Dodaj do ulubionych

II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw....

29.01.09, 13:01
Wszyscy znamy klasyczne sylwetki samolotów dwusilnikowych z czasów II WŚ.
BF-110, Mosquito, P-38 itd... Łączy je jedna rzecz. Silniki umieszczone na
skrzydłach ze śmigłami ciągnącymi.

Nie wdrożono o ile wiem, ale pracowano nad innymi układami aerodynamicznymi
samolotów wielosilnikowych. Np Dornier Pfeil - gdzie jeden silnik znajduje się
z przodu, drugi tylnej części kadłuba, a napędzają jedno śmigło ciągnące i
jedno pchające.
www.etamiya.com/shop/images/tamiya_scalemodel/61074.jpg
Drugi przykład to francuski Arsenal VB 10 (wiem, że oblatany po wojnie, ale
bardzo blisko), gdzie silniki są umieszczone jeden za drugi w kadłubie, z
kabina pilota pomiędzy, a napędzają zespół przeciwbieżnych śmigieł ciągnących.
www.aviastar.org/pictures/france/arsenal_vb-10.jpg
www.airwar.ru/image/idop/fww2/vb10/vb10-2.gif
Tak na chłopski rozum patrząc umieszczenie silników w jednej osi, jeden za
drugim, jest korzystne ze względu aerodynamikę. Jednak było to rozwiązanie
popularne. Dlaczego? Czy wiązało się to z jakimiś szczególnymi
problemami....np chłodzeniem drugiego silnika.

Obserwuj wątek
    • czaja1 Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 29.01.09, 13:13
      www.airwar.ru/image/idop/fww2/vb10/vb10-2.gif
      co to może byc na schemacie za drugim silnikiem?

      pzdr


      • grogreg Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 29.01.09, 13:28
        element napędzający sprężarkę?
        • speedy13 Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 30.01.09, 13:16
          To coś jest za chłodnicą i faktycznie prędzej to bedzie turbina
          napedzana gorącym powietrzem i sama napędzająca zapewne sprężarkę
          (której na schemacie co prawda nie widać). Gdyby to byl wentylator
          wspomagający chlodzenie, lepiej byloby umiescic go przed chlodnica.
      • ignorant11 Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 29.01.09, 23:52
        czaja1 napisał:

        > www.airwar.ru/image/idop/fww2/vb10/vb10-2.gif
        > co to może byc na schemacie za drugim silnikiem?
        >
        > pzdr
        >
        >


        Sława!

        MOze śruba?

        Bo to pewnie był samolot nurkujacy...
        :))


        Forum Słowiańskie
        gg 1728585
    • patmate Re: II WŚ - Samoly - układ niekonwencjonalny 30.01.09, 00:22
      Do 335 Pfeil - Wadą tego układu silników była niestateczność
      kierunkowa utrudniająca celowanie.
      Niemniej samolot chwalono za bardzo dobre przyśpieszenia.
      Nie użyty operacyjnie - kilka szt w Erprobungkomando, nie
      odnotowano zwycięstw, jedynie straty.
      Blohm & Voss BV 141 ciekawa koncepcja, kilkanaście szt wybudowano.
      www.geocities.com/asymmetrics/bv141ph/bv141ph.htm
      Pzdr
      • patmate Re: II WŚ - Samoly - układ niekonwencjonalny 30.01.09, 00:24
        no i jeszcze prototypy latających skrzydeł braci Horten
        pzdr
        • patmate Samoly - układ niekonwencjonalny 30.01.09, 00:48
          Nieoparłem się żeby przypomnieć konstrukcję Henryka Brzeskiego:
          samolot "Aquila" z 1909.
          Smaczkiem był silnik gwiazdowy birotacyjny napedzający dwa
          przeciwbieżne śmigła. Patenty zakupił później Siemens i Gnome.
          samolot rozbił sie w pierwszym locie prawdopodobnie ze względu na
          system sterowania.
          www.elknet.pl/historia-lotnictwa/av_hist/index.php?
          position=0.0.17
          Pzdr
    • habeas_corpus Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 30.01.09, 08:18
      Niekonwencjonalny (w pewnym sensie) układ napędu miał też He-177 Greif. Był to
      przecież samolot czterosilnikowy ciągnięty przez dwa śmigła.
      • czaja1 Bell YFM-1 Airacuda 30.01.09, 22:56
        Strasznie wykręcony
        www.ioh.pl/samoloty/index.php?art=1
        • czaja1 I-250 (MiG-13) 30.01.09, 22:58
          Pomieszanie dwóch napędów
          pl.wikipedia.org/wiki/I-250
          • czaja1 Blohm und Voss P.208 30.01.09, 23:02
            mało znany projekt
            www.samoloty.ow.pl/str254.htm
            • speedy13 Re: Blohm und Voss P.208 31.01.09, 14:17
              A to już typowy przykład z gatunku całej tej "wirtualnej Luftwaffe".
              Papier jest cierpliwy i wiele rzeczy można sobie zaprojektować.
              Pozostając z całym szacunkiem dla firmy Blohm & Voss dosyć
              doświadczonej w niekonwencjonalnych konstrukcjach pozwolę sobie
              wyrazić mniemamie że nie latałoby toto poprawnie. Pchacz, z natury
              niezbyt stateczny a tu jeszcze bez statecznika pionowego? Pomijam
              już kwestię napędu i te przedziwne silniki jakie dla niego
              rozważano, bo w końcu staneło na w miarę normalnym DB603N z
              turbosprężarką i wtryskiem metanolu.
          • speedy13 Re: I-250 (MiG-13) 31.01.09, 13:55
            Hej

            czaja1 napisał:

            > Pomieszanie dwóch napędów
            > pl.wikipedia.org/wiki/I-250

            W tym okresie to było modne rozwiązanie, myśliwiec tłokowy z jakąś
            formą pomocniczego napędu odrzutowego: czy to silnikiem typu Campini
            jak wyżej wymieniony, czy strumieniowym, czy rakietowym czy nawet
            prawdziwym turboodrzutowym jak Ryan Fireball. Dodatkowy napęd
            zapewniał większą prędkość w krytycznych fazach lotu, w czasie
            walki, pościgu, ucieczki itd. A zarazem w trakcie przelotu działał
            tylko oszczędny silnik tłokowy, zapewniając odpowiedni zasięg.
            Osobiście bardziej od tego MiGa podoba mi się jego konkurent Su-5 (I-
            107). www.suchoj.com/bis1949/index.htm?
            www.suchoj.com/bis1949/Su-5/home.shtml
            Mimo że z tym samym napędem miał nieco mniejszą prędkość "z
            dopalaniem" - 810 km/h vs. 825 w MiGu, to wyraźnie większą miał
            prędkość bez tego przyspieszacza WRDK 710-720 km/h vs. 670-677 w I-
            250. A to chyba lepiej oddaje sens takiego samolotu, który miał
            wszak głównie korzystać z napędu tłokowego, pomagając sobie
            odrzutowym tylko na krótko w krytycznych sytuacjach. No i bardzo
            mocno cofnięta kabina I-250 z pewnością pogarszała pole widzenia w
            dół do przodu, do tyłu zaś nieco zasłaniał widock statecznik
            pionowy. Zaś w I-107 kabina umieszczona była klasycznie mniej więcej
            pośrodku kadłuba i zapewne widoczność z niej była o wiele lepsza. A
            w samolocie bojowym to jest dość ważna cecha.
        • speedy13 Re: Bell YFM-1 Airacuda 31.01.09, 13:35
          Airacuda to samolot bardziej jeszcze pokręcony niż na to wygląda. To
          nie tyle myśliwiec, co rodzaj latającej baterii przeciwlotniczej :).
          Działa 37 mm w wieżyczkach były zasadniczo naprowadzane i odpalane
          centralnie przez operatora zajmującego miejsce w kabinie w kadłubie,
          dysponującego odpowiednimi przyrządami celowniczymi z dalmierzem i
          kalkulatorem balistycznym. Strzelcy w wieżyczkach mieli za zadanie
          jedynie zmieniać magazynki i usuwać ewentualne zacięcia (choć w
          sytuacji awaryjnej chyba mogli też i strzelać w normalny sposób).
          To co się najbardziej nie udało, to chyba napęd ze wszystkimi tego
          konsekwencjami. Aby wygospodarować miejsce na wieżyczki w gondolach
          silnikowych, konstruktorzy zastosowali śmigła pchające. Natychmiast
          wyszło to co zawsze we wszystkich niemal pchaczach: silniki, choćby
          i były z założenia chłodzone cieczą, są też bardzo intensywnie
          chłodzone przez strumień powietrza nadmuchiwany przez śmigło. Gdy
          tego strumienia zabrakło, natychmiast zrobiła się kaszana. Airacuda
          w zasadzie nie mogła kołować o własnych siłach, na pas wytaczana
          była przez ciągnik. Silniki uruchamiano bezpośrednio przed startem i
          wyłączano krótko po wylądowaniu. Dodatkową atrakcją były stosunkowo
          silne wibracje powodowane przez długie wały napędowe oraz pewne
          problemy ze statecznością. Jeszcze bardziej skwaszono instalację
          elektryczną. Airacuda jako samolot bardzo nowoczesny wszystko miała
          na prąd, i chowanie podwozia i trymery i klapy i wieżyczki i nawet
          pompy paliwa do silników. Żeby jednak nie obciążać tych silników i
          tak już na pół przegrzanych, generator prądotwórczy napędzany był
          przez osobną jednostkę napędową (tzw. APU), pomocniczy silniczek w
          kadłubie. I jak się ten silniczek wysypał, co się niestety zdarzało,
          to pilot w zasadzie nic już nie mógł zrobić, jeśli się nie udało
          odpalić APU (na szczęście zawsze się jednak udawało - amerykańska
          technika). Airacud zbudowano 13, eksploatowane były od 1938 do mniej
          więcej 1940, potem jeszcze służyły jako pomoce naukowe do szkolenia
          służb naziemnych zanim w 1942 poszły na złom. Tak że nie za dużo
          wylatały. Szczęśliwie doszło tylko do dwóch poważnych katastrof
          (tylko w jednej była ofiara śmiertelna). Raz w czasie prób, samolot
          celowo wprowadzony w korkociąg nie dawał się wyprowadzić, mimo
          różnych sztuczek np. wyłączenia silników (drastycznie poprawiało to
          stateczność Airacudy); wyglądało że zablokował się ster i piloci
          podjęli decyzję o opuszczeniu samolotu. Gdy jednak pierwszy z nich
          wyskoczył, drugi stwierdził że ster się odblokował; nie miał już
          czasu na rozruch silników, wykonał jednak przymusowe lądowanie na
          jakimś polu i wyszedł z tego bez szwanku (choć samolot do kasacji).
          Ten co wyskoczył miał połamane nogi, prawdopodobnie po skoku uderzył
          w statecznik pionowy i spowodował odblokowanie owego zaciętego
          steru. A drugi raz już w czasie eksploatacji doszło do pożaru w
          locie, wywołanego pęknięciem przewodu olejowego. Załoga opuściła
          samolot, jednakże pilotowi nie otworzył się spadochron (być może też
          uderzył on w statecznik).
          W zalinkowanym tekście z ioh jest chyba błąd, nic nie słyszałem o
          jakichś ekperymentach z pociskami rakietowymi na Airacudach,
          skądinąd wiem że takie prace to już raczej rok 1942.
    • marek_boa Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 31.01.09, 11:21
      Dodaj do tego Grogreg eksperymentalny "szybki myśliwiec" Beriewa B-10 - w
      układzie dwubelkowym ,dwa silniki jeden za drugim w kadłubie z dwoma śmigłami
      pchającymi (link do stronki jak to wygladało już kiedyś Podawałeś!)
      - Niezrealizowany projekt ciężkiego bombowca PWS-22 B3N - jeden silnik ciągnący
      i jeden pchający!
      - Niezrealizowany projekt ciężkiego bombowca PWS-23 B3N - dwa silniki ciągnące
      i jeden pchający!
      - Niezrealizowany projekt bombowca nocnego PZL-3 - dwa silniki ciągnące i dwa
      pchające!
      - Pozdrawiam!
      • patmate Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 31.01.09, 20:52
        > - Niezrealizowany projekt bombowca nocnego PZL-3 - dwa silniki
        ciągnące i dwa
        > pchające!

        PZL 3 powstał we Francji jako Potez 41 BN 5.

        www.letadla.biz/foto-potez-41-bn5.htm
        Pzdr
        • marek_boa Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 01.02.09, 08:31
          Znaczy się Miałeś na myśli Patmate Poteza 41 B4N?!:) Dokumentacja tego samolotu
          została "buchnięta" przez Francuskich inżynierów nadzorujących seryjną budowę w
          Polsce samolotów Potez XXV!
          -Pozdrawiam!
          • patmate Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 01.02.09, 14:12
            BN 5 = bombowiec 5-osobowy
            Pzdr
            • marek_boa Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 01.02.09, 14:21
              Fakt sorry!:) Pomerdało mnie się z terminologią Radziecką gdzie dodatkowa
              liczba po nazwie i typie samolotu oznaczała ilość silników:
              - TB-3-4 M-17F!
              -Pozdrawiam!
    • cie778 Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 03.02.09, 21:18
      1. Chłodzenie - pisał już speedy przy Airacudzie, acz problem był do pokonania
      (drogą nabycia odpowiedniego doświadczenia ;-), o czym świadczyła Aircobra. Dla
      początkujących bywał zabójczy (naśladowcy Aircobry albo He177).

      2. Problemy konstrukcyjne - te wszystkie drgające wały, krążące po całym
      samolocie przewody ze sprężonym powietrzem, ze spalinami wypełniającymi kabiny
      zamiast przewody, z ograniczoną przestrzenią na pilota i wyposażenie oraz
      wkurzonymi pilotami.

      Dokładniej, to wyglądało tak, że przy Pfeilu Niemcy stworzyli pierwszy fotel
      wyrzucany w dziejach bo inaczej piloci byliby jednorazowego użytku (każdy skok
      ze spadochronem to bliski kontakt ze śmigłem) - i dokładnie tak samo było we
      wszystkich samolotach ze śmigłem pchającym. Piloci takiego Fokkera D.XXIII
      pewnikiem nie byli zachwyceni...
      Dalej: konieczne podwozie z kołem przednim i to okrutnie wysokie (znaczy się
      drogie i skomplikowane konstrukcyjnie) - inaczej tylne śmigło zaczepiało o
      podłoże przy starcie. O ile w przypadku układu dwu-belkowego (rzeczony Fokker)
      to dało się jakoś strawić to dla kaczek czy Dorniera - czyli silnika na końcu
      kadłuba to był duży problem i różnie go rozwiązywano. W Dornierze zrobiono
      szczudła i usterzenie robiące za ochraniacz śmigła, a dla odmiany Curtiss XP-55
      słynął z długości startu (innymi słowy - nie można było za bardzo podnieść nosa
      nad ziemię :-o). A jeśli skrócić kadłub to raz, że nie będzie miejsca silnik i
      jego chłodzenie a dwa, że zacznie się do dziwnych rozmiarów rozrastać usterzenie
      (bo mniejsza odległość od środka masy).
      Przy Dornierze czy Fokkerze dodatkowo koła przedniego nie było jeszcze gdzie
      schować - z przodu kadłuba był przecież silnik, więc robiono jakieś wynalazki
      dodatkowo komplikujące konstrukcję przedniego podwozia.
      Dalej - instalacje silników w czasie wojny bardzo się rozbudowały. Sprężarki,
      chłodnice, przewody do nich... Pfeil mimo potężnych rozmiarów był wypchany
      różnymi mechanizmami do imentu. Przy takim upakowaniu jakakolwiek zmiana
      powoduje konieczność przebudowy całego samolotu bo inaczej środek masy wędruje w
      dziwne miejsce i nawet wystartować się nie da...
      Koniec końców dało to taki efekt, że Pfeil który startował jako rewolucyjny
      projekt mający dać samolot tłokowy (w domyśle - o niezawodności samolotów
      tłokowych) o osiągach odrzutowych kończył żywot jako największy dwusilnikowy
      samolot niemiecki który nadal nijak nie mógł osiągnąć poziomu niezawodności Me-262.

      Dla VB-10 kładąca była pewnie komplikacja układu napędowego - śmigieł
      współśrodkowych do tej pory nikt nie lubi bo to upiór konstrukcyjny i
      eksploatacyjny. A pierwsze udane tego typu konstrukcje powstały dopiero po
      wojnie.

      3. Rzeczą która ostatecznie położyła Pfeila i wiele innych tego typu projektów
      to była aerodynamika. Oddziaływanie śmigieł ze sobą (VB-10), z kadłubem, z
      usterzeniem (Pfeil) to wszystko były niezbadane obszary (i dalej są ;-). Śmigła
      współbieżne już robią ale niechętnie natomiast nadal wszyscy włącznie z Rutanem
      odsuwają usterzenia od śmigieł, bo nikt nie potrafi przepływami w tym obszarze
      dobrze sterować.

      pozdrawiam
      • grogreg Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 03.02.09, 21:47
        Dzięki za wyczerpujący wykład :)
        Faktycznie problemów bez liku.
      • patmate Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 04.02.09, 00:26
        ..."Dokładniej, to wyglądało tak, że przy Pfeilu Niemcy stworzyli
        pierwszy fotel wyrzucany w dziejach..."

        Fotel wyrzucany (pednikiem było sprężone powietrze) skonstruowano w
        zakładach Heinkla i montowano w He 219 Uhu (użytym operacyjnie od
        1944) oprócz Do 335 montowano też w He 162.

        .." bo inaczej piloci byliby jednorazowego użytku (każdy skok
        > ze spadochronem to bliski kontakt ze śmigłem)..."

        Problem był ogólniejszy - szybkie samoloty II WŚ nie
        sprzyjały "wysiadaniu" w powietrzu - dość powszechne relacje pilotów
        myśliwskich o odwracaniu samolotu na plecy przed skokiem (a może
        wysunieciem się) z kabiny, czy np przekonanie załóg "Mosquito", że
        po skoku zawadzi się o usterzenie..., skok z "Beaufightera" też nie
        był uważany za bezpieczny.
        W Pfeilu górny statecznik był odstrzeliwany (o śmigle nie
        znalazłem) przed skokiem pilota. Z kolei dolny statecznik
        odstrzeliwany był przed lądowaniem na brzuchu.
        Wałkując temat dalej: przyziemienie tym latadłem powinno było
        odbywac się na 3 punkty: podwozie główne + płozę pod statecznikiem
        dolnym pionowym, a dopiero później na koło przednie...
        A w temacie układów niekonwencjonalnych: istniał projekt połączenia
        2 Pfeilów: Do 635 Z (taki Zwilling) miał to być samolot rozpoznawczy
        dla zastąpienia Condora w lotach nad Atlantykiem. Projekt był
        prowadzony przez Heinkla, jako że jego zakład w Oranienburgu miał
        produkować seryjne Do 335. Potem papiery wylądowały u Junkersa (Ju
        635) - na papierze samolot był szybszy od "Mosquito". Projektem
        zainteresowano Japończyków, ale to był już styczeń 1945 i w Japonii
        możliwości budowy samolotu były mało realne...
        Pzdr
        • cie778 Re: II WŚ - Samoly wielosilnikowe - układ niekonw 04.02.09, 10:28
          patmate napisał:

          > Fotel wyrzucany (pędnikiem było sprężone powietrze) skonstruowano w zakładach Heinkla i montowano
          > w He 219 Uhu (użytym operacyjnie od 1944) oprócz Do 335 montowano też w He 162.

          Przepraszam za pomyłkę, widać mi się pozapominało, pisałem z pamięci.

          > Problem był ogólniejszy - szybkie samoloty II WŚ nie sprzyjały "wysiadaniu" w powietrzu

          To się zgadza ale powiedzmy, że istniała przynajmniej teoretyczna szansa ratunku - w końcu brak możliwości skoku na małych wysokościach też był przez wszystkich "akceptowany". Problemem pchaczy było to, że niespecjalnie wyobrażalne są jakiekolwiek szanse...

          > W Pfeilu (...) kolei dolny statecznik odstrzeliwany był przed lądowaniem na brzuchu.

          To już absolutny hardcore - alianci zabraniali prób lądowania na brzuchu Typhoonami bo szanse na przeżycie nikłe były - a tu jakieś dwa razy cięższy i uszkodzony mastodont i pilot w dodatku do super trudnego lądowania ma wybrać moment kiedy straci stateczność kierunkową...

          > A w temacie układów niekonwencjonalnych: istniał projekt połączenia 2 Pfeilów: Do 635 Z (taki Zwilling)

          Kojarzę ale to już typowy przedstawiciel klasy Luft'46 czyli coś, co nie miało szansy latać ale znakomicie robi na niemieckie ego (jakbyście nas nie pokonali, to dopiero byśmy Wam pokazali!).
          No nie widzę tego układu. Normalny Pfeil miał spore kłopoty z interferencją opływu a tutaj byłyby dwa równoległe kadłuby w różny sposób "szarpane". To dopiero byłyby jaja - i jeszcze niesymetrycznie siedzący pilot. I lądowanie na 4 punkty - szkoda, że mocniej się za to nie wzięli - szybciej by sie im piloci skończyli i wojna krócej trwała :-)
          A pomysły, że Japończycy byliby w stanie coś takiego choćby zmontować, to...
          Przecież oni tak gdzieś od połowy '44 byli na etapie samolotów z bambusu i papieru ryżowego bo nie byli w stanie dowieźć do Japonii żadnych boksytów.

          pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka