unsatisfied6
27.03.03, 17:54
To był w San Diego . Mówiło się o jakimś psycho strzelającym do kierowców .
Byłem wtedy w złym nastroju . Czekam na skrzyżowaniu na czerwonym świetle ,
a tu z jakiegoś pick-upa ktoś spryskał mnie wodą i z piskiem opon skręcili
w lewo . Ja na gaz i za nimi swoją Hondą . Dopadłem ich w jakimś zakamarku ,
byli bez wyjścia . Ale ja też nie miałem wyjścia . Ich było czterech a ja
sam , ponadto nie chcialbym nawet być sam na sam z żadnym z nich z osobna .
Ale czekam , nie wiem co robić . Głupia sprawa . W końcu jeden z nich
wychodzi z samochodu , podchodzi do mnie i z przeprosinami wręcza mi 100$ .
Mówi , że wzięli mnie za kumpla , czy im wybaczę . Mówię nie ma sprawy
i dodaję - niech to się więcej nie zdarzy . Biorę 100$ i wolno odjeżdżam w
swoją stronę . Ale byłem twardziel .