki"
            sa, moim zdaniem, po prostu ladne:)

            > >>> "Nelson" i "Rodney" Nie da sie ukryc, ze nie byly to dobre okrety.
            > .. Tu nie bede sie klocil.
            Jaby sie tak glebiej zastanowic, to Angole nie zbudowali zadnych wyrozniajacych
            sie parametrami pancernikow oprocz serii "Queen Elisabeth".

            > >>> Amerykanskie pancerniki w Pearl Harbour doznaly tylko powaznych us
            > zkodzen, stracono zaledwie 2 sposrod nich.
            To fakt. Ale wystarczylo, zeby wylaczyc je z dzialan na dlugi czas. Tak w
            od=gole to Pearl wyglada na lekki absurd: atak mial wyeliminowac z walki
            najpotezniejsze okrety Floty Pacyfiku, a jego skutecznosc udowodnila, ze juz
            wcale okrety te nie sa trzonem uderzeniowym floty...

            > >>> Brytyjskie krazowniki liniowe - chyba nie trzeba tlumaczyc dlaczeg
            > o...
            Trudno sie nie zgodzic.

            > >>> Japonskie lotniskowce. Okrety niezle, ale zupelnie nieodporne na c
            > iosy.
            > Tonely przerazliwie latwo (np. "Taiho"). Pobodny zarzut dotyczy wiekszosci
            > lotniskowcow amrykanskich, a szczegolnie wczesnych lotniskowcow
            > eskortowych. "Princeton" zatonal po trafieniu 1 bomba (!!!). Zdecydowanie
            > goruja tutaj lotniskowce brytyjskie, dla nich nawet trafienie kamikaze nie
            > oznaczalo zbyt wielkich uszkodzen.
            Trzeba pamietac, ze byla to pierwsza wojna lotniskowcow. Jak powstawaly jeszcze
            nikt nie wiedzial jak sie sprawdza. No i mialy pelnic raczej role sluzebne
            wobec floty liniowej. Przy ograniczeniach sumarycznej wypornosci
            podczas "wakacji morskich" lepsza byla koncepcja "wiecej lzejszych" niz "malo
            ciezkich".
            A co do angielskich lotniskowcow - owszem, byly w stanie przezyc powazne ciosy,
            ale kosztem znacznego ogranicenia wielkosci grupy lotniczej. I tu racje mieli
            chyba Amerykanie - najlepsza obrona okretu jest dodatkowy mysliwiec w
            powietrzu, a nie pancerny hangar. Okrety, ktore polaczyly te koncepcje -
            "Midway" - to w porownaniu z lotniskowcami japonskimi czy angielskimi kolosy.

            > >>> O okretach wloskich lepiej nie wspominac... Konstruktorzy chyba za
            > pomnieli, ze buduja okrety wojenne, a nie jachty regatowe...
            ALE JAKA LINIA!!!:-))))

            > >>> Niektore z japonskich krazownikow ciezkich - dobre okrety (szczego
            > lnie po
            > modernizacjach), tylko po co az 5 (dwudzialowych) wierz??!! Mozna bylo
            wstawic
            > 3 wierze po 3 dziala. Roznica w ilosci luf mala, a uzyskane oszczednosci
            mozna
            > bylo wykorzystac do wzmocnienia artylerii plot. Inna sprawa po co
            krazownikowi
            > wyrzutnie torpedowe (a w dodatku czesto az 16!!)??
            Konstrukcja udanej wierzy dla pancernika byla trudniejsza niz budowa calej
            reszty okretu. A wierza 3-lufowa jest bardziej skomplikowana niz podwojna
            (problemy z podajnikami, zamki otwierane na bok).
            Japonski przemysl chyba nie byl w stanie tak szybko konstruowac nowych wierz
            jak stocznie - projektowac coraz wieksze okrety. Latwiej bylo dorzucic kolejne
            wierze niz projektowac nowe. A w latach 30-tych nie bylo mozliwosci ani sensu,
            zeby pancerniki przezbrajac podczas modernizacji.
            Przy okazji - moze ktos wie, dlaczego nie pojawil sie zaden drednot wyposazony
            w wierze 4-dzialowe?
            Spotkalem sie tez z sugestiami w literaturze, ze licznosc wierz traktowano jako
            zwiekszenie zywotnosci okretu w walce!
            A po co krazownikowi 16 rur torpedowych? Chyba nawet Japonczycy nie wierzyli,
            ze krazownik moze bezkarnie podejsc do pancernika na odleglosc strzalu
            torpedowego.
            • dreaded88 Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 06.11.02, 16:25
              Gość portalu: Peron napisał(a):


              > Przy okazji - moze ktos wie, dlaczego nie pojawil sie zaden drednot
              wyposazony
              > w wierze 4-dzialowe?

              A co to jest drednot ? Bo chyba "Dunquerke" i "Richelieu" też należały do tej
              kategorii :-)
              Były w czasie I wojny projekty francuskie - "Normandie" - 12x340 mm, 3xIV
              i "Lyon" - 16x340mm. Niestety narodził się tylko lotniskowiec "Bearn". Że
              technicznie było OK, może świadczyć zastosowanie 4-działówek na późniejszych
              okrętach.
              • Gość: Peron Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.waw.cdp.pl / *.maw.pl 06.11.02, 16:34
                > > Przy okazji - moze ktos wie, dlaczego nie pojawil sie zaden drednot
                > wyposazony
                > > w wierze 4-dzialowe?
                >
                > A co to jest drednot ? Bo chyba "Dunquerke" i "Richelieu" też należały do tej
                > kategorii :-)
                > Były w czasie I wojny projekty francuskie - "Normandie" - 12x340 mm, 3xIV
                > i "Lyon" - 16x340mm. Niestety narodził się tylko lotniskowiec "Bearn". Że
                > technicznie było OK, może świadczyć zastosowanie 4-działówek na późniejszych
                > okrętach.

                Jako drednoty traktuje pancerniki powstale przed konferencja w Waszyngtonie.
                Kiedy znow ruszyla budowa pancernikow w latach 30-tych ta nazwa byla juz
                troche "retro".
                Faktycznie, zapomnialem o niedokonczonych francuzach.
                Bylbym wdzieczny za linki na temat tych okretow

                PZDR
                Peron
                • dreaded88 Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow 06.11.02, 16:37
                  Gość portalu: Peron napisał(a):


                  > Faktycznie, zapomnialem o niedokonczonych francuzach.
                  > Bylbym wdzieczny za linki na temat tych okretow

                  Proszę bardzo :

                  www.warships1.com/French_battleships.htm
                  Dalej łatwo trafić :-)
            • Gość: barnaba Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.lodz.msk.pl / 10.120.17.* 06.11.02, 16:57
              Gość portalu: Peron napisał(a):
              > Sam w sobie "Prince of Wales" nie byl zly. Ale w porownaniu z pancernikami
              > budowanymi w tym samym czasie w innych krajach byl stosunkowo maly,
              > niedozbrojony i ubogo wyposazony w artylerie p-lot (zewscilo sie na Dalekim
              > Wschodzie). Angielskie armaty 381mm uchodza za jedne z najbardziej udanych
              > ciezkich armat okretowych. Wobec tego rozwijanie nieuzywanego wczesniej w RN
              > kalibru 14" i to w dwoch roznych wierzach wydaje sie bez sensu. Przypominam
              > chroniczne problemy z napedem wierz podczas starcia z "Bismarc'iem".

              W czasie walki z Bismarckiem "PoW" nie był jescze całkowicie gotowy do akcji.
              Awarie były na porządku dziennym.

              > Niby tak. Ale pamietac trzeba, ze oba okrety powstawaly de facto za zgoda
              > Anglii. Ci by chyba jajo zniesli na wiesc o budowie okretow z armatami
              mogacymi
              >
              > powaznie zagrozic pancernikom Jej Krolewskiej Mosci. Zreszat takie calkiem do
              > dupy nie byly - "Scharnhorst" calkiem niezle sobie radzil pod Przyladkiem
              > Polnocnym. Ulegl, fakt, ale bitwa tak do konca rowna nie byla...

              O losie Scharnhorsta zadecydowało 1 szczęśliwe trafienie. A i ostrożna taktyka
              Niemców nie pozwoliła mu na wykorzystanie swoich walorów.
              Gneisenau "wykończyła" natomiast decyzja generalnej przebudowy.

              > Mnie sie raczej kojarzy z rozwinietym krazownikiem liniowym "Mackensen". I
              nie
              > nalezy zapominac, ze zatonal podczas swojego pierwszego rejsu i Niemcy nie
              > zdazyli zebrac prawie zadnych doswiadczen niezbednych przy doprowadzaniu
              nowego
              >
              > typu do pelni technicznej sprawnosci. Mozna dyskutowac nad zasadnoscia
              > stosowania nieuniwersalnej artylerii sredniej, niedoskonaloscia
              stabilizowanych
              >
              > trojosiowo wierz 105mm plot czy zawodnoscia napedu. Koniec "Bismarck'a"
              stanowi
              >
              > pierwszy dowod na bezbronnosc samotnego pancernika w konfrontacji z samolotem
              > pokladowym.

              No właśnie. Na ostrzał artyleryjski Bismarck okazał się bardzo odporny. Niemcy
              projektując go nie docenili roli, jaką mogą odegrać samoloty- pancernik miał
              zbyt słabą artylerię p-lot, dzięki czemu jego los został przypieczętowany przez
              1, w dodatku beznadziejnie przestarzały, samolot.
              Decyzja o użyciu "pelnowymiarowago" pancernika w operacji zarezerwowanej raczej
              dla krążowników pomocniczych również zbyt szczęśliwa nie była.

              > Wydaje mi sie, ze alianci mieliby duzo wiecej problemow, gdyby
              > zamiast "Bismarck'a" i "Tirpitz'a" powstaly choc dwa lotniskowce typu "Graf
              > Zeppelin" albo troche wiecej U-bootow.

              Tirpitz stojąc na kotwicy w Norwegii dość skutecznie wiązał dużo silniejsze
              siły brytyjskie.

              > A po co krazownikowi 16 rur torpedowych? Chyba nawet Japonczycy nie wierzyli,
              > ze krazownik moze bezkarnie podejsc do pancernika na odleglosc strzalu
              > torpedowego.

              Bismarck został dobity salwą torpedową wystrzeloną przez ciężki krążownik.
              Swoją drogą jednak 16 wyrzutni torpedowych to trochę za dużo do takiego celu :)
              Ciekawe, czy kiedyś doszło do skutecznego storpedowania w miarę sprawnego
              okrętu przez pancernik bądź ciężki krążownik.

              pozdrawiam
              • Gość: zwiadowca Re: Czarna księga militarnego budownictwa okrętow IP: *.gl-jp.digi.pl 06.11.02, 21:15
                >>> Nie wszystkie japonskie ciezkie krazowniki nalezaly do typu "Mogami", wiec
                nie wszytskie powstaly jako krazowniki lekkie.

                >>> Wyrzutnie torpedowe na duzych okretach artyleryjskich to totalna bzdura.
                Szkoda tracic miejsce i ciezar na ten sprzet. Na Morzu Jawajskim Japonczycy
                poradziliby sobie bez torped na krazownikach. A co do storpedowania "Bismarcka"
                przez "Dorsetshire" (jesli mnie pamiec nie myli) - rownie dobrze mogl to zrobic
                niszczyciel. Lepiej zamontowac wiecej artylerii plot.

                >>> Wierze dwudzialowe na japonskich krazownikach. Jakos mi nie pasuje
                tlumaczenie o tym, ze japonski przemysl nie poradzilby sobie z wierza
                trojdzialowa. Przeciez potrafili skonstruowac wierze 3x460 mm!! A 5 wierz
                oznacza duza mase, ktora mozna spozytkowac na co innego (dodatkowe lufy,
                artyleria plot., wiecej paliwa itd.). Poza tym zarzutem uwazam jednak
                krazowniki japonskie za calkiem dobre (poza "Mogami" i jego blizniakami).
    • serwal Re: Vanguard. 08.11.02, 16:04
      Pozwole sobie przypomniec okret zbudowany bez sensu: "Vanguard". Ten brytyjski
      pancernik, uzbrojony w dziala 381 mm wyciagniete z muzeum, moze sie tylko
      pochwalic wozeniem Churchil'a na konferencje do USA.
      • dreaded88 Re: Vanguard. 08.11.02, 16:18
        Zbudowany bez wielkiego sensu i z przestarzałym uzbrojeniem ale poza tym
        konstrukcyjnie bez zarzutu ( znakomita dzielność morska ).
        Można powiedzieć, że po II wojnie pancerniki stały się zbędne, ale Amerykanie
        wcale tak nie uważali.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka