Dodaj do ulubionych

niepoczytalny ORDYNATOR

16.03.05, 19:05
" Lekarzu lecz się sam


Ordynator oddziału słupskiej okulistyki, któremu stawiano 85 zarzutów,
prawdopodobnie nie odpowie przed sądem. Biegli psychiatrzy orzekli, że w
chwili popełniania czynów był niepoczytalny. Według policji, ordynator m.in.
poświadczał nieprawdę w dokumentach i wyłudzał pieniądze na szkodę szpitala
oraz kas chorych. (...)
Tymczasem do prokuratury wpłynęła opinia biegłych psychiatrów z Kocborowa
koło Starogardu Gdańskiego, która dotyczy stanu zdrowia psychicznego
ordynatora w czasie popełniania zarzucanych mu czynów. Wynika z niej, że
Wiesław P. był niepoczytalny. Oznacza to, że w ciągu roku, kiedy miał się
dopuścić przestępstwa, nie potrafił rozpoznać znaczenia czynów i nie potrafił
kierować swoim postępowaniem. Taka opinia psychiatryczna jest dowodem dającym
podstawę do umorzenia postępowania.
(„Gazeta Krakowska” nr 259) "


- czyz to nie skandal ?

radca
Obserwuj wątek
    • radca pogrozili lekarzowi palcem 16.03.05, 19:19
      " Pogrozili koledze palcem
      Niski wyrok sądu dla lekarza partacza

      Okręgowy Sąd Lekarski przyznał nam rację. Lubelski lekarz Marek O. popełnił
      błąd, operując pięcioletniemu Kacprowi zdrową nogę zamiast chorej. Jednak za
      okaleczenie dziecka ortopeda dostał jedynie naganę. Orzeczenie nie jest
      prawomocne.

      Rodzice obiecali Kacperkowi, że po operacji będzie mógł biegać i bawić się jak
      inne dzieci. Tymczasem chłopiec nadal chodzi o kulach. Nie rozumie, dlaczego to
      wszystko trwa tak długo. Od ponad roku towarzyszy mu ból i cierpienie.
      Przypomnijmy. W listopadzie 2003 roku pięcioletni Kacperek przeszedł operację
      biodra w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie. Po zabiegu rodzice chłopca
      zorientowali się, że dziecko ma usztywnioną zdrową nogę. Zgłosili to lekarzowi.
      Okazało się, że lekarz pomylił się i zamiast chorego lewego biodra zoperował
      dziecku prawe. Operację trzeba było powtórzyć. Ale rodzice nie chcieli
      ryzykować po raz kolejny. Zawieźli chłopca aż do Otwocka do szpitala
      ortopedycznego. Zoperowana tam lewa noga funkcjonuje już prawidłowo. Prawa,
      wcześniej zdrowa, nie jest, niestety, sprawna.
      Ortopeda Marek O. nie poczuwał się do winy. Po nagłośnieniu przez nas sprawy
      został jednak odsunięty od operacji. Teraz sąd lekarski potwierdził, że lekarz
      pomylił się, bo nie sprawdził, czy do operacji przygotowane jest właściwe
      biodro. Jako okoliczność łagodzącą dla ortopedy sędziowie uznali "błędny plan
      operacyjny, w którym wpisane było do operacji prawe biodro i nieposzlakowaną
      opinię w dotychczasowej pracy zawodowej". Uznali też, że kara nagany jest
      adekwatna do czynu, jaki popełnił lekarz. I ortopeda, i rodzice dziecka mają
      teraz dwa tygodnie na odwołanie się od wyroku.
      - Ja tak tego nie zostawię - obiecuje sobie Elżbieta Zubala. - Lekarz nie miał
      prawa się pomylić. Może jest doskonałym specjalistą, ale mojemu dziecku zrobił
      krzywdę. A tego nie da się zapomnieć. I żadne uzasadnienie sądu mnie nie
      przekona.
      Rodzice chłopca walczą także przed sądem cywilnym. Pozwali szpital, w którym
      został zoperowany ich syn. Domagają się odszkodowania. - Pieniądze będą nam
      potrzebne na rehabilitację Kacperka - mówią. - Chcemy, żeby syn jak najszybciej
      zapomniał o chorobie i mógł normalnie żyć.

      Adam Sandauer, prezes Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere
      Sądy lekarskie są bardzo ostrożne w wydawaniu wyroków. Jeśli tylko się da,
      umarzają sprawy. Dlatego orzeczenie sądu lubelskiego cieszy. Bo chociaż lekarz
      nie poniesie wielkiej kary, to przynajmniej uznano, że postąpił źle. I jest to
      jakaś przesłanka dla sądu cywilnego. Bo dziecko za swoje cierpienia powinno
      dostać odszkodowanie.

      Artykuł: "Pogrozili koledze palcem", autor: Katarzyna Pasieczna. Dziennik
      Wschodni. 03.02.2005. "
      • radca pijany bełkot bezkarny 16.03.05, 19:21
        " Prokuratura umorzyła sprawę ortopedy

        O tym, że lekarz, który odmówił poddania się próbie trzeźwości nie poniesie
        kary, pisaliśmy. Teraz wiadomo, że konsekwencji nie poniesie także zastępca
        dyrektora szpitala, który był świadkiem incydentu, ale nie zmusił lekarza do
        dmuchania w alkomat

        O Jerzym T., ortopedzie ze szpitala wojewódzkiego w Chełmie piszemy od ponad
        pół roku. W czerwcu pacjenci poinformowali nas, że lekarz pełnił dyżur po
        pijanemu. "Nie potrafił sklecić zdania, bełkotał" - relacjonowali. Wezwano
        policję i zastępcę dyrektora szpitala, ale ortopeda nie zgodził się na badania
        krwi. "Gazeta" ujawniła, że do podobnego zdarzenia z udziałem Jerzego T. doszło
        w styczniu zeszłego roku. Wtedy ortopeda odmówił dmuchania w alkomat.

        Po incydencie policja doniosła na lekarza do prokuratury, ale ta umorzyła
        postępowanie w jego sprawie. "Policja nie przedstawiła nam wyniku badań
        trzeźwości Jerzego T." - tłumaczył w październiku zeszłego roku Czesław Wajda,
        szef chełmskiej prokuratury, która umorzyła śledztwo w tej sprawie.

        Jednocześnie prokuratura nie mogąc oskarżyć lekarza, postanowiła ścigać osoby,
        które miały sprawdzić stan trzeźwości Jerzego T. Chodziło o zastępcę dyrektora
        szpitala oraz dwóch funkcjonariuszy policji, którzy tego dnia pełnili dyżur.

        Obrany przez prokuraturę kierunek śledztwa wywołał burzę. "Moi policjanci mogli
        przymusić ortopedę do poddania się badaniu krwi, ale kto miał wziąć strzykawkę
        i pobrać mu krew? Nie przechodzimy szkoleń pielęgniarskich. Dodam, że rzecz
        działa się w szpitalu, gdzie pracuje Jerzy T." - protestował Ryszard Bondyra,
        komendant chełmskiej policji. "Policjanci mają szereg możliwości zdobycia
        dowodów. Powinni wezwać karetkę i przewieźć lekarza do innego szpitala. Nie bez
        winy jest także dyrektor, który wszelkimi sposobami powinien umożliwić
        policjantom zabezpieczenie dowodów" - argumentował prof. Zbigniew Ćwiąkalski z
        Katedry Prawa Karnego UJ.

        Prokuratura w grudniu umorzyła postępowanie w sprawie policjantów, ale
        przedstawiła zarzut zastępcy dyrektora szpitala, że nie dopełnił obowiązków.
        Jednak, jak poinformował prokurator Burda, nie zdecydowała się go oskarżyć.

        - Po konfrontacji z udziałem świadków zdarzenia i wielu konsultacjach doszliśmy
        do wniosku, że przed sądem nie byliśmy w stanie udowodnić zastępcy dyrektora
        działania umyślnego - mówi Czesław Burda.

        Decyzja w tej sprawie nie jest prawomocna. Może ją zaskarżyć prokuratura
        wyższej instancji bądź pokrzywdzeni, którzy wezwali do szpitala zastępcę
        dyrektora.

        Prokurator Burda powiedział, że wkrótce prześle na ręce przełożonych
        policjantów i zastępcy dyrektora szpitala pismo w sprawie, wnioskujące ukaranie
        za "mało aktywne działanie wobec Jerzego T.".

        Artykuł pt. "Bezkarny bełkot" Red. Jacka Brzuszkiewicza ("Gazeta Wyborcza" z 2
        marca 2004 r)"
        • radca nie ma przestepstwa .......... 16.03.05, 19:25
          Nie było przestępstwa
          Czy nietrzeźwy lekarz w pracy popełnia przestępstwo? Według ostrowskiego Sądu
          Rejonowego nie. Sąd Rejonowy w Ostrowie Wielkopolskim zmienił niedawno z
          przestępstwa na wykroczenie kwalifikację prawną głośnego incydentu sprzed ponad
          dwóch lat z udziałem pracującego wtedy w ostrowskim szpitalu ginekologa
          Grzegorza G. Dzięki temu sprawa została uznana za przedawnioną i lekarz nie
          poniesie za nią konsekwencji prawnych.

          Sprawa dotyczy incydentu sprzed ponad dwóch lat, który odbił się w Ostrowie
          głośnym echem. Zaraz po zdarzeniu pisaliśmy o ,,Pijanym skalpelu doktora G.’’
          (nie mylić z Tomaszem Gostomczykiem, również ginekologiem pracującym w
          szpitalu, który obecnie jest jego dyrektorem). Ta bulwersująca sprawa dotyczy
          bowiem pracującego wówczas w ostrowskim szpitalu lekarza ginekologa, Grzegorza
          G. Tajemnicą poliszynela było, że G. nie stronił od kieliszka. Gorzej, że
          nie ,,przeszkadzało’’ mu to w pracy.

          Pijany – zatrzymany

          Wydarzenia tamtego feralnego dnia miały poniekąd swój początek poprzedniego
          wieczora. Wtedy to policja zatrzymała do kontroli samochód, którym kierował
          doktor G. Prowadził w stanie nietrzeźwości, dodajmy. Zatrzymano mu więc prawo
          jazdy. Lekarz nie wyciągnął jednak z tego żadnych wniosków. Gdy prawo jazdy w
          końcu mu zwrócono, już po kilku dniach znowu usiadł nietrzeźwy za kierownicą.
          Ale to już zupełnie inna sprawa. Pijany w pracy Następnego dnia po zatrzymaniu
          prawa jazdy doktor G. stawił się do pracy. Ponieważ był doświadczonym
          ginekologiem, asystował tego dnia przy operacjach. Jego stan wzbudził jednak
          poważne zastrzeżenia. Kto, jak kto, ale drugi lekarz potrafi rozpoznać
          pijanego, nawet jeśli to jego kolega. Od G. czuć było wyraźnie alkohol. Tak
          twierdził ordynator oddziału natychmiast, który odsunął go od zabiegu i
          zawiadomił ówczesnego dyrektora szpitala, Dariusza Morissona o swoich
          podejrzeniach. Zapadła decyzja o pobraniu krwi do badań na zawartość alkoholu.
          Krew do podmiany I wtedy zaczęły się następne gorszące sceny z udziałem G.
          Lekarz wiedział, czym grozi takie badanie, więc starał się zrobić wszystko, by
          nie oddać swojej krwi do analizy. Wymyślił bowiem sobie, że zamieni próbki.
          Mimo swego stanu, myślał trzeźwo. Gorączkowo zaczął szukać na oddziale
          pacjentki, która miała taką samą grupę krwi. Gdy znalazł, za wszelką cenę
          chciał ją zmusić, by zgodziła się na jej pobranie. Tu miał jednak pecha, bo
          kobieta nie przestraszyła się nalegania doktora G. Może dlatego, że była córką
          policjanta. Domyśliła się, że z G. coś jest ,,nie tak’’ i powiadomiła policję.
          Ostatecznie, do badania trafiła próbka pobrana od doktora G., choć – jak się
          później okazało na niewiele się to zdało. Reakcja dyrekcji szpitala była
          natychmiastowa i ostra: doktor G. został najpierw zawieszony w pełnieniu
          obowiązków, a potem przestał pracować w szpitalu.

          Pił, tylko kiedy?

          Sprawa wydawała się początkowo prosta. Prokurator miał bowiem ,,na talerzu’’
          pijanego lekarza, potwierdzające to zeznania świadków i krew od podejrzanego.
          Badania potwierdziły, że we krwi był alkohol i mieszanka różnych środków
          uspokajających. W sporządzonym w tej sprawie akcie oskarżenia doktora G.
          oskarżono o świadome narażenie na utratę zdrowia lub życia pacjentki. Groziła
          mu kara do pięciu lat więzienia. Gdy jednak przed ostrowskim Sadem Rejonowym
          rozpoczął się proces w tej sprawie, okazało się że wcale nie jest ona tak
          prosta i jednoznaczna. Przyjęta przez oskarżonego lekarza linia obrony była
          prosta i skuteczna. Doktor G. przyznał się, że pił w pracy. Przekonywał jednak,
          że w czasie, gdy stał przy stole operacyjnym był trzeźwy i dopiero później, pod
          wpływem stresu wyszedł z sali, wziął z samochodu butelkę z alkoholem i wypił.

          Świadkowie zmieniają zeznania

          Przed sądem, dziwnym trafem, niektórzy świadkowi zaczęli ,,mięknąć’’. A może
          dała o sobie znać solidarność zawodowa? W każdym razie, wszelkie pojawiające
          się wątpliwości musiały zostać zinterpretowane na korzyść oskarżonego. –
          Zeznający przed sądem w charakterze świadka ordynator zmienił swoje
          wcześniejsze zeznania. Wynikało z nich, że nie był już pewien, czy rzeczywiście
          czuł od doktora G. – mówi prokurator rejonowy Paweł Szymanowski. Obrona
          zakwestionowała również prawidłowość pobranej od G. próbki z krwią.
          Wyciągnięto, że do pobrania nie doszło w przewidzianych przepisami
          okolicznościach, brakowało na przykład protokołu pobrania krwi. W efekcie, ten
          wydawało by się koronny dowód stracił na ważności.

          • radca prokuratura i Sądy pomagaja unikac kary lekarzom 16.03.05, 19:26
            CAŁY TEKST W PIĄTKOWYM, KURIERZE OSTROWSKIM



            Niektóre postępowania prokuratorskie wobec ostrowskich lekarzy w ciągu
            ostatnich trzech lat

            *podczas zabiegu laparoskopii na stole operacyjnym umiera 14-letnia
            dziewczynka. Biegli nie stwierdzają winy lekarza, ale szpital godzi się
            wypłacić rodzinie wysokie odszkodowanie. Lekarz zostaje uniewinniony.

            *lekarz kardiolog odsyła do domu pacjenta skarżącego się na bóle i nie zmienia
            lekarstw. Pacjent umiera. Sprawa zostaje umorzona.

            *na oddziale psychonerwic pacjent podpala pacjenta. Po kilku dniach podpalony
            mężczyzna umiera. Sprawa przeciwko lekarce zostaje umorzona.

            *lekarka pogotowia twierdzi, że leżący na ulicy mężczyzna jest pijany i nie
            badając go odsyła go na policję. Mężczyzna umiera. Sekcja zwłok wykazuje że był
            trzeźwy. Sprawa w toku.

            *chirurdzy dziecięcy, do których rodzice przywożą dziecko, które połknęło
            monetę rozcinają mu brzuch. Monety nie znajdują. W innym szpitalu, w poznaniu,
            lekarz wyciąga monetę bez interwencji chirurgicznej. Sprawa w toku.

            autor: JAROSŁAW WARDAWY
            • Gość: pomocna dłoń Re: prokuratura i Sądy pomagaja unikac kary leka IP: *.cm.umk.pl 17.03.05, 08:30
              Do Radcy : Mały człowieczku dlaczego opluwasz wszystkich na około??!!!Pomaga Ci
              to?a może powinieneś na kolanach posuwać do Częstochowy w podzięce że ten młody
              człowiek któremu DAŁEŚ samochód wraz z równie pijanym kolegą nikogo nie zabili!!!!
              że nie zginął nikt niewinny !!!!! Nie myślałeś o tym ? że gdyby nie twoja
              decyzja to może nie musiałbyś siedzieć w pustym domu i gapić się w okno na drogę
              którą nikt już do Ciebie nie przyjdzie?a myślałeś o tym że na Twoim miejscu mógł
              być inny ojciec lub matka? Myśl o tym i tylko o tym to może sobie pomożesz.
              Komputera używaj do gry w kółko i krzyżyk - to uspokaja
    • Gość: Kserkses Niepoczytalny OJCIEC IP: *.man.bydgoszcz.pl 16.03.05, 21:36
      Wie, że chłopak lubi sobie golnąć. Pożycza mu samochód. Przecież mogli zginąć
      niewinni ludzie...
      • radca Re: Niepoczytalny OJCIEC 16.03.05, 21:38
        Gość portalu: Kserkses napisał(a):

        > Wie, że chłopak lubi sobie golnąć. Pożycza mu samochód. Przecież mogli zginąć
        > niewinni ludzie...

        - zamknij sie OŚLE

        radca
        • Gość: Kserkses Re: Niepoczytalny OJCIEC IP: *.man.bydgoszcz.pl 16.03.05, 22:33
          Nie zamknę się. Panie PRAWDAPONADWSZYSTKO, to ile miał promili?
          Albo inaczej. Proszę napisać: Sekcja wykazała, że miał 0,0 promila w krwi.
          • Gość: MAX [...] IP: *.tvgawex.pl 17.03.05, 10:52
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka