windows3.1
28.08.03, 21:39
Byłem wczoraj w londyńskim Imperial War Museum, które, jak głosi stosowny
napis, poświęcone jest „wszystkim aspektom konfliktów zbrojnych”, czy jakoś
tak. Przywołuję powyższe, bo jak na mój gust największe wrażenie ze
wszystkich tamtejszych ekspozycji wywołuje ta poświęcona Holocaustowi –
zresztą bodaj najobszerniejsza. Wydawało mi się zresztą, że nie było to tylko
moje wrażenie: najwięcej ludzi można było spotkać właśnie w tej części
Muzeum. Przy czym całość zorganizowana jest tak, że do ekspozycji nt
Holocaustu dochodzi się na końcu (na najwyższym piętrze) i na tym zwykle
kończy się zwiedzanie, więc wszystkie impresje wywołane na dolnych piętrach
Jagdpantherami, Spitfirami, mundurami, oznakami, sztandarami, zdjęciami,
mapami itd. są potem wymazane przez makabrę ostatniego piętra, i to z
widokiem tej makabry przed oczami wychodzi się potem z budynku.
Perfekcyjnie zorganizowany marketing politycznej poprawności? Przeczucie
rzeczywistego sensu tych wszystkich naszywek, luf, ostrzy? W każdym razie
cios w jaja dla każdego spragnionego emocji prawdziwego militarysty: chcesz
wrażenia, to masz.
Im dłużej zastanawiam się nad miejscem tej ekspozycji w IWM, tym bardziej
przypomina mi się ryskie Muzeum Wojny: centralne miejsce zajmowała tam
ekspozycja poświęcona radzieckiemu ludobójstwu na Łotwie.
***
PS. W księgarni przeglądałem świetny album niejakiego Forty’ego pt. „Germany
at War”: setki wyłącznie kolorowych fotografii z WWII. Niesamowite wrażenie,
jakby robione wczoraj. Dla zainteresowanych: 25 funtów.